polon85
04.05.08, 09:21
Tyle się mówi o bezpieczeństwie kobiet itd..., ale co to daje ? Moją
dziewczynę zgwałcił jej kolega. Miała 14 lat, wychodziła z urodzin od
koleżanki. Poszedł za nią, na dole w klatce zaszedł ją od tylu i zaciągnał do
piwnicy w bloku, zamknął gdzieś, bił, kopał i zgwałcił. Po wszystkim starszył
że jak sie ktoś dowie to zrobi jej to jeszcze raz. Była dziewicą.
Kiedy ją poznałem ( 4 lata po tym ), była trochę dziwna, miała szklane oczy
kiedy było między nami "bliżej" i wiedziałem, że coś jest nie tak... zdradzały
ją jeszcze sznyty na rękach.
Typ po wszystkim robił jej złą opinię, bo bał się że jak to wyjdzie to będzie
gorąco. Niedawno dowiedziałem się, że jego kolega po pijaku chwalił się ze
kiedyś z nim zgwałcili inną dziewczynę.
Młoda założyła sprawę po 4 latach na policji. Miała zezania jej koleżanek, że
rzeczywiscie wtedy coś z nią było nie tak, biegły psycholog orzekł
prawdomówność, ginekolog orzekł uszkodzenia ( nieleczone ) wewnętrzne, kolega
zeznał że słyszał, że tamten typ chwalił się o tym że zgwałcił inną dziewczynę.
Do tego ma on na koncie handel i zażywanie narkotyków, 2 pobicia i 7 miesięcy
za kratkami.
A prokuratorka na to co ? Nic, umażamy sprawę. Jeszcze miała pretensje do
mojej dziewczyny że się tak spokojnie zachowuje " przecież niby została
zgwałcona "
Porażka... w nic już nie można wierzyć.