Dodaj do ulubionych

Napiszmy powieść

    • inks Re: Napiszmy powieść 07.10.02, 10:47
      Niezłe, co?”-taksówkarz z dumą pokazał plastikowy kontener pełen
      grzybów. „Usmaży się z cebulką i będzie palce lizać”-powiedział. Jego wizja
      udzieliła się Julii i Duke’owi. Przez chwilę stali w ciszy i patrząc
      rozmarzonym wzrokiem na kapelusze borowików...”No...”-wydusił z siebie Duke,
      który dopiero teraz poczuł jaki jest głodny.

      „Musimy dostać się do Supraśla”-powiedziała Julia do taksówkarza, kiedy ten
      niósł swoją zdobycz do samochodu-„Się robi pani szanowna” odparł i po chwili
      srebrny pojazd wzbił się w powietrze.

      Wylądowali na łące, na której zieleń traw mieszała się z brązem zeschłych
      paproci. Kiedy taksówka odleciała, ruszyli wąską ścieżką wzdłuż rzeki.
      Przeszli jeden mostek, potem drugi i po kwadransie trafili do chatki
      Świętego. „Zamawianie pogody. Okultyzm elektroniczny. Depresje jesienne.
      Tomografia w domu chorego. Odtruwanie i trucie... ..”Głosiły liczne napisy na
      wielkiej tablicy reklamującej usługi świadczone przez właściciela domu. „W dniu
      dzisiejszym zakład nieczynny-święto”-mała kartka kratkę wyrwana z jakiegoś
      zeszytu była tym razem przyklejona żółtą taśmą izolacyjną do drzwi wejściowych.-
      „Cały dzień będę tak za nim ganiał”-zirytowal się Duke.-„Trzeba się rozejrzeć
      po okolicy. Może jest gdzieś tutaj?”

      Ruszyli przez gęstwinę drzew w kierunku rzeki. Nie uszli nawet 300 metrów,
      kiedy Duke zauważył strużkę dymu snującego się w oddali, nad jednym z przełomów
      rzeki: ”Grilluje skubaniec!!!”-Duke pokazał Julii ręką miejsce nad którym snuł
      się dym.

      Dostrzegł ich, kiedy byli już blisko, na tyle blisko, żeby poczuć zapach
      piekącego się na grillu mięsa. „A kogo to widzę!!! Witam, witam!!!”-Święty
      najwidoczniej urządził sobie jednoosobowy piknik-w trawie, obok powalonego pnia
      drzewa połyskiwał pusty kryształowy kieliszek i zielona butelka zatkana
      korkiem.-„Co was sprowadza? Bo ja tu się relaksuję trochę-święto... Męczennika
      Galakcjona dzisiaj, więc zrobiłem sobie wolne ”. Święty był odrobinę
      zmieszany..

      „Duke i Julia złożyli mu życzenia i klapnęli na pniu. „Winka?”-Święty podał im
      butelkę. „Własnej roboty, ze szczepu Grenache i odmian azerskich”-objaśnił.
      Julia i Duke pociągneli po łyku. Duke uważnie przyjrzał się misie, w której
      spoczywały wiktuały Świetego i –kiedy uznał, że jest ich tam całkiem sporo-
      zapytał, czy Święty nie miałby nic przeciwko, gdyby trochę uszczuplili jego
      zapasy.-„Strasznie głodni jesteśmy, Galakcjon...” pożalił się Duke. –„Kaszanka,
      karkowina, kiełbaski”-zaraz coś upiekę powiedział Święty sięgając niklowanymi
      szczypcami do miski...” A tak w ogóle to jak sprawy?”-zapytał, kiedy mięso
      spoczęło na kratce grilla.-„No właśnie...” odparł Duke i zaczął opowiadać mu o
      tym co wydarzyło się w mieście....

      • Gość: cavafis47 Re: Napiszmy powieść IP: *.marketscore.com / 10.100.2.* 07.10.02, 19:47
        Inks obudzil sie ze strasznym bolem glowy. Chwiejnym krokiem ruszyl w strone
        lazienki, po umyciu twarzy metnym wzrokiem spojrzal po mieszkaniu - na podlodze
        walaly sie setki butelek po wodce i winie "Mocarz". Wlaczyl telewizor - "K***a
        mac, znowu dwa tygodnie z zyciorysu wypadly" pomyslal smutno. "Co ja robilem
        przez ten czas?" intesywnie myslal. Podszedl do wlaczonego komutera - byl
        zalogowany na forum Bialystok Gazety Wyborczej na watku "Napiszmy Powiesc".
        Wlasnie mial zaczac czytac ten watek kiedy uslyszal dziwne dzwieki.....
        podszedl do okna - nad ulica krazyly
        kondory ........................................................................
        ................................................................................
        *******************************************************************************
        Przeraszam Inks :) nie moglem sie powstrzymac, zignoruj ten post i kontynuuj:)))
    • inks Re: Napiszmy powieść 08.10.02, 09:13

      ***************************************************************************
      OK. Cafavis, umówmy się, że ten wątek powyżej wykorzysta się kiedyś w innym
      miejscu, bo trudno byłoby go zmieścić w obecnym kontekście... Napisałem już
      tyle, że chciałbym utrzymać kontrolę nad wątkiem „TransBiałegostoku” Z
      grafomańskim:"Pisz równo!" pozdrawiam...INKS
      ********************************************************************************

      Trzy kaszanki i dwa kawałki grillowanej karkowiny później wszystko już było
      ustalone: objęcie władzy nad miastem przez Galakcjona, najbardziej niezbędne
      posunięcia-zamknięcie niektórych fontann, reorganizacja urzędów, konieczne
      rozporządzenia i regulacje...Otworzyli kolej nąbutelkę. Duke nalewał właśnie
      wina Julii, kiedy nagle, z trzcin przepływającej obok nich rzeki wyszedł
      jakiś osobnik w kitlu i zielonej czapeczce. –„Ach.doktor .Szmurło!!!!!...”-w
      głosie Świętego można było wyczuć nutkę lekkiej irytacji pomieszanej z
      rozbawieniem.-„Tylko się trochę ogrzeję i znikam”-powiedział ociekający wodą i
      dygoczący osobnik” –„Może karkowiny?”-zaproponowął Galakcjon. –„A nie....ja tu
      rybkę jakąś zaraz „ –wyseplenił Szmurło i wskoczył do rzeki. Nie było go może z
      pięć minut, a potem z wody wyłoniła się zielona czapeczka i głowa Szmurły,
      który w zębach trzymał trzepoczącą się rybę sporych rozmiarów.

      Wypatroszył ją, a potem rzucił na kratkę nad rozżarzonymi węglami. –„Zimna
      woda dzisiaj”-to było wszystko co powiedział w czasie kwadransa, który z nimi
      spędził. Zjadł rybę... „Do zobaczenia” –rzucił biorąc krótki rozbieg i z
      pluskiem wskoczył do rzeki.

      „Od czasu jak się genetycznie zmodyfikował, całe dnie spędza pod wodą”-
      powiedział Święty patrząc na rozkołysane podmuchem wiatru trzciny-„Chyba mu
      trochę odbiło...”
    • inks Re: Napiszmy powieść 09.10.02, 08:24
      Kiedy zaczęło się ściemniać rozpalili ognisko. Święty zaczął brzdąkać na
      gitarze. Zaśpiewali kilka piosenek z „żelaznego” repertuaru biwakowego-„Ojciec
      Brandy”, „Meksykański”, kilka ukraińskich dumek. Przy „Schodach do nieba „
      okazało się, że nie pamiętają słów.-„Zawsze, jak to śpiewam, zastanawiam się
      kto to mógł napisać?”-powiedzial Duke zaciągając się dymem z miniaturowej
      fajki, którą wręczył mu Galakcjon. „Nie wiem, to bardzo stare-jeszcze moi
      dziadkowie śpiewali to w czasie rodzinnych uroczystości”-odparła Julia, która
      oparta o drzewo patrzyła w niebo. Miliardy gwiazd połyskiwały nad nimi jak
      ogromne srebrne sieci. Noc przyszłą niepostrzeżenie jak wielki czarny kot
      stąpający cicho wśród traw i zeschnietych paproci porastających puszczańską
      dziką łąkę.

      -Zaśpiewaj tą swoją balladę Duke.
      -Nie wiem czy pamiętam. Dawno nie grałem na gitarze.
      -Spróbuj,
      _No właśnie. Zagraj Duke-Święty poparł Julię. On też patrzył gdzieś ponad
      siebie. Było im ciepło i przytulnie w rozmigotanej przestrzeni wypełnionej
      blaskiem bijącym od ogniska. Siedzieli w niej, jak w środku magicznej kuli,
      która odgradzała ich od groźnie nastroszonych drzew i mrocznej ściany lasu.
      Duke sięgnął po gitarę. Nastroił ją na nowo, coś tam do siebie poszeptał i po
      chwili zaczął śpiewać. –„Uciekaj....”-nie zaraz, to nie tak.... –„Zacznę
      jeszcze raz. OK.?”-„Jasne!Zacznij!” – odparli jednocześnie Galakcjon i
      Julia. „No to zaczynam,, jak tak” powiedział Duke rozbawiony tą chóralną
      odpowiedzią swojego audytorium i delikatnei uderzył w struny instrumentu:

      „Wyjedź, wyjedź z miasta. Myślisz, że tu się wszystko zaczyna i tylko tutaj
      obrasta w sens. Zatrzymaj się na chwilę. Kolorowe totemy reklam, twarze wodzów
      rozświetlające wieczorem puszki mieszkań niebieskim światłem nieszczerych
      uśmiechów, radiowi szamani ślący w eter kody paskowe rzeczy, których jeszcze
      nie kupiłeś, ale na pewno kupisz-kiedy już weźmiesz udział w plemiennym święcie
      w okolicach Wielkiego Parkingu.

      Wyjedź z miasta-szamani nawet nie zauważą twojego zniknięcia. Mimo to wyjedź po
      cichu. Zostaw przeciwsłoneczne okulary. Oczy ci w zupełności wystarczą. Żeby
      zobaczyć, ile ważnych spraw wydarza się w ciągu minuty na jednym metrze
      kwadratowym łąki i że kwiaty to nie tylko niebieskie róże, które dałeś
      dziewczynie, kolejnej inkarnacji Królowej Śniegu.

      Ubierz się byle jak. W rzece nie zobaczysz swojego odbicia spowitego drogą
      mgiełką perfum kupionych na lotnisku. W rzece można utonąć, rzeką można
      podróżować, przed siebie, co czasami oznacza donikąd albo na drugą
      stronę...rzeki, gdzie bywa trochę inaczej niż Po Tej Stronie. A drzewa-pomyśl,
      ile wiedzą, żyją dłużej niż ty-pewnie!- każdy by tak chciał, ty też. Drzewa są
      lepsze niż wieżowce-można się do nich przytulić i nie pilnują ich strażnicy
      ubrani jak czołgiści ze starych kronik wojennych.

      Wyjedź-przeżyjesz strach, ale inny niż ten, przed tramwajem wypływającym z
      nadprzestrzeni tuż przed twoim nosem. To będzie strach przed nocą-przed
      czarną nocą bez ksenonowych świateł i przed mgłą i tym co ci opowiedzą-o tobie
      i o twojej samotności znacznie większej niż ta, doświadczana przez kierowcę
      autobusu wożącego cię codziennie do pracy. Połóż się na ziemi popatrz –wisisz
      nad otchłanią, w twoją stronę pędzą galaktyki-trochę głupie uczucie, prawda? To
      tak, jakby wejść do kabiny prysznicowej i znaleźć się nagle na samym środku
      oceanu, albo na stadionie pełnym rozkrzyczanych tłumów. Ale tu jest cicho, po
      prostu cicho. Więc nic nie mów. I wracaj już do tego swojego miasta. Ja też je
      lubię"
      Była to ni to piosenka, ni to melorecytacja, ale, jak zawsze, zrobiła na nich
      przejmujące wrażenie. „No tak....” westchnął Święty. „No tak...” powtórzyła za
      nim , jak echo Julia patrząc w płomień ogniska, które tańczyło przed nimi śląc
      w niebo snopy żółtych iskier.



    • inks Re: Napiszmy powieść 10.10.02, 09:29
      Na błękitnym niebie pojawiały się czarne, przecinane ceglastą czerwienią
      kopcące nieregularne bryły. Wypływały gdzieś spoza horyzontu. Furkoczące
      infradźwiękami. Buczace. Eskadry wirujących powoli głazów, które ciągnąc za
      sobą szare warkocze dymu przelatywały nad głową Duke’a. „Wszystko stracone”-
      pomyślał z goryczą-absolutnie wszystko”. Następne co zobaczył, to jasne
      promienie wdzierające się z boku w jego pole widzenia, które rozświetliły
      ciemne pomieszczenie i ludzi ubranych w szare garnitury siedzących za jakimś
      stołem. Wyglądali jak komisja egzaminacyjna...Chciał coś powiedzieć....I wtedy
      się obudził. Julia i Galakcjon drzemali oparci o pień drzewa. Ognisko
      dopalało się. Pomarańczowy żar pulsował a węgle szumiały i pękały z cichym
      świstem. „Cholera, co to było”- pomyślał Duke-nie wiem czemu , ale mam
      wrażenie, że śnił mi się koniec świata”-wymruczał. Obudził Galakcjona i
      Julię. Dygotała z zimna. Święty pożyczył jej swoją kurtkę. Pozbierali talerze
      i butelki po winie. Duke zagasił ogień wodą zaczerpniętą z rzeki i ruszyli
      gęsiego do domu Świętego. Ścieżka prowadziła ich najpierw brzegiem rzeki a
      potem odbijała lekko w prawo, tam, gdzie księżyc oświetlający łąkę wydobywał
      z mroku bajkowy świat wyschniętych ziół i traw. W dali połyskiwały złote
      kopuły klasztoru. „Pięknie. Jak zawsze”-westchnął Duke kiedy dochodzili do
      mostka. Tąnoc mieli spędzic w domu Galakcjona.

      Dom nie był duży. Jedynym obszernym pomieszczeniem była kuchnia, w której po
      przebudzeniu zjedli jajecznicę na boczku popijając ją kawą. „Własnego chowu” -
      powiedział Święty. „A , hodujesz kury?”-Julia popatrzyła z zaciekawieniem na
      Świetego. „Jajka sklepowe, kawa za to z przydomowego ogródka”-odparł Galakcjon
      nakładając sobie dodatkową porcję jajecznicy...

      Po śniadaniu, kiedy Galakcjon spakował najpotrzebniejsze rzeczy, poprowadził
      ich nad rzekę. Duke pomagał mu nieść wąską łodź - ni to kajak ni to canoe. „Tak
      będzie bezpieczniej”- powiedział Święty kiedy spuszczali łódź na wodę.
      Wskoczyli do niej po kolei, najpierw Święty, potem Julia i na końcu Duke.
      Chwycili wiosła, ale Święty kazał im poczekać zwiosłowaniem. Rzeka niosła ich
      tymczasem siłą swojego nurtu. „Szmurło! Szmurło!!! Wrzasnął Święty
      przykładając do ust dłonie złożone w trąbkę. Po chwili w wodzie coś się
      zakotłowało i tuż obok łodzi pojawiła się głowa doktora. „Pomożesz?”-Świety
      popatrzył badawczo w oczy lekarza. –„Pomogę”-odparł Szmurło. Święty podał mu
      koniec sznurka przytwierdzonego do dzioba łodzi. Szmurło zniknął pod wodą, zaś
      łodź ruszyła wartko przed siebie. „No to za kwadrans będziemy w Fastach”
      powiedział Świety nabijając fajkę.



    • inks Re: Napiszmy powieść 10.10.02, 09:59
      Rzeka stawała się coraz szersza. Z brzegów zwisały nad nią witki wierzb. Ich
      pnie pochylały się w niektórych miejscach nad rzeką tworząc naturalne kładki,
      którymi przy odrobinie uporu można było przejść nad wodą. Płynęli pomiędzy
      czarnymi torfiastymi ścianami wyznaczającymi koryto Supraśli. Były zbyt
      wysokie, żeby dostrzec coś więcej, raz tylko mignęły kapelusze jakichś ludzi
      zbierających ryż-zapewne imigrantów z Chin. Kilometr dalej pozdrowili ubranego
      w maskujący kombinezon strażnika, który prowadził przed sobą skutego kajdankami
      wedkarza. –„Boże dopomóż!-Co? Wedkowaćsie zachciało?!”-krzyknął Świety. „A tak!-
      Bóg zapłać- Szlag by ich trafił, cholernych morderców!!!-odpowiedział strażnik
      i szturchnął wędkarza w plecy, tak, że ten aż się potknął-„Wczoraj namierzyłem
      dwóch myśliwych. Nie chcieli się poddać. Musieliśmy ich zastrzelić... Trzymaj
      się pan, panie Święty!!!”....dobiegło ich jeszcze kiedy dopływali do kolejnego
      zakola rzeki...
    • inks Re: Napiszmy powieść 11.10.02, 09:31
      W okolicach Fast wyszli na brzeg i zostawili łodź w obozowisku u Johanna.. Choć
      Niemiec zapraszał i nalegał tym razem odmówili gościny.-„Johan, trzymaj za nas
      kciuki-idziemy ratować miasto”-powiedział mu na odchodne Duke.-„Dobhra.
      Powodzenia!!!”-oparł Niemiec i popatrzył z szacunkiem.
      na odchodząca w stronę miasta trójkę bohaterów in statu nascendi.

      Pieszo dotarli do stacji metra. Chcieli zobaczyć jakie są nastroje w
      Białymstoku i woleli zrezygnować tym razem z taksówki.
      Na stacji Julia spotkała jakiegoś znajomego ze studiów, który opowiedział jej
      co się dzieje w mieście. A trochę się działo... Oddziały prewencji z Łomży
      wkroczyły, żeby dopilnować sprawnej ewakuacji wojewody i jego urzędników.
      Mieli wyraźną ochotę zostać, ale wycofali się jak niepyszni, kiedy w
      Białymstoku pojawili się komandosi Junii. Ci ostatni buszowali po urzędach i
      bankach w poszukiwaniu dokumentów i rachunków. Nic dziwnego-Junia byłą nieźle
      rozdrażniona, nie co dzień zdarza się defraudacja wszystkich pieniędzy
      przyznanych na realizację junijnego programu. Zresztą, nie zdarzyło się to po
      raz pierwszy-tym razem jednak Junia potrzebowała pretekstu, żeby wkroczyć-i
      miała go. W mieście szerzyła się anarchia. Policja pilnowała porządku, ale tak
      naprawdę większość jej działań koncentrowała się na ulubionym zajęciu-czyli
      wyłapywaniu kierowców przekraczających dozwoloną prędkość na zjazdach z górek.
      Poza tym prawie wszystkie oddziały policji skierowano do pilnowania porządku
      na samorzutnie utworzonym olbrzymim polu namiotowym, które założyli mieszkańcy
      miasta oblegający punkt junijnych dotacji na Dojlidach. Plotka o środkach,
      które miano tam znowu wypłacać rozpaliła wiele głów i wywołała pospolite
      ruszenie Białostoczan. Urzędnicy punktu skwapliwie wykorzystywali
      zainteresowanie i wręczali wszystkim zainteresowanym stosy formularzy do
      wypełnienia. W mieście szerzyły się rozboje i grabieże.

      Kiedy dojechali na Liową postanowili się rozdzielić. Julia pojechała ze Świętym
      do jego laboratorium-miał usunąć jej transponder, natomiast Duke ruszył na
      spacer po Centrum zobaczyć jak stoją sprawy...


    • inks Re: Napiszmy powieść 14.10.02, 08:45
      Duke nasunął kaptur. Z nieba zaczął kropić zimny deszcz, który zamienił się w
      śnieg. „Jędza zima strasznie się śpieszy...”-pomyślał patrząc na płaty mokrego
      śniegu, które pikowały w dół w stronę chodników i trotuarów śródmieścia. Szedł
      powoli Lipową mijając japońskie restauracje ulokowane przy Rynku Kościuszki.
      Prowadzili je imigranci z Azji. Receptury podobno były autentycznie
      japońskie...Knajpiane biznesy Chińczyków musiały iść całkiem nieźle: Inks
      przypomniał sobie okazałe pagody, które dostrzegł z okna taksówki, kiedy
      przelatywali nad Zawadami. W mieście mówiło się na to Chinina, ale raczej z
      zazdrości, niż niechęci do mieszkańców tego „Chinatown”. Białostoczanie za
      bardzo lubili sake i sushi,żeby czuć niechęć do skośnookich....Minął Central i
      wieżowiec TPSA i stanął na dziedzińcu przed gmachem lokalnego sejmu. Ciszę
      mącił tylko plusk wody tryskającej z fontanny. –„OK. Trzeba by wreszcie wziąć
      się do roboty”- Duke czuł, że jeszcze dzień, dwa i będzie za późno na podjęcie
      jakichkolwiek skutecznych kroków. „Jeszcze tylko małe expresso i wkraczam do
      akcji”-powiedział cicho Duke i wszedł do hallu budynku kierując swoje kroki
      w stronę automatu z używkami. Kawa z smakowała znakomicie. Podobnie jak
      gratisowy Pierrot, którym poczęstowała go maszyna.
    • inks Re: Napiszmy powieść 14.10.02, 14:46
      W gmachu byli już wysłannicy Junii. Nos drażnił zapach drogich cygar i wód
      kolońskich...”E nic tu po mnie”-pomyślał Duke i wypiwszy kawę opuścił budynek.
      Ochroniarz firmy Cieciorko zmierzył go podejrzliwym spojrzeniam, ale w oczach
      Duke’a zobaczył tyle gotowej do szybkiego działania niechęci, że jak niepyszny
      schował się za filarem.

      Ciężkie ołowiane niebo wisiało nad miastem jak spód gigantycznego balonu. Duke
      dumał nad tym gdzie założyć swój „punkt dowodzenia”. Przypomniał sobie o
      budynku nigdy nie dokończonej budowli-gmachu biblioteki uniwersyteckiej. Tam
      mogło być całkiem nieźle.

      Poszukiwania budki dozorcy zajęły mu trochę czasu
      Dzień Dobry!-powiedział pewnym głosem do siwiejącego człowieka okularach,
      kiedy ten wygramolił się ze swego kantorka. Na biurku stojącym w głębi baraku
      lśnił ekran komputera.

      Dobry!- stróż był wyraźnie przeziębiony
      Co grypa?
      -Ano grypa. Szczepionka w ogóle nie działa.
      -Wie Pan, mam taką sprawę....Duke wahał się...
      -Wal Pan. - stróż postawił kołnierz kurki i spojrzał z oczekiwaniem na Duke’a
      -Nie dałoby się tu u pana trochę pomieszkać?
      -Gdzie, w stróżówce? Ciasno trochę...
      -Nie. W bibliotece. Zapłacę-Duke nie chciał wdawać siew długie targi
      -No dobra. 100 Jurasów. Z góry. Bo wie pan, ja tu powieść piszę i nie mam teraz
      na dyskietki. Koniec miesiąca. Sam pan rozumiesz-Stróż był lekko skrępowany
      swoją prośba, a Duke, żeby nie pogłębiać jego zakłopotania szybko wyciągnął
      zwitek banknotów i wcisnął go w dłoń swojego rozmówcy.Podziałało:
      -Pozwoli Pan ze mną. Kilka pomieszczeń zdążyli wykończyć tak jak należy-Stróż
      wskazał mu drzwi i Duke pomaszerował posłusznie za cieciem wzdłuż mrocznych
      korytarzy biblioteki. Ich ściany wypełniały freski wzorowane na hieroglifach
      wypłniających wnętrza egipskich piramid...




    • inks Re: Napiszmy powieść 16.10.02, 09:17
      „W gruncie rzeczy nie powinienem tu pana wpuszczać, ale to chyba już teraz, po
      tym lądowaniu, bez znaczenia...” powiedział do niego stróż prowadząc go
      ciemnym labiryntem rozświetlanym tylko żółtym światłem sprytnie poukrywanych
      swietlówek. Mijali kolejne hieroglify i kolejne wyobrażenia jakichś nieznanych
      Duke’owi ludzi stylizowane na starożytnych Egipcjan.

      -„Ciekawy pomysł”-Duke był pod wrażeniem tego co widział
      -„A..to jeden z nieżyjących rektorów tak zarządził. O tu jest jego portret”-
      przewodnik wskazał Duke’owi ręką fresk przedstawiający nadętego osobnika w
      okularach, który trzymał w rękach insygnia faraonów, zakrzywioną laskę i
      trójrzemienny bicz.
      -„No nieźle, całkiem nieźle”-Duke pokręcił głową i przypomniał sobie plotki o
      jakimś profesorze, który kazał się po śmierci zabalsamować i umieścić w
      sarkofagu
      -„Czy to prawda..?”-zaczął Duke, ale cieć pojął od razu o co chce go zapytać...
      -„Ano prawda, jest tam kilka skrzyń z sarkofagami w podziemiach biblioteki, ale
      ja byłem tam tylko raz. Niebezpiecznie- zapadnie, sztolnie...Wie pan, lepiej
      omijać to miejsce szerokim łukiem....”

      Doszli do kamiennych drzwi. Stróż dotknął kilku przycisków na tabliczce
      ukrytej w zagłębieniu ściany .-„Łatwo zapamiętać: 085085”-powiedział do Duke’a
      i po chwili stali w jasno oświetlonym hallu, który niczym się nie różnił od
      typowych biurowych korytarzy. Stróż otworzył mu drzwi z wygrawerowaną na
      metalowej tablicy trzynastką.
      -„To apartament dziekana-jest chyba najlepiej urządzony. A winda jest tam, za
      rogiem. Działa”-stróż wręczył mu płaski plastikowy klucz i machnął niedbale
      ręką wskazując mu nieokreślony kierunek na zewnątrz apartamentu.
      -„Jakby co będę u siebie w baraku”-stróż rozejrzał się jeszcze po apartamencie-
      „No, będzie tu panu wygodnie”-powiedział i wyszedł z pokoju...Duke rzucił
      plecak na łóżko, powiesił strzelbę na wieszaku obok drzwi wejściowych i
      ruszając w stronę szafki z alkoholami powiedział głośno sam do siebie: „No to
      do roboty Panie Duke!!!”...



    • inks Re: Napiszmy powieść 17.10.02, 10:27
      Duke chciał wziąć prysznic, ale wtedy zamigotał komunikator i na ekranie
      pokazał się Galakcjon. Z Julią było wszystko w porządku. Musiała dwa dni
      poleżeć w łóżku. Blizna po usuniętym transponderze goiła się bardzo szybko.
      Święty opowiadał co się dzieje na mieście: ze znajomymi założyli komitet
      wyborczy i w braku wszystkich co ważniejszych oficjeli, którzy czmychnęli z
      Białegostoku postanowili przeprowadzić wybory samorządowe. Święty, sądząc po
      wyrazach poparcia, które przysyłali mu mieszkańcy miał szansę wygrać je w
      cuglach. Mógł rządzić i bez wyborów, ale wolał mieć jakąś „legitymację
      społeczną”. W mieście, które, co jakiś czas, było uszczęśliwiane satrapą który
      wspinał się na stołek dzięki poparciu Junii, albo warszawiaków nikt nie
      zniósłby kolejnej, nawet zawoalowanej dyktatury.

      -Co zrobisz, jak cię wybiorą?- powiedział Duke patrząc na zmęczoną twarz
      Świętego
      -No jak to co? Zacznę od wysadzenia w powietrze budynku Magistratu i każę
      zbudować nowy, mniejszy-powiedział Galakcjon uśmiechając się chytrze
      -No tak, mówiłeś o tym kiedyś-odparł Duke...
    • inks Re: Napiszmy powieść 22.10.02, 13:17
      „Jak to jest?”- Duke uśmiechnął się do siebie smutno- „...mamy trzecie
      tysiąclecie, latają w kosmos przez Bramę, mają ciepło lub zimno, jak zechcą-
      zimna synteza jądrowa spowodował drastyczne obniżeni cen energii; każdy może
      się zażerać szynką albo łososiem-jedzenie było syntetyzowane w nowoczesnych
      zakładach hodowli żywności...Każdy ma wszystko...no prawie wszystko, a tym
      ciągle chce się brać w łapę?...” Duke nie znosił urzędników. „Miał rację Święty-
      im mniejszy budynek Magistratu, tym mniej urzędników. Im mniej urzędników, tym
      mniej korupcji...”No tak, ale czy to coś da?..”-zreflektował się po chwili-
      „...skoro nawet Centralny Komputer Sterowania Miastem ktoś przekupił obietnicą
      połączenia jednego z jego terminali z Elektroniczną Wandą-jednostką
      zarządzającą siecią cieplną i elektryczną w Krakowie...” Rozmyślania przerwało
      delikatne pukanie do drzwi. Sięgnął po strzelbę, a potem odryglował wewnętrzny
      zamek...Stała tam, ubrana w prześwitujący, półprzeźroczysty, matowoszary
      kombinezon. Spod rozchylonego polarowego wdzianka, które było zbyt kuse, żeby
      ogrzać i wystarczająco obszerne, żeby nie zasłonić niczego istotnego jak
      widiowe ostrza wierteł do betonu sterczały małe ostre sutki.

      -Siemka, Duke, portier mnie przysłał-ręką odrzuciła kosmyk blond włosów.
      -Siemka- odparł lekko zdumiony Duke.
      -O co chodzi? –zapytał nie mogąc się powstrzymać od spoglądania na dwie
      sterczące kopułki stanowiące zwieńczenie dwóch innych, znacznie większych...
      -No jak o co? Jestem z agencji. Proste, nie?-chyba nic, nawet kilogram
      mielonego pieprzu, nie potrafiłoby zbić jej z tropu.
      -Aaaa, z agencji-Duke zaczynał powoli obejmował całą złożoność sytuacji.
      -Co taka zdziwka cię łapie? Cieć dzwonił i mówił, że ma klienta w potrzebie-
      mówiąc to zadyndała miniaturową fioletową torebką
      -A..a... cieć, no tak...
      -Ty koleś, długo mnie tak będziesz trzymał na korytarzu?-natarła na niego
      spojrzeniem oczu, które wyglądały jak motyle skrzydła.- Stanowczo za dużo cieni
      na powiekach, pomyślał Duke.
      -OK. Wejdź-nie musiał jej tego dwa razy powtarzać. Wkroczyła do pokoju
      zamaszyście jak modelka ruszająca na wybieg.
      -Jaka jest stawka?-zapytał, kiedy stanąwszy przy oknie zaczęła ściągać z siebie
      polarową, imitującą futro kamizelkę
      -Nic nie płacisz. Promocja taka koleś, rozumiesz nie?-Duke rozumiał i zanim
      zdążyła pozbawić się reszty ciuchów kazał je usiąść i włączył czajnik stojący
      na stole obok łóżka

      -Najpierw napijemy się herbatki, ok.?
      -OK. Ty tu rządzisz-odparła dziewczyna, zakładając nogę na nogę i wydymając
      usta z wyrazem ni to pogardy, ni to znudzenia-Tak w ogóle to mam na imię Marta-
      powiedziała, kiedy Duke znikał w drzwiach łazienki
    • inks Re: Napiszmy powieść 23.10.02, 07:51
      Nieustraszony obrońca miasta, kondotier i zbawca Białegostoku siedział
      zamknięty w łazience i przygryzał paznokcie..._”No i co ja mam zrobić z tą
      dziewczyną. Te cholerne baby! Cholerne pokusy!Cholerne dylematy. Cholera!
      Cholera! Cholera!!!!....”-fraza za frazą przez głowę sunęły mu chmury
      autopotępienia. Potem przed oczami stanęła mu sylwetka Julii, to wszystko co
      do niej czuł...i... juz wiedział-Tora...Tora...Tora!: „Wiesz co...Idź do domu
      mała, nie mam dla ciebie czasu no i w ogóle...no...mam zły dzień”-wystękał
      kiedy z hukiem otworzył drzwi. Jego gość, Marta siedziała z otwartą
      kosmetyczką na kolanach i malowała usta malutkim pędzelkiem. ”Co? Nie podobam
      ci się?” -spytała i za chwilę łzy wielkie jak konserwowa fasolka Heinza zaczęły
      żłobić kaniony w pokładach pudru, którym przyozdobiła swoją buzię...”A może ty
      myślisz, że ja jakaś lewuska jestem, albo jakaś tania lodziara-oszustka, co?”-z
      jej torebki zaczęły wylatywać certyfikaty zdrowia, świadectwa szczepień,
      poświadczenia agencji junijnych...”Nawet kasę fiskalną mam!...” wyszlochała,
      rzucając na stos zalaminowanych dokumentów małe czarne pudełeczko z rzędami
      guzików. Całą godzinę zajęło Duke’owi wyjaśnianie, że ma dziewczynę, że
      chciałby, ale nie powinien, że byłoby to nie uczciwe i że w gruncie rzeczy.....

      Kiedy wreszcie wyszła Duke spojrzał na portret jakiegoś zażywnego jegomościa w
      egipskim przebraniu zdobiący ścianę jego lokum. Napis na złoconej tabliczce
      gosił: „Jego MagnificencjaPET VIII”. -„Wiesz co, a ja jestem Mustafa Korek
      Karafa XVI !!!”-wrzasnął wyraźnie zły na siebie Duke i pociągnął z butelki
      resztki Tokaju, który jeszcze przed chwilą pili z Martą...


    • inks Re: Napiszmy powieść 24.10.02, 08:30
      Duke obudził się około południa. Miał trochę posiniaczone sumienie.- „Do wesela
      się zagoi”-tak przynajmniej zawsze mawiał jego ojciec. Prysznic i kwadrans
      spędzony w jacuzzi poczucia winy nie zmyły, ale przyniosły ulgę. Dużą
      ulgę.... "Będzie dobrze!”-Duke zwrócił się ze słowami otuchy do swojego odbicia
      w lustrze. Zapach wody kolońskiej Wars zawsze wprawiał go w radosny nastrój.
      Nałożył szlafrok i sprawdził wiadomości na komunikatorze. Okazało się, że już
      trwały przyśpieszone wybory. Wysłał sms-a na blok Świętego. Cała reszta-
      sponsorowany przez Junię „Ruch Na Rzecz Junii”, związani z poprzednią ekipą
      Fontanniści i ultraprawicowa „Partia Bożej Nienawiści” raczej nie miały szans.
      W przeciwieństwie do Ekoterrorystów, którzy weszli w koalicję ze
      Stowarzyszeniem Eksploracji Kosmosu oraz Partią Grzybiarzy. Tak przynajmniej
      mówiły sondaże. Z Grzybiarzami i SEKiem Święty pewnie jakoś się dogada,
      Ekoterrorystów udobrucha, wdrażając program wzrostu populacji
      neomamuta. „Będzie dobrze, wszystko będzie dobrze”-mruczał przygotowując kawę-
      „będzie dobrze...tylko przydałoby się jeszcze... śniadanie?... No tak!
      Śniadanie!”-realność wdarła się w jego mantrę nagłym ssaniem żołądka. Wypił
      kawę, ubrał się i ruszył do miasta w poszukiwaniu naleśników z konfiturami z
      agrestu, ulubionego dania zwycięzców.
    • inks Re: Napiszmy powieść 25.10.02, 08:29
      Znalazł je dopiero na Sienkiewicza, w „Policji”-restauracji, którą ktoś założył
      w starym budynku komendy. Takie jak lubił. Nie za cienkie, z lekko
      kwaskowatymi, nie przesłodzonymi konfiturami. Syty i zupełnie już pogodzony z
      tym, co się wydarzyło w gmachu biblioteki poszedł na pobliską stację metra o
      wdzięcznej nazwie „Czołg”.” Cholera, chyba rzeczywiście nadal tam stoi!?”-
      pomyślał z lekkim zdziwieniem o archaicznym obiekcie, który był jedną z
      większych atrakcji tej części miasta. Podobno, kiedy pogłaskało się lufę
      wzrastała potencja...tak przynajmniej powszechnie wierzono. Miano go przenieść
      i umieścić w muzeum, bo konserwator zabytków obawiał się, że z tej części
      zabytku niedługo niewiele zostanie. Czytał o tym jeszcze w Maroku. Widać
      wymyślili jakiś inny sposób zabezpieczenia czołgu przed zagłaskaniem go na
      śmierć. Po drodze przez komunikator umówił się z Silnym i wyjaśnił mu jaką ma
      sprawę. Silny był kiedyś szefem brygady terrorystycznej. Miał nawet
      kategorię „S”, ale łomżyniacy złamali mu karierę wrabiając w jakieś afery, z
      którymi tak naprawdę nie miał nic wspólnego. Po powrocie z wojny chińskiej w
      ogóle zrezygnował ze służby i podobno wiódł spokojny żywot w swoim domu na
      Pietraszach. O jego wyczynach krążyły legendy. Oczywiście tylko wśród
      wtajemniczonych. Duke przejechał kilka stacji i wysiadł, kiedy spiker oznajmił
      głębokim barytonem „Stare Pietrasze. Uwaga! Drzwi się otwierają”. Brzmiało to,
      jak głos znanego przedwojennego spikera-często zmieniali taśmę z nagraniem.
      Dyrekcja Metra urządzała cykliczny konkurs na te zapowiedzi. Duke pamiętał jak
      w ubiegłym tygodniu, na życzenie większości pasażerów ten sam komunikat
      wygłaszał Lord Vader.
      W sklepie poprosił o butelkę Monastyrki i dziarsko pomaszerował uliczkami
      osiedla w stronę domu Silnego. W powietrzu unosił się surowy zapach stygnącej
      w czasie jesiennych chłodów ziemi, więdnących liści i dymu z polan palących się
      na kominkach. Nacisnął dzwonek. Silny pojawił się po chwili. Wyszedł gdzieś z
      głębi ogrodu. –„Cześć Duke. Wszyscy już są”
      -Cześć Stefan-Duke uścisnął rękę Silnego i wręczył mu bez słów butelkę
      Monastyrki

      Silny zaprowadził go za dom. Grupka mężczyzn stała wokół jakiegoś drzewka.
      Przy nich na ziemi leżały torby pełne sadzonek, cebulek i kłączy roślin

      -No nie wiem. Ja bym owinął
      -Paweł nie owinął i zmarzło...
      -Ale kto widział owijać derenia...
      -Może tylko trochę?
      -No w sumie...
      Duke trafił w sam środek jakiejś ożywionej ogrodniczej dyskusji.

      -Koledzy są zapalonymi działkowiczami-wyjaśnił Silny i przedstawił go
      zebranym. Najwidoczniej nie uprzedził ich o spotkaniu z Dukem, bo jeden z nich
      podając mu rękę wyszeptał: „A niech mnie!”. Stali w milczeniu patrząc na
      siebie badawczo. Ciszę przerwał trzepot skrzydeł. Na dachu pobliskiego domu
      pojawiły się trzy dzikie kondory...
      - To chyba będzie gorący weekend-powiedział Silny patrząc na drzewko, które
      jeszcze przed chwilę było przedmiotem ożywionej debaty...


      • inks Re: Napiszmy powieść 28.10.02, 11:02
        Panowie! Sytuacja jest napięta. Nie chodzi o to, co się dzieje w mieście.
        Junici szaleją. Za chwilę rozpoczną suto opłacaną kampanię na rzecz akcesji
        Białęgostoku..ale Święty już zaczął działać i wydaje się, że prędzej, czy
        później wszystko będzie pod kontrolą...Tu Silny zaproponował wniesienie toastu
        śliwowicą. Rozlał Monastyrkę przyniesioną prez Duke’a do wąskich, wysokich
        kieliszków.-„Zdrowie Swiętego”- „Zdrowie!”-Wszyscy wypili ją duszkiem. Duke
        skrzywił się. Wolał wino. Miał schowaną w zanadrzu tak zwaną żelazną rezerwę,
        czyli Niedźwiedzią Krew i butelkę Sophii Misket,ale w zaistniałej sytuacji nie
        mógł odmówić. W końcu sam dostarczył Silnemu zielonogórską śliwowicę, a ta
        mimo swojej dużej mocy ciągle mieściła się w spektrum upodobań.Duke’a-
        „Panowie. Kto z was przeszedł przez bramę?”-zapytał rozgrzany falą Monastyrki,
        która przed chwilą osmaliła jego krtań....Okazało się, że wszyscy. Silny
        najwidoczniej przeczuwał jacy ludzie będą potrzebni.
        -Ostatnio brama podobno pojawia się prawo od rzeki...powiedział w zamyśleniu
        jeden z nich. Miał chyba na imię Maksym.
        -Tak. Ciekawa sprawa z tą bramą. Pojawia się gdzie chce i kiedy chce, ale
        zawsze w okolicach Supraśla-ciągnął Maksym, który otrząsnął się z zadumy. -
        Pamiętam, raz byliśmy w lesie z moją dziewczyną... Zbierała kwiaty do zielnika
        i nagle krajobraz zafalował, zafurkotało-no wiecie jak to jest - i przeniosło
        nas nagle do jakiegoś innego świata. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem jakich
        słów używać, żeby opowiedzieć o tym co tam widzieliśmy.
        Było..było...dziwnie... Kosmicznie zupełnie!
        -Kosmicznie powiadasz? Zapytał z lekką ironią Silny-Maksym!Przecież ty w
        kosmosie ze swoją panną wtedy byłeś to i było kosmicznie! Chyba normalne, nie? -
        Reszta zarechotała, ale nie było w tym śmiechu żadnej złośliwości, tylko
        zwyczajne w takich razach kumplowskie „hehe”...


    • inks Re: Napiszmy powieść 29.10.02, 07:55


      Duke wyłączył się na chwilę z serii żartobliwych docinek i słownych ripost,
      które po wypowiedzi Silnego zaczęły krążyć w powietrzu jak chmara komarów na
      tle zachodzącego słońca. Myślał o Bramie. O tym, czym była i po co
      była....Istotnie dziwna sprawa, bo gdybyż ona tylko zabierała ludzi w
      kosmos!...O.K.: jacyś Obcy stworzyli obszar, przez który zabierają Ziemian do
      swoich światów, żeby ci powoli oswajali się z tym, że nie są sami na tym
      wszechświecie. W takiej sytuacji wszystko byłoby może i trochę niezwykłe,
      trochę tajemnicze, ale dawałoby się ogarnąć, wyjaśnić naukowo, nawet jeśli owa
      nauka nie byłaby w stanie nazwać narzędzi ani technik, które posłużyły do
      stworzenia tego „okna w kosmos”. Tak, czy owak wyjaśnienie byłoby racjonalne i
      w dodatku miało swoje szlachetne odniesienia do wizji i koncepcji
      pojawiających się od dawna w prozie i w filmach. Tyle, że tu nic nie trzymało
      się kupy, nic nie było proste, jasne, logiczne i oczywiste. Ludzie, którzy
      weszli w Bramę, a raczej, ci co przez przypadek lub celowo-bo sami jej szukali-
      znaleźli się na obszarze na którym Brama postanowiła się uaktywnić trafiali
      w ...No właśnie gdzie? Czasami rzeczywiście były to obce planety, bo ich oczom
      dane było widzieć odmienną od ziemskiej florę i faunę, twory obcych cywilizacji
      i wreszcie samych obcych. Czasami jednak trafiali do miejsc bez kształtów i
      nazywalnych barw. Wracali z nich odmienieni, obdarzeni nowymi zdolnościami,
      umiejętnościami, które tylko z rzadka miały praktyczne zastosowanie... Bywało,
      że powracający spotykali się z bliskimi, a potem znikali wszyscy-całe rodziny,
      kręgi znajomych, kumple i kumpele ze studiów...”Pojebane to wszystko” -pomyślał
      Duke, choć sam miał kilka okazji, żeby przekona się o tym jak to jest-przejść
      przez Bramę. Było to dziwniejsze niż całą dziwność z jaką Duke miał
      kiedykolwiek do czynienia: i tym, że zawsze podobał się tym dziewczynom, które
      jemu się nie podobały; tym, że większość talentów rozwinęła się w nim dopiero
      po osiągnięciu trzydziestego roku życia, tym, że kiedy dorastał miał oczy
      zielone, a kiedy już dorósł to tęczówki stały się szare; tym, że miał zdolności
      telepatyczne i tym, że nigdy nie mógł nauczyć się porządnie grać w piłkę i tym
      wreszcie,że jego numer Pesel skałdał się z samych czwórek i siódemek. Liczba
      dziwności związanych z życiem Duke’a była o wiele dłuższa, ale w tej chwili
      tylko te przyszły mu do głowy. Absurdalna anormalność, która nie spotykała
      nikogo innego tylko ludzi mieszkających na tych ziemiach.... Obiekt wnikliwych
      badań różnych naukowców, wywiadów obcych państw i wyspecjalizowanych agend
      junijnych, Brama... Czarcia Czeluść, Wdepa, Studnia, Mruczka-miejscowi nadali
      jej wiele imion. ..

      Z dalszych rozmyślań wyrwała go kolejna salwa śmiech i brzęk kieliszków. Po
      chwili rozległ się dzwonek: Silny zniknął w korytarzu,a po chwili pojawił się
      ze sporym stosem tekturowych opakowań. „Pizza, naleśniki i dla koneserów-
      kaszanka!” oznajmił zebranym. Aplauz był powszechny...
    • inks Re: Napiszmy powieść 31.10.02, 08:43
      Watpię,zeby ktoś to czytał, ale nowe odcinki już wkrótce. Będzia tam i o
      Milczącej Joannie i o stryjku Hryjku. W międzyczasie zajmuje się tekstami
      pewnych piosenek. Inks Dusiciel
      • Gość: Oka Re: Napiszmy powieść IP: *.17.79.204.lifespan.org 01.11.02, 00:35
        No wiesz? JA to czytam i to z zapartym tchem.
        Jako prezeska Twojego fan klubu apeluje o jeszcze!!!
        ;-)
        Pozdro.
    • inks Re: Napiszmy powieść 04.11.02, 08:18
      Duke wybrał pizzę-naleśniki jadł niedawno. Wbijając zęby w ser znowu popadł w
      zadumę...Tym razem o....
      Nienawidził i kochał to miasto. Było jak łódź podwodna, okręt handlowy, który
      wyruszał w rejs trwający pięćdziesiąt, góra - sto lat. Każdy zwrot historii
      był jak nowy port, jak zmiana armatora-zmieniała się załoga, właściciel,
      kapitan, fracht i statek wypływał w nowy rejs. Białostoczan z dziada
      pradziada było tu jak na lekarstwo. Historia miasta przypominała marsz
      pijanego. który szedł od płota do płota, czasami zawracał, czasami błądził, a
      przeważnie spał pod płotem Większość stanowili przyjezdni z okolicznych
      miejscowości- wsi, osad i miasteczek. Kiedyś miasto było dla nich tylko
      przystankiem w drodze do większych ośrodków....Teraz stało się docelowym
      punktem „wypraw po złote runo”. Na szczęście udało się ograniczyć tą dziką falę
      migracji. Żeby zostać mieszkańcem metropolii trzeba było przemieszkać kilka lat
      w obozie przejściowym, a potem uzyskać rekomendację jednego ze związków
      zrzeszających rody białostockie. Juniści odsądzali tę praktykę od czci i wiary,
      ale dzięki niej Białystok był jednym z niewielu miast europejskich, w których,
      jeśli już wybuchały bomby, to tylko w wyniku porachunków lokalnych gangów z
      Dziesięcin, a nie po to by wypełniać nakazy tego czy innego bóstwa albo boga.
      Wśród tych rozmyślań pojawiło się wspomnienie o jednym z jego przodków zwanym w
      rodzinie Stryjkiem Hryjkiem, mieszkańcem podbiałostockiej wsi, który nawet
      wówczas gdy wokół jego pola wyrosły 30 piętrowe wieżowce centrum handlowego
      siał na nim żyto, owies i pszenicę i jeździł do prac polowych furmanką.
      Podobno urzędnicy przychodzili do niego w czasie przerwy obiadowej po bimber-a
      pędził jeden z lepszych w tej okolicy. Sprzedawał im, o ile potrafili wykazać
      się białostockim pochodzeniem i przypadli mu do gustu. Jeśli nie-gonił ich z
      widłami w garści, podobnie jak pośredników handlu nieruchomościami, którzy
      ofiarowywali krocie za jego kilka hektarów pozaklasowej ziemi. Prawda była
      taka, że liczył na junijną dotację agrarną za produkcję żywności organicznej,
      ale nie udało mu się przecwaniakować junijnych urzędasów-puścili go z torbami.
      Fakt, że pełnymi jurasów. ale była to jedna dziesiąta tego na co Stryjek Hryjek
      liczył. Oczywiście schował je w słoikach i zakopał nie informując rodziny o
      miejscu ukrycia gotówki...

      Umówili się na polanie zwanej Milczącą Joanną. lub częściej- Joanną, na cześć
      koleżanki ze studiów, która, kiedy urządzali leśne imprezy pojawiała się na
      nich z plecakiem wypełnionym piwem. Wypijała co było do wypicia. Zjadała co
      było do zjedzenia-przeważnie grilowaną karkowinę, a potem jechała do domu. I
      przez cały czas milczała jak zaklęta, choć na imprezach w akademikach bywała
      całkiem rozmowna...
    • inks Re: Napiszmy powieść 07.11.02, 09:15
      Lekko zamroczony Monastyrką Duke wrócił taksówką do swojej tymczasowej kwatery
      w gmachu niedokończonej biblioteki uniwersyteckiej. Wziął prysznic i poszedł
      spać. Po 12 godzinach wstał, zjadł 10 parówek z keczupem, wyciągnął z plecaka
      ciepłe ubrania-na dworze było już mroźnie- i przecinając dygoczące od zimna
      miasto poczłapał w stronę Supraśla. Miał ochotę się przejść, a spacer przed
      emocjami, których spodziewał się doświadczyć w rejonie oddziaływania Bramy był
      jak najbardziej pożądany. Wdychał chłodne jesienne powietrze i z każdym
      krokiem czuł jak narasta w nim podniecenie.
      Spóźnił się o kwadrans, tak jak miał w zwyczaju. Silny i jego ludzie czekali na
      polanie. Ubrani w stare, przeważnie niemodne kurtki i spodnie. Nowej odzieży
      było szkoda-kiedy wchodziło się w Bramę z niewyjaśnionych przyczyn często
      dochodziło do zmiany garderoby-ludzie wracali w cudacznych uniformach, Duke
      słyszał, że kolekcjonerzy ofiarowywali krocie za te nieziemskie ciuchy.
      Naturalnie tym, którzy mieli szczęście w nich powrócić. Wielu Mruczka wyrzucała
      w podartych gatkach, albo nagich...lecz za to przeważnie opalonych tak, jakby
      spędzili trzy tygodnie na plaży w Jastarni, oczywiście przy założeniu, że nie
      były to trzy deszczowe tygodnie...
      Podzielili się na kilka dwójek. Każda z nich miała patrolować określoną część
      okolicy.Zresztą patrol to było zbyt wielkie słowo-zamierzali spacerować licząc
      na to, że któraś z nich natrafi na Bramę. Mieli zamiar zbadać czy pojawiała
      się w tylko w określonych miejscach, czy też była to kwestia przypadku. Duke
      miał iść razem z Maksymem. Umówili się z reszta, że jeśli nie zajdzie nic
      nieprzewidzianego spotkają się w tym samym miejscu za 3 godziny.
      Wielofunkcyjna czapka uszanka to był zdecydowanie dobry pomysł – Duke czuł jak
      przyjemnie grzeje go w uszy. Ustawił termostat kurtki na maksimum i udał się
      ze swoim partnerem w stronę groźnie wyglądającej ściany lasu...
      • Gość: beni Re: Napiszmy powieść IP: 62.88.128.* 13.11.02, 11:38
        -Dziwne - pomyslal. -Ta sciana sie oddala i oddala. Czyzbym zjadl cos
        niestrawnego na obiad. Alez, przeciez tylko bylem w TUROBLANCE i wzialem
        odegrzna kasze gryczana ze skwarkami z ubieglego tygodnia. Dotychczas trawilem
        ja wspaniale. Pewnie to cos innego.
      • inks Re: Napiszmy powieść 13.11.02, 11:41
        weny jakoś ostatnio nie miał. Przepraszam czytelników, że musieli czekać, Oto
        Trans Białegostoku ciąg dalszy

        ...Chodzili już dobre pół godziny po lesie. Brama pojawiała się kiedy chciała,
        ale przeważnie chciała wtedy kiedy nikt jej nie oczekiwał. Tak było i
        teraz...Zamruczało basowo, jakby za drzewami swój sprzęt rozstawił niewidoczny
        klawiszowiec-miłośnik eksperymentów formalnych. Powietrze zafalowało,
        zapachniało ozonem...Duke obsikiwał właśnie jakieś drzewo i klął w duchu
        producenta ketchupu, bowiem sikał na granatowo. Jakiś nieznany dodatek do sosu
        zmienił mu kolor moczu. Nowa moda wśród wytwórców żywności...”Szlag jasny!„-
        syknął Duke, dopinając rozporek-„Wiesz co Maksym? Szczam sobie, patrzę, a tu
        granatowe leci...”-zaczął się żalić Maksymowi, który czekał na niego kilka
        metrów dalej, ale słowa poleciały niezdarnie jak stado kuropatw i zapadły w
        leśnym podszyciu: Maksym... zniknął. Zamiast niego pod drzewem siedział jakiś
        zezowaty Indianin w piuropuszu i palił fajkę. „No tak! Brama zabrała Maksyma
        i podmieniła go na jakiegoś....No zaraz, ale skąd wzięła Indianina? Przecież
        obszar jej oddziaływania ograniczał się do okolic Supraśla i nie było nigdy
        doniesień o podobnym zjawisku na terenie Ameryki Północnej”-Duke był
        skonsternowany i odrętwiały ze zdumienia. Po chwili przełamał się, podszedł
        do postaci w piuropuszu i zapytał starając się zachować stanowczy ton
        głosu: „Ty, Winnetou! Skąd się tu wziąłeś człowieku???” Duke podskoczył ze
        zdumienia kiedy indagowany odpowiedzał mu po polsku, wypuszczając przy tym
        kłęby dymu : Jak to kurwa skąd?! Z Sobolewa!” W powietrzu zapachniało
        marihuaną. Osłupiały Duke ściągnął czapkę uszankę i podrapał się w głowę: „No
        tak, kurwa! Z Sobolewa...”
        • Gość: beni Re: Napiszmy powieść IP: *.telia.com 13.11.02, 20:44
          -Tak.To wszystko kurewstwo z Sobolewa - powiedzial Duke do kolejarza, ktory
          wyjmowal z teczk, przewiazanej paskiem ze swinskiej skory kolejnego belta.
          _ Wiesz pan -zaczal kolejarz. Na imie mi Dziuk.
          _Czekaj pan, czekaj, jak mowia Francuzy, atande mua, I am Duke.Po amerykansku
          to Djuk jestem. A pan jest Dziuk z Sobolewa, z tego kurewskiego grajdolka.
          Znalem tam jedna kobite. co trzymala....
          _Co trzymala baba? - zdziwil sie kolejarz przekladajac kanapki owiniete w
          Kurier Podlaski.
    • Gość: Jaś Re: Napiszmy powieść IP: *.biaman.pl 07.11.02, 15:24
      mozolnej pracy sztabu specjalistów .
    • Gość: Jaś Re: Napiszmy powieść IP: *.biaman.pl 07.11.02, 15:26
      inks napisał:

      > Czytanie książek, po przekroczeniu pewnej ich masy, staje się nudne. Tak,
      > jak jedzenie potraw przygotowanych przez innych: gotowanie jest ciekawsze.
      > Proponuję,żebysmy wspólnym wysiłkiem spróbowali tu, na forum napisać
      powieść,
      > opowiadanie..zobaczymy-wszytko zależy od tego, kiedy nam się taka
      > twórczość...znudzi. Pozwolę sobie napisać pierwsze zdanie tego niewątpliwego
      > arcydzieła. Literacką Nagrodą Nobla podzielimy się po równo:
      >
      > "Mijały tygodnie mozolnej pracy calego sztabu specjalistów ....
      • chatka_ Re: Napiszmy powieść 13.11.02, 11:00
        Inks sie pojawil wiec nastawiam na kawe i czekam na kolejny odcinek powiesci :)
        • inks Re: Napiszmy powieść 15.11.02, 13:27
          Jaś, słuchaj,sprawa wygląda tak,że miało to być dzieło zbiorowe, ale reszta
          sobie odpuściła i w rezultacie stałem się jedynym autorem i to w dodatku
          autorem, który poczuł się odpowiedzialnym za dalsze losy bohaterów. Na tym
          etapie chcę to ciągnąć dalej sam. Nie wiem jak to zrobić co prawda-może na
          swojej prywatnej stronie, może tu...Tak więc, żadnych bełtów, żadnych kanapek
          zawiniętych w gazetę. To moja powieść :-)Pozdrawiam. Inks
          • Gość: bernard Re: Napiszmy powieść IP: 62.88.128.* 15.11.02, 13:42
            Przeto nie "napiszmy powiesc" (chyba ze pluralis meiestatis), ale "pisze
            powiesc". (Przepraszam ,ale nie mam polskich znakow w moim komputerze)
    • inks Re: Napiszmy powieść 18.11.02, 09:32
      Indianin patrzył zaciekawiony na Duke’a, który po chwilowym zamroczeniu wracał
      do siebie. Musiał dostać się na skraj oddziaływania Bramy i stąd te
      halucynacje, które go dopadły. To jednak dziwne, że nigdzie go nie
      zabrała. „Może dymka?” zaproponował wyciągając fajkę w stronę Duke’a” –„E, nie
      dzięki. W gardle mnie tylko od tego drapie i jakoś słabo bierze”-odparł zbawca
      Białegostoku, który pochylony w pół,z rękami opartymi na wysokości kolan
      próbował dojść do siebie po niespodziewanym ataku Mruczki.-„Bełty,
      kanapki...mogła się lepiej postarać...”-mamrotał potrząsając głową...

      -To powiadasz jesteś z Sobolewa-zapytał Indianina, kiedy poczuł się na nowo
      zadomowiony w trzech wymiarach otaczających ich zarośli
      -Z jakiego Sobolewa? Tzn...no tak, byłem akurat w Sobolewie kiedy mnie zabrała,
      ale byłem tam...No nazwijmy to w delegacji. Na stałe siedzimy tu pod Supraślem-
      mamy rozbity nasz obóz-wiadomo: squaw, tipi, totem i cała reszta..
      -A tak w ogóle to jak ty masz na imię stary?
      -No tak w ogóle to mówią na mnie Waleczna Kuropatwa, ale w cywilu nazywam się
      Darek. Z Bojar jestem...-pomimo zaczerwienionych szklistych oczu jego
      wyjaśnienia brzmiały całkiem składnie...
      • Gość: bernard Re: Napiszmy powieść....cd IP: *.telia.com 18.11.02, 22:17
        - Z Bojar powiadasz? - powiedzial nieco z nostalgia w glosie. Kiedys znalem tam
        jednego, na imie mu bylo Zygma. Mial kwatere i ludzi trzymal u siebie, ze
        czterch, dwoch roboli i dwoch studentow z ogolniaka. Zyhma ludzi lubil,
        ciagnelo go do nauli i do klasy robotniczej. Wypic? Jakze, wypil i podziekowac
        potrafil. Zygma od studentow dostal koszulke, wiesz, takiego "te szyrta" z
        Czeskiem czyli Niemenem. I nosil te koszulke i nawet nie widzial, kyo na niej
        namalowany, bo ciagle nie pamietal, kimze ten gosc w czarnej peruce. I
        - A ile mu bylo? - spytal z ciekawoscia Indianin.
        - Jakies ze siedemdziesiat Zygmie bylo - odpowiedzial Dziuk. - Elegancko sie
        trzymal, szpanowal na Bojarach a nawet do Starosielc wyjezdzal w tej koszulce i
        czarnych spodniach koscielnych. Mial okulary czarne i Belmondem go tam
        przezywali. Ty, Belmondo, kurwa, gdziez takie bryle wytarzasnal? A on nic,
        tylko poprawial przyczes i glany o nogawki wycieral.A wiesz, stary w
        bitelsowach byl, ktore mu Bilo kupil na Siennym w budzie.Bilo byl student,
        nieco zapozniony w latach, ale mial talent do muzyki i grywal na weselach po
        knajpach.
    • inks Re: Napiszmy powieść 20.11.02, 09:13


      -Ta....Bojary...Nostalgiczny się jakiś robię na starość...
      -Darek , a opowiedz mi jeszcze po co ty do tego Sobolewa szedłeś?
      -Bo to było tak. Poszedłem do lasu na grzyby. Mamy plantację. Święty dał nam
      trochę zmodyfikowanej grzybni...

      -No tak, Święty-mruknął Duke i uśmiechnął się pod nosem...
      -A co znasz go?
      -No trochę i tak jakby...
      -...no to dał nam Święty trochę tej grzybni. Mówimy na te grzybki Olejaki, bo
      działają jak olej wlany do głowy: zjesz i od razu wszystko staje się proste,
      jasne i logiczne. Nie uzależniają, nie zatruwają...Ludzie doktoraty po ich
      zażyciu potrafią pisać. No to idę po te grzybki do Sobolewa, a tu jak nie
      zamruczy, jak nie zatrzeszczy! Zabrało mnie i wypluło po środku jakiejś
      równiny. Myślałem sobie, że to Kraina Wielkich Łowów tyle , że łowów na mnie bo
      po chwili zza horyzontu pojawiły się jakieś mastodonty i zaczęły mnie gonić. Co
      ja się strachu najadłem...o człowieku!!!
      -No i co-dogoniły?-Duke był ciekaw finału.
      -Dogoniły. A jak dogoniły to myślałem, że mi krzywdę zrobią, a tu nagle jeden z
      nich mówi: „Ty się Darek nic nie bój i powiedz swoim, żeby wpadali jak mają
      ochotę, to sobie poucztujemy, pogadamy i w ogóle będzie fajnie”...A potem
      któryś z nich klepnął mnie w plecy... i wypluło mnie z powrotem w okolice
      Supraśla...
      -Aha-mruknął Duke, choć nic nie było „aha” , a po cichu myślał sobie „Nie pal
      tyle ziela Kuropatwa, bo zostaniesz Siouxem...",ale nie wypowiedział tej
      zgryźliwości na głos. W końcu człowiek był z Bojar...

      • inks Re: Napiszmy powieść 28.11.02, 07:55
        Chciał zostawić Indianina swojemu losowi i poszukać Silnego i jego ludzi, kiedy
        nagle usłyszał szum fal... Wiał lekki wiatr a granatowoczarna pustka która
        rozpościerała się nad plażą pachniała solą. Leżeli kilka metrów od reszty.
        Jej usta miały delikatny smak moreli. Przed chwilą paliła papierosa, ale to mu
        nie przeszkadzało, bo ponad wszystko przebijała się jej młodość. Młodość, która
        go upajała, poiła namiętnością, oszałamiała. „Marchewkowe pole.rośnie wokół
        mnie.....” w tle brzmiała rozstrojona gitara i zdarte od kilkugodzinnego
        śpiewania przerywanego piciem zimnego piwa głosy ich znajomych. Ale to było
        dalekie, nieistotne: to w jej oczach było wszystko-wszystko!!!Szaleńśtwo,
        podniecenie, lęk, duma pokonanego wstydu, obawa przed tym co czuje i pamięć o
        tym co czuła kiedyś, do innych, pragnienie nieznanego, żądza przygody...
        Przecież był niczym więcej, tylko wakacyjną przygodą i wiedział o tym.
        Wiedział, choć udawał, że jest inaczej, że to coś więcej, coś ważniejszego i
        nie czuł żalu bo tak miało być, tylko tak i właśnie tak. Chwila szaleństwa
        pomiędzy niebem a rozgrzaną lipcowym upałem ziemią, ucieczka od dobrze znanych
        twarzy i ulic, brudnych autobusów, wiecznie tych samych twarzy w pubach, tych
        samych powtarzalnych wydarzeń, chodników i budynków. I dlatego obejmował ją i
        całował jej usta, dotykał piersi, nóg, bioder, łona, a potem przykrył ją i
        siebie kocem i wszedł w nią: pośpiesznie, szybko, mocno. Chciała tego. Chciała
        tego dokładnie tak, właśnie w ten sposób-czuł to, wyczuwał po prędkości z jaką
        nastąpiło jej spełnienie... A potem ubrała się jak gdyby nigdy nic. Usiadła.
        Zapaliła papierosa z tym cwaniackim wyrazem twarzy, który tak bardzo mu się
        podobał, syta, spokojna, zrelaksowana. Czubek papierosa jarzył się
        pomarańczowo w ciemnościach. Kiedy skończyła palić wstała, uśmiechnęła się
        lekko do Duke’a i nieśpiesznym krokiem poszła w stronę innych, stłoczonych
        wokół dogasającego już ogniska. Duke potarł policzek, popatrzył ponad siebie, w
        niebo usiane gwiazdami, w stronę tych wszystkich planet, których nigdy nie
        widział i nigdy nie zobaczy, słońc zachodzących nad bezimiennymi, a może już
        nazwanymi lądami i smutno wzdychając wyciągnął z plecaka wino i kryształowy
        kieliszek, który ciągnął tu aż z Białegostoku. Nalał po brzegi. Wino pachniało
        kwiatami, lasem i rozgrzaną łąką. Poszedł z nim w stronę fal, daleko od
        wszystkich głosów, daleko od gitary, pijanych dziewczyn i facetów. I wtedy
        poczuł, że wszystko jest nie tak jak powinno, że tak naprawdę to nie jego czas,
        nie jego miejsce, że pora wracać...Wracać...ale dokąd???
    • inks Re: Napiszmy powieść 29.11.02, 08:18
      Obudził się w południe w swoim domku. Zjadł nieskomplikowane śniadanie złożone
      z dwóch kupionych w sklepie serników z pomarańczową galaretką. Chemia, ale
      całkiem smaczna. Wziął prysznic. Wypił kawę i po kilkuminutowych,
      zakończonych jednak powodzeniem poszukiwaniach mleczka do opalania z
      wszystkimi możliwymi filtrami UVA i UVB poszedł na plażę. -„Ciekawe czy przed
      promieniami Roentgena też chroni?” pomyślał mijając jakąś rodzinę, która
      wspólnymi siłami dźwigała nadmuchiwany ponton w kształcie mastodonta. „Nawet
      podobny”-patrzył z niesmakiem na zasapaną głowę rodziny ordynarnie strofującą
      tubalnym głosem rozkrzyczane dzieci -„przyciąganie podobieństw...”.Kupił lody w
      przydrożnym straganie i wtopił się w tłumek ciągnący w stronę morza. Piasek był
      już mocno rozgrzany i parzył w stopu. To co go zawsze zdumiewało: niezwykła
      lekkość przestrzeni Bałtyku kiedy świeciło słońce i to, że woda potrafiła być
      tak niesamowicie błękitna. Przeszedł plażą jakieś pół kilometra w obie strony
      i nie mógł znaleźć swoich. Wynalazł kawałek wolnego miejsca pomiędzy
      kilkoma-przynajmniej na oko, bo czasy były takie, że „nigdy nic nie wiadomo” -
      licealistkami i zgrupowaniem samotnych mam z dziećmi. Rzucił ręcznik na piasek,
      natarł się mleczkiem do opalania i przez jakiś kwadrans wylegiwał się opalając
      plecy. Potem usiadł po turecku i sycił oczy widokiem fal i tej powszechnej,
      leniwej, rozzłoconej błogości, która wisiała nad tłumem plażowiczów. A potem
      poszedł pobrodzić w morzu. Przeszedł może kilkanaście metrów, kiedy ją
      spotkał. Były z nią jakieś koleżanki-chyba te same, które wczoraj bawiły się
      wczoraj przy ognisku. Dwie czy trzy widział po raz pierwszy... -„Część. Od
      dawna tu jesteś”- zapytała, a kiedy Duke zwlekał z odpowiedzią bo zapatrzył się
      w jej zielone oczy zaczerwieniła się lekko i spuściła wzrok.-„Aaa. Tak,
      tak...Od godziny może mniej więcej” odparł, kiedy dotarła do niego treść
      pytania.
      -To co? Pójdziesz z nami?-
      -A gdzie idziecie?
      -Na piwko
      -Piwo... no o.k., pójdę tylko wezmę swój ręcznik
      -No to dogonisz nas, idziemy w tamtą stronę-machnęła ręką pokazując parasole z
      wielkim napisem „Trans Porter”

      Były w połowie drogi do plażowego baru kiedy je dogonił. Rozmawiały o
      pogodzie. planach na obiad i wieczór. Dreptał obok i nawet nie zauważył kiedy
      znaleźli się oboje z przodu całej grupy. Przypadkiem dotknęli się dłońmi i
      chwilę później już trzymali się za ręce.

      -Brakowało mi ciebie...powiedziała tak cicho, że przez chwilę nie był nawet
      pewien, czy to ona.
      -Mi ciebie też...I to było wszystko co mieli sobie do powiedzenia, ale nie było
      im z tym źle. „Słowa czasami robią o wiele więcej złego niż dobrego”-
      przeleciało przez głowę Duke’a ogarniętego czymś w rodzaju wzruszenia. W każdym
      bądź razie uczucie lokował się głównie w okolicach krtani-i właśnie tam
      ugrzęzła większość tego co ewentualnie mógłby w tej chwili powiedzieć. Dał
      sobie spokój z mówieniem. Szedł. Szła. Szli. I było im dobrze.

      Kiedy doszli do parasoli pod którymi spalone na brąz dziewczyny sprzedawały
      lody i piwo w plastikowych kubkach jego towarzyszki zamówiły piwo i frytki.
      Duke wolał Colę i lody. Usiedli przy plastikowych stołach. Było gorąco.
      Wzrok Duke’a wędrował po jej twarzy, a potem przeniósł się na morskie
      fale. „Jak dobrze...szczęście potrafi być takie proste” -przesiedli się tak,
      żeby lepiej było widać morze. Objął ją i pocałował lekko jej ramię.-Poptrz, coś
      tam płynie-rzuciła, chyba żeby pokryć zmieszanie. Powędrował oczami za jej
      palcem.-Fakt. I do tego jakie dziwne! - spodziewał się zobaczyć statek, a
      tymczasem zza horyzontu wychynął dziwny obiekt. Wyglądał jak wielka suwnica,
      choć bardziej przypominał kształtem literę „pi”.

      -Trzy czternaście - wymamrotał Duke. Trzy czternaście.. Najbardziej samotna
      liczba na świecie.. Trzy czternaście....I wtedy wszystko zamarło –jak zdjęcie w
      na ekranie cyfrowego aparatu. –Trzy czternaście powiedział jeszcze raz, kiedy
      wszystko pękło...


    • inks Re: Napiszmy powieść 05.12.02, 07:50

      Krajobraz zaczął pękać, jakby był zrobiony z lodu. Morze, plaża, niebo-wszystko
      zaczęło łamać się na male nieregularne puzzle. W absolutnej ciszy,
      bezgłośnie...Ale Duke już tego nie widział, nie zapamiętał nawet jednej sekundy-
      ani układanki w którą na kilka chwil zamieniła się jego rzeczywistość, ani
      wielkiego „Pi” na horyzoncie....

      Było mu tak dobrze-słońce wypaliło wszelkie troski, roztopiło śnieg złych
      wspomnień, przykrych doświadczeń...Siedzieli z dziewczynami może godzinę, może
      dwie. Czasami ktoś rzucał jakąś uwagę, reszta komentowała ją przy pomocy
      różnorakich” „aha”. „uhm”, „no właśnie”, lecz przeważnie siedzieli w milczeniu,
      rozkoszując się ciepłem przenikającym ich ciała, rześkim chłodem piwa i
      napojów. Było idealnie. Doskonale. Nadzwyczajnie. Po jakimś czasie Duke
      stwierdził, że znowu ma ochotę na kontakt z wodą. -„Idź, będę czekała”-
      powiedziała, kiedy wstając od stołu skierował pytające spojrzenie.
      Ludzie pływali wpław, brodzili w morzu....Duke wszedł pomiędzy fale i
      oddychał pełną piersią wciągając powietrze w płuca. Woda się gała mu już do
      pasa , kiedy nagle usłyszał wypowiadane przez megafon słowa: „Panie Duke,
      proszę nie oddalać się od brzegu! Panie Duke proszę nie oddalać się od brzegu!
      Panie Duke...” Zawrócił zdumiony-przecież był znacznie bliżej plaży niż wielu
      innych. Obejrzał się i wypatrzył punkt z którego dochodziły te słowa:
      wieżyczkę wykonaną z sosnowych bali, na której siedział chudzielec w
      pomarańczowym podkoszulku. Brnąc przez fale doszedł do brzegu i, zanim zdążył
      zapytać o co tu chodzi, chudzielec zeskoczył ze swojej wieżyczki i wręczył
      skonsternowanemu Duke’owi jakieś kwity:
      -Wylosował pan bilety na zjeżdżalnię. W barze mają taką promocję...
      Aha, aha... Duke przyjął bilety i nie wiedział za bardzo co powiedzieć. Był
      zbyt zaskoczony, ale przyjął nieoczekiwany prezent.-na zjeżdżalnię mówi pan..To
      chyba zjadę, jak tak...

      -Extra! Extra! Super! Super!-Dziewczyny piszczały z radości i po chwili kiedy
      dopiły piwo ruszyli w stronę białej rury, która zwariowaną serpentyną spływała
      z wysokości kilkudziesięciu metrów ku niecce wypełnionej wodą. Marsz pod
      schodach w górę zajął im kilka minut, stanie we kolejce osób zgromadzonych na
      szczycie w szerokim korytarzu wiodącym do owalnego otworu, w którym znikali
      kolejkowicze w rytm zapalających się czerwonych i zielonych światełek.

      W rurze zjeżdżalni atrakcji było co nie miara: stroboskopowe lampy, laserowe
      hologramy, wodospady i bicze szkockie - Duke jechał coraz szybciej i szybciej,
      wchodził w zakręty jak bobslej w lodowej rynnie. Podobało mu się. jechał na
      plecach i w końcu zaczął śmiać się sam do siebie-takie to było przyjemne. Na
      ostatniej prostej zobaczył lustro wody widniejące u wyloty rury. Z
      głośnym „hahaha!!!” wyleciał z otworu zjeżdżalni i po krótkiej chwili, przez
      którą leciał w powietrzu usłyszał chluśnięcie-fala wody zalała mu oczy. Kiedy
      opadła, śmiejąc się wstał i chciał pójść przed siebie. –”Widzę, ze kolega
      sporty wodne uprawiał" -głos rozlegał się gdzieś w przestrzeni ponad jego
      głową. Duke przetarł oczy. Ale musiał o zrobić jeszcze wiele razy, zanim
      zrozumiał, że to co widzi jest prawdziwe: Nie co dzień spotyka się przecież
      Indian w piuropuszach z orlich piór-„I jak było? Witamy w Supraślu”-powiedział
      Indianin pykając fajkę-„He, he! Długo cię nie było Duke! Witamy w Supraślu”....
      • pictures.club.pl Re: Napiszmy powieść 05.12.02, 13:08

        To wszystko musi mi się śnić, nie wiem skąd się tu wziąłem, przecież ja nie
        jestem żaden Duke !!! - pomyślał Kaktus w Doniczce niesionej przez 6-letnią
        dziewczynkę....
        • lutobor Re: Napiszmy powieść 07.12.02, 16:10
          > To wszystko musi mi się śnić, nie wiem skąd się tu wziąłem, przecież ja nie
          > jestem żaden Duke !!! - pomyślał Kaktus w Doniczce niesionej przez 6-letnią
          > dziewczynkę....

          Dziewczynka niosła go przez jakąś oszkloną salę, trzęsąc Kaktusem na wszystkie
          strony. Czuł się jak tego dnia na zjeżdżalni wodnej razem z dziewczynami. To
          uczucie powoli zaczęło być coraz mniej przyjemne.
          Dziwne, tak jakby nagle się zatrzymali... Teraz móg się rozejrzeć po okolicy.
          Dookoła stały tylko rośliny. Nie widział zbyt wiele, gdyż gliniana doniczka
          zasłaniała mu obraz.
          - Mamo! Mamo! Zobacz moją roślinkę, coś jej się stało, jest dziwna jakaś -
          krzyknęła dziewczynka.
          - Pokaż. Rzeczywiście, chyba ma za mało nawozu. Musimy ją wyleczyć. Biedna
          roślinka - odpowiedział kobiecy głos.
          Już później nie widział nic, tylko błysnęła mu gdzieś przed oczami
          butelka "Epilexu 48 B". I nagle poczuł ogromny ból w żołądku, jakby ktoś
          napełnił go silnym kwasem. To uczucie było nie do wytrzymania. "Nie mogę już,
          nie mogę..." - pomyślał. Wiedział, że to już koniec. "Pomocy. Dlaczego nikt mi
          nie chce pomóc? Ja nie jestem rośliną!!!"
          -Nie jestem rośliną, nie jestem rośliną, nie jestem... - nagle się
          obudził. "Przecież to moje mieszkanie, a więco to był tylko sen!". Takie
          dziwne koszmary śniły się Duke'owi coraz częściej...
          • lutobor Re: Napiszmy powieść 07.12.02, 16:22
            Inks, nie załamuj się! Nie zwracaj uwagi na głos jakigoś tam Jasia. Przecież
            to jest bardzo dobry pomysł, żeby wszyscy razem na forum pisali powieść.
            Naprawdę, liczę, że powieść będzie kontynuowana przez wszystkich a nie tylko
            przez Ciebie. Jak każdy dorzuci swój pomysł, to razem może powstać
            rzeczywiście niezłe dziełko.
          • inks Re: Napiszmy powieść 10.12.02, 08:16

            ...ale dziwne było to jego mieszkanie. Śniegu jakoś napadało i pełno w nim było
            zeschniętych liści, patyków i zeschniętych traw. Duke nie mógł się otrząsnąć ze
            zdumienia. Dzowniło mu w uszach. Zresztą nie tyle czuł,co wiedział że to
            dzwonienie jest wszechobecne, że dzwoni cały świat... nie ważne w jakim
            punkcie globu by się teraz znalazł-na Cabo de Hornos, w skwierczących od słońca
            kurortach Grenlandii, na dzikich plażach Syberii, w asutralijskiej lodowej
            głuszy wstrząsanej porykiwaniem morsów, to owo dzwonienie byłoby wszędzie takie
            samo. Potrząsnął głową-raz, potem drugi, ale dźwięki dzwonków nie chciały
            zniknąć. Zakrył uszy dłońmi , ale i to nie pomogło.-
            „Zwariowałem..zwariowałem!!!...”- powiedział do siebie szczękając zębami. Kiedy
            już tracił przytomność poczuł jak jakieś ręce dzwigają go w górę. Był nieważki
            i nieistotny. –„Ty Indianin. Przestań się szczerzyć i pomóż przenieść bohatera”-
            usłyszał jeszcze gdzieś ponad sobą. A potem wszystko znikło...

            Kiedy położyli go na saniach Szmurło zaciął konie i sanie ruszyły w mroźną
            pustkę supraskich ostępów. Dzwięk dzwonków przytroczonych do końskich uprzęży
            zagłuszał pojękiwania Duke’a, Silnego i jego ludzi którzy przykryci kocami
            przebywali jeszcze w mrocznych odmetach Strefy. –Wio!!! Wiśta wio!!!Krzyknął
            Szmurło, a echo struchlałe od mrozu odpowiadało mu spod ośnieżonych gałęzi
            sosen, brzóz i jodeł płosząc dzikie kondory z ich gniazd posadowionych na
            zabytkowej wieży przekaźnika telefonii komórkowej. Do Sylwestra zostało 21 dni.
            • lutobor Re: Napiszmy powieść 13.12.02, 00:01
              Jechali bardzo szybko przez gęsty las. Duke powoli zaczął się przebudzać,
              powoli jego świadomość wracała do swojego pierwotnego stanu. - Hajnówka -
              powiedzial cicho - poznaję ten las...
              Później przejechali w poprzek szosy i udali się wgłąb lasu. Głębiej drzewa
              stały gęściej, więc pomimo leżącego śniegu zaczynało się robić ciemno. Nagle,
              gdzieś w oddali, Duke zobaczył, że gęstwina się przerzedza. Wjechali na
              niewielką polanę, na której pod azbestowym dachem stało palenisko, przy którym
              skwierczał ogień, oraz kilka drewnianych stolików. Konie zwolniły. Gdy wóz się
              zatrzymał, Duke zauważył przy ognisku jakąś małą, przygarbioną postać.
              - Chodźmy - popędził Duka Indianin.
              Weszli pod dach. Nieznajomy wstał i teraz wyglądał już bardziej postawnie.
              Zapalił papierosa, poprawił płaszcz i zaczął mówić głosem. w którym słychać
              było nutę wschodniego akcentu:
              - Nie pamiętasz mnie. Nie, na pewno nie pamiętasz. Nigdy nie mieliśmy okazji
              się spotkać. Ale Indianin na pewno opowiadał ci o mnie. Nazywam się Zygier.
              - W tym momencie nieznajomy wyciągnął spod płaszcza pistolet - Przykro mi że
              żegnamy się w takich okolicznościach. Ale jeszcze zdążysz mi wytłumaczyć kilka
              spraw...
              Nagle Duke odnalazł w sobie siły, wyskoczył do przodu i wybił Zygierowi broń.
              Pistolet odskoczył z pustym głosem i upadł gdzieś w białej śnieżnej pokrywie.
              - O nie, Zygier - powiedział Duke - to ty mi wytłumaczysz wszystkie moje
              wątpliwości...
              • Gość: saunne Re: Napiszmy powieść IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 22:36
                dzis tylko podrzucam temat, a jak bede miec wiecej czasu odrobie zaleglosci w
                czytaniu i moze...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka