Dodaj do ulubionych

Siódmy rok z nękaczem

17.04.06, 19:19
Witam,
przeczytałam wasz artykuł o nękaczach i musze stwierdzić, że jest boleśnie
prawdziwy. Mnie psychopata prześladuje już siódmy rok i niestety przez ten
czas nie znalazł sobie nowej ofiary. Plotki, telefony, maile, próby dostania
się do mnie do domu, wydzwanianie do mojej rodziny, szkalowanie w pracy,
włóczenie się za mną - wszystko to przerabiam. Konsekwentnie nie odpowiadam na
jakiekolwiek zaczepki. Problemem w tak długim nękactwie jest to, że ponieważ
mamy duży krąg znajonych wspólnych z racji spraw zawodowych, więc często muszę
obcym ludziom tłumaczyć, co jest grane. Wychodzę na wariatkę, a ludzie
uważają, że on mnie pewnie kocha i podnoszą sobie samoocenę przez próby pomocy
i mediacji. Rozgrywa ich prośbami o pomoc w "naszym pogodzeniu", konstruuje
towarzyskie intrygi, w które wciąga coraz to nowe osoby. Męczy mnie to tak
bardzo, że czasami poważnie się zastanawiam nad sponsoringiem paru panów ze
Stadionu. Jednak to też nie rozwiąze sprawy, bo nawet jak mu sklepią maskę, to
będzie się onanizował tym cierpieniem przez kolejne lata. Sytuacja wydaje mi
się bez wyjścia. Najgorsze jest to, że czasami przyłazi na różne odczyty i
spotkania, w których też chciałabym uczestniczyć. Nie bardzo wiem, co wtedy
zrobić. Staje obok mnie obleśnie uśmiechnięty, kiedy rozmawiam z innymi
ludźmi. Prosze ekspertów o radę, co zrobić w takiej sytuacji. Zwykle odchodzę
albo wychodzę, ale to oznacza, że muszę z części spotkań rezygnować. A nie
chcę tego robić, bo niedługo będę się musiała zamknąć w domu!
Co zrobiż z udającym miłego nękaczem w przestrzeni publicznej? Dać mu w gębę?
Olewać dalej? Ostatnio przylazł na jedno spotkanie, a potem wlókł się za mną
aż do samochodu. Miałam ochotę nawrzeszczeć, ale nie zrobiłam tego, bo razem
ze mną szły znajome.
Jestem już zmęczona i nie chcę być dłużej częścią chorych wizji tego
człowieka. Jak wynika z waszych doświadczeń, czy tylko nowa ofiara sprawi, że
on znajdzie sobie inny obiekt zainteresowań?
Najgorsze jest to, że ludzie zbywają ten problem żartem, bo to nie o nich
opowiadane są krzywdzące plotki. Ostatnio wymusiłam na gospodarzach nie
zapraszanie go na jedno ze spotkań, powiedziałam, że albo ja - albo on.
Gospodarz obraził się na oczywiście mnie, nie zaprosił go po długich
tłumaczeniach. Policja jest bardziej współpracująca, zgłosiłam problem i
powiedziałam, że go zabiję w obronie własnej, jak się do mnie zbliży. Po tylu
latach można mieć dosyć, uwierzcie mi. Oficer powiedział to, co wy, że jeśli
pośle do niego dzielnicowego, to nękacz poczuje się po prostu wspaniale i
nasili swoje działania.
Teraz moim głównym problemem jest ta przestrzeń publiczna. Poradźcie jak się
zachować, kiedy nękacz wystaje obok na zebraniu lub spotkaniu. Przez
pierwszych pięc lat zrezygnowałam z części spotkań.
Dziękuję i pozdrawiam, robicie bardzo dobrą rzecz.
Kizia
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: Siódmy rok z nękaczem 18.04.06, 08:45
      Witam,

      Zasada w pozbywaniu sie nekacza jest identyfikowanie tych elementow, ktore go
      trzymaja przy jego ofierze. Chodzi o te rzeczy, ktore dla niego sa nagradzajace
      i pozwalaja trwac przy danej osobie latami. Po zidentyfikowaniu tych elementow
      rozwaza sie, jak je mozna odciac. Jest to jedyny znany mi sposob.
      Jesli Pani przesladowca trwa przy swoim postepowaniu tyle lat, mozna sie
      domyslac, ze caly czas ma jakies mozliwosci wywolywania Pani reakcji i
      obserwowania ich i caly czas ma wrazenie, ze kontakt istnieje. Byc moze wlasnie
      dzieki Pani srodowisku zawodowemu, w ktorym sie porusza. Niestety
      najprawdopodobniej tak dlugo, jak dlugo bedzie mial te mozliwosc, bedzie
      kontynuowal to co robi teraz. Jesli rzeczywiscie nie ma Pani mozliwosci
      odejscia ze swojego srodowiska zawodowego warto moze rozwazyc metody
      neutralizowania dzialan osob z tego srodowiska, ktore probuja mediowac. Mysle,
      ze takie proby ze strony roznych osob zmanipulowanych przez nekacza moga Pania
      wciagac w jego gry. Jesli nie mozna w ogole sie wycofac, pozostaje opracowanie
      metody na to, by asertywnie tym osobom odmawiac udzialu w sprawie. Zwykle jesli
      ludzie otrzymuja jasny i stanowczy komunikat typu "sluchaj, bardzo dziekuje,
      ale naprawde nie zycze sobie twoich interwencji w tej sprawie" wycofuja sie.
    • mikolajek_i_inne_chlopaki Re: Siódmy rok z nękaczem 20.04.06, 21:27
      Wiesz, moze wypadalo by z gosciem pogadac.skoro nie wiesz o co mu chodzi to
      umow sie z nim na kawe i powiedz ze nic nie bedzie z waszego zwiazku i
      tyle.moze to pomoze.jesli wynajmiesz kogos zeby go pobil to sama skonczysz w
      wiezienu.co do pomyslow z zabiciem w obronie wlasnej jak wyzej.poza tym gdyby
      gosc chcial cie skrzywdzic juz dawno by to zrobil.nie napisalas poza tym skad
      go znasz i kto to jest, a to moze pomoglo by rozwiazac twoj problem.
      pozdrawiam
      • anula36 Re: Siódmy rok z nękaczem 20.04.06, 21:29
        tak jasne- facet dojdzie do wniosku ze wreszcie zwrocil uwage naszej bohaterki
        i sie od niej do konca zycia nie odczepi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka