Część z nas mieszka poza granicami Polski. Wiemy, że w każdym kraju powstają lub już zazwyczaj istnieją niewielkie (a dlaczego niewielkie?) grupki osób starających się krzewić polską kulturę. Uważam, że robią coś wspaniałego, czyniąc dla wielu osób od lat zamieszkałych poza krajem, Polskę bardziej znaną i dostępną. Jeździmy na spotkania polonijne czy to dla poetów, czy pisarzy, koncerty... Poznajemy miłych ludzi, lecz również osoby, które po bliższym poznaniu okazują się ludźmi bez ogłady, kultury osobistej, taktu, a kindersztuba jest im absolutnie obca. To co ukazują na zewnątrz to tylko pozory. Niestety takie osoby również organizują nam spotkania z Polakami.
I nawet tutaj poza granicami kraju można dostrzec kumoterstwo czy klientelizm.
A więc: omijać pozorantów i ludzi stwarzających złudzenie poloru? Uciekać, czy bagatelizować?
Najbliższa jest mi pierwsza opcja
P.S.1. A jeśli ominięcie takiego monstrum będzie niemożliwe, zawsze mogę włożyć mu szpilkę pod paznokieć. A tak dla zasady, aby krzewić „kulturę” polską