rezurekcja
11.05.15, 22:06
Pożegnaliśmy dziś Kajtusia.
Myślelismy, ze zaśnie sam, bez naszej "pomocy". Był juz tak słabiutki, że nie mógł stac. ALe leżeć też nie chciał. A może nie mógł?... Po wylewie skrzywiał główke, dyszał, mia ataki paniki, przewracał się. Nie chciał jeść. Moze już nie mógl? Jakby nie pamiętał, po co jest jedzenie.
KAjtuś.
NIeduży czarny kundelek z klapniętymi uszkami i zakręconym ogonkiem. Energiczny, przyjacielski, towarzyski. Zwinny, szczuplutki, o nienagannej sylwetce.
Pies z autobusu. Wsiadł w Jeleniej Gorze i dojechał do Świeradowa, ale tam nikt nikt się do niego nie przyznał. Dojechał z mamą do Wrocławia i tu spędził całe swoje psie życie, czyli 16 lat. Był 5-miesięcznym szczeniakiem, kiedy do nas trafił. Właśnie zmieniał zęby.
Zakolegował się z Dużym, naszym wilczurem i Wiką , naszą pseudoratlerką. I kotami.
KAjtuś był pielęgniarzem. Kiedy któryś z kotów przychodził poobijany czy poraniony, Kajtuś natychmiast biegł go wylizać. Czasem tylko dzieki temu wiedzielismy, że kotu coś sie stało.
Owczarkowi pielęgnował przetokę.
Niezmordowany spacerowicz. Zwiedzał okolicę sam albo w naszym towarzystwie.
Z czasem pożegnalismy Dużego, Wikę, kilka kotów, a Kajtuś zawsze był. I przyjmował nowych współtowarzyszy, Florę i Lapusia oraz 3 nowe koty.
Ostatnie lata były już nie tak aktywne, Kajtus bardzo źle slyszał, źle widzial (zaćma), prowadzalismy go tylko na smyczy, ale ciągle jeszcze chodzilismy na spacerki, choc już nie tak dalekie, jak parę lat temu.
Ale wszystko się kiedyś kończy.
KAjtus już na Tęczowym Moście. Wita sie z Alexem, Kropką. Wiką, Dużym, Maluszkiem, Czarkiem, Lalą, Sarą.
Pa, Kajtusiu.
Będziemy cię pamiętać, nasz mały piesku.
NAsz charciku jeleniogórski. Pa.