Dodaj do ulubionych

WP a Armia Czerwona 1939

02.05.03, 21:03
W jednym z poniższych wątków dyskutowana była miażdżąca krytyka armii
polskiej w kampanii wrześniowej. Byłem jednym z tych, którzy odrzucali tą
krytykę (zresztą innych zdaje się nie było).

Ale... zacząłem się zastanawiać. I doszedłem do wniosku, że postawa WP w
stosunku do Sowietów nie zasługuje na te wszystkie górnolotne określenia,
których używa się wobec wojsk walczących z Niemcami. Co więcej, niekiedy
cisną się na usta zupełnie inne słowa...

Jak na kadrę albo mającą w pamięci doświadczenia z wojny bolszewickiej 1920
r, albo już wychowaną w kulcie niepodległej Rzeczpospolitej i pogardzie dla
sowieckiego bolszewizmu, postawa wyższego i średniego dowództwa WP wydaje mi
się bardzo nieciekawa. Niezdecydowanie, defetyzm, brak woli walki,
dezorientacja, dezorganizacja, unikanie odpowiedzialności, bierność, a
niekiedy wręcz nieodpowiedzialność, panikarstwo i tchórzostwo – oto nastroje
dominujące. Postawa taka jak Kleeberga, Orlika czy Przeździeckiego nie była
może wyjątkowa, ale na pewno nie była też popularna.
Oczywiście znam kontrargumenty. To tak, jakby się przegrywało w piłkę
0:4 z Brazylią, a w 85 minucie dwaj nasi najlepsi zawodnicy dostali jeszcze
od stronniczego sędziego czerwone kartki. Ale mi nie chodzi o to, że
generałowie się poddawali, że dowódcy rozwiązywali jednostki, że komendantury
rozformowywały garnizony. Mi nie chodzi o to, że dowódcy nie prowadzili
swoich ludzi na rzeź z okrzykiem „niech żyje Polska!”. Mi nie chodzi o to, że
generałowie nie walczyli do ostatniego żołnierza na ruinach dymiacych miast.
Mi nie chodzi o to, że Polacy nie bronili się jak Rosjanie w Stalingradzie
czy Niemcy we Wrocławiu. Mi chodzi o to, że nie podejmowano nawet prób walki
w okolicznościach, gdy sytuacja nie wydawała się beznadziejna, mi chodzi o
to, że wojsko zaczęło po prostu rozkładać się w oczach. Ja nie mówię nawet o
podejmowaniu walki. Często nie podejmowano nawet żadnych zorganizowanych
działań, jak choćby próby ewakuacji czy przegrupowania... Naturalnie, co tu
robić często nie mając nawet 24 godzin na organizację obrony. Ja rozumiem.
Ale pomijając indywidualne przypadki, ja mówię o statystyce. A statystyka
jest taka: na wschodzie, nie związanych walką z Niemcami, było ponad ćwierć
miliona polskich żołnierzy. Tych ćwierć miliona ludzi zadało wkraczającej
Armii Czerwonej (tej z „karabinami na sznurkach” i „workami na plecach”)
straty w wysokości... 2 tysięcy ludzi.
Obserwuj wątek
    • joseph.007 Re: WP a Armia Czerwona 1939 02.05.03, 21:49
      Pamiętaj o dwóch rzeczach:

      1.) Owe ćwierc miliona (nie za dużo trochę, swoją drogą?) to w ogromnej
      większości ludzie uzbrojeni wyłącznie w karabiny i zorganizowani najwyżej na
      szczeblu batalionowym - takie grupy jak Kleeberga, czy Andersa były zupełnymi
      wyjątkami. A atakowała ich ogromna i na wskrość nowoczesna (przynajmniej
      teoretycznie) pancerno-motorowo-lotnicza armia, wówczas uważana za
      najsilniejszą na świecie.
      2.) Naczelny Wódz wydał 17 wrzesnia wyraźny rozkaz (cytuję z pamięci): "Z
      Sowietami nie walczyć, chyba w przypadku ataku z ich strony lub próby
      rozbrojenia". Tak dziwaczny rozkaz mógł wprowadzić zamęt w głowach nawet
      najdzielniejszym dowódcom.

      Pzdr
    • Gość: S. Re: WP a Armia Czerwona 1939 IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.05.03, 23:15
      Witaj windows, juz polemizowalismy :)

      Z sowietami dobrze bili sie zolnierze KOP, ale problem w tym, ze ich
      uzbrojenie to karabiny... zreszta Wodz Naczelny zakazal wyraznie walki i
      nakazal ewakuacje, walczyc nalezalo tylko w przypadku prob rozbrojenia badz
      przeszkadzania w marszu na przedmoscie. Byla stoczona bitwa, ale akurat nie
      pamietam nazwy miejscowosci, musze poszperac w papierach :)
      • Gość: barnaba Re: WP a Armia Czerwona 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 03.05.03, 12:45
        Gość portalu: S. napisał(a):

        > Witaj windows, juz polemizowalismy :)
        >
        > Z sowietami dobrze bili sie zolnierze KOP, ale problem w tym, ze ich
        > uzbrojenie to karabiny... zreszta Wodz Naczelny zakazal wyraznie walki i
        > nakazal ewakuacje, walczyc nalezalo tylko w przypadku prob rozbrojenia badz
        > przeszkadzania w marszu na przedmoscie.

        Był to chyba jeden z większych błedów Rydza-Śmigłego - brak jednoznacznych
        rozkazów 17 IX.

        > Byla stoczona bitwa, ale akurat nie
        > pamietam nazwy miejscowosci, musze poszperac w papierach :)

        Grodno. Trzydniowa bitwa, którą rozstrzygnęło dopiero włączenie się oddziałów
        pancernych.

        Ponadto na wschodzie znajdowały się głównie oddziały tyłowe, zapasowe, często z
        dużym udziałem żołnierzy pochodzenia niemieckiego. Brakowało nie tylko
        ciężkiego sprzętu, ale także karabinów. Ich wartość bojowa była niższa od
        batalionów ON.

        Do "wojsk na wschodzie" raczej nie wliczałbym oddziałów mających
        bronić "przedmościa rumuńskiego". Na rozkaz Rydza-Śmigłego te, prezentujące co
        najmniej przyzwoity poziom, oddziały wycofały się do Rumunii, nie wchodząc
        nawet w kontakt bojowy z Armią Czerwoną.

        pozdrawiam
    • windows3.1 rozszerzenie tematu 05.05.03, 09:31
      1.
      Wypada zacząć od nieszczęsnej „dyrektywy ogólnej” Rydza-Śmigłego, wydanej w
      nocy z 17 na 18 września. W tej pierwszej reakcji naczelnego dowództwa na
      radziecką inwazję, Rydz rozkazał wycofanie na Rumunię i Węgry, zabraniając
      jednocześnie podejmowania walki z Sowietami – chyba że doszłoby z ich strony do
      ataku lub próby rozbrojenia. W rozkazie tym mamy więc: 1. brak jasnego
      stwierdzenia że doszło do agresji (a tylko niejasne „Sowiety wkroczyły”); 2.
      zakaz walki z agresorem jako takim; 3. sugerowanie jakiegoś modus vivendi z
      Sowietami; 4. brak rozsądnych rozkazów dla jednostek nie mających szans
      przebicia się do Rumunii.

      2.
      Dalej na niesławnej liście plasuje się postawa części wyższych dowódców.
      Niewątpliwie pierwszeństwo ma tu kierujący obroną Warszawy gen. Rómmel, który
      jeszcze przed wydaniem „dyrektywy ogólnej”, już po południu 17 września na
      własną rękę wydał rozkaz traktowania wojsk radzieckich jako sprzymierzonych.
      Kolejnym jego wyczynem jest sfałszowane rozkazu Rydza, bowiem przekazując go 18
      września do DOK i dowódców liniowych Rómmel po prostu zabronił walczyć z
      Sowietami, opuszczając zastrzeżenie o podjęciu walki „w razie napadu z ich
      strony lub próby rozbrojenia”.
      Nieco dalej za Rómmlem plasuje się postawa zwierzchników DOK w Grodnie
      i we Lwowie, generałów Olszyny-Wilczyńskiego i Langnera. Ten pierwszy nie
      podjął żadnych prób koordynacji działań obronnych, nie mówiąc już o
      zorganizowaniu obrony Wilna. 18 września po prostu zdał dowództwo i opuścił
      DOK, kierując się na Litwę (gdzie zresztą nie dojechał; został po drodze
      przechwycony i rozstrzelany przez Sowietów). Z kolei Langner, dowodząc wielkim
      i stosunkowo dobrze wyposażonym lwowskim garnizonem, nie podjął nawet prób
      walki z Armią Czerwoną i poddał miasto. W przypadku Wilna niewiele można było
      zrobić – w mieście nie było wiele wojska, a po południu 18 września radzieckie
      czołówki zbliżały się już do przedmieść. Jednak w przypadku Lwowa, który od
      kilku dni odpierał ataki niemieckie i obsadzony był przez ponad 100 tysięcy
      żołnierzy, była szansa nawet na kilkunastodniową obronę.
      Dla równowagi trzeba dodać, że z postawą Rómmla, Olszyny i Langnera
      kontrastowała postawa generałów Kleeberga i Orlika-Ruckemanna. Obaj, dowodząc
      odpowiednio SGO „Polesie” oraz zgrupowanymi na centralnym odcinku jednostkami
      KOP, w sposób zorganizowany i bez cienia wątpliwości kontynuowali walkę z
      Sowietami.

      3.
      W trzeciej kolejności należy wymienić postawę wielu dowódców średniego
      szczebla, dowodzących mniejszymi garnizonami lub jednostkami w sile pułku i
      niżej. Dowództwo Obozu Warownego Wilno z płk Okulicz-Kozarynem na czele 18
      września wieczorem wydało rozkaz zaniechania obrony i wycofania na północny-
      zachód (w rezultacie miasto bronione było samorzutnie przez grupki harcerzy,
      licealistów, policji oraz mnie czy bardziej luźne formacje WP). Dowództwo
      garnizonu w Lidzie 17 września wypłaciło trzymiesięczne pobory po czym po
      prostu wydało rozkaz rozformowania się. Komendant garnizonu Baranowicze ppłk
      Borycki 17 września rozwiązał swoją „komendę etapową” (oddziały garnizonu były
      wówczas w czasie transportu kolejowego). Dowódca pułku 3 PP KOP z Głębokiego
      płk Zajączkowski, 23 września bez poważniejszych prób walki nakazał poddanie
      pułku a sam opuścił jednostkę. Najstarszy rangą oficer we Włodzimierzu
      Wołyńskim, gen. Smorawiński, nakazał 17 września demobilizację. Prawdopodobnie
      do tej samej sytuacji doszło tego dnia również w Kowlu. Dowódca garnizonu
      Krzemieniec mjr Matarewicz zamiast walczyć chciał dowiadywać się, „w jakich
      charakterze wkraczają Sowiety”. Płk Ćwiertniak, były dowódca wywodzącej się z
      Równego 13 DP (wówczas walczącej z Niemcami), zamiast organizować obronę miasta
      popełnił samobójstwo – 17 września Równe padło bez walki. Dowódca stacjonującej
      w Łucku grupy operacyjnej, gen. Skuratowicz, początkowo kierował zorganizowanym
      przebiciem na południe, ale 18 września rozwiązał grupę. Dowódca obrony Dubna
      płk Skorobohaty-Jakubowski 17 września zakazał walki z Sowietami oraz
      informował, że przybyli oni jako sojusznicy. W Tarnopolu, gdzie stacjonowało
      około 10 tys. żołnierzy, nikt nie podjął się organizacji obrony i 17 września
      miasto zostało po prostu zajęte przez wojska radzieckie.
      Wydaje się, że postawa jak te opisane powyżej zdecydowanie dominowała
      wśród dowódców średniego szczebla. Niemal bez walki albo zupełnie bez walki
      padały miasta symbole – Wilno i Lwów; miasta wojewódzkie: Łuck i Tarnopol
      (Nowogródek pomijam – nie było tam wojska; przez Stanisławów do ostatnich
      godzin przed wkroczeniem Sowietów przeciągały jeszcze oddziały Maczka); miasta
      garnizonowe – Lida, Baranowicze, Kowel; nie mówiąc już o innych miastach
      powiatowych, jak Włodzimierz, Równe, Dubno. Jest oczywiście jeden najbardziej
      znany wyjątek, symbol wojny polsko-radzieckiej 1939 roku, Grodno. Gdyby dowódcy
      tacy jak gen. Przeździecki kierowali obroną kilku innych miast, Grodno nie
      byłoby jedynie samotnym epizodem – tymczasem z żadnego – naprawdę żadnego -
      innej powiatowego czy wojewódzkiego miasta nie zachowały się informacje o
      zorganizowanej obronie.
      O ile Grodno (oraz będące jego kontynuacją walki pod Sopoćkiniami i
      Kodziowcami) były wyjątkiem, o tyle regułą był opór stawiany przez osamotnione
      i dyslokowane w bezpośrednim sąsiedztwie granicy baony KOP. Swoją postawą KOP
      zdecydowanie odróżniał się od innych jednostek WP, potwierdzając tym samym
      opinię o swoim elitarnym charakterze. Dla sprawiedliwości należy też wspomnieć
      o działaniach pociągów pancernych i kilku mniejszych ugrupowań, nie mających
      jednak nawet siły baonu..

      4.
      Wobec Niemców walka, wobec Sowietów bierność – tak można w skrócie określić
      dominującą postawę polskiej armii. Symbolem tej dychotomii jest opisane przez
      Swianiewicza spotkanie, do którego doszło 19 września na lubelszczyźnie. Oto
      walczący od dwu tygodni z Niemcami polscy żołnierze, pod bronią, w swoich
      formacjach, pod rozkazami, spotykają przychodzących zza Bugu innych polskich
      żołnierzy, już bez broni, bez pasów, bez dowództwa, wracających do domów po
      rozformowaniu swoich jednostek...
      • Gość: barnaba Re: rozszerzenie tematu IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 05.05.03, 16:31
        windows3.1 napisała:

        > Z kolei Langner, dowodząc wielkim
        > i stosunkowo dobrze wyposażonym lwowskim garnizonem, nie podjął nawet prób
        > walki z Armią Czerwoną i poddał miasto. W przypadku Wilna niewiele można było
        > zrobić – w mieście nie było wiele wojska, a po południu 18 września radzi
        > eckie
        > czołówki zbliżały się już do przedmieść. Jednak w przypadku Lwowa, który od
        > kilku dni odpierał ataki niemieckie i obsadzony był przez ponad 100 tysięcy
        > żołnierzy, była szansa nawet na kilkunastodniową obronę.

        Tu się nie zgodzę.
        Lwów został przez wojska niemieckie pozbawiony wody pitnej wybuch epidemii był
        już kwestią czasu. Obrona nie miała sensu także dlatego, że 22 IX rozbite już
        były wojska Frontu Południowego, reszta regularnej armii ugrzęzła pod
        Tomaszowem Lubelskim, a na przedmościu rumuńskim nie było już naszych wojsk (co
        yło kolejnym ogromnym błędem Rydza-Śmigłego), które mogłyby umożliwić głównym
        siłom Polski ewakuację do Rumunii. Obrona miasta dla samej obrony
        doprowadziłaby jedynie do zniszczenia Lwowa.

        > Dla równowagi trzeba dodać, że z postawą Rómmla, Olszyny i Langnera
        > kontrastowała postawa generałów Kleeberga i Orlika-Ruckemanna. Obaj, dowodząc
        > odpowiednio SGO „Polesie” oraz zgrupowanymi na centralnym odcinku j
        > ednostkami
        > KOP, w sposób zorganizowany i bez cienia wątpliwości kontynuowali walkę z
        > Sowietami.

        Choć ich głównym celem było przebicie się na zachód w kierunku Warszawy, a nie
        opóźnienie pochodu armii radzieckiej.

        Jeśli chodzi o dowódców średniego szczebla- na ich postawie bez wątpienia
        zaważył rozkaz Naczelnego Wodza.
        Rozformowanie wojsk zamiast próby przebicia się na południe było już w 1939r.
        oceniane jako zdrada.

        pozdrawiam
        • windows3.1 Langner i Lwów 06.05.03, 08:23
          Tak, zgodzę się że co do obrony Lwowa to sprawa jest dyskusyjna. Zgodzę się
          również, że kluczową sprawą nie były to kwestie militarne, ale wzgląd na
          cierpienia ludności cywilnej (niemieckie bombardowania, brak wody, zagrożenie
          epidemią).

          Niemniej: poza wodą (ach ten Lwów) wszystkiego innego było pod dostatkiem
          (Dalecki szacuje że zapasy żywności powinny starczyć na kilka miesięcy), a
          administracja cywilna pod kierunkiem prezydenta Ostrowskiego działała wprost
          fantastycznie. Zagrożenie epidemią rzeczywiście narastało, ale jak piszesz –
          nie wiadomo kwestią „jakiego czasu” był wybuch, i na ile był realny. Naturalnie
          żeby zignorować problem trzeba było mieć żelazną wolę dowódcy niezwyciężonej
          Armii Czerwonej albo niezwyciężonych (do czasu) niemieckich sił zbrojnych...

          Problem w tym, że o ile mi wiadomo, Langnera te sprawy specjalnie nie
          interesowały. Z dostępnych relacji wynika, że podczas kilku narad odbytych w
          dniach 17-21 września, dyskutowane były jedynie kwestie militarne. Stąd o ile
          zgadzam się, że sprawa obrony Lwowa jest dyskusyjna, o tyle sprawa obrony
          Langnera już mniej.

          Postawa Langnera była krytykowana już w czasie tamtych dni (a potem nawet przez
          przedstawiciela władz cywilnej, Ostrowskiego!). Jedna z relacji opisuje nawet
          próbę zamachu na Langnera, przeprowadzoną przez rozwścieczonych elewów szkoły
          wojskowej. Zwracam też uwagę, że Langner prawdopodobnie dwukrotnie
          sabotował „dyrektywę ogólną” Rydza. Wg jednej z relacji przekazując rozkaz
          Naczelnego Wodza do linii, wzorem Rómmla zamienił warunkowy zakaz podejmowania
          walki z Sowietami w bezwarunkowy. Dzień potem natomiast zakazał planowanych
          przez płk Sokołowskiego prób przebicia z miasta.

          Podsumowanie: zagalopowałem się nieco w sprawie możliwości obrony, podtrzymuję
          w całości ocenę Langnera
          • Gość: barnaba Re: Langner i Lwów IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 06.05.03, 14:06
            windows3.1 napisała:

            > Problem w tym, że o ile mi wiadomo, Langnera te sprawy specjalnie nie
            > interesowały. Z dostępnych relacji wynika, że podczas kilku narad odbytych w
            > dniach 17-21 września, dyskutowane były jedynie kwestie militarne. Stąd o ile
            > zgadzam się, że sprawa obrony Lwowa jest dyskusyjna, o tyle sprawa obrony
            > Langnera już mniej.

            Militarne zadanie obrońców Lwowa było jasne. Osłonić odwrót wojsk Frontu
            Południowego. Tymczasem 20 IX przebiły się jedynie pojedyncze bataliony
            (zresztą prawdziwym błędem Langnera było nieudzielenie pomocy oddziałom
            Sosnkowskiego). W nocy 21/22 IX Sosnkowski odstąpił od prób przebicia się do
            miasta i resztki wojsk ruszyły na południe.

            > Postawa Langnera była krytykowana już w czasie tamtych dni (a potem nawet
            przez
            >
            > przedstawiciela władz cywilnej, Ostrowskiego!). Jedna z relacji opisuje nawet
            > próbę zamachu na Langnera, przeprowadzoną przez rozwścieczonych elewów szkoły
            > wojskowej.

            Ciekawostką jest, że doszło również do proby zamachu na d-cę obrony W-wy gen
            Rómmla.

            Zresztą ze ściśle militarnego punktu widzenia możliwa była nie tylko obrona
            Lwowa, ale także Warszawy, a zwłaszcza Modlina i Helu. Pytanie było inne: czy
            dalsze walki w okrążeniu mają sens. Wg dowódców sensu nie było.

            pozdrawiam
            • being28 Re: Langner i Lwów 06.05.03, 14:17
              To byl dopiero poczatek wojny: honorowe kapitulacje, szabelki itp.
              Dopiero potem zaczely sie rzezie, mordy itp. Gdyby wtedy Polacy wiedzieli co
              sie dzieje to napewno broniony by sie dluzej (napewno warto by bylo bronic
              Warszawy bo i tak zostala zniszczona).
              • windows3.1 od Bydgoszczy do Śladowa 06.05.03, 15:27
                no, myślę że od pierwszych dni inwazji było już wiadomo, że to nie będzie wojna
                według standardów z lat poprzednich. Nadludzie pokazywali na co ich stać
                wszędzie gdzie się pojawili.

                Przy okazji sąsiedniego wątku o kotłach byłem zwiedzać pole bitwy nad Bzurą, i
                odwiedziłem kilka pomniczków w różnych wsiach. Tu rozstrzelano kilkudziesięciu
                polskich jeńców, tam rozstrzelano kilkunastu chłopów za pomaganie swojemu
                wojsku, ówdzie puszczono z dymem parę chat...

                Na wsiach pod Zdzięciołem czy Zdołbunowem nie byłem, tam zresztą nie ma żadnych
                pomniczków.
            • windows3.1 nie było sensu walczyć 08.05.03, 08:49
              "Zresztą ze ściśle militarnego punktu widzenia możliwa była nie tylko obrona
              Lwowa, ale także Warszawy, a zwłaszcza Modlina i Helu. Pytanie było inne: czy
              dalsze walki w okrążeniu mają sens. Wg dowódców sensu nie było."

              Tak, dobrze powiedziane, do tego właśnie sprowadza się ten wątek: WP uznało, że
              nie było sensu bronić się przed Sowietami.
              • Gość: and Re: nie było sensu walczyć IP: 192.9.200.* 08.05.03, 09:01
                Polskie plany obrony na szczeblu Państwa opracowane były podobno w 2
                wariantach: "R" i "N". Wariant "R+N" nie był rozważany.
                Kalkulacja polityczna czy rzeczowa ocena możliwości militarnych?
            • windows3.1 ciekawostka 30.05.03, 10:29
              na www.wwiidaybyday.com, link photos, link Poland 1939, link "Fotos with
              Location", jest zdjęcie podpisane "official surrender of Lemberg" (5-ty rząd,
              pierwsze od lewej).

              Chyba jakiś pułkownik (nie widać dobrze dystynkcji) rozmawia z niemieckim
              oficerem, więc oczywiście nie jest to żaden official surrender, niemniej może
              rozpoznasz kto to (jesli to rzeczywiście Lwów, naturalnie).
    • Gość: macek Re: WP a Armia Czerwona 1939 IP: *.acn.waw.pl 30.05.03, 11:06
      Poruszane przez Was kwestie dosyć klarownie i w miarę wyczerpująco
      przedstawione są w dwóch książkach z serii HB ("Wilno-Grodno-Kodziowice" C.
      Grzelaka i "Szack-Wytyczno" tego samego autora). W tej ostatniej omówiono
      dokładnie przebieg dwóch największych bitew (bitew w polu) zmagań polsko-
      radzieckich 1939. Jest tam też cała struktura KOPu i miejscowości (strażnice
      KOPu, w których toczono walki.

      Jeśli zaś chodzi o jednostki WP znajdujące się na obszarze zaatakowanym przez
      Sowietów to były to praktycznie tylko oddziały zapasowe (część nie była
      uzbrojona nawet w karabiny).

      Z kolei w książce "Przedmoście Rumuńskie" (ta sama seria) dobrze pokazano
      bezsens dalszej walki z Sowietami, z chwila ich wkroczenia runął w zasadzie
      ostateczny plan obrony. Można się właściwie było tylko przebijać do granicy
      węgierskiej i rumuńskiej. Na zorganizowany opór w skali nawet operacyjnej nie
      było szans.

      A co do Rosjan to tak naprawdę ich ofensywa to pasmo błedów, niedociągnięć, a
      ich wyolbrzymiane dzisiaj uzbrojenie akurat w chwili ataku pozostawiało wiele
      do życzenia. Niepełne stany osobowe i sprzętowe były w zasadzie normą (nawet
      50 % w niektórych jednostkach), nie mieli nawet dokładnych map. Zakładane
      terminy osiągnięcia poszczególnych miejsowości uległu w czasie ataku
      wydłużeniu nawet o kilka dni. Bałagan, bałagan i jeszcze raz bałagan...
      • windows3.1 Liszewski i Grzelak 31.05.03, 14:19
        A tu bym się nie zgodził. Omawianie wojny polsko-radzieckiej 1939 na podstawie
        książek Bellony o Grodnie i Szacku to najlepsza droga w maliny. A to dlatego,
        że postawa Przeździeckiego, Kleeberga i Orlika była wyjątkiem, natomiast
        przeważająca reguła była zupełnie inna. Oczywiście, Bellona wydała książki o
        Grodnie i Szacku, bo nic innego nie było specjalnie do opisania – i zdies
        sabaka zaryta.

        Jeśli miałbym polecić jakąś literaturę na ten temat, to zacząłbym od
        Liszewskiego/Szawłowskiego (Wojna polsko-sowiecka 1939 r.) i Grzelaka (Kresy w
        czerwieni. Agresja Związku Sowieckiego na Polskę w 1939 r.). Te pozycje
        pozwalają poznać ogólny obraz sytuacji, włączając w to epizody tak chwalebne,
        jak i te nieco mniej. Jak ktoś ma ochotę, to po przeczytaniu Liszewskiego i
        Grzelaka może zabrać się za poszczególne epizody, jak Grodno i Szack. O ile mi
        wiadomo, przeglądu najbardziej wstydliwych epizodów nikt nie napisał (i pewnie
        nigdy nie napisze). Natomiast tu i ówdzie ukazują się pozycje, z których można
        zebrać parę dodatkowych szczegółów. Np. ostatnio przeglądałem w księgarni (może
        kupię) zbiór artykułow pod wspólnym tytułem „Stolice regionalne II RP we
        wrześniu 1939” czy jakoś tak, jest tam kilka tekstów o sytuacji w województwach
        wschodnich, w tym całe podrozdziały m.in. o Tarnopolu. Przeglądałem na stojąco
        przy stoisku i nie znalezłem specjalnie nic co zmieniłoby moje zdanie o
        postawie WP wobec Sowietów, ale może jak kupię natrafię na coś i będę musiał
        odszczekać.

        Piszesz o bezsensie dalszej walki z chwilą wkroczenia Sowietów. Dokładnie o tym
        jest ten wątek. Rzeczywiście wygląda na to, że od godzin rannych 17 września
        niemal całe WP podzialało ten pogląd. Co tam opór w skali operacyjnej, o którym
        piszesz - wojsko zaczęło wręcz rozpadać się w oczach...

        Zdaje się że faktycznie wkraczająca Armia Czerwona nie była przykładem
        wspaniale zorganizowanej wojennej machiny. Ale na naszych to i tak wystarczyło.
        Sam widok nadciągających krasnych komandirów wystarczał, żeby panowie
        oficerowie wysyłali parlamentariuszy...

        ... za co potem zresztą niemal w komplecie zapłacili życiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka