Dodaj do ulubionych

Jazda nocą

09.02.09, 10:57
Któż z nas nie musiał jeździć nocą?

Kiedyś bardzo lubiłem nocna jazdę - drogi były spokojniejsze, jazda równa, świat wydawał się jakiś po kociemu mięciutki i czysty...

Teraz nadal strach przed nieoświetlonymi pieszymi czy przeszkodami, ruch zdecydowanie większy, ale środek nocy to jednak zawsze trochę większy spokój niż codzienność drogowej nerwówy.

Trzeba odróżnić jednak jazdę późną nocą, w minimalnym ruchu, od jazdy po prostu po ciemku - szczególnie w okresie jesienno - zimowym, gdy ciemno już po 16:00 a ruch akurat największy w ciągu doby.
Jak dojdzie do tego jeszcze mgła albo nawet zwykły deszcz to robi się trochę jak z horroru o wampirach.

Jeden tu wyjechał na łowy: ;-)

video.google.com/videoplay?docid=4158743423297113985

Lubicie jeździć nocą?

Ja nadal raczej tak.
Mimo braku ksenonów...

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • tiges_wiz Re: Jazda nocą 09.02.09, 11:01
      ja lubie w dalszym ciagu .. ale najbardziej przeszkadzaja mi nieustawione swiatla :/
    • habudzik Re: Jazda nocą 09.02.09, 11:01
      mejson.e napisał:

      > Lubicie jeździć nocą?

      Uwielbiam ale nie autostradą . Pięknie oświetlone miasta Europy to sama
      przyjemność .
    • edek40 Re: Jazda nocą 09.02.09, 11:04
      Nie przeszkadza mi jazda nocna jako taka. Polaczona z nierozmalowana, waska
      jezdnia, duzym ruchem i opadem staje sie ciezka. Szczegolnie, ze ustawianie
      swiatel w Polsce jest chyba jeszcze mniej przestrzegane niz ograniczenia predkosci.
    • kaqkaba Re: Jazda nocą 09.02.09, 11:15
      Wolę w dzień. Ale noc i tak jest lepsza niż powoli zapadający zmrok-światła
      jeszcze nie rozświatlają a światła słonecznego już za mało.
    • emes-nju Re: Jazda nocą 09.02.09, 11:17
      mejson.e napisał:

      > Lubicie jeździć nocą?

      Przy ladnej pogodzie, lubie. Glownie dlatego, ze musze - wiekszosc
      moich wyjazdow wypada tak, ze podroz odbywa sie po zmierzchu.

      Natomiast jak pogoda jest taka, jak wczoraj (deszcz, deszcz ze
      sniegiem), a do tego jest spory ruch, absolutnie nie znosze!

      Matko! Trase, ktora moge pokonac z zamknietymi oczami, wczoraj
      wydala mi sie koszmarem. Na "moim" kierunku trafilem na 3-4 tak
      rznacych w zbroje, ze tworzyli prawie zatrzymujace sie zatory
      zlozone z kilkudziesieciu aut (w przeciwnym tez takich sporo bylo).
      Prawie zatrzymujace sie rozumiem doslownie - mimo braku przyczyn,
      ruch kolumny (w tym "lidera" - czasem jechalem tuz za takim
      miszczem) zwalnial czesto ponizej 10 km/h. Glownie poza terenem
      zabudowanym... W oswietlonym terenie zabudowanym "posrancy"
      nadganiali i pedzili nawet 70-80 km/h, co samo w sobie zbyt
      bezpieczne nie jest, a jezeli jest robione przez miszcza, ktory w
      czasie spokojnej jazdy w ciemnosci potrafi nagle wdeptac hamulce i
      prawie sie zatrzymac...

      Mimo dosc czestego wyprzedzania (wyprzedzali nieliczni - reszta
      jechala jak rznacy w zbroje miszcz), jechalem o polowe dluzej niz
      zwykle, mimo ze tak naprawde z wyjatkiem opadu, nic sie nie dzialo!
      Ot, nocna jazda w czasie deszczu.

      No i jeszcze dostalem zje.ke od mojej... Stwierdzila, ze ogladanie
      tego, co dzieje sie na drodze jest nie na jej nerwy i zaczela grac w
      jakas gierke na telefonie. A ja staralem sie dowiesc nas w jednym
      kawalku i do tego tego samego dnia, w ktorym ruszylismy :-P Jazda
      sama z siebie byla nerwowa i szarpana, a jak dodalo sie do tego
      miejscami prawie nieistniejacy asfalt (Alfa ma twarde zawieszenie) i
      czeste wyprzedzanie ze znacznymi przyspieszeniami... No coz. Jak
      zawsze bylem nieslusznie represjonowany ;-)
      • mejson.e Niedowidzenie 09.02.09, 11:42
        Niestety - jest część kierowców, która nie potrafi jeździć w nocy, bo nie
        potrafi ... patrzeć.

        Widoczność podczas wymijania spada nawet do zera i nie wszyscy potrafią się do
        tego przygotować i "zapamiętać" teren, przez który będą przejeżdżać "po omacku",
        wykorzystać światło "przeciwników", nie gapić się wprost w reflektory,
        szczególnie te źle ustawione.
        Wtedy najczęściej dają po heblach...

        Dodaj do tego deszcz, brak nawyku oczyszczania bocznych szyb i zewnętrznych
        lusterek i masz stosy zapaskudzonych zbroi. ;-)

        Wtedy najlepiej omijać ruchliwe szlaki i przedzierać się wąskimi duktami z
        minimalnym ruchem.

        Ale do tego trzeba mieć normalne zawieszenie, nie alfiaste ;-)

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • emes-nju Re: Niedowidzenie 09.02.09, 11:57
          mejson.e napisał:

          > Widoczność podczas wymijania spada nawet do zera (...).
          > Wtedy najczęściej dają po heblach...

          Stosuja tak modna na tym forum zasade: NIE WIDZE - NIE JADE :-P
          • mejson.e Nie wsiadam 09.02.09, 12:43
            emes-nju napisał:


            > Stosuja tak modna na tym forum zasade: NIE WIDZE - NIE JADE :-P

            Powinni zastosować się do innej:
            NIE WIDZĘ - NIE WSIADAM!
            ;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • emes-nju Gdyby to bylo takie proste... 09.02.09, 13:08
              mejson.e napisał:

              > emes-nju napisał:
              >
              > > Stosuja tak modna na tym forum zasade: NIE WIDZE - NIE JADE :-P
              >
              > Powinni zastosować się do innej:
              > NIE WIDZĘ - NIE WSIADAM!

              Na moim "ulubionym" odcinku (droga nr. 50 od Gory Kalwarii przez
              Wisle) nasr... milion swiecidelek. Od mrugajacych silnym swiatlem
              znakow na srodku drogi, poprzez rownie jaskrawe lampy oslepiajace
              przed przejsciami dla pieszych, po mrugajace "szewrony" na zakretach.

              W zwykla noc mozna sie pogubic w tym huraganie blyskotek. A w noc z
              silnym opadem i duzym ruchem TIRow (ciagna za soba cale chmury wody)
              robi sie bardzo nieciekawie. To znaczy nie widac nic, z wyjatkiem
              ledwie widocznych swiatel jadacego z przodu (i pomaranczowych lun z
              lewej, prawej i z gory). Trzeba gleboko wierzyc, ze on widzi dokad
              jedzie...

              Takie bespjecznie zDEZorganizowane drogi, powinny byc zamykane w
              czasie silnych opadow. Bo nic nie widac ;-P
    • inguszetia_2006 Re: Jazda nocą 09.02.09, 12:27
      Witam,
      Nienawidzę jeździć nocą.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • simr1979 Jestem przeciw... 09.02.09, 12:32
      ...no chyba, że w jakiś wyjątkowych okolicznościach, jak wspomniał habudzik -
      piękna pogoda, puste boczne drogi, w dolinach miasteczka zagubione w głębokim
      Ardeche ... ;)
    • starypryka Re: Jazda nocą 09.02.09, 12:47
      A ja tak uwielbiam jeździć nocą. Czym gorsza pogoda tym bardziej lubię a zaczęło
      się od tego jak kupiłem samochód z termometrem. W środku przytulnie i cieplutko
      a tam wichura, mróz i śnieg lub deszcz. Nie ma nic fajniejszego. A że ktoś
      czasami oślepi? Trudno on też chce jechać :)
      Jeszcze raz uwielbiam.
    • kontik_71 Nie lubie i nie robie.. 09.02.09, 12:52
      Jazda noca rozwala mi rytm snu i aktywnosci a jako migrenowiec musze
      uwazac na ten wlasnie czynnik..
    • rapid130 Re: Jazda nocą 09.02.09, 13:29
      Uwielbiam nocne jazdy, pomimo astygmatyzmu 3-dioptrowego. :)

      Najprzyjemniejsze są "przeloty" po dobrych krajówkach i przyzwoitych
      wojewódzkich w godzinach 0.00-5.00. Jak ktoś nie znosi tirowców,
      powinien się przejechać o tej porze. Pozna ich inne, przyjazne
      oblicze. :D

      Też nie cierpię pozmierzchowych godzin szczytu.

      Od lat nie mogę przetłumaczyć moim domownikom, że np. odwożąc starą
      ciotkę do miasta X (ca 150 km) - nie mając presji dotarcia do celu
      na konkretną godzinę - "upieram się jak osioł", żeby nie ruszać o
      piątej pod wieczór (zimą), tylko najwcześniej po ósmej. Nie mogą
      zrozumieć, że tak jest bezpieczniej (i dużo przyjemniej).
      • simr1979 Re: Jazda nocą 09.02.09, 13:45
        rapid130 napisał:


        > Najprzyjemniejsze są "przeloty" po dobrych krajówkach i przyzwoitych
        > wojewódzkich w godzinach 0.00-5.00. Jak ktoś nie znosi tirowców,
        > powinien się przejechać o tej porze.

        Pomijając wszystko inne ( w tym subiektywne wrażenie dotyczące zachowań tirowców i gęstosci ruchu, która jak wiadomo zależy od uczęszczanej trasy), to w okolicach 2-3 nad ranem nawet taki nocny marek jak ja zaczyna zasypiać ;) Odradzam ze względów bezpieczeństwa.
        • jorn Re: Jazda nocą 09.02.09, 14:33
          Ja lubię, zwłaszcza na pustej drodze, gdzie mogę zapalić światła
          drogowe (ostatnio bardzo rzadko się to zdarza). Gorzej, gdy warunki
          zrobią się trudne, jak np. 4 stycznia br., kiedy to sypnęło śniegiem
          i przejechanie trasy z Zielonej Góry do Brukseli zajęło mi 16 godzin
          (zwykle 9-11), a i to tylko dlatego, że zatory omijałem objazdami.
          Kolega jadący w tym samym czasie podobną trasą (startował z
          Poznania), tylko bojący się zjechać z autostrady spędził w
          samochodzie 26 godzin.

          Przy okazji na tych objazdach wyszło to, co i tak podejrzewałem – że
          jak Niemcom zabrać autostradę, to też niektórzy z nich wariują i
          zaczyna się wyprzedzanie na trzeciego w warunkach braku widoczności.
          Są wtedy jeszcze gorsi od wielu Polaków, bo nie mają praktyki w
          takim kozakowaniu i wyprzedzają w jeszcze bardziej
          nieprawdopodobnych miejscach.

          Pozdrawiam
          • rekrut1 Re: Jazda nocą 09.02.09, 16:26
            Bardzo lubię. Zwłaszcza jesienią, tuż po zmroku gdy pada deszcz.
            Przemykające na czarno ubrane cienie, nagle wyłaniający się z
            ciemności rowerzysta, romantyczny zarys traktora z rozrzutnikiem
            gnoju, kopulująca para za nie oświetlonym "maluchem". Na co dzień
            moje łóżko wydaje mi się banalne, jednak po tak upojnym wieczorze
            spędzonym za kierownicą zaczynam doceniać jego walory.
            A najbardziej(niestety dziś to rzadkość)lubię w mroźny wieczór
            wyjechać za miasto, na boczną drogę. Zaczyna prószyć drobny śnieg,
            wiatr w świetle reflektorów przegania to świństwo z jednej strony
            drogi na druga a ja w ciepłym autku z łagodną muzyką powoli jadę bez
            celu w "siną dal". To lubię!!!
            Pozdr.
            Pazdzioch
        • rapid130 Re: Jazda nocą 09.02.09, 16:38
          simr1979 napisał:

          > w okolicach 2-3 nad ranem nawet taki nocny marek jak ja zaczyna
          > zasypiać ;) Odradzam ze względów bezpieczeństwa.

          To świadczy tylko o niewystarczającym przygotowaniu do jazdy w nocy.
          Zawsze startuję po 2-3 godzinach drzemki. Efekt jest taki, że jeżeli
          kończę jazdę o 5 rano, to (w dobrym samochodzie) zwykle mam ochotę
          na jeszcze. :)

          Znużenie i senność mogą dopaść o każdej porze doby.

          Zdarzało mi się drzemać w trasie (na parkingu :P) o pierwszej po
          południu.

          Zdarzało mi się drzemać 15 minut jazdy od domu. Zarówno zaraz po
          wyjeździe, jak i przy dojeżdżaniu do. I w obu przypadkach nie działo
          się to w środku nocy.

          Oczywiście, wiem, że nie wszyscy mają czas i sposobność, żeby się
          przygotować do nocnej jazdy.

          Z zasady nie używam żadnych "dopalaczy", bo zbyt często psują jazdę
          przerwami na cedzenie kartofelków. ;))))))

          Napojów izotonicznych, herbaty, kawy, etc. do nich nie zaliczam. :P
    • blue01 Re: Jazda nocą 09.02.09, 18:27
      > Lubicie jeździć nocą?
      >
      > Ja nadal raczej tak.
      > Mimo braku ksenonów...


      ja tak...ale dzięki ksenonom.
    • tomek854 Re: Jazda nocą 09.02.09, 19:58
      Ja uwielbiam, ale nie w Polsce, a przynajmniej nie po zatłoczonych drogach.

      Pamiętam jechałem kiedyś przez Glencoe około drugiej w nocy w niedzielę.
      www.scottishhighlandsbedandbreakfast.com/images/Glencoe.jpg
      Była to wiosna, pełnia księżyca odbijana przez zaśnieżone wierzchołki gór...

      Pozwoliłem sobie wtedy na wyłączenie świateł - to było naprawdę niesamowite
      przeżycie... :-)
      • blue01 Re: Jazda nocą 09.02.09, 20:44
        genialne! nawet w dzień.
    • smokk.wawelski Re: Jazda nocą 10.02.09, 00:22
      wolę nocą, z pieszymi to jest oddzielny problem, na trasie jak jedziesz to i w
      dzień wyskakują jacyś narwańcy, ale nocna jazda ma zdecydowanie więcej plusów
      niż minusów, największym dla mnie jest względny brak ruchu oczywiście
      • ewosia Re: Jazda nocą 11.02.09, 18:51
        lubię nocą, pod warunkiem, że nie mam mgły.
        jak jest mgła, to dopadam tira i trzymam mu się za tyłkiem.
    • wichura Re: Jazda nocą 19.02.09, 18:47
      W dalszą trasę tylko nocą. Bezpieczniej, bo prawie wszystko lepiej
      (!!!) widać, można wyprzedzać przed zakrętami i wzniesieniami. A
      jeśli do tego pada deszcz - uwielbiam!
      • 0rwell Jakby to inguszetia_2006 powiedziała 19.02.09, 21:18
        > można wyprzedzać przed zakrętami i wzniesieniami

        A teraz powiedz że... żartowałeś.
        • mejson.e Europejsko 19.02.09, 22:21
          0rwell napisał:

          > A teraz powiedz że... żartowałeś.

          Pewnie jako prawdziwy Europejczyk uważa, ze wszystko, co porusza się na drodze
          ma światła i podświetla wzniesienia i zakręty.

          Albo uważa, że wszyscy śpią i cała droga jego...

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • wichura Re: Jakby to inguszetia_2006 powiedziała 20.02.09, 16:11
          Wiem, że to ryzykowny manewr, ale w nocy ma on jako-takie podstawy.
          Jeżdżę tak, gdy się spieszę i już. Za dnia to byłaby rosyjska
          ruletka...
          • rapid130 Re: Jakby to inguszetia_2006 powiedziała 20.02.09, 17:18
            Kiedyś litościwie wieczorem "dopilotowałem" do domu parę kilometrów
            znajomego z pojazdem marki K-Shell 126p, któremu siadło ładowanie.

            Jechałem na czele i torowałem mu drogę, bo gdy włączał byle
            kierunkowskaz, to mu silnik gasł z braku prądu na świecach. :PPP

            Dojechaliśmy drogą główną do krzyżówki w miejscowości X. Na środku
            zatrzymał się samochód, chcący skręcić w boczną podporządkowaną.
            Czekał grzecznie na mnie, jadącego z przeciwka. Bo o cichociemnym K-
            Shell za mną nie wiedział...

            Z całą premedytacją zwolniłem do 15-20 km/h, żeby zdążył zajarzyć,
            że za mną jeszcze coś majaczy.

            Gdy go mijałem, dał lekko po gazie gotów ruszyć. Już sprzęgał, już
            ruszał, ale nagle zmienił zdanie. :X Pół sekundy później przez
            uchylone szyby - moją i jego - usłyszałem tylko przeciągłe:
            - Ku*********a!..........
          • 0rwell Re: Jakby to inguszetia_2006 powiedziała 20.02.09, 19:34
            > Wiem, że to ryzykowny manewr, ale w nocy ma on jako-takie
            podstawy.
            > Jeżdżę tak, gdy się spieszę i już.

            Bla bla bla...

            I co z tego że wiesz, jak nie potrafisz z niego zrezygnować.

            Co za różnica czy ty wiesz, czy nie, i tak to będzie bez znaczenia
            jak się rozwalisz - i to nie o powietrze na drodze tylko o drugi
            samochód, w którym jadą ludzie.

            Ile razy słyszę taką gadkę: jak mi się spieszy,
            to co tam krzyżówka, co tam przepisy, mnie się spieszy wiec
            wyprzedzam. I już. Bo ja juz tak jeżdżę, nikomu nic do tego. /Albo
            jeszcze lepiej/ - bo tak się przyzwyczaiłem i nie będę zmieniał
            swoich przyzwyczajen, uważam że jest dobrze. I, oczywiście, jak
            najbardziej, dorosły jestem i odpowiedzialnośc biorę na siebie. Nie
            mogę tylko zagwarantować, że spowodowawszy wypadek pozostanę na
            miejscu zdarzenia. Mam swoje ZASADY.

            "Wiem, że to ryzykowny manewr, ale coś tam coś tam" to możesz
            wciskac kobiecie która siedzi obok i umiera ze strachu, żeby nie
            biadoliła pod nosem.

            Na równoległym wątku koleś się zalił że wyjezdżał noca z parkingu i
            policja go przyłapała, bo wjechał pod zakaz. Myślał, że nic nie
            jedzie, nic się nie stanie i że nic go nie zaskoczy. A jednak wyszło
            inaczej.

            On sobie wjechał pod zakaz bo był mały ruch, ty sobie wyprzedzasz
            przed górką bo nic nie świeci, a inny biorac przykład z takich jak
            wy domowych usprawniaczy ruchu posłuży się swoją "logiką" i bedzie
            sobie wyprzedzał poboczem, bo tak zgodnie z jego "logiką" będzie
            szybciej i mniejsze ryzyko czołówki będzie.

            Ciekaw jestem co jeszcze wymyślicie w domowym zaciszu. Moze przejazd
            na czerwonym w nocy, bo nic nie jedzie i nie widac świateł, a
            zaczekać minutę to dyshonor bądx strata czasu. Bo czerwone w nocy z
            pewnością nie ma sensu. Wybierzcie po trzy flagowe pomysły i je tu
            wymieńcie.
    • sven_b Re: Jazda nocą 25.02.09, 10:19
      Kiedyś wręcz uwielbiałem jezdzic nocą, szczególnie gdy jechaliśmy gdzieś w
      Europę. Brałem środkowy pas między koła, cieszyłem się pustą przestrzenią i
      podziwiałem oświetlone wzgórza mijanych miejscowości. Teraz tego unikam, głównie
      z obawy przed własną kondycją. Jadąc dłużej zaczynam ziewać, chce mi się spać.
      Nie wiem, człowiek chyba za długo pracuje. Nasza mała też daje popalić, dlatego
      na noc zatrzymujemy się w jakimś hotelu, gdzie nie możemy zasnąć:) Mamy też z
      żoną konflikt optymalnej temperatury na pokładzie. Dla niej ok to dla mnie za
      ciepło.
      • staszek585 Re: Jazda nocą 25.02.09, 10:36
        Czytam i się uczę.
        Już wiem, że aby dobrze jeździć nie muszę widzieć drogi.
        Jechać powinien z dowolnie dużą prędkością, niezależnie gdzie i po czym jedzie.
        Wiem też, że dobry kierowca wyprzedza przy dojeżdżaniu do wierzchołka wzniesienia.
        Oczywiście nie używa kierunkowskazów. W nocy może jechać nieoświetlonym
        pojazdem - to inni maja uważać, bo ON jedzie.
        Nie rozumiem tylko dlaczego kierowca w czasie jazdy nie może spać?
        Przecież i tak nie ma żadnych obowiązków. Inni na niego uważają i mają tak
        robić. To dlaczego PAN KIEROWCA nie może strzelić sobie drzemki?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka