pupik4
17.02.09, 15:23
Witam,
może ktoś mi pomoże? Ostatnio dostałem wezwanie z policji. Poinformowano mnie,
że doszło do kolizji z pieszym w miejscowości X na ul.Y. i że zbiegłem z
miejsca zdarzenia. Policjant poinformował mnie, że świadkowie zeznali, że
wyjezdzając tyłem z posesji doszło do kolizji na przejściu dla pieszych.
Dodam, że wjazd do posesji jest centralnie na pasach. Pamiętam dzień,
pamiętam, że wtedy byłem w tym miejscu ale żebym kogoś potrącił - to nie za
bardzo pamiętam. Mam prawo jazdy od 12 lat i do tej pory miałem w sumie 3
mandaty. Policjant mówi, żebym na temat zdarzenia nie mu wciskał kitu, bo pół
przystanku, który był obok zeznało przeciw mnie. Nic nie poczułem, ani nie
słyszałem a podobno poszkodowana pukała w szybę. Czuję się troche jak u Barei,
ale co mam robić? Skoro są świadkowie to pewnie tak było. Na szczęście
kobiecie nic się nie stało ale nie mam wzglądu w dokumentację do rozprawy.
Kolizja to nie wypadek, obrażeń właściwie nie ma (tego udało mi się dowiedzieć
nieoficjalnie) Chciałem się z nią skontaktować, przeprosić - ale nie mogę -
ustawa o ochronie danych. Posłusznie czekam na rozprawę. Tylko jak się
przyznać i poddać karze skoro polega się na słowie innych? Nigdy nie byłem w
sądzie i nie wiem co mi grozi. Może był ktoś w takiej sytuacji? Pozdr pk