Dodaj do ulubionych

Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy...

    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 12:24
      Cześć dziewczynki;)
      nie zaglądałam tu z jakieś dwa tygodnie i trochę musiałam się naczytać żeby być
      na bieżąco:)
      z jednej strony to miłe - bo to wspaniałe że zawsze tu można liczyć na
      wsparcie, z drugiej strony przykre - bo oznacza, ze nadal cierpimy, tęsknimy i
      jest nam ciężko:( (swoją drogą zauważcie, ze same babki tu, żadnych facetów!!
      hmm... czyżby oni nigdy nie mięli takich rozterek, czy może mają jakieś cudowne
      sposoby na radzenie sobie w takich sytuacjach?)

      Czekam na moment kiedy będe mogła napisac Wam, że już nie myslę, nie tęsknie,
      że jestem szczęśliwie, ze wzajemnością zakochana w cudownym facecie i że zycie
      jest piękne:) I chciałabym abyście Wy mi tak samo odpisały! życzę tego sobię i
      Wam! pozdrawiam :*
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 12:54
        Tak sobie myślę, że bardzo dobrze, że nie ma tu żadnych facetów. Stworzyłyśmy
        sobie drużynę wsparcia, takie pogotowie, wiecie co mam na myśli: solidarność
        jajników;))
      • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.07.06, 23:22
        Czekam na moment kiedy będe mogła napisac Wam, że już nie myslę, nie tęsknie,
        > że jestem szczęśliwie, ze wzajemnością zakochana w cudownym facecie i że zycie
        > jest piękne:)--> Neli_23 to było piekne, życze z całego Tobie, sobie i reszcie
        dziewuszek tego samego
        pozdrawiam
    • neli_23 do Gamn 02.07.06, 12:30
      Gratulacje Pani magister:)

      piosenkę Gooodbye My LOver słuchałam do znudzenia, ale ona jeszcze bardziej
      zawsze mnie dołowała, więc ostatnio przestałam. Ale w naszych sytuacjach
      rzeczywiście nieźle można sie wczuć;) teraz wolę słuchać Shakiry Don't Bother -
      chyba nawet to Elamodela kiedyś tu o niej pisała.

      co do podrywu to chętnie bym sie wybrała z Tobą na mega łowy, ale mieszkam
      niestety daleko - Wrocław.

      pozdrawiam:)


      • elamodela Re: do Gamn 02.07.06, 12:47
        Wrocław??? Ja też Wrocław! Ojej. Jak fajnie:) To może my kiedyś zrobimy sobie
        babski wieczór i zaprosimy wszystkie tu wyżej płaczące na wieczór bez łez?? Cóż
        Wy na to babeczki drogie? Ja teraz za miastem, ale kiedyś czemuż by nie? :))
        • Gość: td ..o rany... IP: *.freedom2surf.net 02.07.06, 14:24
          a mnie nachodzi jakis psychopata z Wroclawia i nie moge sie go pozbyc.
          • elamodela Re: ..o rany... 02.07.06, 21:40
            Nic z tego. Nie wkręcisz się, bo my się z tobą nie umówimy:D
            • razatroc Re: ..o rany... 02.07.06, 22:02
              elamodela napisała:

              > Nic z tego. Nie wkręcisz się, bo my się z tobą nie umówimy:D


              a ze mna ? :)
              ja tez z wroclawia ;DD..lubie babskie wieczory ;p
              • elamodela Re: ..o rany... 02.07.06, 22:32
                Chyba że masz ciało cristiano i wyskoczysz nam z tortu:D
                • elamodela do td 02.07.06, 23:48
                  td sorry. Myślałam, że jesteś facetem. Facetom wstęp wzbroniony;)
                • razatroc Re: ..o rany... 03.07.06, 01:41
                  po co nam tort ? ..i bez niego jestem wystarczajaco slodki :)))
                  jeszcze by was zemdlilo ;D

                  cristiano to przy mnie brzydal ;-))
                  • elamodela Re: ..o rany... 03.07.06, 14:26
                    To wklejaj fotę. Powiemy ci obiektywnie:D
                    • razatroc Re: ..o rany... 03.07.06, 18:52
                      img289.imageshack.us/my.php?image=a4hn.jpg
                      ...i mowilem ze tort niepotrzebny bedzie ;-)) ;p
                      mrr lubie sobie co nieco podgryzc :)
                  • gamn a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 18:41
                    na to forum mężczyźni... ;)
                    • razatroc Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 18:54
                      ;))
                      a waldek to co ? gips? :)))
                      • elamodela Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:06
                        Hehe nieźle nieźle:))
                        Ale i tak pewnie nie dałbyś rady tylu zdesperowanym kobitkom;))
                        Ach ta neli wywołała wilka z lasu:/
                        • gamn ela to wjechalaś mu na ambicje :) 03.07.06, 20:20
                        • razatroc Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 04.07.06, 14:38
                          hmm jezeli same zdesperowane ;)
                          to ja uciekam ;DD...
                      • gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:18
                        waldek to osobny gatunek z rodziny homo sapiens

                        a buuu takie zdjecie sie nie liczy, jesli Pan taki odwazny to prosimy o
                        pokazanie całej twarzy w pełnym świetle :)
                        • elamodela Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 03.07.06, 20:33
                          Ostatecznie całego brzuszka w pełnym świetle;)))
                          • gamn pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 04.07.06, 11:46
                            • razatroc Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 04.07.06, 14:37
                              hola hola ;)))
                              nie schodz zbyt nisko ;p
                              • elamodela Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 04.07.06, 18:19
                                A czy masz coś do ukrycia? ;)) Ja ostrzegałam, że my jesteśmy desperate:))
                                • razatroc Re: pośladki też mozna jak juz shodzimy nizej ;) 05.07.06, 00:52
                                  nie mam nic do ukrycia
                                  ale po co od razu ujawniac wszystko:)
                                  reszta ciala nie dla wszystkich moze byc widoczna ;-)))
                    • kittypop Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 13.11.06, 00:14
                      Witajcie

                      Czytanie waszego forum dzis utrzymalo mnie przy zyciu. Macie racje, nadal
                      cierpimy, ale bardzo pomaga wiedza, ze ktos jeszcze czuje tak samo i ze z tego
                      sie wychodzi. Mam nadzieje, ze i ja niedlugo sie tak poczuje.

                      Czy ktos chce posluchac mojej historii? Kolezanki pomagaja, ale nie ma ich przy
                      mnie zawsze. Nie chce sie tez ciagle zalic, pewnie maja mnie juz dosc. Staram
                      sie z bolem rozliczyc sama, dojsc do zgody jakiejs w sobie, na to co sie stalo.
                      Zaakceptowac? Nie wiem. Ale poukladac to sobie przyzwyczaic sie do pustego
                      pokoju, pustki w dloniach, serca przeklutego, pustej glowy, oczu moich ,
                      ktorych w lustrze juz nie poznaje, naglych spazmow placzu, braku powietrza,
                      braku apetytu, totalnego zagubienia...

                      Nie mam po rozstaniu telewizora, on go zabral, wiec komputer jest moim laczem
                      ze swiatem. i znalazlam was....jak dobrze, ze jestescie. Ide kupic telewizor w
                      srode, moze to mi jakos pomoze przetrwac.

                      Z C. - moim eks (trudno mi o nim myslec nawet w tej kategorii) bylismy razem 18
                      miesiecy. Zwiazek bardzo intensywny, po 6 miesiacach zamieszkalismy razem.
                      Mieszkamy w Londynie, oboje pracujemy w tej samej duzej korporacji, tam sie
                      zreszta poznalismy. On jest z Nowej Zelandii. Zakochalam sie niesamowicie w nim
                      od razu, przystojny, cieply, ujmujacy i kochany facet. Nie bylo nam latwo. On
                      mial bagaz w postaci niezakonczonego malzenstwa, trwalo 2 lata, od 2 lat byli w
                      separacji jak go poznalam. Wspanialy byl pierwszy rok, potem zaczely sie
                      schody, jak ze soba zamieszkalismy. Mamy malo przestrzeni, wiec bylismy ciagle
                      razem. Czasem za duzo, za mocno. Stopniowo kazde z nas zaczelo zaznaczac swoje
                      terytorium, zmienil sie nasz zwiazek i tak jak wczesniej nie moglismy zdjac z
                      siebie rak, tak teraz zaczelismy szukac wlasnej przestrzeni. W jego przypadku
                      byly to gry komputerowe, w ktore grywal coraz i coraz czesciej.Ja zaczelam
                      tanczyc taniec brzucha w szkole tanca z przyjaciolka. Na poczatku tolerowalam
                      to co robil, ale potem jak gral np. 12 godz. bez przerwy totalnie mnie w tym
                      czasie olewajac...zaczelam protestowac. Nie mozna zyc w jednym pokoju z
                      lazienka z kims kto jest wiecznie nieobecny umyslem. Oprocz gier nie mial
                      zadnych innych nalogow...ale czulam, ze powoli oddala sie ode mnie. Nie
                      rozmawial juz nawet ze mna, a jak wchodzilam wieczorem po pracy, to wylaczal
                      komputer..nie slyszalam juz ze mnie kocha..ale pokazywal to gestami. Wolalam
                      jednak uslyszec jak mi o tym mowi, niz zeby cos tam mi naprawil...zaczelam
                      proby rozmow, ale te konczyly sie klotniami..a ja czulam sie coraz bardziej
                      samotna, opuszczona. Klotnie nabraly regularnosci, co tydzien, gora 2 byl
                      wielka awantura...o co? A wlasciwie to o nic. Nie pamietam nawet wiekszosci z
                      nich, a to one sprawily, ze jestem teraz sama. Mielismy tez cudowne chwile.
                      Wakacje, plany wyjazdu z nim do Nowej Zelandii, czule gesty, masaze,
                      niespodzianki male i duze, zaskoczenia. Caly czas byla miedzy nami namietnosc.
                      Do czasu...klotnie przybieraly na sile i agresywnosci ..werbalnej oczywiscie.
                      Ale zawsze godzilismy sie, zawsze konczylismy je w swoich ramionach. Zawsze
                      jakos udawalo nam sie je zazegnac. Potem staly sie jeszcze gorsze. Konczyly sie
                      grozbami zerwania, uciekaniem od siebie i wracaniem.Nigdy na dluzej niz dzien.
                      I potem znow bylo rozowo. Cudownie, bajkowo. Az do kolejnej klotni. W koncu
                      stwierdzilismy, ze naprawde bardziej musimy sie starac. Teraz wiem, ze ja nadal
                      wtedy nie wiedzialam , co sie z nim tak naprawde dzieje. Nie wiedzialam jak
                      cierpi. Cierpialam sama i mowilam o tym duzo, on sluchal, ale mialam wrazenie ,
                      ze nic go to nie obchodzi, bo nigdy nic z tym nie robil. Potrafil byc taki
                      kochany, czuly, robil najcudowniejsze rzeczy dla mnie - nalesniki z truskawkami
                      podane do lozka, czesal mi wlosy, masowal obolale ramie bez proszenia, otulal i
                      calowal w stopy,masowal brzuch jak mialam okres. Byl cieply, uwielbial sie
                      przytulac. Zasypialismy w swoich objeciach...ale nagle coraz mniej seksu bylo
                      miedzy nami. Juz nie bylo tej namietnosci. Przerwy tydzien - dwa. Teraz wiem,
                      ze to kolejny sygnal...nie rozpoznany. Dochodzil do tego przeogromny stres
                      zwiazany z jego rozwodem i pobytem tutaj. Jako obywatel kraju nieeuropejskiego
                      mogl tu tylko byc jako maz swojej zony. A ona chciala rozwodu. weszla w inny
                      zwiazek, chciala go zalegalizowac.Dzwonila mowiac, ze juz juz sklada pozew. A
                      to dla niego znaczylo tylko jedno- wyjazd z kraju, chyba, ze udaloby sie jakims
                      cudem zalatwic mu wize przez firme. W koncu ja nie wytrzymalam - popytalam
                      gdzie trzeba (pracuje w Human Resources) i zaczelismy aplikacje o work permit.
                      Duzo papierow, stresu, niepewnosci i strachu. Ze moze sie nie uda i bedzie
                      musial stad jechac...a ja nie czulam sie jeszce gotowa na emigracje do NZ,
                      myslelismy o tym w perspetywie paru lat. A klotnie coraz gorsze, moje
                      osamotnienie coraz wieksze, on coraz bardziej odlegly. Coraz czesciej gral
                      nocami...oddalal sie a ja nie umialam go zatrzymac. Wiedzial, ze bardzo go
                      kocham, ciagle o tym mowilam, w zamian za to slyszalam: I love you too....i
                      wiedzial tez jak sie czuje. Jedyne co chcialam to pare przytulen , zapewnien ze
                      bedzie dobrze, ze warto. I nadal mielismy te wspaniale chwile, gdzie wszystko
                      bylo takie dobre, idealne. Smiech razem, patrzenie sobie w oczy.

                      Pojechalam do Polski na Zaduszki. W niedziele przed Zaduszkami zadzwonil do
                      mnie i oznajmil, ze chce odejsc. Ze nie moze byc soba, ma dosc klotni, nie ma
                      energii..juz nie chce byc ze mna. poprosilam o czas, wlasnie czytalam od nowa
                      Mezczyzni sa z Marsa a Kobiety z Wenus i myslalam, ze jestesmy tam opisani.
                      Chcialam mu o tym powiedziec, powiedziec, ze chce sie zmienic dla niego, jesli
                      tylko bedzie szczesliwszy, ze chce nas sprobowac naprawic. On powiedzial, ze to
                      juz za pozno. 3 dni jeszcze meczylam sie w Polsce....nie cieszyla rodzina, nic.
                      Mialam nadzieje, ze porozmawiamy, wysylalam smsy na ktore sporadycznie
                      odpisywal, ciagle ze chce odejsc, ze kocha, ale juz nie umie byc ze mna i nie
                      chce. Przylecialam w nocy, jeszcze na lotnisku w polsce dostalam sms ze po mnie
                      wyjedzie i tak strasznie sie ucieszylam. Jechalam pelna nadziei, steskniona. Na
                      lotnisku go nie bylo, ale wiedzialam, ze jest chory i lezal w lozku z grypa.
                      Zlapalam autobus do miasta, liczac ze tam bedzie czekac. Nie czekal. Zlapalam
                      metro do domu , dostalam smsa proszacego mnie o telefon jak wysiade na naszej
                      stacji. Zadzwonilam. 1:30 nad ranem, na drugi dzien do pracy. A on mi mowi, ze
                      mu przykro, ze nie wyjechal, ale zle sie czul.I ze chce mi cos powiedziec.
                      Wyprowadzil sie podczas mojej nieobenosci. Dostalam histerii na ulicy i
                      poprosilam go, ze ma natychmiast przyjechac, ze nie wejde sama do tego domu.
                      Stalam na ulicy 2 h rozmawiajac z nim, nie chcial przyjechac, ale w koncu sie
                      zgodzil. Powiedzial, ze zrobil to bo w zaden inny sposob nie moglby sie ze mna
                      rozstac. Ze za bardzo boli, ze za duzo emocji. Jak przyjechal to oczywiscie
                      blagalam go o powrot. Nie zgodzil sie, ale spalismy razem. Potem w czwartek
                      znow zadzwonil po pracy, ze nie chce sie ze mna raczej widziec. Poprosilam i
                      blagalam, odszedl bez wyjasnienia wlasciwie, prosilam o rozmowe. Przyjechal,
                      rozmawialismy, wreszcie zrozumialam o co mu chodzilo, jak czul, ze zeby mnie
                      uszczesliwic sam zmienil sie w szara myszke, co nie ma glosu, co nie robi tego
                      na co ma ochote, tylko zebym jak byla zadowolona. Nie wiem, czemu mi o tym nie
                      powiedzial. Nie wiem czemu obral taka taktyke, kiedy w niczy ona nie pomogla.
                      Rezygnowal z siebie dla mnie, ale mnie za to nienawidzil. Ja dostawalam czasem
                      to czego chcialam - np . weekend bez gier, ale czulosci bylo coraz mniej,
                      czasem wcale. Nie byl czuly, bo mnie nie lubil, czujac, ze musi sie zmieniac
                      dla mnie. a jednoczesnie oboje sie kochalismy bardzo. Typowy przyklad braku
                      komunikacji. W piatek oglosil ze nie powinnismy sie widywac, mimo tej rozmowy,
                      w ktorej duzo sobie
                      • gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 13.11.06, 18:40
                        kittypop nie jestes sama, jak widzisz wiele z nas przechodzilo przez to samo co
                        Ty teraz, ale z perspektywy czasu powiem że czas zaleczy rane

                        jednak chyba mezczyzni swoim tchorzostwem nigdy nei przestana mnie zadziwiac...
                        jak on mogl tak sie zachowac kiedy Ty bylas w Polsce??!!
                        wybacz ze go oceniam choc nie znam czlowieka ale wg mnie zachowal sie bardzo
                        brzydko delikatnie mowiac...

                        trzymaj sie dziewczyno i pamietaj ze zawsze masz forum jak Ci bedzie zle
                        buziaki, usciski i pozdrowienia!!!
                        • kittypop Dziekuje :) 14.11.06, 01:58
                          Dziekuje za slowa otuchy...i prawda jest, ze brzmia dobrze, ale nie wiele
                          pomagaja...czuje sie jak w szklanej kuli, glosy do mnie docieraja, ale slowa
                          jakos nie maja znaczenia...Wiem ze zachowal sie okropnie, ale wszystko bym mu
                          na chwile obecna wybaczyla. Jakie to glupie. Wiem.

                          Urwalo wczoraj kawalek tej mojej historii, wiec dopisuje zakonczenie:

                          W piatek znow zadzwonil, ze to koniec. Ze nie chce byc ze mna, mimo tego, ze
                          kocha. Ze nie moze. Umowilam sie z kolezanka, wyszlysmy na drinka...pomoglo na
                          pare godzin, ale czulam sie jakby mnie pociag przejechal. W sobote rano
                          napisalam do niego, ze powinnismy sobie przynajmniej praktyczne rzeczy wyjasnic
                          jak dorosli, okazalo sie , ze nie zaplacil czynszu i takie tam. Przeprosil,
                          powiedzial, ze nienawidzi siebie za to co zrobil. POwiedzial, ze przyjedzie. I
                          przyjechal, znow rozmawialismy. I okazalo sie nagle, ze on jednak ma sile i
                          chce sprobowac, dac szanse. Rzucilismy sie sobie w objecia.

                          Kolejny dzien, obudzeni razem, ja w skowronkach, ale uwazna na to co mowie,
                          gotowa isc na kompromis, gotowa wszystko zrobic, zeby bylo mu dobrze, zeby
                          poczul zmiane w nas, we mnie. On czuly, cieply , uwazny. Taki jak zawsze
                          chcialam. Przyjechal z walizka rzeczy na probny miesiac, zeby dac nam szanse i
                          zobaczyc co sie zmieni... I ok, zaczal zauwazac to i owo, klotni zero, dyskusje
                          tak jak lubil, o sprawach powaznych i mniej waznych, smiechu duzo. Cudownie.
                          Poniedzialek to samo, wtorek tez. A sroda zaczela sie sprzeczka. O bzdure.
                          Powiedzial, ze mam za duzo rzeczy, ze go oklamalam, jak sie wprowadzalismy
                          razem. Ja mu na to,ze przeciez widzial ile rzeczy bylo w moim poprzednim
                          mieszkaniu, nigdy na ich temat nie oszukiwalam, bo i po co, a tu ..no coz, mamy
                          jeden pokoj. I tak jakos dziwnie bylo, ale wyjasnilismy to sobie w ciagu dnia i
                          powiedzial mi, ze wszytko ok. Po pracy wracam do domu, pozniej, bo bylam na
                          urodzinowym drinku kolezanki, a tu kartka na lozku...nawet nie musialam jej
                          czytac...ze ma dosc, nie umie,musi tak, bo latwiej, nie ma sensu czekac
                          miesiaca bo i tak sie nie uda..Z zalu wsiadlam w autobus i pojechalam pod dom
                          jego siostry, gdzie sie wprowadzil. Wyszedl ze mna porozmawiac. Spojrzal na
                          mnie jak na morderczynie i powiedzial: nie chce juz z toba byc. Zabolalo jak
                          noz, ciemno mi sie zrobilo przed oczami, ugiely sie nogi, niedobrze....placz
                          jak skowyt. A on na to: dlaczego jestes taka zaskoczona, przeciez od paru dni
                          powtarzam, ze nie chce i nie moge z toba juz byc...odwrocil sie i uciekl
                          biegiem sprintera. Nie wierzylam, ze spedzilam szmat czasu z kims takim.
                          Wrocilam do domu polykajac lzy.

                          Czwartku juz nie pamietam, za to w piatek wydawalo mi sie, ze mi juz przeszlo.
                          Poprosilam o pozegnanie, przeciez nie mozemy zwiazku prawie 2 letniego konczyc
                          na kartce papieru...Umowilismy sie na drinka. I rozmawialismy, na spokojnie,
                          nawet sie smialismy z siebie, jacy my nieporadni, jak dzieci we mgle...a potem
                          wrocil zal i smutek i znow zaczelam go blagac o powrot, a on mi mowic, ze nie
                          ma o czym gadac. Wreszcie zmeczeni wyszlismy na zewnatrz. On mowi: obiecaj, ze
                          nie bedziesz juz o tym wszystkim mowic, te emocje mnie wykanczaja. Ja:
                          obiecuje. On: I obiecaj ze nie pomyslisz, ze chce do ciebie wrocic, jak dzis
                          pojade do ciebie.Chce odpoczac w twoich ramionach. OK - obiecalam. Wiadomo -
                          tylko tego chcialam. Slepota. Slepota moja mnie rani nawet teraz. I
                          pojechalismy, I bylo znow cudownie. Smialismy sie, powiedzial mi , ze rozwod to
                          byl dla mnie, ze zalatwienie wszystkiego juz bardzo bliskie...prawil
                          komplementy. I rozmawial, nareszcie ze mna otwarcie rozmawial. A teraz wiem
                          dlaczego - bo juz mu na mnie nie zalezalo. Rano wstalismy i pierwsze co
                          uslyszalam, to to , ze nadal chce odejsc. Zlamal mnie wtedy, przestalam blagac
                          o zmiane zdania, odwrocilam sie tylko i plakalam. Wzial mnie za reke i na
                          poprawe humorow zaproponowal silownie w pracy. Poszlismy, trzymajac sie za
                          rece, na silowni workout kolo siebie, rywalizacja, zarty, bardzo milo. POtem ja
                          chcialam isc poplywac, a on powiedzial, ze idzie do sauny, a potem spotkamy sie
                          na basenie. Plywam i plywam, a jego nie ma. Wyszlam, poszlam do sauny, ubralam
                          sie, podchodze do recepcji i pytam czy go widzieli? Tak, poszedl ok 40 min temu
                          ( jak tylko ja poszlam na basen). Znow skowyt dziki poczulam w gardle. Komorka
                          zostala w domu, jak tam sie dowloklam to byl sms - Przepraszam, ale sobie
                          poszedlem. Nie moglem inaczej,bo nie pozwalasz mi odejsc. Bardzo mnie to boli,
                          rozrywa mi serce, ale musimy sie cieszyc, ze mielismy fajne przezycia razem i
                          odejsc teraz...Nie moge rozmawiac, komorke wylaczam...

                          To juz koniec. Wypisalam sie. Lepiej mi? Nie!Nie rozumiem go , dlaczego tak
                          ucieka.

                          W niedziele przelezalam w lozku caly dzien. Ryczalam, czytalam wasze forum i
                          znow ryczalam. Dzis praca, wiec mialam co robic, na szczescie tam sie nie
                          widujemy, pracujemy w innych budynkach. Po pracy kolacja z kolezanka, ale
                          mialam wrazenie, ze ona w ogole mnie nie slucha. A moze sluchala, tylko ja
                          chyba chcialam zeby cos mi pomogla z tym bolem zrobic, jakos go
                          ukierunkowac..niestety nie ma na to szans. Bol musi wybolec i juz i nikt w tym
                          nie pomoze. To nie jest moje pierwsze rozstanie. Wiem, ze to minie, czas
                          leczy...ale nie chce mi sie juz nic. Ja mozna komus zaufac tak bardzo, we
                          wszytkim i taka niespodzianke dostac w zamian? Dlaczego nie mozna inaczej,
                          nawet jak chce sie zerwac, to zrobic to z klasa jakos? A moze to kwestia
                          magicznych roznic kulturowych, moze takie praktyki sa na porzadku dziennym
                          gdzies za morzem...Wiele szczegolow pominelam, bylo jeszcze pare innych
                          rewelacji, jak np. to ,ze znalazlam niegrzeczne stronki na moim kompie, ktore
                          sobie sciagal i ogladal tego wieczoru jak tylko wyjechalam na Zaduszki..i
                          pamietam, ze dzwonilam z lotniska i chcialam mu pozyczyc dobranoc, a on
                          powiedzial, ze gra i nie jest w nastroju na rozmowe, prawie sie
                          rozlaczyl...wiem teraz dlaczego...oraz to , ze mimo tego, ze odszedl ,
                          wyprowadzil sie 28 pazdziernika, to za kazdym razem jak wracal czy tez
                          przychodzil rozmawiac to konczylismy w lozku (moze robil to z litosci???), a
                          takze to , ze powiedzial mi, ze swojej bylej juz prawie zonie i jej facetowi
                          planuje kupic jedna romantyczna noc w najlepszym hotelu w Londynie, z full
                          service, za 1/3 swojej pensji, z szampanem, masazami, wanna itp, zeby im
                          podziekowac za zwlekanie z rozwodem prawie 2 lata. A mi...mi powiedzial, ze mu
                          tak naprawde w tym nie pomoglam (nie wazne,ze ja zainicjowalam cala sprawe i
                          zalatwilam jednych z lepszych prawnikow w miescie przez prace, za co grosza on
                          nie zaplacil, wspieralam jak mial z tego powodu doly,rosmieszalam, jak prawie
                          plakal, pomagalam wypelniac aplikacje i mowilam, ze wszystko na pewno bedzie
                          dobrze codziennie przez ostatnie pol roku). Byla zona dostaje prezent a ja
                          dostaje kopniaka w tylek...

                          Wiecie, juz nawet nie mam lez do plakania. Wiem, ze to znak, ze wkrotce bedzie
                          lepiej i inaczej. Ale nie wiem, czy potrafie i chce kiedykolwiek marzyc o kims,
                          o czyms, na czyjs temat. Czy jest ktos kto to doceni? I jak go znalezc?

                          Pozdrawiam i sciskam!!
                          • gamn Re: Dziekuje :) 15.11.06, 14:32
                            kittypop odpuść sobie, nie poniżaj się - z niego jest tchórz i nim pozostanie,
                            wiem co czujesz bo jeszcze kilka miesięcy temu byłam rozbita tak samo jak Ty
                            teraz, ale uwierz że nie warto dla takiej osoby jak tamten czlowiek ponizac
                            siebie, bedziesz tylko tego zalowala

                            a w sprawie ucieczki z basenu to juz przegal na calego

                            pozdrawiam
                        • kittypop Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 14.11.06, 23:18
                          Hejka

                          Wrocilam do domu z zajec. Najgorsze sa powroty do pustego domu. Wtedy wszystko
                          wykie bezsensownie puste, bez znaczenia...lozko puste i lustro puste i nawet
                          czajnik z woda dla jednej osoby.Ale wiecie co..juz mi lepiej dzis. Nie
                          roztrzasam, nie probuje nawet zroumiec. Zachowal sie jak dziecko. Nie mogl
                          sobie z emocjami poradzic, wiec zabral swoje zabawki jak nikt nie patrzyl i
                          uciekl. Potem wracal, ale za kazdym razem uciekal tak samo. Za czym on goni? Za
                          szczesciem? Dlaczego nie dal szansy tej milosci, oboje sobie mowilismy ze sie
                          kochamy, czy milosc nie oznacza bycia razem zawsze, nawet w tych zlych dniach i
                          pokonywania wspolnie problemow i wytrzymania, czasem, chociaz wydaje sie, ze
                          juz sie nie moze, ciaglego otwarcia na rozmowy, dialogu, wysluchania i szansy
                          na poprawe i zmiane? RAZEM - to takie wazne slowo. Niech biegnie sobie, ja nie
                          mam sil go gonic. Swiat, ktorego on pragnie powinien byc perfekcyjny,
                          powiedzial mi, ze chce perfekcyjnego zwiazku, gdzie wszystko wskakuje samo na
                          swoje miejsce, mozna zyc razem i obok siebie, nigdy nie watpi sie, nie zabiera
                          komus energii, nie ma miejsca na sprzeczki czy klotnie, bo wszytko po prostu
                          plynie naturalnie jak rzeka...ale zapomnial, ze w kazdej rzece sa kamienie,
                          zakrety. I w zwiazek z drugim czlowiekiem trzeba czasem troche pracy wlozyc,
                          byc chetnym cos zmienic, ulepszyc, po to zeby to bycie razem bylo jeszcze
                          pelniejsze. Ale coz...do tanga trzeba dwojga. Moze on zyje jak w grze
                          playstation, potworki sobie biegaja, jak im kaze, a jak sa nieposluszne, czy
                          cos od niego chca - to pstryk - zabija je jednym nacisnieciem guzika i
                          wszystkim. Tak skasowal mnie.

                          Ktos powiedzial mi dzis bardzo madrze: Placz za utraconymi marzeniami, ale nie
                          placz za nim. On nie jest tego wart, po tym jak cie zranil. Wiec placze za
                          marzeniami, podrozami, ktore mialy byc wspolne, a nie beda, dziecmi, ktore
                          planowalismy miec razem, a nie bedziemy. Trudno jest sie rozstac, ale wierze,
                          ze mi sie uda. Ze bedzie jeszcze wspaniale mi z kims, mam w koncu tyle do
                          zaofiarowania.

                          Dobranoc wszystkim zmeczonym duszyczkom. Pozdrawiam!
                          • gamn Re: a któraś się tu żaliła że nie zaglądają... 15.11.06, 14:52
                            widzisz juz zaczynasz myslec racjonalnie i wracasz do rownowagi psychicznej :)
                            tak trzymac dziewczyno!!!

                            kittypop ten ktos naprawde Ci madrze powiedzial
                            trzymaj sie cieplutko na Wyspie (ja też jestem na Wyspie tylko ze tej zielonej)
                            i mam nadzieje ze u Ciebie tak nie pada jak u mnie w tej chwili
                            buziaki:*:*:*:*:*:*:*
      • gamn Re: do Gamn 02.07.06, 22:50
        dziękuje bardzo za gratulacje Neli_23 :)

        chyba tez musze przejsc na Shakire ;), ale teraz dopadł mnie kryzys
        bezrobotnego, nie moge sie zapisac do UP bo nie chce stracic legitymacji, a ze
        wzgledu na moj wyjazd na miesiac nie oplaca mi sie szukac pracy (dokladnie to ja
        nie mam sumienia po miesiacu powiedzic pracodawcy ze odchodze chociaz robilam mu
        nadzieje ze na cale wakacje zostane na etacie)

        teraz rozumiem bezrobotnego - szalu z nadmiaru wolego czasu mozna dostać -
        doslownie nie mam co ze soba zrobic, zaczepilam sie na wolontariat (nawet "w
        zawodzie", zawsze dodatkowe doswiadczenie sie kiedys przyda), ale to i tak nie
        jest codziennie

        szkoda ze mieszkacie we Wroclawiu, śliczne miasto tylko troche daleko, ale
        zapraszam do Krakowa :)
    • neli_23 :) 05.07.06, 08:40
      hohoho, mamy jakiegoś rodzynka :P
      choć obawiam się, że szybko stąd zwieje, jak wszystkie na niego naskoczymy;)
      ale drogie dziewczyny pora zakończyć z tym smutkiem i troszkę się rozerwać:)
      więc może jednak ten wspólny wypad nie byłby takim złym pomysłem??
      pzdr.:*
      • Gość: Kate Re: :) IP: *.dip.t-dialin.net 06.07.06, 10:23
        Czesc dziewczyny!

        Chetnie bym sie z Wami wybrala, jednak praca mmnie goni, a czas jak Golota :-)
        No i troche daleko do Was mam :-(

        Nie ma sie co smucic, jasne! Ja wczoraj mialam lekka zalamke, puscilam sobie
        plyte z naszymi piosenkami i zalapalam dola. Ale dzis juz swieci sloneczko,
        zaraz jade sobie poprawic humor i kupic jakis fajny ciuch. A co tam :-)
        A po poludniu mam randke z jakims gosciem, zobaczymy...

        Tez tak macie, ze nie wierzycie, ze sie zakochacie? Spotkam sie z tym gosciem z
        ciekawosci, ale powiem Wam szczerze, ze ogolnie nie mam ochoty na ten czas
        poznawania kogos. Chyba jestem zbyt nieufna....

        Pozdrawiam Was goraco w ten upalny dzien!

        • gamn Re: :) 06.07.06, 10:37
          Kate nie wiem jak inne dziewczyny ale ja tez tak mam, umawiam się z innymi
          facetami tylko po to by "wyjść do ludzi"

          idz i się dobrze baw, to jest najwazniejsze :)
          • elamodela Re: :) 06.07.06, 11:08
            Ale ważne jest żeby "wyjść do ludzi". Nigdy nie wiesz, kiedy akurat możesz
            przeżyć coś zupełnie fantastycznego:) Poza tym ja mam tak, że ile razy się
            pokłóciliśmy i wtedy właśnie, zamiast zaszywać się w czterech
            kątach "wychodziłam do ludzi", więc zawsze wtedy działo się coś tak miłego, że
            przekonywałam się tylko, że jego strata i nie on jedyny na tym świecie:))
            • Gość: rrose7 Re: :) IP: 80.54.176.* 06.07.06, 13:13
              A gdy ja po niezłej kłótni umówiłam się z kumplem na piwo to moje kochanie
              bardzo, ale to bardzo wkurzyło się na mnie!
              • elamodela Re: :) 06.07.06, 23:47
                No i dobrze. Niech się wkurza. Niech sobie będzie zazdrosny i nie myśli, że
                jest pępkiem świata. Każda babka powinna mieć kumpli oprócz "swojego kochania".
                • mati29 Re: :) 07.07.06, 14:48
                  trzeba isc do lekarza...
                  od oczu
              • gamn Re: :) 08.07.06, 19:25
                nie przejmuj sie, nie warto, a kumpli warto miec koło siebie bo jak "kochanie"
                pojdzie to kumple cie chociaz przytula i pociesza, no i na piwo wyciagną :D
    • gamn jest słońce i ma być dobrze :D 08.07.06, 19:23
      tak sobie powtarzam

      dziewczyny, w poprzedni weekend zaliczylam kolejnego depresyjnego doła i
      doznalam olsnienia!!! mianowicie nigdy wiecej nie moge w niego wpasc :D:D:D (tak
      wiem-odkrywcza jestem) dlatego w najbliższy poniedziałek jak się wyrobie,
      najpóźniej we wtorek jade z koleżanką na mazury :D:D:D do rodziny, MUSZE zmienic
      otoczenie, nawet kosztem wielkiej nudy

      dół był wynikiem rozmowy z niedoszłą teściową, pierwszy raz od 2 miesięcy
      rozmawiałysmy o tym co się stało, Ona tego tez zrozumieć nie moze, wiem ze jest
      mi szczerze zyczliwa i stoi "po mojej stronie" ale niepotrzebnie powiedziała mi
      ze jemu tez jest ciezko z cała ta sytuacją, ze wie iz mnie skrzywdził, ze tez mu
      się sniłam itd... (kobieta pracuje z młodzieża zatem potrawi "wyciagac" pewne
      rzeczy od człowieka)... wolałam wyobrazac go sobie jako wyrachowanego,
      pozbawionego serca dupka, a tak zobaczylam w nim czlowieka i mnie to rozlozylo,
      przeplakalam znowu kilka dni ale wzielam sie w garsc i jade :D:D:D:D

      zobaczymy co to będzie, jak na razie liczy sie sam fakt tej ucieczki, tam nic mi
      sie z nim nie bedzie kojarzylo a to jest najwazniejsze

      zaczelam tez pisac bloga :D:D:D, są to listy do niego, opisuje w nich to
      wszystko czuje, co mnie boli i co slychac - miałam pisac normalny pamietnik ale
      zbyt duze jest prawdopodobienstwo ze ktos go przeczyta, na blogu mi nie zalezy,
      a komentarzami sie nie bede przejmowac, pisze bo pisanina zawsze mi pomagała
      dojsc do ladu z samą sobą
      kiedys dam wam do niego linka ale teraz sie jeszcze wstydze :):):)
      wiecie co sobie tez obiecalam, ze kiedys, gdy bede gotowa dam jemu albo linka do
      tego bloga, albo wydrukuje wszystkie te listy i mu wysle - chce aby wiedzial jak
      mi jest/było zle, nie wiem po co ale chce :)

      pozdrawiam i do nastepnego razu misiaczki, i prosze mi się nie załamywać jak ja
      bo naprawde nie warto :*

      p.s. elamodela w pierwszym poscie zadałas pytanie: "...lepiej być pierwszym,
      który zamknie drzwi.
      > Zgadzacie się z tym?" - ja sama nie byłam w stanie zamknąć drzwi i nie sądze
      bym wolala byc pierwsza choć niekiedy miałam taka ochote by to zrobic bo juz
      dłuzej nie moglam, ale cholerna odpowiedzialność i wyrzuty sumienia
      powstrzymywaly mnie przed tym, dzis powaznie sie zastanawiam czy nie znalazłąbym
      jednak w sobie tej siły
      • elamodela Re: jest słońce i ma być dobrze :D 09.07.06, 00:17
        Dobrze zrobi Ci wyjazd Kochana:) Odpoczniesz sobie, zmienisz klimat, może nawet
        się rozerwiesz.. Z blogiem trzymam za słowo, że linka dostaniemy, jeśli
        oficjalnie sie wstydzisz, to prześlij na maila elafajna@wp.pl :)
        Ja nie wiem, z tymi drzwiami, to chyba wszystkie dziewczyny, które odeszły są
        zadowolone po jakimś czasie, przynajmniej na tym forum..:D Także chyba one są
        bardziej odpowiednie do udzielenia tu opinii niż takie tchórze jak ja:]
        Ja sama nie umiem:/ Mimo wszystko. Nie wiem czy warto jest być tą osobą, która
        podejmuje tą decyzję, bo na pewno ona też się z tym męczy, nie mniej niż
        porzucany..:/ Ja nie umiem i chyba nigdy się nie nauczę, jestem za mało
        wyrachowana, albo po prostu jeszcze nie doszłam do tego momentu, żeby
        powiedzieć sobie dość. Tzn. jak było jednoznacznie źle, to dawałam rady, a
        teraz.. Znów mam związkowe shit. Ciągle sie zastanawiam czy to ma sens, ale
        trudno jest powiedzieć sobie dość:( Jestem na to za miękka. Co ma być, to
        będzie, zobaczymy co czas przyniesie.. Najbardziej lubię myśleć, że życie się
        samo ułoży tak jak powinno.. Jedno wiem na pewno: nie dam się nikomu krzywdzić.
        W takiej sytuacji na pewno warto jest odejść.
        • elamodela Re: jest słońce i ma być dobrze :D 09.07.06, 00:20
          Tzn. w sytuacji gdy ktoś jest w związku jednoznacznie nieszczęśliwy, częściej
          niż szczęśliwy.. Niestety czy stety ja jestem pół na pół:/
          • gamn rozumiem Cię 09.07.06, 01:14
            i dlatego Ci współczuje

            ja równiez zastanawiałam sie kilka razy czy nie powiedziec koniec, ale lęk przed
            samotnościa był większy

            wiesz co mi się wydaje, że dopiero wtedy odejdziesz jak poznasz kogoś innego,
            ciekawszego - ja tak kiedyś zrobiłam, byłam wtedy młodą siksą przed maturą - nie
            kochałam tak jak powinnam żadnego z nich, ale przy tym, ktorego zkrzywdziłam
            czułam się bezpieczna i potraktowałam go bardzo niesprawiedliwie... duzo o nim
            teraz mysle i zaczynam wierzyc ze teraz los mi odplaca za jego krzywde, patrzac
            obiektywnie to nalezy mi sie, jedyne co mnie usprawiedliwia to moj ówczesny wiek
            i fakt ze jakbym z nim dłuzej została bardziej bym go skrzywdziła

            najśmieszniejszo-ironiczne jest to ze "zamiennika" tez zostawiłam pod tak
            błachym pretekstem ze az wsyd pisac

            Elu naprade rozumiem Twoje rozterki bo najgorzej jest wybrac gdy nie jest ani
            dobrze ani zle dlatego życzę Ci naprawde dużo szczęścia i abyś odnalazla się w
            tym wszystkim, wiem ze nie jest latwo ale wierze iż wybierzesz najlepiej jak
            potrafisz
            • elamodela Re: rozumiem Cię 09.07.06, 01:28
              Miło mi Gamn, że wierzysz we mnie. Ja też w Ciebie wierzę:) Szkoda, że nie tak
              łatwo jest wierzyć w samą siebie.. Ach, nieważne.
              A wiesz, ja też sobie czasem myślę, ze gdybym teraz właśnie poznała kogoś.. Ale
              z drugiej strony kiedyś ktoś taki się pojawił w moim życiu.. I to był jak
              najbardziej idealny kandydat do tego, by dla niego zostawić mojego. Zaiskrzyło
              między nami na pewno, ale nie zrobiłam tak jak Ty, jedynie z tego powodu, że
              nie chciałam się zachować lekkomyślnie i skreślić czegoś "pięknego" dla czegoś
              nowego.. W końcu tamten chłopak dał sobie ze mną spokój, a ja do tej pory
              żałuję, że nie zaryzykowałam i nie wiem jakby to z nim było. Mój stały związek
              nie ulepszył się dzięki temu, że oparłam się pokusie:/ Dobrze zrobiłaś.
              • gamn Re: rozumiem Cię 09.07.06, 22:02
                nie załuj, nie ma co gdybać, trzeba zyc dniem dzisiejszym, jestem pewna ze w
                przyszlosci jeszcze spotkasz kogos, kto byedzie idealnym "zamiennikiem" :)

                chyba 80% z nas miało taką szanse - moja nazywała się Roberto i jest Włochem,
                teraz bym pewnie była mezatka i w Wenecji siedziała, ale cóz... było i trudno

                dzieki tej lekcji poznałas chociaz troche siebie
    • Gość: Ewa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.06, 09:38
      Ja teżż nie mogłam odejść bo bardzo go kocha (ła)m, ale jednoczesnie sie
      męczyłam.Rodzicie to widzieli i radykalnie powiedzili że mam wybrac albo on
      albo oni. Poskutkowało. Zostawiłam go.
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 09.07.06, 19:08
        I co? Jesteś szczęśliwa? Bo ja na przykład nie odeszłam i dziś, w dniu
        dzisiejszym, nie jestem zadowolona. Może zacznę liczyć dni, kiedy jestem z nim
        szczęśliwa, a kiedy nie i to mnie jakoś zmotywuje..:/
        • elamodela A mniej generalnie 09.07.06, 20:00
          Dziś np. jestem sama cały dzień. Mimo, że jest pikna pogoda i od środy
          umawialiśmy się nad wodę na niedzielę. A on wczoraj mówi mi, że umówił się z
          kumplami na motory. Rozmowa z nim o tym już nie ma sensu, bo przecież po trzech
          latach bycia w związku wie sie doskonale, co i jak. Zresztą tyle co myśmy
          rozmawiali..:/ Nigdy nie byłam zazdrosna o kumpli, ale akurat od trzech tygodni
          nie ma dla mnie czasu, ani pięć minutek, a jak ma to co robi??? Jedzie gdzieś z
          kumplami:] To nie jest główny powód dla którego się męczę w tym związku. Akurat
          TERAZ się męczę z tego powodu. Generalnie męczę się, ponieważ mamy inne
          charaktery. On jest perfekcjonistą, raczej marudą, nie lubi tańczyć, tak po
          krótce, ja wręcz odwrotnie. Kiedyś mnie ta inność przyciągła, dziś mnie
          dobija:/ Pisanie tu traktuję jak terapię, jak napiszę coś czarno na białym, to
          łatwiej potem na to spojrzeć z dystansu.
          • evel86 Re: A mniej generalnie 09.07.06, 21:24
            to kopnij go w dupe i do widzenia jak sie meczysz! zycie masz jedno.
          • gamn Re: A mniej generalnie 09.07.06, 21:57
            ela o to bym się wkurzyła, ja równiez nigdy o kumpli zazdrosna nie byłam ale jak
            mnie po raz drugi do wiatru wystawił to zrobilam z nim "mala" rozmowe - w moim
            przypadku to poskutkowało, tylko ze wtedy to był chyba jeszcze zaangazowany

            ela a co z miłoscia? jestes z nim bo go kochasz czy z przyzwyczajenia? u mnie
            był "problem" bo ja go naprawde kochalam (i niestety nadal kocham), taka głupia
            ksiazkowa, romantyczna miloscia...
            • elamodela Re: A mniej generalnie 10.07.06, 00:11
              U mnie jest ten sam problem:] Podręcznikowy wręcz. Jak z piosenki: <<powiedz
              tylko, jak zrozumiec, głupie serce co wciąż kocha, chociaż rozum chce inaczej..
              ono ciągle ciebie woła..>>
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 17:36
      Hej dziewczyny, co słychać?
      Wpisałam jego nr gg, aby zobaczyć co ma w opisie i tak oto dowiedziałam sie, że
      prawdopodobnie jakaś laska włąsnie go olała i on przeżywa to teraz i wypisuje
      jakieś załosne teksty! Wkurzam sie, bo jak ja doprowadziłam do rozstania to nic
      nie pisał! Może nie zrobiło to na nnim żadnego wrażenia??!
      wrrr, nie widzę siebie gdybym natknęła sie kiedyś na niego wraz z jakąś
      laską!!!! ;-/
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 17:52
        Hehe, a może Tyś mu się przypomniała? ;) Nie wściekaj się, jak go jeszcze kilka
        panien kopnie w dupę, to doceni, że dobrze było byc z kimś fajnym:D Ale to sie
        każdy musi sam przejechac na własnej skórze:) A u mnie wakacje, od miłości
        również:))) Dobrze, że jest lato, towary chodzą po ulicach.. Już nie mam
        złamanego serca, mimo że mundial się skończył, łatwiej mi życ bez Cristiano;)
        • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.07.06, 18:18
          jasne, jasne, to rychło czas :)
          jak to wakacje od miłości, czyżby Twój boyfriend gdzieś wyjechał?
          co do towarów to ja chyba jakaś slepa, albo nie tam patrzę gdzie potrzeba;)
          gdzie Ty Ela widzisz te towary?? ;)
          • Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 15.07.06, 08:33
            dziękuję Wam za siłę, przeżywam coś podobnego do gamm...

            Moja genialna myśl: ja za nim po prostu tęsknię, ale nigdy nie będzie tak jak kiedyś ;(
            Dlaczego serce chce być silniejsze od rozumu? Wszystko padliną jest...
          • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.07.06, 21:05
            Neli, towary chodzą w letnie dni po ulicach i uwierz mi nic tak kobiecie nie
            poprawi samopoczucia jak flirt:D A moje wakacje chyba się przedłużą, bo
            powiedziałam sobie wreszcie dość:) I będzie dobrze. Kropka.
            Ps. Szkoda, że tyle nowych dziewczyn też ma ten sam problem, powinnyście być
            szczęśliwe.. Wiem, łatwo mówić, ale dacie radę:)
    • Gość: magda Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 15.07.06, 11:14
      czesc dziewczynki, kiedys pisalam juz na tym forum, bylam w takim toksycznym
      zwiazku, od marca sie uwolnilam. duzo to trwalo bym sie pozbierala, ale dzis
      juz jest o wiele lepiej. Pomogl mi pewiem muzyk, z ktorym spotykam sie od
      miesiaca ;-) tak á propo wlasnie: cos ci muzycy maja w sobie, ze sa najlepsi na
      pocieszenie, no nie? ;-) pozdrawiam
    • Gość: facet Re: przy twoich oczekiwaniach od facetów, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.06, 17:37
      twoich poglądach i koncercie życzeń n/t facetów - i tak zostaniesz starą panną
      i lesbiką.
      • elamodela Re: przy moich oczekiwaniach od facetów, 16.07.06, 21:07
        nie będę się zadowalała byle czym. <<Jak kochać to księcia, jak kraść to
        miliony>> Poza tym lesbijką się nie "zostaje":D
    • Gość: Antosia Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 20:37
      Witam
      Właśnie wróciłam z wakacji i ten wątek..."spadł mi z nieba". Mam dokładnie taki
      sam problem.
      Nie tak łatwo powiedzieć :"dość" kiedy jest się beznadziejnie zakochanym
      resztkami tej bezsensownej miłości :(
      Pisałam ten list już tysiąc razy...pisałam go na kartce papieru,pisałam na
      komórce,na jakimś bilecie...za każdym razem płakałam.Tak,jak teraz.Nie mam już
      sił,mimo postanowień silna wola nie przychodzi,nie przychodzi też
      catharsis.Może dlatego próbuję "podzielić na kilka" to,co trawi moje myśli od
      tak już dawna.
      Tak trudno zamknąć drzwi komuś,kogo się szanuje,za kim się tęskni i do kogo
      żywi się tak wyjątkowe uczucia.Nawet jeśli ten Ktoś raczej nie myśli o nas w
      ten sposób...Dla mnie to zadziwiające-uważa mnie za swoją dziewczynę,w smsach
      twierdzi ,że tęskni,a w życiu...nic na to nie wskazuje...żadnej
      czułości,żadnego pełnego miłości gestu...Czuję się osamotniona.I
      skołowana.To,co powstrzymuje mnie przed ostateczną decyzją to wiara,że jestem
      ślepa na Jego uczucie i że coś może się zmienić.Tylko że to jest raczej
      naiwność...:(:( Nie ma szans.
      • elamodela Recepta 16.07.06, 21:18
        Wiem. Jest trudno odejść. Nawet kiedy to robimy, łudzimy się, że coś się
        jeszcze nagle odmieni..:/ Nie łudźmy się dziewczyny. Nie ma sensu. Lepiej po
        prostu poszukać czegoś, co jest dla nas odpowiednie. Wiem, że rozumiecie, a
        jednak czujecie inaczej. Miałam tak przez cały ten czas. Ale minęły trzy lata,
        a ja nadal sie wypalałam.. Gdy rozmawiałam o tym z przeróżnymi ludźmi, jeden
        motyw się powtarzał: w pewnym momencie czuje się wreszcie dość. Myślałam, że
        mnie to nie dotyczy. Że nigdy nie będę miała na tyle siły, żeby nie żałować i
        wyjść. A wczoraj wyszłam. Bo to, że było pięknie, że go bardzo kochałam i nadal
        jeszcze kocham, nie przeważyło nad tym co tym czułam silniej. A poczułam
        wreszcie, że mam dość. Dałam radę. Dziś miałam strasznego doła, jak zwykle
        zresztą ma się po rozstaniu. Ale zamiast słuchać melodramatycznych piosenek i
        się dołować jeszcze bardziej, oglądnęłam sobie "Nigdy w życiu" i od razu
        lepiej:)) Dacie radę dziewczyny. Nie róbcie nic na siłę i wbrew sobie. Kiedyś
        naprawdę nadejdzie taki moment, że zamiast poczuć coś w stylu: <<nie mogę, nie
        chcę go zostawić>> poczujecie: <<nie mogę już z nim dłużej być, mam tego po
        prostu dość>>. I to będzie ten moment, a później tylko iść za ciosem:D Być z
        facetem, to jak pić wino.. Po co mieć co chwilę kaca, jeśli można zainwestować
        w lepsze? Pozdrawiam:)
        • Gość: monia Re: Recepta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.06, 22:15
          cześć!Ja odeszłam po razkolejny tydzien temu.najgorsza jest pustka.Absolutna
          pustka...
          we wszystkim co robisz, gdzie idziesz,jak mowisz,co jesz,jak spisz,co
          czytasz,jak sie ubierasz...
          nigdy nie naucze sie odchodzic.Dla mnie jest to jak przyznanie ze druga osoba
          przestała istnieć...
          prawie dwa lata dzielilismy wszystko, spedzalismy prawie 24 godziny na
          dobe.Jest cholernie ciezko złamać komuś serce, potem sobie a potem udawac
          twardą,że nic sie nie stało.
          teraz jestem w totalnej próżni i nie wiemco robic.
          jedyna rada dla wszystkich dziewczyn pozostających w zwiazkach:BĄDŹ ZAWSZE
          SZCZERA, ZAWSZE MÓW PRAWDĘ NAWET JEŚLI TA PRAWDA RANI.MÓW JASNO I OTWARCIE
          CZEGO OCZEKUJESZ OD NIEGO I CZEGO CHCESZ OD ŻYCIA,
          Oczywiste,prawda???najtrudniejsze...
          pozdrowienia dla wszystkich forumowiczek
      • Gość: emilka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 16.07.06, 22:42
        Gość portalu: Antosia napisał(a):

        > ten sposób...Dla mnie to zadziwiające-uważa mnie za swoją dziewczynę,w smsach
        > twierdzi ,że tęskni,a w życiu...nic na to nie wskazuje...żadnej
        > czułości,żadnego pełnego miłości gestu...

        A ja mam dokladnie odwrotnie: na zewnatrz nic nie wyglada tak jakbysmy byli
        razem, nie nazywa mnie swoja dziewczyna, sms sa jak do kumpeli ale za to jak
        jestesmy razem, jego dotyk, spojrzenie, wszystko mi mowi, ze mnie kocha... ale
        te slowa nigdy nie padly. a mi to nie wystracza jak jest czuly i kochany gdy
        jestesmy razem, chce oficjalnie zajac miejsce w jego zyciu... wiem, moze licza
        sie czyny, ale czuje sie wcale nie lepiej od Was... moze tez powinnam zamknac
        dzwi?
    • agna1 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.07.06, 23:23
      Myślę, że nikt tego nie umie, to zawsze jest tródne. Ale wydaje mi się, że
      trzeba być stanowczym,podjąć decyzję i trzymać się tego. Ja mam odwrotny
      problem, to mój ex zamknął za mną drzwi (nie pierwszy raz), a teraz zmienił
      zdanie i chce wrócić, ale ma koleś pecha bo ja już tego nie chcę. Bądź silana.
      • Gość: Ania Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: 212.160.86.* 18.07.06, 22:59
        Bo my kobiety kieujemy się emocjami gdzies tracimy racjonalne myslenie. Lek
        przed samotnoscia jest zawsze wiekszy niz poczucie wlasnej godnosci. Ten kto
        odchodzi tez ma problem jezeli zwiazek nie byl patologiczno-toksyczny tylko
        skonczylo się uczucie i trzeba pierwszemu zamknac drzwi tylko dlaczego potem tak
        trudno pozostac w poprawnej chociaz przyjazni. Umiejetnosc rozstania to też
        sztuka. Kiedyś usłyszałam mądre stwierdzenie, że przy wyborze ważne jest
        rozróżnienie czy ten z którym jestem to ktos z kim moge życ czy tez jest to ktos
        bez kogo życ nie mogę. Warto w pore to sobie uswiadomic. Bardzo lubie ten wątek
        na forum
    • gamn witam wszystkie panie po przerwie!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.07.06, 16:26
      nowe i stare bywalczynie

      wróciłam już z urlopu, dziewczyny było bosko - tego mi było trzeba, dłuzej bym
      tam została jednak obowiązki wezwały

      co prawda urlop zakłóciła mi godzinna pogawędka telefoniczna z niedoszłą
      teściową ale nie miałam po niej doła jak to zazwyczaj było gdy siedziałam w
      Krakowie; dupek tez się odezwał - napisal smsa z pytaniem jak się bawie i
      jakimis innymi duperelami (ale ich nie pamiętam - super uczucie :))); wiem ze
      jest juz po obronie mgr - wyslalam mu tylko wiadomosc z gratulacjami i to
      wszystko (wypadało bo on jednak mi przyslal smsa)

      naprawde wypoczełam i po jednym dniu w domu już chce wracać nad jeziora...

      przeczytałam nowe wpisy - ela i reszta dziewczyn wszystko się ułoży, teekane
      kiedyś napisala ze raz będzie lepiej a raz gorzej ale bedzie, a swiat sie nie
      zawali - to są świete słowa, po raz pierwszy w zyciu nie mam ochoty uczyć się na
      własnych błedach - wole słuchac innych :), a po za tym jak bedzie zle to zawsze
      mamy forum :* zatem duzy uśmiech dziewuszki!!!!!!
    • Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 28.07.06, 21:06
      Niestety u mnie po miesiącu od ostatniego spotkania dalej płyną łzy. Za dużo oczekiwałam od tego
      związku. On raczej mną gardzi...a niedawno mówił i okazywał, że kocha ;( Czy ja naprawdę byłam taka
      zła? Łzy nie pomagają, nie dają ulgi. Czas nie leczy ran a tylko wymazuje z pamięci - on nie chce
      zapomnieć tego co ja źle powiedziałam a zapomniał o swoich "uderzeniach". Świat idzie dalej na przód
      a ja gdzieś przemieszczam się nieobecna, bo już nigdy chyba nikt nie da mi tej wewnętrznej radości,
      promienności jaką miałam będąc z nim.
      Przyjaciółkom najłatwiej powiedzieć "było a teraz idź do przodu" idę ale to już nie ta sama ja.

      Dlaczego innym się udaje a mi nie? Jakie coś we mnie siedzi?
      • Gość: gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.aporia.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.06, 18:45
        sa wakacje, wyjedz gdzies, chocby 20km od swojego domu, nawet taka mała zmiana
        pomoze
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 31.07.06, 09:30
      hej dziewczyny!
      Ja psychicznie czuję się dobrze:) co prawda nadal myslę, wspominam, na dodatek
      ostatnio wciąż mi się on śni, ale już nie łamię się jak wcześniej.
      Wiecie, że ja chyba wierzę w to że i tak kiedyś go spotkam i wszystko będzie już
      inaczej! Serio, wiem że to głupie, naiwne, ale siedzi we mnie to przekonanie i już!

      Spotykam, poznaję statnio wielu mężczyzn, no i po długich wahaniach z jednym
      zgodziłam się umówić. Było fajnie, miło, koleś interesujący, wykształcony, z
      poczuciem humoru, itd. Powinnien mi się podobać, lae kurcze na mnie nie robi on
      żadnego wrażenia. W porównaniu z byłym wszyscy traca na wartości, i nie chodzi o
      to że tamten był lepszy, był poprostu inny, a ta inność doskonale mi pasowała.
      No i teraz nie ptrafię się przełamać i zainteresować sie kimś na poważnie.
      Kurcze, i co teraz robić? Powołania by zostać zakonnicą nie czuję;), a spotykac
      się aby tylko tez jest bezsesnu! No i jak to zastosować sie do powiedzenia:
      "Najlepszym lekarstwem na rany miłości jest nowa miłość"!

      Pozdrawiam forumowiczki!
      • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 31.07.06, 11:02
        wiem co czujesz, ja tez sie umawiam z roznymi facetami ale to nie jest to samo,
        robie co moge by ich nie porownywac ale jest cholernie trudno, wszystkich
        traktuje na zasadzie kumpla ale do zakochania to mi bardzo daleko dlatego jak na
        razie nie szukam miłosci ale dobrej zabawy i jestem egoistką, jak mam zły
        nastrój to go okazuje i jesli facet z ktorym jestem tego nie wytrzymuje/nie
        potrafi zmienic mojego nastawienia i rozsmieszyc to trudno, jego strata

        jak narazie wróciłam do "starych" przyzwyczajeń, kokietuje wszystkich i swietnie
        sie przy tym bawie, wrociła moja dawna pewnosc siebie (czasem tylko jeszcze doły
        mam ale minimalne i wywołane skokami hormonów)

        zauwazylam tez ze czas niezwykle szybko płynie, juz prawie 4 miesiace od
        rozstania a zycie nadal trwa :), a co z Panem Dupkiem - jakos mnie to nie
        interesuje - stracił najlepsza rzecz w swoim zyciu i wierze ze bedzie tego
        kiedys zalowal i na stare lata myslal "jakby to było gdybym wtedy nie byl takim
        idiota...."

        zatem dziewczyny, Neli bedzie dobrze - musimy po prostu odchorowac swoje, ułożyc
        sobie wszystko na nowo w sercach i głowach a bedzie wszystko ok :)
    • neli_23 do Teekanne 31.07.06, 09:31
      Teekanne jeśli tu zaglądasz to odezij sie! Napisz co u Ciebie, ciekawa jestem ja
      Ci sie układa?
      pzdr.
      • Gość: teekanne Re: do Teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.06, 19:17
        Ano zagladam, zagladam ;) Nawet jesli nie pisze, to regularnie czytam te
        watki :)
        Jak to jedna z dziewczyn kawalek wyzej napisala, trzeba czasem i takiego etapu,
        ktory polega na niezobowiazujacym byciu z facetem lub po prostu cieszeniu sie
        zyciem. Cos takiego wlasnie teraz mam. Jest obok (nie ze mna) mnie ktos, kto
        widzi we mnie bardzo wiele, wlasciwie wszystko, z tego, czego nie dostrzegal
        moj eks. Paradoksalne, co? Jak to sie dzieje, ze mozna kogos kochac az do bolu,
        chciec oddac mu cala siebie, nie otrzymujac w zamian tego samego, a potem
        trafic na kogos, kto bez trudu dostrzega w nas cudowna istote, ktora bez trudu
        mozna pokochac, taka jest wspaniala. Dlaczego moj eks tak na mnie nie patrzyl?
        Dlaczego w nim nie budzilam takiego zachwytu? Dlaczego nie drzal na sama mysl,
        ze moze mnie stracic? Teraz pisze o tym spokojnie, bo to juz nie boli, wreszcie
        jestem gotowa przyznac, ze nie byl mnie wart i najwyrazniej nie bylo nam pisane
        bycie razem. Jedna osoba nie utrzyma ciezaru tworzenia zwiazku.
        Tego obecnego "ktosia" nie uwazam za swojego faceta. Sytuacja jest
        skomplikowana i nasza relacja nie jest zwiazkiem w klasycznym pojmowaniu tego
        slowa. Nie wiem, co bedzie za jakis czas, poki co zakochana nie jestem, bo
        nawet wskazane jest bym stala nogami na ziemi, nawet jesli glowe mam czasem w
        chmurach. Ciesze sie po prostu swiadomoscia, ze fakt, iz dla eksa nie
        bylam "wystarczajaco wyjatkowa" (uwaga: ironia) nie skresla mnie w oczach
        innych facetow. Raczej skresla jego w moich oczach.

        Wiec dziewczeta - glowy do gory. Po roznych zwiazkowych perypetiach dajcie
        sobie troche czasu na "wylizanie ran", a potem uwierzcie, ze jeszcze bedzie
        lepiej. Sama tez staram sie w to wierzyc, zreszta to chyba juz polowa sukcesu,
        prawda :) ?
        • Gość: Niusia_20 Re: do Teekanne IP: *.kozieglowy.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.06, 22:09
          A teraz ja się pożalę.. jak zaczynałyście ten wątek, czyli rok temu, ja
          zaczynałam przeżywac najwspanialsze chwile z moim nowym facetem.. było po
          prostu bosko.. a od 2 miesięcy jest właśnie tak, jak piszecie. Pieprzy się coś,
          boję się że tracę miłość swojego życia, brakuje mi czułości, szczerości w tym
          związku. Niby widzę jakieś różnice pomiędzy nami ale jakże wiele przeszliśmy
          razem :( nie wyobrażam sobie że teraz mielibyśmy się rozstać :( próbowałam z
          nim rozmawiać, nie daje to skutku.. czy któraś z Was uratowała taki związek w
          którym coś się zaczęło psuć? macie jakiś sposób na ocalenie czegoś pięknego, na
          wzbudzenie uczuć..? bardzo proszę.. chyba nie muszę kończyć :(
          • elamodela Re: do Niusi 31.07.06, 23:03
            Czy ja uratowałam? Nie raz i nie dwa:D Po prostu rozmawiaj. Bez rozmowy nic się
            nie da.. Gdzieś było coś takiego: nic tak nie wzrusza mężczyzny jak łzy
            kobiety, którą kocha i nic go tak nie irytuje jak łzy tej, którą przestał
            kochać..:/ Ja nie zachęcam do płaczu, ale jeśli mu zależy, to będzie chciał coś
            ratować i rozmawiać. Nie przypieraj go do muru i nie oskarżaj. Jedynie mów co
            czujesz. Jeśli jest Ciebie wart, zrozumie. Jeśli nie będzie próbował zrozumieć,
            spróbuj uratować siebie. Niektórzy ludzie są jak bumerangi: wyrzucasz ich, a
            oni i tak wracają. Tak jest właśnie ze mną i z moim kimś.
            • Gość: Niusia_20 Re: do Niusi IP: *.kozieglowy.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.06, 23:09
              Dziękuję Ci bardzo, tym bardziej się cieszę że taką właśnie taktyke sobie
              wybrałam więc może będzie słuszna.. problem w tym, że z nim się bardzo ciężko
              rozmawia, on jedynie słucha tego co ja mówię a od siebie mówi niewiele :(
              • gamn Re: do Niusi 01.08.06, 09:31
                skądś to znam... ja też duzo mówiłam a on tylko słuchał a niewiele odpowiadał, w
                końcu zmeczyło mnie to wszystko bo przez ile mozna robić psychoanalize osoby i
                zwiazku?
                najbardziej dobijała mnie jego odpowiedz "wiem", skoro wiedział to wszystko to
                dlaczego nie wykorzystywał tej wiedzy

                Niusia co ma być to będzie, pamietaj tylko ze masz myśleć o sobie bo jesli Ty
                się o siebie nie zatroszczysz to nikt tego za Ciebie nie zrobi
                Ela ma racje, jak mu będzie zależało to będzie walczył
                życze powodzenia i dużo sił bo jeszcze sporo przed tobą, ale pamiętaj -
                niezależnie co będzie nie jestes sama, masz rodzine, przyjaiół i nas-forumowiczki :)
                pozdrawiam i trzymaj sie
    • gamn Dupek sie odezwał 04.08.06, 15:14
      i po co?

      ja nie rozumiem do czego wg niego ma mi sie przydać inforamcja ze prawdopodobnie
      we wrzesniu jedzie ze znajomymi (tymi samymi z ktorymi bylismy na weekendzie
      majowym) do Chorawcji? ja go nie informuje o moich planach a pewnie i tak wie co
      robie...

      po jaką cholere on mi to mowi takie rzeczy??!!! chce sie pochwalic czy zameldowac???

      jezu az mnie zemdlilo, ide wymiotowac
      • neli_23 Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:19
        Pewnie wreszcie się ocknął i zrozumiał że jest kretynem!
        Jeśli juz wcale Cię do niego nie ciągnie, to jesteś w świetnej sytuacji:)
        pognęb go troche;) albo zlewaj na maksa i okaz że masz to gdzies. odpisz mu coś
        głupiego, niech sie teraz zadręcza, że nic już dla Ciebie nie znaczy.

        pozdrawiam i życze miłej zabawy:)
      • elamodela Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:53
        Jej, to mi wygląda na to, że on Cię będzie dręczył..
        • elamodela Re: Dupek sie odezwał 04.08.06, 20:59
          Są tacy mizoginiści na świecie. Mojej najlepszej przyjaciółki facet jak od niej
          odszedł, to zamiast pozwolić jej o sobie zapomnieć, co jakiś czas pojawiał się
          na tych samych imprezach, pisał na gg, przedstawiał kolejne dziewczyny.. On się
          bawił, a ją to naprawdę dużo kosztowało.. Jedynym ratunkiem w takich sytuacjach
          jest całkowte ucięcie kontaktu. Ręczę Ci za to Gamn.. Nie wiem, co ci faceci
          sobie wyobrażają.. Najpierw rujnują komuś życie, a potem chcą, żeby się cieszyć
          na ich widok.. Narcyzy niewierne. Gamn, nie musi tak być. Niech on myśli, że Ty
          bawisz się lepiej. Dopilnuj tego. Niech nie ma satysfakcji. Girl Power;)))
          • gamn Re: Dupek sie odezwał 05.08.06, 22:17
            wlasnie tego pilnuje ela :) z reszta ja i tak sie bawie lepiej od niego, a 12
            ide na weselicho jako osoba towarzyszaca - nikt mnie tam nie bedzie znal i bede
            mogla sie zabawic i troche powyglupiac :D

            tematu chorwacji nie skomentowalam tylko zapytalam co slychac u rodziny :) chyba
            to go wkurzylo ze sie nie zachwycam, a na chorwacje niech jedzie teraz jest tam
            tyle ludzi ze wszyscy uciekaja (kilkoro znajomych juz bylo i mowia ze ten stan
            do pazdziernika potrwa), hehehe dobrze mu tak :)
      • Gość: marlene Re: Dupek sie odezwał IP: *.szczecin.mm.pl 04.08.06, 20:56
        hehe gamm ja raczej radzę kamienną grę: ciszę - przecież masz inne zajęcia a nie interesowanie się jego
        prawdopodobnymi planami, pływasz, skaczesz, łazisz gdzieś i nawet nie masz czasu na czytanie jakiś
        niezrozumiałych sms.

        Dziękuję Wam, że mogę się wyżalić. Jadę na urlopik w końcu daleko połazić po krzaczorach, może się coś
        ciekawego znajdzie i nie będę czuła się jak ta najgorsza?
        Do poczytania za parę dni!!! trzymajcie się!
        • Gość: mietek Re: Dupek sie odezwał IP: 212.160.86.* 05.08.06, 09:01
          a może po prostu chciał pogadać. Znaliscie sie pare lat, mineło trochę czasu od
          rozstania a ostatecznie wiele Was łączyło. To normalne, że chce się odezwać do
          kogos kto był kiedyś bliski. Jeżeli to odezwanie Cię zabolało powiedz mu - nie
          odzywaj się do mnie nigdy. Kurcze dziewczyny macie mgr przed nazwiskiem, a
          reagujecie jak gimnazjalistki. Dorosli ludzie powinni umiec sie rozstawac a
          potem kontaktowac ze sobą. Nie chcę go bronić, ale po kilku miesiacach zagadał
          do Ciebie i znowu masz problem a kiedys pisałas ze zostaniecie przyjaciółmi wiec
          bądz konsekwentna. Nie bronie faceta, to że ktos odchodzi, bo coś sie skonczylo
          nie jest łatwe do zaakceptowania i pogodzenia sie ot tak, to jest jak żałoba
          trzeba to wypłakac i dać szanse czasowi, który nie takie rany leczy, ale nie rób
          problemu ze zwykłego zagadania na komunikatorze. Albo powiedz mu wprost, że nie
          chcesz mieć z nim ani o nim żandych wieści tym łatwiejsze, że dzieli Was
          odległość. Trzymaj się i korzystaj z lata.
          • gamn Re: Dupek sie odezwał 05.08.06, 22:09
            zdaje sobie sprawe ze moja reakcja jest dziecinna, tym bardziej ze
            zaproponowalam "przyjazń" ale wydaje mi sie ze mogl zagadac np, "hej, co
            słychac?" a nie natychmias mi walic z ta chorawcja i pozegnac sie

            nie sądzisz ze to było śmieszne z jego strony? nie mógł np zapytac o moje
            zdrowie, o zdrowie moich rodziców? autentycznie tak to wygladalo: tekst o
            chorwacji i papa

            i wiesz nawet nie mam tego problemu co kiedys, juz sie tym nie przejmuje,
            napisalam na forum o tym bo to byla kwestia chwili, jasne ze nagle skoczyla mi
            adrenalina jak zobaczylam koperte od niego ale juz tego nie przezywam dniami i
            nocami, bylo-minelo :)
            • Gość: mietek Re: Dupek sie odezwał IP: 212.160.86.* 07.08.06, 21:22
              masz racje ze bylo to nietaktowne z Jego strony. Moze tez bał sie zagadac i
              dlatego się zastanawiał, moze ma wyrzuty sumienia, a moze nie pomyslał o tym, że
              wypada zapytać o inne sprawy. Faceci już tam mają brak im czegos co nazywamy
              empatią. Od tego są kobiety żeby nauczuć meżczyzn współodczuwania. Napisz mu co
              myślisz o Jego odezwaniu się w tej formie, jeżeli Ci na tym zależy, bo jeżeli
              nie to niech to tak zostanie. Jednak jeżeli zagadał to znaczy, że też zależy mu
              aby zupełnie o sobie nie zapomnieć, zastanów się czy warto, czy tego chcesz i
              potrzebujesz. Piszesz ze już Cie to nie zwala z nóg wiec może dojrzeliscie do
              akceptacji tego co sie wydarzyło miedzy Wami. Czytam te wątki i Twój najbardziej
              mnie poruszył. Wakacjuj dalej Gamn.
              • gamn Re: Dupek sie odezwał 07.08.06, 23:06
                zostawiłam sprawe, nie bede mu robiła wyrzutow bo to nie ma sensu -
                wystarczajaco duzo stresu mi dostarczyl ten czlowiek; wiecej nie mam ochoty psuc
                sobie nerwow przez niego

                akceptacja... hmmm powiem tak: pogodzilam sie z tym co sie stalo, jak to mowia
                "co cie nie zabije, to... itd." ale czy zaakceptowalam? raczej nie mialam
                wyjscia, zostalam postawiona przed faktem dokonanym i musialam dostosowac sie do
                sytuacji, staram sie nie rozmyslac, nie gdybac i nie rozpamietywac bo to i tak
                nic nie zmieni a jedynie wciaga mnie w dol psychiczny;
                jedno co zauwazylam, otoz staram sie uciekac z krakowa jak tylko moge, a to
                mazury a to warszawa, a za tydzien wyjezdzam na pol roku z kraju i szczerze
                mowiac nie wiem czy wroce na stare smieci
                wszystko mi tutaj jego (nas) przypomina i mam wrazenie ze go spotkam w kazdej
                chwili (choc to praktycznie niemozliwe poniewaz wrocil do domu rodzinnego czyli
                innego miasta), dlatego wole stad uciec, wyjechac do miejsca gdzie nie bylismy
                razem - tak jest najprosciej, boje sie tylko czy aby nie uciekam przed sama
                soba, przed wlasnym strachem a to oznacza ze chyba nie do konca uporalam sie z
                cala ta sytuacja....

                w czwartek znowu jade do warszawy na weselisko, jako osoba towarzyszaca -
                doszlam do wniosku ze musze sie zabawic, cos czuje ze bedzie beznadziejnie ale
                trudno -przynajmniej zmienie klimat :)

                Ty rowniez wakacjuj Mietku :)
                pozdrawiam
    • gamn jutro wylot, denerwuje sie jak cholera 15.08.06, 22:31
      trzymajcie za mnie kciuki dziewuszki bo zaczynam nowy etap w zyciu
      • elamodela Re: jutro wylot, denerwuje sie jak cholera 16.08.06, 13:03
        Cały czasik trzymam:)
    • gamn jestem juz od 10 dni a Irlandii i.... 27.08.06, 22:59
      świtnie sie czuje :):):)

      ta kontroowana ucieczka dobrze mi robi :)
      • elamodela Re: jestem juz od 10 dni a Irlandii i.... 28.08.06, 09:35
        I bardzo dobrze:D Oby tak dalej:D
        Rób pikczery widoków i przesyłaj na gazetowego maila:D
        Na ile pojechałaś i gdzie? Trzymam kciuki tak czy inaczej;))
        Prawda, że świat nie kończy się na jednym małym człowieczku?
        • gamn duze HEJ dla Eli i reszty dziewczyn!!!! 28.08.06, 12:36
          jestem w Droghedzie, 16km na północ od Dublina

          bede tutaj jak na razie do 21 grudnia - taki mam plan i na tą date bilet na
          samolot, ale nie wiem czy jedynie na swieta do domu nie pojade i tutaj wroce
          juz na stałe.... jak na razie nie mam duzych planow zyciowych

          to moj raz trzeci na Wyspie i jestem nadal po uszy zakochana w tym kraju, w
          ludziach i ogólnie klimacie tutejszej kultury/krajobrazow itd... zatem chtba
          zostane tutaj - tym bardziej ze okazalo sie iz starzy znajomi nadal tutaj są :)
          (nie mialam od 3 lat z nimi kontaktu)

          a ten maly czlowieczek to mnie moze... bite me :P
          hehehe tym bardziej ze chyba mam do kogo wracac do polski tylko sama jeszcze
          nei wiem czy tego chce, nie potrzeba mi jak na razie nowego zwiazku poki nie
          zrobie do konca porzadku w swoich myslach i uczuciach, to ze ja zostalam
          zraniona i wbito mi noz w plecy nie oznacza ze ja mam ochote zrocic cos takiego
          samoego niewinnemu czlowiekowi, musze wszystko w spokoju przemyslec no i
          zobaczymy czy nowa "przyjazn" wytrzyma probe czasu i rozlake

          pozdrawiam goraco, buziaczki
        • gamn a co u Was? 28.08.06, 12:37
          bo zapomniałam spytać :)
          • Gość: mietek Re: a co u Was? IP: 212.160.86.* 28.08.06, 18:08
            dobrze ze odezwalas sie Gamn. Nabierasz dystansu do tego co Cie spotkalo. Kazde
            doswiadczenie jest wazne w naszym zyciu i po kazdym pozostaje cos co bylo nam
            potrzebne. Teraz gdy nie masz zadnych wiadomosci od Niego i okazji do spotkania
            mozesz ukladac sobie wszystko, bogatsza o swoje doswiadczenie. Nie masz w sobie
            checi zemsty ani na Nim ani na kims nowym jak piszesz niewinnym to bardzo
            pieknie o Tobie swiadczy. Pisz jak to robisz bo uczysz nas jak sobie radzic w
            takiej sytuacji. Twoja postawa jest do nasladowania. Niech Ci sie uda Gamn byc
            szczesliwa.
            • gamn za sie zarumieniłam :) 28.08.06, 19:11
              dziekuje za takie cieple i podtrzymujace na duchu slowa ale nie jestem tak
              krysztalowa Mietku

              nie lubie ranic innych osob i raczej nie naleze do msciwych kobiet ale to nie
              znaczy ze nie mam czasem morderczych mysli wzgledem niego :), jedyne co mnie
              powstrzymuje to fakt ze dupek nie jest wart aby babrac sobie rece w jego np.:
              mozgu ;) --> taki zart, drastyczny ale zart

              a druga sprawa jest taka ze hmmm niezupelnie nie mam wiesci o nim....
              skutecznie dostarcza mi inforamcji o nim jego mama.... bardzo lubie te kobiete
              i nie mam serca jej powiedziec aby mi nie mowila co u niego slychac; po
              pierwsze mowiac szczerze troche z ciekawosci slucham, po drugie ona naprawde
              przerzyla nasze rozstanie i czesciowo siebie za to wini (i raczej ma racje co
              do tego poniewaz bez mojej wiedzy a tym bardziej zainteresowania danym tematem
              gderala mu ciagle o "podjeciu decyzji o ustatkowaniu sie" - nie mam serca byc
              na nia o to zla poniewaz robila to w dobrej wierze, skad mogla wiedziec ze ja
              reaguje na slowo "slub" alergicznie, ciekawe jest jedynie to ze Dupek znal moje
              poglady na ten temat ale nie bede sie tutaj rozdrabniala...)

              faktycznie nie mam zadnej okazji do spotkania go i nie bede szukala jej nawet,
              a jesli zagada na gg czy napisze mi maila to sie zastanowie czy odpowiedziec i
              postaram sie chlodno oceniac sytuacje a nie ekscytowac zabardzo dana chwilą

              dziekuje Mietku, bardzo chce byc szczesliwa ale nic na sile, a bycie przez
              jakis czas singlem dobrze mi zrobi

              zycze Tobie oraz pozostałym osobą rowniez wiele szczescia w milosci i ogolnie
              zyciu

              pozdrawiam Was goraco, buziaki :*
    • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.09.06, 16:21
      dzis dupek sie odezwał na gg
      taka niby luzna rozmowa byla, o dziwo mnie nawet cisnienie nie podskoczylo do
      pewnego momentu... moze od poczatku... w trakcie rozmowy zapytal sie jak mi
      jest na wyspie, ja na to ze ok i ciesze sie bo sie okazalo ze czesc osob ktore
      poznalam przy moim ostatnim pobycie nadal jest w Irlandii, m.in. kumpel z
      Ukrainy ktorego bardzo polubilam (dupek wiedzial ze to TYLKO kumpel, facet po
      przejsciach sercowych ktory traktowal mnie jako psychologa i wsparcie w
      trudnych chwilach), i po tym jak powiedzialm ze Oleg nadal tu jest dupek
      wyskoczyl z tekstem abym do niego "uderzala"... odpisalam ze to tylko kumpel i
      jesli bede sie z kims wiazala to bede juz ostrozniejsza bo nie chce nowego
      faceta porownywac do starego, on na to ze zawsze sie bedzie porownywalo, ja mu
      odpowiedzialam ze ja taka nie jestem i nie bede porownywac bo to nie ma sensu i
      tu nagle dupek wyskoczyl z tekstem ze jest juz gotowy na nowy zwiazek i sie
      spotyka z kolezanka z podstawowki.... hmmm teraz nie wiem czy to ja go
      sprowokowałam?

      dlaczego tak jest zawsze ze kiedy jest juz ze mna ok to nagle on pojawia sie na
      orbicie i sprowadza mnie do parteru...

      ale wiecie co, jakos nie czuje sie tak cholernie tragicznie, troche mi sie
      przykro zrobilo ale coz.... widocznie to taki typ faceta a ja bylam zbyt sleba
      aby zobaczyc jaki z niego gnojek

      chcialam tylko to wyrzucic z siebie a nie ma nikogo w domu bym mogla pogadac

      dziewczyny napiszcie co u was bo jakos tak samotnie poczulam....
      Elamodela nadal jestes ze swoim facetem? Tekane co u Ciebie? a co z resztą?
    • Gość: ja Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.jmdi.pl 01.09.06, 19:27
      Na pocieszenie powiem ze kochałam swojego partnera po raz pierwszy raz w życiu
      tak bardzo................ to była chora miłość jednak. Po roku bycia
      całkowicie razem (zamieszkania) musiałam go wsadzis do pierdla - albo on albo
      ja. Takie są problemy - reszta to pryszcz. Resztę mozna układać jeśli obie
      strony naprawdę chca być ze sobą. Jeśli problem polega na wymaiginowanych lub
      urojonych niewścisłościach to nie jest problem. Inna sprawa to wiek. To o czym
      mówię to jest zdecydowanie po 30-stce. Wcześniej to tylko zabawa........
    • cienmotyla Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.09.06, 19:30
      elamodela napisała:

      > ...lepiej być pierwszym, który zamknie drzwi.
      > Zgadzacie się z tym?
      > Jestem w takiej sytuacji, że strasznie kogoś kocham, ale nie mogę z nim
      > wytrzymać, bo bardzo się różnimy.
      > Muszę się nauczyć sztuki odchodzenia.
      > Czy ktoś to umie?
      > To jest wątek "na poważnie".

      Wiesz Elu jakoś omijałam ten wątek. Nie wiem czemu, może dlatego, że nie
      chciałam albo nie mogłam odpisać. BYć pierwszym, który zamknie drzwi... Tak ja
      byłam tym pierwszym i boli jak cholera...
      • Gość: marlene Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.szczecin.mm.pl 02.09.06, 11:13
        Kochane Kobiety!
        Nowa Miłość a chociażby jej początek jest wspanialsza: wie się czego się chce a
        na co uważać.
        Opowiem potem moje poderwanie się do życia (ten wątek był pierwszą pomocą) -
        teraz wszystko może być lepsze i piękniejsze! Wierzcie w to, bo WARTO.
        Pozsrawiam Was, trzymajcie za mnie kciuki bo ja za "wasz powrót do życia"
        trzymam. pa
        • Gość: mietek Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.06, 23:34
          Co u Ciebie Gamn, jak sobie radzisz gdzies tam daleko ? Czy nadal trzymac za
          Ciebie kciuki?
          • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.11.06, 23:56
            Witam Wszystkich po dosc dlugiej przerwie!!! Jak sie macie dziewczeta i chlopcy?
            Jak Wasze Serducha?? :)
            Mietku dziekuje za trzymanie kciukow i prosze o ich dalsze trzymanie - to sie
            zawsze przyda. U mnie zycie plynie i staram sie ulozyc zycie na obczyznie, nie
            wiem czy wroce do kraju... szczerze mowiac nie chce i staram sie wszystko zrobic
            by tu zostac. Co do serduszka to powolutku ale sie zabliznia. Dobrze mi robi ten
            wyjazd i nie narzekam, powiem wiecej- niedawno poznalam kogos.... ale nie chce
            zapeszac. To ze ja czuje male motylki w brzuchu nie znaczy ze ta druga osoba tez
            to czuje. Wole byc ostrozna i nie popadac w nadmierna euforie.Po co mi pozniej
            znowu cierpiec.Juz sie nauczylam ze w milosci troche rozumu rowniez sie przyda...
            Co do Dupka to wiem ze znalazl prace w swoim zawodzie i wkracza w dorosle zycie.
            Czasem sie odzywa (bardzo rzadko), ale juz nie robi na mnie zadnego wrazenia.
            Doszlam do tego etapu ze szczerze zycze mu szczescia i mam nadzieje ze nie
            skrzywdzi juz nigdy nikogo tak jak mnie. Utrzymuje kontakt przez internet z jego
            matką i teraz sie zastanawiam czy wypada wyslac im kartke na świeta.

            Dla nowych osob ze zlamanym sercem powiem ze czas naprawde potrafi zaleczyc
            rany, ale nie jedynie czas. Nalezy zając sie sobą, pracą i zerwac wszelki
            kontakt z eksem. Jesli chcemy pozostac przyjaciolmi z eksem to trzeba do tego
            dojrzec. Ja wiem ze na dzien dzisiejszy moge spokojnie z nim porozmawiac, pojsc
            do kina czy na kawe i nie zrobil by na mnie wiekszego wrazenia (oczywiscie widok
            jego z inna dziewczyna zabolalby ale bylby do przezycia) - jednak do tego stanu
            ducha trzeba dojrzec i przejsc wszystkie etapy zaloby.

            Życze Wam wszystkim powodzenia w kazdej dziedzinie i takiej slonecznej pogody
            jaką ja mam teraz :D:D:D:D
    • Gość: myszka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.dip.t-dialin.net 29.10.06, 00:06
      no wiec...ja rowniez dzis zakonczylam ponad 2.5 letni zwiazek..mimo iz oboje
      nadal uparcie twierdzimy ze sie kochamy:(po prostu mamy rozny swiatopoglad i
      trudno nam ze soba wspolzyje,,-ja estem cicha myszka a on...istny wulkan emocji
      smutno mi ale wiem ze czas leczy rany..czy zechce si ktos podzielic jak to z
      nim bylo swierzo po rozstaniu??
      • Gość: hania Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.devs.futuro.pl 29.10.06, 11:23
        Witaj,
        Rozumiem, co czujesz...U mnie na rozstanie się zanosi od jakiegoś czasu, mamy
        porozmawiać o tym, czy chcemy dalej być ze sobą czy nie, ale niestety jakoś nie
        widzę tego bardzo optymistycznie... Dużo rzeczy się na to składa, przede
        wszystkim chyba ogromne różnice w postrzeganiu świata, w tym, co chcemy od życia
        i czego oczekujemy nawzajem... Niestety to nie mój pierwszy związek i zauważam
        niestety, że za każdym kolejnym rozstaniem jest gorzej i coraz trudniej
        wykrzesać z siebie optymizm, że może następnym razem sie uda... NAprawdę
        chciałam, żeby tym razem wyszło, ale "do tanga trzeba dwojga" równie pewnych
        tego osób, a nie kogoś, kto ciągle nie wie...
      • gamn witaj myszko 02.11.06, 00:04
        jak to ze mna bylo mozesz poczytac bo wyplakiwalam sie na forum dosc czesto, ale
        to mi naprawde pomoglo

        w pierszych dniach samotnosci mialam wrazenie ze swiat sie zawalil, aby zasnac
        lykalam proszki, zle wzielam sie w pewnego rodzaju rygor - pozwolilam sobie na
        jeden dzien calkowitej rozpaczy, naprawde przeplakalam prawie 24h, a na drugi
        dzien wzielam sie do zycia i wyjsc z najwiekszego kryzysu pozwolila mi praca
        oraz przyjaciele
        tylko ze u mnie owo rozstanie mialo dosc nieprzyjemne okolicznosci... ale
        czlowiek zawsze mysli ze juz wiecej nie wytrzyma, ze juz ma dosc a mimo wszystko
        ciagle sie podnosi i nadal walczy, a skoro walczysz to jestes juz zwyciezca jak
        mawial chyba św. Augustyn :)
        • chani-nr1 ??? 08.11.06, 19:26
          hej...
          ja też zerwałąm z Facetem.. bylismy razem 4,5 roku... było cudownie.... przez
          pierwsze 3 lata... a potem juz coraz gorzej.. gdzies po dordze z 3 razy się
          rozstawalismy, ale równie szybko wracalismy do siebie...
          Porózniły nas charaktery, sposób patrzenia na "nasza wspólna przyszłość",
          oldegłośc, sposób wydawanai kasy i oszcędzania... generalnei wszystko... ja
          zawsze dążyłam do tego by być iodealną, On - do tego by mieć kase i nei żyć "od
          pierwszego do pierwszego".. więc skupił się na pracy, choc nei potrafił się
          nigdy dobrze zorganizowąc - zawsze późno wstawał do pracy, po nocach grywał na
          kompie... na spotkanai ze mną sie spóźniał... wiele potrafiła mwytrrzymać, ale...
          do czasu...
          do czasu az moja Mama prawie 2 miesiące była w szpitalu i Ona stała się dla
          mnie ważna tak jak On... do czssu, gdy Jego autop trafiło na warsztat i sie
          ważniejsze ode mnei i moich potrzeb całkiem przyziemnych (zwykłego bycia obok
          gdy potrzeboiwałąm wsparcia np. w trakcie operacji Mamy, pomocy przy remoncie
          domu - fizycznej oczywiście), do czasu, gduy On z firmy nei zaczał przynosic
          róznych gadżetów - to palmtop, to mp3... i się tym chwalic - patrzcie jakei ma m
          cuda - a Was na to nei stać...

          Nie wytrzymaąłm - musiałam odejść, mi do szczęscia niewiele trzeba - moge zyc
          od pierwszego do 3-go następnego mieśiaca, nei musze zwiedzac całego świata, bo
          Polska tez jest cudna... nie musze mieć zawsze wszytskiego naj...

          jestem sama obecnie... wspieraja mnie znajomi i ... jestem szczęśliwa. C
          oprawda boli mne ijeszcze jak widze jego opisy na gg z cyklu"mniam - kobietki w
          kozaczkach sa apetyczne"... (bo ja na obcasach rzadko chodziłąm- z racji
          zabieganego trybu życia)... ale.. .wiem, że szczęscie jeszcze mnie spotka... nei
          wiem kiedy zapomne, kiedy na widok Jego rzeczy w moim domu nei bedę płakać,
          ale... będzie doibrze? prawda?..
          • gamn bedzie dobrze 08.11.06, 20:06
            tego mozesz byc pewna
            z mojego doswiadczenia moge powiedziec ze cierpimy tak dlugo jak sami sobie na
            to pozwalamy ale jednoczenie nalezy przejsc przez wszystkie etapy zaloby po zwiazku

            chani-nr1 jesli moge cos doradzic to skasuj jego nr gg, nie jest ci juz
            potrzebny a jego opisy i tak beda ci ranic zatem po co siebie biczujesz? tak
            samo wywal wszystko co jest/bylo od niego lub jego, co wspolnie kupiliscie - ja
            tak zrobilam i odrazu lepiej mi sie zrobilo, czesc rzeczy/prezentow jemu oddalam
            - na sama mysl ze moglabym na nie patrzec nachodzi mnie obrzydzenie, po co ci
            pamiatki po nim? nie ma sensu bawic sie w masochizm
            ale to jest jedynie moja rada, moje doswiadczenie, moj sposob wyjsca z tego
            emocjonalnego bagna
            mi pomogl, po pol roku poznalam kogos i wiem ze jestem juz gotowa zaczac tworzyc
            cos nowego, ale tym razem bede ostrozniejsza i czesciej myslala glowa niz sercem...
            pozdrawiam cieplutko i trzymaj sie, swiat sie nadal kreci a ty nadal zyjesz
            buziaki
            • neckermann1 Re: bedzie dobrze 08.11.06, 23:57
              A miejsca dla skrzywdzonych facetów tu nie ma ?:>
              • gamn oczywiscie ze jest 09.11.06, 11:37
                mamy rownouprawnienie i niktore kobiety swiete nie sa
                pisz co ci lezy na sercu
                pozdrawiam
            • chani-nr1 Re: bedzie dobrze 10.11.06, 21:21
              dzięki.. na szczęscie do wspólnych rzeczy się neie dorobilismy...
            • neckermann1 Re: bedzie dobrze 13.11.06, 23:51
              podstawa jest wlasnie chyba to zeby myslec głową a nie sercem...szkoda ze na
              taki pomysł wpadłem o jakies 2 lata za pozno:(
              • gamn Re: bedzie dobrze 14.11.06, 01:04
                sprobuj nie zalowac tych 2 lat, z kazdej sytuacji jakies pozytywne rzeczy mozna
                wyniesc np to aby nastepnym razem do milosci dopuscic mozg :)
                pozdrawiam
          • kittypop Re: ??? 14.11.06, 23:23
            Chani

            Bedzie dobrze. Rzeczy jego spakuj na jakis czas, wloz na dno szafy, niech nic
            ci go nie przypomina. I odetchnij mocno, pelna piersia, najlepiej porannym,
            zimnym powietrzem. I usmiechnij sie do siebie, tak od srodka. I obejmij sie
            ramionami. Ja tak robie i pomaga. A spie...z misiem z ddziecinstwa.

            Zycze usmiechu i wytrwalosci! POzdrawiam.
            • Gość: sis Re: ??? IP: *.chello.pl 14.11.06, 23:46
              wlasnie teraz jestem w takiej sytuacji ze MUSZE odejsc od kogos kogo straszliwie
              kocham. nad zycie(mam czasem wrazenie) i nic mnie nie obchodzi ze banalnie to
              brzmi. wiem ze nic, absolutnie nic z tego nie bedzie. i boli mnie to okrutnie.
              do tchu utraty, do krwi. i lezalam sobie dzis na podlodze. zwinięta w kulke. i
              klepke od lez mialam mokrą;) cięzka sprawa no.
              • kittypop Re: ??? 15.11.06, 02:23
                hmm..trudno doradzic, ale sprobuje. Widzisz sis, ja dopiero co, pare dni temu,
                bylam po tej drugiej stronie. Ktos, kto mowil, ze mnie kocha, zostawil.
                Przeczytaj moja historie i zobacz czego nie nalezy robic. Odchodzenie jest tak
                naprawde rownie trudne jak bycie porzucanym. Sztuka jest zrobienie tego tak, by
                ta druga strona zrozumiala. Bol bedzie zawsze,ale mozna sprawic, ze bedzie do
                zniesienia. Wazna jest rozmowa. Nie wiem na jakim etapie jest wasz zwiazek, co
                sprawia, ze tak jest jak jest, ale czy on wie, co czujesz? I dlaczego sie tak
                czujesz? Czy uslyszal twoje skargi (sluchanie nie zawsze znaczy slyszenie),czy
                je rozumie? Czy probowal cos zmieniac? Widzisz, u mnie zabraklo tych wszystkich
                rzeczy. Nie bylo porozumienia, komunikacji. A potem odejscie, tak nagle, jak
                ciecie skalpelem. Zero dialogu, uciekanie. Ciach prach - po sprawie. Owszem,
                byly znaki, ale niestety nierozpoznane. Nie mialam pojecia jak powazna byla
                nasza sytuacja. Jest juz za pozno. A teraz jemu pozostalo tylko uporac sie z
                emocjami, wiem, ze czuje bol. Niestety moja niedoszla polowka zapomniala o tym,
                ze jest jeszcze ktos. Ja. I wie, ze to co mi zrobil bylo obrzydliwe. Badz silna
                i walcz o swoje szczescie, zawsze bedzie bolec, ale pamietaj - szanuj tego,
                kogo zostawiasz. Oczywiscie szanuj tez siebie i postaw swoje dobro na pierwszym
                miejscu, to naturalne. Pamietaj tylko, ze mozna to zrobic nie pomiatajac
                innymi. Postaw sie na chwile w jego skorze, poczuj to co chcesz mu zrobic,
                powiedziec...I moze wtedy bedzie ci latwiej. Powodzenia.

                Pozdrowka!
              • gamn Re: ??? 15.11.06, 14:56
                wspołczuje Ci, ja tez mialam czasem takich chwile ale zawsze wolalam zostac ze
                strachu przed samotnoscia, dzis uwazam ze chyba lepiej byc porzuconym niz
                porzucac, ale nadal nie jestem tego pewna
                pozdrawiam i zycze spokoju ducha
            • gamn Re: ??? 15.11.06, 14:59
              ja wywalilam albo oddalam 99% jego rzyczy lub naszych wspolnych, nie moglam byc
              kolo nich, to bylo zbyt bolesne
              wolalam oczyscic swoje zycie z niego a zaczelam od najblizszego otoczenia
    • Gość: vanilia891 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 15.11.06, 15:25
      Ile razy jeszcze ten wątek będzie wyskakiwał na pierwszej stronie?! Przecież
      jest już taki stary! Zawsze jak tu wchodzę, to widzę: "Kiedy kolejny raz z oczu
      płyną łzy..." bleeh, już mi niedobrze!
    • gamn sama w to nie wierze 15.11.06, 20:30
      dziewczyny wczoraj mialabym z Dupkiem rocznice (4 lata razem) i wiecie ze o tym
      zapomniałam :):):) hehehe sama w to nie wierze i nie chce zapeszac ale czyżbym
      sie wyleczyla? :):):)
      • Gość: Kittypop Re: sama w to nie wierze IP: *.dsl.pipex.com 16.11.06, 02:35
        gamn

        A ja wierze...ze mozna zapomniec, to jest wlasnie to leczenie ran czasem,
        zabliznianie, usuwanie toksyn. Szkoda, ze tak dlugo zajmuje ten proces. Ale
        Tobie sie udalo!

        Wiem, ze u mnie jeszcze sinusoida rzadzi, raz mam high, raz mam low, a dzis
        wieczorem akurat czuje sie dobrze. Bylam na spotkaniu z dawno niewidzianym
        przyjacielem, pomogl mi bardzo. Bardzo. Zabral do kina na 'Breaking and
        Entering' a po kinie na spacer w miejsce, gdzie ten film byl krecony (taki
        zakrecony architektonicznie council estate na Swiss Cottage w Londynie)! Bajka!
        Czulam jakbym nagle znalazla sie na planie tego, co ogladalam na duzym ekranie.
        I zapomnialam o wszystkim. Na chwile, dwie, trzy. Oczywiscie nadal jest bol w
        piersiach, ale pierwszy raz poczulam, ze moge zapomniec. Ze moge byc
        zadowolona, ze moge robic rzeczy o ktorych robieniu z nim by mi sie nie snilo.
        Bo on z filmow to tyko Star Wars i Wladce Pierscieni lubil, ewentualnie Alieny
        lub horrory. Ze do galerii z nim pojsc nie moglam, bo sie meczyl, przewracal
        oczyma. Ze na koncerty nie moglam go wyciagnac nigdy, bo wolal grac na
        playstation...a ja zawsze zylam sztuka, muzyka, pisywalam poezje...a z nim to
        wszytko wyschlo jakos.Zrezygnowalam z siebie i ja, dopiero to widze. I dzis
        poczulam, ze zapominanie, wybaczanie powoli wchodzi mi do glowy. Poczulam, ze
        zyje, oddycham, swiat jest piekny i pelno tu fajnych ludzi. Ja chce do ludzi.
        On chcial tylko do Chinskiego Cesarza z najnowszej gry.

        I wiecie co jeszcze? Poczulam ulge bo pierwszy raz od kiedy odszedl pomyslalam,
        ze tak wlasciwie, to mu wybaczam, niech robi co chce, skoro daje mu to
        szczescie. Kocham go i chce jego szczescia, nawet jesli nie jest ono ze mna
        zwiazane. Ze nie chce zlosci w sobie chowac, pielegnowac, to tylko doda mi
        zmarszczek i sprawia, ze chce mi sie pic i palic do nieprzytomnosci. Wole
        pielegnowac radosc, dobro, cos dobrego. Chocby wybaczenie win. Potem
        przestraszylam sie tego - takie uczucia na pare dni po tym jak go ostatnio
        widzialam? Niemozliwe. A jednak mozliwe.

        Gratuluje zapomnienia. Wyleczenia. Gratuluje ponownego narodzenia. A i swieta
        blisko, he he, to sobie poswietujesz nie tylko Boze Narodzenie, ale i swoje
        oczyszczenie, narodzenie.

        Pozdrawiam z wyspy nieopodal, u nas nie pada, nawet slonko swiecilo dzis.
        • siostra_siostry Re: sama w to nie wierze 16.11.06, 03:56
          gamn
          gratulacje!
          u mnie niestety sinusoida. (jak u poprzedniczki;)
          dzis w jednej chwili myslalam ze wszystko bedzie dobrze zeby za chwile wpasc w
          mega rozpacz i scierac łzy z klawiatury...
          • gamn siostra_siostry 20.11.06, 14:54
            skoro ja dalam rade Tobie tez sie uda, trzeba byc dobrej mysli i nie obrazac sie
            na zycie/los :) mysl teraz tylko o sobie bo kto o ciebie lepiej zadba niz ty sama
            pozdrawiam
        • gamn Re: sama w to nie wierze 20.11.06, 14:31
          Witaj Kittypop jeszcze nie-dziekuje bo nie chce zapeszac :)

          Wiesz, ja tez w pewnym momencie (chyba po 3 tyg) po rozstaniu z Dupkiem
          zrozumialam jak bylam zaslepiona i jak daleko zrezygnowalam z siebie. W danym
          momencie bylam na siebie tak wsciekla jak nigdy przedtem. Ja przez niego
          odsunelam sie od swoich znajomych, przestalam robic to co lubie, przestalam
          chodzic na koncerty zespolow ktore ja lubie, przestalam sluchac mojej ulubionej
          muzyki bo On jej nie lubil, bo nie byla "trendy", bo byla inna. I ja glupia gęs
          zgodzilam sie na taki stan rzeczy... Teraz moge powiedziec ze na szczescie juz
          mi to nie grozi, wiem ze kazdy facet jest do zastapienia innym :)
          Dzis tez odczuwam ulge ze nie jestem z nim juz, oczywiscie "cos" tam we mnie
          siedzi ale to stopniowo maleje a ja juz potrafie smiac sie pelna buzia i
          korzystac z zycia pelna piersia :)
          pozdrawiam i trzymaj sie mocno bo idzie straszny wiatr od morza
          • Gość: Kittypop Glowy do gory, piersi do przodu! IP: *.dsl.pipex.com 22.11.06, 01:59
            Hejka wszystkie smutaski :)

            Ciagle ktos cierpi. Codziennie, ktos gdzies na Ziemi czuje to samo co
            my...smutne, nie? Ale tez pocieszajace.

            U mnie juz nieco lepiej. Wybuchy placzu nie sa tak czeste. Codziennie wydaje mi
            sie, ze go widze, codziennie czekam na telefon, wiedzac ze nie zadzwoni.
            Codziennie bol w piersiach jak sie budze i jest takie: SUUUUUPRIIIISE!
            Pamietasz co ci sie przydarzylo? Nie? No to spojrz na poduszke obok!Pusta!
            Witaj piekny dniu!

            A potem patrze przez okno i slonko nadal swieci i czasem, nawet jak jest
            ciemno, to misiek z dziecinstwa sie do mnie usmiecha...I wstaje i ide do
            pracy,jak robot, ta praca trzyma mnie w pionie. Staram sie wychodzic, ale
            znajomi tez chyba maja mnie dosc, ciagle o tym samym mowie...Nie staram sie juz
            zrozumiec. Zaczelam palic po 3 latach przerwy. Pomaga na 2 min. Juz chce
            rzucac, ale przyjaciolka poradzila, zebym zajela sie jedna rzecza na raz. Wiec
            pale nadal. Nie czuje, ze go kocham mniej. Ale inaczej. Nie tak romatycznie.
            Bolesnie go kocham. Matka Boska Bolesna - jej portretu zawsze sie balam, wisi u
            moich rodzicow w sypialni. Podobna do tej: images.google.co.uk/imgres?
            imgurl=kestach.republika.pl/images/bol.jpg&imgrefurl=http://kestach.repub
            lika.pl/html/image003.html&h=620&w=500&sz=225&hl=en&start=22&tbnid=lt5WiOnKUFB67
            M:&tbnh=136&tbnw=110&prev=/images%3Fq%3Dmatka%2BBoska%2BBolesna%26start%3D20%
            26ndsp%3D20%26svnum%3D10%26hl%3Den%26lr%3D%26sa%3DN
            Czarna, zaplakana w bialych ramkach. Pamietam spojrzal na nia i spytal mnie
            dlaczego taki smutny obraz w sypialni? Sam bol. Czy nie przypomina wam was
            samych? Nie jestem religijnie nawiedzona, po prostu lubie ta Matke Boska. Bol
            towarzyszy zyciu. Ale takiego bolu zwyczajnie nie zadaje sie ludziom, na ktorym
            nam zalezy. Wiem, ze mu nie zalezalo. I juz. Proste. Prawdziwe. Czul ze cos
            musial. Ja ....chcialam, nie musialam. Chodzi o to, zeby sie czulo, ze sie
            chce. I juz. Widze znaki, daleko w tyl,niezauwazone dotad. Szkoda, ze dopiero
            teraz. Widze zachowania wskazujace czarno na bialym jak bylo. Widze
            przyjaciolke, ktora jest w szczesliwym zwiazku z kims kogo zna tak niedlugo.
            Kupuja mieszkanie, rozmawiaja, wspieraja sie, mowia o sobie razem w czasie
            przyszlym...cudownie, normalnie...my tylko sie o sobie w czasie przyszlym
            klocilismy. Nie bylo rozmow, snucia planow. Nie bylo tak naprawde poczucia, ze
            kiedys, niewazne gdzie i jak bedziemy zawsze razem. Bo rozwod, bo byla zona w
            tyle, bo strach? Nigdy tego nie czulam tak, chcialam o tym mowic. Ale nie bylo
            z kim. Przeciez nie bede faceta za jezyk ciagnac. Ale nawet nie zastanawialo to
            mnie zbytnio! Co za glupota. Bo bylam zakochana. Otumaniona zakochaniem.
            Wszytko wybaczalam, przymykalam oko. Chcialam tylko ciepla,przytulenia,
            zapewnienia. Dostalam kopniaka, oskarzona o narzucanie i porzucona po trzykroc.
            Przez telefon. Na karteczce. Na basenie.

            I wiem, ze faceci sa jak autobusy, ze warto czekac az podjedzie ten z
            lotniczymi fotelami i zabierze w sina dal.I kocham go nadal, zycze mu dobrze. I
            patrze na zdjecia i jakbym widziala kogos innego. To kim on jest teraz to cos
            obcego. Alien! Moze alieny przejely nad nim sterowanie...

            I czuje sie fajnie sama. A czasem fatalnie. Ale zyje jakos, a wydawalo mi sie ,
            ze nie przezyje. Smutno mi, jasne. Patrze w lustro i rycze, ze bede zawsze
            sama, na zawsze. A wiem, ze to nie prawda. Boli zranienie, ale czuje, jak sie
            wszystko sie goi. I wiem, ze serducho kiedys tez ktos mi poskleja.

            Nie chce z nim gadac, smsowac, nie chce spotkac go na swiatecznym przyjeciu za
            3 tyg. Nie chce na niego wpadac, choc jeszcze wczoraj o tym marzylam. On mnie
            nie chce. Dotarlo do mnie. Nareszczie.

            Nie traktuje sie tak ludzi, na ktorych nam zalezy. A skoro on mnie tak
            potraktowal to mu nie zalezy. I juz. Autonomia autonomia, bycie soba swoja
            droga, prosze bardzo. Ale po co sprawiac taki bol? Bo latwiej, mniej emocji,
            prosciej sie uporac? Dzieciak z niego, a ja nie chce dzieciaka, ktory rani
            kiedy chce, nie myslac o konsekwencjach, urywa glowy muchom...chce faceta. I
            juz. I wam tego zycze.

            Dobranoc. A wiatr od morza do mnie dzis dotarl. Pomaga kocyk, herbatka i
            filmik. Miskowi tez sie podobal.

            Pozdrawiam i glowy do gory, piersi do przodu! Bedzie dobrze. I pamietajcie, ze
            cos sie musi skonczyc, zeby zaczelo sie cos lepszego. A jak sie nie da wyjsc
            przez zamkniete drzwi to mozna zawsze skoczyc przez okno. A tam moze na nas
            czekac super miekki materacyk lub trampolina. I siup - do nieba. Nie namawiam
            do skakania bynajmniej, tylko to sobie wyobrazcie:)

            • gamn Re: Glowy do gory, piersi do przodu! 23.11.06, 20:14
              Witaj Kittypop!!!
              Bardzo sie ciesze, ze juz nieco lepiej sie miewasz. Zuch-dziewczyna z Ciebie!!!
              Oj pamietam te pierwsze dni, tygodnie... to sprawdzanie telefonu co 5 min czy
              aby nie zadzwonil, nie puscil sygnala, nie napisal smsa... bede egoistką ale nie
              zazdroszcze Ci. To byl okropny czas dla mnie dodajac jeszcze bieganie po
              lekarzach i szpitalach no i ten wyrok ginekologa uslyszany w samotnosci...

              Wiesz, mnie tez praca (a raczej jej pisanie) trzymala przy zyciu. Przynajmniej
              musialam sie skoncentrowac na czyms innym a presja czsu dodatkowo dawala kopa do
              roboty. A w nocy muzyka, internet, forum i nocne rozmowy na gg z przyjacielem
              dawały oddech i upust emocja.

              Ty wrocilas do palenia, ja popadlam w male uzaleznienie od lekow uspokajajacych
              i nasennych. Do dzis mam problemy ze snem ale leki odstawilam. Wole zarwac noc
              niz faszerowac sie swinstwem. A Twoja kolezanka moze miec racje jednak z drugiej
              strony moze skup sie na ponownym rzuceniu palenia to nie bedziesz myslala o
              Nim??? Tylko ze ja nigdy nie palilam i nie wiem jak to jest rzucac palenie....
              zatem w tej kwestii niestety Ci nie pomoge zbytnio.

              Matka Boska Bolesna powiadasz... ja w tamtych dniach tez sie modlilam do Matki
              Boskiej o wytrwanie. Moze nie tyle to byla modlitwa co rozmowa, monolog. Mowilam
              o wszystkim co mnie bolalo w danym czasie, w danej minucie i to mi pomagalo.
              Dlatego wierze że Tobie tez pomaga dlatego trzymaj sie tego.

              "Widze znaki, daleko w tyl,niezauwazone dotad. Szkoda, ze dopiero
              > teraz. Widze zachowania wskazujace czarno na bialym jak bylo." Ja tez dopiero
              po rozstaniu przejrzalam na oczy i do dzis mi wstyd jaka ja slepa bylam. Cos mi
              zaczelo switac miesiac przed koncem ale wtedy jeszcze nie pozwolilam aby do mnie
              dotarla brutalna prawda... po prostu balam sie samotnosci. Z nim stworzylam
              pierwszy tak dlugi zwiazek, mielismy plany, przed jego era bylam szczesliwa
              niezalezna singielka korzystajaca z urokow zycia, przy nim stalam sie "stateczna
              kobietka" ktora potrzebowala meskiego ramienia.... jeju az sama nie wierze ze to
              pisze ale taka byla prawda. Na szczescie wrocilam do poprzedniej rownowagi
              psychicznej i poprzedniej niezaleznosci. Juz nigdy nie pozwole sie tak stlamsci
              przez faceta!!! On byl po prostu pieprzonym egoista i taki pozostanie - takie
              typy sie nie zmieniaja dla nikogo, moge jedynie wspolczuc mojej "nastepczyni"...

              Kittypop Ty dostalas wiadomosc na basenie, na karteczce - mi jako argument do
              rostania zostalo powiedziane "bo jestes dla mnie za niska".... 24-letni facet
              taki tekst mi sprzedal!!!!!!!! Doslownie rece opadaja, a jak przeczytalam jak z
              Tobą postapiono to uwierzylam ze takich dupkow jest wiecej na swiecie niestety.

              > Pozdrawiam i glowy do gory, piersi do przodu! Bedzie dobrze. I pamietajcie, ze
              > cos sie musi skonczyc, zeby zaczelo sie cos lepszego. A jak sie nie da wyjsc
              > przez zamkniete drzwi to mozna zawsze skoczyc przez okno. A tam moze na nas
              > czekac super miekki materacyk lub trampolina. I siup - do nieba. Nie namawiam
              > do skakania bynajmniej, tylko to sobie wyobrazcie:) --> swiete i madre slowa :)
              pozdrawiam i trzymaj sie tam mocno bo u mnie wieje strasznie, az zatyka czlowieka
              trzeba wierzyc i miec nadzieje na cos lepszego bo moze to banal ale nadzieja
              zawsze umiera ostatnia
              buziaki :*:*:*
              • Gość: kittypop Niestety glowa znow spuszczona... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 12:34
                Hejka

                Czytam to co napisalam w zeszly wtorek. Skonczylam pisac, czytalam, zgasilam
                swiatlo zeby spac o 1:30 nad ranem. Telefon. Dzwoni on. Jest pod drzwiami.
                Wlasnie wrocil z urlopu, przyjechal prosto z lotniska. Bo musi mnie zobaczyc.
                Czy otworze? Wiedzial, ze go wpuszcze. Wiedzial. Przytulil mnie tak mocno i
                trzymal mnie tak z 15 min.

                Byl w Finlandii 4 dni. Imprezowal, staral sie byc znow singlem. Z kolega
                pojechal odgladac mieszkania, kolega chce tam zamieszkac. Ale nie mogl przestac
                o mnie myslec, nie mogl z nikim nawet rozmawiac. Kolega tez teskni za byla
                dziewczyna i siedzieli tam we dwoch opowiadajac sobie za czym tesknia.
                Powiedzial, ze wie, ze nie znajdzie juz nigdy nikogo, kto sprawi, ze poczuje
                sie tak jak ze mna. Ze ze mna jest mu najlepiej. Ze wie o tym, ze go boli.

                Spedzilismy razem 2 noce i jeden dzien. Ja z rezerwa, nie wiedzialam juz sama
                co myslec, co powiedziec. Bylam gotowa na jego odejscie, a tymczasem on pojawia
                sie pod drzwiami...Kocham go nadal tak samo. Rak ze mnie nie zdejmowal, tulil,
                caly czas trzymal za reke. A ja...cala zakrecona. Ale po prostu postanowilam
                cieszyc sie chwila. Przeciez dla takich chwil sie zyje. I zapomnialam o
                wszystkim na 2 dni. Nawet do pracy nie poszlismy. POwiedzial, ze chce wrocic,
                ale nie wie, czy mozemy przestac sie klocic. Ze uzywalam wobec niego szantazu
                emocjonalnego, ze czul sie wcisniety w katek.

                A potem w czwartek rano wstal, ubral sie, pocalowal mnie na dowidzenia i
                powiedzial, ze pogadamy pozniej. Wiedzialam co to znaczy. Znow uciekal. I
                faktycznie w czwartek wieczor nie zadzwonil. Zadzwonilam ja i dowiedzialam sie,
                ze przeprasza, ze myslal, ze ja tez ucieszylam sie na jego widok.Ze nie moze
                byc ze mna. Ze chce byc sam, podoswiadczac swiata. Ze nie wychodzilismy dosc
                czesto razem ( a to dlatego, ze on splacal pozyczke i nie chcial wydawac kasy).
                Ze czuje ze przestal byc soba....bla bla bla...

                Powiedzialam, ze nie chce go z powrotem, zeby nie martwil sie, ze bede go znow
                blagac i plakac. Nie po tym co mi zrobil. A on na to: co ja ci zrobilem? Chyba
                zaskoczylo go to, chyba myslal, ze on bedzie cieszyl sie nowo odzyskana
                wolnoscia...a ja sobie tu grzecznie poczekam. Ale nie...nie chce czekac. Nie ma
                na co. Nie ma na kogo. Powiedzialam ze chce tylko to zamknac. Zakonczyc. Chce
                znac jego powody. Ale chyba...nie ma o czym rozmawiac.

                Zla jestem na siebie, powinnam mu byla powiedziec, zeby spadal wtedy spod
                drzwi. Dziewczynki moje ochrzanily mnie. Znow zaczynam proces od poczatku. Znow
                chce z nim rozmawiac. Pozwolilam sie zranic znow. Lekko, nie tak jak kiedys.
                Ale nadzieja na chwile wrocila. I satysfakcja jakas chora, ze jednak przyszedl.

                Potem dzwonil w piatek. A ja imprezowalam od czwartku, wlasciwie do dzis.
                Zapominanie dziala, podchodza do mnie faceci, nie chce zadnego z nich. Ale
                rozmowa pomaga, zabawia.

                U nas leje. Wspanialy dzien na porzadki, pranie, filmy i prace. Popracuje
                sobie, szybciej zleci ten dzien. A za tydzien jade do Dublina. Z pracy, ale
                bedzie fajnie. Zostaje na caly weekend, wracam w niedziele wieczor. Napije sie
                mojego ulubionego Guinessa, pije go ostatnio z soczkiem porzeczkowym. Mniam.
                Faceci sa porabani.

                Caluje wszystkich.
                • gamn Re: Niestety glowa znow spuszczona... 26.11.06, 13:54
                  kittypop sorry ale musze to powiedziec: CO Z NIEGO ZA CH.....J!!!!!!!!!!!!!!
                  doslownie nie mam innych slow
                  a ze Twoje dziewczynki Cie ochrzanily to bardzo dobrze, tez Cie powinnysmy tutaj
                  porzadnie zjechac z gory na dol ale sadze ze juz dostals swoja lekcje pokory

                  czy Ty nie odczuwasz ze on Cie traktuje jak gumowa lalke? przychodzi kiedy ma
                  ochote sie troche pobzykac.... ja troche tak to wiedze bedac z boku ale moge sie
                  mylic i jesli tak jest to przepraszam za niepotrzebne oskarzenia

                  nastepnym razem jesli bedzie stal u progu Twoich drzwi to mu powiedz ze masz
                  goscia i niestety nie mozesz go wpuscic, pojedz po jego meskim ego :)

                  do Dublina jedziesz, hehehe jak milo bo blisko mnie
                  ja mieszkam i pracuje in Drogheda ale na weekendy jezdze do Swords a stamtad
                  jest juz bliziutko do Dublina
                  musze sprobowac tego piwa z sokiem, ja przewaznie pijam Guinessa z czarnym
                  Smirnoffem (tą orezadką ktora nazywa sie tutaj drinkiem ;) - smakuje wtedy jak
                  Cola :D:D:D:D
                  życze milego weekendu na Temple Bar, buziaki i nie popelniaj ponownie tego
                  samego bledu - Irlandczycy, zwlaszcza faceci są idealni na zlamane serducho
                  hehehe ;)
                  • Gość: Kittypop Re: Niestety glowa znow spuszczona... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 16:13
                    Gamn

                    Dzieki za kopniaczka. Potrzebny mi. Nie traktuje mnie jak lalki,daleko jest od
                    tego, nie chcialam z nim spac jak tu byl. Seks z ex juz przerabialam i mnie to
                    nie kreci. To jest moj 5 powazny zwiazek, wiec troche juz wiem jak to dziala.
                    Zawsze chce sie rebound sexu, ale potem tylko sie soba brzydzisz...

                    Wiem, ze meczy go tez to wszystko. Ze sam jest zagubiony. Ze czuje sie jak
                    Alien co wlasnie wyladowal na Ziemi, juz tu kiedys byl, ale teraz znow nie wie,
                    gdzie jest jego miejsce. Wiem, ze waha sie. Ale to on podjal ta decyzje.
                    Konsekwencje sa juz odczuwalne. Czuje je ja i wiem, ze czuje je on. Wiem, ze
                    wywarlam na nim duze wrazenie, tak jak i on na mnie, tylu rzeczy mnie nauczyl,
                    tylko kilka osob w naszym zyciu spotykamy, ktore tak na nas wplywaja. Co
                    najsmieszniejsze wszyscy moi byli zmienili sie z czasem (dlugim raczej niz
                    krotkim) w moich dobrych przyjaciol. Dzwonia, sa w kontakcie. 3 z nich
                    powiedzialo mi, ze nigdy nie czuli sie z nikim juz tak samo. Jeden z nich nawet
                    przed swoim slubem z inna (to bardzo stara historia sprzed 10 lat)dzwonil o
                    mnie blagajac o spotkanie, bo jej nie kochal jak mnie...to chore, oczywiscie
                    zignorowalam prosbe. Z innymi widuje sie co pol roku...na piwkom jeden z nich
                    wlasnie jak to pisze dobija sie na MSN. Ciekawe czy i z nim tak bedzie. Teraz
                    urywam caly kontakt, mam nadzieje, ze nie wpadniemy na siebie przypadkiem. To
                    nie koniec swiata. Lekcje trzeba wyciagnac i zyc dalej. Ucze sie duzo i o
                    sobie, czytam poradniki. Analizuje na zimno siebie, tesknie , to normalne,
                    jeszcze bede chwile tesknic. A potem przestane. Nie moge jesc tak jak ty
                    kiedys. Gdzies przeczytalam, ze to swoiste pokazanie sobie, ze nie chce sie juz
                    byc, istniec. Nie odzywiam swojego ciala, zabijam je tak, by skonczyc ten
                    bol...Ale smieje sie tez juz pelna buzia...Wiesz, ciesze sie, ze wrocil,
                    pokazalo to, ze ma w sobie cos z czlowieka. Powiedzial, ze tesknil za moim
                    towarzystwem. Nie chodzilo o seks, chociaz oczywiscie probowal. Wiem, ze bedzie
                    mu mnie brakowac. I pomoze mi to przetrwac i zostac silna. A on niech sobie
                    teskni. Jesli wroci raz jeszcze, zadzwoni - nie odbiore, nie wpuszcze. W piatek
                    bylam na imprezie z ludzmi z pracy, bylo pare osob,ktore pracuja z nim. Caly
                    wieczor bylam bardzo towarzyska, rozmawialam z tyloma ludzmi, faceci prosili o
                    moj telefon, rozsmieszali mnie, wiem, ze on sie o tym dowie w pracy
                    jutro...jego znajomi byli troche z boku, ale wiem, ze mnie poznali, bylismy
                    razem z nimi kiedys na drinkach. Wiem ze mu doniosa. I bardzo dobrze. Nie mam
                    ochoty, sil byc z kims nowym jeszcze, dopiero sie zbieram sama z tym wszystkim,
                    ale chce, zeby poczul sie zazdrosny. Moze to plytkie, ale nie obchodzi mnie to
                    jak bede postrzegana. Wiem, ze bede kiedys szczesliwa. Inni faceci na mnie
                    wcale nie dzialaja jak na razie, ale wiem, ze i to sie zmieni. Chce byc sama na
                    razie, ale rozmowa czy drink jeszcze nikomu nie zaszkodzily, prawda? Zwlaszcza
                    jak jego znajomi patrza, he he.

                    Jak masz ochote na drinka w niedziele w Dublinie to daj znac.

                    Pozdrowka dla wszystkich
                    • gamn przepraszam 14.12.06, 00:44
                      Kittypop bardzo przepraszam ze dopiero teraz sie odzywam!!! przeczytalam Twoj
                      post i juz mialam odpowiadac na niego ale praca mnie wezwala noi z tego
                      wszystkeigo kompletnie o Twoim poscie zapomnialam... naprawde strasznie mi
                      glupio i jeszcze raz prosze o wybaczenie

                      mam nadzieje ze za to dobrze sie bawilas w Dublinie i kogos poderwalas :D

                      pozdrawiam serdecznie
    • Gość: Madzia Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 19.11.06, 19:30
      ja juz mam dosc. to juz czwarty z kolei facet w moim zyciu, ktory zostawia mnie z tego samego powodu co poprzedni. Mezczyzni chca ze mna byc, mowia, ze im dobrze, ze czuja sie szczesliwi, podziwiaja mnie, szanuja, pozadaja ale ... NIE KOCHAJA... :( nie chca, nie moga, nie wiem. za kazdym razem, po roku znajomosci mniej wiecej slysze od kazdego: super jestes dziewczyna, ale ja cie nie kocham albo nie umiem pokochac albo uwazam ze nie bede potrafil pokochac.

      ja juz mam dosc. dlaczego przyciagam tylko takiego typa faceta? czy nie ma innych? wszyscy sa tacy? nie wierze! jakie cos we mnie siedzi?? , ze wszystko jest dobrze, ze sa ze mna, jezdza na wakacje, sypiaja, ciesza sie ale zaden nie KOCHA??? :(((
      • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 20.11.06, 14:52
        nie pociesze cie ale w psychologii znane sa takie przypadki...

        Madzia trzymaj sie nadziei ze kiedys znajdziesz normalnego faceta, moze zacznij
        ogladac sie za kims "nie w twoim typie", moze ktos cie milo zaskoczy? :)
        • Gość: miki Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ramtel.pl 22.11.06, 20:34
          Hej!prosze pomóżcie:(mam wrażenie,że rozwala właśnie mój kolejny związek i to
          chyba z mojej winy.Schemat sie powtarza-on zakochany_koleżanki mówią-"modli się
          do ciebie"po czym ja sie zamieniam w egoistyczne,wykorzystujące stworzenie i on
          ma dosyć.Ja sie po prostu boje,że nie potrafie kochać ani nic dawać z siebie i
          jestem "energetycznym wampirkiem".Naprawdę czuje, że go kocham ale czuje-i nic
          nie robię nic nie daję.Chciałabym to zmienić ale kompletnie niewiem jak>Boje
          sie że przez te moje fochy, kaprysy sie rozstaniemy,ale nie wiem jak sie
          zmienić.Mam doła :(((
          • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 23.11.06, 19:48
            miki sprobuj po prostu kontrolowac siebie, nie jestes przeciez zwierzeciem -
            masz swiadomy wplyw na swoje reakcje
            poczytaj troche o zachowaniu asertywnym, moze stroisz fochy <jak to ładnie
            nazwalas> poniewaz nie potrafisz powiedziec co Ci nie pasuje albo czego Ci brak?

            to jedynie moje gdybanie bo nie wiem w jakich sytuacjach przestajesz panowac nad
            soba

            trzymaj sie i sprobuj popracowac nad soba, ale z drugiej strony uwazam ze wina
            zawsze lezy posrodku...

            pozdrawiam
            • Gość: miki Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ramtel.pl 24.11.06, 19:03
              hej!dzięki za te słowa-faktycznie nie jestem zwierzęciem, ale się trochę
              rozbestwiłam (czego nawet moje przyjaciółki nie były w stanie znieśC) ale
              wziąłam się wreszczie w garść, zaczęłam robić coś dla innych i jest mi dużo
              lepiej:)a co do tego że wina nigdy nie leży po jednej stronie-to masz rację.Moj
              chłopak przez wiele m-cy był na kazde skinienie ale kiedy się go pytałam czy
              jest w moim zachowaniu coś nie tak,słyszłam że jestem idealna.Dopiero kiedy go
              przeprosiłam za moje zachowani-nagle wyskoczył że miał dośc i myślał o
              rozstaniu i powstrzymały go moje przeprosiny.Stęd mój post tym
              miejscu.Przestraszyłam się.Musimy sobie jeszcze sporo wyjaśnić.I moja duża
              rada:ROZMAWIEJCIE ZE SOBA:) pozdrawiam wszystki podłamane serduszka :*
              • gamn Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 26.11.06, 13:32
                hej miki
                ciesze sie ze moglam Ci jakos pomoc, mam nadzieje ze dasz rade i zmienisz sie
                dla siebie a nie dla innych bo tylko Ty sie liczysz pamietaj o tym
    • gamn doslownie rece opadaja!!! 23.11.06, 20:29
      Hej dziewczyny, cos Wam dam do przeczytania:

      On:hej!teraz mam czas i mozemy pogadac
      me:hej masz status zajetego
      On: juz nie mam :)
      me: aha
      On: i co u Ciebie slychac nowego?
      me: wszystko ok a co u Ciebie?
      On: naprawde? to sie ciesze, bo u mnie tez a nawet dostrzegam tendencje zwyzkowa
      a jak praca?
      me: ciezka ale robie to co lubie zdobywam nowe doswiadczenia a jak Twoja praca?
      i co to znaczy "tendencja zwyzkowa"?
      On:to fajnie, bo ja tez praca absorbuje troszke czasu wolnego, ale robie to co
      lubie, nowe wyzwania a tendencja zwyzkowa po czesci w sprawach sercowych
      me: to gratuluje coz, nie wiem co mam jeszcze napisac, zycze wam powodzenia

      a teraz wyjasnienia: oto czesc rozmowy mojej i dupka (nie uwazam aby zaslugiwala
      na priorytet poufnosci, z tym panem nie mam juz takiego obowiazku), ktora odbyla
      sie kilka dni temu...
      zapytacie pewnie po co ja wam daje do przeczytania, sama nie wiem szczerze
      mowiac...
      doslownie jak przeczytalam wyjasnienie tej "tendencji zwyzkowej" to mi cisnienie
      skoczylo i z trudem sie opanowalam aby zachowac klase i go nie zjechac z gory na dol
      Boze!!! ten facet nigdy sie nie nauczy co to jest takt!!! mialam mu napisac
      maila z pytaniem czy uwaza za taktowne i grzeczne chwalic sie swoim zyciem
      uczuciowym MI - osobie ktora skrzywdzil w jeden z najbardziej okrutnych i
      bezlitosnych sposobow jakie sa na tym swiecie???
      Po tej rozmowie taki agresor mi sie wlaczyl ze musialam wyjsc pobiegac aby ochlonac.
      Nadal to troche we mnie siedzi, ale juz to napisalam i mi ulzylo. Chyba zaczne
      pisac pamietnik bo zauwazylam ze jak napisze to co mnie boli to juz mi lepiej
      sie robi na duszy :)
      Pozdrawiam wszystkie dziewuszki ktore lecza zlamane serducha. Pamietajcie: nie
      warto kochac kogos kto nas kocha za malo - kultowe slowa eli (jesli dobrze pamietam)
      buziaki :*:*:*
      • Gość: miki Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.ramtel.pl 24.11.06, 19:09
        Nie przejmuj się gamn :) moja siostra mówi że to normalne zachowanie że sie nie
        lubi kogos kogo sie skrzywdziło i stara sie mu dokopać.Zastanów się co jest dla
        ciebie dobre-jeżeli rozmowy z "dupkiem" :) tak cię męczą to a)nie rozmawiaj z
        nim b)też mu dokop na pewno znasz słabe punkty.Zemsta czasem może być
        oczyszczającym milym uczuciem :) i trzymaj się bużka
        • myszka243 juz sama nie wiem.... 26.11.06, 12:52
          juz nie daje rady,jestem zareczona,staz mamy 4,5roku,w przyszlym roku miał być
          ślub...kłucilismy sie zawsze troche wiecej niz inni,ale kochalismy sie bardzo
          (mam nadzieje ze dalej tak jest) ale ostatnio juz zwątpiłam,chciał wiecej
          swobody itp.ja wiecej czułosci z jego strony rozmawialismy o tym i mielismy sie
          oboje starac,robiłam co mogłam,na jednej z imprez gdzie bylismy całą paczką
          zerwał ze mną od tak poprostu ze juz ma mnie dosc...ja bylam w szoku,bo jak
          mozna wszystko skonczyc po pijaku na głupiej imprezie....płakałam,odprowadził
          mnie do domu,długo gadalismy,az wkoncu nastąpiło pogodzenie..mieszka u mnie
          wiec rano mnie przepraszał,ze źle zrobil itp.miałobyc dobrze i było,choc trudno
          mi było jakoś uwierzyc ze taka sytuacja sie nie powtórzy,noi wczoraj znów
          poszlismy na taką samą impreze,wypił sobie było ok.ja chciałam isc juz do
          domu,on nie,prosił zebym pozwoliła mu zostac,stwierdziłam ze po co mam sie
          martwic o niego w domu,zostałam z nim,za 2godz.prosze go zeby ze mną szedł,on
          ze nie ze bawi sie do końca,i wkoncu z gadki znowu ze mną zerwał!!!wyszłam bez
          słowa,poszłam spac,drzwi do pokoju zamknełam na klucz,a on jakby nigdy nic po
          imprezce przyszedł do mnie,pukał do drzwi,ale nie otworzyłam,myslałam ze
          poszedł potem do domu,rano wstaje a on spi na podłodze w przedpokoju...
          sama juz nie wiem co mam robic,co myslec...
          kocham go nad zycie,ale on zadaje mi taki ból...
          ciekawa jestem co wogóle mi powie,czy to juz koniec...
          boje sie jak cholera,nie chce tego zerwania,ale nie chce tez zeby taki był.
          rozmawiam z nim milion razy i niby przytakuje,przyznaje racje,a jednak.......
          co myslicie o tym??
          • gamn Re: juz sama nie wiem.... 26.11.06, 13:40
            przepraszam ze bede okrutna ale chyba Ci tego trzeba....
            ja osobiscie wierze ze ludzie po alkoholu sa najbardziej szczerzy ze swiatem i
            zachowuja sie tak jak tego naprawde pragna... Myszko obawiam sie ze twoj
            narzeczony jest z Tobą, kocha Cię z tak zwanego przyzwyczajenia... jeszcze raz
            przepraszam za te slowa ale tak to widze z Twojej opowieści
            nie mam prawa dawac nikomu zadnych rad jednak na Twoim miejscu pokazalabym mu ze
            nie jest niezastapiony, a jesli odejdzie to jego strata, na pewno jestes super
            dziewczyna, troche pocierpisz i ponownie w Twoim zyciu znajdziesz szczescie bo
            po co Ci taki facet ktory po pijaku zrywa z Toba???
            mowisz ze rozmawiacie ze soba ale czy on jest naprawde szzczery? postaraj sie
            aby poczul sie zazdrosny moze to go ruszy i da do myslenia...

            trzymaj sie cieplutko, a ja bede trzymac za Ciebie/Was kciuki, buziaki
          • Gość: Kittypop Re: juz sama nie wiem.... IP: *.dsl.pipex.com 26.11.06, 16:17
            Myszka, sorry za szczerosc, ale moim zdaniem nie warto o to walczyc. Faceci sie
            nie zmieniaja. Szanuj siebie i swoje uczucia...a marzenia zawsze mozna
            odbudowac z kims innym, choc wiem, ze teraz wydaje ci sie to niemozliwe. jesli
            ty nie wezmiesz spraw w swoje rece to on zrani cie jeszcze raz. Wiesz o tym.

            Przeprowadz z nim szczera rozmowe i powiedz mu o tym jak sie czujesz. I daj mu
            czas zeby naprawil bledy, zaadresowal te problemy jakos...jesli to zrobi to
            super, a jesli nie - sama wiesz co masz robic.

            Trzymaj sie cieplo
            • myszka243 Re: juz sama nie wiem.... 28.11.06, 18:22
              dziekuję wam dziewczynki za porady..ja zdaje sobie sprawe z mojej sytuacji,ale
              niestety jestem strasznym tchórzem,boje sie byc sama,skonczyć to wszystko
              złaszcza teraz przed ślubem..a poza ty to mam jeszcze jeden powazny powód dla
              którego chce z nim być. Choruje od dziecka i niestety jest to choroba
              nieuleczalna,on to zaakceptował,nie przeszkadza mu to i zdaje sobie sprawe z
              tego że za kilka lat bedzie tylko gorzej...wiec chyba zrozumiecie że mało kto
              zdobyłby sie na to. Przynajmniej mi sie tak wydaje, noi musze mieć kogoś kto
              sie mną zaopiekuje w przyszłosci...tamta sytuacja skończyła sie tak,ze najpierw
              zachował sie jakby nigdy nic sie nie stało,jak pokazałam mu ze ja tego tak nie
              traktuje to próbował wyjasnic,ze zrobił tak,zebym szła juz do domu wtedy,ze
              chciał mnie odprowadzic,bo on sie chciał bawic do końca,a ja nudziłam o powrót,
              nie dałam sie tak odrazu przekonac bez walki,ale i on walczy o to zebym mu
              bardziej ufała,bo boje sie go zostawiac samego na imprezach,moim zdaniem nie
              fortunnie zabiega o to moje zaufanie,ale starałam mu sie to wyjasnic...modle
              sie codziennie o to zeby było dobrze,staram sie olewac jego chumory,uzbrajam
              sie w cierpliwość,bo on znosił moje ze 2 lata,teraz dopiero zmądrzałam:)widac u
              niego jest odwrotnie;)
              no cóż czas pokaże,pewnie bede cierpiała jeszcze nie raz,ale chyba takie jest
              niestety zycie...
              jakby co to jeszcze napisze
              buziaczki gorące:***
              fajnie że jestescie:))
              • gamn Re: juz sama nie wiem.... 30.11.06, 12:13
                Hej Myszko,
                rozumiem, iż Twoja sytuacja jest trudna... wiesz ja również bałam się
                samotności, bałam się jej jak cholera, ale w chwili kryzysu okazało się że nie
                jestem sama, mam koło siebie mnóstwo osob na ktore mogę liczyć.. sądze ze Ty
                rownież nie bedziesz sama...
                zastanów się czy jesteś w stanie poswiecic siebie i wlasne szczescie bo On moze
                sie nie zmienic?
                zycze Ci z całego serca bys tylko za pare miesiecy nie wylądowała tutaj, na tym
                forum ale zyla dlugo i szczesliwie
                pozdrawiam
        • gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 26.11.06, 13:31
          tylko ja sie zastanawiam za co on chce mi jeszcze bardziej dokopac....

          opcja a). nie wchodzi w gre bo ambicjonalnie (wiem glupio ale coz nikt nie jest
          doskonaly) do tego podchodze i chce mu pokazac ze mi zwisa z nim kontakt -->
          zawsze on pierwszy zaczyna rozmowe
          opcja b). myslalam o zemscie ale doszlam do wniosku ze to ponizej mojej
          godnosci, nie bede sie znizala do jego poziomu chociaz moglabym mu BARDZO
          nabruzdzic w zyciu, ale jak mnie jeszcze bardziej wkurzy to chyba schowam
          godnosc do kieszeni i wejde na wojenna sciezke :)

          dzieki za rady trzymaj sie :*
          • Gość: picobello Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 14:01
            czeski film...
          • Gość: miki Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.ramtel.pl 26.11.06, 21:39
            :)jak wchodze na to forum to i sie czasami głupio robi że sie tak nad sobą
            użalam a ludzie naprawde mają gorzej :/ żal mi wszystkich, którzy sie tak w
            zawiazkach męczą dlatego przesyłam buziaczki i mnóstwo pozytywnej
            energii :*:*:* a co do tego dokopywania spróbuj przynajmniej potraktowac to
            pozytywnie, tzn niech każda taka sytuacja utwierdza cię w tym że dobrze się
            stało że nie jesteście już razem :*
            • gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 26.11.06, 22:47
              oj prawda ze czeski film :)

              miki jak ty sie nei pouzalasz to kto to zrobi za Ciebie :), ja sie tylko na
              forum zale, puszczam to co mnie boli w siec bo tak jest latwiej, znajomych wole
              nie meczyc :)

              z kazdym dniem utwierdzam sie w tym przekonaniu :D:D:D:D
            • Gość: kejzi Re: doslownie rece opadaja!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.06, 20:46
              Myle ze jednak troche przesadzasz. Sama piszesz ze juz się otrząsnęłas po
              rozstaniu, że masz nowe znajomosci, tymczasem ciagle czujesz gorycz i bol. To,
              że do Ciebie zagaduje to moze znaczy, ze chce kontaktu na stopie kolezenskiej.
              Ostatecznie macie za soba pare lat razem i jest zwyczajnie ciekawy Twojego
              życia. Jezeli nie zyczysz sobie z nim rozmawiac powiedz mu to i ostatecznie
              mozesz zablokowac niechciany kontakt. Ktos kiedys powiedzial, ze najlepsza
              zemstą jest wybaczenie. Wiesz moja przyjaciółkę rzucił narzeczony, całkiem
              niespodziewanie odkochal sie, po 5 wspolnych latach, strasznie to przezyla nie
              tylko ona ale i cała rodzina. Aby pozbierac sie wyjechala do Londynu tam udało
              jej sie niezle urzadzic, spotkała nowa miłosc i co sie okazalo, ten jej eks
              potrzebowal pomocy gdy tez za jakis czas pojechal szukac pracy w Anglii. Nie
              miał sie do kogo zwrocic w mocno podbramkowej sytuacji i poprosił Ją o pomoc i
              co - nie odmowila - pomogła na ile sie dało. Gosc teraz ma takiego kaca ze hej,
              wie ze nie ma szans na powrot, nawet nie probuje, ale ciagle jest sam albo w
              kolejnych krótkich nieudanych zwiazkach. To sie nazywa klasa i zemsta. Zycze Ci
              gamn dystansu, bo czuje ze Jestes silną kobietą.
              • gamn Re: doslownie rece opadaja!!! 30.11.06, 12:33
                Kejzi wielkie DZIEKI - tego mi naprawde bylo trzeba :)

                masz racje ze jeszcze czuje gorycz bo na tekst ze on jest z inna rana sie
                ponownie otwiera, a otrzasnelam sie na tyle by zaczac tworzyc cos nowego z kims
                odpowiedzialnym
                postaram sie przetrawic w sobie jeszcze raz to wszystko i nabrac dystansu

                ppozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za to co napisala/napisales

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka