fruzielka27
13.12.12, 18:07
Ręce mi opadły po raz kolejny.
Mamy wspólnotę do bani. Jeden pan po 60, drugi po 80. Robią co chcą, a dokładnie nie robią nic. Nie mamy żadnego administratora, panowie "przyjmują" teoretycznie we wspólnotowym pomieszczeniu w piwnicy, teoretycznie, bo raz, że tylko "starzy" mieszkańy wiedzą gdzie oni siedzą - nie ma żadnej tabliczki, kartki, nic, a dwa - na żadnej z 8 klatek nie ma nawet pół kartki z informacją kto, gdzie i kiedy przyjmuje, żadnego numeru telefonu, kiedyś na samym początku jak się tu sprowadziliśmy były, ale potem zdjęli. I mimo mojej prośby na marcowym zebraniu o zawieszeniu jakichś informacji na temat zarządu dalej nie ma nic.
Przez cały rok, no w sumie jeszcze nie cały, ale od zebrania w marcu nie zrobili nic. Na zebraniu wnioskowałam o postawienie koszy na śmieci, bo wkoło nigdzie nie ma, a brud wkoło taki, że hej, ale co się dziwić skoro nie ma gdzie wyrzucić papierka? Koszy jak nie było, tak nie ma, a bezczelny pan z zarządu na zebraniu nawet mnie pytał gdzie mają ustawić te kosze, żebym potem nie miała pretensji!
Remonty robi wciąż ta sama firma, więc można się domyślać o co chodzi, zwłaszcza, że ostatnio wybierali z 3 ofert - jedna była niewyobrażalnie droga, podejrzewam, że specjalnie tak napisana, druga tańsza sporo, a trzecia też droga, ale tańsza od tej pierwszej. No i znajoma, która już nam robiła wymianę co.
Jak zaczęłyśmy z sąsiadką zagłębiać się w dokumenty dotyczącej tej wymiany, to okazało się, że w protokole przeglądu nie było żadnej usterki, wycieku itp, jedynie w lokalach chyba 3, ale to wiadomo - należy do lokatora. Ale na dole było zalecenie - zaleca się wymianę instalacji gazowej. A pismo, które do nas wystosował zarząd było napisane wyraźnie, że instalacja jest stara (no jest, bo ma ponad 60 lat), skorodowana, niebezpieczna i jest konieczność jej wymiany.
O tym co było napisane na przeglądzie dotarłam niestety po przepisowych 30 dniach, po podpisaniu uchwały! Więc wiadomo - nic nie mogłam więcej zrobić.
Obecnie jest remont rozpoczęty, najgłośniejsze prace rozpoczęli wczoraj i dziś o 7 rano! Dzwonię do gościa z zarządu i proszę o podanie numeru do właściciela firmy, która robi remont, a on mi mówi, że mi nie poda, bo nie jest upoważniony!
Wkoło jest brud, bałagan, bo nikt nie dba o teren, bo teren jest wojskowej agencji mieszkaniowej. Zgadza się, należy, ale w końcu my chodzimy po tych zapadniętych chodnikach, jak popada deszcz - skaczemy po kałużach przez wiele dni, bo takie są doły, a wspólnota zamiast pomyśleć o choćby częściowym sfinansowaniu wymiany chodników, wymieniają instalację gazową za mnóstwo pieniędzy, której wymieniać nie trzeba było.
Dozorca nie sprząta wkoło, bo teren nie nasz, odśnieża od święta, ale zarząd go popiera, bo jednemu z członków myje okna, trzepie dywany itd. Jak za "starych, dobrych czasów"
Mieszkańcy to w 3/4 starsi ludzie, którzy tu mieszkają od zawsze, na zebrania chodzi niewielka część, ale z tych co chodzą, to wszyscy głosują za zarządem. A zarząd mydli oczy brakiem podwyżek, a podwyżek nie robią, bo nie robią nic! Tyle co ta wymiana gazu. A swoją drogą wymiana ma być tak przeprowadzona, że wymienają rury tylko do liczników, starej nie demontują, najmniejszym wysiłkiem, przy dużych kosztach.
Na wszystkich, którzy byli na zebraniu tylko ja głosowałam przeciw, 2 czy 3 się wstrzymały od głosu. Dopiero po zebraniu kilka osób podeszło do mnie (bo wygarnęłam wszystko co błędne i o czym wiedziałam) i mnie poparło. Ale co z tego, jak już było za późno?
Zbierze się nas pewnie te 10%, które są przeciw, ale nie sądzę, żeby więcej. Czy mamy jakąś możliwość odwołania obecnego zarządu? Czy trzeba czekać aż lokatorzy się "wykruszą" i dopiero będzie szansa na poprawę najbliższej okolicy???
Dodam, że rzecz dzieje się w stolicy, 3 minuty od stacji metra!