Dodaj do ulubionych

Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!!

31.10.08, 18:52
Czy ktoś spotkał się z taką chorobą u psów? Czy ktoś przeszedł przez
leczenie i mógłby coś pomóc???

Mamy 2,5 letniego pointerka którego spotkała ta niemiła przypadłość
i niestety ale weterynarze nie sprawiają wrazenia zorientowanych o
co chodzi? W kółko robia te same badania na których nic najczesciej
nie wychodzi, wydalismy juz mnóstwo pieniedzy ale najgorsze jest to
ze nie wiadomo co poczac dalej zeby to przyniosło jakies efekty.
Bylismy w najlepszych klinikach w Wawie przy sggw, w al.
niepodległości i przy powst śląskich (tej nie polecam szczególnie,
lekarze tutaj to partacze). Proszę niech odezwie sie ktos kto
pokonał tą chorobę i mógłby cos poradzic.

Obserwuj wątek
    • avasawaszkiewicz Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 03.11.08, 14:05
      Tu na forum na pewno niewiele Ci pomożemy. Tym bardziej jeśli w tych miejscach o
      których piszesz nie dali Ci rady pomóc. Wiem bowiem, że na SGGW-u w miarę
      niedawno wykonywany był podobny zabieg ale wszystko zależy od przyczyny.
      Powiedz jakie badania dodatkowe mieliście wykonywane i od czego się zaczęło.
      Na pewno te artykuły już znasz, ale jeśli nie, polecam, mogą wyjaśnić Ci
      trudności w diagnostyce i ewentualnym leczeniu tego niezbyt częstego schorzenia.
      www.pubmedcentral.nih.gov/pagerender.fcgi?artid=1409025&pageindex=1#page
      www.vet.uga.edu/vpp/clerk/Rockwell/index.php
      Pozdrawiam - Ava
      • macarthur kliniki w warszawie 04.11.08, 00:01
        te co wymieniłeś to chyba jedne z nielicznych co się podejmują
        leczenia skomplikowanych przypadków, ale też zależy na którego
        lekarza trafisz, naprawdę znaleźć dobrego weterynarza to jak trafić
        w totolotka
      • ago-ya do avasawaszkiewcz 04.11.08, 14:59
        dzięki bardzo za linki! akurat tych artykułów nie czytaliśmy, choć
        nie ukrywam, ze względu na język medyczny trochę trudno przez nie
        przebrnąć :) no i niestety jak reszta artykułów, nie dają
        jednoznacznych odpowiedzi. niemal każdy przypadek jest inny :/ SGGW
        faktycznie zdaje się być naszą jedyną nadzieją. wkurza mnie tylko,
        że za każdym razem jak tam jesteśmy zostawiamy kupę kasy (często
        bezsensownie wydanej na 5 z rzędu rentgen, który nic nowego nie
        wnosi) a jak pytamy o samą operację, to zbywają nas półsłówkami.
        jest to zabieg kosztowny, ok 2tys plus koszty późniejszej
        rekonwalescencji, czyli pewnie ok 3tyś w sumie, szanse jego
        powodzenia są zaś dość marne. fajnie więc, gdyby ktoś nam
        powiedział, jakie mają doświadczenie w przeprowadzaniu podobnych
        zabiegów. oprócz jednak zdawkowego "wykonaliśmy klika" nie udało nam
        się wyciągnąć nic więcej. nawet zaś z tych artykułów, które
        przesłałaś wynika, że operacja czasem kończy się połowicznym
        sukcesem, tzn. po 2 mcach trzeba zabieg powtórzyć, bo chłonka znów
        zaczyna wyciekać. najbardziej zaś dręczy nas pytanie, czy decydując
        się na tą operację nie przedłużamy tylko psiego cierpienia (gdyby
        miała zakończyć się ona niepowodzeniem lekarze z pewności będą
        namawiać nas, żebyśmy podtrzymywali psa przy życiu w nadzieji że
        może samo mu się cofnie) i nie robimy sobie niepotrzebnych nadzieji.
        bo jeśli faktycznie nic z tego nie wyjdzie, pies wiele wycierpi, my
        będziemy "cieńsi" o jakieś 5tyś ( ponad 2 tyś wydaliśmy w ciągu
        ostatnich 3 tyg), rozczarowani i rozżaleni, a na koniec
        usłyszymy "proszę pas uśpić" :/
        • ago-ya Re: do avasawaszkiewcz 04.11.08, 15:36
          czy Ty jesteś weterynarzem? z tej 1 publikacji wynika dość jasno, że
          operacyjne usuwanie wycieku, jest ostatecznością. jeśli powodem
          wycieku jest uszkodzenie przewodu w którym krąży chłonka, to metody
          nieoperacyjne polegające na pozajelitowym karmieniu (w celu redukcji
          ilości wyciekającej chłonki) ograniczeniu do minimum wysiłku
          fizycznego są najbardziej efektywne. jeśli po 2 tygodniach nie
          nastąpi poprawa, dopiero wtedy należy operować. jeśli zaś powodem
          wycieku jest nowotwór (co u naszego psa zostało dwukrotnie
          wykluczone) to metody operacyjne i tak są nieefektywne. lekarze nie
          zaproponowali nam karmienia pozajelitowego, choć pies pozostaje pod
          kroplówką, bo apetyt ma marny. zaobserwowałam, że faktycznie
          zjedzenie dużej ilości pokarmu kończy sie u niego pogorszeniem
          samopoczucia. być może więc przezucenie go na 2 tyg na karmienie
          pozajelitowe dałoby rezultaty??? pytanie tylko, czy mocno już
          wychudzony pies (schudł w ciągu 3 tyg ok 4kg, a już wcześniej
          należał do bardzo szczupłych) da radę wytrzymać taką kurację?
          lekarze naciskają na operację, twierdząc, że jest to podstawa
          leczenia chylothoraxu, choć ta publikacja temu zaprzecza. a jakie
          jest twoje zdanie. dodam tylko, że publikacja jest z lat 60, trochę
          więc mogło się od tamtego czasu zmienić.
          • macarthur czasami każdy wybór jest zły 05.11.08, 01:57
            a tylko pozostaje pytanie co jest mniejszym złem i ty musisz sobie
            sam odpowiedzieć na to pytanie
    • aganiok32 Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 05.11.08, 12:53
      spróbuj może w klinice na Białobrzeskiej
      www.bialobrzeska.waw.pl
      • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 05.11.08, 13:25
        Witam,
        Wczoraj tam wylądowałem z polecenia ale niestety juz troche za późno
        było wiec tylko mi wenflon zmienili. Klinika wyglada dosyc biednie,
        ale pierwszy kontakt dosyc pozytywny. Wybieramy sie tam jutro do
        dok. Czop bo taka zostala nam polecona i ona przyjmuje dopiero jutro
        niestety.

        Na podstawie samoksztalcenia postanowilismy zafundowac naszemu
        pieskowi "żywienie pozajelitowe" Dostalismy kroplówki z glukoza i
        duphalyte, i tak jak wczoraj prawie nic nie jadł (z rutinoscorbinem
        i wit. c dostaje cos na zagryzienie) to dzis rano sciągnąłem z niego
        o połowe mniej. (pytanie czy to ze go tak bedziemy karmic i
        zmniejszy to wydzielanie chłonki, to spowoduje również zagojenie sie
        rany, czy to przypadkiem nie bedzie tak ze jak go znowu zaczniemy
        karmic to znowu zacznie leciec) Zobaczymy czy tendencja sie utrzyma.
        Wydawal sie byc tez rano troche zywszy. Jutro skonsultujemy co dalej
        robić z lekarzem. Mamy nadzieje trafic w koncu do kogos
        kompetentnego z pomyslem.

        Postaram sie informowac o postepach. Jak byscie mieli tez jakies
        sugestie to chetnie wysluchamy. Szczególnie jakby ktos napisal czy
        dwa tygodnie ( bo tyle to ma trwac podrecznikowo) glukoza +
        duphalyte wystarczy zeby w miare pieska odżywic. Wyczytalismy w
        jednej z publikacji ze aby zatrzymac spadek wagi i chudniecie
        stosowac mozna podawanie odciagnietej chłonki doustnie, doodbytniczo
        albo dozylnie. Nie odwazylismy sie tego robic przed skonsultowaniem
        z lekarzem, ale moze wy cos bedziecie wiedziec na ten temat?

        Dzieki za wszelka pomoc.
        • aganiok32 Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 07.11.08, 09:43

          i co u pieska?
          • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 07.11.08, 14:02
            Narazie staramy sie podawac pieskowi jak najwiecej plynow dozylnie +
            Duphalyte i witaminy. Do jedzenie dostaje minimum ziemniak + mintaj
            tak zeby było beztłuszczowo, i staramy sie zeby pił tez jak najmniej
            bo jak sie okazuje picie wody plus tłuszcze = wieksza produkcja
            chlonki. Pomijajac fakt ze łapka mu puchnie od kroplowek i trzeba
            noge zmieniac co jakis czas (myslelismy o założeniu tzw. wkłucia
            centralnego ale nie wiem czy to przeforsujemy), to zauwazylismy
            spora poprawe w wycieku. Wczesniej sciagalismy ok. 35 x 20ml
            strzykawek dwa razy dziennie, teraz również dwa razy ale po 7,5 - 10
            strzykawek. Chłonka wyglada troche inaczej, jest bardzie klarowna,
            ale to pewnie z tej przyczyny ze nie ma w niej tyle tłuszczy. Dzis
            Pimponek troche gorzej sie mial, i pozatym odkrylismy że jak go
            połozymy na tym boku co ma założony dren to sie da wiecej wypompowac
            czyli ok 17 strzykawek, od dzis pewnie bedziemy go odpompowywac jak
            bedzie leazł na tym boku a nie stojacy jak wczesniej. Na pewno jest
            też troche tak ze jest słaby bo taka dieta plus kroplowki nie
            spełniaja jego wymagan ale zmniejszenie wyplywu tej chłonki jest
            warukniem koniecznym zeby moglo sie to zagoic samoistnie, co jest
            mozliwe (przeczytalismy mnostwo literatury na ten temat). Zobaczymy
            jak sie to wszystko potoczy ale podejrzewamy ze jest kwestia jeszcze
            jakis dwoch tygodni. Litertura naukowa nie jest zbytnio
            optymistyczna niestety.

            W każdym razie nie poddajemy sie i mamy nadzieje że wszystko sie
            skonczy dobrze. Ostetcznoscia jest jakas operacja która ma b.
            kiepska skutecznosc. Dzieki za zainteresownie :)

            Zadam pytanie bo spodziewam sie ze kilku weterynarzy to czyta:

            Piesek to 2,5 letni Pointerek obecnej wagi zostalo mu troche ponizej
            20kg. Podajemu mu srednio 1 litr glukozy 200ml duphalyte i po
            mililitrze jakis witamin. Czy mozna by cos do tego dodac zeby ta
            dozlylna dieta byla pełniejsza???

            W jednym z opracowan wyczytalismy ze aby zapobiec utracie masy i
            wogóle składników odżywczych to mozna tą chłonkę co sie wypompuje
            podawac spowrotem doustnie, doodbytniczo lub nawet dożlynie. Czy to
            jest bardzo kontrowersyjne postepowanie? Co o tym myslicie? Czy to
            byłoby bezpieczne?

            Dorzucam jeszcze robocze zdjęcie Pimponka z wakacji jak jeszcze był
            pełny sił i szczęśliwy.

            picasaweb.google.pl/sebastian.adamczuk/1018081402#5243193207796810658
            • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 07.11.08, 14:11
              Dodam tylko ze na białobrzeskiej tez juz byłem - po pierwsze bo Pani
              polecała, po drugie - bo znajomy ma znajomą wet która zdaje sie tam
              pracowała i polecała zeby sie tam wybrac, a po trzecie - jak tam
              dotarłem to trafiłem w koncu na tą samą Panią wet. z którą od
              początku próbujemy działac na sggw.

              A więc - świat jest mały.
              • aganiok32 Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 08.11.08, 22:46
                no tak....ja mam ogromne zaufanie do wetów z Białobrzeskiej. I nie
                zdzierają za mocno kasy.
                Poczytałam trochę o przypadłości Twojego pieska, strasznie dziwna
                choroba. Mam nadzieję, że pieskowi się uda i będzie dobrze. Będę
                trzymac kciuki!
                • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 10.11.08, 14:15
                  Witaj, Sprawy sie dodatkowo pokomplikowały ostatnio. Dieta dieta,
                  piesek je tylko ziemniaki z filtem mintaja ale cos sie kiepsko
                  zaczal czuc i dyszec wiec pojechalismy na sggw gdzie po raz kolejny
                  mimo ze ma dren zrobilismy mu punkcje. Jak sie okazało dren sie
                  zapchał albo przesunął i niestety nie jest to najgorsza informacja.
                  Okazało sie ze dren spuszcza płyn tylko z jednego pluca. W drugim
                  natomiast zbiera mu sie jakis taki plyn wygladajacy jak osocze. Jako
                  ze to byla sobota to nie dalo sie tego zbadac ale jest to ten sam
                  plyn co mu wypompowalem jakies dwa tyg temu z tego pluca. Tak wiec
                  ostatecznie w jednym ma chlonke w drugim jakis inny plyn a dren sie
                  popsul. Lekarz na miejscu sprawnie przeprowadzil punkcje ale zeby
                  wyciagnac od niego jakies informacje to nie bylo niestety mowy.
                  • zyczliwywet Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 11.11.08, 22:13
                    Spróbuj u dr Niziołka jak on nie pomoze to juz nikt nie daa rady
                    • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 12.11.08, 18:33
                      dr. Niziołek poza Wwą do przyszłego tygodnia niestety :/ dr. Galanty
                      też dopiero pod koniec tygodnia do Wwy wraca, musimy więc czekać.
                      psioł ma się w miarę, tzn. jak mu punkcję zrobią to bryka jak
                      nowonarodzony, po czym po 2 dniach jak mu się płuca napełnią znów
                      dyszy ciężko. pielęgnujemy go jak możemy najlepiej i czekamy na
                      powrót specjalistów.
    • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 20.11.08, 16:40
      Jutro operacja ostatnia szansa u dok. Galantego. Albo w jedna albo w
      druga bo piesek niestety juz sie męczy. My sami z siebie nie
      jestesmy w stanie podjac decyzji o eutanazji. O kosztach
      poniesionych do tej pory nie wspominam bo nie ma sensu. Trzymajcie
      kciuki. My mamy nadzieje ze znajda jakiegos gwoździa w płucach,
      wyjmą i wszystko wroci do normy. dr. Niziołek nie rokuje jednak
      niestety sukcesu :( i jako jedyny powiedział nam od początku do
      końca jak sprawa wyglada.
      • melon_cziko Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 07.06.19, 03:17
        JEŚLI SPOTKA TO RÓWNIEŻ WASZEGO PUPILA! PISZCIE PROSZĘ na radmat82@gmail.com
        Walczyliśmy długo o życie mojego pieska.... wiele rzeczy bym zmienił..... już za późno...
        Chenie pomogę i doradzę. To nie musi być koniec! Może wam uda mi się pomóc.
    • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 22.11.08, 19:48
      Niestety Pimponka nie udało się uratować :( Było już chyba trochę za
      późno. Niewydolność oddechowa przy znieczuleniu ... Nie możemy w to
      uwierzyc od kilku dni, cierpimy, płaczemy. Dziś mając już jakąś
      wiedzę pewnie trochę inaczej byśmy wszystko zorganizowali. Niestety.
      Jeśli ktoś kiedyś znalazłby się w podobnej sytuacji niech się
      odezwie, spróbujemy mu pomóc lepiej niz potrafiliśmy sobie:
      superneon (at) o2.pl głupia sprawa, teoretycznie dało się tego
      uniknąć, praktycznie robilismy co w naszej mocy. Pimponku Kochamy
      Cię. Odwiedzaj nas czasem znad tego Tęczowego Mostu.
      • rezurekcja wyrazy wspolczucia 24.11.08, 11:44
        sciskam mocno.
      • aganiok32 Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 24.11.08, 15:28
        bardz, bardzo mi przykro :(
      • ago-ya Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 24.11.08, 21:38
        www.wrzuta.pl/obraz/tMfjNnLlCs/picture_100
        Napisze o efektach ku przestrodze innych by nie bagatelizowali
        drobnych sygnałów. Dokładnie w czerwcu 2007 wyjechalismy na tydzień
        za granice na wakacje a Pimponek został wtedy pod opieką znajomych.
        Niestety któregoś dnia nie upilnowali i nie zamknęli furtki a ze
        pimpon mial w zasadzie dopiero rok to jeszcze nie byl az tak dobrze
        nauczony by nie wybiegac na ulice. Zobaczyl kogos i zostal
        potracony, lekko bo lekko ale jednak. Na wszelki wypadek usunieto mu
        śledzione ale gdy sie o tym dowiedzielismy po naszym powrocie to byl
        w dobrym stanie i szybko wrocil do zdrowia i do długich spacerków.
        Jako ze sprawa była rozciagnieta w czasie to uspilo nasza czujnosc.
        Czasem sie zdazylo ze kaszlnol, no i byl jakby troche chudszy. Nigdy
        do ostatniej chwili nie przyszlo nam tego łączyc z wypadkiem.
        Chudosc tłumaczylismy sobie jego aktywnoscia, a weterynarze kazali
        go leczyc na robaki co robilismy permanentnie, tabletkami a nawet
        jakimis ziolami ojca grzegorza co nam przepisali. Na pytanie o
        kaszel odpowiedziano nam ze pewnie w ogrodku pije zimna wode. Nie
        drążylismy nadmiernie tematu, tylko myslelismy ze pimponek moze po
        prostu taki jest lub ze ten typ tak ma. Nie widzielismy specjalnych
        powodow zeby go kompleksowo przebadac bo i teoretycznie nie bylo
        takich przeslanek. Pimpon byl prawie codziennie na długim spacerze a
        dwa razy w tygodniu na super długim, czasem nawet potrafil
        przeleciec bez wiekszego zmeczenia 30 - 40 km. Trudno bylo wiec
        podejrzewac ze cos z nim jest nie tak. Okazjonalnie mial taki niby
        gorszy dzien, ale smialismy sie tylko ze jest w melanchlijnym
        nastroju. Jednak na poczatku wrzesnia jak wróciliśmy znad wisły
        pimpon wyraznie juz zachorował i sie przestal podnosic,, tyle co do
        ogrodga sie zalatwic, bo nawet nie jadl. Niby czasem juz mu sie
        zdazalo ze nie jadl dzien lub dwa ale trzeciego wszystko nadrabial.
        Po trzech dniach jednak zabralem go na sggw mimo ze daleko zeby nie
        tracic juz czasu na tych lokalnych wetow co tylko potrafia
        szczepione zrobic i pierdoly gadac. Okazalo sie ze mial plyn w
        plucach i spuscili mu 2,5 litra tamtego dnia. Wszystko pieknie,
        pimpon odzyl, umowilismy sie na kolejna wizyte, ale juz po 4 dniach
        odpompowywalem go znowu. Diagnoza byl ten chylothorax którego nie
        powiazalismy z wypadkiem bo jako zebyl tak dawno temu wydalo nam sie
        to niedorzeczne. W miedzyczsie zalozylismy pimponowi dren,
        przszlismy na diete ziemniaki plus mintaj tylko i kroplowki
        pozajelitowo, tak jak sie niby robi przy klasycznym chylothoraxie.
        no ale z czasem dren sie zapchal, okazało sie ze w drugim plucu tez
        ma plyn. Wszystkie badania niby porobione, ostatnia szansa to ta
        operacja. Wszystko powoli przestalo pasowac do tej ukaladnki
        chylothoraxowej klasycznej. U doktora niziolka na usg zobaczylismy
        zrosty w klatce ktore juz uciskaly nawet osierdzie. Zdecydowalismy
        czym predzej na stol bo inaczej nie bylo sznasy. Do konca nie
        wiadomo bylo czy te zrosty to wina ostatniego miesiaca czy nie, ale
        i tak juz nie bylo co myslec. Czym predzej na stół. Zadne koszty nie
        graja roli bo pimponowi tak jak na poczatku juz nawet punkcje nie
        przynosily specjalnej ulgi tylko pompowal powietrze cała klatką
        piersiowa. Przez ten miesiac co dwa dni bylem u weta. Poczatkowo
        probowalem po roznych ale co sie ktos dowiedzial ze juz u kogos
        bylem to zrzucal na niego odpowiedzialnosc i mowil ze sie nie chce
        wcinac w czyjes leczenie. Ostatecznie przyszedl dzien operacji,
        pimpon juz byl zmeczony tym wszystkim, my myslelismy ze to jakas
        wada i nic juz z tego nie bedzie. No i stało sie, byl juz na tyle
        wycienczony ze nie przezyl znieczulenia. Sprawdzono jednak jak w
        srodku wszystko wygladalo i okazalo sie, ze jednak przyczyna bylo to
        potracanie. Nie przerwał mu sie główny przewód piersiowy i nie stalo
        sie w ciagu miesiaca, tylko od czasu tego wypadku jakis pomniejszy
        siapil mu wprost do pluc. Porobily mu sie tam jakies zrosty i osad
        0,5cm na oplucnej tak ze juz ciezko mu bylo wogole oddychac. Ten
        zamasowany wyciek był wtórny do tych zmian. Najprawdopodobniej jak
        nie probowalibysmy tego leczyc klasycznie tylko od razu wyslalibysmy
        go na stół to istaniala by szansa by go uratowac. Oczyscili by mu
        wszystko w srodku tak by nie tracil i sil i bylby czas na dłuższa
        terapie. Niestety pomijajac fakt ze zignorowalismy te drobne sygnaly
        (bedac tez poniekad lekko zwiedzionymi przez lokalnych wetow) nie
        szuaklismy ich przyczyny głębiej. Nie podjelismy tez odpowiedni
        wczesnie własciewej decyzji o operacji i sprawdzeniu co w srodku sie
        dzieje. Zmarnowalismy zycie naszego ukochanego przyjaciela który
        mógł nam towarzyszyc jeszcze przynajmniej 10 lat. Nie mielismy tej
        świadomości ale ciezko zyc z takim poczuciem. Cierpiał jakoś przy
        naszym boku przez ten czas a my tego nie dostrzeglismy. Pimpon był
        dla nas naprawde ważny. Był nasza wspolna odpowiedizalnoscia podjeta
        na dłuzszy okres, wychowalismy go wzorowo, wszedł dopiero w wiek
        dojrzałości gdzie okazał się naprawde fantastycznym odpowiedizlnym
        posłusznym i kochanym towarzyszem. Wiek w którym z takim psem mozna
        miec naprawde fantastyczny kontakt i rozumiec sie bez słów. Tak
        własnie było miedzy nami. W grudniu spodziewamy sie dziecka.
        Strasznie popsulo nam to mozliwosc radowania sie z tego faktu.
        Pimpon byl tak naprawde takim naszym pierwszym dzieckiem na którym
        uczylismy sie wspolnie i odpowiedzialnosci i konsekwencji i
        umiejtnosci rodzicielskich. Wyobrazalismy sobie jakim bedzie
        wspanialym opiekunem. Niestety nie udało sie. A my zamiast sie
        cieszyc z nadchodzacego dziecka, płaczemy jak bobry i nie potrafimy
        sie z tym pogodzic.

        Nie bagatelizujcie nigdy takich drobnych rzeczy bo moze sie to
        skonczyc tragicznie dla waszych przyjaciół. Oni nie potrafia
        powiedziec wprost!!!
        • avasawaszkiewicz Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 25.11.08, 10:49
          BARDZO, BARDZO mi przykro.
          3majcie się DZIELNIE!!! i bardzo dziękujemy za wszelkie informacje dotyczące
          przebiegu tej choroby jestem pewna, ze przydadzą się oby jak najmniejszej ilości
          zainteresowanych.
          Z wyrazami współczucia - Ava
          PS bardzo mi przykro, że również i ja nie dopisałam w tym momencie (choć i tak
          wirtualnie niewiele bym pewnie pomogła) ale niestety przez ostatni miesiąc sama
          również pożegnałam bliską mi bardzo osobę a mianowicie moją kochaną Babcię
          (przepraszam)
      • melon_cziko Re: Chylothorax - chłonka w płucach. Pomocy!!! 07.06.19, 03:21
        Współczuje wam bardzo bo wiem co to znaczy, a walczyliśmy do samego końca... Wiele sytuacji można było zmienić lecz dziś pozostaje mi tylko ogromna pustka w sercu...
        JEŚLI SPOTKA TO RÓWNIEŻ WASZEGO PUPILA! PISZCIE PROSZĘ na radmat82@gmail.com
        Walczyliśmy długo o życie mojego pieska.... wiele rzeczy bym zmienił..... już za późno...
        Chenie pomogę i doradzę. To nie musi być koniec! Może wam uda mi się pomóc.
        • addart Re: popatrz na daty... 07.06.19, 17:44
          parę latek minęło
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka