gib.or
19.06.14, 23:44
Szanowny Miszo, Szanowni Forumowicze
Nie zajmuję się polityką, trochę interesuję się wojskiem (ale jestem tu mimo tego zainteresowania dyletantem). Od czasu do czasu lubię sobie trochę pofantazjować na tematy polityczne w ramach odprężenia od codzienności. Sytuacja na Ukrainie wywołuje ogromne emocje i stosunkowo szybko się zmienia. Nigdy nie należy mówić nigdy, konstelacje i twory, które niegdyś były nie do pomyślenia, stają się rzeczywistością.
Miszę prosiłbym o ustosunkowanie się do moich refleksji i odpowiedzi na pytania, które pozwolę sobie zadać.
Kiedy zastanawiam się nad aneksją Krymu, to wydaje mi się, że Rosja (ew. Putin) nie miała specjalnego wyboru (niezależnie od tego, jak byśmy oceniali aneksję pod względem moralnym, prawnym itp.). Putin starał się o włączenie Ukrainy do Unii Euroazjatyckiej, Majdan natomiast pokrzyżował te plany, Ukraina niejako się przez swoją woltę w stronę Zachodu i Unii Europejskiej wymknęła. Trudno sobie wyobrazić, żeby pozwolił on na to, aby półwysep w większości rosyjski, jeśli chodzi o narodowość mieszkańców i ich orientację polityczną, stał się częścią Unii Europejskiej, a w przyszłości NATO, szczególnie, że znajdują się tam bazy rosyjskiej floty. Ja w każdym razie na jego miejscu też bym o tym pomyślał. Oczywiście można powiedzieć, że umowa stowarzyszeniowa to jeszcze nie wejście do Unii, o wejściu do NATO nie mówiąc, jednakże Polska integrując się z Zachodem też miała nie wchodzić do NATO, potem mieli nie stacjonować w niej amerykańscy żołnierze, a koniec końców i jesteśmy w NATO i mamy amerykańskie wojska na naszej ziemi. Nie ma żadnej gwarancji, że i z Ukrainą tak by się nie stało, a wtedy Flota Czarnomorska nie mogłaby stacjonować na Krymie, nie mówiąc już o sytuacji całego półwyspu.
Aneksja Krymu - jakkolwiek przez samych Rosjan przyjęta entuzjastycznie - ma swoją drugą stronę. A mianowicie doprowadzi do wrogości Ukraińców wobec Rosji co najmniej na dziesięciolecia. Wystarczy popatrzeć na nieufność Litwinów wobec Polski, przede wszystkim za akcję Żeligowskiego, oraz na panujące do dzisiaj wzajemne stosunki Polaków i Czechów na Zaolziu. Kto trochę mieszkał na Cieszyńskim, ten wie o czym mówię. Aneksja Krymu doprowadziła do sytuacji, w której Ukraina tym bardziej orientuje się na Zachód i w której tym trudniej będzie o normalniejsze relacje Ukraińsko-Rosyjskie i o współpracę w ramach Unii Euroazjatyckiej, czy jakiegoś analogicznego tworu. Przecież Ukraina nie jest już nawet w WNP Niewymierny zysk w postaci odzyskania terytorium, wiąże się też więc ze znacznymi stratami.
Dlatego też wydaje mi się, że na tym tle należy widzieć politykę Rosji we wschodniej Ukrainie. Ażeby uzyskać prawdziwą polityczną korzyść należałoby odzyskać całą Ukrainę, a ona nie będzie już tak rosyjska, jak za Janukowicza ze zrozumiałych względów. Dlatego zyskać ją całą można tylko na sposób siłowy i agresywny. Stąd zapewne destabilizowanie sytuacji na wschodzie kraju. Odłączenie kolejnych prowincji nie wchodzi w grę - ponieważ wówczas mielibyśmy do czynienia z klasycznym zaborem. Wywołałoby to kolejne sankcje ze strony Zachodu, a jeżeli kraje zachodnie byłyby w stanie się porozumieć pod względem sankcji, to mają aż nadto środków, by rozłożyć Rosję ekonomicznie na łopatki, nie mówiąc o powrocie do zimnej wojny. Co innego, jeżeli sytuacja będzie na tyle niespokojna i dramatyczna pod względem humanitarnym na wschodzie Ukrainy, że doprowadzi ona do wprowadzenia wojsk rosyjskich i ewentualnie szybkiego rajdu na Kijów. Wtedy można by i zainstalować powolne sobie władze i włączyć Ukrainę w takiej, czy innej formie do WNP, ZBiR, Unii euroazjatyckiej, czy nawet w sfederalizować jakoś z Rosją. W tej sytuacji - jak mi się wydaje - zajęcie całego kraju miałoby paradoksalnie mniejsze reperkusje międzynarodowe niż zajęcie jego części. Ot po prostu Ukraina zmieniła znów orientację polityczną. Szanse na to, że Ukraina przestanie istnieć jako państwo, czy jako niezależne państwo w ciągu najbliższych miesięcy są dość duże chyba, że Ukraina dość szybko opanuje sytuację na wschodzie, na co się nie zanosi.
I tu pojawia się pytanie o rolę Polski. Ukraina była przez ostatnie lata w polu bardzo intensywnego zainteresowanie polskiej polityki wschodniej (jeżeli można powiedzieć, że coś takiego istnieje). Polska starała się przeciągać z Rosją linę z chorągiewką "Ukraina".
Nie wiem, czy szkolono Majdanowców w Polsce, o czym mówił Putin, ale z całą pewnością nasi politycy wtykali nosa i swoje trzy grosze w to, co na Ukrainie się działo.
Tak więc zastanawia mnie, czy w przypadku dezintegracji Ukrainy byłoby możliwe - z rosyjskiego punktu widzenia - oddanie Polsce zachodniej części kraju. Oczywiście nie ma powrotu do sprzed wojny, Polska musiałaby zaproponować też jakiś rodzaj unii, czy federacji. Dać Ukraińcom dość dużo. Dogadanie się tego rodzaju miałoby wiele plusów - zachodniej Ukrainie zapewniałoby zorientowane na zachód funkcjonowanie w ramach kraju federalnego wraz ze swoim językiem, kultura i armią i policją, zamiast upadku państwa. Rosja miałaby swoje bardziej prorosyjskie regiony wschodnie i alibi wobec krytyki Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Polska zapewniłaby sobie pewien bufor, który stanowi jej obsesję. Byłyby też minusy takiej sytuacji - zwłaszcza dla Polski.
Żyrynowski składał naszym władzom ofertę rozbioru Ukrainy, ale czynił to w celu destabilizacji sytuacji na Ukrainie. Czy jednak w przypadku perspektywy upadku ukraińskiego Państwa, jego podział byłby dla Rosji akceptowalny, czy też polskie wpływy na Ukrainie zachodniej i polskie wojska byłyby dla Rosji raczej powodem konfrontacji i casus belli?
Oczywiście to taka fantazja, szczególnie, że chyba nie ma siły politycznej w Polsce, która w sytuacji poważnego kryzysu, byłaby w stanie pójść va bank?
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odpowiedź. Uprzejmie proszę forumowiczów - w miarę możliwości oczywiście - o stonowane emocjonalnie wypowiedzi.
Gibor