edek40
03.08.09, 11:18
To bezmyslnosc zabija na naszych drogach. Wlasnie wrocilem z urlopu. Nie
jezdzilem duzo, wiec spostrzezen malo, ale...
1. niestrzezony przejazd kolejowy, z naprawde kiepska widocznoscia - jezdzilem
przez niego kilka razy; znak STOP stal, wielu, glownie tubylcow, olewalo go,
jakby znali rozklad jazdy pociagow. Moze znali? Dobila mnie jednak jedna pani,
ktora znak STOP laskawie zauwazyla i zatrzymala sie. Niby OK, ale owa pani
zatrzymala sie przed znakiem, w miejscu, w ktorym widocznosc jest bardzo
jeszcze kiepska i wskazane jest podjechanie jeszcze choc 2-3 metrow, aby
zasloniete torowisko bylo widoczne w bezpiecznym zakresie. Nastepnie ruszyla i
przejechala przez przejazd. Gdybym ogladal to "zjawisko" z pewnej odleglosci
dalbym owej pani nagrode. Zatrzymywalem sie jednak wlasnie z przeciwnej strony
tego przejazdu. Widzialem wiec, ze kobitka byla zasloniete terenem.
Najwazniejsze jednak nastapilo potem - pani ruszyla patrzac caly czas przed
siebie!!!! Jej glowa nie wykonala zadnego widocznego wysilku, aby ocenic
sytuacje na torach. Znaczy sie owa pani wiedziala, ze ma sie zatrzymac, tylko
nie wiedziala dlaczego. To chyba kandydatka do nagrod Darwina?
2. szosa Rypin-Grudziadz. To zjawisko szosowe trudno nazwac remontem. To jest
roz....erducha na dlugim odcinku. Ilosc sil roboczych jest na tyle niewielka,
ze remont wykonywany jest krotkimi odcinkami. Caly jednak ten dosc dlugi
odcinek jest rozkopany, rozgrzebany, platy asfaltu poukladane sa bez zadnego
wyraznego planu - troche tu, troche tu. Nadzwyczaj liczne naprawde wysokie sa
przelomy zwiazane z dolewaniem grubej warstwy asfaltu (to bydujace ludzie beda
mieli prace na stale - juz niedlugo bowiem znowu trzeba bedzie remontowac te
szose, poniewaz lanie asfaltu na pozalamywana do podbudowy droge do niczego
dobrego nie prowadzi). A teraz oznakowanie. Takiego bajzlu nie widzialem juz
dawno. Mamy wiec ograniczenia do 30 km/h, gdzie asfalt juz lezy na obu pasach.
Stoi tam sobie, poniewaz nikt nie zauwazyl, ze faktyczny rejon przebudowy
odjechal juz tak z 5 km dalej. Piewcy spowolnienia ruchu zakrzykna: to
dobrze, mniej ludzi zginie! G...no prawda. Ekipy bowiem maja za malo
znakow. I mamy nieoznakowane kwiatki drogowe (znaczy sie obowiazuje 90 km/h),
gdzie kolejne warstwy asfaltu rozdzielone sa 4-5 metrowa przerwa, tak jakby
ekipy nie dogadaly sie ktora do ktorego miejsca ciagnie nowa nawierzchnie i
dla pewnosci nie dolali tu i owdzie. Nawet pick-upa niezle dobijalo...
Najfajniejsze jest jednak to, ze bylo kilka krotkich odcinkow, gdzie roboty
byly wykonywane naprawde, a rowniez nie bylo zadnego oznakowania. Z punktu
siedzenia kierowcy wygladalo to dokladnie tak, jakby znaki postawiono kilka
tygodni wczesniej i absolutnie nie przestawiano ich wraz ze zmiana rejonu robot.