03.09.04, 09:35
W wątku o stratach niemieckich w Powstaniu as wywołał wspomnienia Hosenfelda.
Temat jest ciekawy i pomyślałem że może zasługuje na osobny wątek, żeby nie
zaginał wśród tamtych powstańczych postów.

Przejrzałem tekst w Polityce i co się znalazło w internecie nt. listów
Hosenfelda, oraz mam kilka luźnych uwag:

1. dość interesująca kariera wojskowa w czasie WWII. W zasadzie człowiek cały
czas był tyłowym administratorem, poza epizodami z Września ani razu nie
otarł się o front. Trochę mnie to zdziwiło, bo sądziłem że zdrowy, w sile
wieku oficer Wehrmachtu nie miał szans przeżyć na tyłach 6 lat, i że
począwszy tak od lata 1944 wyskrobywali wszystkich do jednostek liniowych.

2. przebieg jego służby sporo wyjaśnia. Po pierwsze, to że miał w ogóle czas
pisać tyle listów. Po drugie, że miał okazję do takich refleksji. Po trzecie,
że owe refleksje pisał w takim, nazwijmy to, mało narodowosocjalistycznym
duchu. Myślę że wśród ludzi na froncie, którzy na codzień mieli kontakt z
wrogiem i drżeli o własne życie, współczucie i humanitarne odruchy były
znacznie rzadsze.

3. facet jest na zdjęciach niesamowicie przystojny, i to taką dość
współczesną urodą. Tak mnie to uderzyło, że aż nabrałem podejrzeń co do
autentyczności tych wspomnień i zdjęć.

4. Nie znam okoliczności opublikowania listów Hosenfelda, niemniej wygląda na
to, że wypłynęły one na fali zainteresowania „Pianistą” Polańskiego. Ciekawe,
bo sądziłem że w Niemczech dawno opublikowano już wszystko, co mogłoby
podnieść teutońskie morale i dowieść, że Ponury Adolf i jewo kamanda to była
mniejszość która sterroryzowała przyzwoitą większość.

5. Kiedy oglądałem „Pianistę”, to film wydał mi się zaskakująco
bezkompromisowy jeżeli chodzi o portretowanie Niemców; są w nim pokazani jako
naród zwyrodniałych morderców. Najbardziej pamiętam scenę z tym dryblasem z
SS, który zatrzymuje przechodzącą kolumnę Żydów, odlicza co któregoś, kładzie
ich na ziemi i metodycznie strzela im w głowę, a kiedy opróżnił magazynek
przeładował i dostrzelił ostatniego. Byłoby paradoksem, gdyby „Pianista”
sprowokował wręcz falę refleksji o wręcz odwrotnej wymowie.
Obserwuj wątek
    • Gość: as Re: Hosenfeld IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 03.09.04, 11:31
      1. dość interesująca kariera wojskowa w czasie WWII. W zasadzie człowiek cały
      > czas był tyłowym administratorem, poza epizodami z Września ani razu nie
      > otarł się o front. Trochę mnie to zdziwiło, bo sądziłem że zdrowy, w sile
      > wieku oficer Wehrmachtu nie miał szans przeżyć na tyłach 6 lat, i że
      > począwszy tak od lata 1944 wyskrobywali wszystkich do jednostek liniowych.

      Hosenfeld zostal ciezko ranny w I.WS w ktorej bral udzial jako ochotnik.
      W 39 roku mial 44 lata i byl za stary do sluzby liniowej.


      2. przebieg jego służby sporo wyjaśnia. Po pierwsze, to że miał w ogóle czas
      > pisać tyle listów. Po drugie, że miał okazję do takich refleksji. Po trzecie,
      > że owe refleksje pisał w takim, nazwijmy to, mało narodowosocjalistycznym
      > duchu. Myślę że wśród ludzi na froncie, którzy na codzień mieli kontakt z
      > wrogiem i drżeli o własne życie, współczucie i humanitarne odruchy były
      > znacznie rzadsze.
      I to sie zdarzalo nie za czesto, udokumentowano ok.100 wypadkow.

      www.amazon.de/exec/obidos/ASIN/3596152216/028-9257280-2130942
      3. facet jest na zdjęciach niesamowicie przystojny, i to taką dość
      > współczesną urodą. Tak mnie to uderzyło, że aż nabrałem podejrzeń co do
      > autentyczności tych wspomnień i zdjęć.

      ????????????????????????? niestety nie mam pojecia co masz na mysli.

      >4. Nie znam okoliczności opublikowania listów Hosenfelda, niemniej wygląda na
      > to, że wypłynęły one na fali zainteresowania „Pianistą” Polańskiego

      Syn Szpilmana , Andrzej wykladal na Uniwersytetcie w Hamburgu,jeden jego
      znajomych to Wolf Biermann, ktory to doprowadzil do wydania wspomnien Szpilmana
      w Niemczech w 1998 roku , rok püozniej doszlo do wydania angielskiego, film
      wyszedl na ekrany w 2002 roku.

      www.thepianist.info/
      Listy i pamietniki lezaly od 72 roku (od smierci jego zony) na strychu w domu
      rodzinnym Hosenfeldow, w 1999 roku na zlecenie urzedu do badan wojskowych w
      Potsdamie(Militärgeschichtliches Forschungsamt) podpulkownik Dr.Thomas Vogel
      opracowal te materialy i wydal w 2004 roku wspomnienia i listy Hosenfelda.

      > . Ciekawe,
      > bo sądziłem że w Niemczech dawno opublikowano już wszystko, co mogłoby
      > podnieść teutońskie morale i dowieść, że Ponury Adolf i jewo kamanda to była
      > mniejszość która sterroryzowała przyzwoitą większość.

      ? Na podstawie czego dochodzisz do tego wniosku?

      >5. Kiedy oglądałem „Pianistę”, to film wydał mi się zaskakująco
      > bezkompromisowy jeżeli chodzi o portretowanie Niemców; są w nim pokazani jako
      > naród zwyrodniałych morderców. Najbardziej pamiętam scenę z tym dryblasem z
      > SS, który zatrzymuje przechodzącą kolumnę Żydów, odlicza co któregoś, kładzie
      > ich na ziemi i metodycznie strzela im w głowę, a kiedy opróżnił magazynek
      > przeładował i dostrzelił ostatniego. Byłoby paradoksem, gdyby „Pianista&#
      > 8221;
      > sprowokował wręcz falę refleksji o wręcz odwrotnej wymowie.
      1.Ogladales film fabularny/artystyczny a nie kronike filmowa lub inny nie
      sfalszowany dokument filmowy.
      2.To amerykanski film z Hoolywood (Wiesz jeszcze co MGM oznacza lub znasz
      historie poczatkow amerykanskiego kina?) to sie nie dziw.
      • Gość: pablo Re: Hosenfeld IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.09.04, 23:29
      • windows3.1 Wehrmacht wiecznie młody 10.09.04, 16:52
        Informacja że oficerowie w wieku lat 44 byli za starzy do służby liniowej w
        Wehrmachcie jest dla mnie raczej sensacyjna. Pobieżne przejrzenie życiorysów
        np. dowódów dywizji w Fall Weiss raczej jej nie potwierdza. Większość
        niemieckich dowódców armii i grup armii z Września zbliżała się do 60tki, a
        dowódcy dywizji mieli koło 50tki.

        Co do miejsca Ponurego Adolfa w niemieckiej świadomości historycznej, to swoje
        opinie opieram na domniemaniu o uniwersalności mechanizmów rządzących zbiorową
        pamięcią, jak również na lekturze niemieckich postów na różnorakich
        drugowojennych forach internetowych, od feldgrau przez onwar po axishistory.

        Wreszcie odnośnie fabularnej i fikcjonalnej natury „Pianisty”, na którą
        wskazujesz. Ależ oczywiście! O tym właśnie mówię. O popularnej wyobraźni
        historycznej i takiejże świadomości historycznej, obu kreowanych przez
        najrozmaitsze czynniki, z których wyniki badań naukowych są chyba najmniej
        istotne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka