Dodaj do ulubionych

Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych

10.01.04, 18:04
Chyba nie było ich w historii aż tak wielu - oczywiście licząc zwycięstwa o
czymś decydujące, w całych kampaniach, a nie li tylko incydentalne sukcesy.
Nie należy tu raczej wliczać specyficznego, głownie XX-wiecznego gatunku,
czyli wojen mniej lub bardziej partyzanckich, przegranych przez
mocarstwa/supermocarstwa bardziej z przyczyn politycznych czy medialnych
(Wietnam, Afganistan, Algieria).
Moje typy:
1. Wojna o Gran Cacho, Boliwia-Paragwaj, 1928-35; Boliwijczycy przeważali
zdecydowanie liczebnie i technicznie, dysponując poważną artylerią, bronią
pancerną, niezłym lotnictwem, mając do tego profesjonalnych dowódców i
doradców, kształconych w Wielkiej Wojnie (np. szef sztabu, generał Hans
Kundt). Wygrali jednak słabo wyposażeni (moździerze zamiast armat, rkmy
zamiast ckmów) Paragwajczycy.
2. Pierwszy etap Wojny Zimowej.
3. Początek greckiego udziału w II wojnie - tylko przeciw Włochom; gdyby
Hitler nie wkroczył...
Propozycje?
Obserwuj wątek
    • Gość: dokt0r Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.pth0202.pth.iprimus.net.au 10.01.04, 18:40
      Wojny Zimowej? Ktora to?
    • wielki_czarownik Grecka wojna o niepodległość? 10.01.04, 18:40
      Co prawda Greków "trochę" wspierały zewnętrzne mocarstwa, ale zawsze... No i morska część wojny prusko-włosko-austriackiej (1866).
    • Gość: Bonzo7 Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.k1.isko.net.pl 10.01.04, 20:37
      A zwycięstwo Chodkiewicza pod Kircholmem może być ?
      • windows3.1 o to to, panie 10.01.04, 22:43
        o to to, moja ulubiona.

        Jaka szkoda, że tam teraz woda, nawet kopczyka nie można usypać.
      • nekysz Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 11.01.04, 15:58
        Gość portalu: Bonzo7 napisał(a):

        > A zwycięstwo Chodkiewicza pod Kircholmem może być ?

        Nie bardzo. Armia litewska chodź mniej liczna, to górowała nad Szwedami prawie
        we wszystkim. Wątek ten wyczerpujaco zresztą już poruszałem na forum, w
        postach n/t najświetniejszych zwycięstw polskiego oręża.
    • Gość: macek Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.aster.pl / *.acn.pl 10.01.04, 21:45
      Pierwszy taki przykład, który przyszedł mi na myśl to wojna o niepodległość
      Stanów Zjednoczonych. Armia Kolonialna nie mogła sie prawie pod żadnym
      względęm równać angielskim wojakom (nota bene najlepsze chyba wówczas wojsko
      na swiecie). Co prawda trzeba wspomnieć o francuskiej pomocy i z drugiej
      strony niedostatecznych posiłkach dla Anglików z Metropolii, ale jednak to
      chwalebne i nieoczekiwane zwycięstwo.
      Warto pamiętać też o Maratonie, choć wyposarzenie Greków było lepsze niż
      perskie, to jednak nieczęsto wygrywa w wielkim starciu, armia mająca aż taki
      gigantycznie niekorzystny stosunek siły żywej w stosunku do nieprzyjaciela.

      Poza tym dorzucę Valmy.
      • Gość: barnaba Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.lodz.msk.pl / 62.233.147.* 11.01.04, 18:17
        Akurat przewaga greckiej falangi nad formacjami perskimi była oczywista.
        Persowie górowali jedynie liczebnością. Wyszkolenie, taktyka, teren i morale
        były lepsze po stronie greckiej.

        pozdrawiam
      • Gość: barnaba Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.lodz.msk.pl / 62.233.147.* 11.01.04, 18:18
        > Warto pamiętać też o Maratonie, choć wyposarzenie Greków było lepsze niż
        > perskie, to jednak nieczęsto wygrywa w wielkim starciu, armia mająca aż taki
        > gigantycznie niekorzystny stosunek siły żywej w stosunku do nieprzyjaciela.

        Akurat przewaga greckiej falangi nad formacjami perskimi była oczywista.
        Persowie górowali jedynie liczebnością. Wyszkolenie, taktyka, teren i morale
        były lepsze po stronie greckiej.

        pozdrawiam
    • god_save_the_queen Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 10.01.04, 22:01
      A może byś Stalin/Lenin-grad?
      No i może początkowa faza powietrznej bitwy nad Maltą, gdzie całe okoliczne
      włoskie lotnictwo powstrzymywały trzy samoloty Gloster Gladiator.
      Pierwsza faza bitwy o Anglię, trudno tu co prawda powiedzieć o zwycięstwie
      której kolwiek ze stron, nie mniej angole się broniły i to całkiem skutacznie
      mimo przewagi liczebnej niemiaszkow.
      • Gość: SAGGER Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: 80.51.247.* 11.01.04, 09:24
        na teatrze działań jakim był stalingrad sprzęt rosyjski był lepiej
        przystosowany do tamtejszych warunków,począwszy od czołgów na zwykłych PPSZach
        kończąc .zdobycznych pepesz uzywali także niemcy.
        • Gość: sjs Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: 193.19.140.* 13.01.04, 11:38
          Stalingrad? przedewszystkim general mroz Niemcom i ich sujusznikom brakowalo
          cieplych ubran, odmrożenia, zamarzniecia i rzecz ktora wyplynele chyba 12 lat
          temu - sugestia ze Rosjanie uzyli broni biologicznej
          • Gość: MS Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 13.01.04, 14:14
            Gość portalu: sjs napisał(a):

            > Stalingrad? przedewszystkim general mroz Niemcom i ich sujusznikom brakowalo
            > cieplych ubran, odmrożenia, zamarzniecia i rzecz ktora wyplynele chyba 12 lat
            > temu - sugestia ze Rosjanie uzyli broni biologicznej

            Witam,

            możesz rozwinąć wątek użycia broni chemicznej? - nic o tym nie słyszałem :-(

            Pzdr. MS
    • Gość: Ed Yom Kippur IP: *.unicity.pl / 212.160.78.* 10.01.04, 22:40
      Armie arabskie miały przewagę zarówno ilościową, jak i w wielu aspektach
      jakościową (systemy SAM, ppk Sagger, czołgi T-62).
      • Gość: SAGGER Re: Yom Kippur IP: 80.51.247.* 11.01.04, 09:21
        tak ale jednak armia izraelska miała lepszą organizację systemy szkolenia i oni
        walczyli o swoje przetrwanie.poza tym przeważali w lotnictwie.(ponieśli
        faktycznie ciężkie straty przez doskonały wówczas tandem (SA-6 i ZSU-23-4).ale
        USA stale dostarczała broń izraelowi.izrael dysponował już wówczas bronią
        jądrową.a na wzgórzach golan żydzi stawiali opór 10cio krotnie liczniejszej w
        tamtym teatrze działań armii syryjskiej,aż do nadejścia posiłków.w wojnie tej
        egipt wykazał się wielką pomysłowością i odwagą.ale popełnili błąd
        taktyczny ,bo potem wyszli z ofensywą ze swojego parasola ochronnego i na
        pustyni zostali zmasakrowani przez czołgi izraelskie.resztę dokonało lotnictwo.
        potem już tylko ofensywa gen.sharona i był już koniec.w żadnym razie nie można
        stwierdzic że izrael był gorzej uzbrojony.to właśnie lepsze czołgi przesądziły
        w decydującej bitwie na synaju.a egipskie SAM prędzej czy później zostałyby
        zniszczone,bo izrael planował totalny atak lotniczy,ale USA odwiodło go od tego
        pomysłu w zamian za dużą dostawę sprzętu.
        • ed_ Re: Yom Kippur 11.01.04, 11:58
          Gość portalu: SAGGER napisał(a):

          > tak ale jednak armia izraelska miała lepszą organizację systemy szkolenia i
          oni
          >
          > walczyli o swoje przetrwanie.

          To nie ulega wątpliwości.

          poza tym przeważali w lotnictwie.(ponieśli
          > faktycznie ciężkie straty przez doskonały wówczas tandem (SA-6 i ZSU-23-
          4).ale
          > USA stale dostarczała broń izraelowi.

          Most powietrzny otwarto dopiero 13/14 X, Arabowie zaś otrzymywali dostawy od
          Sowietów przez cały czas konfliktu i były to ilości znacznie większe od dostaw
          amerykańskich.


          izrael dysponował już wówczas bronią
          > jądrową.

          Jakoś ten fakt nie powstrzymał Arabów przed atakiem

          a na wzgórzach golan żydzi stawiali opór 10cio krotnie liczniejszej w
          > tamtym teatrze działań armii syryjskiej

          I własnie dlatego Yom Kippur powinien się znaleźć w tym wątku IMO


          ,aż do nadejścia posiłków.w wojnie tej
          > egipt wykazał się wielką pomysłowością i odwagą.

          tak, można tak powiedzieć o pierwszej fazie operacji, przy czym akcja
          przekraczania kanału była przez Egipcjan ćwiczona przez 4 lata, gdy zdobyto
          przyczółki na Synaju Egipcjanie po prostu stanęli nie potrafiąc wykonać żadnego
          sensownego ruchu

          ale popełnili błąd
          > taktyczny ,bo potem wyszli z ofensywą ze swojego parasola ochronnego i na
          > pustyni zostali zmasakrowani przez czołgi izraelskie.resztę dokonało
          lotnictwo.
          > potem już tylko ofensywa gen.sharona i był już koniec.w żadnym razie nie
          można
          > stwierdzic że izrael był gorzej uzbrojony.to właśnie lepsze czołgi
          przesądziły
          > w decydującej bitwie na synaju.

          No tutaj można mieć wątpliwości, czy stare, zmodernizowane Shermany, Centuriony
          czy Pattony górowały nad T-62 z gładkolufowymi armatami 115 mm. Czołgi
          syryjskie były też wyposażone w noktowizory, których nie mieli Izraelczycy.

          a egipskie SAM prędzej czy później zostałyby
          > zniszczone,bo izrael planował totalny atak lotniczy,ale USA odwiodło go od
          tego
          >
          > pomysłu w zamian za dużą dostawę sprzętu.
          • Gość: SAGGER Re: Yom Kippur IP: 80.51.247.* 12.01.04, 10:08
            nie zawsze kaliber czołgowej armaty jest sprawą decydującą.w 1982r syryjskie T-
            72 z armatami 125mm wypadły gorzej od merkav z działem 105mm.
            wracając do Yom kippur do tej bitwy pancernej na synaju fakt jest faktem że
            izrael odniósł wielkie zwycięstwo.mogło się to wiązać z tym że centuriony(to
            dzięki nim) miały dużo większy kąt opuszczenia armaty i chwając się za np.
            wzniesieniem mieli odsłoniętą część wieży z działem i z tej pozycji oddawali
            strzały.czołgi egipskie nie miały takich możliwości.nie wiadomo właściwie jak
            potoczyłaby się ta wojna gdyby egipt nie opuszczał swoich pozycji i nie wdawał
            się w bitwę na synaju.
            • Gość: Misza Racja. IP: 195.208.237.* 12.01.04, 18:09
              > nie zawsze kaliber czołgowej armaty jest sprawą decydującą.w 1982r syryjskie
              T-
              > 72 z armatami 125mm wypadły gorzej od merkav z działem 105mm.

              Wszystko zalezy od pocisku a nie od kalibru armaty. Syryjskie BM17 byli _nie
              lepsze_ od Israelskich 105tek.
              • Gość: jarek Re: Racja. IP: *.fastres.net 15.01.04, 09:28
                Byly nie lepsze = byly tez nie gorsze, ale bylo ich wiecej.
                • Gość: Słoju Re: Racja-pytanko IP: *.tele2.pl 15.01.04, 12:21
                  Kogo/czego było więcej?
                  • Gość: jarek Re: Racja-pytanko IP: *.fastres.net 15.01.04, 21:53
                    Syrianow bylo duzo wiecej...
            • Gość: Słoju Re: Yom Kippur IP: *.tele2.pl 14.01.04, 15:24
              Centuriony podczas wojny Jom kipur były głownie używane na Wzgórzach Golan,
              zaś na Synaju używano M48, M60 i śladowo Shermanów. Tak więc amerykańskie
              konstrukcje wzięły na siebie ciężar walk na Synaju.
              pzdr
            • Gość: jarek Re: Yom Kippur IP: *.fastres.net 15.01.04, 09:26
              Jezeli "doskonali" dowodzcy egipscy, zaczeli atak majac slonce w oczy, to sie
              nie nalezy dziwic ,ze dostali po ich arabsko-egipskim tylku, tym razem Allah ich
              opuscil, nie zachmurzyl slonca.
              Pozatym celem Arabow razem z CCCP bylo totalne zniszczenie Israela( od poczatku
              konfliktu) i dlatego tez zaczeli druga ofensywe.
      • myth2004 Re: Yom Kippur 12.01.04, 09:24
        Trochę pozamerytorycznie:
        nie przesadzajmy z angielszczyzną. Święto to (od którego wzięła nazwę wojna)
        nazywa się Jom Kipur.

        Pzdrv
      • dreaded88 Re: Yom Kippur 12.01.04, 18:19
        Mimo wszystko supremacja Izraelczyków pod względem indywidualnego wyszkolenia i
        ducha bojowego znosiła większość przewag arabskich...
        Centuriony były najlepszymi czołgami tej wojny pod względem realnej
        efektywności osłony pancernej.
        Arabowie nie mieli samolotów klasy Phantoma.
      • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 14.01.04, 15:26
        Przeciez wystarczy porownac stosunek sil.Przewaga byla teoretycznie po stronie
        Arabskiej 90%.Ale... byl to sprzet sowiecki.Mozna spokojnie przy porownaniach
        sprzetu sowieckiego z innym dzielic ilosc przez 2.A wiec wychodzi rownowaga
        sil.Poza tym Izrael byl w SRODKU.Panstwa te NIE MOGLY PRZERZUCAC SWYCH
        SIL.Tymczasem Izrael mogl pokonac najpierw jednych pozniej drugich.Co do
        sprzetu to moze ktos ma ksizazeczke pt.,,wojna szesciodniowa''.Tam moze
        zobaczyc i przeczytac o sprzecie sowieckim.
        • Gość: SAGGER Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: 80.51.247.* 14.01.04, 16:09
          co znaczy dzielone na 2???
          sprzęt radziecki nie ustępował zachodniemu,jeżeli jego konstrukcja była w
          podobnym wieku co zachodni odpowiednik.to błędy taktyczne doprowadziły do
          klęski państw arabskich a nie sprzęt radziecki!!!
          ZSRR dostarczał egiptowi i syrii najnowocześniejszy wówczs sprzęt,a izrael
          doznał szoku na początku wojny zaskoczony jego skutecznośćią.przedewszystkim
          tandem p-lotn. SA-6 (była wówczas chyba najnowocześniejszą rakietą w swojej
          klasie) i ZSU-23-4.pociski p-panc.AT-3,które zniszczyły i powstrzymały
          izraelską kontrofensywę pancerną,a także masę sprzetu
          inżynieryjnego,potrzebnego do forsowania kanału.jeśli idzie o lotnictwo to
          izrael miał faktycznie lepsze maszyny i dużo lepiej wyszkolonych pilotów.
          • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.bg.am.lodz.pl 15.01.04, 16:39
            No tak twierdzisz ze sprzet ,,radziecki'' byl nowoczesny ale oczywiscie tej
            ksiazeczki nie masz.Wtedy bys sie dowiedzial jak rewelacyjne
            byly ,,radzieckie'' czolgi.O samolotach szkoda mowic sam wiesz.A wiesz co
            znaczy we wspolczesnej wojnie miec ,,troche'' gorsze samoloty?Totalna masakra
            wlasnego lotnictwa a pozniej sil ladowych.I taki tez byl przebieg wojny w
            chwili zaskoczenia jakos poszlo ale gdy Izrael skierowal swoje sily do
            uderzenia to juz byla katastrofa.Po prostu zachodnie technologie byly
            zaawansowane na tyle ze nowoczesny ,,radziecki'' sprzet ciezko dawal sobie rade
            z nimi.Co tylko potwierdza to co napisalem.NIE MOZNA POROWNYWAC NA SZTUKI
            SPRZETU KOMUNISTYCZNEGO Z ZACHODNIM.
            • Gość: NEMO Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: 5.5R1D* / *.saix.net 15.01.04, 16:59
              Kol. "BRvU-S" ma chyba lekka manie. Oczywiscie mozna i tak, ze sprzet ze
              Wschodu nie byl nic wart. A jezeli tak, to dlaczego tak sie wszyscy ich bali i
              to przez tyle lat? I jesli dodamy to tego "opowiesci" z minionych lat jak to
              armie bloku wschodniego byly niewiele warte to az dziw bierze, ze Zachod tak
              sie z tym wszystkim cackal.


              Pozdrawiam
              • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 16.01.04, 18:59
                No i oczywiscie nikt nie przeczytal ksiazeczki ale kazdy powtarza bajedy o
                wspanialym sprzecie ,,radzieckim''.Oczywiscie ze sie bali bo oni sie
                wszystkiego boja.Teraz boja sie grupki terorystow.Na co to jest dowod?Na potege
                terorystow???:O)))Oczywiscie ze dziw bierze ze zachod sie cackal.Wystarczylo ze
                Regan przestal sie cackac i ta ,,potega'' blyskawicznie upadla.
                • Gość: NEMO Na marginesie - do Przedmowcy IP: 5.3.* / *.vic.mweb.co.za 17.01.04, 07:58
                  Jest to temat sam w sobie, ta nasza mala dyskusja na marginesie. Kandydatow do
                  pierwszenstwa w obaleniu "potegi" jest kilku, w tym np L. Walesa. Inni widza
                  ex - prezydenta . Czy jednak nie bylismy swiadkami dosyc zlozonych procesow,
                  ktore nawet zaskoczyly specow w USA, ktorzy niby to wszystko tak dokladnie
                  planowali? Poza tym, jak to w zyciu bywa, zdanie czy koncepcja powtarzana
                  wkolko nabiera samodzielnego zycia a my zaczynamy wierzyc w te jedyna "prawde".
                  Odrobina dystansu wobec zdarzen i ostroznosc w ferowaniu wyrokow, nawet jesli
                  sa oparte na slowie pisanym, nigdy nie zaszkodzi.
                  Coz, tragedia II wojny swiatowej zaczela sie od tego, ze nikt nie traktowal
                  zbyt powaznie kaprala, ktory wlasnie stawal na czele panstwa. Coz, historia nie
                  tylko lubi sie powtarzac ale rowniez potrafi nas bolesnie zaskoczyc.


                  Pozdrawiam
                  • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 19.01.04, 18:42
                    Alez ja to samo mowie.Spece bredzili o potedze ZSRR tymczasem Regan tupnal
                    i ,,potega'' sie zawalila.Prawie wszyscy byli zaskoczeni.Czym?
                    A o II wojnie to juz jakis absurd.Co to ma do rzeczy?Poza tym uderza
                    nieznajomosc historii.To nie Hitler rozpetal wojne.Sam Hitler nie dalby
                    rady.Wojne rozpetal towarzysz Stalin.Ja wiemm ze propaganda wbila to mocno w
                    glowy.Ale coz...
                    • Gość: NEMO Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: 5.3.* / *.vic.mweb.co.za 19.01.04, 21:50
                      Co jak co ale z II w. swiatowa to przesada. Chyba, ze caly swiat dostal obledu
                      i uwierzyl ze to Hitler. Mysle, ze nie ma nic gorszego niz ideologiczne
                      zaslepienie. Korwin Mikke w zartobliwym felietonie odkryl, ze Ziemia jest
                      wklesla i podal na to dowod - podeszwa butow zuzywa sie na obcasie i pod
                      palcami!!! W podobny sposob mozna podac dowod na rozpetanie wojny przez Jozefa
                      Stalina czy tez Francje lub Anglie.


                      Pozdrawiam
                      • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 20.01.04, 12:33
                        To nie sa zarty to fakt.O agresji sowieckiej planowanej na Europe wiedza
                        wszyscy.Ale juz wytlumaczyc dlaczego tow.Stalin planowal agresje nie umieja.To
                        nie sa zarty.Tzw. historycy zachodni nie znaja podstawowych faktow jesli idzie
                        o wybuch II wojny.Jest to i smieszne i straszne ale jest faktem.
                        • Gość: NEMO Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: 5.5R1D* / *.saix.net 20.01.04, 14:48
                          Bardzo przepraszam. Moze i Stalin planowal atak, ale tylko planowal. Co do tego
                          planowania to wcale nie sa to fakty tylko w najlepszym przypadku rozwazania a w
                          najgorszym spekulacje. W najnowszej historii planowano wiele rzeczy - np padla
                          propozycja "wysterylizowania" narodu niemieckiego po II wojnie swiatowej. Plany
                          takie mogly wystawiac ich autorom nie najlepsze swiadectwo ale nie bedac
                          zrealizowanymi nie zaprowadzily nikogo na szafot - to chyba roznica.
                          W sprawie wybuchu II wojny swiatowej kazdemu z owczesnych "wielkich" mozna
                          przypiac latke. Jest to jednak dalekie od oskarzanie o spowodowanie swiatowego
                          konfliktu. Dla przypomnienia, w czasie procesu w Norymberdze oskarzeniu
                          probowali uzywac argumentu, ze gdyby Francja ruszyla w 1939 r to Niemcy by
                          przegraly i nie byloby calej tej wieloletniej "jatki"- wniosek, winni sa
                          Francuzi.


                          Pozdrawiam
                          • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 26.01.04, 14:38
                            Zupelnie ci sie pomieszalo ponadto nie masz jakiegokolwiek pojecia.Nie masz na
                            przyklad pojecia ze planowanie i przygotowywanie agresji jest zbrodnia za ktora
                            wieszali.A jesli dla ciebia fakty to rozwazania i spekulacje to zaimij sie inna
                            dziedzina nie historia.
                            • Gość: NEMO Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: 5.5R1D* / *.saix.net 26.01.04, 15:10
                              1. Nie moge narzekac na stan mych wladz umyslowych. I przedmowcy zycze tego
                              samego.

                              2. Ze sprawa planowania i kary moge sie zgodzic choc egzekwowanie tegoz wyglada
                              raczej kiepsko.

                              3. Stalin mial wiele spraw na sumieniu, moze i planowal tylko jakos historycy
                              nie bardzo moga sie pogodzic w tej sprawie. Tak jak i my. W tym tez jest caly
                              urok.


                              Pozdrawiam

                              • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: *.bg.am.lodz.pl 27.01.04, 12:34
                                Jacy znow historycy?Radzieccy???Amerykanscy?Jedynym autorytetem w tej sprawie
                                sa ci ktorzy znaja temat.To znaczy:
                                1.Polacy wywiezieni na wschod,ktorzy poznali plany komuny.
                                2.Historycy polscy na emigracji z tego samego powodu.
                                3.Suwoworow ktory jest niezwykle madry.
                                Nikt inny nie dysponuje ani rozumem ani wiedza aby sie wypowiadac o planach
                                Stalina.
                                • Gość: NEMO Re: Na marginesie - do Przedmowcy IP: 5.5R1D* / *.saix.net 27.01.04, 13:45
                                  No nie, z tym to jest przesada.
                                  1. Jezeli przyjac taka zasade, ze tylko osobiste doswiadczenie czyni z nas
                                  specjaliste to ja sie jakos tam kwalifikuje. Moja rodzina byla wywieziona na
                                  Wschod i dosyc dobrze poznala bezkresne obszary raju. Jak gdzies wspomnialem,
                                  ostatni przedstawiciel rodziny wrocil do Polski w 1958, po tym jak dwa lata
                                  wczesniej "wypchnieto" go z brame obozu. Moze nie sa to kwalifikacje
                                  najwyzszego lotu ale zawsze.

                                  2. Ze tylko historycy polscy na emigracji? Jest to swego rodzaju "uzurpacja"
                                  monopolu na madrosc i prawde. To juz kiedys bylo i zle sie skonczylo.

                                  3. Nie ujmuje Suworowowi ani madrosci ani inteligencji. Niestety nie wszyscy
                                  historycy zgadzaja sie z jego tezami. I maja do tego prawo, tak jak on ma prawo
                                  do pisania swych tez. Chyba, ze zaczniemy kwestionowac stan umyslow tych ktorzy
                                  maja inne zdanie.

                                  Mam propozycje. Moze na oddzielnym watku zostana nam udostepnione, w wiekszych
                                  szczegolach sprawy przez nas obu dyskutowane.


                                  Pozdrawiam
                                • adrzewoj ciekawe... 28.01.04, 09:45
                                  Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

                                  > Jacy znow historycy?Radzieccy???Amerykanscy?Jedynym autorytetem w tej sprawie
                                  > sa ci ktorzy znaja temat.To znaczy:
                                  > 1.Polacy wywiezieni na wschod,ktorzy poznali plany komuny.

                                  Wywozili ich po to, żeby zapoznać z planami? A może zlecali opracowanie tych
                                  planów.

                                  > 2.Historycy polscy na emigracji z tego samego powodu.
                                  > 3.Suwoworow ktory jest niezwykle madry.
                                  > Nikt inny nie dysponuje ani rozumem ani wiedza aby sie wypowiadac o planach
                                  > Stalina.

                                  Zawężanie możliwości wypowiadania się o planach Stalina do represjonowanych
                                  Polaków i byłych oficerów GRU wyklucza nas całkowicie z tej dyskusji. Ze szkodą
                                  dla forum, jak sadzę. Poza tym takie kryteria "rozumu" wydają się cokolwiek
                                  arbitralne, żeby nie powiedzieć: śmieszne.

                                  Pozdrawiam
                                  • Gość: BRvUngern-Sternber Re: ciekawe... IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 28.01.04, 17:03
                                    Glupiemu wszystko czego nie rozumie wydaje sie smieszne.W kwestii takiej jak
                                    plany komunizmu i rozpetanie przez niego II wohny swiatowej wypowiadac sie moga
                                    ludzie,ktorzy nie tylko maja wiedze ale i rozum.
                                    • Gość: NEMO Re: ciekawe... IP: 5.5R1D* / *.saix.net 29.01.04, 07:57
                                      Wyglada na to, ze jedynym, ktory jest upowazniony do wypowiadanie sie w
                                      dyskutowanej kwestii, z racji wiedzy i wartosci intelektualnych, jest
                                      szanowny "BRvU -S".
                                      Nie nalezy tego jednak traktowac zbyt powaznie. Sa ludzie, ktorzy lubia
                                      byc "kontrowersyjni". Udaje im sie to z roznym skutkiem - czyzby o to chodzilo
                                      i w tym przypadku?
                                      Zgodnie z moja propozycja, moze jednak kolega zechce nas oswiecic.



                                      Pozdrawiam
            • Gość: SAGGER Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: 80.51.247.* 15.01.04, 18:00
              po pierwsze,to zaskoczenie było związane ze świętem w izraelu,ale przede
              wszystkim skutecznością sprzętu radzieckiego.po rozpoczęciu ofensywy egipskiej
              izrael naturalnie podjął kroki zaradcze i chciał poprzez kontrofensywę już na
              samym początku doprowadzić do załamania arabów.przeprowadzono więc udzerzenia
              lotnicze i ofensywę pancerną.ale nie spodziewali się że egipt z takim
              powodzeniem użyje rakiet po-panc.AT-3 wówczas nowoczesnych,które powstrzymały
              ofensywę izraela.w powietrzu izrael przyzwyczajony do arabskich rakiet SA-2 i
              SA-3 na które znalazł już skuteczne metody zakłócania i
              niszczenia ,niespodziewanie lotnictwo natknęło się na nowe SA-6 na które nie
              mieli sposobu i ponieśli ciężkie straty.nowy sprzęt powstrzymał izrael.egipt
              miał słabsze lotnictwo i czołgi a mimo to wyszedł spod parasola ochronnego
              wzdłuż kanału z ofensywą na synaj i poniósł klęskę.nie wiadomo jak przebiegłby
              konflikt gdyby nie popełniono tego błędu.
              • Gość: Słoju Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.tele2.pl 16.01.04, 10:52
                Wszystko prawda nie zgadzam się tylko z końcową tezą. Egipt prędzej czy
                póżniej musiał wyjść spod tak rozbudowanego parasola ochronnego, jeżeli nie
                chciał stać w odległości kilkunastu kilemtrówod kanału i uchwycić przełecze na
                synaju, co znacznie utrudniło by manewrowanie siłami izraelczykom. Nie
                oznacza to, iż w trakcie rozpoczętej ofensywy o której wspominasz był
                pozbawiony osłony plot. (miał przeciez liczne samobiezne i przenośne zestawy).
                Parasol plot. po prostu nie był tak głęboko rozbudowany, zresztą przegrana tej
                ofensywy była spowodowana głownie klęska na lądzie. Egipcjanie w dynamicznych
                starciach manewrowych, nawet przy tym samym poziomie uzbrojenia i wyszkolenia
                indywidualnego (co było faktem) nie mieli absolutnie żadnych szans (zresztą do
                dziś jest to pięta achillesowa armii arabskich). W tego typu starciach ogromne
                znacznie odgrywa inicjatywa, samodzielność, elastyczność, dązenie do przejęcia
                inicjatywy, brak schematyczności dowodców wszystkich szczebli, czego, arabscy
                żołnierze z różnych względów nie są uczeni i co nie jest cenione.
                pzdr
                • Gość: SAGGER Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: 80.51.247.* 16.01.04, 12:23
                  ostatecznie mogliby negocjować z izraelem po uchwyceniu początkowych
                  pozycji,wiedząc że mają małe szanse.
                  • adrzewoj No i zaczęli negocjować ;) 16.01.04, 13:02
                    Sadatowi udało się w ten sposób odzyskać cały Synaj, i "przy okazji" zmienić
                    strategicznego sojusznika. Syryjczycy nie byli tak elastyczni, a że ich
                    prezydent umarł śmiercią naturalną - to już inna historia.

                    Pozdrawiam
        • Gość: Słoju Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.tele2.pl 14.01.04, 16:23
          Sił lądowych podczas wojny Jom Kipur Izrael nie przeżucał pomiędzy frontami
          golańskim a synajskim. Jednostki etapami wchodziły do walki i wlaczyły do
          końca na tym samym froncie. Lotnictwo miało większe możliwosci manewru ale
          odegrało małą role w tej wojnie.
          pzdr
          • kolczinski Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? 15.01.04, 00:20
            Chcialbym nie zgodzic sie z kolega iz lotnictwo odegralo niewielka role w tym
            konflikcie.Fakt iz udzial lotnictwa nie byl tak "widowiskowy" jak w
            poprzedniej wojnie szesciodniowej,nie oznacza iz jego rola sie zmniejszyla.
            Koszerni potrafili zapewnic,dzieki swojemu lotnictwu,iz niebo nad Izraelem
            pozostalo "czyste" przez cala wojne.Ani jedna bomba nie spadla na miasta i
            infrastrukture w kraju,a Jordania nie przystapila do tej wojny min.z tej
            przyczyny iz lotnictwo izraelskie posiadalo przewage nad potencjalnym rejonem
            dzialan.Nie wyolbrzymial bym tez znaczenia doskonalej arabskiej obrony p-lot.
            Rakiety daly wprawdzie niezlego "kopa" koszernym ale wielkosc strat w stosunku
            do liczby lotow bojowych w czasie wojny Jom Kippur byla znacznie nizsza niz w
            wojnie szesciodniowej.A co do wyszkolenia pilotow z obu stron ...wedlug danych
            izraelskich w bezposrednich walkach powietrznych araby stracili 334 samoloty w
            stosunku do....5 zestrzelen wlasnych.Straty calkowite....Syrii i Egiptu
            wyniosly 514 maszyn...Izrael....102...z czego 50 w ciagu pierwszych 3 dni
            (M.Dajan)
            • Gość: Słoju Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.tele2.pl 15.01.04, 10:04
              Dokonałem pewnego skrótu myślowego a to ze względu na liczne obowiązki
              zawodowe. Zgadzam się z Twoim opisem sytuacji i przytoczonymi liczbami ale nie
              zgadzam się z wnioskami. Rzeczywiście, IAF zapewniło przez cały czas trawnia
              konfliktu bezpieczne niebo nad Izraelem i osłonę działań na lądzie przed
              atakami lotniczymi przeciwnika. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich wojen,
              przez wiekszą część konfliktu, nie dostarczało bezpośredniego wsparcia siłom
              lądowym, co było szczególnie ważne, ze względu na słabośc izraelskiej
              artylerii i doktrynę zakładajacą nieproporcjonalnie duży udział sił lotniczych
              we wspraciu działań na lądzie. Sytuacja zmieniła się pood koniec konfliktu,
              kiedy było już wiadomo iż klęska państw arabskich jest kwestią czasu.
              Jordania nie przystapiła do wojny przedewszystkim mając w pamięci jej
              opuszczeni przez tzw. sojuszników w 1967.
              pzdr
          • marcus_crassus co do Yom Kippur 15.01.04, 03:20
            nie ma zadnej watpliwosci ze przynajmniej w poczatkowej (a wiec decydujacej)
            fazie wojny izraelczycy byli malo ze zaskoczenia atakiem to jeszcze byli armie
            arabskie byly w totalnej przewadze liczebnej.

            tutaj mysle szczegolnie o froncie syryjskim...mowie tutaj o ataku syryjczykow
            na pozycje siodmej brygady a potem na bitwe pod kunejtra.

            jesli chodzi o ta wojne i bitwe z syryjczykami to jak ktos ma dostep polecam
            ksiazke (czytalem fragmenty tylko)

            The Heights of Courage A Tank Leaders War On the Golan autorstwa Avigdora
            Kahalaniego (on byl dowodca 7 brygady)

            nie ma watpliwosci ze syryjczycy mieli pelna przewage...jako ciekawostke mozna
            dodac pozniejsze analizy tej kampanii ktore oprocz wyszkolenia,checi obrony
            ojczyzny etc jako glowna przyczyne zwyciestwa izraelczykow dolozyly zupelnie
            inny czynnik --> posuniecie taktyczne

            posilki wg generala Peleda zostaly skierowane zamiast do wsparcia obrony tak
            gdzie syryjczycy zadali Zydom duze straty zostaly skierowane do ataku i to nie
            przeciwko silom glownym ale na lewe skrzydlo.

            w rezultacie zgodnie z arabskim niskim duchem bojowym i kiepska organizacja a
            takze problemami dowodczymi po prostu syryjczycy popadli w chaos a potem w
            panike...

            czyli standard na polu walki --> potem zas zydzi do konca zmasakrowali
            uciekajaca armie.

            postaram sie podac link (zawsze tak mowie a potem nic nie wychodzi);))) do
            ciekawej analizy tej walki sporzadzonej albo na potrzeby US Army albo na
            potrzeby brytyjczykow..nie pamietam na razie ale mam tytul wiec poszukam
            • marcus_crassus tu jest poprawny post --> tamten nieczytelny 15.01.04, 03:25
              mialem robote i popijalem nad aktami wodeczke z red bullem ;)))

              szanowne towarzystwo wiec wybaczy:))...tutaj poprawilem bledy :)))


              nie ma zadnej watpliwosci ze przynajmniej w poczatkowej (a wiec decydujacej)
              fazie wojny izraelczycy byli malo ze zaskoczeni atakiem to jeszcze armie
              arabskie byly w totalnej przewadze liczebnej.

              tutaj mysle szczegolnie o froncie syryjskim...mowie tutaj o ataku syryjczykow
              na pozycje siodmej brygady a potem na bitwe pod kunejtra.

              jesli chodzi o ta wojne i bitwe z syryjczykami to jak ktos ma dostep polecam
              ksiazke (czytalem fragmenty tylko)

              The Heights of Courage A Tank Leaders War On the Golan autorstwa Avigdora
              Kahalaniego (on byl dowodca 7 brygady)

              nie ma watpliwosci ze syryjczycy mieli pelna przewage...jako ciekawostke mozna
              dodac pozniejsze analizy tej kampanii ktore oprocz wyszkolenia,checi obrony
              ojczyzny etc jako glowna przyczyne zwyciestwa izraelczykow dolozyly zupelnie
              inny czynnik --> posuniecie taktyczne

              posilki wg generala Peleda zostaly skierowane zamiast do wsparcia obrony tam
              gdzie syryjczycy zadali Zydom duze straty zostaly skierowane do ataku i to nie
              przeciwko silom glownym ale na lewe skrzydlo.

              w rezultacie zgodnie z arabskim niskim duchem bojowym i kiepska organizacja a
              takze problemami dowodczymi po prostu syryjczycy popadli w chaos a potem w
              panike...

              czyli standard na polu walki --> potem zas zydzi do konca zmasakrowali
              uciekajaca armie.

              postaram sie podac link (zawsze tak mowie a potem nic nie wychodzi);))) do
              ciekawej analizy tej walki sporzadzonej albo na potrzeby US Army albo na
              potrzeby brytyjczykow..nie pamietam na razie ale mam tytul wiec poszukam

          • Gość: sacred Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.magma / *.magma-net.pl 16.01.04, 09:09
            pozwolę się nie zgodzić z tezą jakoby lotnictwo nie odegrało znaczącej
            roli,moim zdaniem odegrało pierwszoplanową rolę,gdyby nie lotnictwo Syria i
            Egipt po prostu zalały by Izrael,co do sprzętu to myślę ,że w owym czasie był
            porównywalny,dopiero w latach 80 sprzęt sowiecki zaczął znacząco odstawać
        • Gość: kpt. Żbik Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 11:20
          1. sprzęt radziecki był BARDZO DOBRY
          2. a to że Izrael był (i jest) w środku oznacza tyle, że był OKRĄŻONY.

          Pozdr
        • Gość: Oozie Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.sth.shb.se / *.handelsbanken.se 15.01.04, 15:11
          Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):
          Co do
          > sprzetu to moze ktos ma ksizazeczke pt.,,wojna szesciodniowa''.Tam moze
          > zobaczyc i przeczytac o sprzecie sowieckim.

          Wojna Sześciodniowa to nie Yom Kippur ;) -sześć lat po niej deko iiny sprzęt
          był w użyciu...
        • Gość: jarek Re: Yom Kippur-Czy Izrael byl slabszy? IP: *.fastres.net 15.01.04, 22:15
          W taki sam sposob mozna powiedziec, Ze II RP byla w sytuacji korzystnej, bo byla
          w srodku...
          Na poczatku ataku stosunek sil byl 1 do 10 na korzysc Arabow.
          dwie armaty egipskie mialy do dyspozycji 1500 czolgow i okolo 1200 sztuk
          artylerii ciezkiej, a Israelu byl w toku mobilizacji 200 tys reservistow ,
          ktorzy aby stac sie operacyjni potrzebowali prawie 3 dni, i mieli do dyspozycji
          300 czolgow rozmieszczonych na calym Synaju, przy froncie tylko 80 czolgow i 40
          dzial ciezkich
          Sul froncie Golanskim Syria miala do dyspozycji 3 dywizje piechoty rozszerzone z
          930 czolgami, 920 sztukami artylerii ciezkiej , 30 bateriami SAM i pozatym 50 km
          z tylu dwie dalsze dywizje z 460 czolgami, w ten sam dzien IDF mial do
          dyspozycji 177 czolgow, mieli tez 44 dziala ciezkie i 1 bateria eqw. SAM.
          W czasie bitwy 14.10 na tzw Stradzie Artylerii, Egipcjanie stracili prawie 250
          czolgowi mozliwosc zniszczenia Israelu i zaczeli powaznie prosic CCCP o
          intervencje dyplomatyczna.
    • Gość: al zahr Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 13:31
      z innej parafii:

      1. USA XIX wiek,

      Plemiona indian wbeznadziejnym oporze przeciwko białym koloniazatorom
      zdołały wciągnąć w zasadzkę i wyciąć w pień bodajże szwadron (batalion)
      kawalerii USA. Bodajże nazywało się to bitwa pod Red Creek. Czerwonoskórzy byli
      na poziomie rozwoju z epoki brązu. Fakt, że mieli trochę broni palnej, ale moim
      zdaniem niewiele to zmienia, bo walczyli z regularną armią epoki industrialnej.
      To był prawdziwy konflikt Dawida i Goliata.


      2. Etiopia lata 30 XX w

      Bosi żołnierze etiopscy przez wiele miesięcy byli w stanie powstrzymać bardzo
      nowocześnie wyposażoną armię mussoliniego (nikt nie neguje, że sprzęt włoski
      był najwyższej jakoścvi, brakowało im tylko woli walki). Do tego stopnia opór
      był skuteczny, że włosi używali masowo gazów bojowych, łamiąc wszelkie
      konwencje międzynarodowe, za co rzecz jasna nie spadł im włos z głowy.
      • dreaded88 Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 12.01.04, 18:53
        Gość portalu: al zahr napisał(a):

        > z innej parafii:
        >
        > 1. USA XIX wiek,
        >
        > Plemiona indian wbeznadziejnym oporze przeciwko białym koloniazatorom
        > zdołały wciągnąć w zasadzkę i wyciąć w pień bodajże szwadron (batalion)
        > kawalerii USA. Bodajże nazywało się to bitwa pod Red Creek. Czerwonoskórzy
        byli
        >
        > na poziomie rozwoju z epoki brązu. Fakt, że mieli trochę broni palnej, ale
        moim
        >
        > zdaniem niewiele to zmienia, bo walczyli z regularną armią epoki
        industrialnej.
        >
        > To był prawdziwy konflikt Dawida i Goliata.

        Red Creek powiadasz? Można tu wymienić boje toczone przez Tecumseha, no i
        oczywiście słynną Little Big Horn (a może mówimy o jednym?). Ale i tak los
        Indian był marny.

        > 2. Etiopia lata 30 XX w
        >
        > Bosi żołnierze etiopscy przez wiele miesięcy byli w stanie powstrzymać bardzo
        > nowocześnie wyposażoną armię mussoliniego (nikt nie neguje, że sprzęt włoski
        > był najwyższej jakoścvi, brakowało im tylko woli walki). Do tego stopnia opór
        > był skuteczny, że włosi używali masowo gazów bojowych, łamiąc wszelkie
        > konwencje międzynarodowe, za co rzecz jasna nie spadł im włos z głowy.

        Negować najwyższą jakość sprzętu włoskiego można spokojnie (nie mieli
        nowoczesnych czołgów, tylko tankietki CV.33 i Fiaty 3000 - pochodne Renault FT;
        Mannlichery Carcano nie grzeszyły ani celnością, ani mocą obalającą; kmy też
        były słabe, zawodne); można wręcz stwierdzić, że wyposażenie tej armii było
        akurat do walki z Etiopią, bo już w Hiszpanii, przeciw republikanom zbrojonym
        przez Sowietów sprawdzało się bardzo różnie. Tu też jednak Etiopczycy w końcu
        przegrali - armii średniowiecznej monarchii nie było lekko. Choć pod Aduą w
        1895 im się udało (ale tam mieli niedwuznaczną przewagę liczebną, a Włosi chyba
        nie mieli kmów).
        • Gość: barnaba Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.lodz.msk.pl / 62.233.147.* 15.01.04, 12:24
          > Red Creek powiadasz? Można tu wymienić boje toczone przez Tecumseha,

          A wcześniej powstanie Pontiaca i konfederację Irokezów. Ciekawe, że była wtedy
          realna szansa stworzenia "państwa indiańskiego".

          > no i
          > oczywiście słynną Little Big Horn (a może mówimy o jednym?). Ale i tak los
          > Indian był marny.

          A drugą bitwą, w której zginęli wszyscy walczący żołnierze USA, była tzw.
          masakra Fettermana stoczona 21 XII 1866r. Oddział liczący 80 żołnierzy został
          wybity do nogi w zasadzce przez Indian Dakota, podczas walk o szlak Bozemana.

          pozdrawiam
    • god_save_the_queen Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 11.01.04, 17:44
      Wygrana to to nie była, ale w bodaj 1942 niemiecki okręt admiral Sheer został
      uszkodzony i tym samym musiał się wycofać, przez jeden ze statków z am. konwoju,
      który miał na dziobie jedną wieże. Konwój przetrzebiono, nie mniej szer, który
      był okrętem dowodzącym był pozbawiony mostka.
      • Gość: barnaba Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych IP: *.lodz.msk.pl / 62.233.147.* 11.01.04, 18:20
        Na tej samej zasadzie: bitwa u ujścia Rio de La Plata. 2 brytyjskie lekkie
        krążowniki (Ajax i Achilles) oraz 1 ciężki (Exeter) zdecydowanie ustępowały
        niemieckiemu pancernikowi kieszonkowemu Admiral Graf Spee.

        pozdrawiam
        • god_save_the_queen Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 11.01.04, 20:53
          Ale ostatecznie to niemiaszki się wysadziły same z siebie, przy czym faktem jest
          że graf i tak długo by już nie pociągnął.
      • Gość: DSD Leyte IP: 212.33.88.* 11.01.04, 18:46
        Skoro już mowa o bitwach morskich, trzeba napisać o bitwie w zatoce Leyte, konkretnie
        o przedpołudniowym starciu 25.10.1944 ('bitwa pod Leyte' była tak naprawdę serią kilku
        niezależnych bitew). Japończycy mieli 3 albo 4 pancerniki (w tym 'Yamato'), sporo krążowników
        ciężkich + mniejsze okręty, Amerykanie trochę lotniskowców eskortowych i niszczycieli.
        Kurita był świnią bez honoru że nie popełnił bo bitwie seppuku.
        • god_save_the_queen Re: Leyte 11.01.04, 20:54
          ani harakiri :P
    • myth2004 Kuba 11.01.04, 21:24
      Za Rzeczpospolita (10.01.2004):
      25 listopada stary jacht "Granma" wypływa w stronę Kuby z 82 spiskowcami na
      pokładzie. Dwudziestu zrejteruje, następnych dwudziestu wpadnie w ręce wroga,
      inni zginą wkrótce po wylądowaniu, reszcie uda się dotrzeć w góry Sierra
      Maestra, w prowincji Oriente. Pierwsza bitwa zakończy się rozproszeniem
      malutkiego oddziału. Gdy 16 grudnia odnajduje się wraz z kilkoma ludźmi Raul
      Castro (młodszy brat), następuje słynna wymiana zdań: - Ile masz strzelb? -
      pyta Fidel. - Pięć - pada odpowiedź. - Czyli razem z moimi - siedem! Wygramy tę
      wojnę! Nawet w najtrudniejszych sytuacjach Fidel wykazuje niewzruszoną pewność
      siebie. W Sierra Maestra ukrywa się 23 rewolucjonistów. Ale, jak już było
      powiedziane, Castro zna wagę symboli: po zwycięstwie (8 stycznia 1959 r.)
      ogłosi, że było ich dwunastu! Wszak cyfra 12 kojarzy się z dwunastoma
      apostołami.
      Mistrz propagandy wyznacza spotkanie reporterowi z "New York Timesa" na długiej
      polanie, gdzie w oddali dostrzec można maszerujące partyzanckie patrole.
      Naiwnemu dziennikarzowi nawet nie przyjdzie do głowy, że ogląda ciągle tych
      samych kilku ludzi niezmordowanie imitujących mnogość sił. Zafascynowany młodym
      dowódcą pisze: "Co za potężna osobowość! Nic dziwnego, że ludzie go
      uwielbiają." Złośliwi twierdzą, że Fidela wylansował "New York Times", lecz
      trudno się z tym zgodzić. Z podziwu godną biegłością Fidel wylansował się sam.
      Natomiast zainteresowanie amerykańskich mediów przyspieszyło reakcję władz.
      Batista nie mógł dłużej ignorować partyzantów, nawet jeśli ich siły były
      żałośnie małe. Od tej chwili chłopów pomagających powstańcom spotkają
      bestialskie represje. Castro wie, że artykuł prasowy potrafi być bronią
      skuteczniejszą od karabinów. Gdy pojawia się telewizja CBS, cały oddział rusza
      na spotkanie kamer.
      Castro zachęca lekarza Che Guevarę, by ten udzielał chłopom darmowych porad.
      Korzysta też z okazji, że (za zgodą biskupa) dołączył do nich ksiądz Sardinas:
      ksiądz chrzci chłopskie dzieci, a Fidel zostaje ojcem chrzestnym. To tworzy
      więź z całymi wsiami. W międzyczasie ruch nazwany teraz M-26.7 (Ruch 26 Lipca -
      data ataku na koszary w Santiago) zdobywa zwolenników w innych regionach.
      Codziennie dochodzi do zamachów bombowych. Dumni z sukcesów współpracownicy
      (Pais i Hart) proponują (7 kwietnia 1957 r.), by utworzyć jakąś kolegialną
      strukturę rządzącą. Castro nie ma jednak zamiaru dzielić się ani władzą, ani
      sławą. Pisze więc "Manifest", w którym proponuje utworzenie tymczasowego rządu,
      którego skład zostałby ustalony przez organizacje niepolityczne, neutralne: na
      przykład izby lekarskie. "Manifest" przecina dyskusję na temat jakiejś
      zbiorowej, demokratycznej władzy rewolucyjnej. Zresztą Pais - ambitny
      koordynator ruchu M-26.7 w prowincji Oriente - ginie zabity przez policję.
      Castro symbolizuje wprawdzie opór przeciw reżimowi Batisty, lecz w gruncie
      rzeczy ma nikłe zaplecze. Nawet Partia Komunistyczna (PSP), która też nie ma
      wielkich wpływów, woli ostrożnie obserwować rozwój sytuacji. Zresztą wśród
      zwolenników Fidela jest sporo zdecydowanych antykomunistów.
      Porwanie ostatniej szansy
      Fidel ma imponującą intuicję polityczną, znakomicie wyczuwa reakcje tłumu. To,
      że dni Batisty są policzone, nie ulega dlań wątpliwości. Rewolucja castrowska
      określa się jako "humanistyczna, patriotyczna i demokratyczna", a zatem trzeba
      będzie rozpisać wybory. Castro nie ma zamiaru kandydować. Jego gra toczy się o
      lata, o dziesiątki lat, nie o miesiące czy tygodnie władzy z wyboru. Chce oddać
      władzę tak, by w każdej chwili móc ją odebrać. Przeprowadza więc klasyczną
      roszadę - ogłasza, że po zwycięstwie nad Batistą tymczasowym prezydentem będzie
      Manuel Urrutia - sędzia z prowincji Oriente, który z własnej inicjatywy złożył
      pozew przeciw zbirom, którzy po ataku na koszary Moncada zakatowali wziętych do
      niewoli towarzyszy Fidela. Urrutia jest idealnym kandydatem: mądry, ale nie
      błyskotliwy, pozbawiony ambicji politycznych, za grosz sprytu, bez zaplecza.
      Z początkiem roku 1958 "armia" Fidela liczy niemal 200 ludzi, dobrze
      uzbrojonych i wyćwiczonych. Kontrolują dwa tysiące hektarów w górach Oriente.
      Napływają nowi kandydaci. Prasa kubańska i amerykańska stale pisze o Fidelu,
      najczęściej przychylnie. Batista wydaje się żałosny wobec energii tego młodego,
      inteligentnego obrońcy demokracji, który skutecznie stawia czoło całej
      kubańskiej armii.
      Wśród zwolenników Fidela są teraz tacy ludzie, jak potężny szef produkcji rumu
      Bacardi - Bosch lub "król cukru" Julio Lobos. Płacą skrzętnie podatek
      rewolucyjny, podobnie jak liczni inteligenci, a nawet biedacy. Ci pierwsi
      zapewne "na wszelki wypadek", drudzy z przekonania, a ci ostatni - z rozpaczy.
      Nic dziwnego, że Fidel czuje się panem sytuacji. Z właściwą sobie pewnością
      zapowiada na 5 kwietnia początek "wojny totalnej", "krwawą Wielkanoc".
      Francuski "Le Monde" wysyła nawet z tej racji specjalnego korespondenta na
      Kubę. Tymczasem nie dzieje się nic. Lud nie tylko nie podjął walki, ale nawet -
      z nielicznymi wyjątkami - strajku. To klęska Fidela.
      Dopiero Batista zatroszczy się o przywrócenie glorii buntownikom z Sierra
      Maestra. Dyktator, uspokojony brakiem reakcji na apel Fidela, chce szybko
      rozprawić się z wrogiem. Ogłasza letnią ofensywę z udziałem 10 tysięcy
      żołnierzy wspieranych przez bombowce i helikoptery. Akcja jest zakrojona na
      ogromną skalę, rujnuje gospodarkę, dezorganizuje życie na sporych terenach
      kraju. Partyzanci bronią się, choć wkrótce zostanie im zaledwie kilkanaście
      hektarów ostatniego przyczółka. Wydaje się, że wszystko stracone, gdy po dwu
      tygodniach walk sytuacja odwraca się. Wojsko rządowe nie zna terenu, jest źle
      aprowizjonowane, walczy bez przekonania. Wtedy Raul Castro (młodszy brat Fidela
      i dowódca jednego z oddziałów) bierze zakładników amerykańskich - głównie
      żołnierzy z Guantanamo, którzy wybrali się na piknik. Oczywiście porwanie
      zajmuje czołówki gazet. Fidel żąda, by USA wstrzymały sprzedaż broni reżimowi
      Batisty. Naprawdę jednak bezpośrednią przyczyną porwania była dramatyczna
      sytuacja oddziału Raula. Zgodnie z przewidywaniami Batista wstrzymał
      bombardowania z lęku o życie Amerykanów. A ci - po uwolnieniu - wdzięczni będą
      porywaczom, których opisują w samych superlatywach. Jak pod wpływem
      czarodziejskiej różdżki po pierwszym zwycięstwie żołnierzy Fidela przychodzą
      następne. W walce zdobywają nowoczesną broń. Wkrótce można wyekwipować 1000
      ludzi.
      Triumfalny marsz
      20 lipca w Caracas podpisano porozumienie między ośmioma grupami opozycyjnymi i
      przedstawicielami M-26.7. Fidel już nie jest samozwańcem, lecz wodzem naczelnym
      sił zbrojnych Rewolucyjnego Frontu Demokratycznego. Teraz już może wezwać
      żołnierzy armii rządowej do buntu. Może też przejść do ataku - od
      zlekceważonego przez Kubańczyków kwietniowego apelu minęło kilka miesięcy. Che
      Guevara, który nie stanowi dla Fidela konkurencji (jest cudzoziemcem -
      Argentyńczykiem) dostanie 120 ludzi i zadanie opanowania prowincji Las Villas;
      Camilo Cienfuegos (który kilkanaście miesięcy później zaginie w tajemniczych
      okolicznościach) poprowadzi 80 ludzi w stronę Hawany. W przeddzień wymarszu
      usłyszy z ust Fidela napomnienie: - Pamiętaj, że sława i sukcesy psują ludziom
      charakter!
      Sytuacja ewoluuje szybko; pojawia się partyzantka niezależna od castrystów. W
      październiku Che podporządkowuje sobie te grupy - m.in. oddział 65 komunistów.
      W triumfalnym marszu zajmują coraz to nowe wsie i miasteczka, potem miasta. To
      koniec dotychczasowego reżimu.
      W sylwestrową noc roku 1958 z Hawany wystartują dwa samoloty: jeden - z Batistą
      na pokładzie - poleci w stronę Dominikany, drugim uciekają na Florydę
      prezydent, przewodniczący Senatu i burmistrz Hawany. Zgodnie z konstytucją
      funkcję prezydenta przejmuje sędzia Sądu Najwyższego - Piedra. Fidela czeka
      więc jeszcze jedna rozgrywka. "Zgodnie z życzeniem prezydent
      • myth2004 Kuba cd. 11.01.04, 21:28
        W sylwestrową noc roku 1958 z Hawany wystartują dwa samoloty: jeden - z Batistą
        na pokładzie - poleci w stronę Dominikany, drugim uciekają na Florydę
        prezydent, przewodniczący Senatu i burmistrz Hawany. Zgodnie z konstytucją
        funkcję prezydenta przejmuje sędzia Sądu Najwyższego - Piedra. Fidela czeka
        więc jeszcze jedna rozgrywka. "Zgodnie z życzeniem prezydenta Piedry" nowy szef
        sztabu, generał Cantillo, ogłasza zawieszenie broni, próbując w ten sposób
        odebrać Fidelowi wpływ na sytuację polityczną. Nie doceniono jednak
        przeciwnika. Riposta następuje natychmiast: przez radio Castro zwraca się do
        narodu z apelem "Pod żadnym pozorem nie wolno zaprzestać walki! Upadek
        dyktatury nie oznacza zwycięstwa rewolucji. Nie chcemy namiastki zwycięstwa!
        Ludzie pracy, przygotujcie się do strajku generalnego." Castro wie, że musi
        zdobyć stolicę. Ciefuegos otrzymuje więc rozkaz natychmiastowego wymarszu w
        stronę Hawany. Już wcześniej Che Guevara (pod wodzą którego służą różne grupy)
        dostał precyzyjne instrukcje: "do Hawany mają wejść wyłącznie oddziały ruchu 26
        Lipca!"
        Tym razem na apel Fidela o strajk odpowiedział cały naród. Już po 24 godzinach
        bezradny generał Cantillo depeszował do garnizonu Moncada w Santiago (podobnie
        jak 26 lipca 1953 r. oddział Fidela nie zdobył koszar): "Proszę zawiadomić
        doktora Castro, że czekamy, aby wyznaczył głowę państwa."
        Zdobyta Kuba
        Fidel ma Santiago u stóp: "Viva Fidel! Viva rewolucja!" W magistracie czekają
        notable (za kilka dni paru z nich zostanie rozstrzelanych), a Castro wygłasza z
        balkonu mowę do zebranego tłumu i ogłasza Santiago siedzibą rządu. Roztropny
        doktor Castro nie zapomina o ostrożności. Na wypadek, gdyby w Hawanie sprawy
        się komplikowały, Santiago pozostanie siedzibą jego rządu. O świcie z czołgami
        i helikopterem jest już w drodze do stolicy. Na szyi Comandante łańcuszek z
        krzyżykiem utwierdza w przekonaniu, że jego rewolucja nie jest antykościelna
        (choć wkrótce ogłosi Kubę państwem ateistycznym, pozbawi Kościół i ludzi
        wierzących wszelkich praw, a nawet zlikwiduje święto Bożego Narodzenia).
        Reporterowi "Chicago Tribune" powie: - Nie jestem i nigdy nie byłem komunistą,
        a na pytanie o ewentualność nacjonalizacji padnie odpowiedź: - Jest głupotą
        podejrzewać naszą rewolucję o podobne zamiary.
        5 stycznia 1959 r. kończy się strajk generalny, a przywieziony helikopterem z
        Santiago prezydent Urrutia ogłosi skład rządu. Połowa gabinetu
        to "profesjonaliści", druga połowa to castryści z M-26.7.
        8 stycznia Fidel stoi u wrót Hawany. Bierze do swego jeepa 10-letniego syna
        Fidelita, któremu na tę okazję uszyto mundur podobny do tego, jaki ma ojciec.
        Milionowe miasto składa hołd doktorowi Castro: widok Fidelita rozczula i
        uspokaja, widok karabinu na ramieniu Fidela ostrzega. Wyją syreny, dzwonią
        dzwony, Fidel zaprasza wszystkich do słynnej bazy wojskowej, gdzie mówić będzie
        m.in. o końcu epoki kultu jednostki. Przy okazji atakuje jeszcze grupkę
        potencjalnych konkurentów, którzy weszli do Hawany 1 stycznia (Che Guevara nie
        dopilnował) i teraz domagają się swojego kawałka tortu dla zwycięzców. - Mają
        broń - ostrzega Castro - po co? Epoka pistoletów jest zakończona. I tłum
        skanduje: "Nie chcemy broni!"
        Castro zdobył Kubę i już jej nie odda.
      • rzewuski1 Raszyn 1809r 12.01.04, 09:05
        armia ksiecia Józefa była zdecydowanie słabsza liczebnie, składała sie z
        wiekszosci z swiezo powołanych rekrutów, mimo to wydała bitwe na przedpolu
        warszawy ,wprawdzie wygrali austriacy(armia polska sie wycofała)ale sam fakt ze
        odeszła z pola walki nie atakowana i ze w ogóle nie została zniszczona
        swiadczy o tym ze własciwie to polskie zwyciestwo gdyz zmieniło zdanie
        austriaków nasz temat sadzili ze bedzie łatwe zwyciestwo a tu pod raszynem nie
        tylko ze nie udało im sie pobic słabszego to i poniesli duze straty
        • Gość: macek Re: Raszyn 1809r IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.01.04, 15:12
          Ale w przypadku Raszyna pamietać trzeba też o tym, że po stronie austriackiej
          walczyły jednostki o dość niskiej wartości, złożone z Węgrów, Chorwatów i
          innych narodowości. Ich walory bojowe były zdecydowanie mniejsze od tych
          formacji, które wzięły udział w kampanii przeciwko Napoleonowi.
          Ponadto po naszej sronie udział w bitwie wziął korpus saski, przyczyniając się
          wydatnie do zatrzymania nacierającego przeciwnika.
          Co oczywiście nie zmienia faktu, że Polacy bili się znakomicie, a Pepi
          dowodził wybornie.
    • adrzewoj może Kanny? 12.01.04, 13:06
      216 BC. Przewaga liczebna po stronie Rzymian, armia kartagińska od jakichś
      dwóch lat w walce, bez uzupełnień(?). Kolejnym atutem Rzymu wydawała się być
      taktyka legionu manipularnego. Choć bez strategicznych konsekwencji, więc się
      nie kwalifikuje.

      Pozdrawiam
      • Gość: BRvUngern-Sternber Kanny? IP: *.man.lodz.pl / *.man.lodz.pl 13.01.04, 12:29
        Tak byla przewaga ale nie az tak duza.Hannibal 40tys. piechoty 10tys.
        jazdy.Rzymianie 53 tys piechoty ale TYLKO 6300 jazdy.Poza tym Rzymianie mieli 3
        stare legiony ale az 4 nowe.4/7 bylo swiezo powolane.A Hannibal mial
        weteranow.Mimo wszystko byl to wielki wodz.
    • fikol2 Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 12.01.04, 13:31
      Stawiam na Wojnę Burską 1899 - 1902.
      Duża różnica potencjałów, niemoc Anglików, wprowadzenie (choć pomysł już był
      znany) na "masową" skalę obozów koncentracyjnych i pierwsze oddziały będące dla
      późniejszych konfliktów protoplastami formacji komandosów.
      PZDR
      • Gość: NEMO Re: Wojna Burska IP: 5.5R1D* / *.saix.net 12.01.04, 15:32
        Milo, ze ktos o tym konflikcie wspomnial. Jest jednak kilka uwag. Rzeczywiscie
        przewaga potencjalu, pod kazdym wzgledem, byla po stronie brytyjskiej. Wojna
        skladala sie z dwoch faz gdzie tylko pierwsza mogla byc porownana do
        klasycznych dzialan wojennych ( na wspomnienie zasluguje "czarny Czwartek"),
        zas druga to typowe dzialania partyzanckie. Nie byla to jednak wojna wygrana
        przez republiki burskie, chociaz trudno powiedziec, ze przegrali. W ostatecznym
        rozrachunku zakonczyl sie konflikt konferencja pokojowa w Vereeniging a nie
        absolutna kapitulacja jak to na poczatku widzial np Lord Milner.
        Moze jest to temat na oddzielna dyskusje?

        Pozdrawiam
        • Gość: NEMO Re: Wojna Burska - korekta IP: 5.3.* / *.jnb6.alter.net 12.01.04, 17:46
          W mojej poprzedniej wypowiedzi jest blad. Nie bylo "czarnego Czwartku" byl
          natomiast "czarny tydzien" w grudniu 1899 roku.

          Pozdrawiam
          • Gość: al zahr Re: Wojna Burska - korekta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 18:48
            a co sie wtedy stało ?
            • Gość: NEMO Re: Wojna Burska - Czarny Tydzien IP: 5.3.* / *.cc2.jnb6.alter.net 14.01.04, 19:31
              W trzech roznych bitwach odzialy brytyjskie doznaly porazki. Byly to bitwy pod
              Magersfontein, Stomberg i Colenso. Dla opinii publicznej w Wielkiej Brytanii
              byl to absolutny szok. Oddzialy biorace udzial w np. bitwie pod Magersfontein
              byly uwazane za najlepsze jakie posiadala Wielka Brytania. Wstrzasem byla
              proporcja strat np. pod Magersfontein strona brytyjska stracila 948 zolnierzy
              ( w tym 210 zabitych ) gdy po stronie burskiej bylo to 90 zabitych i 190
              rannych. Jednoczesnie liczni zolnierze brytyjscy dostali sie do niewoli.
              Przeciwnikiem byli we wszystkich przypadkach uzbrojeni chlopi zmobilizowani
              przez obie republiki burskie( swego rodzaju odpowiednik polskiego pospolitego
              ruszenia).
              Jedynymi regularnymi i nielicznymi odzialami wojskowymi po stronie burskiej
              byla artyleria oraz policja.

              Pozdrawiam
              • Gość: al zahr Re: Wojna Burska - Czarny Tydzien IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 21:51
                zawsze lubilem burow
                choc nie mialem okazji w poludniowej afryce byc (moze kiedys mi sie uda...)

                swoje chlopaki
              • Gość: jarek-nudziasz Wyciagles ciekawy watek- IP: *.fastres.net 29.01.04, 22:27
                Anglicy od czasow wojny Krymskiej az do wojny Burskiej nie spotykaly sie z
                wojskami "bialych" i im sie w ich wojnie z w Sudanie calkowicie przewrocilo w
                glowie, u Boerow niw podobalo im sie ,ze do ich strzelaja ukrywajac sie, nie
                podobala sie im Boerska taktyka, atakuj i uciec, im sie wydawalo ,ze moga
                strzelac do przeciwnikow, tak jak na polowaniu.
                Nie mieli wywiadu wojskowego, nie wiedzieli gdzie byl przeciwnik, Gen Methem (
                nie pamietam dobrze jak sie pisze) bombardowal wzgorze nie wiedzac ,ze Boeri sie
                okopali u stop.
    • dreaded88 O Azincourt ktoś wspomniał? 12.01.04, 18:15
      Francuzów ograniczały warunki terenowe, nie mieli długich łuków, no ale ta
      przewaga 25000 vs 6000...
      Jednak trochę takich wygranych się jak widać zebrało.
      • god_save_the_queen Re: O Azincourt ktoś wspomniał? 12.01.04, 18:55
        Ale pod Cresy angoli było dużo mniej od żabojadów, więc...
        • marcus_crassus niewatpliwie te bitwy byly niesamowite 15.01.04, 03:34
          swoja droga ciekawy jestem jaka skutecznosc w razeniu celow mial luk
          angielski --> naciaganie go bylo tak ciezkie ze po wyczerpaniu strzal lucznik
          podobno musial sie wycofac --> nie bylo mowy o czyms w rodzaju "uzupelnienia
          magazynka" ;))))

          w kazdym razie nawet ten kto tylko zuzyl dostepny komplet strzal byl uwazany
          za silacza...

          ciekawi mnie jak wiec wygladalo to starcie --> jesli tak bylo oznaczaloby to
          przeciez ze starcie musialo rozstrzygnac sie w ciagu kilkunastu doslownie
          minut...

          co sie potem stalo z lucznikami???wlaczyli sie jakos do walki czy musieli
          zakonczyc wszelka robote???

          zawsze mnie to pytanie intrygowalo
          • Gość: Lechu Re: niewatpliwie te bitwy byly niesamowite IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.04, 23:19
            O ile pamiętam, strzała taka przebijała ze 100 m bez wysiłku zbroję z ciałem na wylot, tak samo jak kilkucentymetrową - dębową - deskę.
            Oznacza to skuteczność podobną do salwy z muszkietów. Poza tym ciężko jest strzelić wielokrotnie do szarżującej kawalerii (nawet, jeżeli siedziała na powolnych perszeronach), jeżeli naciąga się cięciwę aż za ucho.
    • adrzewoj 14 października 1806 13.01.04, 09:21
      Auerstaedt. Korpus marszałka Davout vs. armia Prus.

      Pozdrawiam
      • rzewuski1 Re: 14 października 1806 13.01.04, 10:21
        nie bardzo moge sie zgodzic
        armia pruska była w tym czasie
        o wiele gorsza od francuskiej(morale , uzbrojenie,dowódctwo)
        tylko mieli przewage liczebną ale tak jak kircholm
        • adrzewoj nie będę się upierał 13.01.04, 10:38
          Co do morale i dowództwa - zgoda. Ale to właśnie na tym polega sztuka, że
          dzięki tym cechom armia liczebnie słabsza potrafi pokonać silniejszą.
          Jeśli idzie o uzbrojenie - muszę przyznac się do sporej niewiedzy na ten temat,
          ale zapewne można mówić o porównywalnej klasie.
          Decydowała jakość dowódców i żołnierzy.

          Pozdrawiam
          • rzewuski1 Re: nie będę się upierał 16.01.04, 11:27
            adrzewoj napisał:

            > Co do morale i dowództwa - zgoda. Ale to właśnie na tym polega sztuka, że
            > dzięki tym cechom armia liczebnie słabsza potrafi pokonać silniejszą.
            > Jeśli idzie o uzbrojenie - muszę przyznac się do sporej niewiedzy na ten
            temat,
            >
            > ale zapewne można mówić o porównywalnej klasie.
            > Decydowała jakość dowódców i żołnierzy.
            >

            jeżeli chodzi o uzbrojenie to armia francuska górowała nad pruska zdecydowanie
            francuzi mieli lepsze karabiny(pruskie chyba w tym czasie należały do
            najgorszych w europie), pozatym armia pruska miała słaba artylerie , nie miała
            artylerii konnej

            pozdrawiam
    • Gość: Kubeł Stawiam na krucjaty IP: 156.17.253.* 13.01.04, 11:15
      A przede wszystkim te pierwszą i walki w rejonie Antiochii w 1098 roku.
      Nie wiem ile tyo mniej było krzyżowców, ale ktos moze jest swieżo po lekturze
      Runcimana? Bo ja czytałem to lata temu i tyle pamietam, że najpierw był kłopot
      ze zdobyciem Antiochii, a potem ten sam kłopot jak ja zdobyto, bo przyszła
      odsiecz i krzyzowcy zamienili sie szybko z oblegających w obleganych, ale
      ostatecznie wyszli przed mury miasta po postach, umartwieniach i temu
      podobnych i dostali wizji świetych, a nade wszystko mielie ze soba kawałek
      żelastwa, który uznano za włócznie, która przebito bok Chrystusa. No i dostali
      amoku i wygrali.


      Generalia, wiadomo, że jeżeli bedziemy szukac wygranych słabszych armii pod
      wzgledem liczebności, ducha bojowego, dowodzenia, wyposażenia, to nie
      znajdziemy.
      • marcus_crassus ;)) 15.01.04, 03:39
      • Gość: jarek Caly okres krayzowy to IP: *.fastres.net 20.01.04, 21:14
        prawie walka mniejszej liczbowo ilosci rycerzy lacinskich z 4 duzo razy nawet
        10o rotna iloscia zolnierzy musulmanskich i gdyby nie klotnie lacinnikow z
        bizantyjczykami, genowejczykow z wenecjanami i jak zwykle falszywa duma rycerzy
        frankonskich, ta ziemia byla by juz 800 lat lacinska i o cesarstwie ottomanskim
        nikt by nigdy nie slyszal, nie mowiac juz o arafacie i Bin Ladenie..
    • nekysz Belgrad 1456 14.01.04, 21:40
      W trzy lata po upadku Konstantynopola trumfująca armia Mehmedea II obległa
      Belgrad broniony przez 7 tyś załogę. Przeciwko 150 tyś armii, jednej z
      najnowocześniejszych w Europie, dysponującej 300 działami, 200 galerami,
      najlepszą piechotą, Węgrzy wystawili pod Hunyadym 40 tyś, z czego tylko połowę
      stanowiło wojsko zaciężne. Dodatkowo franciszkanin Kapistrano
      poprowadził "ludowa krucjatę", prowadząc 30 tyś rzesze słabo uzbrojonego plebsu
      i chłopstwa. Węgiersko-serbska armia niemal pod każdym względem ustępująca
      Turkom, dzieki geniuszowi Hunyadego, po kilkugodzinnym boju doszętnie rozbiła
      wojska Mehmededa zabijając 50 tyś (!) Turków, a dodatkowe 25 tyś zostało
      wyciętych podczas panicznej ucieczki. Zwycięstwo to na 70 lat odsunęło turecką
      niewole. pozd
      • Gość: al zahr Re: Belgrad 1456 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 21:54
        to ja proponuje oblezenie przez turkow la valetty
        gdzie bronili sie kawalowie (matanscy ;-) )
        zrobili prawdziwa rzez
        do tego stopnia ze sultan tyurecki pozwolil im odplynac z insygniami i
        bogactwem
        • Gość: jarek Przeciez Turcy wyspy nie zdobyli. IP: *.fastres.net 28.01.04, 23:02
          Czy ty majac al zahr jako nick, nie opowiadasz nam historie z podrecznikow
          arabskich, albo tez bylo to nie w roku 1565.
    • marcus_crassus masakra anglikow przez zulusow... 15.01.04, 03:37
      jesli ktos jeszcze tego nie napisal...

      wojna Cezara z Galami (Alezja)

      jeden z przykladow niesamowitej dysproporcji sil
      • Gość: NEMO Re: masakra anglikow przez zulusow... IP: 5.5R1D* / *.saix.net 15.01.04, 11:17
        Rzeczywiscie bitwa pod Isandhlwana w 1879 trudna jest do "przebicia". Z jednej
        strony regularne wojsko uzbrojone w nowoczesna bron, z drugiej zas oddzialy
        plemienne uzbrojone we wlocznie i tarcza. Jedynie przewaga liczebna byla po
        stronie Zulusow.
        Pozniejsze bitwy byly jednak "powrotem do normy"


        Pozdrawiam
        • Gość: caton Re: masakra anglikow przez zulusow... IP: 217.153.114.* 27.01.04, 15:47
          no właśnie - przewaga liczebna równoważyła szanse. choć gdyby nie ewidentne
          błędy brytów, powodujące brak amunicji w linii, to i tak niewiele by tqa
          przewaga zmieniła.
          ciekawsza jest chyba niewmal równoczesna bitwa pod rorke's drift.
          kilkudziesięciu żołnierzy broniących szpitala polowego zmasakrowało kilkuset
          zulusów.
          • Gość: NEMO Re: masakra anglikow przez zulusow... IP: 5.5R1D* / *.saix.net 27.01.04, 16:26
            Tego typu "cuda" zdarzaja sie raz na jakis czas. Niezaleznie od tego armia
            brytyjska powoli przestawala byc armia nowoczesna. Co akurat w tych bitwach
            mialo mniejsze znaczenie.


            Pozdrawiam
    • Gość: kpt. Żbik Czeczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 10:00
      Co by tu daleko szukać... Pierwsza wojna w Czeczenii.

      Pozdr
      • wielki_czarownik Fakt! 16.01.04, 11:50
        Pierwsza wojna to była totalna porażka.
    • patmate Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 19.01.04, 23:26
      Kampania norweska 1940. Kriegsmarine mimo, że słabsza dokonała desantów i za
      cenę dużych strat wygrała.
      • corregidor Re: Wygrane armii słabszych i gorzej wyposażonych 28.01.04, 17:32
        to bylo pyrrusowe zwyciestwo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka