Dodaj do ulubionych

Znikający punkt ... widzenia

11.11.03, 23:01
Od niedawna uczestniczę w forum i pierwsze, co mi sę narzuca, to niesamowita
analogia do rzeczywistego ruchu drogowego. Wiele spokojnych, rozsądnych
wypowiedzi i garść chamskich, prymitywnych odzywek. Jak w życiu - większość
kierowców to normalni ludzie, a garstka to chamy i bezmózgowce. Niestety -
większość z nas pamieta tylko tych chamskich, co zaciera rzeczywiste
proporcje głupich do reszty.
Na żadnym z wątków nie poruszono tematu Punktu Widzenia, a uważam go za
bardzo istotny czynnik decydujący o jakości a iec i o bezpieczeństwie ruchu
drogowego.
Chodzi mi o to, że nie jesteśmy wyłącznie kierowcami - czasami też
motocyklistami, rowerzystami a najcześciej - pieszymi. A zmiana ról, to
zmiana poglądu na czasami ten sam temat.

Zapraszam do troche żartobliwego ale, mam nadzieję, rozsadnego przedstawienia
ewolucji pogladów wraz ze zmaią Punktu Widzenia/Jeżdżenia.
Dla jasności: mimo, że jestem autorem poniższego tekstu, to opisane zdarzenia
nie miały wcale miejsca.
Przynajmniej nie na raz...

"Jak słońce trochę już dogrzało przechłodzone zimą powietrze, poczułem zew.
Wyciągnąłem rower z piwnicy, odkurzyłem, nasmarowałem, napompowałem opony i
w drogę! Na szlak!
Po przedarciu się przez dziury i kałuże na drodze dotarłem do ścieżki
rowerowej i nacisnąłem na pedały. To była jazda! Wiatr huczał w uszach,
wyciskał łzy z oczu nadwerężonych przez telewizję i komputer zimą. Ptaki
pokrzykiwały wesoło i było naprawdę wiosennie.
Byłoby niezmiennie pięknie, gdybym tylko nie musiał omijać szkieł po
rozbitych flaszkach albo pieszych łażących po ścieżce rowerowej i chodniku
według przez siebie tylko znanych reguł. Obrzucali mnie przy tym epitetami
twierdząc, że chodnik jest do chodzenia a nie do jeżdżenia. Jak któryś raz z
rzędu omal nie pieprznąłem w latarnię, zjechałem na ulicę.
Na pięć minut.
Po tym czasie stałem mokry, ochlapany przez troglodytów w samochodach,
którzy z zupełną beztroską ocierali się o mnie pędząc co najmniej stówą
podnosząc wodę z kałuż na jezdni na dwa metry. W końcu jakiś sukinsyn
wepchnął mnie w kałużę, w której woda przykrywała głęboką dziurę i z mojego
kółka z robiło się coś prawie okrągłego, na czym jednak jechać się nie dało.
Pchać zresztą też nie...
Klnąc na skurczybyków na dwóch nogach i tych na czterech kołach z mózgiem w
prawej stopie, doniosłem wreszcie rower do domu i pieprznąlem w ciemność
piwnicy.
Musiałem się umyć, przebrać i przede wszystkim NAPIĆ!!!
Ufff.. przeszło.
Następnego dnia pojechałem do Warszawy wybrać meble.
Pogoda fajna, ta wiosna to chyba jednak przyszła na dobre!
W radiu leci Knopfler, słońce nasyca energią, klima działa - żyć się chce!
Kałuż od cholery, omijać się nie bardzo da, bo slalomy wykonują i ci z
przeciwka. Co chwila koło wpada w wodę i nie wiem, czy tam nie zostanie -
dziury niekiedy zadziwiają nawet najstarszego górala...
Ruch spory mimo wolnego dnia, Tworzą się może nie korki ale długie
kolumny pojazdów jadące z prędkością zaspanego, zagapionego kretyna w
kapeluszu prowadzącego kolumnę z wielką nieśmiałością. Rozpychają się
taksiarze i autobusy - potrafi taki wyjechać z zatoki tuż przed maską
przejeżdżającego samochodu, zmusić do zatrzymania a potem do rozpędzania w
kłębach dymu z przyspieszeniem cielnej krowy. Że też gliniarze nie eliminują
takiego złomu z drogi!
Takiemu to się, kurde, nigdzie nie śpieszy - jeździ w kółko cały dzień jak
na karuzeli i w dupie ma, że ktoś gdzieś musi zdążyć!
Piesi łażą jak ślepi i włażą na przejście prosto pod koła,
niezależnie od odległości i szybkości nadjeżdżających samochodów.
Święte krowy! Ciekawe, czy mina by im zrzedła, gdyby ktoś nie zdążył
wyhamować i postraszył rozmazaniem po pasach...
Pieszy przynajmniej trzyma się chodnika ale rowerzyści plątają się po jezdni
jak karaluchy po internacie - myszkują po całej drodze, jakby nie mogli
trzymać się krawężnika. Niejeden dostaje brudny prysznic gdy jest omijany w
kałuży.
Dobrze im tak! Niech nie wpierdzielają się na drogę przy takim natężeniu
ruchu!
Nogi weszły mi w dupę po zwizytowaniu dziesiątego z kolei sklepu meblowego,
a na drodze coraz większy ruch i więcej debili spowalniających ruch.
Z ulgą wróciłem do domu i otworzyłem barek.
Dopiero trzecia setka uspokoiła skołatane nerwy.
Przestały kołatać na dobre po setce szóstej...
Rano miałem takiego kaca, że nie było mowy o wejściu za kółko -
alkomat by zagwizdał bez dmuchania. A tu trzeba jechać do pracy!
Powlokłem się na przystanek.
Ranek był zimny - to jeszcze nie pełnia wiosny. Zmarzłem czekając
długo na autobus - jeden wypadł z kursu, bo policja zatrzymała mu dowód
rejestracyjny. Podobno za bardzo dymił. Mogliby się, kurde, krawężniki nie
wygłupiać, przecież ludzie czekają i marzną a oni tu pokazówkę robią.
Bandytów łapać a nie utrudniać życie normalnym ludziom!
Przejeżdżają obok chamy w nagrzanych autach i śmieją się z tych co
trzęsą się na przystanku. I jeszcze z przyjemnością wylewają zawartość kałuży
na chodnik przy wiacie - kulimy się z drugiej strony i jakoś udaje się zostać
suchym.
Nadjechał wreszcie autobus, wcisnąłem się do zatłoczonego wnętrza - o
siedzeniu nie mogłem nawet pomarzyć. Jazda się dłużyła, przystanków do
cholery a po zamknięciu drzwi autobus czasami długo nie wyjeżdżał z zatoki -
ruch jak cholera, kolumny pojazdów a mało który kierowca osobowego wpuści
przed siebie autobus i pozwoli jechać trzydziestu osobom - przecież on
siedzi sam jak panisko a my tutaj pościskani jak sardynki w puszce!
Co to kurde za kraj!
Nikt nikomu nie ustąpi!"

Nigdy Wam się to nie przytrafiło?

Pozdrowienia,
Mejson
Obserwuj wątek
    • Gość: WWL Re: Znikający punkt ... widzenia IP: 212.69.75.* 14.11.03, 12:04
      Co racja, to racja!

      Tez pare razy sie zreflektowalem, jak klalem na pieszego wlazacego mi pod kola,
      ze w tym miejscu sam na piechote czesto mam problemy z przejsciem i klne na
      szofero.

      Pzdr

      wwl
    • Gość: pazdzioch Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.chello.pl 14.11.03, 18:50
      No tak,jeszcze jeden z tych co się szwendają po jezdniach a pezy zielonym to
      myślą że maja pierszeństwo!Taaaaaaaaaaak bardzo ciekawy punkt widzenia.
      • Gość: patyczako Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.03, 17:04
        Czyżbyś słonko do mnie pił ???
    • Gość: krajki Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.energis.pl 15.11.03, 02:01
      Niektorym ciezko przestawic mozgownice, by sie postawic na czyims miejscu.
      Jak chodza na piechote, to blokuja samochody na pasach - pamietacie przejazdy
      przez chodnik m/y Domami Centrum? Albo wyjscie z kosciola po niedzielnej mszy?
      Tu dopiero pieszy jet panem!
      A jak go wkur...ja samochody parkujace na chodniku blokujace swobodne przejscie!
      Jak godzine pozniej sam probuje znalezc miejsce na zaparkowanie, to sie
      wkur...a, ze sie piesi wlocza i trudno sie przepchac by zaparkowac.
      Jak widzi pieszego jedna noga na przejsciu bez swiatel, to nie zatrzyma sie,
      chocby mial sie wlec 20 / godz. I go wkur... rowerzysci, co bez swiatel plasaja
      po ciemnej szosie.
      Jak jedzie rowerem to klnie na trabiace i mijajace za blisko samochody.
      Juz Kopernik (nie byl kobieta!) twierdzil, ze wcale nie wszystko kreci sie
      wokol Ziemi, a teraz wielu z nas na drodze probuje udowadniac, ze to swiat sie
      kreci wokol nich.

      Szerokiej!
      • Gość: znikajacy Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 02:27
        Pieprzysz krajki kto do kosciola na piechote chodzi?
        U nas na wsi to nawet proboszcz astra zajezdza.
        Tylko procesje na razie na piechote.
        Jak pieszy chce przejsc przez jezdnie to niech wezmie taksowke albo przyczai
        sie do wieczora tomu sie uda hahahahaha!!!!
        Niech mi ktory na droge wejdzie to go na rogi wezme!! Gaz i wycieraczki!!
        Z szacuneczkiem prosze a nie na chama bo kolejne naciecie na kolbie zrobie!
        No to nara
    • Gość: pazdzioch Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.chello.pl 15.11.03, 23:50
      Krajki,takie życie no nie?
    • Gość: EJdo Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.acn.waw.pl 16.11.03, 10:21
      Owszem było sporo podobnych do tej wypowiedzi, ale jest ich już bardzo dużo na
      tym forum i trudno przejrzeć wszystkie - po prostu nie dotarłeś do tych, które
      właśnie mówią o tym samym co Ty, może nie w formie ... eseju, ale sens jest
      taki sam. Niestety nie doczekasz się wielu mądrych i wyważonych wypowiedzi,
      raczej takie jakie są - szkoda. Prawda? Poza drobiazgami Twój tekst jest
      sensowny, ale co to obchodzi autorów takich jak wypowiedzi powyżej...
      Pozdrawiam
      • mejson.e5 Eseje 16.11.03, 15:41
        Już się bałem, że żadnej odpowiedzi się nie doczekam (wątek już
        trochę "zalega"), ale jak widać, są jeszcze cierpliwi ludzie na tym forum
        (dzięki EJDO, za komentarz do LWIC).
        Na pewno nie dokopałem się do wszystkich poruszanych tematów, bo na to forum
        zaglądam dopiero od tygodnia.
        W pracy czasu nie mam a w domu łączę się przez stary modem i TelePSA - szkoda
        kasy na wszystkie wątki. Jednak ciekawe przejrzałem i podoba mi się ilość
        rozsądnych wypowiedzi.
        Co do "esejów", to napisałem kilka takich historyjek w ostatnim roku do
        poczytania w zamkniętym kregu przyjaciół mailowych.
        Forma zabawy i ćwiczenia języka polskiego.
        Może jeszcze jakieś popełnię, chyba, że forumowicze mnie przepędzą, bo
        przynudzam.

        Ale kwestia Punktu Widzenia nurtuje mnie, jako kierowcę, od dłuższego czasu.
        Myslałem, że i innych.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        • Gość: EJDO Re: Eseje IP: *.acn.waw.pl 18.11.03, 20:18
          A tak przy okazji... chętnie poczytam twoje eseje - możesz napisac gdzie je
          znaleźć? Pozdr.
    • Gość: Tygrys01 Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.chello.pl 17.11.03, 19:20
      Punkt myślenia od perspektywy siedzenia. Z mojego punktu widzenia scyzoryk sam
      mi się otwiera w kieszeni jak zabójca mojej córki na moje pytanie podczas wizji
      lokalnej, 'czy pan pamieta jak to było' odpowiedział pamietam, ale nie powiem.
      Cóż mogłem tylko prosić sędziego o zaprotokółowanie odpowiedzi oskarżonego.
      Niestety sk..rwiele mają takie sk.wysyńskie prawo. A prawo rodzicow do
      ustalenia prawdy tzw. "organa" mają głęboko w rufie a najlepiej jak w sprawie
      jest tak ciemno jak u Murzyna w zadku po czrnej kawie.
      • Gość: EjDO Re: Znikający punkt ... widzenia IP: *.acn.waw.pl 18.11.03, 20:16
        Szkoda nerwów. Zobaczysz - tak po prostu być m u s i - prawda wygra. Trochę
        wiary. Prawo jest prawem, ale jednak Sądy są.
      • mejson.e5 Perspektywa siedzenia 18.11.03, 23:32
        Witaj, Tygrysie.
        I oto zdarzyło się coś, co sprowadza na ziemię wszystkich nas, mądrali,
        wymądrzających się na forum i na drodze.
        Zdarzyło sie TO!
        Zginął człowiek, nie dlatego, że pojechał na wojnę, albo trafił na terrorystów.
        Trafił na bezmyślnego kierowcę, który został mordercą.
        Który bardziej, czy mniej zlekceważył zasady bezpiecznej jazdy.
        Nie wierzę, by ktoś samochodem zabił celowo.
        Ale efekt jest ten sam - bliska osoba nie żyje.
        A jeśli arogancki sprawca będzie bezkarny, to niczego się nie nauczy i może
        zabić kogoś innego.

        Bliskiego.
        Mojego?
        Waszego?

        Współczuję, Tygrys, wybacz, że nie napisałem od razu.
        Po tych wszystkich mniej lub bardziej mądrych tekstach, Twój mnie poraził.

        Trzymaj się!

        Mejson
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka