Marley & me

18.03.09, 10:35
Bylam w ten weekend w kinie na filmie Marley & me.
Choc film oczywiscie jest fikcja, a zachowania psa byly bardzo
ekstremalne, uwazam, ze to piekna historia o przyjazni czlowieka z
psem i o rodzinie... Mysle, ze wszyscy wlasciciele psow docenia ta
historie, goraco polecam!
    • tenshii Re: Marley & me 18.03.09, 10:53
      Dlaczego film to fikcja? Rowziń myśl
      • galgo Re: Marley & me 18.03.09, 11:39
        Heh, no dlatego, ze po pierwsze przedstawia fikcyjna historie, a po
        drugie ta fikcyjna historia jest tylko imitacja rzeczywistosci, w
        realnym swiecie wszystko wyglada troszke inaczej, jest czesto
        trudniejsze, mniej kolorowe, wymaga wiecej wysilku i pracy. To nie
        znaczy, ze suma sumarum jest gorsze, oznacza tylko tyle, ze nalezy
        wziac poprawke na pewne rzeczy.

        W tym przypadku uwazam, ze historia jest mocno nadmuchana. Tzn.
        wierze w piekne historie milosci miedzy czlowiekiem a psem, wierze,
        ze ta przyjazn jest bardzo wyjatkowa i cenna, ze pies jest
        wspanialym towarzyszem zarowno osoby samotnej jak i rodziny z
        dziecmi. I wlasnie ta historia mnie uwiodla w filmie, wartosci,
        ktore wyznaje i w ktore wierze.


        Nie wierze natomiast w to, ze mozna przygarnac psa bez elementarnej
        wiedzy o jego wychowaniu, zyc nie majac absolutnie zadnej kontroli
        nad jego zachowaniem, urodzic i wychowac w towarzystwie takiego
        nieobliczalnego psa 3 dzieci i wciaz miec piekne iddyliczne zycie
        pelne milosci i przyjazni.
        Sadze, ze jest to niemozliwe, ze w rzeczywistosci taka historia nie
        mialaby szans powodzenia, gdyz zadna matka nie jest taka beztroska
        (glupia), zaden czlowiek przy zdrowym rozsadku nie bedzie odkupowal
        mebli co pol roku i remontowal regularnie domu, bo pies jest nie do
        upilnowania.

        Dlatego sadze, ze film jest zaklamany, ale za to jak pieknie!
        • blue.berry Re: Marley & me 18.03.09, 11:50
          No to nie do końca masz racje bo:
          "Biografia psa Marleya spisana została przez jego właściciela,
          znanego amerykańskiego dziennikarza i felietonistę"
          oczywiscie poszczegolne historie sa zapewne ubarwione ale koniec
          koncem spisane zostało prawdziwe zycie prawdziwej rodziny z
          prawdziwym psem.

          od razu napisze - filmu nie ogladała, czytałam ksiażke (wiec nie
          wiem jak sie ma film do ksiazki)
          czytajac ksiazke nie mialam najmniejszych problemow z jej
          realnoscia. wrecz przeciwnie - mysle ze ciezko byłoby takie historie
          wymyslec : ))

          co do Twoich zarzutow - zdecydowana wiekszosc osob decyduje sie na
          psa bez "elementarnej wiedzy o jego wychowaniu". potem wlasnie
          mozemy czytac takie ksiazki, ogladac programy typu "Ja albo moj
          pies", pomagac w adopcjach psow ktore przerosly swoim zachowaniem
          wlascicieli lub kibicowac i doradzac tym ktorzy z problemami
          postanowili sie zmierzyc.
          i znam ludzi ktorzy odkupuja meble, ktorzy wydaja tysiace zlotych na
          leczenie, ktorzy borykaja sie latami z problemami. bo sa ludzmi
          ktorzy kochaja i sa odpowiedzialni i biorac psa uczynili go
          czlonkiem rodziny.
          • tenshii Re: Marley & me 18.03.09, 12:06
            Dokładnie tak. Myślę tak samo jak BlueBerry.
            Poza tym rzecz działa się w USA parę lat temu.
            Ich stać na zmianę mebli co pół roku. Szczególnie jak ktoś jest znanym felietonistą itd.
            Osobiście uważam, że została ubarwiona opisowo - tzn nie zmyślano historii w niej zawartej, ale czasami coś wzmiocniono po to, żebyśmy mogli bardziej wczuć się w ich sytuację, lepiej zrozumieć i oczywiście porządnie się pośmiać
          • galgo Re: Marley & me 22.03.09, 18:55
            Zastanawialam sie troche nad tym co napisalas i mysle, ze mozesz
            miec racje. Tzn., ze niekoniecznie dobry i grzeczny pies oznacza
            pelnie szczescia. Czasem moze potrzeba wlasnie takiego wyzwania,
            przeszkod, problemow, ktore mozna przezwyciezac, zeby zycie bylo
            bardziej kolorowe i pelne. Jak jest zbyt latwo, to moze jest zbyt
            nudno, z czego tu czerpac satysfakcje jak wszystko samo sie uklada??
    • majenkir Re: Marley & me 18.03.09, 13:01
      Jak chcecie naprawde nierealny film (i macie dzieci), to
      polecam "Hotel for Dogs" (os strasznego, hehe).
      "Marley & me" nie widzialam jeszcze niestety...
      Galgo, piekny nick :) :).
      • fedorczyk4 Re: Marley & me 20.03.09, 23:19
        Filmu nie mam zamiaru oglądać, bo serdecznie nie znoszę aktora ktory
        gra głowna rolę. Książke przeczytałam kilka razy. Dostarczyła mi
        wielkiej radości. Żyję z psami od urodzenia i każdy z nich miał w
        sobie jakąś cechę "marlejowatą". Jeden zeżerał papiery lubując się w
        oficjalnych, drugi przkopywał warzywniak Babci w poszukiwaniu
        pietruszki, trzeci kochał mojego syna tak że mały nigdy nie bywał
        suchy bo nieustająco był zalizywany etc... Wszystkie cudowne
        Mareley`e świata i ich historie istnieja po to (oczywiście moim
        skromnym zdaniem) żeby uświadomić nam bezmiar oddania,bezmiar
        głupoty, bezmiar miłości, tę radosną samonakręcająca się
        nieskończoność radości krótkiego bytu, za który my jesteśmy
        całkowicie odpowiedzialni. Marley miał szczęsliwe życie. I umarł
        szczęśliwy. I tak powinno być zawsze. Niestety nie jest..
        • minniemouse Re: Marley & me 21.03.09, 10:31
          Ja tez czytalam te ksiazke i mam zamiar ogladnac film.
          ale czytajac mialam mieszane uczucia - nie wszystko mi sie podobalo.

          uwazam np ze psa nie powinno sie trzymac w garazu szczegolnie jak
          jest malutki.
          nie dziwie sie ze pies probowal sie "przekopac" do mieszkania z
          garazu.
          potem tylko powstalo bledne kolo.
          wiele takich roznych bledow juz nie pamietam, mam tylko ogolne
          wraznie ze brakowalo tam konsekwencji w wychowywaniu,
          ale jedno utkwilo mi dobrze - jak oni mogli zostawic umierajacego
          psa i pojechac sobie do Disneylandu.
          w glowie mi sie nie miesci.

          na dodatek przeciez Marley okropnie odchorowywal kazdy pobyt w
          schronisku.

          no ale coz ludzie jak ludzie, przecietni, i tak ladnie z ich
          strony ze jednak sie takiego psa nigdy nie pozbyli.

          Minnie
      • galgo Re: Marley & me 23.03.09, 16:03
        do majenkir:
        ogladalam zdjecia, piekne te Twoje psy!!!
    • tenshii Moje wrażenia 21.03.09, 21:06
      Film fajny, śmieszny, ale osobiście nie lubię jak zmieniają drastycznie fakty :/ A jest w filmie kilka takich zmian.
      No i nie ukrywam - okropnie się spłakałam.
      Swoja drogą pod koniec filmu dźwięki filmowe zagłuszane były przez zbiorowe za przeproszeniem smarkanie, kwilenie, a nawet chwilowe zanoszenie się płaczem....
      Co ważne znani aktorzy nie przyćmili istoty filmu,a tego się bałam.
      Film nie jest idelany ale wart obejrzenia :)
      • galgo Re: Moje wrażenia 22.04.09, 15:48
        Musze sie przyznac, ze wlasnie przeczytalam ksiazke.
        Jest dla mnie tak rozna od filmu, ze wrecz uwazam, iz to dwie osobne
        historie.
        Ksiazka nie dostarczyla mi zadnych powodow, by historie uznac za
        przekolorowana, wyolbrzymiona. Historia opowiedziana w bardzo prosty
        sposob, co tym bardziej zwieksza jej autentycznosc. Wszystkie
        kwestie ktore mnie uderzyly w filmie, jak nieobliczalnosc Marleya,
        brak jakiejkolwiek kontroli nad jego zachowaniem, czy
        niebezpieczenstwo dla dzieci, zostaly w ksiazce przedstawione w taki
        sposob i umiejscowione w takim kontekscie, ze wydaja mi sie calkiem
        akceptowalne i uzasadnione.

        Wyglada na to, ze film splycil wiele elementow i ponaciagal inne,
        zeby zwiekszyc atrakcyjnosc dla widzow.
        Tak czy siak wciaz uwazam, ze film jest bardzo przyjemna rozrywka.
        Opowiada jednak tylko namiastke tego, co zawarte jest w ksiazce.
Pełna wersja