Gość: Puchatek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.04.08, 16:05
Jechałem wąską, osiedlową uliczką. Ograniczenie do 40. Skręcałem w prawo, na stację benzynową. Jak zawsze wrzuciłem kierunkowskaz, jak zawsze spokojnie zahamowałem (z tyłu w fotelikach wiozłem dwoje dzieci, nie w głowie mi były nagłe skręty i ostre hamowania).
BUM.
Z tyłu stuknął mnie chłopaczek - na oko max. 20 lat, fryzurka na żel, wypasiony mercedes klasy E. Po stuknięciu - już mniej wypasiony, bo ze stłuczonym kierunkowskazem i pękniętym reflektorem.
Najśmieszniejsze, że na moim tylnym błotniku (Peugeot Partner) nie został NAJMNIEJSZY ŚLAD. A ten bidak nieźle wybuli za migacz i reflektor.
To była osiedlowa uliczka, jechałem 40. Hamowałem naprawdę łagodnie (a przecież mógłbym hamować ostrzej, gdyby np. jakis dzieciak wyskoczył mi przed auto, jak to się na osiedlowych uliczkach zdarza). Czyli albo gość jechał za blisko, albo sporo za szybko, albo (co najbardziej prawdopodobne) jedno i drugie. No cóż - tym razem tylko jego strata...