edek40
13.05.09, 11:38
Kiedys opisywano jak to w jednym z wloskich miast wladze przekazyly nadzor nad sygnalizacja oraz prawo do wystawiania mandatow za wjazd na czerwonym jakiejs prywatnej firmie. Oczywiscie nagroda byl procent od wplywow. Sprawa trafila do sadu, poniewaz udowodniono, ze owa firma celowo skrocila czas palenia sie zoltego, aby lapac jak najwieksza ilosc kierowcow.
Przeczytalem rowniez to:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6585407,50_na_godzine_po_miescie_to_za_malo_.html
Mowa jest tu rowniez o absurdalnej i kompletnie niezrozumialej piecdziesiatce na Wislostradzie, ktora byc moze zostanie, przynajmniej na niektorych odcinkach, zastapiona innym, wyzszym limitem.
Pisalem rowniez o zbawiennym poprawieniu bezpieczenstwa u mnie, gdy zlikwidowano absurdalna czterdziestke we wsi oraz o szescdziesiatce obowiazujacej nie wiedziec czemu na sporym kawalku Trasy Torunskiej, gdy na jezdni w druga strone "bezpiecznie" bylo 80 km/h.
A teraz moje pytanie: jesli w czasach gdy robilem prawo jazdy na Wislostradzie obowiazywalo 80 km/h, potem jakis maniak zlikwidowal znaki, co sprowadzilo te arterie do rangi drogi osiedlowej, a teraz limit ma byc podwyzszony, co maja poczac ukarani mandatami? Moze by tak do sadu tzw. organizatora ruchu? Wszak jedyne co sie zmienilo na Wislostradzie czy Torunskiej to to, ze wzrosl ruch. Zadne inne "modernizacje" miejsca nie mialy. Znaczy sie, ze bezmyslnie ustawiony limit predkosci spowodowal straty finansowe wielu ludzi. Zupelnie jak we Wloszech, gdzie sprawa sadowa miala miejsce i spowodowala zwrot mandatow.