Gość: gajowy
IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl
04.02.03, 16:58
Sprzedawca - twój pan i władca
Piszę ku przestrodze wszystkich klientów. Uważajcie państwo co wam sprzedali
i co kupiliście i sprawdzajcie na miejscu po otrzymaniu towaru, bo inaczej
będą kłopoty. W niektórych miejscach jak w kasie banku, po odejściu od kasy
reklamacji nie uwzględnia się. Przykład. Proszę bardzo.
4 lutego 2003r, kończył mi się termin ważności karty telefonicznej.
Telefon to dzisiaj takie urządzenie bez którego trudno żyć. W kiosku „Ruch” w
Suwałkach przy ul. Kowalskiego róg Paca kupiłem nową kartę za 50 złotych.
Pech chciał , że nie sprawdziłem na miejscu a dopiero po powrocie do domu
stwierdziłem , że mam zakupioną kartę POP a mnie jest potrzebna karta Tak-
taka. Nic prostszego tylko wrócić do kiosku i wymienić kartę. Ale to byłoby
za proste. W kiosku zmieniła się obsługa i starszego nobliwego pana zastąpiła
młodsza za to bardzo energiczna pseudo damulka.
Otóż ta młodsza i energiczna podeszła do sprawy energicznie traktując
klienta jak intruza i oszusta, obficie częstując słowami uznanymi
powszechnie. ... Ja chcę tylko zamienić kartę POP na takiej samej wartości
kartę Tak-tak. Nie ma mowy o zamianach i wymianach usłyszałem między dobitnie
artykułowanymi słowami powszechnie uznanymi za ... . Uparłem się.
Ostatecznie karta kosztowała mnie 50 złotych. Dialog z panią z kiosku a
raczej jej monolog trwał około 10 minut wzbudzając powszechne zainteresowanie
przechodniów. Byłem pytany o dokładną godzinę zakupu i rysopis sprzedającego
mi kartę. Wreszcie padło, że mam do niego zadzwonić. A z czego mam zadzwonić
i w jakiej sprawie – spytałem. Po dobitnym zaakcentowaniu co sobie myśli pani
osobiście zadzwoniła z komórki do kogoś z kim rozmawiała chwilę po czym
orzekła, że mam przyjść za pół godziny. Coś jednak wskórałem. Wcześniej 10
minut gdy tę samą kartę chciał wymienić mój syn wrócił z niczym i okropnie
roztrzęsiony powiedział, że więcej nie pójdzie poprawiać mego gapiostwa.
Poszedłem za pół godziny. Okazało się, że kartę wymieniono mi bez
żadnych zgrzytów, a nawet dostałem 1 złoty reszty bo okazało się że jest
nieco tańsza.
Po co było to furiactwo i nerwowość , nie wspomnę o steku rodem z
rynsztoka. Każdy jest istotą omylną. Każdą sprawę można wyjaśnić o ile się
tylko chce. Pani kioskarka nie chciała i okazała się podejrzliwa bardziej niż
nie jeden śledczy a ponadto bardzo arogancka. Ja ją rozumiem , ona musiała
pokazać, że tu to ona rządzi i nie będzie jej podskakiwał jakiś tam .... . Po
wymianie karty pani kioskarka była uprzejma powiedzieć „ nie ma sprawy „.
A ja myślałem że będzie jakaś sprawa karna albo kolegium za zakłócenie jej
spokojnego handlu. Dobre i to ! Jak na suwalskie warunki aż nadto.