Dodaj do ulubionych

antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra dzieci

26.02.08, 16:44
Chciałabym poruszyć temat scysji na linii właściciele zwierząt
(np.psów, kotów) a rodzice dzieci. Problem jest realny czy
wydumany... jak sądzicie? Czy warto kruszyć kopie? Jeśli tak, to w
jakich przypadkach? O co w tym naprawdę chodzi? Czy jest to drugie
dno antagonizmu "bezdzietni-dzieciaci"? Czy istotnie rodzice dzieci
i właściciele zwierzakó tak różnią się między sobą?

Jestem ciekawa Waszego zdania, zwłąszcza na podstawie sytuacji "z
życia wziętych" :-)
Obserwuj wątek
    • mmaupa Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 18:28
      Nie bardzo rozumiem, o co chodzi. W czym problem? Czy mozna miec albo dziecko,
      albo zwierzaka? Czy tylko bezdzietni maja zwierzeta? Czy jesli ktos ma i kota i
      corke, to przezywa rozdwojenie jazni?

      Nie widze antagonizmu, zatem problem uwazam za wydumany.
      • majenkir Re: 26.02.08, 19:13
        mmaupa napisała:
        > Nie bardzo rozumiem, o co chodzi

        Ja tez nie. W koncu psy/koty itp. to tez nasze dzieci.
        Tylko takie grzeczniejsze.... ;))
      • sun_of_the_beach Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 22:20
        MoZe chodzi o światłe poglądy etatowych miłośniczek i bojowniczek o prawa zwierząt (głównie prawa do darmowej sterylki) takich jak evula czy gattara? Ot choćby to:

        Do anavampire
        evula 09.09.07, 21:53

        anavampire balam sie, o wywolanie kontrowersji swoim postem z tego wzgledu, ze w przypadku alergii dziecka na psa, to normalka, ze trzeba pozbyc sie psa (w przypadku wiekszosci ludzi niestety. Poza tym jakos nie wstydze sie przyznac, ze dla mnie zwierze ma o wiele wieksza wartosc niz czlowiek:-) Rowniez pozdrawiam serdecznie!
    • lu221 Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 19:41
      > Chciałabym poruszyć temat scysji na linii właściciele zwierząt
      > (np.psów, kotów) a rodzice dzieci. Problem jest realny czy
      > wydumany... jak sądzicie?

      Problemy takie faktycznie są,ale objawiają się na wielu polach.
      Chodzi Ci konkretnie o coś? Czy po prostu tak ogólnie o nie wiadomo co? ;)
    • mama007 Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 19:53
      yyyyyyyyyyy, a dzieciaci wlasciciele zwierzat? to jaka kategoria i z kim sie
      maja klocic ? <rotfl>
      • po.prostu.ona Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 20:43
        Mam dziecko i zwierzęta, ale chyba wiem o co chodzi autorce postu.
        Gdy jestem na spacerze z moim psem, który jest malutki, wygląda jak
        ożywiona zabawka, często jestem zaczepiana przez starsze panie/panów
        oraz mamy z dziećmi w wieku przedszkolnym.
        Ta ostatnia kategoria bywa upierdliwa, bo pół biedy, kiedy dziecko
        chce tylko pogłaskać pieska. Gorzej, kiedy chce się nim (nie z nim)
        pobawić. Na to reaguję stanowczą i kategoryczną odmową. I kiedyś
        taki "uroczy malec" dostał ciężkiego ataku histerii, bo nie
        pozwoliłam mu wziąć pieska na ręce. Jego mamusia miała do mnie
        straszliwe o to pretensje. :-)
        • igge Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 26.02.08, 22:58
          nie widzę żadnego antagonizmu. Mam dwójkę dzieci i piątkę zwierzaków.
    • baremi Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 07:25
      Nie widzę antagonizmu. Mój syn wychowywał się w towarzystwie zwierząt i wyrósł na fajnego faceta.
      A ja szanuję i dzieci i zwierzęta. Poza tym i jedne i drugie wymagają - prócz szacunku - naszej troski, jako istoty od nas, dorosłych zależne.
    • albert.flasz1 Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 08:02
      To jest problem wymyślony przez pismaków, skonsumowany przez
      czytaczy "Metra", "Faktu" oraz "Superekspressu" oraz nagłośniony
      przez egzaltowane obrończynie rodowodowych piesków i piwnicznych
      kotków. Jak świat światem ludzie utrzymywali zwierzęta, nie tylko do
      polowania, pilnowania, dla mięsa, mleka , wełny, skór itd., ale
      także dla przyjemności i aż takich napięć nigdy nie było. Pojawiły
      się wraz z gwałtownym i ogromnym wzrostem ilości tych zwierząt,
      szczególnie w wielkich skupiskach, jakimi są miasta, gdzie nadmiar
      agresji jest niestety czymś naturalnym i znanym od dawna...
    • annb to porusz_aj 27.02.08, 09:05
      ja poczekam na wnioski
      zapewn ebeda odkrywcze
    • wiu Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 12:09
      OK, już wyjaśniam.

      Chodziło mi o sytuacje, kiedy po jednej stronie sporu staje
      właściciel zwierzaka, a po drugiej rodzic(e). Albo o sytuację, kiedy
      ktoś nie ma dzieci, a za to ma zwierzaka, a otoczenie podejrzewa, że
      z nim "nie do końca w porządku". Albo o sytuację, kiedy trzeba
      wybrać - interes dziecka lub interes psa.

      Np. niesprzątane odchody psów na trawnikach i w piaskownicach,
      psy "latające" bez kagańcy i smyczy, hodowanie psów groźnych ras,
      szczekanie psa w blokach gdzie mieszkają rodziny z małymi dziećmi (a
      dzieci chcą spać), darowizny na organizacje pro-zwierzęce zamiast
      np. DoOmy Dziecka, przedkładanie towarzystwa zwierzaków nad kontakty
      z ludźmi...itd.

      Wiecie najlepiej, ile tu było postów w podobych sprawach. Dla
      odmiany może warto dojść do jakiegoś konstruktywnego kompromisu...
      nie sądzicie?
      • mmaupa Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 13:21
        Moze jestem jakas staroswiecka, ale wszystko chyba da sie rozwiazac przy
        odrobinie odpowiedzialnosci i empatii. A dobry wlasciciel zwierzecia, a takze
        dobry rodzic, powinien byc wyposazony w obie te cechy.

        Zatem odpowiedzialny wlasciciel zwierzaka nie pozwala mu na zalatwianie sie w
        piaskownicy, nie puszcza duzego psa luzem na placu zabaw, szkoli psa groznej
        rasy. Rodzic nie pozwala dziecku dotykac nieznajomego psa, patrzy, gdzie dziecko
        sie bawi, uczy jak zachowywac sie w obecnosci zwierzecia.

        Co do szczekania - psy glosno szczekaja, a dzieci glosno placza. Czasem nie da
        sie uspokoic ani jednego, ani drugiego. Tu sie przydaje empatia.

        To, gdzie sie dobrowolnie oddaje wlasne, uczciwie zarobione pieniadze, jest
        indywidualna sprawa. Jeden daje na WWF, drugi na sierocince, a trzeci wspiera
        interes pani w monopolowym. Tak samo indywidualna sprawa jest to, czy ma sie
        dzieci i ile, czy ma sie zwierzeta i ile, a moze i jedno i drugie - dopoki mozna
        zapanowac nad sytuacja i postepuje sie ODPOWIEDZIALNIE.

        GLupi i nieodpowiedzialni ludzie niestety zdarzaja sie wszedzie, niezaleznie od
        "stanu posiadania". I w takich sytuacjach dochodzi do konfliktu, jednak nie ze
        wzgledu na dziecko czy psa, ale przez krotkowzrocznosc i brak zrozumienia.

        Jesli chodzi o sytuacje, gdzie trzeba wybrac interes dziecka lub zwierzecia
        (duszaca astma i alergia na kota np., nie da sie do konca odczulic itd), to (i
        to jest moje zdanie) wybralabym dziecko. Po pierwsze dlatego, ze zgodnie z
        prawami natury chce przede wszystkim dobra dla swoich wlasnych genow. Po drugie,
        z dzieckiem bede miala kontakt przez nastepne 50 lat, z kotem najwyzej przez 15.
        Po trzecie, kota mozna oddac chetnej osobie, dziecko nie bardzo. Po czwarte,
        ciagly stres dziecka zwiazany z alergia, astma, odczulaniem itd jest wiekszy niz
        jednorazowy stres kota zwiazany ze zmiana domu.
        • blue.berry Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 13:36
          ot i mądra wypowiedz ktora w sumie powinna zakonczyc ten watek :)
        • lu221 Re: antagonizm stary jak świat:zwierzaki kontra d 27.02.08, 13:56
          Pięknie to ujęłaś. I tak jak napisała blue.berry - praktycznie zakańczając wątek :) (Chociaż niekoniecznie).

          > Jesli chodzi o sytuacje, gdzie trzeba wybrac interes dziecka lub zwierzecia
          > (duszaca astma i alergia na kota np., nie da sie do konca odczulic itd), to (i
          > to jest moje zdanie) wybralabym dziecko.

          Dziecięcia jeszcze nie posiadam, ale pewnie kiedyś posiądę :)
          Ale nie wiem, co bym zrobiła, gdyby się okazało, że jest uczulone na zwierza.
          Dziecko to dziecko - powinno być najważniejsze. Z drugiej strony - nie potrafiłabym oddać zwierzów nikomu. Serducho by mi pękło na sto tysięcy części. Pozostaje więc alternatywa wręcz utopijna - pół domu dla zwierząt i rodziny nieuczulonej, reszta dla rodziny uczulonej i nie :) A dziecko zawiozłabym na koniec świata, byle tylko ktoś je z tej alergii wyleczył :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka