rekrut1
10.06.08, 10:39
Do napisanie tego postu zainspirował mnie artykuł w tygodniku WPROST.
-Są tam bredzenie o oślepianiu w dzień(z powodu włączonych świateł),
o
tym że cała UE wycofuje się z tego (tylko Austria), i parę innych
bzdetów. Mnie zainteresował fragment dotyczący nadmiernej ilości
znaków drogowych. Dodał bym do tego całą konstrukcję KD oraz sposobu
jego nauczania.
KD stara się ująć w paragrafy całe nasze"życie na drodze". Czy to
jest
naprawdę niezbędne? Czy to jest w ogóle możliwe? Czy da się
przewidzieć wszystkie okoliczności które mogą się wydarzyć?
Moim zdanie to nadmiar "cukru w cukrze"!
I sposób nauki jazdy młodych adeptów tej sztuki. Moim zdaniem na
kursach powinno się nauczać tylko tych paragrafów które są niezbędne
(podstawowe)do bezpiecznego poruszanie się na drodze. Nadmiar
materiału który próbuje się wtłoczyć kursantowi do głowy zaciera
gradację ważności tego co ważne.
Wracając do "znakologii". Nadmiar znaków na drodze powoduje że
przestajemy je "widzieć", a jednocześnie podświadomie ich szukamy.
To
znaczy że w sytuacjach niepewności "wyłączamy" myślenie a szukamy
podpowiedzi. Jest to dość niebezpieczne i na pewno powoduje
wzrost "kolizyjności"(zawsze jak się przestaje myśleć staje się to
niebezpieczne, nawet w relacjach z żoną). Przepraszam za te znaki "
i
być może nadmierne skróty myślowe ale chciałem to ująć możliwie
krótko
ale się jakoś nie dało. Co o tym myślicie?
Pozdr.
Pazdzioch