Po tragedii pod Rysami

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.03, 15:01
Należę do grona osób, które nie lubią wędrować samotnie, a w większych
grupach. Kiedyś organizowałem grupy wycieczkowe, korzystając z położonych
wysoko w górach schronisk PTTK. Takich jak ja pasjonatów było więcej. Nadal
byśmy to robili, gdyby nie fakt, że w polskich górach od jakiegoś czasu stało
się to... nielegalne.

W biegłym roku jeden z moich kolegów klubowych, posiadający zresztą
uprawnienia przodownika turystyki górskiej PTTK, w trakcie prowadzenia przez
niego obozu wędrownego został zaczepiony na szlaku przez jakiegoś ważniaka,
który zaczął mu cytować przepisy i straszył karą administracyjną. Człowiek
ten zupełnie go skompromitował w obecności prowadzonej przez tego kolegę
grupy turystycznej (znam sprawę z jego relacji). Chodzi o okryte niechlubną
sławą Rozporządzenie RM ( kspttk.prv.pl/rozporzrm.htm ) mówiące, że
wycieczki piesze w górach powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko górscy
przewodnicy turystyczni (zawodowi).

Chyba zrozumiałe, że nikt z nas nie ma zamiaru narazić się na podobne
incydenty, zwłaszcza, że po ostatnim wypadku w Tatrach pod Rysami należy się
spodziewać zaostrzenia przepisów i kontroli na szlakach. Jak się okazuje -
nawet śmierć ludzka nie jest tu żadnym tabu. Od samego początku ten wypadek w
Tatrach wykorzystuje się jako argument do umocnienia interesów pewnej wąskiej
grupy ludzi - przewodników i urzędników państwowych.

W moim regionie działalność górska od lat opiera się wyłącznie na społecznych
inicjatywach, wśród których prym wiodą przodownicy turystyki górskiej PTTK, a
nie na przewodnikach. Istnieje kilka prężnie działających klubów górskich, w
tym Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej. Te kluby, z których
najstarszym jest Klub Górski "Grań" przy O/Poznańskim PTTK, od lat zrzeszają
i szkolą przodowników turystyki górskiej. To one przez całe lata organizowały
wycieczki w góry i korzystały tam z bazy noclegowej, gastronomii itp., DAJĄC
MIEJSCOWYM LUDZIOM ZARABIAĆ NA TURYSTYCE. CZY TO BYŁO ZŁE?

W tak dużym ośrodku akademickim jakim jest Poznań, nie ma ani jednego, nawet
studenckiego koła przewodników górskich. Nie ma ich również w takich
ośrodkach jak Zielona Góra czy Gorzów Wielkopolski, choć w góry (Sudety) mamy
bliżej niż przewodnicy ze studenckich kół przewodników górskich z Warszawy
czy Lublina. Teraz góry się od nas jakby oddaliły. Organizujemy wycieczki do
Czech czy na Słowację, gdzie tysiące turystów spaceruje spokojnie samotnie i
w grupach, jak się komu podoba i bez obawy, że to "nielegalne".

Koledzy, którzy mogliby korzystać z górskich schronisk, od czasu wprowadzenia
wspomnianego przepisu stopniowo wycofują się z organizowania takich grup
wędrownych, które kiedyś wypełniały schroniska górskie i młodzieżowe
wieczornym śpiewem przy akompaniamencie gitary, rozmowami o przygodach na
trasie i wesołym gwarem przy śniadaniu w jadalni. Tego ma już nie być! To
zgroza!

Z pozdrowieniami

Lech
kspttk.prv.pl
    • a-r Re: Po tragedii pod Rysami 16.02.03, 20:36
      Gość portalu: Lech napisał(a):

      > Należę do grona osób, które nie lubią wędrować samotnie, a w większych
      > grupach. Kiedyś organizowałem grupy wycieczkowe, korzystając z położonych
      > wysoko w górach schronisk PTTK. Takich jak ja pasjonatów było więcej. Nadal
      > byśmy to robili, gdyby nie fakt, że w polskich górach od jakiegoś czasu stało
      > się to... nielegalne.
      >
      > W biegłym roku jeden z moich kolegów klubowych, posiadający zresztą
      > uprawnienia przodownika turystyki górskiej PTTK, w trakcie prowadzenia przez
      > niego obozu wędrownego został zaczepiony na szlaku przez jakiegoś ważniaka,
      > który zaczął mu cytować przepisy i straszył karą administracyjną. Człowiek
      > ten zupełnie go skompromitował w obecności prowadzonej przez tego kolegę
      > grupy turystycznej (znam sprawę z jego relacji). Chodzi o okryte niechlubną
      > sławą Rozporządzenie RM ( kspttk.prv.pl/rozporzrm.htm ) mówiące, że
      > wycieczki piesze w górach powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko górscy
      > przewodnicy turystyczni (zawodowi).
      >
      > Chyba zrozumiałe, że nikt z nas nie ma zamiaru narazić się na podobne
      > incydenty, zwłaszcza, że po ostatnim wypadku w Tatrach pod Rysami należy się
      > spodziewać zaostrzenia przepisów i kontroli na szlakach. Jak się okazuje -
      > nawet śmierć ludzka nie jest tu żadnym tabu. Od samego początku ten wypadek w
      > Tatrach wykorzystuje się jako argument do umocnienia interesów pewnej wąskiej
      > grupy ludzi - przewodników i urzędników państwowych.
      >
      > W moim regionie działalność górska od lat opiera się wyłącznie na społecznych
      > inicjatywach, wśród których prym wiodą przodownicy turystyki górskiej PTTK, a
      > nie na przewodnikach. Istnieje kilka prężnie działających klubów górskich, w
      > tym Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej. Te kluby, z których
      > najstarszym jest Klub Górski "Grań" przy O/Poznańskim PTTK, od lat zrzeszają
      > i szkolą przodowników turystyki górskiej. To one przez całe lata organizowały
      > wycieczki w góry i korzystały tam z bazy noclegowej, gastronomii itp., DAJĄC
      > MIEJSCOWYM LUDZIOM ZARABIAĆ NA TURYSTYCE. CZY TO BYŁO ZŁE?
      >
      > W tak dużym ośrodku akademickim jakim jest Poznań, nie ma ani jednego, nawet
      > studenckiego koła przewodników górskich. Nie ma ich również w takich
      > ośrodkach jak Zielona Góra czy Gorzów Wielkopolski, choć w góry (Sudety) mamy
      > bliżej niż przewodnicy ze studenckich kół przewodników górskich z Warszawy
      > czy Lublina. Teraz góry się od nas jakby oddaliły. Organizujemy wycieczki do
      > Czech czy na Słowację, gdzie tysiące turystów spaceruje spokojnie samotnie i
      > w grupach, jak się komu podoba i bez obawy, że to "nielegalne".

      To przykre, że nasz kraj stał się bardziej folklorem i skansenem niż wolnym
      krajem obywatelskim. Nie chcę tu rozwodzić się o polityce i prawie ogólnym
      gdzie niemalże wszystko i wszystkie działania są monitorowane przez urzędy i
      instytucje publiczne. Dosłownie każda czynność człowieka zostaje umieszczona w
      normach prawnych i na każdą działalność człowiek musi mieć pozwolenie jakiegoś
      urzędu. Żyjemy wśród bezsensownych przepisów przez które nasz kraj zamiast się
      rozwijać i iść do przodu się cofa. Skoro żyjemy w tak w absurdalnym kraju, to
      nie dziwią ciągle ujawniane przypadki korupcji, afery Rywina itp.

      Przepraszam za politykę, ale czym są przepisy dotyczące poruszania się w górach
      jak nie polityką? Jest jednak spora różnica w podejściu do przepisów. Na
      przepisy dotyczące biznesu wszyscy psioczą i dają przykłady bezładu. Na
      ostatnim spotkaniu Millera i biznesmenów amerykańskich, dopiero oni uświadomili
      naszego premiera, że jest biurokracja i przerost administracji, brak jasnej
      jasnej odpowiedzialności który urząd za co odpowiada, zdobywanie tysięcy
      koncesji, pozwoleń, uprawnień itp., że Polska nie jest krajem sprzyjającym
      inwestycjom.

      Różnica w tym, że o sprawy górskie nikt nie krzyczy i się nie dopomina. Jest
      wręcz medialna nagonka, zwłaszcza po ostatnim wypadku pod Rysami, że wszystko
      powinno być usankcjonowane przepisami. Pilnowane przez tysiące strażników, a
      turysta to tylko ten, kto daje zarobić całej zgraji biurokratów poobsadzanych
      przez "swoich". Niestety mentalność totalitarnego myślenia pozostała w Polakach
      bardzo zakorzeniona. I teraz, po nagłośnieniu, każdy domaga się regulacji
      odgórnych, nauczony tym, że "państwo wszystko załatwi".

      Przepraszam jeszcze raz za tyle polityki i tego wszystkiego, ale jestem
      wściekły, że w takim Państwie przyszło mi żyć. I że prawo jest stanowione pod
      urzędowe stołki, a nie dla obywateli i działaczy społecznych.

      Pozdrawiam
      • albrecht1 Re: Po tragedii pod Rysami 17.02.03, 19:27
        Wraca stare prawo cechu. Ten kto do niego nie należy, nie ma prawa wykonywania
        zawodu.
        Przykre to. Góry są i powinny być dla ludzi z wyobraźnią. Panowie za
        urzedniczymi stołkami takowej niestety nie mają. Ciekawe czy idą samotnie na
        szlaku jestem bezpieczniejszy od grupy ludzi, którzy choć bez przewodnika,
        znają się i mogą nawzajem udzielić sobie pomocy.
        Ale przecież nie o to chodzi, tylko o pieniądze. Ten sam motyw jak w przypadku
        biopaliw. Nie ma wyboru, jest administracyjny nakaz. Państwo obywatelu wie od
        ciebie lepiej.
        • Gość: Lech Re: Po tragedii pod Rysami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.03, 08:01
          albrecht1 napisał:

          > Wraca stare prawo cechu. Ten kto do niego nie należy, nie ma prawa
          wykonywania
          > zawodu.

          Tyle, że dla większości ludzi z tego przewodnickiego światka to nie jest stały
          zawod. Większość z nich jest po prostu hobbystami, traktującymi to zajęcie jako
          dodatkową atrakcję dającą przy okazji zarobić. Bo jakim "zawodowcem" może być
          przewodnik beskidzki z Warszawy, ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich
          w Warszawie? Ich przewodnictwo grupie polega na wspólnych wyjazdach do jakiejś
          studenckiej chatki w górach i uczestnictwie w nocnych balangach trwających do
          świtu i sporadycznie prowadzeniu jakiejś wycieczki studenckiej w góry.

          > Przykre to. Góry są i powinny być dla ludzi z wyobraźnią. Panowie za
          > urzedniczymi stołkami takowej niestety nie mają. Ciekawe czy idą samotnie na
          > szlaku jestem bezpieczniejszy od grupy ludzi, którzy choć bez przewodnika,
          > znają się i mogą nawzajem udzielić sobie pomocy.

          Właśnie. Zwrócę jednak uwagę na inny absurd. Z cytowanych przepisów wynika, że
          mogę zabrać grupę w najbardziej przepaściste miejsce (ot, chociażby na Sokolicę
          w Dolinie Będkowskiej, skąd można zlecieć kilkadziesiąt metrów), natomiast nie
          możemy wyjechać razem na Kasprowy Wierch (1987 m npm), przejść się szosą do
          Morskiego Oka (1395 m npm), a nawet - żeby nikt mi nie argumentował, że Park
          Narodowy - wyjechać na Gubałówkę (1120 m npm)!!! Inne przykładowe "niedostępne"
          szczyty to np. całe pasma Beskidu Śląskiego i Beskidu Żywieckiego. Może
          wprowadzić zasadę, że indywidualni też powinni tam brać przewodnika?! Dlaczego
          mają być bardziej narażeni na niebezpieczeństwa?!?!?!?!

          Jak to jest możliwe, że PTTK, które jest właścicielem schronisk górskich nie
          może z nich w pełni legalnie korzystać, bo dla grupy zmierzającej do takiego
          schroniska trzeba wynająć przewodnika? A może by tak oddać sprawę do Strasburga
          lub jakiejś innej instytucji międzynarodowej?

          > Ale przecież nie o to chodzi, tylko o pieniądze. Ten sam motyw jak w
          przypadku
          > biopaliw. Nie ma wyboru, jest administracyjny nakaz. Państwo obywatelu wie od
          > ciebie lepiej.

          To nie tyle Państwo, co kręgi przewodników pazernych na każdy "grosz" stworzyły
          dosyć silne lobby które ma wpływy nawet w Sejmie.

          Pozdrawiam

          Lech
          www.kspttk.prv.pl
          • Gość: Wojtek Re: Po tragedii pod Rysami IP: 213.17.165.* 18.02.03, 10:34
            dokładnie Lech to nie tyle panstwo co grupa pewnych ludzi,którzy po tragedi w
            Tatrach postanowili tylko na tym zarobic.Druga sprawa co ja zauwazyłem idac
            kiedy szlakiem jako nauczony przez ojca starszym mówic dzien dobry,reszcie
            turystom czesc,powiedziłałem kilku spacerowiczom czesc w odpowiedzi usłuszałem -
            ej znacie tego goscia chyba go zdrowo popier....ło czesc nam bedzie
            mowił.....ale palancicho..no cóz tamte czasy juz nie wróca i póki sie bedzie
            działo tak jak sie teraz dzieje dobrze w górach nie bedzie.Pozdrawiam
            • Gość: Lech Re: Po tragedii pod Rysami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 12:32
              Gość portalu: Wojtek napisał(a):

              > dokładnie Lech to nie tyle panstwo co grupa pewnych ludzi,którzy po tragedi w
              > Tatrach postanowili tylko na tym zarobic.Druga sprawa co ja zauwazyłem idac
              > kiedy szlakiem jako nauczony przez ojca starszym mówic dzien dobry,reszcie
              > turystom czesc,powiedziłałem kilku spacerowiczom czesc w odpowiedzi
              usłuszałem
              > -
              > ej znacie tego goscia chyba go zdrowo popier....ło czesc nam bedzie
              > mowił.....ale palancicho..no cóz tamte czasy juz nie wróca i póki sie bedzie
              > działo tak jak sie teraz dzieje dobrze w górach nie bedzie.

              Jak może być inaczej, skoro usuwa się z gór działaczy społecznych? Kto ma
              młodych ludzi uczyć zasad zachowania w górach? Przecież przewodnik coś tam
              grupie naopowiada, większość go i tak nie słucha, po skończeniu wycieczki
              mowi "do widzenia" i jego rola na tym się kończy. Ach! Bym zapomniał: bierze za
              to swoją dolę i znika...

              Kręgi przewodników tatrzańskich, pazernych na każdy "grosz" stworzyły dosyć
              silne lobby, które niewątpliwie ma wpływy nawet w Sejmie. Po ostatnim wypadku w
              Tatrach pod Rysami należy się spodziewać zaostrzenia przepisów i kontroli na
              szlakach. Jak się okazuje - nawet śmierć ludzka nie jest tu żadnym tabu. Od
              samego początku ten wypadek w Tatrach wykorzystuje się jako argument do
              umocnienia interesów pewnej wąskiej grupy ludzi - przewodników i urzędników
              państwowych.

              Cały nasz cyrk z państwowymi uprawnieniami przewodnickimi i ich regionalizacją,
              tysiącem metrów n.p.m., gdzie obowiązek wynajęcia przewodnika rzekomo daje
              gwarancję bezpieczeństwa itp., to specyficznie polskie kuriozum nie mające
              precedensu w żadnym normalnym kraju, pozostałość jakiegoś dziwnego konglomeratu
              przedwojennych tradycji turystyczno-społecznikowskich, FASCYNACJI
              GÓRALSZCZYZNĄ - warunków geograficznych (duży kraj + małe góry) z
              (przeważającą) mentalnością państwa totalitarnego - kontroli wszystkiego i
              wszystkich.

              Słuchając i czytając od lat różne wypowiedzi, przeraża mnie poziom niewiedzy i
              ignorancji, i samoprzekonania, że to normalne, że w innych krajach przepisy są
              podobne, itd. itp. Napiszę krótko - bzdura !

              W naszych Polskich warunkach mieliśmy tylko jeden krótki okres normalności -
              lata 1990 - 1995. Pytanie: komu to przeszkadzało? Oczywiście rzeszom, dawnych
              działaczy wydających pozwolenia, przewodników i pilotów, których główną
              kwalifikacją była deklaracja współpracy z SB, i którzy zostali nagle odstawieni
              od koryta. Kiedy konsultowano projekt ustawy turystycznej były głosy ze strony
              ekspertów zagranicznych: zabezpieczenia finansowe biur jak najbardziej, ale
              zawód pilota czy przewodnika jest w większości krajów UE wolnym zawodem i nie
              ma czegoś takiego jak państwowe uprawnienia!

              Ale oczywiście nikt tego nie słuchał bo na nieszczęście turystyka w tym kraju
              jest kompletnie marginalną gałęzią gospodarki i mało kto się na tym zna.
              Dlatego, za cenę (zapewnę niższą niż 17,5 tys USD ;) Sejm SLD-PSL-oswski
              klepnął ustawę w ostatnich dniach urzędowania. No i mamy dzisiaj - ach jak
              pięknie - dziesiątki dodatkowych państwowych, etatów drogie kursy i całą z tym
              związaną korupcyjną otoczkę.

              Czytając różne wypowiedzi przewodników z Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego po
              ostatniej tragedii pod Rysami, że "u nas ludzie są głupi, nieświadomi i dlatego
              obowiązują administracyjne rozporządzenia, że trzeba nadadal wprowadzać zakazy,
              nakazy, kontrole..." to tak myślę: Dlaczego - jako w większości Polacy z nizin -
              nie ogłosić się narodem tak upośledzonym, skoro nie możemy już samodzielnie
              funkcjonować, i nie poprosić o opiekę owego "Gorallenvolku" spod Tatr? Może z
              nami zrobią w końcu porządek...
Pełna wersja