Dodaj do ulubionych

Hawk in the sky...

16.12.05, 22:56
Jest to ksiazka jednego z izraelskich lotnikow, ktory bral udzial w 4 wojen z
sasiadami, stracil 5 Mig-21.
Pisze z kiedys w latach 60tych dostal rozkaz "znalezc" i fotografowac nowe budujace lotnisko wojskowe w Syrii. Co tylko wiedzial ze jest na pustyni w Syrii...
Rozkaz byl: "polegamy sie na Ciebie i ty juz znajdziesz gdzie to jest."
Wystartowal i od razu wlecial na terytorium Libanu i pozniej wdarl sie do Syrii. (Granica z Syria jest wiecej pilnowana)
Powiedzieli tez ze jak buduje sie nowe lotnisko to bedzie mozna widziec pyl i kurz od kilometrow wiec nie jest to duzy problem.
Po dobrych minutach lotu, kiedy byl juz czas szykowac sie do wrotu jeszcze nic nie znalazl i nie bylo wcale pylu. Powiedzial do ch-l-ry gdzie sie te lotnisko podzialo???
Pod koniec jak bedzyna juz konczyla sie i nadal nic nie bylo, zaczal wracac, bo grozil jemu atak od Mig-21 i on juz ma ostatnie krople bedzyny...
W ostatniej chwili kiedy oposcil sie zauwazyl szeregi budozerow i traktorow i jakies budowanie przypominajace pas startowy...tylko nie bylo wcale kurzu.
To bylo wlasne te nowe tajemnicze lotnisko, ale dlaczego nie bylo wcale pylu i wszystkie maszyny staly bez pracy.
Jeden widok na kaledarz dal cale rozwiazanie. To byl Piatek (Muzulmanie nie pracuja, jest to wolny dzien , jak u Zydow Sobota i u Chrzescijanow Niedziela)
Widzicie mozna miec najlepszy wywiad na swiecie, ktory nie zna sie na kalendarzu...
Obserwuj wątek
    • paw_dady Re: Hawk in the sky... 16.12.05, 23:45
      mosze_zblisko_daleka napisał:

      > Widzicie mozna miec najlepszy wywiad na swiecie, ktory nie zna sie na
      kalendarz
      > u...

      wiwiad 24/7 i nie wie co to swieta ;)
      • mosze_zblisko_daleka Re: Hawk in the sky... 17.12.05, 08:50
        Nie rozumiem o co tutaj chodzi,,,
        • paw_dady Re: Hawk in the sky... 17.12.05, 11:36
          mosze_zblisko_daleka napisał:

          > Nie rozumiem o co tutaj chodzi,,,

          sorka jaja sobie robilem ;)

          chlopaki ciagle w robocie sami wakacji nie maja to skad maja wiedziec ze akurat
          swieto jest ;)
    • mosze_zblisko_daleka Mig-21...(2) 17.12.05, 10:20
      W lecie 1966r. dostal (kiedy byl juz dowodzca eskady Mirage-3) rozkaz byc w
      najwyszszym pogotowiu siedziec w samolocie z rana i czekac na rozkaz
      startowania przez 2 godz.
      Pierwszy dzien nic, na drugi dzien tak samo- nic, na trzeci dzien juz po godz.
      siedzenia w samolocie zaczynal watpic o co idzie tutaj....nagle uszyszal rozkaz
      START!
      Zapalil motor i wystartowal. Kiedy byl w juz powietrzu dostal kierunek wschod
      t.z. Jordania. Nie wiedzial wcale o co tutaj chodzi, ale jak dobry zolnierz nie
      pyta sie.
      Kiedy byl juz w glebi Jordani powiedzieli "na spotkanie" (przez radio) ze
      niedlugo ma zobaczyc cel ale nie otwierac ogien....
      Wlasnie po kilku minutach zauwazyl zblizajacy sie Mig-21 polyskujac
      zlowrogo...zbadal dziala czy pracuja dobrze i juz byl gotowy do walki.
      Znowu dostal rozkaz nie otwierac ognia, ale on udawal ze nie slyszy....
      Nagle uslyszal znajomy glos Szefa Lotnictwa ktory jeszcze raz powiedzial zeby
      nie nie odwazal sie strzelac..."ale on straci mnie jak kuropatwe...krzyknal"
      szef lotnictwa: "nie boj sie, przybliz sie do niego, pomachaj szrzydlami, jesli
      on zrobi tak samo, wykrec sie do domu razem znim..." on mie straci, on mie
      straci...krzyczal nadal, ale rozkaz to rozkaz. Zbizyl sie do Miga i zobaczyl ze
      ma znaki Irackiego Lotnictwa i pilot poniosl reke do czola na czesc...
      Wtedy wrocil razem z "gosciem" do kraju.
      Byl to najnowszy Mig-21, najlepszy wschodni mysliwiec. Zachod nie znal go wcale.
      Rosjanie wsciekali sie i ambasador rosyjski zadal oddac natychmiast. Amerykanie
      z drugiej strony proponowali wspaniale "smakolki" do zbadania maszyny.
      W koncu on pomagal bardzo rok pozniej w czasie wojny 1967r. a teraz stoi z
      duzym honorem w muzeum lotnictwa w Beeer Szewa. Ma numer 007.
      • Gość: smoqu Re: Mig-21...(2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.05, 22:27
        Dzięki Mosze za te kilka interesujących historii jakie tu ostatnio opisałeś. Czy
        możesz przy okazji coś opowiedzieć o wizycie naszego MiG-a-29 w Izraelu w
        latach 90-tych? Czy, w ogóle słyszałeś o tym, fakcie? Jakieś spostrzeżenia,
        wnioski? Jak ta historia wyglądałą z waszej strony? Czy mówiono o tym w
        jakiejść branżowej prasie, czy sprawę utajniono??
        • mosze_zblisko_daleka Re: Mig-21...(2) 20.12.05, 00:05
          Piszesz o Mig-29A "naszego" nie wiem w jakim imieniu mowisz?
          Moze tym razem twoja kolejka napisac co?
          Pzdr,
          Mosze
          • Gość: smoqu Re: Mig-21...(2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.05, 12:58
            Prawdopodobnie w 1997 w Izraelu był testowany co najmniej jeden polski MiG-29.
            Nie wiem w jakim celu - nie ujmując MiGowi nie było w nim już chyba nic czego
            nieznanego lub do skopiowania. W Polsce sprawa nie była nagłaśnaiana, nawet
            prasa branżowa pozostawiła ją prawie bez wzmianki.
            W internecie można było znaleść zdjęcie MiG-a w barwach IAF w polskim kamuflażu
            i zamalowanymi szachownicami na tej stronie
            kfir.hobbyvista.com/mig-29.htm (niestety aktualnie niee działa) Trochę
            też możesz poczytać tutaj
            www.apfn.net/messageboard/03-11-04/discussion.cgi.41.htmlPozdrawiam!
            • Gość: smoqu Re: Mig-21...(2) Poprawiony ostatni link IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.05, 12:59
              www.apfn.net/messageboard/03-11-04/discussion.cgi.41.html
              Pozdrawiam!
              • mosze_zblisko_daleka No wiesz, my nazywamy po turecku... 20.12.05, 14:01
                Ne znaju....
      • Gość: Misza Dziwnie! IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 14:15
        Jakis niezdysplinowany i tchorzliwy byl ten pilot. Kilka razy mu _wyraznie_
        wysokopostawione dowodcy powiedzieli zeby nie strzelal a ten denerwowal sie,
        strzela, krzyczel... Bylem lepszego zdania o israelskich pilotach...
        Gdyby Mig chcial go rzeczywiscie zniszczyc to juz dawno to zrobil, denerwowac
        to dopiero musial iracki pilot - wyobrazcie sobie - lecisz jak idiota (bo
        wlasne panstwo juz zdradzil i powrotu do domu nie ma) poddawac sie, myslisz ze
        ciebie z radoscia przeprowadza do domu, a tu Zyd zamiast jak umowiaono pomachac
        skrzydlami i eskortowac do Israela zaczyna stzrelac, wykonywac niejasne
        manewry! Irakski pilot chyba nie czesc oddawal a krecil palcem u glowy
        pokazujac ze ZYd jest wariatem - ledwo nie doprowadzil do zrywu calej
        operacji :0
        • mosze_zblisko_daleka Juz kiedys pisalem... 20.12.05, 14:31
          ... W innym watku jak lotnik smiglowca dostal rozkaz oposcic cenny "towar",
          ale udawal gluchego. Masz racje to nie jest dobrze dla dyscypliny, a co ty bys
          robil pomysl ze masz bardzo tajemniczy "towar". Moze lezy wlasnie w tym ze
          nieraz potrzeba byc slepym i gluchym...
          Tak nieraz wygrywamy walki...

          P.S.
          Jak Ty bys byl na miejscu pilota daleko od "domu" nie balbys sie stracenia,
          moze to jest TYLKO zasadzka wroga...ktory chce zlapac samolot i lotnika ha?
          • Gość: Misza Re: Juz kiedys pisalem... IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 15:01
            mosze_zblisko_daleka napisał:

            Masz racje to nie jest dobrze dla dyscypliny, a co ty bys
            > robil pomysl ze masz bardzo tajemniczy "towar". Moze lezy wlasnie w tym ze
            > nieraz potrzeba byc slepym i gluchym...
            > Tak nieraz wygrywamy walki...

            Jesli pilot jest "slepy i gluchy" to jego powinny wywalic z lotnictwa - bo
            jesli jest rzeczywiscie gluchy to nie nadaje sie do sluzby, a jesli jest
            nedyscyplinowany i moze narazic na ogromne niebezpieczenstwo siebie i kolegow...

            Pilot to nie cowboy, a oficer ktory kieruje b. droga i cenna maszyna bojowa. PO
            prostu nie ma prawa na robienie tego co mu sie chce lub wydaje, bo zwyczajnie
            nie ma calej informacji - tak jak wlasnie w tym przypadku - on nie wiedzial ze
            leci eskortowac zdrajce (bo to jest tajna informacja ktora jego obchodzic nie
            musi) a juz zaczal kwestionowac rozkazy naczelnego dowodcy (!) i jego
            zachowanie moglo drogo kosztowac jak niego tak i panstwo.
            Mam wielu znajomych oficerow-pilotow naszego (rosysjkiego) lotnictwa. Niektorzy
            z nich byli pilotami bombowcow strategicznych Tu-95 i kilka razy latali na
            misje z rakietami z glowicami nuklearnymi i nie wiedzieli wcale czy musja jest
            cwiczebna czy bojowa... Ale zaden z nich nie mial nawet mysli pytac dowodstwo
            po co leca i czy rozkaz jest prawidlowy - to nie ich sprawa

            > Jak Ty bys byl na miejscu pilota daleko od "domu" nie balbys sie stracenia,
            > moze to jest TYLKO zasadzka wroga...ktory chce zlapac samolot i lotnika ha?

            :)) Aha, a szef sil powietrznych i moj dowodca pulku sa agentami wrogiego
            wywiadu i czuja do mnie szczegolna nienawisc ze wyslkali mnie na ta samobojcza
            misje i rozkazuja sie poddac : ) LOL
            Mojsze to sie nazywa PARANOIA i z takim czyms lepiej nie zostawac oficerem, a
            szczegolnie pilotem, bo czesto trzeba "latac daleko od domu" i zawsze jest duza
            szansa ze trafisz w "zasadzke wroga"
            A na serio: wlasnie po to trzeba UFAC a nawet modlic sie na pomoc "z ziemi" czy
            AWACsow i swoich dowodcow ktorzy sa twymi "uszami i oczami" nad terenem
            wroga...
            • mosze_zblisko_daleka Masz calkowita racje... 20.12.05, 15:16
              Ale jak wiesz chyba podczas walki to nieraz potrzebujesz miec tez twoja intuicje
              na kilka sekund. Tylko ty widzisz z twojej strony i tez nieraz bierzesz
              ryzyko...ja nie mowie ze jest to dobrze nie wypelniac rozkazy dowodztwa, ale...
              My nazywamy to po heb. "calasz-tarasz".
              Jesli udalo sie tobie dostaniesz order.
              Jesli nie, to zgubisz rangi swoje, lub glowe...
              • Gość: Misza Re: Masz calkowita racje... IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 15:40
                mosze_zblisko_daleka napisał:

                > Ale jak wiesz chyba podczas walki to nieraz potrzebujesz miec tez twoja
                intuicj
                > e
                > na kilka sekund.

                Tylko podczas walki - wtedy musisz przedwidziec zachowanie wroga.
                Ale to nie ma NIC wspolnego z odmawianiem jasnych rozkazow dowodstwa.

                > Tylko ty widzisz z twojej strony i tez nieraz bierzesz
                > ryzyko...ja nie mowie ze jest to dobrze nie wypelniac rozkazy dowodztwa,
                ale...
                > My nazywamy to po heb. "calasz-tarasz".

                Mozna brac ryzyko jesli grasz w karty lub dajesz komus pozyczke, ale kiedy cie
                wyslano na specjalna misje (ktora nie tak porptostu nazywa sie specjalna!) to
                musisz scisle przestrzegac sie planu (ktory moze ci pokaze sie niedoskolanym,
                ale jak mozesz oceniac plan nie wiedzac wszystkich szczegolow i uczestnikow
                planu ? :))))

                > Jesli udalo sie tobie dostaniesz order.
                > Jesli nie, to zgubisz rangi swoje, lub glowe...

                Jesli chodzi o zwykla walke kolowa (dogfight) to masz racje,ale jesli chodzi o
                specoperacje, to jesli nie bedziesz trzymal sie planu zostaniesz nie tylko
                zgubienie rangi, ale w przypadku wojny nawet wiezienie (o ile wogole
                przezyjesz), i bedziesz przec cale zycie zalowac ze poniosly cie nerwy lub
                brawura i uwzales siebie za Napoleona lub Maverika (bohatera Toma Cruise z
                Topguna)

                Pozr
                Misza
                • mosze_zblisko_daleka Dwa rozkazy... 20.12.05, 16:33
                  Podczas wojny 1973r. na froncie egipskim, lotnik dostal rozkaz zaatkowac
                  pancerny konwoj wroga.Jak zblizyl sie powiedzial ze oni wygladaja jak
                  izraelskie maszyny i prosil zbadac raz jeszcze, bo jak bedzie nurkowac i jest
                  daleko to lacznosc bedzie przerwana na kilka min. Otrzymal rozkaz "to nie sa
                  nasi, atakuj!"
                  Kiedy lacznosc przerwana byla, po kilku sekund przyszlo potwierdzenie ze to
                  jest izraelska jednostka, ale nie bylo juz moznosci zatrzymac...
                  Wszyscy czekalismy kilka min. to wygladalo jak wieki az slyszelismy glos
                  lotnika, powiedzial tylko: "to nasi, nie atakowalem, lece dalej...."

                  Drugi raz podczas wojny 1982r. w Libanie lotnik dostal rozkaz zaatakowac
                  syryjski kowoj niedaleko Beiruta. Odpowiedzial ze oni wygladaja na izraelskie
                  maszyny i prosil zbadac...
                  Odpowiedz byla ze w tym miejscu nie ma wcale izraelskich sil i moze smialo
                  atakowac. Dwa Phantomy zaatakowali konwoj (co oczywiscie byl izraelski-lotnik
                  mial racje) wynik byl okropny, okolo 60 zabitych i ponad 200 rannych... :---(((
                  Pozniej widzialem to co zostalo sie od wozow pancernych zaatakowanych, okropne
                  widoki. Nie ma jak pokoj, nic nie jest warte zycia jednego czlowieka.
                  • Gość: Misza To juz zupelnie inny przypadek IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 16:41
                    W podanych przypadkach sa przesatwione zupelnie inne sytuacje. Bo po pierwsze
                    to nie byla specoperacja i sztab wcale nie musi wiedziec dokladnie gdzie
                    znajduje sie kazdy czolg i kazdy platun w chwili jak pyta pilot. Wiec zwykle
                    mowia nie rozkaz a polecenie (chyba tak sie po polsku nazywa) - na podstawie
                    ktorego PILOT musi sam wybierac. CZyli, "na gurze" dokladnie nie wiedza ale z
                    dosc duzym prawdopodobenstwem stwerdzaja ze to musza byc nasi (lub nie nasi)"
                    A juz pilot (majacy dokladniesze dane - zobaczyl falgi, rozpoznal wozy,
                    zobaczyl sygnaly z iemi itp.) musi decydowac atakowac cel lub nie.
                    Oczywiscie w pewnych przypadkach to doprowadzxa do Friendly Fire, ale to jest
                    zwykla pomylka. W specoperacjach wszystko jest zaplanowane i takie "pomylki" sa
                    baaaardzo malowiarygodne...
                    • mosze_zblisko_daleka Spec operacje... 20.12.05, 17:46
                      Nie znam sie na rosyjskich, izraelskich to juz znasz chyba: Entebe=3500km, za
                      linia wroga, Tunis=wyelimiwanie Abu Dzihad, reaktor atomowy w Bagdadzie i
                      tysiace innych, ktore na zawsze zostana w tajemnicy...
                      • Gość: MIsza Re: Spec operacje... IP: *.mobicomk.ru 21.12.05, 07:33
                        mosze_zblisko_daleka napisał:

                        > Nie znam sie na rosyjskich, izraelskich to juz znasz chyba: Entebe=3500km, za
                        > linia wroga, Tunis=wyelimiwanie Abu Dzihad, reaktor atomowy w Bagdadzie i
                        > tysiace innych, ktore na zawsze zostana w tajemnicy...

                        O to chodzi ze dowiadujemy sie albo o takich ktorych nie da sie ukryc albo o
                        takich ktore sie nie udali...
                        • mosze_zblisko_daleka Re: Spec operacje... 21.12.05, 16:08
                          Miszka, to podaj ruskie operacje, nie zalezy kiedy bylo tylko fajne-takie
                          jak ja juz podalem dla rownowagi, a moze ktos z innych poda. Wiem ze dawno nie
                          bylo wojen w Europie (to dobrze), a moze od Jugoslawii lub Czeczni itd.
                          • Gość: Misza Re: Spec operacje... IP: *.mobicomk.ru 21.12.05, 16:18
                            mosze_zblisko_daleka napisał:

                            > Miszka, to podaj ruskie operacje, nie zalezy kiedy bylo tylko fajne-takie
                            > jak ja juz podalem dla rownowagi, a moze ktos z innych poda. Wiem ze dawno
                            nie
                            > bylo wojen w Europie (to dobrze), a moze od Jugoslawii lub Czeczni itd.

                            Z ostatnich znanych operacji - zajecie przez nasze VDV lotniska w Prisztinie,
                            liczne likwidacje dowodcow Czeczenskich. O wiekszosci nic nie wiadomo.
                            W zasadzie ostatnie wielkie specoperacje byliw wojnie Afgnaskiej - zaczynajac
                            od pierwszego dnia - zajeciu Palaca Amina (k slowu, jednej z najbardziej
                            skutecznych i znakomicie przeprowadzonych specoperacji).
    • mosze_zblisko_daleka Re: Hawk in the sky...(3) 19.12.05, 16:13
      Jedna z operacji byla znalezc tajemnicza fabryke rakiet w Egipcie w latach
      60tych. Izraelski spieg mogl tylko powiedziec ze jest droga nie stajaca na
      mapie, tam gdzie jest stacja bendzynowa.....
      No juz mozecie zrozumiec jaka to misja szukac stacje bedzynowa gdzies na drodze
      niedaleko Kairu....
      Lotnik lecial bardzo nisko (zeby nie stracili) z duza szybkoscia szukajac
      stacje.
      Jak mowimy ciezka jest cierpliwosc, ale ma slodkie owoce...

      W pewnym momencie zauwazyl nieznana droge i tez stacje bedzynowa. Po jakims
      czasie kiedy droga nie konczyla sie zaczal watpic....nagle prawie zderzyl sie z
      rakieta, ktora stala sztorcem, gotowa do wystrzalu....To wlasnie byla ta tajna
      fabryka daleko na pustyni. Zrobil kilka fajnych fotek i szybko do domu bo cala
      flota powietrzna zaczela gonic jego....na dodatek zrobil jeszcze badanie co juz
      mielismy podejzanie, ze egipcjane budujac nowa autostrade, robia kilka pasow
      startowych.
      Jest to wiadome ze mysliwiec tez moze ladowac na autostradach, jesli sa
      przygotowane specjalnie.
    • Gość: Misza Pytanie IP: *.mobicomk.ru 19.12.05, 16:24
      mosze_zblisko_daleka napisał:

      > Pod koniec jak bedzyna juz konczyla sie i nadal nic nie bylo,

      CZy Hawki lataja na benzynie?
      I skoro mial "ostatnie krople" - jak wrocil do domu?

      • mosze_zblisko_daleka Pytanie... 19.12.05, 20:43
        Drogi Misza,
        Wiem ze jestes madry, to moze podasz wiecej inteligientne pytanie....
        Pzdr,
        Mosze
        • Gość: Misza Re: Pytanie... IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 08:38
          mosze_zblisko_daleka napisał:

          > Drogi Misza,
          > Wiem ze jestes madry, to moze podasz wiecej inteligientne pytanie....
          > Pzdr,
          > Mosze


          Dzieki za komplement, ale pytania byli jak najbardziej rzeczowe - nie wiem na
          jakie paliwo sa Hawki - na kierosine czy benzyne.
          No i jak z tymi ostatnimi kroplami - wrocil do bazy jako planer czy samolot
          spadl?
          • michalgajzler Re: Pytanie... 20.12.05, 09:49
            Gość portalu: Misza napisał(a):

            >nie wiem na
            > jakie paliwo sa Hawki - na kierosine czy benzyne.

            USAF używało najpierw głównie JP-4 (chyba już nie jest wykorzystywane) a później
            JP-8. US Navy JP-5. IAF pewnie także wykorzystywał coś z tego zestawu (choć
            prawde mówiąc tylko się domyslam). JP-8 i JP-5 tak jak i rosyjskie TS-1 - na
            bazie kerozyny. JP-4 to był jakiś mix (nie wiem czy nie kerozyny i benzyn - ale
            po prostu nie jestem pewien). Są tu chemicy, może się wypowiedzą/sprostują;-)
            • Gość: Misza Dzieki za odpowiedz IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 09:53
              michalgajzler napisał:

              > Gość portalu: Misza napisał(a):
              >
              > >nie wiem na
              > > jakie paliwo sa Hawki - na kierosine czy benzyne.
              >
              > USAF używało najpierw głównie JP-4 (chyba już nie jest wykorzystywane) a
              późnie
              > j
              > JP-8. US Navy JP-5. IAF pewnie także wykorzystywał coś z tego zestawu (choć
              > prawde mówiąc tylko się domyslam). JP-8 i JP-5 tak jak i rosyjskie TS-1 - na
              > bazie kerozyny. JP-4 to był jakiś mix (nie wiem czy nie kerozyny i benzyn -
              ale
              > po prostu nie jestem pewien). Są tu chemicy, może się wypowiedzą/sprostują;-)

              O to wlasnie mi chodzilo
            • Gość: Aso Re: Pytanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.05, 20:24
              Zdarzenie miało miejsce w 1966 więc albo JP-4 albo JP-5. JP-8 wprowadzili w
              latach 70-ych.
              • Gość: MIsza Re: Pytanie... IP: *.mobicomk.ru 21.12.05, 08:43
                Gość portalu: Aso napisał(a):

                > Zdarzenie miało miejsce w 1966 więc albo JP-4 albo JP-5. JP-8 wprowadzili w
                > latach 70-ych.

                Teraz wiemy ze chodzilo o Mirage :)
                • michalgajzler Re: Pytanie... 21.12.05, 09:23
                  Gość portalu: MIsza napisał(a):

                  > Gość portalu: Aso napisał(a):
                  >
                  > > Zdarzenie miało miejsce w 1966 więc albo JP-4 albo JP-5. JP-8 wprowadzili
                  > w
                  > > latach 70-ych.
                  >
                  > Teraz wiemy ze chodzilo o Mirage :)

                  Tak, choć przyznaję, że nie znając dokładnej daty myślałem o Skyhawku;-). Ale na
                  kwestię paliwa to chyba specjanie wpływu nie ma. To był raczej standard standard
                  natowski (odpowiednio F-40 i F-44) ,więc szeroko rozpowszechniony, a i podobne
                  paliwa "cywilne" istnieją. W każdym razie zasada generalnie pozostaje - na bazie
                  kerozyny, lub mieszanka kerozyny i czegoś jeszcze.
                  • Gość: Misza Re: Pytanie... IP: *.mobicomk.ru 21.12.05, 10:32
                    W każdym razie zasada generalnie pozostaje - na bazi
                    > e
                    > kerozyny, lub mieszanka kerozyny i czegoś jeszcze.

                    Wlasnie dlatego zapytale, bo wiedzialem ze u nas w Rosji uzywaja paliw na bazie
                    kierosiny
          • mosze_zblisko_daleka Sprostowanie... 20.12.05, 13:53
            A. Hawk to jest imie ksiazki...
            B. Izrael nie posiada lub nie posiadal Hawki...
            C. On lecial na Mirage-3 wyposazony specjalnnie do fotografi.
            D. Na ostatnich kroplach...w naszym slengu tak nazywamy, (lub jestem "krotki"
            z paliwem) jak bedzyna konczy sie.
            E. Wrocil szczesliwie do "domu" z pracujacym jeszcze motorem.
            • Gość: Misza Re: Sprostowanie... IP: *.mobicomk.ru 20.12.05, 14:01
              mosze_zblisko_daleka napisał:

              > A. Hawk to jest imie ksiazki...

              Aaa. Teraz sie wyjasnia

              > D. Na ostatnich kroplach...w naszym slengu tak nazywamy, (lub jestem "krotki"
              > z paliwem) jak bedzyna konczy sie.

              Chyba jednak chodzi o kerosine ;))
              U nas w Rosji jesli mowia "ostatnie kropli" to znaczy ze przeleci jeszcze nie
              wiecej niz kilka minut.

              > E. Wrocil szczesliwie do "domu" z pracujacym jeszcze motorem.

              No to chyba jednal mial pod dostatkiem paliwa.
    • mosze_zblisko_daleka Mirage vs Hunter... 20.12.05, 14:20
      W lecie 1966r. byla odwetowa operacja przeciwko Jordanii z powodu minowania
      izraelskiego patrolu (zginelo kilka zolniezy) w miejscowosci Samoa.
      Jak zawsze lotnictwo tylko dawalo ochrone powieczna, reszta to robili landowe
      formacje. W pewnym momencie zauwazono ze kilka jordanskiech Hawker Hunter
      zblizylo sie do wojsk i byli w formacji atakujacej. Mirage-3 ktore patrolowali,
      przylecieli i zaczela sie walka powietrzna. Mirage jest o wiele lepszy niz
      Hunter, ale ma tez wade ze nie moze leciec jak Hunter. Lotnik jordanski
      wiedzial o tym dobrze wiec uciekal b. nisko miedzy gorami. Mirage prawie rozbil
      sie w jednym nie zauwazonym manewrem. Tak ta gonitwa trwala kilka min. az
      lotnik Mirage wiedzial kiedy Hunter bedzie potrzebowal podnosic sie i dal
      krotka serie pociskow w tym punkcie wirtualnym...
      Kiedy Hunter podniosl sie wlasnie dostal cale serie i natychmial rozbil sie w
      gorach...lotnik nie zdazyl nawet wyskoczyc...
      Szkoda tez nam, bo byl to najlepszy jordanski lotnik (co okazalo sie pozniej)
      Mial byc mianowany jako szef lotnictwa i byl ulubiencem krola Husseina.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka