marianna211272
05.10.23, 10:45
Od 7 lat jestem w separacji, z ex mezem ustalilismy opieke naprzemienna ( gniazdowanie).
Synowie zostaja w domu my mamy dodatkowe mieszkania i kiedy nie jest nasz dzien tam mieszkamy, poczatkowo wynajmowalam ale byla mozliwosc kupienia tanio mieszkania wiec poprosilam o kredyt. W banku powiedziano mi ze, moze byc trudno bo splacam juz samochod wiec moge nie miec zdolnosci kredytowej . Poprosilam syna , wtedy 27 letniego, zeby kupil ze mna to mieszkanie. W zamian po mojej smierci on mialby polowe mieszkania i 1/3 drugiej polowy, ktora dzielilby z bracmi.
Ja pokrywalam oczywscie sama: 10% wkladu , notariusza agencje , wydatki zwiazane z kredytem ecc w calosci ok 12000 euro.
Przez pierwsze 2 lata mieszkalam tam sama i sama splacalam kredyt i wszystkie koszty. W miedzyczasie starszy syn wyprowadzil sie z rodzinnego domu do swojej dziewczyny ( miala wlasne mieszkanie) .
Ok 18 miesiecy temu syn zadzwonil w desperacji czy moze na kilka dni w tym mieszkaniu sie zatrzymac z dziewczyna bo kloci sie z Tesciowa , ktora mieszka w oddzielnym mieszkaniu pod nimi i ze bedzie szukal wynajmu.
W tym czasie bylam juz od kilku lat w nowym zwiazku , pomieszkiwalismy raz u mnie raz u partnera wiec poprosilam czy moglabym na ten czas kiedy beda szukac zamieszkac u partnera ( 3/4 dni w tygodniu ) reszte mieszkalam w domu rodzinnym z dwojka synow.
Porozmawialismy z partnerem i stwierdzilismy ze wlasciwie moj starszy syn z dziewczyna moga tam mieszkac na dluzej ( szukac wynajmu na spokojnie) bo to mieszkanie uzywalismy tylko 6 razy w miesiacu w inne dni stalo puste.
Porozmawialam synem ustalilismy ,ze bedziemy splacac kredyt proporcjonalnie on 1/3 , dziewczyna 1/3 i ja 1/3
( aby miec gwarancje powrotu do tego mieszkania jesli bylobymi potrzebne) .Wynajmy w naszej okolicy to ok 600 euro miesiecznie syn placi 200 ( on i dziweczyna ) wiec bylo to dla nich korzystne
.Mial oszczedzac zeby przez ten czas odlozyc sobie na wlasne i wiac kredyt na reszte.
W zeszlym tygodniu przy okazji jakiejs rozmowy okazalo sie, ze syn gdyby mieszkanie bylo mi potrzebne i tak bedzie tam mieszkal bo w polowie jest jego, ze ustalenia nie byly jasne, ze moge tam wrocic ale on tam zostanie najwyzej dziewczyna sie wyprowadzi( on musi oszczedzac na swoje i do wynajmowanego nie pojdzie), mieszkanie male salon z kuchnia i sypialnia .
Zaczelismy dyskutowac wiec on stwierdzil ,ze w takim razie sprzedajemy jesli mamy sie klocic .Mowie mu, ze ok mozemy sprzedac ale jest jeszcze kapital w banku do splacenia plus ja chce odzyskac 12000 , ktore wlozylam. On twierdzi ,ze na papieze te pieniadze sa jego i chce polowe 6000 dodatkowo chce zwrotu 200 euro , ktore zaplacil mieszkajac tam przez 18 miesiecy .Powiedzialam mu ,ze jest to zwykle cwaniactwo ,ze nie taka byla umowa, ze ja tez przez pierwsze 2 lata splacalam sama kredyt i zwrotu nie chce bo kto korzysta z mieszkania placi za nie. Syn jednak sie uparl mowil tonem aroganckim wiec na koniec mu powiedzialam ,ze nie jest korzystne dla niego ze mna wojowac ( mam jeszcze 2 mieszkanie jedno te rodzinne jest na mnie i drugie w Polsce tez na mnie) bo moze tylko na tym stracic. Ja strace mieszkanie , ktore mamy po polowie a on moze stracic mozliwosc posiadania nastepnych dwoch. Oczywiscie wybuchla jeszcze gorsza awantura on krzyczal ,ze go szantazuje ja, ze owszem skoro jest nieuczciwy i nie trzyma sie ustalen poczatkowych twierdzac ,ze ustalenia byly inne ( nota bene moi mlodsi synowie i jego dziewczyna zrozumieli tak jak ja w momencie kiedy mieszkanie jest mi potrzebne oni szukaja czegos na wynajem) .Po moim " szantazu " troche spuscil z tonu twierdzac, ze ewentulanie w dni kiedy mieszkanie bedzie mi potrzebne on moze wracac do domu rodzinnego ( jest duzy dom rodzinnny) .Niestety niesmak pozostal i tak sie zastanawiam,gdzie popelnilam i czy popelnilam blad