tanebo
15.08.13, 16:36
Czy prowadząc wojny asymetryczne nie popełniamy błędu? Małe wprowadzenie - od starożytności taktyka w wojnie była w zasadzie prosta - piechota w centrum wiąże siły przeciwnika a kawaleria atakuje na flankach i okrąża go. Karierę kawalerii zakończył karabin. Od wojny secesyjnej a może i od krymskiej do I wojny stratedzy zmagają się z problemem siły ognia karabinu. W zasadzie rozwiązania sprowadzały się do jednego - niszczymy wszystko ogniem dział, piechota atakuje a w tą lukę wchodzi kawaleria. I za cholerę to nie działało. Bo artyleria nie nadążała za piechotą. Dopiero czołgi zmieniły sytuację. Jak walczymy dziś? Najpierw niszczymy wroga bombardowaniem lotniczym. Ale głównie sztab bo to nie wypada zabijać nawet wrogich żołnierzy. Potem wjeżdżają wojska lądowe i zajmują teren wroga. problem polega na tym że każda taka wojna kończyła się wojną partyzancką. Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie ze zniszczenia siły wroga przed walną bitwą?