Dodaj do ulubionych

Najznakoitsze bitwy polskiego oręża

03.06.03, 00:35
Stawiam na Kłuszyn, 4.07.1610.
Inne propozycje?
Obserwuj wątek
    • myth2004 Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża 03.06.03, 00:40
      Przepraszam za brak "m" w tytule wątku. Moja klawiatura ma z tą literą
      permanentne problemy :-(((
      • Gość: ERYK Ciezko powiedziec,,, IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.03, 00:51
        nalezaloby chyba wyróznic okresy
        bo jak porównać np.Monte Cassino z Wiedniem?

        pozdr
    • Gość: DSD Dla pacyfisty - Piławce!!! IP: 212.33.88.* 03.06.03, 09:50
      Żołnierze uciekli zamiast walczyć :-)))
      • Gość: Gbh. Re: Dla pacyfisty - Piławce!!! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 03.06.03, 09:57
        Gość portalu: DSD napisał(a):

        > Żołnierze uciekli zamiast walczyć :-)))
        >Prosimy o więcej szczegułów,to naprawdę ciekawe i warte uwypuklenia.
        • Gość: DSD Re: Dla pacyfisty - Piławce!!! IP: 212.33.88.* 03.06.03, 11:05
          > >Prosimy o więcej szczegułów,to naprawdę ciekawe i warte uwypuklenia.

          Nie ma o czym, bo nie ma się czym chwalić. Bitwa miałą miejsce we wrześniu 1648, kiedy to na Chmielnickiego
          ruszyła potężna armia (jakieś 30 tysięcy z okładem, o niebo więcej niż było naszych pod Kircholmem czy Kłuszynem).
          Armia ta nie miała wodza. To nie pomyłka, wyznaczono 3 równorzędnych głównodowodzących, z których żaden nie
          był kompetentny. Po pierwszych starciach z Kozakami i Tatarami wodzowie po prostu uciekli z obozu po kryjomu, a za
          nimi spanikowana armia.

          Kozacy zobaczyli, że Lachowie są po prostu łupem, i to wyjątkowo łatwym. Sienkiewicz w 'Ogniem i Mieczem'
          przytacza słowa, które zostały podobno naprawdę wypowiedziane przez samego Chmielnickiego lub kogoś ze
          starszyzny kozackiej:

          " (...) Silni nam nimi byli Lachowie dawniej, ale doznaliśmy pod Piławcami, że nie oni to Lachowie, co przedtem bywali i
          bijali Turki, Tatary i Niemce...
          - Nie Zamojscy, Żółkiewscy, Chodkiewiczowie, Chmieleccy i Koniecpolscy -przerwał Chmielnicki - ale Tchórzowscy i
          Zajączkowscy, detyny w żelazo poubierane. Pomarli od strachu, skoro nas ujrzeli, i pouciekali, choć Tatar więcej nie
          było zrazu we środę, tylko trzy tysiące... "

          Tak samo pomyśleli Moskale i Szwedzi.

          Nie ma za bardzo danych na WWW, polecam:
          www.jarema.art.pl/1648.htm
          Choć strona trochę zbyt projaremowska.

          Sienkiewicz elegancko rozwiązał problem, jak omówić bitwę pod Piławcami z 'Ogniem i Mieczem' gdzie Polacy są
          gloryfikowani (by nie powiedzieć deifikowani): po prostu kazał panu Skrzetuskiemu z kompanią opuścić obóz przed
          bitwą i pójść na podjazd. O starciu nasi bohaterowie dowiadują się od Wierszułła:

          hsogniemimieczem.w.interia.pl/ogniem208.html
          (pod koniec rozdziału).
    • cezzah Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża 03.06.03, 10:20
      A ja typuję bitwę pod Trzcianą z 27 czerwca 1629 roku, gdy Koniecpolski dał
      łupnia samemu Gustawowi IV Adolfowi!!!
      • Gość: miki Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża IP: *.dip.t-dialin.net 03.06.03, 10:51
        Samosierra.
        • sufit2 Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża 03.06.03, 13:08
          zbaraz wprawdzie nie pobilismy chmielnickiego ale pokazalismy tam klase
    • Gość: and bitwy polskiego oręża IP: 192.9.200.* 03.06.03, 15:05
      Warszawa 1920.

      Pomyślnie przeprowadzono realizację śmiałego planu, no i miała ona kapitalne
      znaczenie dla przyszłości Polski. A co za tym idzie - Europy i Świata.

      Przez 19 lat mogliśmy budować całkowicie suwerenne państwo, którego dziedzictwo
      przetrwało przez 50 lat okupacji i zwasalizowania.

      Choć osobiście uważam, że gdyby bolszewików nie zatrzymał Piłsudski, to
      zrobiliby to Niemcy. Ale wtedy raczej nie powstałoby państwo polskie. Niemcy
      zaś byłyby niekwestionowanym mocarstwem, bez ograniczeń wersalskich (tzn. wobec
      zagrożenia bolszewizmem zostałyby one uchylone - dla dobra Europy, a zwłaszcza
      mocarstw zwycięskich).

      Ale - na szczęście - to tylko gdybanie/historia alternatywna/moje własne
      przemyślenia.

      Pozdrawiam
    • Gość: flanker Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża IP: *.toya.net.pl 05.06.03, 09:58
      Eee tam, Kłuszyn. Kircholm.
    • Gość: BRvUngern-Sternber Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.bg.am.lodz.pl 05.06.03, 14:36
      Malo kto wie bolszewicy stracili 30 tysiecy jencow i zapewne kilka tysiecy
      zabitych.Polacy 150 zabitych i 300 rannych.Wojska sowieckie na poludniu
      przestaly istniec.I warto to podkreslic bo KLAMLIWIE mowi sie zec sowieci
      uchylili sie od walki i wycofali.Bzdury.Meldunek sowiecki brzmial(przechwycili
      go Polacy).Dowodca pytal Gdze sa moje dywizje?.A odpowiedz dowodcy jednej
      jestem we wsi Porochowka ale gdzie moje wojsko nie wiem.Oczywiscie dowodzil
      Pilsudski.
      • Gość: barnaba Re: Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 05.06.03, 15:52
        Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

        > Malo kto wie bolszewicy stracili 30 tysiecy jencow i zapewne kilka tysiecy
        > zabitych.Polacy 150 zabitych i 300 rannych.Wojska sowieckie na poludniu
        > przestaly istniec.I warto to podkreslic bo KLAMLIWIE mowi sie zec sowieci
        > uchylili sie od walki i wycofali.Bzdury.Meldunek sowiecki brzmial
        (przechwycili
        > go Polacy).Dowodca pytal Gdze sa moje dywizje?.A odpowiedz dowodcy jednej
        > jestem we wsi Porochowka ale gdzie moje wojsko nie wiem.Oczywiscie dowodzil
        > Pilsudski.

        Nie zmienia to faktu, że pierwszy polski patrol wjechał do Kojowa... miejscowym
        tramwajem.
        A ze względu na rozciągnięcie linii zaopatrzeniowych i samej linii frontu
        zajętych pozycji nie udało się utrzymać. Błędem politycznym było liczenie na
        pomoc Petlury, którego wpływy na Ukrainie były jak się okazało znacznie słabsze
        od niechęci do Polaków. Brak poparcia dla wojsk polskich był chyba największym
        błędem Ukraińców w historii. Zapłacili za niego latami władzy radzieckiej i
        wielkim głodem lat 30.

        pozdrawiam
        • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.bg.am.lodz.pl 06.06.03, 14:24

          > Nie zmienia to faktu, że pierwszy polski patrol wjechał do Kojowa...
          miejscowym
          >
          > tramwajem.--->Nieporozumienie.TO BYL TRAMAWAJ KONNY.Bo prad nie dzialal.Poza
          tym co chcesz przez to powiedziec????
          > A ze względu na rozciągnięcie linii zaopatrzeniowych i samej linii frontu
          > zajętych pozycji nie udało się utrzymać.--->????Co ty opowiadasz????
          Błędem politycznym było liczenie na
          > pomoc Petlury, którego wpływy na Ukrainie były jak się okazało znacznie
          słabsze
          >
          > od niechęci do Polaków.--->Nieprwda Polakow witano i podziwiano nie bylo
          zadnej niecheci.Cos ty za ksiazke dorwal?Prawda jest ze nie bylo masowego
          naplywu do armii ale to nie z niecheci do Polakow przesada.
          Brak poparcia dla wojsk polskich był chyba największym
          > błędem Ukraińców w historii. Zapłacili za niego latami władzy radzieckiej i
          > wielkim głodem lat 30.--->Tu zgoda calkowita.Brak CZYNNEGO poparcia.
          >
          > pozdrawiam
          • Gość: barnaba Re: Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 06.06.03, 17:49
            Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

            > > Nie zmienia to faktu, że pierwszy polski patrol wjechał do Kojowa...
            > miejscowym
            > >
            > > tramwajem.--->
            > Nieporozumienie.TO BYL TRAMAWAJ KONNY.Bo prad nie dzialal
            > .Poza
            > tym co chcesz przez to powiedziec????

            Rozumiem, że wg Ciebie tramwaj konny nie jest tramwajem. Gratuluję.
            Co chcę powiedzieć- chyba nie tak trudno się domyślić.

            > > A ze względu na rozciągnięcie linii zaopatrzeniowych i samej linii frontu
            > > zajętych pozycji nie udało się utrzymać.---
            >????Co ty opowiadasz????

            Argumenty, misiu! argumenty!
            Chyba nie powiesz, że musieliśmy wycofać się z zajętych na wschodzie pozycji
            przez krasnoludki szczające żołnierzom do mleka?

            > Błędem politycznym było liczenie na
            > > pomoc Petlury, którego wpływy na Ukrainie były jak się okazało znacznie
            > słabsze
            > >
            > > od niechęci do Polaków.---
            > Nieprwda Polakow witano i podziwiano nie byl
            > o
            > zadnej niecheci.Cos ty za ksiazke dorwal?Prawda jest ze nie bylo masowego
            > naplywu do armii ale to nie z niecheci do Polakow przesada.

            Nie było niechęci? To teraz tak w "Szczerbcu" piszą? To znaczy, że wszyscy,
            którzy analizowali wyprawę kijowską się mylili?
            • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.bg.am.lodz.pl 12.06.03, 16:03

              > Rozumiem, że wg Ciebie tramwaj konny nie jest tramwajem. Gratuluję.--->Nie tramwaj konny jest lepszy niz chodzenie piechota lub jazda na koniu.
              > Co chcę powiedzieć- chyba nie tak trudno się domyślić.--->No wlasnie widze ze nie wiesz co chciales...

              > Argumenty, misiu! argumenty!
              > Chyba nie powiesz, że musieliśmy wycofać się z zajętych na wschodzie pozycji
              > przez krasnoludki szczające żołnierzom do mleka?--->Poziom.

              > Nie było niechęci? To teraz tak w "Szczerbcu" piszą? To znaczy, że wszyscy,
              > którzy analizowali wyprawę kijowską się mylili?--->Jacy wszyscy?Co ty opowiadasz???
              • Gość: barnaba Re: Wyprawa kijowska 1920 roku!!! IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 12.06.03, 20:57
                Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

                >
                > > Rozumiem, że wg Ciebie tramwaj konny nie jest tramwajem. Gratuluję.--->
                > Nie tramwaj konny jest lepszy niz chodzenie piechota lub jazda na koniu.
                > > Co chcę powiedzieć- chyba nie tak trudno się domyślić.--->No wlasnie wi
                > dze ze nie wiesz co chciales...

                Podpowiem:
                Wyobrażasz sobie, że Niemcy wjeżdżają tramwajem (niestety elektrycznym, bo
                konnych już nie było) do Leningradu?

                > > Argumenty, misiu! argumenty!
                > > Chyba nie powiesz, że musieliśmy wycofać się z zajętych na wschodzie pozyc
                > ji
                > > przez krasnoludki szczające żołnierzom do mleka?--->Poziom.

                Ciekawe czy na jakiś argument się doczekam?
                I nie "poziom" ale "parafraza pewnego cytatu i przysłowia". Dziwię się, że nie
                zauważyłeś.

                > > Nie było niechęci? To teraz tak w "Szczerbcu" piszą? To znaczy, że wszyscy
                > ,
                > > którzy analizowali wyprawę kijowską się mylili?--->Jacy wszyscy?Co ty o
                > powiadasz???

                Poczytaj.
    • Gość: Tomson Kirchom 27.IX.1605! IP: *.ds.pg.gda.pl 07.06.03, 13:03
      Niecałe 4tys Polaków kontra kilkanaście tysięcy Szwedów, którzy mieli jak na te
      czasy najwyższej jakości armię w Europie (czyli i na świecie).
      Armia Szwedzka została doszczętnie rozbita, padło 6tys Szwedów i tylko 100
      naszych.
      • wielki_czarownik Racja. 07.06.03, 13:57
        Niesamowite zwycięstwo. Przeciwnik miał przewagę jak 3:1 a poniósł straty w
        stosunku 60:1!!!
        • Gość: Tomson Re: Racja. IP: *.ds.pg.gda.pl 09.06.03, 18:19
          wielki_czarownik napisał:

          > Niesamowite zwycięstwo. Przeciwnik miał przewagę jak 3:1 a poniósł straty w
          > stosunku 60:1!!!
          I to jaki przeciwnik! Nie hordy tatarskie, nie ruska swołocz, ale karna,
          świetnie wyszkolona i uzbrojona armia szwedzka.
          • Gość: mjabol Re: Racja. - do Tomsona ignoranta IP: *.acn.waw.pl 09.06.03, 19:52
            Gość portalu: Tomson napisał(a):


            > I to jaki przeciwnik! Nie hordy tatarskie, nie ruska swołocz, ale karna,
            > świetnie wyszkolona i uzbrojona armia szwedzka.

            Masz mój post ( z 07.06 ) nieco krytycznie odnoszący się do Twojego zachwytu
            armia szwedzką, a Ty nadal swoje. Zanim coś napiszesz to lepiej to dwa razy
            sprawdź, albo ustosunkój sie krytycznie do mojej wypowiedzi.
            A tak wychodzi, że jesteś zwykłym ignorantem i niewielkie masz pojęcie o
            konfliktach polsko-szwedzkich z początku XVIIw.
            Ja twierdze przed, że przed Gniewem to Twoje hordy tatarskie były groźniejsze
            dla polskiego wojska niż Szwedzi ( patrz - Cecora)
      • Gość: mjabol Re: Kirchom 27.IX.1605! IP: *.acn.waw.pl 07.06.03, 16:28
        Gość portalu: Tomson napisał(a):

        > Niecałe 4tys Polaków kontra kilkanaście tysięcy Szwedów, którzy mieli jak na
        te
        >
        > czasy najwyższej jakości armię w Europie (czyli i na świecie).
        >

        Cos Ci sie pomyliło.
        Armia szwedzka była w głębokim kryzysie. Rządy Jana III a następnie konflikt
        Zygmunta Wazy z Karolem Sudermańskim doprowadził świetną za czasów Eryka XIV
        armię do głębokiej zapaści. Dopiero Gustaw Adolf wkładajac kilkanaście lat
        cięzkiej pracy wydzwignął ją na piedestały.

        Nie umniejsza to jednak polskiego, świetnego zwycięstwa, jednego z najlepszych
        w historii.
        • wielki_czarownik Fakt. 07.06.03, 17:09
          Właśnie ta klęska spowodowała przezwyciężenie wewnętrznego oporu w armii
          szwedzkiej przed reformami.
    • myth2004 Kłuszyn 08.06.03, 22:39
      Geneza konfliktu:
      Historia konfliktów polsko-moskiewskich wiąże się z historią unii polsko-
      litewskich. Początkowo rywalizacja litewsko-moskiewska o "zbieranie ziem
      ruskich" jest dla tej pierwszej korzystna (do ok. połowy XVw.), prowadzi z
      czasem do utraty przez Litwę przewagi i względnej równowagi sił (2 poł. XVw.).
      Jednak już pierwsza połowa XVIw. była dla Litwy katastrofą. Utraciła ona na
      rzecz Moskwy prawie trzecią część swego terytorium. Straty mogłyby być jeszcze
      większe, gdyby nie zaangażowanie się Polski w konflikt. Od tego czasu Polska
      coraz bardziej wciągana jestw działania na wschodzie (mimo, że nie graniczy
      bezpośrednio z Wielkim Księstwem Moskiewskim). Przełomem staje się unia realna
      w Lublinie w 1569r. . Od tej pory Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo
      Litewskie stają się jednym państwem, prowadzącym wspólną politykę zagraniczną i
      mającą wspólnych wrogów. Nowe państwo poddane zostaje niemalże od razu ciężkiej
      próbie. Wojska moskiewskie zajmują polsko-litewskie Inflanty. Jednakże
      spotykają się z godną odpowiedzią. Wyprawy Batorego ujawniają olbrzymią siłę
      zjednoczonego państwa. Od tego czasu zarysowuje się wyraźna przewaga
      Rzeczpospolitej nad Moskwą, tym większa, że Wielkie Księstwo Moskiewskie po
      śmierci Iwana IV Groźnego przechodzi głęboki kryzys.
      W samej Rzeczpospolitej od 1588r. panował Zygmunt III Waza- dziedziczny król
      szwedzki. Jego dążenie do odzyskanie utraconego na rzecz swego stryja tronu
      szwedzkiego, stały się jednym z głównych przyczyn podjęcia wyprawy na Moskwę
      (Zygmunt wierzył, że zjednoczone pod jego rządami Polska i Moskwa będą siłą,
      która zmusi Szwedów do przywrócenia go na tron). Oficjalnie miała ona na celu
      odzyskanie utraconych przez Litwę (na początku XVIw.) ziem (szczególnie zaś
      Smoleńska będącego "wrotami" do Litwy). Powodów podjęcia wyprawy było jednakże
      znacznie więcej (wspomniane już osłabienie Moskwy i związane z nimi dymitriady
      tzn. ciąg wypraw panów polskich dążących do osadzenia na moskiewskim tronie
      swojego kandydata ; chęć rozładowania konfliktów wewnętrznych w samej
      Rzeczpospolitej- po rokoszu Zebrzydowskiego i wiele innych). Cały ten splot
      wypadków i dążeń doprowadził do podjęcia w 1609r. kolejnej wyprawy wojsk
      polskich na Moskwę, tym się jednak różniącej od poprzednich, że podjętej w
      imieniu Rzeczpospolitej i pod dowództwem samego króla Zygmunta III (poprzednie
      wyprawy miały prywatny charakter).
      Siły przeciwników:
      Bitwa kłuszyńska charakteryzowała się ogromną dysproporcją sił (na 5 żołnierzy
      rosyjskich przypadał 1 Polak). Co prawda przeciw 35tys. wojsk rosyjskich
      idących na odsiecz Smoleńskowi Zygmunt III skierował wydzielone siły o ogólnej
      liczebności 12 300 ludzi pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego, ale w samej
      bitwie brało udział niecałe 6800 Polaków (z 2 działami- choć inne źródła mówią
      o 4 działkach) przeciw ok. 30tys. wojsk rosyjskich (z 11 działami) oraz 5tys.
      cudzoziemców na żołdzie rosyjskim. Pozostałe wojska polskie znajdowały się pod
      Carowem Zajmiszczem (gdzie był dodatkowy oddział 8tys. Rosjan).
      Przed bitwą kłuszyńską:
      We wrześniu 1609 r. armia polsko-litewska obległa Smoleńsk. Formalnie dowodził
      nią król, faktycznie Żółkiewski. Zdobycie Smoleńska okazało się sprawą
      niezmiernie trudną, duże miasto było bowiem potężnie ufortyfikowane, miało
      liczną załogę i mnóstwo chętnych do obrony mieszczan, silną artylerię i znaczne
      zasoby żywności i amunicji. Tymczasem wojska Rzeczypospolitej były nieliczne i
      słabo zaopatrzone, bowiem wojnę rozpoczęto bez odpowiedniej uchwały podatkowej
      sejmu. Oblężenie przeciągnęło się aż do głębokiej zimy, nie przynosząc żadnych
      sukcesów. Gdy część dowódców skłaniała się już do wycofania wojsk spod
      Smoleńska, do obozu polskiego przybyło niespodziewanie poselstwo bojarów
      moskiewskich z rozpadającego się obozu tuszyńskiego Dymitra II Samozwańca.
      Patronował mu propolski wówczas patriarcha Rosji Filaret.
      Po krótkich rokowaniach, w lutym 1610 r., podpisany został układ pod
      Smoleńskiem. Bojarzy uznali za cara królewicza Władysława, w zamian zapewniono
      im udział w rządzeniu państwem, nietykalność osobistą i majątkową, władzę nad
      chłopami. Rzeczpospolita miała uzyskać korzyści terytorialne i handlowe. Po
      zawarciu układu Zygmunt III wydał huczną ucztę dla polskich dygnitarzy i
      bojarów moskiewskich. Ale położenie militarne wojska pod Smoleńskiem w niczym
      prawie się nie zmieniło. Owszem, przybyły posiłki kozackie z Ukrainy, jednak
      Rosjanie nadal twardo bronili miasta. W obozie polskim doszło do ostrych sporów
      między dowódcami, ucichły one jednak wobec wieści o zbliżaniu się potężnej
      armii moskiewskiej idącej na odsiecz Smoleńska.
      Po gorączkowych naradach Zygmunt III wysłał przeciw nadciągającej armii
      moskiewskiej niewielkie siły pod wodzą Żółkiewskiego.

      6 czerwca 1610 r. hetman opuścił obóz polski i skierował się na Wiaźmę, ale na
      wiadomość o walkach pułku Aleksandra Gosiewskiego z przeważającymi siłami
      moskiewskimi kniazia Iwana Chowańskiego w Białej, ruszył mu na pomoc. Siły
      polskie były wówczas rozdrobnione, gdyż oprócz pułku Gosiewskiego ścierały się
      z nieprzyjacielem na pograniczu inne jednostki: Marcina Kazanowskiego, Ludwika
      Weyhera, Aleksandra Zborowskiego i Kozacy ukraińscy. Wojska moskiewskie także
      były rozdzielone. Część ich walczyła pod Białą, duża grupa Hrihorija Wałujewa i
      Fiodora Jeleckiego zbliżała się do Carewa Zajmiszcza, główne siły carskiego
      brata Dymitra Szujskiego i generała szwedzkiego, Francuza z pochodzenia, Jakuba
      Pontussona de la Gardie, maszerowały od strony Kaługi.
      Na wiadomość o nadejściu oddziałów Żółkiewskiego wojska Chowańskiego wycofały
      się spod Białej za Wołgę i przestały zagrażać Polakom. Po dwudniowym odpoczynku
      pod Białą hetman pomaszerował więc do Szujska, gdzie stanął 22 czerwca. Dwie
      mile za Szujskiem, pod Carowym Zajmiszczem, stały już oddziały Wałujewa i
      Jeleckiego, blokujące drogę do Moskwy. 23 czerwca hetman na czele pułków
      Kazanowskiego, Wejhera, swojego i dwóch sotni Kozaków ruszył na Carowo
      Zajmiszcze. Wieczorem Polacy zbliżyli się do mocno ufortyfikowanego obozu
      moskiewskiego. W pobliżu jego doszło do starcia pomyślnego dla Polaków.
      Następnego dnia Żółkiewski uderzył z całą siłą na przeciwnika, wyparł go z
      grobli prowadzącej na tyły obozu, osaczył Moskwicinów ze wszystkich stron,
      przerwał im komunikację z zapleczem. Sukces osiągnięto przy minimalnych
      stratach - zaledwie ponad 20 zabitych i rannych. 25 czerwca osaczone pułki
      moskiewskie usiłowały wydostać się z okrążenia, ale zostały z powrotem wyparte
      do obozu. Polacy zbudowali dwa forty koło stanowisk nieprzyjaciela, z których
      podjęli intensywny ostrzał ściśniętych na małej przestrzeni wojsk Wałujewa i
      Jeleckiego.
      Tymczasem w pobliże nadchodziły główne siły moskiewskie Szujskiego i de la
      Gardii. Wojska Żółkiewskiego znalazły się w potrzasku. Z jednej strony miały
      przeciw sobie 8tys. Moskwicinów zamkniętych w obozie pod Carowym Zajmiszczem, z
      drugiej - prawie 35 tys. żołnierzy Szujskiego i de la Gardii. Będąc w tak
      krytycznym położeniu Żółkiewski wykazał swój wielki kunszt dowódczy.
      Wykorzystując środkowe położenie między wojskami przeciwnika postanowił
      mianowicie zablokować częścią sił ściśnięty obóz Wałujewa i Jeleckiego, z
      resztą wojska uderzyć na główne siły moskiewskie, rozbić je w walnej bitwie, a
      następnie wrócić pod Carowo Zajmiszcze i zmusić do kapitulacji zamknięte tu
      siły.
      Wieczorem 3 lipca wojska hetmana wyruszyły skrycie przeciw armii Szujskiego i
      de la Gardii. Zamknięci w ufortyfikowanym obozie pod Carowem Zajmiszcze
      Moskwicini niczego chyba nie zauważyli, siedzieli bowiem cicho i spokojnie. Z
      doniesień wywiadu hetman orientował się, że między Rosjanami a cudzoziemcami
      występują silne antagonizmy. Dlatego zawczasu wysłał do cudzoziemców pewnego
      Francuza z listem, w którym wezwał żołnierzy do przejścia na polską, stronę.
      Niebawem Francuz wpadł w ręce dow
      • myth2004 Re: Kłuszyn 08.06.03, 22:41
        I jeszcze raz:
        Geneza konfliktu:
        Historia konfliktów polsko-moskiewskich wiąże się z historią unii polsko-
        litewskich. Początkowo rywalizacja litewsko-moskiewska o "zbieranie ziem
        ruskich" jest dla tej pierwszej korzystna (do ok. połowy XVw.), prowadzi z
        czasem do utraty przez Litwę przewagi i względnej równowagi sił (2 poł. XVw.).
        Jednak już pierwsza połowa XVIw. była dla Litwy katastrofą. Utraciła ona na
        rzecz Moskwy prawie trzecią część swego terytorium. Straty mogłyby być jeszcze
        większe, gdyby nie zaangażowanie się Polski w konflikt. Od tego czasu Polska
        coraz bardziej wciągana jestw działania na wschodzie (mimo, że nie graniczy
        bezpośrednio z Wielkim Księstwem Moskiewskim). Przełomem staje się unia realna
        w Lublinie w 1569r. . Od tej pory Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo
        Litewskie stają się jednym państwem, prowadzącym wspólną politykę zagraniczną i
        mającą wspólnych wrogów. Nowe państwo poddane zostaje niemalże od razu ciężkiej
        próbie. Wojska moskiewskie zajmują polsko-litewskie Inflanty. Jednakże
        spotykają się z godną odpowiedzią. Wyprawy Batorego ujawniają olbrzymią siłę
        zjednoczonego państwa. Od tego czasu zarysowuje się wyraźna przewaga
        Rzeczpospolitej nad Moskwą, tym większa, że Wielkie Księstwo Moskiewskie po
        śmierci Iwana IV Groźnego przechodzi głęboki kryzys.
        W samej Rzeczpospolitej od 1588r. panował Zygmunt III Waza- dziedziczny król
        szwedzki. Jego dążenie do odzyskanie utraconego na rzecz swego stryja tronu
        szwedzkiego, stały się jednym z głównych przyczyn podjęcia wyprawy na Moskwę
        (Zygmunt wierzył, że zjednoczone pod jego rządami Polska i Moskwa będą siłą,
        która zmusi Szwedów do przywrócenia go na tron). Oficjalnie miała ona na celu
        odzyskanie utraconych przez Litwę (na początku XVIw.) ziem (szczególnie zaś
        Smoleńska będącego "wrotami" do Litwy). Powodów podjęcia wyprawy było jednakże
        znacznie więcej (wspomniane już osłabienie Moskwy i związane z nimi dymitriady
        tzn. ciąg wypraw panów polskich dążących do osadzenia na moskiewskim tronie
        swojego kandydata ; chęć rozładowania konfliktów wewnętrznych w samej
        Rzeczpospolitej- po rokoszu Zebrzydowskiego i wiele innych). Cały ten splot
        wypadków i dążeń doprowadził do podjęcia w 1609r. kolejnej wyprawy wojsk
        polskich na Moskwę, tym się jednak różniącej od poprzednich, że podjętej w
        imieniu Rzeczpospolitej i pod dowództwem samego króla Zygmunta III (poprzednie
        wyprawy miały prywatny charakter).
        Siły przeciwników:
        Bitwa kłuszyńska charakteryzowała się ogromną dysproporcją sił (na 5 żołnierzy
        rosyjskich przypadał 1 Polak). Co prawda przeciw 35tys. wojsk rosyjskich
        idących na odsiecz Smoleńskowi Zygmunt III skierował wydzielone siły o ogólnej
        liczebności 12 300 ludzi pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego, ale w samej
        bitwie brało udział niecałe 6800 Polaków (z 2 działami- choć inne źródła mówią
        o 4 działkach) przeciw ok. 30tys. wojsk rosyjskich (z 11 działami) oraz 5tys.
        cudzoziemców na żołdzie rosyjskim. Pozostałe wojska polskie znajdowały się pod
        Carowem Zajmiszczem (gdzie był dodatkowy oddział 8tys. Rosjan).
        Przed bitwą kłuszyńską:
        We wrześniu 1609 r. armia polsko-litewska obległa Smoleńsk. Formalnie dowodził
        nią król, faktycznie Żółkiewski. Zdobycie Smoleńska okazało się sprawą
        niezmiernie trudną, duże miasto było bowiem potężnie ufortyfikowane, miało
        liczną załogę i mnóstwo chętnych do obrony mieszczan, silną artylerię i znaczne
        zasoby żywności i amunicji. Tymczasem wojska Rzeczypospolitej były nieliczne i
        słabo zaopatrzone, bowiem wojnę rozpoczęto bez odpowiedniej uchwały podatkowej
        sejmu. Oblężenie przeciągnęło się aż do głębokiej zimy, nie przynosząc żadnych
        sukcesów. Gdy część dowódców skłaniała się już do wycofania wojsk spod
        Smoleńska, do obozu polskiego przybyło niespodziewanie poselstwo bojarów
        moskiewskich z rozpadającego się obozu tuszyńskiego Dymitra II Samozwańca.
        Patronował mu propolski wówczas patriarcha Rosji Filaret.
        Po krótkich rokowaniach, w lutym 1610 r., podpisany został układ pod
        Smoleńskiem. Bojarzy uznali za cara królewicza Władysława, w zamian zapewniono
        im udział w rządzeniu państwem, nietykalność osobistą i majątkową, władzę nad
        chłopami. Rzeczpospolita miała uzyskać korzyści terytorialne i handlowe. Po
        zawarciu układu Zygmunt III wydał huczną ucztę dla polskich dygnitarzy i
        bojarów moskiewskich. Ale położenie militarne wojska pod Smoleńskiem w niczym
        prawie się nie zmieniło. Owszem, przybyły posiłki kozackie z Ukrainy, jednak
        Rosjanie nadal twardo bronili miasta. W obozie polskim doszło do ostrych sporów
        między dowódcami, ucichły one jednak wobec wieści o zbliżaniu się potężnej
        armii moskiewskiej idącej na odsiecz Smoleńska.
        Po gorączkowych naradach Zygmunt III wysłał przeciw nadciągającej armii
        moskiewskiej niewielkie siły pod wodzą Żółkiewskiego.

        6 czerwca 1610 r. hetman opuścił obóz polski i skierował się na Wiaźmę, ale na
        wiadomość o walkach pułku Aleksandra Gosiewskiego z przeważającymi siłami
        moskiewskimi kniazia Iwana Chowańskiego w Białej, ruszył mu na pomoc. Siły
        polskie były wówczas rozdrobnione, gdyż oprócz pułku Gosiewskiego ścierały się
        z nieprzyjacielem na pograniczu inne jednostki: Marcina Kazanowskiego, Ludwika
        Weyhera, Aleksandra Zborowskiego i Kozacy ukraińscy. Wojska moskiewskie także
        były rozdzielone. Część ich walczyła pod Białą, duża grupa Hrihorija Wałujewa i
        Fiodora Jeleckiego zbliżała się do Carewa Zajmiszcza, główne siły carskiego
        brata Dymitra Szujskiego i generała szwedzkiego, Francuza z pochodzenia, Jakuba
        Pontussona de la Gardie, maszerowały od strony Kaługi.
        Na wiadomość o nadejściu oddziałów Żółkiewskiego wojska Chowańskiego wycofały
        się spod Białej za Wołgę i przestały zagrażać Polakom. Po dwudniowym odpoczynku
        pod Białą hetman pomaszerował więc do Szujska, gdzie stanął 22 czerwca. Dwie
        mile za Szujskiem, pod Carowym Zajmiszczem, stały już oddziały Wałujewa i
        Jeleckiego, blokujące drogę do Moskwy. 23 czerwca hetman na czele pułków
        Kazanowskiego, Wejhera, swojego i dwóch sotni Kozaków ruszył na Carowo
        Zajmiszcze. Wieczorem Polacy zbliżyli się do mocno ufortyfikowanego obozu
        moskiewskiego. W pobliżu jego doszło do starcia pomyślnego dla Polaków.
        Następnego dnia Żółkiewski uderzył z całą siłą na przeciwnika, wyparł go z
        grobli prowadzącej na tyły obozu, osaczył Moskwicinów ze wszystkich stron,
        przerwał im komunikację z zapleczem. Sukces osiągnięto przy minimalnych
        stratach - zaledwie ponad 20 zabitych i rannych. 25 czerwca osaczone pułki
        moskiewskie usiłowały wydostać się z okrążenia, ale zostały z powrotem wyparte
        do obozu. Polacy zbudowali dwa forty koło stanowisk nieprzyjaciela, z których
        podjęli intensywny ostrzał ściśniętych na małej przestrzeni wojsk Wałujewa i
        Jeleckiego.
        Tymczasem w pobliże nadchodziły główne siły moskiewskie Szujskiego i de la
        Gardii. Wojska Żółkiewskiego znalazły się w potrzasku. Z jednej strony miały
        przeciw sobie 8tys. Moskwicinów zamkniętych w obozie pod Carowym Zajmiszczem, z
        drugiej - prawie 35 tys. żołnierzy Szujskiego i de la Gardii. Będąc w tak
        krytycznym położeniu Żółkiewski wykazał swój wielki kunszt dowódczy.
        Wykorzystując środkowe położenie między wojskami przeciwnika postanowił
        mianowicie zablokować częścią sił ściśnięty obóz Wałujewa i Jeleckiego, z
        resztą wojska uderzyć na główne siły moskiewskie, rozbić je w walnej bitwie, a
        następnie wrócić pod Carowo Zajmiszcze i zmusić do kapitulacji zamknięte tu
        siły.
        Wieczorem 3 lipca wojska hetmana wyruszyły skrycie przeciw armii Szujskiego i
        de la Gardii. Zamknięci w ufortyfikowanym obozie pod Carowem Zajmiszcze
        Moskwicini niczego chyba nie zauważyli, siedzieli bowiem cicho i spokojnie. Z
        doniesień wywiadu hetman orientował się, że między Rosjanami a cudzoziemcami
        występują silne antagonizmy. Dlatego zawczasu wysłał do cudzoziemców pewnego
        Francuza z listem, w którym wezwał żołnierzy do przejścia na polską, stronę.
        Niebawem Francuz
        • myth2004 Re: Kłuszyn 08.06.03, 22:45
          Niebawem Francuz wpadł w ręce dowódców zaciężników i został powieszony, treść
          listu doszła jednak do uszu ich podwładnych i wywołała wśród nich nastroje
          przychylne Polakom.
          Szujski zlekceważył zupełnie słabe siły hetmana. Przypuszczał, że ujdą przed
          nim bez walki, nie wystawił więc nawet straży na przedpolu, nie wysłał
          podjazdów mających obserwować poczynania wojsk polskich. Nie wiedział więc, że
          maszerują one nocą na pogrążony we śnie obóz moskiewski; pokonując z mozołem
          błotnistą drogę, pełną, kałuż i bajor po obfitych niedawno deszczach.
          Bitwa:
          Wczesnym rankiem 4 lipca 1610 r. czoło długiej kolumny maszerującej po wąskiej
          drodze wyłoniło się z lasów na obszerną, polanę zajmowaną przez nieprzyjaciela.
          Oba wojska zrazu omal nie minęły się po drodze i dopiero dźwięki trąbek
          ogłaszających pobudkę naprowadziły czoło kolumny polskiej na obozy wroga.
          Hetman nie mógł jednak wykorzystać zaskoczenia i uderzyć prosto z marszu,
          wojsko było bowiem rozciągnięte na co najmniej kilka kilometrów, zmęczone
          szybkim tempem marszu, piechota pozostała daleko w tyle, a działka ugrzęzły
          gdzieś w błocie. Trzeba było więc poczekać na przybycie dalszych oddziałów, dać
          chwilę wytchnienia żołnierzom i koniom, uformować szyki, ponadto jeszcze
          rozebrać płoty rozciągające się między wsiami Pirniewo i Woskriesienskaja,
          utrudniające dostęp do pozycji przeciwnika. Dzięki temu żołnierze moskiewscy i
          cudzoziemscy zdołali się rozbudzić i ustawić w szyki.

          Armia moskiewsko-cudzoziemska obozowała w dwóch grupach. Po prawej, północno-
          zachodniej stronie, przylegającej do rozległego lasu i wsi Pirniewo stały pułki
          cudzoziemskie złożone ze Szwedów, Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Flamandów,
          Anglików i Szkotów. Po lewej, południowo-wschodniej stronie przyległej do
          rzeczki Gżać i wsi Woskriesienskaja, stali Rosjanie. Oba obozy leżały na
          rozległej polanie ciągnącej się daleko na północ, aż za wsie Bogajewo i
          Łagoczychę. Polana ta stanowiła równinę dogodną do przeprowadzenia szarż
          kawaleryjskich. Dopiero za obozami wroga znajdowały się dwa niewielkie
          wzniesienia. W pierwszym rzucie wojsk cudzoziemskich stała piechota ukryta za
          płotem, tylko częściowo rozebranym przez Polaków. W drugim rzucie znajdowała
          się jazda. Pierwsza składała się z pikinierów, muszkieterów i arkebuzerów,
          druga - z rajtarów zbrojnych w rapiery i pistolety. Na lewym skrzydle Szujski
          ustawił na przedzie piechotę pomieszaną z jazdą, z tyłu - samą jazdę. Rosjanie
          i cudzoziemcy mieli 11 dział, ale ich lokalizacja na polu bitwy nie została
          ustalona. Prawdopodobnie działa te zostały w obozie i nie odegrały żadnej roli
          w walce, nic bowiem o nich nie słyszymy.
          Maszerujący na czele polskiej kolumny pułk Zborowskiego hetman ustawił zgodnie
          ze zwyczajem na prawym skrzydle, postępujący za nim pułk starosty
          Chmielnickiego płk. Mikołaja Strusia - na lewym. Skraj prawego skrzydła zajęły
          pułki Kazanowskiego i Weyhera. Komendę nad nimi sprawował rotmistrz królewski
          Samuel Dunikowski, żołnierz wybitny uczestnik wojen moskiewskich Batorego i
          wypraw naddunajskich Zamoyskiego. Pułk hetmański pod wodzą kniazia płk. Janusza
          Poryckiego, stanął nieco z tyłu na lewo od lewego skrzydła i pełnił rolę
          odwodu. Między wymienionymi tu pułkami zajęły miejsce oddzielne chorągwie, nie
          wchodzące organicznie w skład owych pułków. Stały bardziej z tyłu i też pełniły
          rolę odwodu. Przybyły w ostatniej chwili oddział czterystu piechurów kozackich
          zajął miejsce na skraju lewego skrzydła, tuż przy płocie. Maszerujący na końcu
          kolumny oddział dwustu piechurów z dwoma działkami znajdował się jeszcze na
          drodze do Kłuszyna. Nowością taktyczną, było wydzielenie przez hetmana, na wzór
          Cezara, samodzielnego odwodu zapewniającego znaczną swobodę manewru podczas
          bitwy. Żółkiewski śmiało zastosował też ekonomię sił. Główny wysiłek skierował
          zrazu przeciw Moskwicinom i tu skupił większość wojska, natomiast cudzoziemców
          związał tylko walką przy użyciu małej części swej niewielkiej przecież armii.
          Po uszykowaniu wojsk Żółkiewski objechał szeregi, zachęcając żołnierzy do
          walki. Następnie dał znak do boju. Przy głosie bębnów i kotłów husarze
          czołowych chorągwi wysunęli przed siebie kopie i z ogromnym krzykiem ruszyli do
          szarży. Około godziny czwartej rano rozpoczęła się bitwa. Dramatyzm jej
          scenerii spotęgowały wywołane przez Polaków pożary wsi przyległych do pola
          bitwy.
          Sprawa nie była jednak łatwa, przeciwnik bowiem dysponował ogromną, przewagę
          liczebną,. Szarże odbywały się na przemian przez luki w rozebranym częściowo
          płocie. Pamiętnikarz szlachecki, husarz Samuel Maskiewicz, pisał o nich: "To
          jedno przypomnę do uwierzenia niepodobne, że drugim rotom trafiało się razów
          ośm albo dziesięć przyjść do sprawy i potykać się z nieprzyjacielem (...) bo
          już po częstym do sprawy przychodzeniu i potykaniu się z nieprzyjacielem, jak
          znowu i rynsztunku nam ubywało, i siły ustawały(...) konie też już na poły
          zemdlone mając, bo od świtania dnia letniego aż po obiad godzin pięć pewną z
          nimi bez przestanku czyniąc (bitwę), już i siłę z ochotą zegnali, nad naturę
          ludzką czyniąc." Hetman osiągnął jednak swój cel. Uwikłał wojska moskiewskie w
          długotrwały bój, mieszał je kolejnymi szarżami przeprowadzanymi siłami kilku
          tylko chorągwi, a sprawiającymi wrażenie, że atakuje duża masa kawalerii (bo po
          jednym wypadzie następował zaraz drugi siłami dalszych chorągwi, te zaś, które
          wykonały szarże, wracały na tyły i po krótkim odpoczynku i uzupełnieniu
          wyposażenia, zwłaszcza połamanych kopii, znowu wracały do walki). Doborowy,
          zaciężny polski husarz potrafił jednak sprostać najtrudniejszemu nawet zadaniu,
          wykazał przy tym zdecydowaną, wyższość nad bojarską jazdą i zaciężnymi
          rajtarami wroga.
          Przełom nastąpił po nieudanym karakolu zaciężnej rajtarii moskiewskiej. "Widząc
          nas już słabnących - pisał o tym Maskiewicz - rozkazał (Szujski) dwom kornetom
          rajtarskim, które w pogotowiu w sprawie (tj. szyku) stały przeciwko nam, aby
          się z nami potkały i ci sami za łaską Najwyższego zwycięstwo nam uczynili. Bo
          jak skoczyli do nas nie gotowych i zarazem wypuściwszy strzelbę (tj. oddając
          salwę), poczęli odwrót czynić zwykłym sposobem do nabijania (pistoletów lub
          arkebuzów), a drudzy po nich następowali strzelając, my nie czekając póki
          wszyscy strzelą,, a widząc, że oni odwrót czynią (dla ponownego nabicia broni),
          posunęliśmy się za nimi, jeno pałasze w ręce mając, a ci zapomniawszy nabijać
          (raczej nie zdążywszy) i drugi raz wystrzelić, tył podali i wpadli na wszystką
          Moskwę, która w bramie obozowej w sprawie (szyku) stała i pomieszali jej szyki".
          Szeregi moskiewskie załamały się, zwycięska jazda polska pognała za
          uciekającymi w stronę obozu. Część Rosjan uszła na otwarte pole, bądź przebyła
          wpław rzeczkę Gżać. Pozostali dopadli bram obozu i schronili się za
          fortyfikacjami polowymi. Po oczyszczeniu pola z niedobitków część jazdy
          polskiej ruszyła w pościg za uchodzącymi na północ żołnierzami. "Moskwę nasi z
          łaski bożej rozgromili na milę bijąc, siekąc i dostatki ich, które bogate z
          sobą mieli, zabierając" - donosiła współczesna relacja. Ale część piechoty
          moskiewskiej pozostała jeszcze w zabudowaniach Pirniewa, gotowa walczyć do
          końca.
          Jeszcze cięższa przeprawa czekała Polaków na ich lewym skrzydle, gdzie mieli do
          czynienia z cudzoziemcami. Wprawdzie zaagitowani przez Żółkiewskiego Anglicy i
          Szkoci nie wzięli udziału w walce, ale Szwedzi, Niemcy, Francuzi i Flamandowie
          bili się dzielnie. Jazda polska musiała tu nacierać przez wyrwy w płocie, tylko
          pojedynczymi chorągwiami. "Na wielkiej przeszkodzie był nam płot, bo Pontus
          przy owym płocie postawił piechotę, która naszych onymi dziurami wpadających i
          nazad odwracających bardzo psowała" - pisał Żółkiewski. Ustawieni za płotem
          muszkieterzy z bliska razili ogniem nacierających jeźdźców, osłaniający ich
          pikinierzy kłuli konie Polaków.
          Przełom nastąpił tu dopiero po przy
          • myth2004 Re: Kłuszyn 08.06.03, 22:47
            Przełom nastąpił tu dopiero po przybyciu na pole bitwy piechoty z dwoma
            działkami, wyciągniętymi ostatecznie z błota. Mimo nie przespanej nocy i
            uciążliwego marszu piechurzy z ochotą ruszyli do walki. Puszkarze kilkoma
            celnymi strzałami rozwalili znaczną część płotu i porazili stojących za nim
            muszkieterów, piechurzy zasypali ich pociskami z rusznic, po czym ruszyli do
            natarcia na białą, broń, nie zważając na ogień przeciwnika. Nie wytrzymali tego
            natarcia żołnierze cudzoziemscy i odstąpili od płotu, dając drogę husarii do
            kolejnej szarży. Na karkach uciekających zaciężników jazda popędziła naprzód co
            koń wyskoczy, siekąc pałaszami, kłując koncerzami, depcząc leżących.
            Pierwszy etap bitwy został wygrany, ale do ostatecznego zwycięstwa było jeszcze
            daleko. Spędzony z pola przeciwnik zamknął się w obozach, część piechoty
            moskiewskiej umocniła się w Pirniewie. W pobliżu obozu cudzoziemskiego
            uporządkowała swe szyki oparta o pobliski las piechota cudzoziemska przesadnie
            chyba oceniana przez hetmana na 3 tys. żołnierzy. Dołączyła do niej znaczna
            grupa jazdy. Dowódcy cudzoziemców, Pontusson de la Gardie i gen. Eduard Horn,
            błąkali się wraz z niedobitkami w pobliskim lesie, podobnie jak kniaziowie
            moskiewscy Andriej Golicyn i Daniło Mezecki. Sam Szujski schronił się w obozie.
            Nieprzyjaciel wprawdzie był pobity w polu, ale jeszcze dość silny, zdolny do
            stawiania długotrwałego oporu, zwłaszcza że armia koronna była przemęczona
            długim marszem i ciężkim bojem, niewyspana i głodna (bo w czasie bitwy nie było
            czasu na posiłek), mocno już wykrwawiona.
            Żółkiewski znakomicie dotąd kierował przebiegiem walki, oszczędnie szafował
            swymi szczupłymi wojskami, nie angażował ich wszystkich do bitwy, do ostatniej
            chwili zachował silny odwód. Po rozbiciu wojsk moskiewskich przerzucił część
            wojska przeciw walczącym nadal cudzoziemcom. Gdy rozbił i tych, odwołał z
            pościgu jazdę i osaczył nią oba obozy wroga, a także piechotę cudzoziemską
            stojącą pod lasem. Sprawa nie była jednak łatwa. "Trudno było na nie [wroga]
            natrzeć konnym " - pisał potem do króla. - "Piechoty też nie było [więcej niż]
            sta mojej, i p. starosty Chmielnickiego, bośmy drugich przy obozie [pod Carowym
            Zajmiszczem] musieli zostawić, i niebyło sposobu tych ludzi zrazić [pobić]".
            Znając nastroje cudzoziemców hetman nie podejmował jednak nowej walki. Wolał
            spróbować innych sposobów. "Niektórzy nasi - pisał uczestnik bitwy Mikołaj
            Marchocki - nic nie czynili, tylko podjeżdżali, a wabili ich: kum! kum! kum! że
            przedało się ich wszystkich nad sto, na ostatku dali znać [cudzoziemcy], że
            chcą, traktować".
            Źródła historyczne różnie oceniają postawę cudzoziemców w bitwie pod Kłuszynem.
            Według Włocha Giovanniego Luny Anglicy i Szkoci od początku bitwy nie chcieli
            walczyć, natomiast Francuzi i Flamandowie walczyli dzielnie. Tymczasem autor
            Kroniki moskiewskiej Konrad Bussow twierdził, że już na początku bitwy dwa
            pułki jazdy francuskiej przeszły na polską stronę i wraz z Polakami strzelały
            do ludzi de la Gardiego i Moskwicinów, przyczyniając się do ich klęski.
            Natomiast porzucony na pastwę losu oddział piechoty niemieckiej stojący pod
            lasem bronił się przez pewien czas przed Polakami i zadał im znaczne straty.
            Dopiero gdy stracił nadzieję na pomoc ze strony biernie siedzącego w obozie
            Szujskiego, zdecydował się na rozmowy. Prawdopodobnie więc tylko część
            Francuzów uległa agitacji hetmana, pozostali natomiast walczyli aż do końca
            bitwy.
            Podczas rokowań hetman zgodził się puścić cudzoziemców wolno do domów pod
            warunkiem, że złożą przysięgę, iż nigdy w Moskwie nie będą służyć przeciw
            Rzeczypospolitej. Część z nich, zapewne kilkuset (wg innych źródeł aż 2500),
            wstąpiła na polską służbę.
            Wydaje się, że po klęsce na otwartym polu brat carski (Szujski) zupełnie
            stracił głowę i nie próbował w ogóle wpływać na zmianę losów bitwy. Usiłowali
            namówić go do działania kniaziowie Andriej Golicyn i Daniło Mezecki, którzy
            powrócili do obozu z kilkuset jeźdźcami i nie dawali jeszcze za wygraną.Wrócili
            też chory tego dnia de la Gardie i Horn. Widząc kapitulację stojących pod lasem
            cudzoziemców Dymitr Szujski chyłkiem uszedł z obozu i schronił się w lasach.
            Jego ucieczka wywołała powszechną panikę wśród pozostałych dowódców i żołnierzy.
            "Gnaliśmy ich (Moskwę) na mil dwie albo trzy " pisał Maskiewicz. " Więcej ich w
            pogoni poległo aniżeli na placu (bitwy)".
            Po bitwie:
            W pogoni uczestniczyło jednak niewiele wojska, większość bowiem rzuciła się
            plądrować obozy wroga. Zdobycz w nich rzeczywiście była obfita. Zwycięzcy
            wzięli mnóstwo złotych i srebrnych naczyń, drogich szat, futer sobolich, setki
            wozów, w których znajdowało się m.in. około 20 tys. florenów i 30 tys. rubli
            przeznaczonych na wypłatę dla cudzoziemców (Dymitr nie wypłacił ich przed
            bitwą, a to skłoniło m.in. zaciężników do rokowań z hetmanem). Zdobyli też
            kilkadziesiąt chorągwi, w tym adamaszkową obszytą złotym wzorem należącą do
            Dymitra, jego szyszak, szablę, buławę, karetę i wozy, wszystkie 11 dział.
            Cała bitwa trwała do pięciu godzin. Obie strony poniosły w niej duże straty.
            Źródła polskie wyolbrzymiają na ogół straty Rosjan i cudzoziemców.
            Tylko "Relacja o szczęśliwym powodzeniu oręża polskiego w Moskwie" podaje
            wiarygodnie, że cudzoziemców "do 700 na placu zabitych poległo, Moskwy w bitwie
            zginęło do 2000". Według historyka szwedzkiego Videkinga poległo tylko 500
            cudzoziemców. Do tych strat należy jeszcze dodać nieznaną bliżej liczbę
            zabitych podczas ucieczki. W sumie armia Szujskiego miała chyba nie więcej niż
            5 tys. zabitych. Wszyscy wodzowie ocaleli. Według Żółkiewskiego, Szujski
            stracił w ucieczce konia, a nawet obuwie, i dotarł do swoich "na lichej
            chłopskiej szkapinie". Natomiast de la Gardie, według Luny, został po drodze
            ograbiony i pobity kijami przezchłopów. Podobny los spotkał Horna.
            Straty polskie, według Żółkiewskiego, wynosiły ponad 100 zabitych towarzyszy,
            nie licząc pocztowych i piechurów (tych zwykle ginęło 2-3 razy więcej), a także
            400 zabitych koni. Było też wielu rannych.
            Tuż po bitwie, pościgu i rabunku obozu armia polska zawróciła pod Carowo
            Zajmiszcze. Żołnierz zaciężny wykazał niezwykłą wytrzymałość i hart ducha,
            skoro po nieprzespanej nocy, morderczej bitwie i intensywnym pościgu prawie
            natychmiast ruszył w drogę powrotną pod obóz Wałujewa i spędził w marszu drugą
            noc bez snu. Rosjanie nie zauważyli odejścia wojsk spod ich obozu i przez cały
            dzień 4 lipca zachowywali się biernie, chociaż musieli chyba słyszeć odgłosy
            strzałów spod niedalekiego przecież Kłuszyna. Gdy przed świtem wojska
            Żółkiewskiego wróciły na swoje pozycje pod obozem moskiewskim, czuwająca tutaj
            piechota dała upust swej radości, wznosząc gromkie okrzyki. Początkowo Rosjanie
            nie dawali wiary Polakom i dopiero następnego dnia widząc z dala pojmanych
            jeńców z armii Szujskiego i jego chorągwie uwierzyli w zwycięstwo Żółkiewskiego
            i przystali na rokowania. Hetman zresztą zgodził się na wysłanie grupy
            żołnierzy Wałujewa na pole bitwy pod Kłuszynem, by naocznie przekonali się o
            polskim zwycięstwie. W tej sytuacji wódz moskiewski przyjął łagodne warunki
            kapitulacji postawione przez hetmana. Rosjanie uznali władzę królewicza
            Władysława, złożyli mu przysięgę na wierność i dołączyli do sił hetmana
            wyruszających teraz na Moskwę. W zamian zagwarantowano im nienaruszalność
            terytorialną Państwa Moskiewskiego i odstąpienie od oblężenia Smoleńska, jeśli
            jego załoga uzna królewicza Władysława.
            Po bitwie Żółkiewski wzmocniony cudzoziemcami i oddziałami Wałujewa wyruszył na
            Moskwę. W kilka tygodni później, 27 lipca 1610 r., grupa propolskich bojarów
            pod przewodem Zachara Lapunowa obaliła skompromitowanego klęską kłuszyńską
            Wasyla Szujskiego i przejęła władzę. 3 sierpnia wojska hetmana stanęly u bram
            Moskwy. Zaczęły się rokowania. Owocem ich był układ z 27 sierpnia, na mocy
            którego Rosjanie uznali władzę
            • myth2004 Re: Kłuszyn 08.06.03, 22:49
              Po bitwie Żółkiewski wzmocniony cudzoziemcami i oddziałami Wałujewa wyruszył na
              Moskwę. W kilka tygodni później, 27 lipca 1610 r., grupa propolskich bojarów
              pod przewodem Zachara Lapunowa obaliła skompromitowanego klęską kłuszyńską
              Wasyla Szujskiego i przejęła władzę. 3 sierpnia wojska hetmana stanęly u bram
              Moskwy. Zaczęły się rokowania. Owocem ich był układ z 27 sierpnia, na mocy
              którego Rosjanie uznali władzę królewicza Władysława w zamian za obietnicę
              nienaruszalności terytorialnej Państwa Moskiewskiego. Polacy zobowiązali się
              też zachować dotychczasowy ustrój społeczny i polityczny Rosji, prawa Cerkwi
              prawosławnej, królewicz Władysław miał przyjąć prawosławie. Przyjazny Rosjanom
              Żółkiewski podpisał te warunki bez wiedzy króla licząc, że potwierdzi on zasady
              unii polsko-rosyjskiej.
              Po zawarciu układu 8 września Moskwa otworzyła bramy przed Polakami. Żółkiewski
              stanął z wojskiem na Kremlu, Wasyl i Dymitr Szujscy zostali jego jeńcami.
              Opuszczony przez większość stronników Dymitr Samozwaniec II zginął z rąk
              skrytobójców. Hetman został faktycznym panem Rosji. Ale wszystkie jego plany
              polityczne zniweczył niebawem Zygmunt III, który nie zaakceptował układu
              moskiewskiego, nadal oblegał Smoleńsk, sam chciał zostać carem.
              Świetne zwycięstwo hetmana pod Kłuszynem zostało zatajone przez dwór królewski,
              kontrastowało bowiem z niepowodzeniami wojsk Zygmunta III pod Smoleńskiem.
              Dopiero po zdobyciu Smoleńska w 1611 r. król uznał, że teraz jest zwycięzcą
              mogącym się pochlubić sukcesami swych podkomendnych.
              Sama wojna trwała jednak znacznie dłużej. Dopiero podpisany w 1618r. rozejm w
              Dywilinie przyznający Rzeczpospolitej ziemie: smoleńską, siewierską i
              czernihowską na jakiś czas unormował stosunki polsko-rosyjskie.
              Ocena bitwy:
              Pod Carowem Zajmiszczem Żółkiewski stanął wobec niesłychanie trudnego zadania.
              Został wzięty w kleszcze przez dwie grupy wojsk rosyjskich o wielokrotnej
              przewadze liczebnej. W tak trudnej sytuacji wykorzystał swoje środkowe między
              nimi położenie i pozostawiając część wojsk do blokady grupy pod Carowem
              Zajmiszczem (ok. 8tys. Rosjan blokowało 800 piechoty, 700 jazdy i ok. 4000
              Kozaków), z resztą wojsk ruszył pod Kłuszyn. Chciał zaskoczyć dufnego w swą
              przytłaczającą przewagę przeciwnika. Zaskoczenie jednak nie udało się. Pod
              Kłuszynem okazało się, że należy najpierw przygotować teren. W tym celu
              zabudowania i płoty otaczające obozy rosyjsk i i wojsk zaciężnych należało
              spalić. Ogień oczywiście zaalarmował przeciwnika, który miał czas przygotować
              się do boju. Sytuacja była niesłychanie trudna. Atak 5-krotnie liczniejszego,
              mającego oparcie w obozach wroga, graniczył z szaleństwem. Co prawda Żółkiewski
              umiejętnie stosował ekonomię sił, dokonywał trafnych wyborów (np. jeśli chodzi
              o kolejność ataków poszczególnych ugrupowań), ale wszystko to nie musiało (przy
              lepszym dowodzeniu strony przeciwnej) doprowadzić do sukcesu. Polacy mimo
              wszystko mieli w tej bitwie sporo szczęścia.
              Jak więc należy ocenić samego Żółkiewskiego? Czy był to geniusz, czy szaleniec,
              zadufany w sobie pyszałek? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zdać sobie
              sprawę jaka była alternatywa. Pozostanie pod Carowem Zajmiszczem groziło
              katastrofą (w chwili nastąpienia armii Szujskiego), plan zaatakowania wojsk
              Szujskiego pod Kłuszynem mógł się skończyć pełnym sukcesem pod tym jednak
              warunkiem, że (tak jak to planował Żółkiewski) wykorzysta się czynnik
              zaskoczenia. Nie była więc to decyzja szaleńca.
              Zaskoczenie jak już wcześniej pisałem nie udało się i Żółkiewski stanął przed
              alternatywą: uderzać, czy wycofać się. Odwrót niczego by nie zmienił w ogólnym
              położeniu armii polskiej, doprowadzić mógłby tylko do upadku morale. Żółkiewski
              miał jednak bardzo poważny atut w ręku- ponad 5,5 tys. doborowej husarii, z
              którą nie musiał się obawiać starć w otwartym polu. Postanowił spróbować
              szczęścia. Udało mu się spędzić przeciwnika z pola, ale pozostały jeszcze dwa
              obozy, o których zdobyciu niemiał co marzyć (bez dużej ilości piechoty, której
              pod Kłuszynem nie miał, a tą co miał - w niewystarczającej zresztą liczbie-
              wykorzystał pod Carowem Zajmiszczem). Ale doprowadził w ten sposób przynajmniej
              do upadku ducha we wrogich obozach (co na jakiś czas chronił go przed ofensywą
              z ich strony). W tej sytuacji wykorzystał jeszcze swój jeden talent- zdolności
              dyplomatyczne. Przeciągając cudzoziemców na swoją stronę doprowadził do
              całkowitego upadku ducha wśród Rosjan. Wszystkie więc działania jakie
              podejmował Żółkiewski miały szansę powodzenia. Były z góry obliczone i
              wyrachowane. Każda z decyzji jaką podejmował prowadziły do poprawienia sytuacji
              wojsk polskich. I choć wynik końcowy przerósł oczekiwania- nie było to dziełem
              li tylko przypadku.
              Rola husarii:
              Rola husarii w bitwie była dominująca. W skład liczącej ok. 6800 ludzi armii
              polskiej wchodziło aż 5556 husarzy. Jej znaczenie nie wynikało jednak tylko z
              jej liczby. Husaria przez wielokrotnie ponawiane szarże (niektóre chorągwie
              szarżowały nawet 8-10 razy) eliminowała z walk kolejno poszczególne siły
              przeciwników. W bitwie tej, jak w mało której uwidacznia się jej wartość bojowa.


              Oprócz jej olbrzymiej wytrzymałości i odporności pokazała także, że jest jazdą
              uniwersalną. Potrafiła ona pokonywać jazdę tak wschodniego (lekka jazda
              moskiewska), jak i zachodniego (zaciężni rajtarzy) typu. Przełamywała piechotę
              zachodnią (mimo bardzo ciężkich warunków- o czym dalej). Ale właśnie ta bitwa
              pokazała, że nawet husaria ma słabe punkty. Na uwagę zasługuje moment, gdy w
              czasie bitwy husaria próbuje spędzić z pola zaciężną piechotę cudzoziemską.
              Okazało się, że tak zdawałoby się nieistotna przeszkoda jaką był jedynie w
              części rozebrany płot, potrafi stać się mocnym oparciem dla walczącj zza niego
              piechoty. Jedynie własna piechota (bardzo zresztą nieliczna) wsparta ogniem
              dwóch działek, była w stanie zmusić przeciwnika do odstąpienia od tej osłony.
              Pozbawieni jej stali się już łatwym łupem dla kolejnego ataku husarii. O czym
              to świadczy?
              Należy pamiętać, że nigdy w historii nie było, nie ma i nie będzie jakiegoś
              typu wojsk, które zawsze będą zwyciężać. Każde zwycięstwo jest sumą bardzo
              wielu czynników z których wartość bojowa danej formacji jest tylko jednym z
              nich (czasem mniej, czasem bardziej znaczącym). Na zwycięstwo lub porażkę
              wpływają także inne- takie jak umiejętność wykorzystania walorów własnych,
              umiejętność skorzystanie ze słabych stron przeciwnika a neutralizowania mocnych
              i wiele, wiele innych. Rola dowódcy polega na tym aby wszystkie te czynniki
              sprowadził do poziomu dla siebie optymalnego, aby to równanie z wieloma
              zmiennymi rozwiązać lepiej niż przeciwnik.
              Dlaczego piszę o tym w tym miejscu? Dlaczego poruszam te sprawy akurat tutaj,
              przy opisie tak spektakularnego zwycięstwa polskiej husarii? Przecież od 110
              lat (tzn. od chwili jej powstania) nie poniosła ona żadnej klęski.
              Niejednokrotnie pokonywała w tym czasie wielokrotnie liczniejszego przeciwnika.
              Szło za nią powiedzenie "gdzie husaria- tam zwycięstwo". A jednak.
              A jednak nigdy nie należy zapominać, że prędzej czy później znajdzie się ktoś,
              kto będzie umiał lepiej układać i rozwiązywać równania. I taki ktoś w końcu się
              znalazł. Ale to już inna, późniejsza historia. Tutaj najważniejsze jest
              zwrócenie uwagi na rzecz pozornie oczywistą. Sama kawaleria nie jest w stanie
              sprostać wszystkim zadaniom. W przypadku husarii mogliśmy o tym zapomnieć
              patrząc na jej błyskotliwe zwycięstwa. Ba! Może się to wydawać zaskakujące, ale
              husaria wykazała się nawet taką umiejętnością jak zdobywanie zamków (jak to
              miało miejsce parę lat wcześniej- w stosunku do opisywanej bitwy- w
              Inflantach). Odnotujmy więc: umocnienia polowe -nawet te prowizoryczne- są w
              stanie bardzo ograniczyć skuteczność działań kawalerii (w tym oczywiście także
              husarii).


              • Gość: mjabol Re: Kłuszyn IP: *.acn.waw.pl 08.06.03, 23:41
                A to dla wszystkich zainteresowanych tym okresem, ciekawy link o Aleksandrze
                Lisowskim, twórcy legendarnej formacji Lisowczyków.

                www.videa.com.pl/zag/lisowczycy.htm
                Warto poczytać. Hardych mieliśmy rotmistrzów!
              • Gość: mjabol Re: Kłuszyn - o husarii uwag kilka IP: *.acn.waw.pl 09.06.03, 00:33
                myth2004 napisał:


                >>
                > Oprócz jej olbrzymiej wytrzymałości i odporności pokazała także, że jest
                jazdą
                > uniwersalną. Potrafiła ona pokonywać jazdę tak wschodniego (lekka jazda
                > moskiewska), jak i zachodniego (zaciężni rajtarzy) typu. Przełamywała
                piechotę
                > zachodnią (mimo bardzo ciężkich warunków- o czym dalej). Ale właśnie ta
                bitwa
                > pokazała, że nawet husaria ma słabe punkty. Na uwagę zasługuje moment, gdy w
                > czasie bitwy husaria próbuje spędzić z pola zaciężną piechotę cudzoziemską.
                > Okazało się, że tak zdawałoby się nieistotna przeszkoda jaką był jedynie w
                > części rozebrany płot, potrafi stać się mocnym oparciem dla walczącj zza
                niego
                > piechoty. Jedynie własna piechota (bardzo zresztą nieliczna) wsparta ogniem
                > dwóch działek, była w stanie zmusić przeciwnika do odstąpienia od tej
                osłony.
                > Pozbawieni jej stali się już łatwym łupem dla kolejnego ataku husarii. O
                czym
                > to świadczy?
                > Należy pamiętać, że nigdy w historii nie było, nie ma i nie będzie jakiegoś
                > typu wojsk, które zawsze będą zwyciężać. Każde zwycięstwo jest sumą bardzo
                > wielu czynników z których wartość bojowa danej formacji jest tylko jednym z
                > nich (czasem mniej, czasem bardziej znaczącym). Na zwycięstwo lub porażkę
                > wpływają także inne- takie jak umiejętność wykorzystania walorów własnych,
                > umiejętność skorzystanie ze słabych stron przeciwnika a neutralizowania
                mocnych
                >
                > i wiele, wiele innych. Rola dowódcy polega na tym aby wszystkie te czynniki
                > sprowadził do poziomu dla siebie optymalnego, aby to równanie z wieloma
                > zmiennymi rozwiązać lepiej niż przeciwnik.
                > Dlaczego piszę o tym w tym miejscu? Dlaczego poruszam te sprawy akurat
                tutaj,
                > przy opisie tak spektakularnego zwycięstwa polskiej husarii? Przecież od 110
                > lat (tzn. od chwili jej powstania) nie poniosła ona żadnej klęski.
                > Niejednokrotnie pokonywała w tym czasie wielokrotnie liczniejszego
                przeciwnika.
                >
                > Szło za nią powiedzenie "gdzie husaria- tam zwycięstwo". A jednak.
                > A jednak nigdy nie należy zapominać, że prędzej czy później znajdzie się
                ktoś,
                > kto będzie umiał lepiej układać i rozwiązywać równania. I taki ktoś w końcu
                się
                >
                > znalazł. Ale to już inna, późniejsza historia. Tutaj najważniejsze jest
                > zwrócenie uwagi na rzecz pozornie oczywistą. Sama kawaleria nie jest w
                stanie
                > sprostać wszystkim zadaniom. W przypadku husarii mogliśmy o tym zapomnieć
                > patrząc na jej błyskotliwe zwycięstwa. Ba! Może się to wydawać zaskakujące,
                ale
                >
                > husaria wykazała się nawet taką umiejętnością jak zdobywanie zamków (jak to
                > miało miejsce parę lat wcześniej- w stosunku do opisywanej bitwy- w
                > Inflantach). Odnotujmy więc: umocnienia polowe -nawet te prowizoryczne- są w
                > stanie bardzo ograniczyć skuteczność działań kawalerii (w tym oczywiście
                także
                > husarii).
                >
                >


                Zamieszczam link do ciekawego, sumjącego rozwój husarii artykułu:
                www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=195
                Trochę potrzebnego w tej kwestii krytycyzmu zawsze się przyda.

                Faktem jest iż w czasach Kircholmu czy Kłuszyna husaria osiągnęła szczytową
                formę.
                Jak napisał J.Wimmer w monumentalnym dziele " Historia oręża polskiego" w
                husarii okresu Batorego i Zygmunta III walczyło najbardziej wszechstonnie
                wyszkolone i bitne pokolenie szlacheckie jakie istniało w dziejach
                Rzeczpospolitej szlacheckiej.
                Dbano o wszechstronne wyszkolenie husarzy którzy przechodzili prawdziwą szkołe
                życia w wojskach kwarcianych a dowództwo dbało o rotacje aby wyszkolić
                możliwie dużą ich liczbę. Jednym z elementów szkolenia bodajże najbardziej
                wymagającym były dalekie patrole i zagony w step gdzie żołnierze byli zdani
                tylko na siebie. Do tego ćwiczenia w chorągwi, z koniem, intensywna szermierka
                i strzelanie. Jako iż w ostatniej ćwierci XVI w husaria stanowiła do 80%
                całej kawaleri, która stanowiła zaś blisko 90% całych wojsk to siłą rzeczy
                husarze musieli być uniwersalni. Później niestety tego zabrakło, stąd często
                niższa zdolnośc bojowa "świerzych " chorągwi.
                Ponadto niewiele osób zwraca uwagę na następującą kwestie : stopień
                uzawodowienia wojska, czyli długość służby poszczególnych żołnierzy.
                Im niestety Rzeczpospolita była w gorszym położeniu tym ten stopien niższy, na
                co miało oczywiście wpływ spadek atrakcyjności służby wojskowej. W końcu kto
                lubi dostawać po dupie.
                W czasach Sobieskiego aż 90% żołnierzy odchodziło ze służby przed upływem
                pięciu lat wprost odwrotnie do początku XVIIw.
                Innym elementem świadczącym o wysokiej wartości tej formacji byli ludzie
                którzy w niej służyli. Ok. 1600r żołd kwartalny husarza wynosił 19złp,
                piechura 16złp, a trzeba pamiętać że koszty wystawienia pocztu były ogromne.
                W 1660r. Jan Poczbut-Odlanicki, litewski husarz pisał w swym pamiętniku iż
                żołdu otrzymuje 250zł ( początki ery Boratiniego) rocznie, a na wystawienie
                czteroosobowego pocztu musi zapłacić 1600zł. Tak więc dopiero po blisko
                siedmiu latach zwróciłyby mu się koszty, a przecież ponoszono, zwłaszcza w
                koniach spore straty i żołdu nie można było się doczekać.
                Tak więc na tej służbie dorobić się nie mozna było a raczej sporo stracić.
                Stąd w husarii służyli bogaci synowie szlacheccy, na ogół ( zwłaszcza
                przed "potopem") starannie wykształceni, honorowi, z silnym poczuciem
                obywatelskiego obowiązku. To wszystko, łącznie z ich postawą ogromnie wpływało
                na wyjątkowe walory tej jazdy.
                Husaria posiadała też i wady : owo pochodzenie towarzyszy skłaniało do
                wybujałego indywidualizmu, wręcz sobiepaństwa co z kolei miało ogromny wpływ
                na niekarnośc tego wojska czego historia dała szereg często haniebnych
                przykładów.
                Ale to temat szeroki więc na dzisiaj skończe.
              • Gość: jarek Re: Kłuszyn IP: *.fastres.net 09.06.03, 22:04
                Po przeczytaniu o tej bitwie i o Kircholmie zdaje sobie jeszcze raz sprawe ,ze najgorszym krolem niestety byl Zygmunt III Wasa, czy nie mogl on brac udzialu w wojnie XXX letniej po drugiej stronie.
                • myth2004 Re: Kłuszyn 09.06.03, 22:23
                  Niestety, ścieżek historii nie da się już zmienić, pozostaje nauka na
                  przyszłość.
                  Rodzi się jednak pytanie: na ile jesteśmy w stanie wyciągać skuteczne wnioski z
                  lekcji życia, jakiej udziela nam domena Klio?

                  Pzdrv
                • Gość: mjabol Re: Kłuszyn IP: *.acn.waw.pl 09.06.03, 23:37
                  Gość portalu: jarek napisał(a):

                  > Po przeczytaniu o tej bitwie i o Kircholmie zdaje sobie jeszcze raz
                  sprawe ,ze
                  > najgorszym krolem niestety byl Zygmunt III Wasa, czy nie mogl on brac
                  udzialu
                  > w wojnie XXX letniej po drugiej stronie.

                  Jak sobie wyobrażasz udział Rzeczpospolitej w trakcie wojny XXX -letniej po
                  tej "drugiej" stronie? Bo dla mnie jest to ciężkie do wyobrażenia.

                  Co do Zygmunta III Wazy - chyba zbyt surowo oceniacie naszego prostodusznego
                  monarchę. Postać szalenie kontrowersyjna, wokół której narosło tyle legend i
                  rozbieżności, że chyba nigdy nie rozplączemy tej "pajęczyny"
                  Sytuacje komplikuje jeszcze fakt 44-letniego okresu panowania tego wladcy a
                  wiec szalenie długiego, a dodać należy iż także niezwykle burzliwego.
                  Wiele przed nami jeszcze tajemnic.
        • wielki_czarownik Muszisz podzielić wątek na kilka części. 08.06.03, 22:46
          Bo forum nie pozwala na pisanie zbyt długich tekstów na raz.
          • myth2004 Re: Muszisz podzielić wątek na kilka części. 08.06.03, 22:55
            Wreszcie koniec:-))) (powyżej).
      • szarywilk Hmmm.... mam strone.... 17.06.03, 12:39
        ...jest bardzo podobna w opisie do zamieszczonego przez mytha2004...

        strony.wp.pl/wp/szymbid/kluszyn.htm

        myśle ze wiele można sie tam dowiedziec, życze miłej lektury..pozdrw.
    • windows3.1 jednak wolę Kircholm 12.06.03, 09:13
      chyląc głowę przed elokwencją mytha muszę jednak powiedzieć, że od Kłuszyna
      wolę Kircholm.

      1. układ sił był podobny, a mimo wszystko wydaje mi się, że armia szwedzka była
      groźniejsza od rosyjsko-zaciężnej.

      2. do mojej wyobraźni przemawia fakt, że wszystko rozegrało sie w ciągu
      kilkudziesieciu minut (o ile dobrze pamiętam jak mnie uczył pewien pułkownik)

      3. proporcja strat była niewyobrażalna, nieporównywalna do Kłuszyna

      4. Kircholm był chyba najlepszą w historii egzemplifikacją działań husarii.

      Oczywiście Żółkiewski pod Kłuszynem miał znacznie większe szanse wykazania się
      jako dowódca niż Chodkiewicz pod Kircholmem (co pokazują posty mytha), ale
      pytanie było o bitwę, a nie o dowódcę.
      • Gość: mjabol Re: jednak wolę Kircholm, a ja także Kłuszyn IP: *.acn.waw.pl 12.06.03, 13:08
        windows3.1 napisała:

        > chyląc głowę przed elokwencją mytha muszę jednak powiedzieć, że od Kłuszyna
        > wolę Kircholm.


        Kurwa mać, jaka elokwencja - chyba w operowaniu klawiszami ctrl+ i ctrl + v.
        Tekst jest zerżnięty ze strony :
        www.jest.art.pl/kluszyn.html
        a jego autorem jest pan Radosław Sikora.

        Mnie uczono, że jak sie cytuje czyjeś pracę to podaje sie nazwisko autora i
        źródło z którego ono pochodzi.
        Zadałem sobie trud i porównałem oba teksty niemal zdanie po zdaniu i są do
        siebie podobne toczka w toczkę. Może to przypadek? Jeśli tak to przepraszm ale
        wątpie w takie cuda. Ale cóż w czasach gdy co szósta praca dyplomowa jest
        pisana za pieniądze a wiele jest żywcem zerżniętych z książek takie rzeczy
        mnie nie dziwią.


        Wracając do tematu - ja między obydwiema bitwami stawiam znak równości,
        traktując taki miniranking oczywiście jako zabawę.

        > 1. układ sił był podobny, a mimo wszystko wydaje mi się, że armia szwedzka
        była
        >
        > groźniejsza od rosyjsko-zaciężnej.

        To jednak pod Kłuszynem przeciwnik miał większą przewagę liczebną wyrażoną w
        stosunku 35 tys do 6800 Polaków a więc a więc 5:1, choć jak słusznie napisał
        Wimmer w " Historii oręża polskiego " 15 tys Moskwiczan to były ciury obozowe
        niemal pozbawione wartości bojowych.
        Pod Kircholmem stosunek sił polskich do przeciwnika tez oczywiście nie był dla
        nas korzystny. ZACYTUJE za Wisnerem ( " Kircholm 1605 " wyd Bellona,
        seria "Historyczne bitwy" ) :
        Szwedzi : wg Naranowicza - Narońskiego, wg Hniłki - 11340
        wg. Laskowskiego - 14120
        wg St. Herbsta - 10000
        To najbardziej uśrednione dane choć Wisner za najbardziej wiarygodne uznaje
        liczby 11 - 12 tyś Szwedów.
        Litwini: wg Naranowicza - 4350
        wg Laskowskiego 3700
        wg Herbsta - 3600
        Stosunek najmniej korzystny dla nas to 1:4, najbardziej korzystny to 1:3,
        niemniej przewagę mieli ogromną. Sytuacja obu wojsk niemal równie
        niekorzystna. Chodkiewicz miał za plecami Dźwine, Żółkiewski perspektywe
        chaotycznej ucieczki przez wrogie tereny a wobec wielkiej przewagi liczebnej w
        przypdku klęski - rzeź wlasnych wojsk. Walory bojowe obydwu przeciwnych armii
        znacznie niższe od polskiej.

        > 2. do mojej wyobraźni przemawia fakt, że wszystko rozegrało sie w ciągu
        > kilkudziesieciu minut (o ile dobrze pamiętam jak mnie uczył pewien pułkownik)

        Rozbito kawalerię, ale takie starcia zawsze trwały krótko. Franciszek Kudelka
        tak napisał ( Kircholm 1605 ... ) : "właściwa bitwa zaczęła się około 1 z
        południa i najdalej w przeciągu 15 - 20 min, z natury walki konnej, skończyć
        sie musiała, potem rzeź i pogoń do wieczora".
        Po zniszczeniu prawego skrzydła ( rajtaria )zniszczono lewe skrzydło pod
        Brandtem. Ten etap faktycznie trwał krótko, i rozstrzygnął losy bitwy. Jednak
        związana walką, z husarią Wojny, piechota szwedzka pierwszego rzutu broniła
        się zaciekle i gdyby nie atak litewskich piechurów i skoncentrowany ostrzał
        tych kilku działek, husarii zniszczenie piechoty mogłoby zając nadspodziewanie
        dużo czasu. Trzeci rzut został zmieszany przez uciekajacych rajtarów
        szwedzkich, a reszta broniła sie jeszcze wokół kościółka w Kircholmie.
        Porównując Kłuszyn do Kircholmu weź pod uwagę że pole działania ograniczał
        znacznie płot który tam stał, a uniemożliwiając jak mi się wydaje dokonanie
        ataku oskrzydlającego tak jak dokonał tego plk Dąbrowa czy Laacki pod
        Kircholmem. Bo tylko tym można wytłumaczyć ataki frontalne husarii - ciasnotą
        manewru. ( zresztą widac to wyraźnie na mapach, do sprawdzenia nawet w
        encyklopedi )
        Długość bitwy tym właśnie można wytłumaczyć - wielka przewagą liczebną oraz
        niemozliwością wykorzystania uderzenia flankowego.

        > 3. proporcja strat była niewyobrażalna, nieporównywalna do Kłuszyna

        Ponieważ sami Szwedzi sobie na to zasłużyli. Piechota nieoszańcowana, niemal
        pozbawiona pikienierów idąca w niuporządkowanym czworoboku rozciągniętym
        wskutek bezsensownego pospiechu była łatwym celem.
        Rajtaria wyginęła głównie podczas paniczne ucieczki na brodach a pamiętajmy że
        to panika jest najgorszym wrogiem żołnierza .
        Pod Kłuszynem zwykły płot wstzymał uderzenie husarii, za plecami wojska
        Szujskiego miały oszańcowany obóz a strat uniknęli bo znaczna część Moskwy po
        lasach się rozpieszchła.

        > 4. Kircholm był chyba najlepszą w historii egzemplifikacją działań husarii.

        Kłuszyn chyba też, zwłaszcza że ciężar walk spadł głównie na jej barki.
        Piechoty prawie nie było a i Kozaków nie wiele.

        > Oczywiście Żółkiewski pod Kłuszynem miał znacznie większe szanse wykazania
        się
        > jako dowódca niż Chodkiewicz pod Kircholmem (co pokazują posty mytha), ale
        > pytanie było o bitwę, a nie o dowódcę.

        Obydwaj mieli równe szanse i obydwaj wykazali się jako wybitni wodzowie.
        Niezapominajmy jednak o innych współautorach suskcesu. Pułkownikom husarskim
        Wojnie, Dąbrowie, Lackiemu czy z Kłuszyna - Dunikowskiemu, Strusiowi,
        Poryckiemu czy Zborowskiemu.
        Obydwie bitwy w niemniejszym stopniu rozsławiły ich imiona.pozd
        • myth2004 Re: jednak wolę Kircholm, a ja także Kłuszyn 12.06.03, 13:29

          >
          > Kurwa mać, jaka elokwencja - chyba w operowaniu klawiszami ctrl+ i ctrl + v.
          > Tekst jest zerżnięty ze strony :
          > www.jest.art.pl/kluszyn.html
          > a jego autorem jest pan Radosław Sikora.
          >
          > Mnie uczono, że jak sie cytuje czyjeś pracę to podaje sie nazwisko autora i
          > źródło z którego ono pochodzi.
          > Zadałem sobie trud i porównałem oba teksty niemal zdanie po zdaniu i są do
          > siebie podobne toczka w toczkę. Może to przypadek? Jeśli tak to przepraszm
          ale
          > wątpie w takie cuda. Ale cóż w czasach gdy co szósta praca dyplomowa jest
          > pisana za pieniądze a wiele jest żywcem zerżniętych z książek takie rzeczy
          > mnie nie dziwią.
          >
          >


          Masz oczywistą rację.
          Pierwszy raz wklejałem na tym forum taki długi tekst i jak widać miałem z tym
          spore problemy.
          Niestety po wklejeniu nie sprawdziłem wszystkiego jako całości. Teraz
          sprawdziłem dokładniej i widzę powtórzenia oraz brak podania źródła.
          Za niezamierzone opuszczenie autora (którym rzeczywiście jest R. Sikora)
          przepraszam.
          • Gość: mjabol Re: jednak wolę Kircholm, a ja także Kłuszyn IP: *.acn.waw.pl 12.06.03, 17:32
            myth2004 napisał:


            > Masz oczywistą rację.
            > Pierwszy raz wklejałem na tym forum taki długi tekst i jak widać miałem z
            tym
            > spore problemy.
            > Niestety po wklejeniu nie sprawdziłem wszystkiego jako całości. Teraz
            > sprawdziłem dokładniej i widzę powtórzenia oraz brak podania źródła.
            > Za niezamierzone opuszczenie autora (którym rzeczywiście jest R. Sikora)
            > przepraszam.

            Nie ma sprawy, każdemu może sie zdarzyć, grunt to trochę samokrytycyzmu.
            Swoją drogą szkoda, że nie ma monografi Kłuszyna np. z serii "Historyczne
            bitwy". Tak jak nie ma Byczyny i Trzciany wraz całą wojną o ujście Wisły.
            • myth2004 Re: jednak wolę Kircholm, a ja także Kłuszyn 12.06.03, 20:53
              Po prostu jest to jeden z ciekawszych tekstów o Kłuszynie jaki było mi dane
              poznać (przy okazji dziękuję p. Radosławowi Sikorze i jeszcze raz przepraszam
              za niezamierzone pominiecie autorstwa - co, muszę przyznać, gryzie mnie dość
              mocno) dlatego uważałem, że warto przedstawić go na tym forum.
              Jak to mówią mądry Polak po szkodzie, zatem mam przynajmniej nauczkę na
              przyszłość, by dokładniej sprawdzać swoje posty (jak działa to forum w kwestii
              wklejania dłuższych tekstów na własnej skórze poznałem), lub (co wydaje się
              lepszym rozwiązaniem) podawać po prostu link. Uniknie się wówczas
              niepotrzebnych nieporozumień.

              PS cieszę się, iż w kwestii Kłyszyna nie jestem odosobniony.

              Pzdrv

        • windows3.1 no to prawie mnie przekonałeś. 12.06.03, 15:29
          no to prawie mnie przekonałeś.

          Co z tego, kiedy nadal wolę Kircholm. Jakoś dobrze mi to robi po wczorajszych
          wydarzeniach.
          • Gość: mjabol Re: no to prawie mnie przekonałeś. IP: *.acn.waw.pl 12.06.03, 17:33
            windows3.1 napisała:


            >
            > Co z tego, kiedy nadal wolę Kircholm. Jakoś dobrze mi to robi po
            wczorajszych
            > wydarzeniach.

            Gdybyśmy mieli takich piłkarzy jak kiedyś husarie to pewnie mielibyśmy
            mistrzostwo świata a na pewno Europy.pozd
    • Gość: slymsc Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża IP: *.skierniewice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.06.03, 09:50
      Czy ja wiem. W historii mieliśmy wiele takich bitew, trudno się zdecydować na
      którąkolwiek. Jeżeli chodzi jednak o wybranie bitwy w której Polacy
      najbardziej błysnęli to wymienię 2-3: Samosierra, Kircholm, Kłuszyn, choć po
      głowie chodzi mi także obrona pewnego zamku w Hiszpanii przez niewielki
      oddział polski.
      • windows3.1 co to za zamek? 17.06.03, 10:48
        jeśli chodziło Ci o zaintrygowanie ciekawych, to w moim przypadku zaliczyłeś
        pełen sukces. Jeśli chodziło Ci o zawstydzenie leniwych i ignorantów, to w moim
        przypadku też pełen sukces.

        No to teraz napisz co to za zamek itd itp.
    • swarozyc Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża 17.06.03, 15:49
      a nasza malutka Westerplatte? 300 zabitych Niemcow, 15 wlasnych, 7 dni wiazala
      znacznie wieksze sily niemiecke..
      A co o Grunwaldzie? Pierwszy raz moglismy odetchnac...
      • Gość: barnaba Re: Najznakoitsze bitwy polskiego oręża IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 17.06.03, 16:26
        swarozyc napisała:

        > a nasza malutka Westerplatte? 300 zabitych Niemcow, 15 wlasnych, 7 dni
        wiazala
        > znacznie wieksze sily niemiecke..

        Westerpaltte to niewielka potyczka o znaczeniu jedynie psychologicznym.
        Niestety.

        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka