neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 12:24 Cześć dziewczynki;) nie zaglądałam tu z jakieś dwa tygodnie i trochę musiałam się naczytać żeby być na bieżąco:) z jednej strony to miłe - bo to wspaniałe że zawsze tu można liczyć na wsparcie, z drugiej strony przykre - bo oznacza, ze nadal cierpimy, tęsknimy i jest nam ciężko:( (swoją drogą zauważcie, ze same babki tu, żadnych facetów!! hmm... czyżby oni nigdy nie mięli takich rozterek, czy może mają jakieś cudowne sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach?) Czekam na moment kiedy będe mogła napisac Wam, że już nie myslę, nie tęsknie, że jestem szczęśliwie, ze wzajemnością zakochana w cudownym facecie i że zycie jest piękne:) I chciałabym abyście Wy mi tak samo odpisały! życzę tego sobię i Wam! pozdrawiam :* Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 12:54 Tak sobie myślę, że bardzo dobrze, że nie ma tu żadnych facetów. Stworzyłyśmy sobie drużynę wsparcia, takie pogotowie, wiecie co mam na myśli: solidarność jajników;)) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 23:22 Czekam na moment kiedy będe mogła napisac Wam, że już nie myslę, nie tęsknie, > że jestem szczęśliwie, ze wzajemnością zakochana w cudownym facecie i że zycie > jest piękne:)--> Neli_23 to było piekne, życze z całego Tobie, sobie i reszcie dziewuszek tego samego pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 do Gamn 02.07.06, 12:30 Gratulacje Pani magister:) piosenkę Gooodbye My LOver słuchałam do znudzenia, ale ona jeszcze bardziej zawsze mnie dołowała, więc ostatnio przestałam. Ale w naszych sytuacjach rzeczywiście nieźle można sie wczuć;) teraz wolę słuchać Shakiry Don't Bother - chyba nawet to Elamodela kiedyś tu o niej pisała. co do podrywu to chętnie bym sie wybrała z Tobą na mega łowy, ale mieszkam niestety daleko - Wrocław. pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: do Gamn 02.07.06, 12:47 Wrocław??? Ja też Wrocław! Ojej. Jak fajnie:) To może my kiedyś zrobimy sobie babski wieczór i zaprosimy wszystkie tu wyżej płaczące na wieczór bez łez?? Cóż Wy na to babeczki drogie? Ja teraz za miastem, ale kiedyś czemuż by nie? :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: td ..o rany... IP: *.freedom2surf.net 02.07.06, 14:24 a mnie nachodzi jakis psychopata z Wroclawia i nie moge sie go pozbyc. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: ..o rany... 02.07.06, 21:40 Nic z tego. Nie wkręcisz się, bo my się z tobą nie umówimy:D Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: ..o rany... 02.07.06, 22:02 elamodela napisała: > Nic z tego. Nie wkręcisz się, bo my się z tobą nie umówimy:D a ze mna ? :) ja tez z wroclawia ;DD..lubie babskie wieczory ;p Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: ..o rany... 02.07.06, 22:32 Chyba że masz ciało cristiano i wyskoczysz nam z tortu:D Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela do td 02.07.06, 23:48 td sorry. Myślałam, że jesteś facetem. Facetom wstęp wzbroniony;) Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: ..o rany... 03.07.06, 01:41 po co nam tort ? ..i bez niego jestem wystarczajaco slodki :))) jeszcze by was zemdlilo ;D cristiano to przy mnie brzydal ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: ..o rany... 03.07.06, 14:26 To wklejaj fotę. Powiemy ci obiektywnie:D Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: ..o rany... 03.07.06, 18:52 img289.imageshack.us/my.php?image=a4hn.jpg ...i mowilem ze tort niepotrzebny bedzie ;-)) ;p mrr lubie sobie co nieco podgryzc :) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 18:41 na to forum mężczyźni... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 18:54 ;)) a waldek to co ? gips? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:06 Hehe nieźle nieźle:)) Ale i tak pewnie nie dałbyś rady tylu zdesperowanym kobitkom;)) Ach ta neli wywołała wilka z lasu:/ Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 04.07.06, 14:38 hmm jezeli same zdesperowane ;) to ja uciekam ;DD... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:18 waldek to osobny gatunek z rodziny homo sapiens a buuu takie zdjecie sie nie liczy, jesli Pan taki odwazny to prosimy o pokazanie całej twarzy w pełnym świetle :) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:33 Ostatecznie całego brzuszka w pełnym świetle;))) Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 04.07.06, 14:37 hola hola ;))) nie schodz zbyt nisko ;p Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 04.07.06, 18:19 A czy masz coś do ukrycia? ;)) Ja ostrzegałam, że my jesteśmy desperate:)) Odpowiedz Link Zgłoś
razatroc Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 05.07.06, 00:52 nie mam nic do ukrycia ale po co od razu ujawniac wszystko:) reszta ciala nie dla wszystkich moze byc widoczna ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 13.11.06, 00:14 Witajcie Czytanie waszego forum dzis utrzymalo mnie przy zyciu. Macie racje, nadal cierpimy, ale bardzo pomaga wiedza, ze ktos jeszcze czuje tak samo i ze z tego sie wychodzi. Mam nadzieje, ze i ja niedlugo sie tak poczuje. Czy ktos chce posluchac mojej historii? Kolezanki pomagaja, ale nie ma ich przy mnie zawsze. Nie chce sie tez ciagle zalic, pewnie maja mnie juz dosc. Staram sie z bolem rozliczyc sama, dojsc do zgody jakiejs w sobie, na to co sie stalo. Zaakceptowac? Nie wiem. Ale poukladac to sobie przyzwyczaic sie do pustego pokoju, pustki w dloniach, serca przeklutego, pustej glowy, oczu moich , ktorych w lustrze juz nie poznaje, naglych spazmow placzu, braku powietrza, braku apetytu, totalnego zagubienia... Nie mam po rozstaniu telewizora, on go zabral, wiec komputer jest moim laczem ze swiatem. i znalazlam was....jak dobrze, ze jestescie. Ide kupic telewizor w srode, moze to mi jakos pomoze przetrwac. Z C. - moim eks (trudno mi o nim myslec nawet w tej kategorii) bylismy razem 18 miesiecy. Zwiazek bardzo intensywny, po 6 miesiacach zamieszkalismy razem. Mieszkamy w Londynie, oboje pracujemy w tej samej duzej korporacji, tam sie zreszta poznalismy. On jest z Nowej Zelandii. Zakochalam sie niesamowicie w nim od razu, przystojny, cieply, ujmujacy i kochany facet. Nie bylo nam latwo. On mial bagaz w postaci niezakonczonego malzenstwa, trwalo 2 lata, od 2 lat byli w separacji jak go poznalam. Wspanialy byl pierwszy rok, potem zaczely sie schody, jak ze soba zamieszkalismy. Mamy malo przestrzeni, wiec bylismy ciagle razem. Czasem za duzo, za mocno. Stopniowo kazde z nas zaczelo zaznaczac swoje terytorium, zmienil sie nasz zwiazek i tak jak wczesniej nie moglismy zdjac z siebie rak, tak teraz zaczelismy szukac wlasnej przestrzeni. W jego przypadku byly to gry komputerowe, w ktore grywal coraz i coraz czesciej.Ja zaczelam tanczyc taniec brzucha w szkole tanca z przyjaciolka. Na poczatku tolerowalam to co robil, ale potem jak gral np. 12 godz. bez przerwy totalnie mnie w tym czasie olewajac...zaczelam protestowac. Nie mozna zyc w jednym pokoju z lazienka z kims kto jest wiecznie nieobecny umyslem. Oprocz gier nie mial zadnych innych nalogow...ale czulam, ze powoli oddala sie ode mnie. Nie rozmawial juz nawet ze mna, a jak wchodzilam wieczorem po pracy, to wylaczal komputer..nie slyszalam juz ze mnie kocha..ale pokazywal to gestami. Wolalam jednak uslyszec jak mi o tym mowi, niz zeby cos tam mi naprawil...zaczelam proby rozmow, ale te konczyly sie klotniami..a ja czulam sie coraz bardziej samotna, opuszczona. Klotnie nabraly regularnosci, co tydzien, gora 2 byl wielka awantura...o co? A wlasciwie to o nic. Nie pamietam nawet wiekszosci z nich, a to one sprawily, ze jestem teraz sama. Mielismy tez cudowne chwile. Wakacje, plany wyjazdu z nim do Nowej Zelandii, czule gesty, masaze, niespodzianki male i duze, zaskoczenia. Caly czas byla miedzy nami namietnosc. Do czasu...klotnie przybieraly na sile i agresywnosci ..werbalnej oczywiscie. Ale zawsze godzilismy sie, zawsze konczylismy je w swoich ramionach. Zawsze jakos udawalo nam sie je zazegnac. Potem staly sie jeszcze gorsze. Konczyly sie grozbami zerwania, uciekaniem od siebie i wracaniem.Nigdy na dluzej niz dzien. I potem znow bylo rozowo. Cudownie, bajkowo. Az do kolejnej klotni. W koncu stwierdzilismy, ze naprawde bardziej musimy sie starac. Teraz wiem, ze ja nadal wtedy nie wiedzialam , co sie z nim tak naprawde dzieje. Nie wiedzialam jak cierpi. Cierpialam sama i mowilam o tym duzo, on sluchal, ale mialam wrazenie , ze nic go to nie obchodzi, bo nigdy nic z tym nie robil. Potrafil byc taki kochany, czuly, robil najcudowniejsze rzeczy dla mnie - nalesniki z truskawkami podane do lozka, czesal mi wlosy, masowal obolale ramie bez proszenia, otulal i calowal w stopy,masowal brzuch jak mialam okres. Byl cieply, uwielbial sie przytulac. Zasypialismy w swoich objeciach...ale nagle coraz mniej seksu bylo miedzy nami. Juz nie bylo tej namietnosci. Przerwy tydzien - dwa. Teraz wiem, ze to kolejny sygnal...nie rozpoznany. Dochodzil do tego przeogromny stres zwiazany z jego rozwodem i pobytem tutaj. Jako obywatel kraju nieeuropejskiego mogl tu tylko byc jako maz swojej zony. A ona chciala rozwodu. weszla w inny zwiazek, chciala go zalegalizowac.Dzwonila mowiac, ze juz juz sklada pozew. A to dla niego znaczylo tylko jedno- wyjazd z kraju, chyba, ze udaloby sie jakims cudem zalatwic mu wize przez firme. W koncu ja nie wytrzymalam - popytalam gdzie trzeba (pracuje w Human Resources) i zaczelismy aplikacje o work permit. Duzo papierow, stresu, niepewnosci i strachu. Ze moze sie nie uda i bedzie musial stad jechac...a ja nie czulam sie jeszce gotowa na emigracje do NZ, myslelismy o tym w perspetywie paru lat. A klotnie coraz gorsze, moje osamotnienie coraz wieksze, on coraz bardziej odlegly. Coraz czesciej gral nocami...oddalal sie a ja nie umialam go zatrzymac. Wiedzial, ze bardzo go kocham, ciagle o tym mowilam, w zamian za to slyszalam: I love you too....i wiedzial tez jak sie czuje. Jedyne co chcialam to pare przytulen , zapewnien ze bedzie dobrze, ze warto. I nadal mielismy te wspaniale chwile, gdzie wszystko bylo takie dobre, idealne. Smiech razem, patrzenie sobie w oczy. Pojechalam do Polski na Zaduszki. W niedziele przed Zaduszkami zadzwonil do mnie i oznajmil, ze chce odejsc. Ze nie moze byc soba, ma dosc klotni, nie ma energii..juz nie chce byc ze mna. poprosilam o czas, wlasnie czytalam od nowa Mezczyzni sa z Marsa a Kobiety z Wenus i myslalam, ze jestesmy tam opisani. Chcialam mu o tym powiedziec, powiedziec, ze chce sie zmienic dla niego, jesli tylko bedzie szczesliwszy, ze chce nas sprobowac naprawic. On powiedzial, ze to juz za pozno. 3 dni jeszcze meczylam sie w Polsce....nie cieszyla rodzina, nic. Mialam nadzieje, ze porozmawiamy, wysylalam smsy na ktore sporadycznie odpisywal, ciagle ze chce odejsc, ze kocha, ale juz nie umie byc ze mna i nie chce. Przylecialam w nocy, jeszcze na lotnisku w polsce dostalam sms ze po mnie wyjedzie i tak strasznie sie ucieszylam. Jechalam pelna nadziei, steskniona. Na lotnisku go nie bylo, ale wiedzialam, ze jest chory i lezal w lozku z grypa. Zlapalam autobus do miasta, liczac ze tam bedzie czekac. Nie czekal. Zlapalam metro do domu , dostalam smsa proszacego mnie o telefon jak wysiade na naszej stacji. Zadzwonilam. 1:30 nad ranem, na drugi dzien do pracy. A on mi mowi, ze mu przykro, ze nie wyjechal, ale zle sie czul.I ze chce mi cos powiedziec. Wyprowadzil sie podczas mojej nieobenosci. Dostalam histerii na ulicy i poprosilam go, ze ma natychmiast przyjechac, ze nie wejde sama do tego domu. Stalam na ulicy 2 h rozmawiajac z nim, nie chcial przyjechac, ale w koncu sie zgodzil. Powiedzial, ze zrobil to bo w zaden inny sposob nie moglby sie ze mna rozstac. Ze za bardzo boli, ze za duzo emocji. Jak przyjechal to oczywiscie blagalam go o powrot. Nie zgodzil sie, ale spalismy razem. Potem w czwartek znow zadzwonil po pracy, ze nie chce sie ze mna raczej widziec. Poprosilam i blagalam, odszedl bez wyjasnienia wlasciwie, prosilam o rozmowe. Przyjechal, rozmawialismy, wreszcie zrozumialam o co mu chodzilo, jak czul, ze zeby mnie uszczesliwic sam zmienil sie w szara myszke, co nie ma glosu, co nie robi tego na co ma ochote, tylko zebym jak byla zadowolona. Nie wiem, czemu mi o tym nie powiedzial. Nie wiem czemu obral taka taktyke, kiedy w niczy ona nie pomogla. Rezygnowal z siebie dla mnie, ale mnie za to nienawidzil. Ja dostawalam czasem to czego chcialam - np . weekend bez gier, ale czulosci bylo coraz mniej, czasem wcale. Nie byl czuly, bo mnie nie lubil, czujac, ze musi sie zmieniac dla mnie. a jednoczesnie oboje sie kochalismy bardzo. Typowy przyklad braku komunikacji. W piatek oglosil ze nie powinnismy sie widywac, mimo tej rozmowy, w ktorej duzo sobie Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 13.11.06, 18:40 kittypop nie jestes sama, jak widzisz wiele z nas przechodzilo przez to samo co Ty teraz, ale z perspektywy czasu powiem że czas zaleczy rane jednak chyba mezczyzni swoim tchorzostwem nigdy nei przestana mnie zadziwiac... jak on mogl tak sie zachowac kiedy Ty bylas w Polsce??!! wybacz ze go oceniam choc nie znam czlowieka ale wg mnie zachowal sie bardzo brzydko delikatnie mowiac... trzymaj sie dziewczyno i pamietaj ze zawsze masz forum jak Ci bedzie zle buziaki, usciski i pozdrowienia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Dziekuje :) 14.11.06, 01:58 Dziekuje za slowa otuchy...i prawda jest, ze brzmia dobrze, ale nie wiele pomagaja...czuje sie jak w szklanej kuli, glosy do mnie docieraja, ale slowa jakos nie maja znaczenia...Wiem ze zachowal sie okropnie, ale wszystko bym mu na chwile obecna wybaczyla. Jakie to glupie. Wiem. Urwalo wczoraj kawalek tej mojej historii, wiec dopisuje zakonczenie: W piatek znow zadzwonil, ze to koniec. Ze nie chce byc ze mna, mimo tego, ze kocha. Ze nie moze. Umowilam sie z kolezanka, wyszlysmy na drinka...pomoglo na pare godzin, ale czulam sie jakby mnie pociag przejechal. W sobote rano napisalam do niego, ze powinnismy sobie przynajmniej praktyczne rzeczy wyjasnic jak dorosli, okazalo sie , ze nie zaplacil czynszu i takie tam. Przeprosil, powiedzial, ze nienawidzi siebie za to co zrobil. POwiedzial, ze przyjedzie. I przyjechal, znow rozmawialismy. I okazalo sie nagle, ze on jednak ma sile i chce sprobowac, dac szanse. Rzucilismy sie sobie w objecia. Kolejny dzien, obudzeni razem, ja w skowronkach, ale uwazna na to co mowie, gotowa isc na kompromis, gotowa wszystko zrobic, zeby bylo mu dobrze, zeby poczul zmiane w nas, we mnie. On czuly, cieply , uwazny. Taki jak zawsze chcialam. Przyjechal z walizka rzeczy na probny miesiac, zeby dac nam szanse i zobaczyc co sie zmieni... I ok, zaczal zauwazac to i owo, klotni zero, dyskusje tak jak lubil, o sprawach powaznych i mniej waznych, smiechu duzo. Cudownie. Poniedzialek to samo, wtorek tez. A sroda zaczela sie sprzeczka. O bzdure. Powiedzial, ze mam za duzo rzeczy, ze go oklamalam, jak sie wprowadzalismy razem. Ja mu na to,ze przeciez widzial ile rzeczy bylo w moim poprzednim mieszkaniu, nigdy na ich temat nie oszukiwalam, bo i po co, a tu ..no coz, mamy jeden pokoj. I tak jakos dziwnie bylo, ale wyjasnilismy to sobie w ciagu dnia i powiedzial mi, ze wszytko ok. Po pracy wracam do domu, pozniej, bo bylam na urodzinowym drinku kolezanki, a tu kartka na lozku...nawet nie musialam jej czytac...ze ma dosc, nie umie,musi tak, bo latwiej, nie ma sensu czekac miesiaca bo i tak sie nie uda..Z zalu wsiadlam w autobus i pojechalam pod dom jego siostry, gdzie sie wprowadzil. Wyszedl ze mna porozmawiac. Spojrzal na mnie jak na morderczynie i powiedzial: nie chce juz z toba byc. Zabolalo jak noz, ciemno mi sie zrobilo przed oczami, ugiely sie nogi, niedobrze....placz jak skowyt. A on na to: dlaczego jestes taka zaskoczona, przeciez od paru dni powtarzam, ze nie chce i nie moge z toba juz byc...odwrocil sie i uciekl biegiem sprintera. Nie wierzylam, ze spedzilam szmat czasu z kims takim. Wrocilam do domu polykajac lzy. Czwartku juz nie pamietam, za to w piatek wydawalo mi sie, ze mi juz przeszlo. Poprosilam o pozegnanie, przeciez nie mozemy zwiazku prawie 2 letniego konczyc na kartce papieru...Umowilismy sie na drinka. I rozmawialismy, na spokojnie, nawet sie smialismy z siebie, jacy my nieporadni, jak dzieci we mgle...a potem wrocil zal i smutek i znow zaczelam go blagac o powrot, a on mi mowic, ze nie ma o czym gadac. Wreszcie zmeczeni wyszlismy na zewnatrz. On mowi: obiecaj, ze nie bedziesz juz o tym wszystkim mowic, te emocje mnie wykanczaja. Ja: obiecuje. On: I obiecaj ze nie pomyslisz, ze chce do ciebie wrocic, jak dzis pojade do ciebie.Chce odpoczac w twoich ramionach. OK - obiecalam. Wiadomo - tylko tego chcialam. Slepota. Slepota moja mnie rani nawet teraz. I pojechalismy, I bylo znow cudownie. Smialismy sie, powiedzial mi , ze rozwod to byl dla mnie, ze zalatwienie wszystkiego juz bardzo bliskie...prawil komplementy. I rozmawial, nareszcie ze mna otwarcie rozmawial. A teraz wiem dlaczego - bo juz mu na mnie nie zalezalo. Rano wstalismy i pierwsze co uslyszalam, to to , ze nadal chce odejsc. Zlamal mnie wtedy, przestalam blagac o zmiane zdania, odwrocilam sie tylko i plakalam. Wzial mnie za reke i na poprawe humorow zaproponowal silownie w pracy. Poszlismy, trzymajac sie za rece, na silowni workout kolo siebie, rywalizacja, zarty, bardzo milo. POtem ja chcialam isc poplywac, a on powiedzial, ze idzie do sauny, a potem spotkamy sie na basenie. Plywam i plywam, a jego nie ma. Wyszlam, poszlam do sauny, ubralam sie, podchodze do recepcji i pytam czy go widzieli? Tak, poszedl ok 40 min temu ( jak tylko ja poszlam na basen). Znow skowyt dziki poczulam w gardle. Komorka zostala w domu, jak tam sie dowloklam to byl sms - Przepraszam, ale sobie poszedlem. Nie moglem inaczej,bo nie pozwalasz mi odejsc. Bardzo mnie to boli, rozrywa mi serce, ale musimy sie cieszyc, ze mielismy fajne przezycia razem i odejsc teraz...Nie moge rozmawiac, komorke wylaczam... To juz koniec. Wypisalam sie. Lepiej mi? Nie!Nie rozumiem go , dlaczego tak ucieka. W niedziele przelezalam w lozku caly dzien. Ryczalam, czytalam wasze forum i znow ryczalam. Dzis praca, wiec mialam co robic, na szczescie tam sie nie widujemy, pracujemy w innych budynkach. Po pracy kolacja z kolezanka, ale mialam wrazenie, ze ona w ogole mnie nie slucha. A moze sluchala, tylko ja chyba chcialam zeby cos mi pomogla z tym bolem zrobic, jakos go ukierunkowac..niestety nie ma na to szans. Bol musi wybolec i juz i nikt w tym nie pomoze. To nie jest moje pierwsze rozstanie. Wiem, ze to minie, czas leczy...ale nie chce mi sie juz nic. Ja mozna komus zaufac tak bardzo, we wszytkim i taka niespodzianke dostac w zamian? Dlaczego nie mozna inaczej, nawet jak chce sie zerwac, to zrobic to z klasa jakos? A moze to kwestia magicznych roznic kulturowych, moze takie praktyki sa na porzadku dziennym gdzies za morzem...Wiele szczegolow pominelam, bylo jeszcze pare innych rewelacji, jak np. to ,ze znalazlam niegrzeczne stronki na moim kompie, ktore sobie sciagal i ogladal tego wieczoru jak tylko wyjechalam na Zaduszki..i pamietam, ze dzwonilam z lotniska i chcialam mu pozyczyc dobranoc, a on powiedzial, ze gra i nie jest w nastroju na rozmowe, prawie sie rozlaczyl...wiem teraz dlaczego...oraz to , ze mimo tego, ze odszedl , wyprowadzil sie 28 pazdziernika, to za kazdym razem jak wracal czy tez przychodzil rozmawiac to konczylismy w lozku (moze robil to z litosci???), a takze to , ze powiedzial mi, ze swojej bylej juz prawie zonie i jej facetowi planuje kupic jedna romantyczna noc w najlepszym hotelu w Londynie, z full service, za 1/3 swojej pensji, z szampanem, masazami, wanna itp, zeby im podziekowac za zwlekanie z rozwodem prawie 2 lata. A mi...mi powiedzial, ze mu tak naprawde w tym nie pomoglam (nie wazne,ze ja zainicjowalam cala sprawe i zalatwilam jednych z lepszych prawnikow w miescie przez prace, za co grosza on nie zaplacil, wspieralam jak mial z tego powodu doly,rosmieszalam, jak prawie plakal, pomagalam wypelniac aplikacje i mowilam, ze wszystko na pewno bedzie dobrze codziennie przez ostatnie pol roku). Byla zona dostaje prezent a ja dostaje kopniaka w tylek... Wiecie, juz nawet nie mam lez do plakania. Wiem, ze to znak, ze wkrotce bedzie lepiej i inaczej. Ale nie wiem, czy potrafie i chce kiedykolwiek marzyc o kims, o czyms, na czyjs temat. Czy jest ktos kto to doceni? I jak go znalezc? Pozdrawiam i sciskam!! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Dziekuje :) 15.11.06, 14:32 kittypop odpuść sobie, nie poniżaj się - z niego jest tchórz i nim pozostanie, wiem co czujesz bo jeszcze kilka miesięcy temu byłam rozbita tak samo jak Ty teraz, ale uwierz że nie warto dla takiej osoby jak tamten czlowiek ponizac siebie, bedziesz tylko tego zalowala a w sprawie ucieczki z basenu to juz przegal na calego pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 14.11.06, 23:18 Hejka Wrocilam do domu z zajec. Najgorsze sa powroty do pustego domu. Wtedy wszystko wykie bezsensownie puste, bez znaczenia...lozko puste i lustro puste i nawet czajnik z woda dla jednej osoby.Ale wiecie co..juz mi lepiej dzis. Nie roztrzasam, nie probuje nawet zroumiec. Zachowal sie jak dziecko. Nie mogl sobie z emocjami poradzic, wiec zabral swoje zabawki jak nikt nie patrzyl i uciekl. Potem wracal, ale za kazdym razem uciekal tak samo. Za czym on goni? Za szczesciem? Dlaczego nie dal szansy tej milosci, oboje sobie mowilismy ze sie kochamy, czy milosc nie oznacza bycia razem zawsze, nawet w tych zlych dniach i pokonywania wspolnie problemow i wytrzymania, czasem, chociaz wydaje sie, ze juz sie nie moze, ciaglego otwarcia na rozmowy, dialogu, wysluchania i szansy na poprawe i zmiane? RAZEM - to takie wazne slowo. Niech biegnie sobie, ja nie mam sil go gonic. Swiat, ktorego on pragnie powinien byc perfekcyjny, powiedzial mi, ze chce perfekcyjnego zwiazku, gdzie wszystko wskakuje samo na swoje miejsce, mozna zyc razem i obok siebie, nigdy nie watpi sie, nie zabiera komus energii, nie ma miejsca na sprzeczki czy klotnie, bo wszytko po prostu plynie naturalnie jak rzeka...ale zapomnial, ze w kazdej rzece sa kamienie, zakrety. I w zwiazek z drugim czlowiekiem trzeba czasem troche pracy wlozyc, byc chetnym cos zmienic, ulepszyc, po to zeby to bycie razem bylo jeszcze pelniejsze. Ale coz...do tanga trzeba dwojga. Moze on zyje jak w grze playstation, potworki sobie biegaja, jak im kaze, a jak sa nieposluszne, czy cos od niego chca - to pstryk - zabija je jednym nacisnieciem guzika i wszystkim. Tak skasowal mnie. Ktos powiedzial mi dzis bardzo madrze: Placz za utraconymi marzeniami, ale nie placz za nim. On nie jest tego wart, po tym jak cie zranil. Wiec placze za marzeniami, podrozami, ktore mialy byc wspolne, a nie beda, dziecmi, ktore planowalismy miec razem, a nie bedziemy. Trudno jest sie rozstac, ale wierze, ze mi sie uda. Ze bedzie jeszcze wspaniale mi z kims, mam w koncu tyle do zaofiarowania. Dobranoc wszystkim zmeczonym duszyczkom. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 15.11.06, 14:52 widzisz juz zaczynasz myslec racjonalnie i wracasz do rownowagi psychicznej :) tak trzymac dziewczyno!!! kittypop ten ktos naprawde Ci madrze powiedzial trzymaj sie cieplutko na Wyspie (ja też jestem na Wyspie tylko ze tej zielonej) i mam nadzieje ze u Ciebie tak nie pada jak u mnie w tej chwili buziaki:*:*:*:*:*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: do Gamn 02.07.06, 22:50 dziękuje bardzo za gratulacje Neli_23 :) chyba tez musze przejsc na Shakire ;), ale teraz dopadł mnie kryzys bezrobotnego, nie moge sie zapisac do UP bo nie chce stracic legitymacji, a ze wzgledu na moj wyjazd na miesiac nie oplaca mi sie szukac pracy (dokladnie to ja nie mam sumienia po miesiacu powiedzic pracodawcy ze odchodze chociaz robilam mu nadzieje ze na cale wakacje zostane na etacie) teraz rozumiem bezrobotnego - szalu z nadmiaru wolego czasu mozna dostać - doslownie nie mam co ze soba zrobic, zaczepilam sie na wolontariat (nawet "w zawodzie", zawsze dodatkowe doswiadczenie sie kiedys przyda), ale to i tak nie jest codziennie szkoda ze mieszkacie we Wroclawiu, śliczne miasto tylko troche daleko, ale zapraszam do Krakowa :) Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 :) 05.07.06, 08:40 hohoho, mamy jakiegoś rodzynka :P choć obawiam się, że szybko stąd zwieje, jak wszystkie na niego naskoczymy;) ale drogie dziewczyny pora zakończyć z tym smutkiem i troszkę się rozerwać:) więc może jednak ten wspólny wypad nie byłby takim złym pomysłem?? pzdr.:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kate Re: :) IP: *.dip.t-dialin.net 06.07.06, 10:23 Czesc dziewczyny! Chetnie bym sie z Wami wybrala, jednak praca mmnie goni, a czas jak Golota :-) No i troche daleko do Was mam :-( Nie ma sie co smucic, jasne! Ja wczoraj mialam lekka zalamke, puscilam sobie plyte z naszymi piosenkami i zalapalam dola. Ale dzis juz swieci sloneczko, zaraz jade sobie poprawic humor i kupic jakis fajny ciuch. A co tam :-) A po poludniu mam randke z jakims gosciem, zobaczymy... Tez tak macie, ze nie wierzycie, ze sie zakochacie? Spotkam sie z tym gosciem z ciekawosci, ale powiem Wam szczerze, ze ogolnie nie mam ochoty na ten czas poznawania kogos. Chyba jestem zbyt nieufna.... Pozdrawiam Was goraco w ten upalny dzien! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: :) 06.07.06, 10:37 Kate nie wiem jak inne dziewczyny ale ja tez tak mam, umawiam się z innymi facetami tylko po to by "wyjść do ludzi" idz i się dobrze baw, to jest najwazniejsze :) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: :) 06.07.06, 11:08 Ale ważne jest żeby "wyjść do ludzi". Nigdy nie wiesz, kiedy akurat możesz przeżyć coś zupełnie fantastycznego:) Poza tym ja mam tak, że ile razy się pokłóciliśmy i wtedy właśnie, zamiast zaszywać się w czterech kątach "wychodziłam do ludzi", więc zawsze wtedy działo się coś tak miłego, że przekonywałam się tylko, że jego strata i nie on jedyny na tym świecie:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rrose7 Re: :) IP: 80.54.176.* 06.07.06, 13:13 A gdy ja po niezłej kłótni umówiłam się z kumplem na piwo to moje kochanie bardzo, ale to bardzo wkurzyło się na mnie! Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: :) 06.07.06, 23:47 No i dobrze. Niech się wkurza. Niech sobie będzie zazdrosny i nie myśli, że jest pępkiem świata. Każda babka powinna mieć kumpli oprócz "swojego kochania". Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: :) 08.07.06, 19:25 nie przejmuj sie, nie warto, a kumpli warto miec koło siebie bo jak "kochanie" pojdzie to kumple cie chociaz przytula i pociesza, no i na piwo wyciagną :D Odpowiedz Link Zgłoś
gamn jest słońce i ma być dobrze :D 08.07.06, 19:23 tak sobie powtarzam dziewczyny, w poprzedni weekend zaliczylam kolejnego depresyjnego doła i doznalam olsnienia!!! mianowicie nigdy wiecej nie moge w niego wpasc :D:D:D (tak wiem-odkrywcza jestem) dlatego w najbliższy poniedziałek jak się wyrobie, najpóźniej we wtorek jade z koleżanką na mazury :D:D:D do rodziny, MUSZE zmienic otoczenie, nawet kosztem wielkiej nudy dół był wynikiem rozmowy z niedoszłą teściową, pierwszy raz od 2 miesięcy rozmawiałysmy o tym co się stało, Ona tego tez zrozumieć nie moze, wiem ze jest mi szczerze zyczliwa i stoi "po mojej stronie" ale niepotrzebnie powiedziała mi ze jemu tez jest ciezko z cała ta sytuacją, ze wie iz mnie skrzywdził, ze tez mu się sniłam itd... (kobieta pracuje z młodzieża zatem potrawi "wyciagac" pewne rzeczy od człowieka)... wolałam wyobrazac go sobie jako wyrachowanego, pozbawionego serca dupka, a tak zobaczylam w nim czlowieka i mnie to rozlozylo, przeplakalam znowu kilka dni ale wzielam sie w garsc i jade :D:D:D:D zobaczymy co to będzie, jak na razie liczy sie sam fakt tej ucieczki, tam nic mi sie z nim nie bedzie kojarzylo a to jest najwazniejsze zaczelam tez pisac bloga :D:D:D, są to listy do niego, opisuje w nich to wszystko czuje, co mnie boli i co slychac - miałam pisac normalny pamietnik ale zbyt duze jest prawdopodobienstwo ze ktos go przeczyta, na blogu mi nie zalezy, a komentarzami sie nie bede przejmowac, pisze bo pisanina zawsze mi pomagała dojsc do ladu z samą sobą kiedys dam wam do niego linka ale teraz sie jeszcze wstydze :):):) wiecie co sobie tez obiecalam, ze kiedys, gdy bede gotowa dam jemu albo linka do tego bloga, albo wydrukuje wszystkie te listy i mu wysle - chce aby wiedzial jak mi jest/było zle, nie wiem po co ale chce :) pozdrawiam i do nastepnego razu misiaczki, i prosze mi się nie załamywać jak ja bo naprawde nie warto :* p.s. elamodela w pierwszym poscie zadałas pytanie: "...lepiej być pierwszym, który zamknie drzwi. > Zgadzacie się z tym?" - ja sama nie byłam w stanie zamknąć drzwi i nie sądze bym wolala byc pierwsza choć niekiedy miałam taka ochote by to zrobic bo juz dłuzej nie moglam, ale cholerna odpowiedzialność i wyrzuty sumienia powstrzymywaly mnie przed tym, dzis powaznie sie zastanawiam czy nie znalazłąbym jednak w sobie tej siły Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: jest słońce i ma być dobrze :D 09.07.06, 00:17 Dobrze zrobi Ci wyjazd Kochana:) Odpoczniesz sobie, zmienisz klimat, może nawet się rozerwiesz.. Z blogiem trzymam za słowo, że linka dostaniemy, jeśli oficjalnie sie wstydzisz, to prześlij na maila elafajna@wp.pl :) Ja nie wiem, z tymi drzwiami, to chyba wszystkie dziewczyny, które odeszły są zadowolone po jakimś czasie, przynajmniej na tym forum..:D Także chyba one są bardziej odpowiednie do udzielenia tu opinii niż takie tchórze jak ja:] Ja sama nie umiem:/ Mimo wszystko. Nie wiem czy warto jest być tą osobą, która podejmuje tą decyzję, bo na pewno ona też się z tym męczy, nie mniej niż porzucany..:/ Ja nie umiem i chyba nigdy się nie nauczę, jestem za mało wyrachowana, albo po prostu jeszcze nie doszłam do tego momentu, żeby powiedzieć sobie dość. Tzn. jak było jednoznacznie źle, to dawałam rady, a teraz.. Znów mam związkowe shit. Ciągle sie zastanawiam czy to ma sens, ale trudno jest powiedzieć sobie dość:( Jestem na to za miękka. Co ma być, to będzie, zobaczymy co czas przyniesie.. Najbardziej lubię myśleć, że życie się samo ułoży tak jak powinno.. Jedno wiem na pewno: nie dam się nikomu krzywdzić. W takiej sytuacji na pewno warto jest odejść. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: jest słońce i ma być dobrze :D 09.07.06, 00:20 Tzn. w sytuacji gdy ktoś jest w związku jednoznacznie nieszczęśliwy, częściej niż szczęśliwy.. Niestety czy stety ja jestem pół na pół:/ Odpowiedz Link Zgłoś
gamn rozumiem Cię 09.07.06, 01:14 i dlatego Ci współczuje ja równiez zastanawiałam sie kilka razy czy nie powiedziec koniec, ale lęk przed samotnościa był większy wiesz co mi się wydaje, że dopiero wtedy odejdziesz jak poznasz kogoś innego, ciekawszego - ja tak kiedyś zrobiłam, byłam wtedy młodą siksą przed maturą - nie kochałam tak jak powinnam żadnego z nich, ale przy tym, ktorego zkrzywdziłam czułam się bezpieczna i potraktowałam go bardzo niesprawiedliwie... duzo o nim teraz mysle i zaczynam wierzyc ze teraz los mi odplaca za jego krzywde, patrzac obiektywnie to nalezy mi sie, jedyne co mnie usprawiedliwia to moj ówczesny wiek i fakt ze jakbym z nim dłuzej została bardziej bym go skrzywdziła najśmieszniejszo-ironiczne jest to ze "zamiennika" tez zostawiłam pod tak błachym pretekstem ze az wsyd pisac Elu naprade rozumiem Twoje rozterki bo najgorzej jest wybrac gdy nie jest ani dobrze ani zle dlatego życzę Ci naprawde dużo szczęścia i abyś odnalazla się w tym wszystkim, wiem ze nie jest latwo ale wierze iż wybierzesz najlepiej jak potrafisz Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: rozumiem Cię 09.07.06, 01:28 Miło mi Gamn, że wierzysz we mnie. Ja też w Ciebie wierzę:) Szkoda, że nie tak łatwo jest wierzyć w samą siebie.. Ach, nieważne. A wiesz, ja też sobie czasem myślę, ze gdybym teraz właśnie poznała kogoś.. Ale z drugiej strony kiedyś ktoś taki się pojawił w moim życiu.. I to był jak najbardziej idealny kandydat do tego, by dla niego zostawić mojego. Zaiskrzyło między nami na pewno, ale nie zrobiłam tak jak Ty, jedynie z tego powodu, że nie chciałam się zachować lekkomyślnie i skreślić czegoś "pięknego" dla czegoś nowego.. W końcu tamten chłopak dał sobie ze mną spokój, a ja do tej pory żałuję, że nie zaryzykowałam i nie wiem jakby to z nim było. Mój stały związek nie ulepszył się dzięki temu, że oparłam się pokusie:/ Dobrze zrobiłaś. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: rozumiem Cię 09.07.06, 22:02 nie załuj, nie ma co gdybać, trzeba zyc dniem dzisiejszym, jestem pewna ze w przyszlosci jeszcze spotkasz kogos, kto byedzie idealnym "zamiennikiem" :) chyba 80% z nas miało taką szanse - moja nazywała się Roberto i jest Włochem, teraz bym pewnie była mezatka i w Wenecji siedziała, ale cóz... było i trudno dzieki tej lekcji poznałas chociaz troche siebie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.06, 09:38 Ja teżż nie mogłam odejść bo bardzo go kocha (ła)m, ale jednoczesnie sie męczyłam.Rodzicie to widzieli i radykalnie powiedzili że mam wybrac albo on albo oni. Poskutkowało. Zostawiłam go. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 09.07.06, 19:08 I co? Jesteś szczęśliwa? Bo ja na przykład nie odeszłam i dziś, w dniu dzisiejszym, nie jestem zadowolona. Może zacznę liczyć dni, kiedy jestem z nim szczęśliwa, a kiedy nie i to mnie jakoś zmotywuje..:/ Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela A mniej generalnie 09.07.06, 20:00 Dziś np. jestem sama cały dzień. Mimo, że jest pikna pogoda i od środy umawialiśmy się nad wodę na niedzielę. A on wczoraj mówi mi, że umówił się z kumplami na motory. Rozmowa z nim o tym już nie ma sensu, bo przecież po trzech latach bycia w związku wie sie doskonale, co i jak. Zresztą tyle co myśmy rozmawiali..:/ Nigdy nie byłam zazdrosna o kumpli, ale akurat od trzech tygodni nie ma dla mnie czasu, ani pięć minutek, a jak ma to co robi??? Jedzie gdzieś z kumplami:] To nie jest główny powód dla którego się męczę w tym związku. Akurat TERAZ się męczę z tego powodu. Generalnie męczę się, ponieważ mamy inne charaktery. On jest perfekcjonistą, raczej marudą, nie lubi tańczyć, tak po krótce, ja wręcz odwrotnie. Kiedyś mnie ta inność przyciągła, dziś mnie dobija:/ Pisanie tu traktuję jak terapię, jak napiszę coś czarno na białym, to łatwiej potem na to spojrzeć z dystansu. Odpowiedz Link Zgłoś
evel86 Re: A mniej generalnie 09.07.06, 21:24 to kopnij go w dupe i do widzenia jak sie meczysz! zycie masz jedno. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: A mniej generalnie 09.07.06, 21:57 ela o to bym się wkurzyła, ja równiez nigdy o kumpli zazdrosna nie byłam ale jak mnie po raz drugi do wiatru wystawił to zrobilam z nim "mala" rozmowe - w moim przypadku to poskutkowało, tylko ze wtedy to był chyba jeszcze zaangazowany ela a co z miłoscia? jestes z nim bo go kochasz czy z przyzwyczajenia? u mnie był "problem" bo ja go naprawde kochalam (i niestety nadal kocham), taka głupia ksiazkowa, romantyczna miloscia... Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: A mniej generalnie 10.07.06, 00:11 U mnie jest ten sam problem:] Podręcznikowy wręcz. Jak z piosenki: <<powiedz tylko, jak zrozumiec, głupie serce co wciąż kocha, chociaż rozum chce inaczej.. ono ciągle ciebie woła..>> Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 17:36 Hej dziewczyny, co słychać? Wpisałam jego nr gg, aby zobaczyć co ma w opisie i tak oto dowiedziałam sie, że prawdopodobnie jakaś laska włąsnie go olała i on przeżywa to teraz i wypisuje jakieś załosne teksty! Wkurzam sie, bo jak ja doprowadziłam do rozstania to nic nie pisał! Może nie zrobiło to na nnim żadnego wrażenia??! wrrr, nie widzę siebie gdybym natknęła sie kiedyś na niego wraz z jakąś laską!!!! ;-/ Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 17:52 Hehe, a może Tyś mu się przypomniała? ;) Nie wściekaj się, jak go jeszcze kilka panien kopnie w dupę, to doceni, że dobrze było byc z kimś fajnym:D Ale to sie każdy musi sam przejechac na własnej skórze:) A u mnie wakacje, od miłości również:))) Dobrze, że jest lato, towary chodzą po ulicach.. Już nie mam złamanego serca, mimo że mundial się skończył, łatwiej mi życ bez Cristiano;) Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 18:18 jasne, jasne, to rychło czas :) jak to wakacje od miłości, czyżby Twój boyfriend gdzieś wyjechał? co do towarów to ja chyba jakaś slepa, albo nie tam patrzę gdzie potrzeba;) gdzie Ty Ela widzisz te towary?? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 15.07.06, 08:33 dziękuję Wam za siłę, przeżywam coś podobnego do gamm... Moja genialna myśl: ja za nim po prostu tęsknię, ale nigdy nie będzie tak jak kiedyś ;( Dlaczego serce chce być silniejsze od rozumu? Wszystko padliną jest... Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.07.06, 21:05 Neli, towary chodzą w letnie dni po ulicach i uwierz mi nic tak kobiecie nie poprawi samopoczucia jak flirt:D A moje wakacje chyba się przedłużą, bo powiedziałam sobie wreszcie dość:) I będzie dobrze. Kropka. Ps. Szkoda, że tyle nowych dziewczyn też ma ten sam problem, powinnyście być szczęśliwe.. Wiem, łatwo mówić, ale dacie radę:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 15.07.06, 11:14 czesc dziewczynki, kiedys pisalam juz na tym forum, bylam w takim toksycznym zwiazku, od marca sie uwolnilam. duzo to trwalo bym sie pozbierala, ale dzis juz jest o wiele lepiej. Pomogl mi pewiem muzyk, z ktorym spotykam sie od miesiaca ;-) tak á propo wlasnie: cos ci muzycy maja w sobie, ze sa najlepsi na pocieszenie, no nie? ;-) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: facet Re: przy twoich oczekiwaniach od facetów, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 17:37 twoich poglądach i koncercie życzeń n/t facetów - i tak zostaniesz starą panną i lesbiką. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: przy moich oczekiwaniach od facetów, 16.07.06, 21:07 nie będę się zadowalała byle czym. <<Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony>> Poza tym lesbijką się nie "zostaje":D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Antosia Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 20:37 Witam Właśnie wróciłam z wakacji i ten wątek..."spadł mi z nieba". Mam dokładnie taki sam problem. Nie tak łatwo powiedzieć :"dość" kiedy jest się beznadziejnie zakochanym resztkami tej bezsensownej miłości :( Pisałam ten list już tysiąc razy...pisałam go na kartce papieru,pisałam na komórce,na jakimś bilecie...za każdym razem płakałam.Tak,jak teraz.Nie mam już sił,mimo postanowień silna wola nie przychodzi,nie przychodzi też catharsis.Może dlatego próbuję "podzielić na kilka" to,co trawi moje myśli od tak już dawna. Tak trudno zamknąć drzwi komuś,kogo się szanuje,za kim się tęskni i do kogo żywi się tak wyjątkowe uczucia.Nawet jeśli ten Ktoś raczej nie myśli o nas w ten sposób...Dla mnie to zadziwiające-uważa mnie za swoją dziewczynę,w smsach twierdzi ,że tęskni,a w życiu...nic na to nie wskazuje...żadnej czułości,żadnego pełnego miłości gestu...Czuję się osamotniona.I skołowana.To,co powstrzymuje mnie przed ostateczną decyzją to wiara,że jestem ślepa na Jego uczucie i że coś może się zmienić.Tylko że to jest raczej naiwność...:(:( Nie ma szans. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Recepta 16.07.06, 21:18 Wiem. Jest trudno odejść. Nawet kiedy to robimy, łudzimy się, że coś się jeszcze nagle odmieni..:/ Nie łudźmy się dziewczyny. Nie ma sensu. Lepiej po prostu poszukać czegoś, co jest dla nas odpowiednie. Wiem, że rozumiecie, a jednak czujecie inaczej. Miałam tak przez cały ten czas. Ale minęły trzy lata, a ja nadal sie wypalałam.. Gdy rozmawiałam o tym z przeróżnymi ludźmi, jeden motyw się powtarzał: w pewnym momencie czuje się wreszcie dość. Myślałam, że mnie to nie dotyczy. Że nigdy nie będę miała na tyle siły, żeby nie żałować i wyjść. A wczoraj wyszłam. Bo to, że było pięknie, że go bardzo kochałam i nadal jeszcze kocham, nie przeważyło nad tym co tym czułam silniej. A poczułam wreszcie, że mam dość. Dałam radę. Dziś miałam strasznego doła, jak zwykle zresztą ma się po rozstaniu. Ale zamiast słuchać melodramatycznych piosenek i się dołować jeszcze bardziej, oglądnęłam sobie "Nigdy w życiu" i od razu lepiej:)) Dacie radę dziewczyny. Nie róbcie nic na siłę i wbrew sobie. Kiedyś naprawdę nadejdzie taki moment, że zamiast poczuć coś w stylu: <<nie mogę, nie chcę go zostawić>> poczujecie: <<nie mogę już z nim dłużej być, mam tego po prostu dość>>. I to będzie ten moment, a później tylko iść za ciosem:D Być z facetem, to jak pić wino.. Po co mieć co chwilę kaca, jeśli można zainwestować w lepsze? Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monia Re: Recepta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 22:15 cześć!Ja odeszłam po razkolejny tydzien temu.najgorsza jest pustka.Absolutna pustka... we wszystkim co robisz, gdzie idziesz,jak mowisz,co jesz,jak spisz,co czytasz,jak sie ubierasz... nigdy nie naucze sie odchodzic.Dla mnie jest to jak przyznanie ze druga osoba przestała istnieć... prawie dwa lata dzielilismy wszystko, spedzalismy prawie 24 godziny na dobe.Jest cholernie ciezko złamać komuś serce, potem sobie a potem udawac twardą,że nic sie nie stało. teraz jestem w totalnej próżni i nie wiemco robic. jedyna rada dla wszystkich dziewczyn pozostających w zwiazkach:BĄDŹ ZAWSZE SZCZERA, ZAWSZE MÓW PRAWDĘ NAWET JEŚLI TA PRAWDA RANI.MÓW JASNO I OTWARCIE CZEGO OCZEKUJESZ OD NIEGO I CZEGO CHCESZ OD ŻYCIA, Oczywiste,prawda???najtrudniejsze... pozdrowienia dla wszystkich forumowiczek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emilka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 16.07.06, 22:42 Gość portalu: Antosia napisał(a): > ten sposób...Dla mnie to zadziwiające-uważa mnie za swoją dziewczynę,w smsach > twierdzi ,że tęskni,a w życiu...nic na to nie wskazuje...żadnej > czułości,żadnego pełnego miłości gestu... A ja mam dokladnie odwrotnie: na zewnatrz nic nie wyglada tak jakbysmy byli razem, nie nazywa mnie swoja dziewczyna, sms sa jak do kumpeli ale za to jak jestesmy razem, jego dotyk, spojrzenie, wszystko mi mowi, ze mnie kocha... ale te slowa nigdy nie padly. a mi to nie wystracza jak jest czuly i kochany gdy jestesmy razem, chce oficjalnie zajac miejsce w jego zyciu... wiem, moze licza sie czyny, ale czuje sie wcale nie lepiej od Was... moze tez powinnam zamknac dzwi? Odpowiedz Link Zgłoś
agna1 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.07.06, 23:23 Myślę, że nikt tego nie umie, to zawsze jest tródne. Ale wydaje mi się, że trzeba być stanowczym,podjąć decyzję i trzymać się tego. Ja mam odwrotny problem, to mój ex zamknął za mną drzwi (nie pierwszy raz), a teraz zmienił zdanie i chce wrócić, ale ma koleś pecha bo ja już tego nie chcę. Bądź silana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: 212.160.86.* 18.07.06, 22:59 Bo my kobiety kieujemy się emocjami gdzies tracimy racjonalne myslenie. Lek przed samotnoscia jest zawsze wiekszy niz poczucie wlasnej godnosci. Ten kto odchodzi tez ma problem jezeli zwiazek nie byl patologiczno-toksyczny tylko skonczylo się uczucie i trzeba pierwszemu zamknac drzwi tylko dlaczego potem tak trudno pozostac w poprawnej chociaz przyjazni. Umiejetnosc rozstania to też sztuka. Kiedyś usłyszałam mądre stwierdzenie, że przy wyborze ważne jest rozróżnienie czy ten z którym jestem to ktos z kim moge życ czy tez jest to ktos bez kogo życ nie mogę. Warto w pore to sobie uswiadomic. Bardzo lubie ten wątek na forum Odpowiedz Link Zgłoś
gamn witam wszystkie panie po przerwie!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.07.06, 16:26 nowe i stare bywalczynie wróciłam już z urlopu, dziewczyny było bosko - tego mi było trzeba, dłuzej bym tam została jednak obowiązki wezwały co prawda urlop zakłóciła mi godzinna pogawędka telefoniczna z niedoszłą teściową ale nie miałam po niej doła jak to zazwyczaj było gdy siedziałam w Krakowie; dupek tez się odezwał - napisal smsa z pytaniem jak się bawie i jakimis innymi duperelami (ale ich nie pamiętam - super uczucie :))); wiem ze jest juz po obronie mgr - wyslalam mu tylko wiadomosc z gratulacjami i to wszystko (wypadało bo on jednak mi przyslal smsa) naprawde wypoczełam i po jednym dniu w domu już chce wracać nad jeziora... przeczytałam nowe wpisy - ela i reszta dziewczyn wszystko się ułoży, teekane kiedyś napisala ze raz będzie lepiej a raz gorzej ale bedzie, a swiat sie nie zawali - to są świete słowa, po raz pierwszy w zyciu nie mam ochoty uczyć się na własnych błedach - wole słuchac innych :), a po za tym jak bedzie zle to zawsze mamy forum :* zatem duzy uśmiech dziewuszki!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 28.07.06, 21:06 Niestety u mnie po miesiącu od ostatniego spotkania dalej płyną łzy. Za dużo oczekiwałam od tego związku. On raczej mną gardzi...a niedawno mówił i okazywał, że kocha ;( Czy ja naprawdę byłam taka zła? Łzy nie pomagają, nie dają ulgi. Czas nie leczy ran a tylko wymazuje z pamięci - on nie chce zapomnieć tego co ja źle powiedziałam a zapomniał o swoich "uderzeniach". Świat idzie dalej na przód a ja gdzieś przemieszczam się nieobecna, bo już nigdy chyba nikt nie da mi tej wewnętrznej radości, promienności jaką miałam będąc z nim. Przyjaciółkom najłatwiej powiedzieć "było a teraz idź do przodu" idę ale to już nie ta sama ja. Dlaczego innym się udaje a mi nie? Jakie coś we mnie siedzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.aporia.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.06, 18:45 sa wakacje, wyjedz gdzies, chocby 20km od swojego domu, nawet taka mała zmiana pomoze Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 31.07.06, 09:30 hej dziewczyny! Ja psychicznie czuję się dobrze:) co prawda nadal myslę, wspominam, na dodatek ostatnio wciąż mi się on śni, ale już nie łamię się jak wcześniej. Wiecie, że ja chyba wierzę w to że i tak kiedyś go spotkam i wszystko będzie już inaczej! Serio, wiem że to głupie, naiwne, ale siedzi we mnie to przekonanie i już! Spotykam, poznaję statnio wielu mężczyzn, no i po długich wahaniach z jednym zgodziłam się umówić. Było fajnie, miło, koleś interesujący, wykształcony, z poczuciem humoru, itd. Powinnien mi się podobać, lae kurcze na mnie nie robi on żadnego wrażenia. W porównaniu z byłym wszyscy traca na wartości, i nie chodzi o to że tamten był lepszy, był poprostu inny, a ta inność doskonale mi pasowała. No i teraz nie ptrafię się przełamać i zainteresować sie kimś na poważnie. Kurcze, i co teraz robić? Powołania by zostać zakonnicą nie czuję;), a spotykac się aby tylko tez jest bezsesnu! No i jak to zastosować sie do powiedzenia: "Najlepszym lekarstwem na rany miłości jest nowa miłość"! Pozdrawiam forumowiczki! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 31.07.06, 11:02 wiem co czujesz, ja tez sie umawiam z roznymi facetami ale to nie jest to samo, robie co moge by ich nie porownywac ale jest cholernie trudno, wszystkich traktuje na zasadzie kumpla ale do zakochania to mi bardzo daleko dlatego jak na razie nie szukam miłosci ale dobrej zabawy i jestem egoistką, jak mam zły nastrój to go okazuje i jesli facet z ktorym jestem tego nie wytrzymuje/nie potrafi zmienic mojego nastawienia i rozsmieszyc to trudno, jego strata jak narazie wróciłam do "starych" przyzwyczajeń, kokietuje wszystkich i swietnie sie przy tym bawie, wrociła moja dawna pewnosc siebie (czasem tylko jeszcze doły mam ale minimalne i wywołane skokami hormonów) zauwazylam tez ze czas niezwykle szybko płynie, juz prawie 4 miesiace od rozstania a zycie nadal trwa :), a co z Panem Dupkiem - jakos mnie to nie interesuje - stracił najlepsza rzecz w swoim zyciu i wierze ze bedzie tego kiedys zalowal i na stare lata myslal "jakby to było gdybym wtedy nie byl takim idiota...." zatem dziewczyny, Neli bedzie dobrze - musimy po prostu odchorowac swoje, ułożyc sobie wszystko na nowo w sercach i głowach a bedzie wszystko ok :) Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 do Teekanne 31.07.06, 09:31 Teekanne jeśli tu zaglądasz to odezij sie! Napisz co u Ciebie, ciekawa jestem ja Ci sie układa? pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: teekanne Re: do Teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.06, 19:17 Ano zagladam, zagladam ;) Nawet jesli nie pisze, to regularnie czytam te watki :) Jak to jedna z dziewczyn kawalek wyzej napisala, trzeba czasem i takiego etapu, ktory polega na niezobowiazujacym byciu z facetem lub po prostu cieszeniu sie zyciem. Cos takiego wlasnie teraz mam. Jest obok (nie ze mna) mnie ktos, kto widzi we mnie bardzo wiele, wlasciwie wszystko, z tego, czego nie dostrzegal moj eks. Paradoksalne, co? Jak to sie dzieje, ze mozna kogos kochac az do bolu, chciec oddac mu cala siebie, nie otrzymujac w zamian tego samego, a potem trafic na kogos, kto bez trudu dostrzega w nas cudowna istote, ktora bez trudu mozna pokochac, taka jest wspaniala. Dlaczego moj eks tak na mnie nie patrzyl? Dlaczego w nim nie budzilam takiego zachwytu? Dlaczego nie drzal na sama mysl, ze moze mnie stracic? Teraz pisze o tym spokojnie, bo to juz nie boli, wreszcie jestem gotowa przyznac, ze nie byl mnie wart i najwyrazniej nie bylo nam pisane bycie razem. Jedna osoba nie utrzyma ciezaru tworzenia zwiazku. Tego obecnego "ktosia" nie uwazam za swojego faceta. Sytuacja jest skomplikowana i nasza relacja nie jest zwiazkiem w klasycznym pojmowaniu tego slowa. Nie wiem, co bedzie za jakis czas, poki co zakochana nie jestem, bo nawet wskazane jest bym stala nogami na ziemi, nawet jesli glowe mam czasem w chmurach. Ciesze sie po prostu swiadomoscia, ze fakt, iz dla eksa nie bylam "wystarczajaco wyjatkowa" (uwaga: ironia) nie skresla mnie w oczach innych facetow. Raczej skresla jego w moich oczach. Wiec dziewczeta - glowy do gory. Po roznych zwiazkowych perypetiach dajcie sobie troche czasu na "wylizanie ran", a potem uwierzcie, ze jeszcze bedzie lepiej. Sama tez staram sie w to wierzyc, zreszta to chyba juz polowa sukcesu, prawda :) ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niusia_20 Re: do Teekanne IP: *.kozieglowy.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.06, 22:09 A teraz ja się pożalę.. jak zaczynałyście ten wątek, czyli rok temu, ja zaczynałam przeżywac najwspanialsze chwile z moim nowym facetem.. było po prostu bosko.. a od 2 miesięcy jest właśnie tak, jak piszecie. Pieprzy się coś, boję się że tracę miłość swojego życia, brakuje mi czułości, szczerości w tym związku. Niby widzę jakieś różnice pomiędzy nami ale jakże wiele przeszliśmy razem :( nie wyobrażam sobie że teraz mielibyśmy się rozstać :( próbowałam z nim rozmawiać, nie daje to skutku.. czy któraś z Was uratowała taki związek w którym coś się zaczęło psuć? macie jakiś sposób na ocalenie czegoś pięknego, na wzbudzenie uczuć..? bardzo proszę.. chyba nie muszę kończyć :( Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: do Niusi 31.07.06, 23:03 Czy ja uratowałam? Nie raz i nie dwa:D Po prostu rozmawiaj. Bez rozmowy nic się nie da.. Gdzieś było coś takiego: nic tak nie wzrusza mężczyzny jak łzy kobiety, którą kocha i nic go tak nie irytuje jak łzy tej, którą przestał kochać..:/ Ja nie zachęcam do płaczu, ale jeśli mu zależy, to będzie chciał coś ratować i rozmawiać. Nie przypieraj go do muru i nie oskarżaj. Jedynie mów co czujesz. Jeśli jest Ciebie wart, zrozumie. Jeśli nie będzie próbował zrozumieć, spróbuj uratować siebie. Niektórzy ludzie są jak bumerangi: wyrzucasz ich, a oni i tak wracają. Tak jest właśnie ze mną i z moim kimś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niusia_20 Re: do Niusi IP: *.kozieglowy.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.06, 23:09 Dziękuję Ci bardzo, tym bardziej się cieszę że taką właśnie taktyke sobie wybrałam więc może będzie słuszna.. problem w tym, że z nim się bardzo ciężko rozmawia, on jedynie słucha tego co ja mówię a od siebie mówi niewiele :( Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: do Niusi 01.08.06, 09:31 skądś to znam... ja też duzo mówiłam a on tylko słuchał a niewiele odpowiadał, w końcu zmeczyło mnie to wszystko bo przez ile mozna robić psychoanalize osoby i zwiazku? najbardziej dobijała mnie jego odpowiedz "wiem", skoro wiedział to wszystko to dlaczego nie wykorzystywał tej wiedzy Niusia co ma być to będzie, pamietaj tylko ze masz myśleć o sobie bo jesli Ty się o siebie nie zatroszczysz to nikt tego za Ciebie nie zrobi Ela ma racje, jak mu będzie zależało to będzie walczył życze powodzenia i dużo sił bo jeszcze sporo przed tobą, ale pamiętaj - niezależnie co będzie nie jestes sama, masz rodzine, przyjaiół i nas-forumowiczki :) pozdrawiam i trzymaj sie Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Dupek sie odezwał 04.08.06, 15:14 i po co? ja nie rozumiem do czego wg niego ma mi sie przydać inforamcja ze prawdopodobnie we wrzesniu jedzie ze znajomymi (tymi samymi z ktorymi bylismy na weekendzie majowym) do Chorawcji? ja go nie informuje o moich planach a pewnie i tak wie co robie... po jaką cholere on mi to mowi takie rzeczy??!!! chce sie pochwalic czy zameldowac??? jezu az mnie zemdlilo, ide wymiotowac Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:19 Pewnie wreszcie się ocknął i zrozumiał że jest kretynem! Jeśli juz wcale Cię do niego nie ciągnie, to jesteś w świetnej sytuacji:) pognęb go troche;) albo zlewaj na maksa i okaz że masz to gdzies. odpisz mu coś głupiego, niech sie teraz zadręcza, że nic już dla Ciebie nie znaczy. pozdrawiam i życze miłej zabawy:) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:53 Jej, to mi wygląda na to, że on Cię będzie dręczył.. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:59 Są tacy mizoginiści na świecie. Mojej najlepszej przyjaciółki facet jak od niej odszedł, to zamiast pozwolić jej o sobie zapomnieć, co jakiś czas pojawiał się na tych samych imprezach, pisał na gg, przedstawiał kolejne dziewczyny.. On się bawił, a ją to naprawdę dużo kosztowało.. Jedynym ratunkiem w takich sytuacjach jest całkowte ucięcie kontaktu. Ręczę Ci za to Gamn.. Nie wiem, co ci faceci sobie wyobrażają.. Najpierw rujnują komuś życie, a potem chcą, żeby się cieszyć na ich widok.. Narcyzy niewierne. Gamn, nie musi tak być. Niech on myśli, że Ty bawisz się lepiej. Dopilnuj tego. Niech nie ma satysfakcji. Girl Power;))) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Dupek sie odezwał 05.08.06, 22:17 wlasnie tego pilnuje ela :) z reszta ja i tak sie bawie lepiej od niego, a 12 ide na weselicho jako osoba towarzyszaca - nikt mnie tam nie bedzie znal i bede mogla sie zabawic i troche powyglupiac :D tematu chorwacji nie skomentowalam tylko zapytalam co slychac u rodziny :) chyba to go wkurzylo ze sie nie zachwycam, a na chorwacje niech jedzie teraz jest tam tyle ludzi ze wszyscy uciekaja (kilkoro znajomych juz bylo i mowia ze ten stan do pazdziernika potrwa), hehehe dobrze mu tak :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marlene Re: Dupek sie odezwał IP: *.szczecin.mm.pl 04.08.06, 20:56 hehe gamm ja raczej radzę kamienną grę: ciszę - przecież masz inne zajęcia a nie interesowanie się jego prawdopodobnymi planami, pływasz, skaczesz, łazisz gdzieś i nawet nie masz czasu na czytanie jakiś niezrozumiałych sms. Dziękuję Wam, że mogę się wyżalić. Jadę na urlopik w końcu daleko połazić po krzaczorach, może się coś ciekawego znajdzie i nie będę czuła się jak ta najgorsza? Do poczytania za parę dni!!! trzymajcie się! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: Dupek sie odezwał IP: 212.160.86.* 05.08.06, 09:01 a może po prostu chciał pogadać. Znaliscie sie pare lat, mineło trochę czasu od rozstania a ostatecznie wiele Was łączyło. To normalne, że chce się odezwać do kogos kto był kiedyś bliski. Jeżeli to odezwanie Cię zabolało powiedz mu - nie odzywaj się do mnie nigdy. Kurcze dziewczyny macie mgr przed nazwiskiem, a reagujecie jak gimnazjalistki. Dorosli ludzie powinni umiec sie rozstawac a potem kontaktowac ze sobą. Nie chcę go bronić, ale po kilku miesiacach zagadał do Ciebie i znowu masz problem a kiedys pisałas ze zostaniecie przyjaciółmi wiec bądz konsekwentna. Nie bronie faceta, to że ktos odchodzi, bo coś sie skonczylo nie jest łatwe do zaakceptowania i pogodzenia sie ot tak, to jest jak żałoba trzeba to wypłakac i dać szanse czasowi, który nie takie rany leczy, ale nie rób problemu ze zwykłego zagadania na komunikatorze. Albo powiedz mu wprost, że nie chcesz mieć z nim ani o nim żandych wieści tym łatwiejsze, że dzieli Was odległość. Trzymaj się i korzystaj z lata. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Dupek sie odezwał 05.08.06, 22:09 zdaje sobie sprawe ze moja reakcja jest dziecinna, tym bardziej ze zaproponowalam "przyjazń" ale wydaje mi sie ze mogl zagadac np, "hej, co słychac?" a nie natychmias mi walic z ta chorawcja i pozegnac sie nie sądzisz ze to było śmieszne z jego strony? nie mógł np zapytac o moje zdrowie, o zdrowie moich rodziców? autentycznie tak to wygladalo: tekst o chorwacji i papa i wiesz nawet nie mam tego problemu co kiedys, juz sie tym nie przejmuje, napisalam na forum o tym bo to byla kwestia chwili, jasne ze nagle skoczyla mi adrenalina jak zobaczylam koperte od niego ale juz tego nie przezywam dniami i nocami, bylo-minelo :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: Dupek sie odezwał IP: 212.160.86.* 07.08.06, 21:22 masz racje ze bylo to nietaktowne z Jego strony. Moze tez bał sie zagadac i dlatego się zastanawiał, moze ma wyrzuty sumienia, a moze nie pomyslał o tym, że wypada zapytać o inne sprawy. Faceci już tam mają brak im czegos co nazywamy empatią. Od tego są kobiety żeby nauczuć meżczyzn współodczuwania. Napisz mu co myślisz o Jego odezwaniu się w tej formie, jeżeli Ci na tym zależy, bo jeżeli nie to niech to tak zostanie. Jednak jeżeli zagadał to znaczy, że też zależy mu aby zupełnie o sobie nie zapomnieć, zastanów się czy warto, czy tego chcesz i potrzebujesz. Piszesz ze już Cie to nie zwala z nóg wiec może dojrzeliscie do akceptacji tego co sie wydarzyło miedzy Wami. Czytam te wątki i Twój najbardziej mnie poruszył. Wakacjuj dalej Gamn. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Dupek sie odezwał 07.08.06, 23:06 zostawiłam sprawe, nie bede mu robiła wyrzutow bo to nie ma sensu - wystarczajaco duzo stresu mi dostarczyl ten czlowiek; wiecej nie mam ochoty psuc sobie nerwow przez niego akceptacja... hmmm powiem tak: pogodzilam sie z tym co sie stalo, jak to mowia "co cie nie zabije, to... itd." ale czy zaakceptowalam? raczej nie mialam wyjscia, zostalam postawiona przed faktem dokonanym i musialam dostosowac sie do sytuacji, staram sie nie rozmyslac, nie gdybac i nie rozpamietywac bo to i tak nic nie zmieni a jedynie wciaga mnie w dol psychiczny; jedno co zauwazylam, otoz staram sie uciekac z krakowa jak tylko moge, a to mazury a to warszawa, a za tydzien wyjezdzam na pol roku z kraju i szczerze mowiac nie wiem czy wroce na stare smieci wszystko mi tutaj jego (nas) przypomina i mam wrazenie ze go spotkam w kazdej chwili (choc to praktycznie niemozliwe poniewaz wrocil do domu rodzinnego czyli innego miasta), dlatego wole stad uciec, wyjechac do miejsca gdzie nie bylismy razem - tak jest najprosciej, boje sie tylko czy aby nie uciekam przed sama soba, przed wlasnym strachem a to oznacza ze chyba nie do konca uporalam sie z cala ta sytuacja.... w czwartek znowu jade do warszawy na weselisko, jako osoba towarzyszaca - doszlam do wniosku ze musze sie zabawic, cos czuje ze bedzie beznadziejnie ale trudno -przynajmniej zmienie klimat :) Ty rowniez wakacjuj Mietku :) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gamn jutro wylot, denerwuje sie jak cholera 15.08.06, 22:31 trzymajcie za mnie kciuki dziewuszki bo zaczynam nowy etap w zyciu Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: jutro wylot, denerwuje sie jak cholera 16.08.06, 13:03 Cały czasik trzymam:) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn jestem juz od 10 dni a Irlandii i.... 27.08.06, 22:59 świtnie sie czuje :):):) ta kontroowana ucieczka dobrze mi robi :) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: jestem juz od 10 dni a Irlandii i.... 28.08.06, 09:35 I bardzo dobrze:D Oby tak dalej:D Rób pikczery widoków i przesyłaj na gazetowego maila:D Na ile pojechałaś i gdzie? Trzymam kciuki tak czy inaczej;)) Prawda, że świat nie kończy się na jednym małym człowieczku? Odpowiedz Link Zgłoś
gamn duze HEJ dla Eli i reszty dziewczyn!!!! 28.08.06, 12:36 jestem w Droghedzie, 16km na północ od Dublina bede tutaj jak na razie do 21 grudnia - taki mam plan i na tą date bilet na samolot, ale nie wiem czy jedynie na swieta do domu nie pojade i tutaj wroce juz na stałe.... jak na razie nie mam duzych planow zyciowych to moj raz trzeci na Wyspie i jestem nadal po uszy zakochana w tym kraju, w ludziach i ogólnie klimacie tutejszej kultury/krajobrazow itd... zatem chtba zostane tutaj - tym bardziej ze okazalo sie iz starzy znajomi nadal tutaj są :) (nie mialam od 3 lat z nimi kontaktu) a ten maly czlowieczek to mnie moze... bite me :P hehehe tym bardziej ze chyba mam do kogo wracac do polski tylko sama jeszcze nei wiem czy tego chce, nie potrzeba mi jak na razie nowego zwiazku poki nie zrobie do konca porzadku w swoich myslach i uczuciach, to ze ja zostalam zraniona i wbito mi noz w plecy nie oznacza ze ja mam ochote zrocic cos takiego samoego niewinnemu czlowiekowi, musze wszystko w spokoju przemyslec no i zobaczymy czy nowa "przyjazn" wytrzyma probe czasu i rozlake pozdrawiam goraco, buziaczki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: a co u Was? IP: 212.160.86.* 28.08.06, 18:08 dobrze ze odezwalas sie Gamn. Nabierasz dystansu do tego co Cie spotkalo. Kazde doswiadczenie jest wazne w naszym zyciu i po kazdym pozostaje cos co bylo nam potrzebne. Teraz gdy nie masz zadnych wiadomosci od Niego i okazji do spotkania mozesz ukladac sobie wszystko, bogatsza o swoje doswiadczenie. Nie masz w sobie checi zemsty ani na Nim ani na kims nowym jak piszesz niewinnym to bardzo pieknie o Tobie swiadczy. Pisz jak to robisz bo uczysz nas jak sobie radzic w takiej sytuacji. Twoja postawa jest do nasladowania. Niech Ci sie uda Gamn byc szczesliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn za sie zarumieniłam :) 28.08.06, 19:11 dziekuje za takie cieple i podtrzymujace na duchu slowa ale nie jestem tak krysztalowa Mietku nie lubie ranic innych osob i raczej nie naleze do msciwych kobiet ale to nie znaczy ze nie mam czasem morderczych mysli wzgledem niego :), jedyne co mnie powstrzymuje to fakt ze dupek nie jest wart aby babrac sobie rece w jego np.: mozgu ;) --> taki zart, drastyczny ale zart a druga sprawa jest taka ze hmmm niezupelnie nie mam wiesci o nim.... skutecznie dostarcza mi inforamcji o nim jego mama.... bardzo lubie te kobiete i nie mam serca jej powiedziec aby mi nie mowila co u niego slychac; po pierwsze mowiac szczerze troche z ciekawosci slucham, po drugie ona naprawde przerzyla nasze rozstanie i czesciowo siebie za to wini (i raczej ma racje co do tego poniewaz bez mojej wiedzy a tym bardziej zainteresowania danym tematem gderala mu ciagle o "podjeciu decyzji o ustatkowaniu sie" - nie mam serca byc na nia o to zla poniewaz robila to w dobrej wierze, skad mogla wiedziec ze ja reaguje na slowo "slub" alergicznie, ciekawe jest jedynie to ze Dupek znal moje poglady na ten temat ale nie bede sie tutaj rozdrabniala...) faktycznie nie mam zadnej okazji do spotkania go i nie bede szukala jej nawet, a jesli zagada na gg czy napisze mi maila to sie zastanowie czy odpowiedziec i postaram sie chlodno oceniac sytuacje a nie ekscytowac zabardzo dana chwilą dziekuje Mietku, bardzo chce byc szczesliwa ale nic na sile, a bycie przez jakis czas singlem dobrze mi zrobi zycze Tobie oraz pozostałym osobą rowniez wiele szczescia w milosci i ogolnie zyciu pozdrawiam Was goraco, buziaki :* Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.09.06, 16:21 dzis dupek sie odezwał na gg taka niby luzna rozmowa byla, o dziwo mnie nawet cisnienie nie podskoczylo do pewnego momentu... moze od poczatku... w trakcie rozmowy zapytal sie jak mi jest na wyspie, ja na to ze ok i ciesze sie bo sie okazalo ze czesc osob ktore poznalam przy moim ostatnim pobycie nadal jest w Irlandii, m.in. kumpel z Ukrainy ktorego bardzo polubilam (dupek wiedzial ze to TYLKO kumpel, facet po przejsciach sercowych ktory traktowal mnie jako psychologa i wsparcie w trudnych chwilach), i po tym jak powiedzialm ze Oleg nadal tu jest dupek wyskoczyl z tekstem abym do niego "uderzala"... odpisalam ze to tylko kumpel i jesli bede sie z kims wiazala to bede juz ostrozniejsza bo nie chce nowego faceta porownywac do starego, on na to ze zawsze sie bedzie porownywalo, ja mu odpowiedzialam ze ja taka nie jestem i nie bede porownywac bo to nie ma sensu i tu nagle dupek wyskoczyl z tekstem ze jest juz gotowy na nowy zwiazek i sie spotyka z kolezanka z podstawowki.... hmmm teraz nie wiem czy to ja go sprowokowałam? dlaczego tak jest zawsze ze kiedy jest juz ze mna ok to nagle on pojawia sie na orbicie i sprowadza mnie do parteru... ale wiecie co, jakos nie czuje sie tak cholernie tragicznie, troche mi sie przykro zrobilo ale coz.... widocznie to taki typ faceta a ja bylam zbyt sleba aby zobaczyc jaki z niego gnojek chcialam tylko to wyrzucic z siebie a nie ma nikogo w domu bym mogla pogadac dziewczyny napiszcie co u was bo jakos tak samotnie poczulam.... Elamodela nadal jestes ze swoim facetem? Tekane co u Ciebie? a co z resztą? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.jmdi.pl 01.09.06, 19:27 Na pocieszenie powiem ze kochałam swojego partnera po raz pierwszy raz w życiu tak bardzo................ to była chora miłość jednak. Po roku bycia całkowicie razem (zamieszkania) musiałam go wsadzis do pierdla - albo on albo ja. Takie są problemy - reszta to pryszcz. Resztę mozna układać jeśli obie strony naprawdę chca być ze sobą. Jeśli problem polega na wymaiginowanych lub urojonych niewścisłościach to nie jest problem. Inna sprawa to wiek. To o czym mówię to jest zdecydowanie po 30-stce. Wcześniej to tylko zabawa........ Odpowiedz Link Zgłoś
cienmotyla Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.09.06, 19:30 elamodela napisała: > ...lepiej być pierwszym, który zamknie drzwi. > Zgadzacie się z tym? > Jestem w takiej sytuacji, że strasznie kogoś kocham, ale nie mogę z nim > wytrzymać, bo bardzo się różnimy. > Muszę się nauczyć sztuki odchodzenia. > Czy ktoś to umie? > To jest wątek "na poważnie". Wiesz Elu jakoś omijałam ten wątek. Nie wiem czemu, może dlatego, że nie chciałam albo nie mogłam odpisać. BYć pierwszym, który zamknie drzwi... Tak ja byłam tym pierwszym i boli jak cholera... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 02.09.06, 11:13 Kochane Kobiety! Nowa Miłość a chociażby jej początek jest wspanialsza: wie się czego się chce a na co uważać. Opowiem potem moje poderwanie się do życia (ten wątek był pierwszą pomocą) - teraz wszystko może być lepsze i piękniejsze! Wierzcie w to, bo WARTO. Pozsrawiam Was, trzymajcie za mnie kciuki bo ja za "wasz powrót do życia" trzymam. pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 23:34 Co u Ciebie Gamn, jak sobie radzisz gdzies tam daleko ? Czy nadal trzymac za Ciebie kciuki? Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.11.06, 23:56 Witam Wszystkich po dosc dlugiej przerwie!!! Jak sie macie dziewczeta i chlopcy? Jak Wasze Serducha?? :) Mietku dziekuje za trzymanie kciukow i prosze o ich dalsze trzymanie - to sie zawsze przyda. U mnie zycie plynie i staram sie ulozyc zycie na obczyznie, nie wiem czy wroce do kraju... szczerze mowiac nie chce i staram sie wszystko zrobic by tu zostac. Co do serduszka to powolutku ale sie zabliznia. Dobrze mi robi ten wyjazd i nie narzekam, powiem wiecej- niedawno poznalam kogos.... ale nie chce zapeszac. To ze ja czuje male motylki w brzuchu nie znaczy ze ta druga osoba tez to czuje. Wole byc ostrozna i nie popadac w nadmierna euforie.Po co mi pozniej znowu cierpiec.Juz sie nauczylam ze w milosci troche rozumu rowniez sie przyda... Co do Dupka to wiem ze znalazl prace w swoim zawodzie i wkracza w dorosle zycie. Czasem sie odzywa (bardzo rzadko), ale juz nie robi na mnie zadnego wrazenia. Doszlam do tego etapu ze szczerze zycze mu szczescia i mam nadzieje ze nie skrzywdzi juz nigdy nikogo tak jak mnie. Utrzymuje kontakt przez internet z jego matką i teraz sie zastanawiam czy wypada wyslac im kartke na świeta. Dla nowych osob ze zlamanym sercem powiem ze czas naprawde potrafi zaleczyc rany, ale nie jedynie czas. Nalezy zając sie sobą, pracą i zerwac wszelki kontakt z eksem. Jesli chcemy pozostac przyjaciolmi z eksem to trzeba do tego dojrzec. Ja wiem ze na dzien dzisiejszy moge spokojnie z nim porozmawiac, pojsc do kina czy na kawe i nie zrobil by na mnie wiekszego wrazenia (oczywiscie widok jego z inna dziewczyna zabolalby ale bylby do przezycia) - jednak do tego stanu ducha trzeba dojrzec i przejsc wszystkie etapy zaloby. Życze Wam wszystkim powodzenia w kazdej dziedzinie i takiej slonecznej pogody jaką ja mam teraz :D:D:D:D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: myszka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.dip.t-dialin.net 29.10.06, 00:06 no wiec...ja rowniez dzis zakonczylam ponad 2.5 letni zwiazek..mimo iz oboje nadal uparcie twierdzimy ze sie kochamy:(po prostu mamy rozny swiatopoglad i trudno nam ze soba wspolzyje,,-ja estem cicha myszka a on...istny wulkan emocji smutno mi ale wiem ze czas leczy rany..czy zechce si ktos podzielic jak to z nim bylo swierzo po rozstaniu?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hania Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.devs.futuro.pl 29.10.06, 11:23 Witaj, Rozumiem, co czujesz...U mnie na rozstanie się zanosi od jakiegoś czasu, mamy porozmawiać o tym, czy chcemy dalej być ze sobą czy nie, ale niestety jakoś nie widzę tego bardzo optymistycznie... Dużo rzeczy się na to składa, przede wszystkim chyba ogromne różnice w postrzeganiu świata, w tym, co chcemy od życia i czego oczekujemy nawzajem... Niestety to nie mój pierwszy związek i zauważam niestety, że za każdym kolejnym rozstaniem jest gorzej i coraz trudniej wykrzesać z siebie optymizm, że może następnym razem sie uda... NAprawdę chciałam, żeby tym razem wyszło, ale "do tanga trzeba dwojga" równie pewnych tego osób, a nie kogoś, kto ciągle nie wie... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn witaj myszko 02.11.06, 00:04 jak to ze mna bylo mozesz poczytac bo wyplakiwalam sie na forum dosc czesto, ale to mi naprawde pomoglo w pierszych dniach samotnosci mialam wrazenie ze swiat sie zawalil, aby zasnac lykalam proszki, zle wzielam sie w pewnego rodzaju rygor - pozwolilam sobie na jeden dzien calkowitej rozpaczy, naprawde przeplakalam prawie 24h, a na drugi dzien wzielam sie do zycia i wyjsc z najwiekszego kryzysu pozwolila mi praca oraz przyjaciele tylko ze u mnie owo rozstanie mialo dosc nieprzyjemne okolicznosci... ale czlowiek zawsze mysli ze juz wiecej nie wytrzyma, ze juz ma dosc a mimo wszystko ciagle sie podnosi i nadal walczy, a skoro walczysz to jestes juz zwyciezca jak mawial chyba św. Augustyn :) Odpowiedz Link Zgłoś
chani-nr1 ??? 08.11.06, 19:26 hej... ja też zerwałąm z Facetem.. bylismy razem 4,5 roku... było cudownie.... przez pierwsze 3 lata... a potem juz coraz gorzej.. gdzies po dordze z 3 razy się rozstawalismy, ale równie szybko wracalismy do siebie... Porózniły nas charaktery, sposób patrzenia na "nasza wspólna przyszłość", oldegłośc, sposób wydawanai kasy i oszcędzania... generalnei wszystko... ja zawsze dążyłam do tego by być iodealną, On - do tego by mieć kase i nei żyć "od pierwszego do pierwszego".. więc skupił się na pracy, choc nei potrafił się nigdy dobrze zorganizowąc - zawsze późno wstawał do pracy, po nocach grywał na kompie... na spotkanai ze mną sie spóźniał... wiele potrafiła mwytrrzymać, ale... do czasu... do czasu az moja Mama prawie 2 miesiące była w szpitalu i Ona stała się dla mnie ważna tak jak On... do czssu, gdy Jego autop trafiło na warsztat i sie ważniejsze ode mnei i moich potrzeb całkiem przyziemnych (zwykłego bycia obok gdy potrzeboiwałąm wsparcia np. w trakcie operacji Mamy, pomocy przy remoncie domu - fizycznej oczywiście), do czasu, gduy On z firmy nei zaczał przynosic róznych gadżetów - to palmtop, to mp3... i się tym chwalic - patrzcie jakei ma m cuda - a Was na to nei stać... Nie wytrzymaąłm - musiałam odejść, mi do szczęscia niewiele trzeba - moge zyc od pierwszego do 3-go następnego mieśiaca, nei musze zwiedzac całego świata, bo Polska tez jest cudna... nie musze mieć zawsze wszytskiego naj... jestem sama obecnie... wspieraja mnie znajomi i ... jestem szczęśliwa. C oprawda boli mne ijeszcze jak widze jego opisy na gg z cyklu"mniam - kobietki w kozaczkach sa apetyczne"... (bo ja na obcasach rzadko chodziłąm- z racji zabieganego trybu życia)... ale.. .wiem, że szczęscie jeszcze mnie spotka... nei wiem kiedy zapomne, kiedy na widok Jego rzeczy w moim domu nei bedę płakać, ale... będzie doibrze? prawda?.. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn bedzie dobrze 08.11.06, 20:06 tego mozesz byc pewna z mojego doswiadczenia moge powiedziec ze cierpimy tak dlugo jak sami sobie na to pozwalamy ale jednoczenie nalezy przejsc przez wszystkie etapy zaloby po zwiazku chani-nr1 jesli moge cos doradzic to skasuj jego nr gg, nie jest ci juz potrzebny a jego opisy i tak beda ci ranic zatem po co siebie biczujesz? tak samo wywal wszystko co jest/bylo od niego lub jego, co wspolnie kupiliscie - ja tak zrobilam i odrazu lepiej mi sie zrobilo, czesc rzeczy/prezentow jemu oddalam - na sama mysl ze moglabym na nie patrzec nachodzi mnie obrzydzenie, po co ci pamiatki po nim? nie ma sensu bawic sie w masochizm ale to jest jedynie moja rada, moje doswiadczenie, moj sposob wyjsca z tego emocjonalnego bagna mi pomogl, po pol roku poznalam kogos i wiem ze jestem juz gotowa zaczac tworzyc cos nowego, ale tym razem bede ostrozniejsza i czesciej myslala glowa niz sercem... pozdrawiam cieplutko i trzymaj sie, swiat sie nadal kreci a ty nadal zyjesz buziaki Odpowiedz Link Zgłoś
neckermann1 Re: bedzie dobrze 08.11.06, 23:57 A miejsca dla skrzywdzonych facetów tu nie ma ?:> Odpowiedz Link Zgłoś
gamn oczywiscie ze jest 09.11.06, 11:37 mamy rownouprawnienie i niktore kobiety swiete nie sa pisz co ci lezy na sercu pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
chani-nr1 Re: bedzie dobrze 10.11.06, 21:21 dzięki.. na szczęscie do wspólnych rzeczy się neie dorobilismy... Odpowiedz Link Zgłoś
neckermann1 Re: bedzie dobrze 13.11.06, 23:51 podstawa jest wlasnie chyba to zeby myslec głową a nie sercem...szkoda ze na taki pomysł wpadłem o jakies 2 lata za pozno:( Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: bedzie dobrze 14.11.06, 01:04 sprobuj nie zalowac tych 2 lat, z kazdej sytuacji jakies pozytywne rzeczy mozna wyniesc np to aby nastepnym razem do milosci dopuscic mozg :) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Re: ??? 14.11.06, 23:23 Chani Bedzie dobrze. Rzeczy jego spakuj na jakis czas, wloz na dno szafy, niech nic ci go nie przypomina. I odetchnij mocno, pelna piersia, najlepiej porannym, zimnym powietrzem. I usmiechnij sie do siebie, tak od srodka. I obejmij sie ramionami. Ja tak robie i pomaga. A spie...z misiem z ddziecinstwa. Zycze usmiechu i wytrwalosci! POzdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sis Re: ??? IP: *.chello.pl 14.11.06, 23:46 wlasnie teraz jestem w takiej sytuacji ze MUSZE odejsc od kogos kogo straszliwie kocham. nad zycie(mam czasem wrazenie) i nic mnie nie obchodzi ze banalnie to brzmi. wiem ze nic, absolutnie nic z tego nie bedzie. i boli mnie to okrutnie. do tchu utraty, do krwi. i lezalam sobie dzis na podlodze. zwinięta w kulke. i klepke od lez mialam mokrą;) cięzka sprawa no. Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Re: ??? 15.11.06, 02:23 hmm..trudno doradzic, ale sprobuje. Widzisz sis, ja dopiero co, pare dni temu, bylam po tej drugiej stronie. Ktos, kto mowil, ze mnie kocha, zostawil. Przeczytaj moja historie i zobacz czego nie nalezy robic. Odchodzenie jest tak naprawde rownie trudne jak bycie porzucanym. Sztuka jest zrobienie tego tak, by ta druga strona zrozumiala. Bol bedzie zawsze,ale mozna sprawic, ze bedzie do zniesienia. Wazna jest rozmowa. Nie wiem na jakim etapie jest wasz zwiazek, co sprawia, ze tak jest jak jest, ale czy on wie, co czujesz? I dlaczego sie tak czujesz? Czy uslyszal twoje skargi (sluchanie nie zawsze znaczy slyszenie),czy je rozumie? Czy probowal cos zmieniac? Widzisz, u mnie zabraklo tych wszystkich rzeczy. Nie bylo porozumienia, komunikacji. A potem odejscie, tak nagle, jak ciecie skalpelem. Zero dialogu, uciekanie. Ciach prach - po sprawie. Owszem, byly znaki, ale niestety nierozpoznane. Nie mialam pojecia jak powazna byla nasza sytuacja. Jest juz za pozno. A teraz jemu pozostalo tylko uporac sie z emocjami, wiem, ze czuje bol. Niestety moja niedoszla polowka zapomniala o tym, ze jest jeszcze ktos. Ja. I wie, ze to co mi zrobil bylo obrzydliwe. Badz silna i walcz o swoje szczescie, zawsze bedzie bolec, ale pamietaj - szanuj tego, kogo zostawiasz. Oczywiscie szanuj tez siebie i postaw swoje dobro na pierwszym miejscu, to naturalne. Pamietaj tylko, ze mozna to zrobic nie pomiatajac innymi. Postaw sie na chwile w jego skorze, poczuj to co chcesz mu zrobic, powiedziec...I moze wtedy bedzie ci latwiej. Powodzenia. Pozdrowka! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: ??? 15.11.06, 14:56 wspołczuje Ci, ja tez mialam czasem takich chwile ale zawsze wolalam zostac ze strachu przed samotnoscia, dzis uwazam ze chyba lepiej byc porzuconym niz porzucac, ale nadal nie jestem tego pewna pozdrawiam i zycze spokoju ducha Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: ??? 15.11.06, 14:59 ja wywalilam albo oddalam 99% jego rzyczy lub naszych wspolnych, nie moglam byc kolo nich, to bylo zbyt bolesne wolalam oczyscic swoje zycie z niego a zaczelam od najblizszego otoczenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vanilia891 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 15.11.06, 15:25 Ile razy jeszcze ten wątek będzie wyskakiwał na pierwszej stronie?! Przecież jest już taki stary! Zawsze jak tu wchodzę, to widzę: "Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy..." bleeh, już mi niedobrze! Odpowiedz Link Zgłoś
gamn sama w to nie wierze 15.11.06, 20:30 dziewczyny wczoraj mialabym z Dupkiem rocznice (4 lata razem) i wiecie ze o tym zapomniałam :):):) hehehe sama w to nie wierze i nie chce zapeszac ale czyżbym sie wyleczyla? :):):) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Re: sama w to nie wierze IP: *.dsl.pipex.com 16.11.06, 02:35 gamn A ja wierze...ze mozna zapomniec, to jest wlasnie to leczenie ran czasem, zabliznianie, usuwanie toksyn. Szkoda, ze tak dlugo zajmuje ten proces. Ale Tobie sie udalo! Wiem, ze u mnie jeszcze sinusoida rzadzi, raz mam high, raz mam low, a dzis wieczorem akurat czuje sie dobrze. Bylam na spotkaniu z dawno niewidzianym przyjacielem, pomogl mi bardzo. Bardzo. Zabral do kina na 'Breaking and Entering' a po kinie na spacer w miejsce, gdzie ten film byl krecony (taki zakrecony architektonicznie council estate na Swiss Cottage w Londynie)! Bajka! Czulam jakbym nagle znalazla sie na planie tego, co ogladalam na duzym ekranie. I zapomnialam o wszystkim. Na chwile, dwie, trzy. Oczywiscie nadal jest bol w piersiach, ale pierwszy raz poczulam, ze moge zapomniec. Ze moge byc zadowolona, ze moge robic rzeczy o ktorych robieniu z nim by mi sie nie snilo. Bo on z filmow to tyko Star Wars i Wladce Pierscieni lubil, ewentualnie Alieny lub horrory. Ze do galerii z nim pojsc nie moglam, bo sie meczyl, przewracal oczyma. Ze na koncerty nie moglam go wyciagnac nigdy, bo wolal grac na playstation...a ja zawsze zylam sztuka, muzyka, pisywalam poezje...a z nim to wszytko wyschlo jakos.Zrezygnowalam z siebie i ja, dopiero to widze. I dzis poczulam, ze zapominanie, wybaczanie powoli wchodzi mi do glowy. Poczulam, ze zyje, oddycham, swiat jest piekny i pelno tu fajnych ludzi. Ja chce do ludzi. On chcial tylko do Chinskiego Cesarza z najnowszej gry. I wiecie co jeszcze? Poczulam ulge bo pierwszy raz od kiedy odszedl pomyslalam, ze tak wlasciwie, to mu wybaczam, niech robi co chce, skoro daje mu to szczescie. Kocham go i chce jego szczescia, nawet jesli nie jest ono ze mna zwiazane. Ze nie chce zlosci w sobie chowac, pielegnowac, to tylko doda mi zmarszczek i sprawia, ze chce mi sie pic i palic do nieprzytomnosci. Wole pielegnowac radosc, dobro, cos dobrego. Chocby wybaczenie win. Potem przestraszylam sie tego - takie uczucia na pare dni po tym jak go ostatnio widzialam? Niemozliwe. A jednak mozliwe. Gratuluje zapomnienia. Wyleczenia. Gratuluje ponownego narodzenia. A i swieta blisko, he he, to sobie poswietujesz nie tylko Boze Narodzenie, ale i swoje oczyszczenie, narodzenie. Pozdrawiam z wyspy nieopodal, u nas nie pada, nawet slonko swiecilo dzis. Odpowiedz Link Zgłoś
siostra_siostry Re: sama w to nie wierze 16.11.06, 03:56 gamn gratulacje! u mnie niestety sinusoida. (jak u poprzedniczki;) dzis w jednej chwili myslalam ze wszystko bedzie dobrze zeby za chwile wpasc w mega rozpacz i scierac łzy z klawiatury... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn siostra_siostry 20.11.06, 14:54 skoro ja dalam rade Tobie tez sie uda, trzeba byc dobrej mysli i nie obrazac sie na zycie/los :) mysl teraz tylko o sobie bo kto o ciebie lepiej zadba niz ty sama pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: sama w to nie wierze 20.11.06, 14:31 Witaj Kittypop jeszcze nie-dziekuje bo nie chce zapeszac :) Wiesz, ja tez w pewnym momencie (chyba po 3 tyg) po rozstaniu z Dupkiem zrozumialam jak bylam zaslepiona i jak daleko zrezygnowalam z siebie. W danym momencie bylam na siebie tak wsciekla jak nigdy przedtem. Ja przez niego odsunelam sie od swoich znajomych, przestalam robic to co lubie, przestalam chodzic na koncerty zespolow ktore ja lubie, przestalam sluchac mojej ulubionej muzyki bo On jej nie lubil, bo nie byla "trendy", bo byla inna. I ja glupia gęs zgodzilam sie na taki stan rzeczy... Teraz moge powiedziec ze na szczescie juz mi to nie grozi, wiem ze kazdy facet jest do zastapienia innym :) Dzis tez odczuwam ulge ze nie jestem z nim juz, oczywiscie "cos" tam we mnie siedzi ale to stopniowo maleje a ja juz potrafie smiac sie pelna buzia i korzystac z zycia pelna piersia :) pozdrawiam i trzymaj sie mocno bo idzie straszny wiatr od morza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Glowy do gory, piersi do przodu! IP: *.dsl.pipex.com 22.11.06, 01:59 Hejka wszystkie smutaski :) Ciagle ktos cierpi. Codziennie, ktos gdzies na Ziemi czuje to samo co my...smutne, nie? Ale tez pocieszajace. U mnie juz nieco lepiej. Wybuchy placzu nie sa tak czeste. Codziennie wydaje mi sie, ze go widze, codziennie czekam na telefon, wiedzac ze nie zadzwoni. Codziennie bol w piersiach jak sie budze i jest takie: SUUUUUPRIIIISE! Pamietasz co ci sie przydarzylo? Nie? No to spojrz na poduszke obok!Pusta! Witaj piekny dniu! A potem patrze przez okno i slonko nadal swieci i czasem, nawet jak jest ciemno, to misiek z dziecinstwa sie do mnie usmiecha...I wstaje i ide do pracy,jak robot, ta praca trzyma mnie w pionie. Staram sie wychodzic, ale znajomi tez chyba maja mnie dosc, ciagle o tym samym mowie...Nie staram sie juz zrozumiec. Zaczelam palic po 3 latach przerwy. Pomaga na 2 min. Juz chce rzucac, ale przyjaciolka poradzila, zebym zajela sie jedna rzecza na raz. Wiec pale nadal. Nie czuje, ze go kocham mniej. Ale inaczej. Nie tak romatycznie. Bolesnie go kocham. Matka Boska Bolesna - jej portretu zawsze sie balam, wisi u moich rodzicow w sypialni. Podobna do tej: images.google.co.uk/imgres? imgurl=kestach.republika.pl/images/bol.jpg&imgrefurl=http://kestach.repub lika.pl/html/image003.html&h=620&w=500&sz=225&hl=en&start=22&tbnid=lt5WiOnKUFB67 M:&tbnh=136&tbnw=110&prev=/images%3Fq%3Dmatka%2BBoska%2BBolesna%26start%3D20% 26ndsp%3D20%26svnum%3D10%26hl%3Den%26lr%3D%26sa%3DN Czarna, zaplakana w bialych ramkach. Pamietam spojrzal na nia i spytal mnie dlaczego taki smutny obraz w sypialni? Sam bol. Czy nie przypomina wam was samych? Nie jestem religijnie nawiedzona, po prostu lubie ta Matke Boska. Bol towarzyszy zyciu. Ale takiego bolu zwyczajnie nie zadaje sie ludziom, na ktorym nam zalezy. Wiem, ze mu nie zalezalo. I juz. Proste. Prawdziwe. Czul ze cos musial. Ja ....chcialam, nie musialam. Chodzi o to, zeby sie czulo, ze sie chce. I juz. Widze znaki, daleko w tyl,niezauwazone dotad. Szkoda, ze dopiero teraz. Widze zachowania wskazujace czarno na bialym jak bylo. Widze przyjaciolke, ktora jest w szczesliwym zwiazku z kims kogo zna tak niedlugo. Kupuja mieszkanie, rozmawiaja, wspieraja sie, mowia o sobie razem w czasie przyszlym...cudownie, normalnie...my tylko sie o sobie w czasie przyszlym klocilismy. Nie bylo rozmow, snucia planow. Nie bylo tak naprawde poczucia, ze kiedys, niewazne gdzie i jak bedziemy zawsze razem. Bo rozwod, bo byla zona w tyle, bo strach? Nigdy tego nie czulam tak, chcialam o tym mowic. Ale nie bylo z kim. Przeciez nie bede faceta za jezyk ciagnac. Ale nawet nie zastanawialo to mnie zbytnio! Co za glupota. Bo bylam zakochana. Otumaniona zakochaniem. Wszytko wybaczalam, przymykalam oko. Chcialam tylko ciepla,przytulenia, zapewnienia. Dostalam kopniaka, oskarzona o narzucanie i porzucona po trzykroc. Przez telefon. Na karteczce. Na basenie. I wiem, ze faceci sa jak autobusy, ze warto czekac az podjedzie ten z lotniczymi fotelami i zabierze w sina dal.I kocham go nadal, zycze mu dobrze. I patrze na zdjecia i jakbym widziala kogos innego. To kim on jest teraz to cos obcego. Alien! Moze alieny przejely nad nim sterowanie... I czuje sie fajnie sama. A czasem fatalnie. Ale zyje jakos, a wydawalo mi sie , ze nie przezyje. Smutno mi, jasne. Patrze w lustro i rycze, ze bede zawsze sama, na zawsze. A wiem, ze to nie prawda. Boli zranienie, ale czuje, jak sie wszystko sie goi. I wiem, ze serducho kiedys tez ktos mi poskleja. Nie chce z nim gadac, smsowac, nie chce spotkac go na swiatecznym przyjeciu za 3 tyg. Nie chce na niego wpadac, choc jeszcze wczoraj o tym marzylam. On mnie nie chce. Dotarlo do mnie. Nareszczie. Nie traktuje sie tak ludzi, na ktorych nam zalezy. A skoro on mnie tak potraktowal to mu nie zalezy. I juz. Autonomia autonomia, bycie soba swoja droga, prosze bardzo. Ale po co sprawiac taki bol? Bo latwiej, mniej emocji, prosciej sie uporac? Dzieciak z niego, a ja nie chce dzieciaka, ktory rani kiedy chce, nie myslac o konsekwencjach, urywa glowy muchom...chce faceta. I juz. I wam tego zycze. Dobranoc. A wiatr od morza do mnie dzis dotarl. Pomaga kocyk, herbatka i filmik. Miskowi tez sie podobal. Pozdrawiam i glowy do gory, piersi do przodu! Bedzie dobrze. I pamietajcie, ze cos sie musi skonczyc, zeby zaczelo sie cos lepszego. A jak sie nie da wyjsc przez zamkniete drzwi to mozna zawsze skoczyc przez okno. A tam moze na nas czekac super miekki materacyk lub trampolina. I siup - do nieba. Nie namawiam do skakania bynajmniej, tylko to sobie wyobrazcie:) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Glowy do gory, piersi do przodu! 23.11.06, 20:14 Witaj Kittypop!!! Bardzo sie ciesze, ze juz nieco lepiej sie miewasz. Zuch-dziewczyna z Ciebie!!! Oj pamietam te pierwsze dni, tygodnie... to sprawdzanie telefonu co 5 min czy aby nie zadzwonil, nie puscil sygnala, nie napisal smsa... bede egoistką ale nie zazdroszcze Ci. To byl okropny czas dla mnie dodajac jeszcze bieganie po lekarzach i szpitalach no i ten wyrok ginekologa uslyszany w samotnosci... Wiesz, mnie tez praca (a raczej jej pisanie) trzymala przy zyciu. Przynajmniej musialam sie skoncentrowac na czyms innym a presja czsu dodatkowo dawala kopa do roboty. A w nocy muzyka, internet, forum i nocne rozmowy na gg z przyjacielem dawały oddech i upust emocja. Ty wrocilas do palenia, ja popadlam w male uzaleznienie od lekow uspokajajacych i nasennych. Do dzis mam problemy ze snem ale leki odstawilam. Wole zarwac noc niz faszerowac sie swinstwem. A Twoja kolezanka moze miec racje jednak z drugiej strony moze skup sie na ponownym rzuceniu palenia to nie bedziesz myslala o Nim??? Tylko ze ja nigdy nie palilam i nie wiem jak to jest rzucac palenie.... zatem w tej kwestii niestety Ci nie pomoge zbytnio. Matka Boska Bolesna powiadasz... ja w tamtych dniach tez sie modlilam do Matki Boskiej o wytrwanie. Moze nie tyle to byla modlitwa co rozmowa, monolog. Mowilam o wszystkim co mnie bolalo w danym czasie, w danej minucie i to mi pomagalo. Dlatego wierze że Tobie tez pomaga dlatego trzymaj sie tego. "Widze znaki, daleko w tyl,niezauwazone dotad. Szkoda, ze dopiero > teraz. Widze zachowania wskazujace czarno na bialym jak bylo." Ja tez dopiero po rozstaniu przejrzalam na oczy i do dzis mi wstyd jaka ja slepa bylam. Cos mi zaczelo switac miesiac przed koncem ale wtedy jeszcze nie pozwolilam aby do mnie dotarla brutalna prawda... po prostu balam sie samotnosci. Z nim stworzylam pierwszy tak dlugi zwiazek, mielismy plany, przed jego era bylam szczesliwa niezalezna singielka korzystajaca z urokow zycia, przy nim stalam sie "stateczna kobietka" ktora potrzebowala meskiego ramienia.... jeju az sama nie wierze ze to pisze ale taka byla prawda. Na szczescie wrocilam do poprzedniej rownowagi psychicznej i poprzedniej niezaleznosci. Juz nigdy nie pozwole sie tak stlamsci przez faceta!!! On byl po prostu pieprzonym egoista i taki pozostanie - takie typy sie nie zmieniaja dla nikogo, moge jedynie wspolczuc mojej "nastepczyni"... Kittypop Ty dostalas wiadomosc na basenie, na karteczce - mi jako argument do rostania zostalo powiedziane "bo jestes dla mnie za niska".... 24-letni facet taki tekst mi sprzedal!!!!!!!! Doslownie rece opadaja, a jak przeczytalam jak z Tobą postapiono to uwierzylam ze takich dupkow jest wiecej na swiecie niestety. > Pozdrawiam i glowy do gory, piersi do przodu! Bedzie dobrze. I pamietajcie, ze > cos sie musi skonczyc, zeby zaczelo sie cos lepszego. A jak sie nie da wyjsc > przez zamkniete drzwi to mozna zawsze skoczyc przez okno. A tam moze na nas > czekac super miekki materacyk lub trampolina. I siup - do nieba. Nie namawiam > do skakania bynajmniej, tylko to sobie wyobrazcie:) --> swiete i madre slowa :) pozdrawiam i trzymaj sie tam mocno bo u mnie wieje strasznie, az zatyka czlowieka trzeba wierzyc i miec nadzieje na cos lepszego bo moze to banal ale nadzieja zawsze umiera ostatnia buziaki :*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kittypop Niestety glowa znow spuszczona... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 12:34 Hejka Czytam to co napisalam w zeszly wtorek. Skonczylam pisac, czytalam, zgasilam swiatlo zeby spac o 1:30 nad ranem. Telefon. Dzwoni on. Jest pod drzwiami. Wlasnie wrocil z urlopu, przyjechal prosto z lotniska. Bo musi mnie zobaczyc. Czy otworze? Wiedzial, ze go wpuszcze. Wiedzial. Przytulil mnie tak mocno i trzymal mnie tak z 15 min. Byl w Finlandii 4 dni. Imprezowal, staral sie byc znow singlem. Z kolega pojechal odgladac mieszkania, kolega chce tam zamieszkac. Ale nie mogl przestac o mnie myslec, nie mogl z nikim nawet rozmawiac. Kolega tez teskni za byla dziewczyna i siedzieli tam we dwoch opowiadajac sobie za czym tesknia. Powiedzial, ze wie, ze nie znajdzie juz nigdy nikogo, kto sprawi, ze poczuje sie tak jak ze mna. Ze ze mna jest mu najlepiej. Ze wie o tym, ze go boli. Spedzilismy razem 2 noce i jeden dzien. Ja z rezerwa, nie wiedzialam juz sama co myslec, co powiedziec. Bylam gotowa na jego odejscie, a tymczasem on pojawia sie pod drzwiami...Kocham go nadal tak samo. Rak ze mnie nie zdejmowal, tulil, caly czas trzymal za reke. A ja...cala zakrecona. Ale po prostu postanowilam cieszyc sie chwila. Przeciez dla takich chwil sie zyje. I zapomnialam o wszystkim na 2 dni. Nawet do pracy nie poszlismy. POwiedzial, ze chce wrocic, ale nie wie, czy mozemy przestac sie klocic. Ze uzywalam wobec niego szantazu emocjonalnego, ze czul sie wcisniety w katek. A potem w czwartek rano wstal, ubral sie, pocalowal mnie na dowidzenia i powiedzial, ze pogadamy pozniej. Wiedzialam co to znaczy. Znow uciekal. I faktycznie w czwartek wieczor nie zadzwonil. Zadzwonilam ja i dowiedzialam sie, ze przeprasza, ze myslal, ze ja tez ucieszylam sie na jego widok.Ze nie moze byc ze mna. Ze chce byc sam, podoswiadczac swiata. Ze nie wychodzilismy dosc czesto razem ( a to dlatego, ze on splacal pozyczke i nie chcial wydawac kasy). Ze czuje ze przestal byc soba....bla bla bla... Powiedzialam, ze nie chce go z powrotem, zeby nie martwil sie, ze bede go znow blagac i plakac. Nie po tym co mi zrobil. A on na to: co ja ci zrobilem? Chyba zaskoczylo go to, chyba myslal, ze on bedzie cieszyl sie nowo odzyskana wolnoscia...a ja sobie tu grzecznie poczekam. Ale nie...nie chce czekac. Nie ma na co. Nie ma na kogo. Powiedzialam ze chce tylko to zamknac. Zakonczyc. Chce znac jego powody. Ale chyba...nie ma o czym rozmawiac. Zla jestem na siebie, powinnam mu byla powiedziec, zeby spadal wtedy spod drzwi. Dziewczynki moje ochrzanily mnie. Znow zaczynam proces od poczatku. Znow chce z nim rozmawiac. Pozwolilam sie zranic znow. Lekko, nie tak jak kiedys. Ale nadzieja na chwile wrocila. I satysfakcja jakas chora, ze jednak przyszedl. Potem dzwonil w piatek. A ja imprezowalam od czwartku, wlasciwie do dzis. Zapominanie dziala, podchodza do mnie faceci, nie chce zadnego z nich. Ale rozmowa pomaga, zabawia. U nas leje. Wspanialy dzien na porzadki, pranie, filmy i prace. Popracuje sobie, szybciej zleci ten dzien. A za tydzien jade do Dublina. Z pracy, ale bedzie fajnie. Zostaje na caly weekend, wracam w niedziele wieczor. Napije sie mojego ulubionego Guinessa, pije go ostatnio z soczkiem porzeczkowym. Mniam. Faceci sa porabani. Caluje wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Niestety glowa znow spuszczona... 26.11.06, 13:54 kittypop sorry ale musze to powiedziec: CO Z NIEGO ZA CH.....J!!!!!!!!!!!!!! doslownie nie mam innych slow a ze Twoje dziewczynki Cie ochrzanily to bardzo dobrze, tez Cie powinnysmy tutaj porzadnie zjechac z gory na dol ale sadze ze juz dostals swoja lekcje pokory czy Ty nie odczuwasz ze on Cie traktuje jak gumowa lalke? przychodzi kiedy ma ochote sie troche pobzykac.... ja troche tak to wiedze bedac z boku ale moge sie mylic i jesli tak jest to przepraszam za niepotrzebne oskarzenia nastepnym razem jesli bedzie stal u progu Twoich drzwi to mu powiedz ze masz goscia i niestety nie mozesz go wpuscic, pojedz po jego meskim ego :) do Dublina jedziesz, hehehe jak milo bo blisko mnie ja mieszkam i pracuje in Drogheda ale na weekendy jezdze do Swords a stamtad jest juz bliziutko do Dublina musze sprobowac tego piwa z sokiem, ja przewaznie pijam Guinessa z czarnym Smirnoffem (tą orezadką ktora nazywa sie tutaj drinkiem ;) - smakuje wtedy jak Cola :D:D:D:D życze milego weekendu na Temple Bar, buziaki i nie popelniaj ponownie tego samego bledu - Irlandczycy, zwlaszcza faceci są idealni na zlamane serducho hehehe ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Re: Niestety glowa znow spuszczona... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 16:13 Gamn Dzieki za kopniaczka. Potrzebny mi. Nie traktuje mnie jak lalki,daleko jest od tego, nie chcialam z nim spac jak tu byl. Seks z ex juz przerabialam i mnie to nie kreci. To jest moj 5 powazny zwiazek, wiec troche juz wiem jak to dziala. Zawsze chce sie rebound sexu, ale potem tylko sie soba brzydzisz... Wiem, ze meczy go tez to wszystko. Ze sam jest zagubiony. Ze czuje sie jak Alien co wlasnie wyladowal na Ziemi, juz tu kiedys byl, ale teraz znow nie wie, gdzie jest jego miejsce. Wiem, ze waha sie. Ale to on podjal ta decyzje. Konsekwencje sa juz odczuwalne. Czuje je ja i wiem, ze czuje je on. Wiem, ze wywarlam na nim duze wrazenie, tak jak i on na mnie, tylu rzeczy mnie nauczyl, tylko kilka osob w naszym zyciu spotykamy, ktore tak na nas wplywaja. Co najsmieszniejsze wszyscy moi byli zmienili sie z czasem (dlugim raczej niz krotkim) w moich dobrych przyjaciol. Dzwonia, sa w kontakcie. 3 z nich powiedzialo mi, ze nigdy nie czuli sie z nikim juz tak samo. Jeden z nich nawet przed swoim slubem z inna (to bardzo stara historia sprzed 10 lat)dzwonil o mnie blagajac o spotkanie, bo jej nie kochal jak mnie...to chore, oczywiscie zignorowalam prosbe. Z innymi widuje sie co pol roku...na piwkom jeden z nich wlasnie jak to pisze dobija sie na MSN. Ciekawe czy i z nim tak bedzie. Teraz urywam caly kontakt, mam nadzieje, ze nie wpadniemy na siebie przypadkiem. To nie koniec swiata. Lekcje trzeba wyciagnac i zyc dalej. Ucze sie duzo i o sobie, czytam poradniki. Analizuje na zimno siebie, tesknie , to normalne, jeszcze bede chwile tesknic. A potem przestane. Nie moge jesc tak jak ty kiedys. Gdzies przeczytalam, ze to swoiste pokazanie sobie, ze nie chce sie juz byc, istniec. Nie odzywiam swojego ciala, zabijam je tak, by skonczyc ten bol...Ale smieje sie tez juz pelna buzia...Wiesz, ciesze sie, ze wrocil, pokazalo to, ze ma w sobie cos z czlowieka. Powiedzial, ze tesknil za moim towarzystwem. Nie chodzilo o seks, chociaz oczywiscie probowal. Wiem, ze bedzie mu mnie brakowac. I pomoze mi to przetrwac i zostac silna. A on niech sobie teskni. Jesli wroci raz jeszcze, zadzwoni - nie odbiore, nie wpuszcze. W piatek bylam na imprezie z ludzmi z pracy, bylo pare osob,ktore pracuja z nim. Caly wieczor bylam bardzo towarzyska, rozmawialam z tyloma ludzmi, faceci prosili o moj telefon, rozsmieszali mnie, wiem, ze on sie o tym dowie w pracy jutro...jego znajomi byli troche z boku, ale wiem, ze mnie poznali, bylismy razem z nimi kiedys na drinkach. Wiem ze mu doniosa. I bardzo dobrze. Nie mam ochoty, sil byc z kims nowym jeszcze, dopiero sie zbieram sama z tym wszystkim, ale chce, zeby poczul sie zazdrosny. Moze to plytkie, ale nie obchodzi mnie to jak bede postrzegana. Wiem, ze bede kiedys szczesliwa. Inni faceci na mnie wcale nie dzialaja jak na razie, ale wiem, ze i to sie zmieni. Chce byc sama na razie, ale rozmowa czy drink jeszcze nikomu nie zaszkodzily, prawda? Zwlaszcza jak jego znajomi patrza, he he. Jak masz ochote na drinka w niedziele w Dublinie to daj znac. Pozdrowka dla wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
gamn przepraszam 14.12.06, 00:44 Kittypop bardzo przepraszam ze dopiero teraz sie odzywam!!! przeczytalam Twoj post i juz mialam odpowiadac na niego ale praca mnie wezwala noi z tego wszystkeigo kompletnie o Twoim poscie zapomnialam... naprawde strasznie mi glupio i jeszcze raz prosze o wybaczenie mam nadzieje ze za to dobrze sie bawilas w Dublinie i kogos poderwalas :D pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Madzia Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 19.11.06, 19:30 ja juz mam dosc. to juz czwarty z kolei facet w moim zyciu, ktory zostawia mnie z tego samego powodu co poprzedni. Mezczyzni chca ze mna byc, mowia, ze im dobrze, ze czuja sie szczesliwi, podziwiaja mnie, szanuja, pozadaja ale ... NIE KOCHAJA... :( nie chca, nie moga, nie wiem. za kazdym razem, po roku znajomosci mniej wiecej slysze od kazdego: super jestes dziewczyna, ale ja cie nie kocham albo nie umiem pokochac albo uwazam ze nie bede potrafil pokochac. ja juz mam dosc. dlaczego przyciagam tylko takiego typa faceta? czy nie ma innych? wszyscy sa tacy? nie wierze! jakie cos we mnie siedzi?? , ze wszystko jest dobrze, ze sa ze mna, jezdza na wakacje, sypiaja, ciesza sie ale zaden nie KOCHA??? :((( Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 20.11.06, 14:52 nie pociesze cie ale w psychologii znane sa takie przypadki... Madzia trzymaj sie nadziei ze kiedys znajdziesz normalnego faceta, moze zacznij ogladac sie za kims "nie w twoim typie", moze ktos cie milo zaskoczy? :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ramtel.pl 22.11.06, 20:34 Hej!prosze pomóżcie:(mam wrażenie,że rozwala właśnie mój kolejny związek i to chyba z mojej winy.Schemat sie powtarza-on zakochany_koleżanki mówią-"modli się do ciebie"po czym ja sie zamieniam w egoistyczne,wykorzystujące stworzenie i on ma dosyć.Ja sie po prostu boje,że nie potrafie kochać ani nic dawać z siebie i jestem "energetycznym wampirkiem".Naprawdę czuje, że go kocham ale czuje-i nic nie robię nic nie daję.Chciałabym to zmienić ale kompletnie niewiem jak>Boje sie że przez te moje fochy, kaprysy sie rozstaniemy,ale nie wiem jak sie zmienić.Mam doła :((( Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 23.11.06, 19:48 miki sprobuj po prostu kontrolowac siebie, nie jestes przeciez zwierzeciem - masz swiadomy wplyw na swoje reakcje poczytaj troche o zachowaniu asertywnym, moze stroisz fochy <jak to ładnie nazwalas> poniewaz nie potrafisz powiedziec co Ci nie pasuje albo czego Ci brak? to jedynie moje gdybanie bo nie wiem w jakich sytuacjach przestajesz panowac nad soba trzymaj sie i sprobuj popracowac nad soba, ale z drugiej strony uwazam ze wina zawsze lezy posrodku... pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ramtel.pl 24.11.06, 19:03 hej!dzięki za te słowa-faktycznie nie jestem zwierzęciem, ale się trochę rozbestwiłam (czego nawet moje przyjaciółki nie były w stanie znieśC) ale wziąłam się wreszczie w garść, zaczęłam robić coś dla innych i jest mi dużo lepiej:)a co do tego że wina nigdy nie leży po jednej stronie-to masz rację.Moj chłopak przez wiele m-cy był na kazde skinienie ale kiedy się go pytałam czy jest w moim zachowaniu coś nie tak,słyszłam że jestem idealna.Dopiero kiedy go przeprosiłam za moje zachowani-nagle wyskoczył że miał dośc i myślał o rozstaniu i powstrzymały go moje przeprosiny.Stęd mój post tym miejscu.Przestraszyłam się.Musimy sobie jeszcze sporo wyjaśnić.I moja duża rada:ROZMAWIEJCIE ZE SOBA:) pozdrawiam wszystki podłamane serduszka :* Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 26.11.06, 13:32 hej miki ciesze sie ze moglam Ci jakos pomoc, mam nadzieje ze dasz rade i zmienisz sie dla siebie a nie dla innych bo tylko Ty sie liczysz pamietaj o tym Odpowiedz Link Zgłoś
gamn doslownie rece opadaja!!! 23.11.06, 20:29 Hej dziewczyny, cos Wam dam do przeczytania: On:hej!teraz mam czas i mozemy pogadac me:hej masz status zajetego On: juz nie mam :) me: aha On: i co u Ciebie slychac nowego? me: wszystko ok a co u Ciebie? On: naprawde? to sie ciesze, bo u mnie tez a nawet dostrzegam tendencje zwyzkowa a jak praca? me: ciezka ale robie to co lubie zdobywam nowe doswiadczenia a jak Twoja praca? i co to znaczy "tendencja zwyzkowa"? On:to fajnie, bo ja tez praca absorbuje troszke czasu wolnego, ale robie to co lubie, nowe wyzwania a tendencja zwyzkowa po czesci w sprawach sercowych me: to gratuluje coz, nie wiem co mam jeszcze napisac, zycze wam powodzenia a teraz wyjasnienia: oto czesc rozmowy mojej i dupka (nie uwazam aby zaslugiwala na priorytet poufnosci, z tym panem nie mam juz takiego obowiazku), ktora odbyla sie kilka dni temu... zapytacie pewnie po co ja wam daje do przeczytania, sama nie wiem szczerze mowiac... doslownie jak przeczytalam wyjasnienie tej "tendencji zwyzkowej" to mi cisnienie skoczylo i z trudem sie opanowalam aby zachowac klase i go nie zjechac z gory na dol Boze!!! ten facet nigdy sie nie nauczy co to jest takt!!! mialam mu napisac maila z pytaniem czy uwaza za taktowne i grzeczne chwalic sie swoim zyciem uczuciowym MI - osobie ktora skrzywdzil w jeden z najbardziej okrutnych i bezlitosnych sposobow jakie sa na tym swiecie??? Po tej rozmowie taki agresor mi sie wlaczyl ze musialam wyjsc pobiegac aby ochlonac. Nadal to troche we mnie siedzi, ale juz to napisalam i mi ulzylo. Chyba zaczne pisac pamietnik bo zauwazylam ze jak napisze to co mnie boli to juz mi lepiej sie robi na duszy :) Pozdrawiam wszystkie dziewuszki ktore lecza zlamane serducha. Pamietajcie: nie warto kochac kogos kto nas kocha za malo - kultowe slowa eli (jesli dobrze pamietam) buziaki :*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.ramtel.pl 24.11.06, 19:09 Nie przejmuj się gamn :) moja siostra mówi że to normalne zachowanie że sie nie lubi kogos kogo sie skrzywdziło i stara sie mu dokopać.Zastanów się co jest dla ciebie dobre-jeżeli rozmowy z "dupkiem" :) tak cię męczą to a)nie rozmawiaj z nim b)też mu dokop na pewno znasz słabe punkty.Zemsta czasem może być oczyszczającym milym uczuciem :) i trzymaj się bużka Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 juz sama nie wiem.... 26.11.06, 12:52 juz nie daje rady,jestem zareczona,staz mamy 4,5roku,w przyszlym roku miał być ślub...kłucilismy sie zawsze troche wiecej niz inni,ale kochalismy sie bardzo (mam nadzieje ze dalej tak jest) ale ostatnio juz zwątpiłam,chciał wiecej swobody itp.ja wiecej czułosci z jego strony rozmawialismy o tym i mielismy sie oboje starac,robiłam co mogłam,na jednej z imprez gdzie bylismy całą paczką zerwał ze mną od tak poprostu ze juz ma mnie dosc...ja bylam w szoku,bo jak mozna wszystko skonczyc po pijaku na głupiej imprezie....płakałam,odprowadził mnie do domu,długo gadalismy,az wkoncu nastąpiło pogodzenie..mieszka u mnie wiec rano mnie przepraszał,ze źle zrobil itp.miałobyc dobrze i było,choc trudno mi było jakoś uwierzyc ze taka sytuacja sie nie powtórzy,noi wczoraj znów poszlismy na taką samą impreze,wypił sobie było ok.ja chciałam isc juz do domu,on nie,prosił zebym pozwoliła mu zostac,stwierdziłam ze po co mam sie martwic o niego w domu,zostałam z nim,za 2godz.prosze go zeby ze mną szedł,on ze nie ze bawi sie do końca,i wkoncu z gadki znowu ze mną zerwał!!!wyszłam bez słowa,poszłam spac,drzwi do pokoju zamknełam na klucz,a on jakby nigdy nic po imprezce przyszedł do mnie,pukał do drzwi,ale nie otworzyłam,myslałam ze poszedł potem do domu,rano wstaje a on spi na podłodze w przedpokoju... sama juz nie wiem co mam robic,co myslec... kocham go nad zycie,ale on zadaje mi taki ból... ciekawa jestem co wogóle mi powie,czy to juz koniec... boje sie jak cholera,nie chce tego zerwania,ale nie chce tez zeby taki był. rozmawiam z nim milion razy i niby przytakuje,przyznaje racje,a jednak....... co myslicie o tym?? Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: juz sama nie wiem.... 26.11.06, 13:40 przepraszam ze bede okrutna ale chyba Ci tego trzeba.... ja osobiscie wierze ze ludzie po alkoholu sa najbardziej szczerzy ze swiatem i zachowuja sie tak jak tego naprawde pragna... Myszko obawiam sie ze twoj narzeczony jest z Tobą, kocha Cię z tak zwanego przyzwyczajenia... jeszcze raz przepraszam za te slowa ale tak to widze z Twojej opowieści nie mam prawa dawac nikomu zadnych rad jednak na Twoim miejscu pokazalabym mu ze nie jest niezastapiony, a jesli odejdzie to jego strata, na pewno jestes super dziewczyna, troche pocierpisz i ponownie w Twoim zyciu znajdziesz szczescie bo po co Ci taki facet ktory po pijaku zrywa z Toba??? mowisz ze rozmawiacie ze soba ale czy on jest naprawde szzczery? postaraj sie aby poczul sie zazdrosny moze to go ruszy i da do myslenia... trzymaj sie cieplutko, a ja bede trzymac za Ciebie/Was kciuki, buziaki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Re: juz sama nie wiem.... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 16:17 Myszka, sorry za szczerosc, ale moim zdaniem nie warto o to walczyc. Faceci sie nie zmieniaja. Szanuj siebie i swoje uczucia...a marzenia zawsze mozna odbudowac z kims innym, choc wiem, ze teraz wydaje ci sie to niemozliwe. jesli ty nie wezmiesz spraw w swoje rece to on zrani cie jeszcze raz. Wiesz o tym. Przeprowadz z nim szczera rozmowe i powiedz mu o tym jak sie czujesz. I daj mu czas zeby naprawil bledy, zaadresowal te problemy jakos...jesli to zrobi to super, a jesli nie - sama wiesz co masz robic. Trzymaj sie cieplo Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 Re: juz sama nie wiem.... 28.11.06, 18:22 dziekuję wam dziewczynki za porady..ja zdaje sobie sprawe z mojej sytuacji,ale niestety jestem strasznym tchórzem,boje sie byc sama,skonczyć to wszystko złaszcza teraz przed ślubem..a poza ty to mam jeszcze jeden powazny powód dla którego chce z nim być. Choruje od dziecka i niestety jest to choroba nieuleczalna,on to zaakceptował,nie przeszkadza mu to i zdaje sobie sprawe z tego że za kilka lat bedzie tylko gorzej...wiec chyba zrozumiecie że mało kto zdobyłby sie na to. Przynajmniej mi sie tak wydaje, noi musze mieć kogoś kto sie mną zaopiekuje w przyszłosci...tamta sytuacja skończyła sie tak,ze najpierw zachował sie jakby nigdy nic sie nie stało,jak pokazałam mu ze ja tego tak nie traktuje to próbował wyjasnic,ze zrobił tak,zebym szła juz do domu wtedy,ze chciał mnie odprowadzic,bo on sie chciał bawic do końca,a ja nudziłam o powrót, nie dałam sie tak odrazu przekonac bez walki,ale i on walczy o to zebym mu bardziej ufała,bo boje sie go zostawiac samego na imprezach,moim zdaniem nie fortunnie zabiega o to moje zaufanie,ale starałam mu sie to wyjasnic...modle sie codziennie o to zeby było dobrze,staram sie olewac jego chumory,uzbrajam sie w cierpliwość,bo on znosił moje ze 2 lata,teraz dopiero zmądrzałam:)widac u niego jest odwrotnie;) no cóż czas pokaże,pewnie bede cierpiała jeszcze nie raz,ale chyba takie jest niestety zycie... jakby co to jeszcze napisze buziaczki gorące:*** fajnie że jestescie:)) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: juz sama nie wiem.... 30.11.06, 12:13 Hej Myszko, rozumiem, iż Twoja sytuacja jest trudna... wiesz ja również bałam się samotności, bałam się jej jak cholera, ale w chwili kryzysu okazało się że nie jestem sama, mam koło siebie mnóstwo osob na ktore mogę liczyć.. sądze ze Ty rownież nie bedziesz sama... zastanów się czy jesteś w stanie poswiecic siebie i wlasne szczescie bo On moze sie nie zmienic? zycze Ci z całego serca bys tylko za pare miesiecy nie wylądowała tutaj, na tym forum ale zyla dlugo i szczesliwie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 26.11.06, 13:31 tylko ja sie zastanawiam za co on chce mi jeszcze bardziej dokopac.... opcja a). nie wchodzi w gre bo ambicjonalnie (wiem glupio ale coz nikt nie jest doskonaly) do tego podchodze i chce mu pokazac ze mi zwisa z nim kontakt --> zawsze on pierwszy zaczyna rozmowe opcja b). myslalam o zemscie ale doszlam do wniosku ze to ponizej mojej godnosci, nie bede sie znizala do jego poziomu chociaz moglabym mu BARDZO nabruzdzic w zyciu, ale jak mnie jeszcze bardziej wkurzy to chyba schowam godnosc do kieszeni i wejde na wojenna sciezke :) dzieki za rady trzymaj sie :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: picobello Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 14:01 czeski film... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.ramtel.pl 26.11.06, 21:39 :)jak wchodze na to forum to i sie czasami głupio robi że sie tak nad sobą użalam a ludzie naprawde mają gorzej :/ żal mi wszystkich, którzy sie tak w zawiazkach męczą dlatego przesyłam buziaczki i mnóstwo pozytywnej energii :*:*:* a co do tego dokopywania spróbuj przynajmniej potraktowac to pozytywnie, tzn niech każda taka sytuacja utwierdza cię w tym że dobrze się stało że nie jesteście już razem :* Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 26.11.06, 22:47 oj prawda ze czeski film :) miki jak ty sie nei pouzalasz to kto to zrobi za Ciebie :), ja sie tylko na forum zale, puszczam to co mnie boli w siec bo tak jest latwiej, znajomych wole nie meczyc :) z kazdym dniem utwierdzam sie w tym przekonaniu :D:D:D:D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kejzi Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:46 Myle ze jednak troche przesadzasz. Sama piszesz ze juz się otrząsnęłas po rozstaniu, że masz nowe znajomosci, tymczasem ciagle czujesz gorycz i bol. To, że do Ciebie zagaduje to moze znaczy, ze chce kontaktu na stopie kolezenskiej. Ostatecznie macie za soba pare lat razem i jest zwyczajnie ciekawy Twojego życia. Jezeli nie zyczysz sobie z nim rozmawiac powiedz mu to i ostatecznie mozesz zablokowac niechciany kontakt. Ktos kiedys powiedzial, ze najlepsza zemstą jest wybaczenie. Wiesz moja przyjaciółkę rzucił narzeczony, całkiem niespodziewanie odkochal sie, po 5 wspolnych latach, strasznie to przezyla nie tylko ona ale i cała rodzina. Aby pozbierac sie wyjechala do Londynu tam udało jej sie niezle urzadzic, spotkała nowa miłosc i co sie okazalo, ten jej eks potrzebowal pomocy gdy tez za jakis czas pojechal szukac pracy w Anglii. Nie miał sie do kogo zwrocic w mocno podbramkowej sytuacji i poprosił Ją o pomoc i co - nie odmowila - pomogła na ile sie dało. Gosc teraz ma takiego kaca ze hej, wie ze nie ma szans na powrot, nawet nie probuje, ale ciagle jest sam albo w kolejnych krótkich nieudanych zwiazkach. To sie nazywa klasa i zemsta. Zycze Ci gamn dystansu, bo czuje ze Jestes silną kobietą. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 30.11.06, 12:33 Kejzi wielkie DZIEKI - tego mi naprawde bylo trzeba :) masz racje ze jeszcze czuje gorycz bo na tekst ze on jest z inna rana sie ponownie otwiera, a otrzasnelam sie na tyle by zaczac tworzyc cos nowego z kims odpowiedzialnym postaram sie przetrawic w sobie jeszcze raz to wszystko i nabrac dystansu ppozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za to co napisala/napisales Odpowiedz Link Zgłoś