Dodaj do ulubionych

zwycięzców nikt nie sądzi

12.06.03, 02:23
www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=957
okazuje sie że osławiona dywizja pancerna Maczka popełniła zbrodnie wojenne
amerykanie tacy swieci a z jencami niemieckimi też sie nie patyczkowali
Obserwuj wątek
    • wielki_czarownik Szczerze mówiąc niemcom się należało. /nt 12.06.03, 09:30
    • wielki_czarownik A dla równowagi zbrodnia amerykańska. 12.06.03, 09:43
      Zapewne wszyscy słyszeli o zatopieniu "Laconii"? Otóż był to uzbrojony statek
      który został zatopiony przez U156. Pech chciał, że wtedy na pokłądzie "Laconii"
      znajdowało się oprócz cywili całe mnóstwo jeńców wojennych - niemców i włochów.
      Niemcy nadali otwartym tekstem wiadomość, że przystępują do akcji ratowniczej.
      Okręt podwodny U156 miał na swoim pokładzie kilkudziesięciu rozbitków. Ponadto
      płynął na powierzchni holując kilka łodzi z rozbitkami - w tym polakami i
      anglikami, kobietami i dziećmi. Został zauważony przez
      brytyjskiego "Liberatora", ale brytyjczycy widząc flagę czerwonego krzyża
      zatoczyli krąg nad okrętem. W tym czasie U-boot zasygnalizował, że ma na
      pokładzie jeńców. Brytyjczycy odlecieli nie atakując okrętu. W pół godziny
      potem okręt został zaatakowany - i to dwukrotnie przez amerykański bombowiec. W
      wyniku tej akcji zginęło kilkaset osób - nie da się policzyć dokładnie (około
      200). Oprócz niemców i włochów zginęli też anglicy, polacy i cywile - w tym
      kobiety i dzieci. Na sygnał o tym inne U-Booty zaniechały akcji ratowniczej.
      Ogółem uratowało się 66 osób. Na pokładzie było 2800 ludzi, z czego 80 kobiet i
      dzieci.
      • Gość: Sos Re: A dla równowagi zbrodnia amerykańska. IP: *.bmj.net.pl 12.06.03, 11:10
        Cała wojna koreańska i wietnamska były prowadzone w sposób zbrodniczy
        (dodajmy, że przez obie strony, ale Amerykanie mieli lepsze wyniki ze względu
        na przytłaczającą przewagę techniczną).
        • Gość: Lechu Re: A dla równowagi zbrodnia amerykańska. IP: *.dip.t-dialin.net 12.06.03, 11:37
          Czy możesz w swej zdumiewającej inteligencji i wiedzy podać przykład chociaż jednej wojny prowadzonej z jednoskami nieregularnymi, czy partyzanckimi, prowadzonej "czystymi" metodami? Czekam niecierpliwie na fakty.

          Jakich to zbrodni dokonali Amerykanie w Korei?
          • wielki_czarownik Żadna wojna nie jest czysta. Każda jest zbrodnią. 12.06.03, 12:28
            Po każdej stronie służą zwykli ludzie - normali i nie, spokojni i cholerycy,
            zrównoważeni i frustraci, opanowani i nie. I zawsze będą się tam zdarzały
            zbrodnie i przestępstwa. Można jeszcze zrozumieć, że żołnierz na polu bitwy lub
            po bitwie zabije jeńców, bo on robi to "w afekcie" - pod wpływem strachu,
            stresu i zemsty. Gorzej jeżeli zbrodnię na zimno planują najwyżsi dowódcy.
      • Gość: Tomson No proszę :o( IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 15.05.04, 20:00
        Mimo mojego ogólnie znanego stosunku do Ameryki daleki byłem od krytykowania
        ich za cokolwiek w czasie IIWŚ, a tu takie coś...
    • windows3.1 niewykluczone 12.06.03, 10:00
      Czy rozstrzelanie przez maczkowców ponad tysiaca niemieckich jeńców pod
      Chambois jest możliwe? Oczywiście.

      Po pierwsze, od czasu zajęcia 18.8. przez Polaków „wzgórza maczuga” do 21.8,
      kiedy kanadyjczycy uszczelnili kocioł, Polacy toczyli niezwykle zacięte walki,
      częściowo w okrążeniu. W takich sytuacjach kilkudziestogodzinny nieustanny
      stres robi z żołnierza automat, a odreagowanie w chwili ustąpienia zagrożenia
      może się różnie objawiać – również mordowaniem jeńców. Po drugie Polacy, którzy
      zajmowali pozycje w środku przelewajacej się na północny-wschód niemieckiej
      rzeki, nie bardzo byli w stanie utrzymywać jeńców; w spokojniejszych okresach
      odprowadzali ich do linii amerykańskich na wschodzie.

      Z drugiej strony, kwestia jeńców wziętych pod Falaise to jedna wielka
      niewiadoma. W zeszłym bodaj roku toczyłem na ten temat debatę na www.onwar.com,
      starając się m.in. na podstawie liczby jeńców oszacować liczbę zamkniętych w
      kotle Niemców. Polacy przekazywali swoich jeńców Amerykanom, Kanadyjczycy
      swoich Anglikom, ale wszyscy liczyli ich jako własnych; w rezultacie liczba
      jeńców urosła do gigantycznych rozmiarów. W tym chaosie trudno o wiarygodne
      informacje. Teza Ambrose (a propos, gdzie tą książkę można w Polsce dostać?)
      jest oparta na dość wątłej, jakby nie było, podstawie – informacji niejakiego
      kapitana Watersa oraz kalkulacji że 1500 minus 200 = 1300. Oczywiście trudno
      oczekiwać od Polaków że będą się chwalić takim mordem, ale widocznie Ambrose
      nie dokopał się do źródeł niemieckich, a tych 200 ocalałych na pewno nie
      pozwoliłoby sprawie oddalić się w niepamięć... Poza tym, wymordowanie 1300
      ludzi to spory problem, musiałoby to trwać godzinami.... Wreszcie, góry zwłok
      leżałyby na ogromnej przestrzeni, nie mogłoby to ujść uwagi Brytyjczyków,
      Kanadyjczyków, Amerykanów czy choćby Francuzów...

      Zapytam na www.feldgrau.com, tam pisze międzynarodowe towarzystwo, może Niemcy
      coś wiedzą.




      PS. Rzeczywiście była reguła niestrzelania do spadochroniarzy w locie? Wydawało
      mi się to raczej powszechne, od Krety przez Bukrin po Arnheim.
      • Gość: Marcin Re: niewykluczone IP: *.sympatico.ca 12.06.03, 15:05
        windows3.1 napisała:

        > Czy rozstrzelanie przez maczkowców ponad tysiaca niemieckich jeńców pod
        > Chambois jest możliwe? Oczywiście.
        >
        > Po pierwsze, od czasu zajęcia 18.8. przez Polaków „wzgórza maczuga”
        > do 21.8,
        > kiedy kanadyjczycy uszczelnili kocioł, Polacy toczyli niezwykle zacięte
        walki,
        > częściowo w okrążeniu. W takich sytuacjach kilkudziestogodzinny nieustanny
        > stres robi z żołnierza automat, a odreagowanie w chwili ustąpienia
        zagrożenia
        > może się różnie objawiać – również mordowaniem jeńców. Po drugie Polacy,
        > którzy
        > zajmowali pozycje w środku przelewajacej się na północny-wschód niemieckiej
        > rzeki, nie bardzo byli w stanie utrzymywać jeńców; w spokojniejszych
        okresach
        > odprowadzali ich do linii amerykańskich na wschodzie.
        >
        > Z drugiej strony, kwestia jeńców wziętych pod Falaise to jedna wielka
        > niewiadoma. W zeszłym bodaj roku toczyłem na ten temat debatę na
        www.onwar.com,
        >
        > starając się m.in. na podstawie liczby jeńców oszacować liczbę zamkniętych w
        > kotle Niemców. Polacy przekazywali swoich jeńców Amerykanom, Kanadyjczycy
        > swoich Anglikom, ale wszyscy liczyli ich jako własnych; w rezultacie liczba
        > jeńców urosła do gigantycznych rozmiarów. W tym chaosie trudno o wiarygodne
        > informacje. Teza Ambrose (a propos, gdzie tą książkę można w Polsce dostać?)
        > jest oparta na dość wątłej, jakby nie było, podstawie – informacji niejak
        > iego
        > kapitana Watersa oraz kalkulacji że 1500 minus 200 = 1300. Oczywiście trudno
        > oczekiwać od Polaków że będą się chwalić takim mordem, ale widocznie Ambrose
        > nie dokopał się do źródeł niemieckich, a tych 200 ocalałych na pewno nie
        > pozwoliłoby sprawie oddalić się w niepamięć...

        To samo sobie pomyslalem jak to przeczytalem ze z tych 200 ocalalych
        znalazloby sie wielu ktorzy chcieliby o tym wydarzeniu powiedziec i zgadzam
        sie z Toba ze ukrycie zwlok ponad 1000 rozstrzelanych zolnierzy nie jest
        rzecza latwa

        Poza tym, wymordowanie 1300
        > ludzi to spory problem, musiałoby to trwać godzinami.... Wreszcie, góry
        zwłok
        > leżałyby na ogromnej przestrzeni, nie mogłoby to ujść uwagi Brytyjczyków,
        > Kanadyjczyków, Amerykanów czy choćby Francuzów...
        >
        > Zapytam na www.feldgrau.com, tam pisze międzynarodowe towarzystwo, może
        Niemcy
        > coś wiedzą.
        >
        >
        >
        >
        > PS. Rzeczywiście była reguła niestrzelania do spadochroniarzy w locie?
        Wydawało
        >
        > mi się to raczej powszechne, od Krety przez Bukrin po Arnheim.
      • windows3.1 na Feldgrau cisza 24.06.03, 13:07
        minęły prawie 2 tygodnie, mój wątek spada coraz niżej i chyba zaraz zejdzie,
        ale jak do tej pory na Feldgrau nikt nie podjął mojego wątku o polskim mordzie
        pod Falaise.
        • Gość: BRvUngern-Sternber I ty sie uwazasz za naukowca? IP: *.bg.am.lodz.pl 24.06.03, 13:28
          A rozpowszechniasz brednie?
        • Gość: Deutscher Re: na Feldgrau cisza IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.03, 18:47
          szanowni wspoldyskutanci!
          uwazam, ze ten temat zbrodni wojennych jest o tyle kontrowersyjny i niewygodny,
          gdyz dotycz armii polskiej i poruszony jest w gazecie zolnierskiej (na moich
          czasow rekruta w lwp - nie do pomyslenia). interesujace jest sposob podejscia
          do tego tematu - przeciez nikt nie wierzy, ze teraz po latach ktos bedzie
          tych "starzykow" przed sad ciagnal! ale wazne jest zeby o tym mowic - kto
          wlasna histrie przeinacza i jej naprawde nie zna, ten nie wie jakie
          niebezpieczenstwa na przyszlosc w nim drzemia! nie znam armii, ktora nie
          splanilaby sie popelnieniem zbrodni wojennych! ale to sa czyny nie wszystkich
          zolnierzy, a pojedynczych jednostek! jako niemiec gratuluje odwagi podjecia
          dyskusji na ten temat - my mamy to juz za soba (mam na mysli poczatek!)
          opacowanie historii oreza niemieckigo jest do dnia dzisiejszgo kontynuowane!
          uwazam, ze przez pamiec wszystkich ofiar obu wojen i ku przestrodze dla
          nastepnych pokolen nie nalezy takich dyskusji pomijac!
          Mit freundlichen Grüßen an Allen
          D
        • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: na Feldgrau cisza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 17:47
          Ja go chętnie podejmę.

          Grzegorz Czwartosz
          autor "Zwycięzców nikt nie sądzi"
      • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: niewykluczone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 17:28
        Tutaj nie ma nad czym dywagować. Wszystko dobrze wiadomo, co stało się w
        Chambois. We Francji, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych
        normalnie o tym się mówi i pisze. To tylko tu, w naszej polskiej
        bogoojczyźnianej hipokryzji nie wolno o tym mówić i pisać. Od wielu lat
        prowadzę społeczno-dziennikarskie śledztwo nad wydarzeniami w Chambois, które
        ma zweryfikować wszystkie kłamstwa i niedorzeczności, jakie przez dekady
        wypisywał Franciszek Skibiński, częściowo płk Władysław Dec, a teraz na jeszcze
        większą skalę wypisuje je - i niestety eksportuje do Polski - pani Teresa
        Skinder-Suchcitz z Londynu.

        To, co w wykonaniu Polaków zobaczył na ulicach Chambois walczący tam Hayes
        Burnham z amerykańskiej 90. DP wstrząsnęło nim. Wczesną jesienią 1944 r. spisał
        w zeszycie swoje wspomnienia z miasteczka. W liście do domu pisał m.in.: „Na
        ulicach miasteczka spotkaliśmy Polaków - to wariaci. Rynsztok dosłownie spływał
        krwią SS-manów”20. Istnieje oficjalny i opublikowany opis polskiej zbrodni
        wojennej w Chambois. Jest on zweryfikowany przez komisję historyczną złożoną z
        oficerów 90. Dywizji Piechoty - weteranów kotła Falaise. Komisję tę przez wiele
        lat tworzyli: gen. Orwin C. Talbott, gen. Frank W. Norris, ppłk Eames L. Yates
        i kpt. John Colby. Współpracownikami komisji byli m.in. walczący w Chambois
        kpt. Laughlin E. Waters i st. sierż. Wilton H. Barger. Opis sporządził kpt.
        Waters - powojenny prokurator i sędzia, któremu wydarzenia z Chambois nie
        dawały spokoju do końca życia. Dyskutował o nich i w Stanach Zjednoczonych, i z
        mieszkańcami Chambois. Waters świadomie używa w opisie liczby mnogiej, gdyż
        jest to zbiorowe doświadczenie kompanii G 2. batalionu 359. PP 90.
        DP: „Przekonaliśmy się, że polscy żołnierze mieli prosty sposób na podjęcie
        decyzji, co zrobić z Polakami, którzy wstąpili do armii niemieckiej. Jeśli
        Polak był szeregowym żołnierzem dostawał polski (brytyjski) mundur i był
        wcielany do polskich jednostek. Jeśli był podoficerem, lub miał wyższą rangę,
        natychmiast był rozstrzeliwany za współpracę z wrogiem”.

        Trzeba jednak wiedzieć, że nasza 1. DPanc nie zrobiła niczego, co odróżniałoby
        ją od innych dywizji alianckich. Charles Lutton z amerykańskiego Institute for
        Historical Review pisze w jednej ze swoich prac, jednocześnie będącej
        omówieniem książek Maksa Hastingsa i Davida Irvinga na temat inwazji na
        Francję: „Zakwestionować należy legendę, iż tylko Niemcy ponoszą winę za
        rozstrzeliwanie jeńców. Wprawdzie kanadyjskich jeńców notorycznie
        rozstrzeliwała 12. Dywizja Pancerna SS, jak również inne niemieckie jednostki w
        Normandii, ale trzeba wreszcie powiedzieć, że aliancka propaganda wypaczyła
        proporcje wzajemnych win. Podczas przeprowadzania wywiadów do niniejszego
        opracowania z alianckimi kombatantami, prawie każdy stwierdził, iż dysponuje
        osobistą wiedzą na temat rozstrzeliwania niemieckich jeńców, albo wręcz, że w
        tym uczestniczył podczas kampanii normandzkiej. Wiele brytyjskich i
        amerykańskich jednostek rutynowo rozstrzeliwało jeńców z Waffen SS w odwecie za
        ich fanatyczny opór i to właśnie tłumaczy fakt, iż jeńców z SS prawie nie było
        w alianckich obozach jenieckich.”

        I jeszcze jeden cytat. Mówi amerykański korespondent wojenny Holbrook
        Bradley: „Najpowszechniejszym rozwiązaniem problemu jeńców w alianckich
        jednostkach pancernych było rozwiązanie najprostsze i radykalne. Przecież
        czołgiści nie mieli możliwości odstawiania jeńców na tyły. Ale coś musieli z
        nimi zrobić. A więc robili. Wszystkich rozstrzeliwano bez pardonu”. Robili to
        wszyscy bez wyjątku alianci. Czy polska opinia publiczna jest w stanie
        uwierzyć, iż jedyną niepokalaną na całym normandzkim froncie jednostką, która
        tego nie robiła, jest polska 1. DPanc na dodatek w sytuacji, gdy Waffen SS
        dokładnie w chwili zamykania kotła Falaise pacyfikowało Powstanie Warszawskie?

        Zainteresowanych demitologizacją Chambois odsyłam do najbliższych
        numerów "Marsa" i "Nowego Przeglądu Kawaleryjskiego", gdzie będę toczył
        polemiki z atakującymi mnie hipokrytami. Nie da się budować historii polskiej
        wojskowości na najczarniejszym szowinizmie, megalomanii, mitomanii,
        propagandzie sukcesu, niedomówieniach, fałszerstwach przypisywaniu sobie zasług
        nienależnych, arogancji i lekceważeniu narodów nam życzliwych. Tak się jednak
        dzieje w przypadku historii kotła Falaise i opanowania Chambois. Nikt i nigdzie
        na świecie nie neguje przecież kolosalnych dokonań polskiej 1. DPanc w kotle
        Falaise – przeciwnie. Do dziś ukazują się na temat Polaków dobre i serdeczne
        wspomnienia, jak te kanadyjskiego pancerniaka z 4. DPanc, które mówią o
        najwyższym podziwie Kanadyjczyków dla szaleńczej wprost odwagi Polaków i ich
        zachowania pod ogniem.

        Wśród obalanych przeze mnie patologicznych polskich mitów będzie także ten, iż
        2. batalion 359. Pułku Piechoty US Army dokonał w Chambois zdrady stanu i oddał
        się pod polskie dowództwo. Nie ma na świecie takiego prawodawstwa wojskowego,
        które by na takie kuriozyum pozwalało i za coś takiego staje się najpierw przed
        sądem polowym, potem zaś przed plutonem egzekucyjnym. Takie własnie brednie
        obowiązują do dziś w polskiej mitologii Chambois i gorąco je krzewi i kultywuje
        pani Teresa Skinder Suchcitz znad Tamizy.

        Na małą skalę mogę odpowiadać na inne pytania związane z Chambois i moim
        wieloletnim śledztwem prowadzonym wraz z zachodnimi historykami i komisją
        historyczną amerykańskiej 90. Dywizji Piechoty, czyli partnera Polaków z
        Chambosi.

        Grzegorz Czwartosz
        autor owego artykułu z PZ pt. "Zwycięzców nikt nie sądzi"
    • Gość: BRvUngern-Sternber Nastepnr Jedwabne???Nawet liczba ta sama.b/t IP: *.bg.am.lodz.pl 12.06.03, 16:05
      • Gość: maxikasek Re: A świstak siedzi.... IP: 212.14.9.* 16.06.03, 15:45
        Nie mylmy pojęć. Jedwabne popełniono w celach rabunkowych. A wracając do tematu
        Rostrzelano rzekomo 1200jeńców a ich koledzy milczą na ten temat. I dlaczego
        ocalono tych 200- "bo zabrakło amunicji", A bagnetów nie mieli- to była
        jednostka pancwerna- mogli ich rozjechać czołgami. Dla mnie to był czarny żart
        polskiego oficera, który po latach dziadkowi się pomylił z rzeczywistością.
        Podobno kpt. Waters po wojnie był prawnikiem- zapomniał co to jest ukrywanie
        przestępstwa. A ukrycie ponad 1000 ciał -nieuzbrojonych jeńców- jest
        niemożliwe. W jednostkach polskich musieli być oficerowie łacznikowi brytyjscy,
        A może oni też brali w tym Udział?
        • wielki_czarownik Nasi zjedli ciała i dlatego ich nie ma. 16.06.03, 15:53
          Wytłumaczenie równie realne jak całe to zajście.
          • windows3.1 a propos zjadania 16.06.03, 16:51
            co do zjadania. Gdzieś czytałem, że żołnierze 28 batalionu dywizji
            nowozelandzkiej (której?) mieli czasem w zwyczaju zjadanie niemieckich jeńców.
            Chyba bzdura?
            • windows3.1 Re: a propos zjadania 16.06.03, 16:55
              zapomniałem napisać że mieli to rzekomo być Maorysi.
            • Gość: mjabol Re: a propos zjadania IP: *.acn.waw.pl 16.06.03, 18:01
              windows3.1 napisała:

              > co do zjadania. Gdzieś czytałem, że żołnierze 28 batalionu dywizji
              > nowozelandzkiej (której?) mieli czasem w zwyczaju zjadanie niemieckich
              jeńców.
              > Chyba bzdura?

              Jeśli jednostka owa przejęła maoryskie obyczaje to całkiem to mozliwe.
              • wielki_czarownik Na surowo, czy ich gotowali? 16.06.03, 18:28
                Chyba maorysi tak robili by przejąć odwagę wroga.
            • rispetto Re: a propos zjadania/jeńcy/masakry 26.06.03, 08:24
              Apropos kanibalizmu, to znane są takie przypadki, gdy Japończycy w ten
              sposób "rozprawiali się" z jeńcami. Sprawy te tuszowano ze względu na rodziny
              ofiar. Polecam stronę:

              members.iinet.net.au/~gduncan/massacres.html
              Paweł
        • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: A świstak siedzi.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 17:53
          Nikt nie ukrywał żadnych ciał. Wzsystko było na wierzchu. Trzeba czytać o
          Chambois książki kanadyjskie i amerykańskie, dopiero później wyrażać sceptycyzm.

          Grzegorz Czwartosz
          autor artykułu "Zwycięzców nikt nie sądzi"
          • wielki_czarownik Panie Grzegorzu. 30.11.03, 18:38
            Czy ma Pan jakieś DOWODY na poparcie swej tezy? Zdjęcia albo zeznania świadków innych niż "anonimowy polski oficer"? Czy może Pan logicznie wytłumaczyć czemu nie zabito tych ostatnich 200 żołnierzy? Nie mieli bagnetów? Nie mieli czołgów do rozjeżdżania? Nie było w okolicy 200 nabojów? Ponadto czytałem kilka książek amerykańskich, angielskich itp. i nic o takim zdarzeniu nie było napisane. Ten brak informacji to jak mniemam efekt spisku Polaków, Żydów i wiewiórek.
            • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: Panie Grzegorzu. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 18:55
              Zapraszam do czytania najbliższych numerów "Marsa" i "Nowego Przeglądu
              Kawaleryjskiego". Będę tam walczyć ze wszystkimi, którzy oskarżają mnie o
              przepisanie jakiejś niesprawdzonej informacji z książki Stephena E. Ambrose'a.
              Wszyscy atakujący mnie nie zdają sobie sprawy z tego, że to, co stało się w
              Chambois można zbadać i udowodnić nawet dziś. Badam to już 3 lata i uruchomiłem
              w tym celu gigantyczną machinę złożoną z ostatnich żyjących członków komisji
              historycznej 90. Dywizji Piechoty US Army, historyka francuskiego i
              brytyjskiego, amerykańskich historyków, politologów, rodzin kombatantów z
              Chambois itd., itd. Mógłbym tak jeszcze długo, mam kontakt np. z żoną owego
              znienawidzonego przez część Polaków kapitana-sędziego L. E. Watersa. To, co
              zobaczył w Chambois w wykonaniu naszych pancerniaków stało się koszmarem jego
              życia. Po raz ostatni był w Chambois we wrześniu 1999 r. i jeszcze wówczas
              rozmawiał o tym z mieszkańcami miasteczka, a głównie z panią Denise Buquet, w
              której to posiadłości odbyła się jego rozmowa z polskim kapitanem na temat
              rozstrzelania 1300 jeńców, zaś pani Buquet (znająca angielski członkini FFI)
              była tej rozmowy świadkiem.

              To, co w wykonaniu Polaków zobaczył na ulicach Chambois także walczący tam
              Hayes Burnham z amerykańskiej 90. DP wstrząsnęło nim. Wczesną jesienią 1944 r.
              spisał w zeszycie swoje wspomnienia z miasteczka. W liście do domu pisał
              m.in.: „Na ulicach miasteczka spotkaliśmy Polaków - to wariaci. Rynsztok
              dosłownie spływał krwią SS-manów”. Istnieje oficjalny i opublikowany opis
              polskiej zbrodni wojennej w Chambois. Jest on zweryfikowany przez komisję
              historyczną złożoną z oficerów 90. Dywizji Piechoty - weteranów kotła Falaise.
              Komisję tę przez wiele lat tworzyli: gen. Orwin C. Talbott, gen. Frank W.
              Norris, ppłk Eames L. Yates i kpt. John Colby. Współpracownikami komisji byli
              m.in. walczący w Chambois kpt. Laughlin E. Waters i st. sierż. Wilton H. Barger.

              Opis sporządził kpt. Waters. Świadomie używa w opisie liczby mnogiej, gdyż jest
              to zbiorowe doświadczenie kompanii G 2. batalionu 359. PP 90.
              DP: „Przekonaliśmy się, że polscy żołnierze mieli prosty sposób na podjęcie
              decyzji, co zrobić z Polakami, którzy wstąpili do armii niemieckiej. Jeśli
              Polak był szeregowym żołnierzem dostawał polski (brytyjski) mundur i był
              wcielany do polskich jednostek. Jeśli był podoficerem, lub miał wyższą rangę,
              natychmiast był rozstrzeliwany za współpracę z wrogiem”.

              Uwagę zwraca nie tylko to, że Polacy rozstrzeliwali Polaków, ale szczegółowość
              lapidarnej notatki. Amerykanie, którzy w większości do dziś nie potrafią
              pokazać Polski na mapie świata, tu nagle dysponują sporą wiedzą o naszym kraju
              i jego skomplikowanej historii. Nagle wiedzą, że ludzie w niemieckich mundurach
              dzielą się na „złych” i „dobrych”. Wiedzą, że Polak to taka osobliwa nacja,
              która może - z powodu burzliwej historii kraju - nosić nawet dwa różne mundury
              wrogich sobie sił zbrojnych. Amerykanom został wytłumaczony przez Polaków
              mechanizm rządzący selekcją jeńców na tych do rozstrzelania, i na tych do
              transportu na tyły.

              To chwilowo tyle. Więcej w dwóch wymienionych na wstępie czasopismach
              historycznych. Proszę jedynie pamiętać, że nie jestem badaczem rozstrzeliwania
              jeńców w Chambois. Patrzę na to chłodno, jak na zaledwie jeden z dziewięciu
              wątków, które nie tylko skrajnie różnią polską i amerykańską literaturę na
              temat Chambois, ale także fatalnie, i coraz bardziej, różnią kombatantow z obu
              stron oceanu.

              Pozdrawiam

              Grzegorz Czwartosz

    • Gość: Hans za mało IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.03, 20:52
      przez Niemców w ostatniej wojnie
      zginelo około 6 milionów Polakóe
      Te rozstrzelane ponad tysiąc jenców
      przez Polakóe to mała sprawiedliwość

      Moim zdaniem rachunki Polsko-Niemieckie
      sa nierozstrzygniete i musi nastąpić
      kiedyś zemsta
    • windows3.1 jak Ambrose "weryfikował fakty" 25.06.03, 22:58
      Autor rzeczonego tekstu w "Polsce Zbrojnej", Grzegorz Czwartosz,
      pisze: "Ambrose’a można lubić lub nie, jednak przy jego metodach badań i
      weryfikacji faktów, doświadczeniu i ostrożności wobec relacji kombatantów
      zazwyczaj brak jest chętnych do podważania efektów pracy amerykańskiego
      historyka i polemizowania z nim".

      Czytam właśnie książkę Ambrose'a (wyd. Magnum, Wwa, przeł. J. Kumaniecka) i
      doszedłem do wspomnianego epizodu spod Falaise. Jaka weryfikacja faktów, jakie
      doświadczenie, jaka ostrożność? Jak wynika z przypisów, relacjonując historię
      kapitana Watersa Ambrose po prostu powtórzył to, co napisał niejaki John Colby
      w "War from the Ground Up: The 90th Division in WW", Austin Texas 1991.

      Jak na tak poważne oskarżenie, jego podstawa jest bardzo wątła. Ambrose
      powtarza za Colbym, Colby powtarza za kapitanem Watersem, a kapitan Waters
      powtarza za anonimowym polskim oficerem. Poza tym nikt nic nie widział, nikt
      nic nie odkrył, nie ma żadnego potwierdzenia.

      Jestem jak najbardziej chętny do polemizowania z Ambrose.
      • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: jak Ambrose "weryfikował fakty" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 17:38
        To polemizuj kolego ze mną, bo kpt. John Colby (trochę szacunku mój drogi - to
        weteran z kotła Falaise) i Stephen E. Ambrose już się nie obronią.

        Jestem szefem ok. 30-osobowej międzynarodowej grupy badawczej ds. wyjaśniania
        wszystkich polskich fałszerstw, przemilczeń i nieścisłosci, jakie wypisano w
        Polsce na temat Falaise/Chambois.

        Wiem o tej zbrodni prawie wszystko, więc odradzam lekceważący ton wobec ludzi,
        którzy i w "War from the Ground Up" i w "Citizen Soldiers" napisali prawdę.

        Grzegorz Czwartosz
        autor owego kontrowersyjnego artykułu z PZ pt. "Zwycięzców nikt nie sądzi"
        • Gość: syn zołnierza Re: jak Ambrose "weryfikował fakty" IP: 217.96.7.* 30.11.03, 19:55
          Przeraża mnie hardy ton w odpowiedzi Grzegorza Czwartosza.
          To , niewróży dobrze wyjasnieniu tej sprawy.

          30 osobowa Grupa??-Kommando??jakieś, czy co?
          Moż jeszcze coś gorszego?
          • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: jak Ambrose "weryfikował fakty" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 20:26
            Szanowny "Synu Żołnierza"!

            Może tak byśmy porozmawiali pod prawdziwymi nazwiskami - jak ja to czynię?

            Spieszę wyjaśnić: Żadne komando. A mój ton jest taki, jak przystało na badacza
            historii, na którego rozpętano nagonkę. I jeszcze raz spieszę wyjaśnić - mało
            mnie ta zbrodnia interesuje, bo nie ją badam, lecz co najmniej dziewięć wątków,
            jakie różnią polską gawędziarską pseudohistoriografię Falaise/Chambois i
            publikacje zachodnie na ten temat. Polska "historiigrafia" tego tematu to taka
            literatura, gdzie zabrakło ostatniego rozdziału pt. "Bibliografia" - proszę to
            zauważyć. Co do rozstrzeliwania jeńców przez Polaków - są w Polsce inni badacze
            tego faktu i wydadzą kiedyś na ten temat jakąś publikację - dodam nie wspieraną
            przeze mnie nawet w najmniejszym stopniu, bo mi z nią nie po drodze mentalnie,
            kulturowo, obyczajowo i historycznie.

            A owo "komando" to w wielkim skrócie: kanadyjski profesor historii, francuski
            historyk, brytyjski historyk (i jeden z największych przyjaciół Polaków), który
            przez przypadek ma w domu archiwum na temat wydarzeń w Chambois, Amerykanin-
            wnuk polskiego kombatanta z Chambois, amerykańscy historycy i politolodzy,
            kombatanci amerykańskiej 90. DP i wielu, wielu innych. Wszyscy mają dla
            polskiej 1. DPanc więcej życzliwości, niż ona sama ma dla siebie. Z jakiego
            innego powodu Amerykanie w podeszłym wieku szukaliby teraz na moją prośbę
            wszystkich możliwych dokumentów, relacji publikowanych i niepublikowanych oraz
            wszelkich innych dokumentów mających na celu jedno: udowodnienie, że Polacy
            przekazali jak najwięcej (a nie jak najmniej) jeńców Amerykanom. To właśnie im,
            owym starym schorowanym amerykańskim towarzyszom broni polska 1. DPanc
            zawdzięcza teraz to, że w kwestii przekazywania jeńców w ogóle można coś
            udowodnić i potwierdzić od strony amerykańskiej. Gdyby nie to nadal
            czytalibyśmy "plączących się w zeznaniach" pułkowników Skibińskiego i Deca, że
            Polacy oddali od 1,5 do 3 tys. jeńców i ich kłamstwa, że oddaliśmy jednego dnia
            i za jednym zamachem wszystkich jeńców. 1. DPanc oddała tylko 1000 z nich, i to
            w dwóch różnych turach, i udało mi się nawet drobiazgowo prześledzić, co działo
            się z grupą jeniecką, w której był gen. Otto Elfeldt.

            Co do "wyjaśniania tej sprawy" - tu nie ma czego wyjaśniać, bo to jest tylko
            jeszcze jedno chore polskie tabu i tajemnica poliszynela. Na Zachodzie wiedza
            na temat wydarzeń w Chambois jest ogromna. Wręcz pisze się o tym i mówi, tylko
            że 1. DPanc żyje w wyalienowanym błogostanie.

            Łączę wyrazy szacunku

            Grzegorz Czwartosz
          • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: Dodatek - kontekst całej sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.03, 23:09
            Szanowny "Synu Żołnierza",

            Proszę jeszcze spojrzeć na szerszy kontekst wydarzeń w Chambois, bo z polską 1.
            DPanc nie stało się absolutnie nic wyjątkowego, lub przynoszącego ujmę na
            pięknej legendzie tej naszej dywizji. Nawiasem mówiąc już niebawem wyciągnę ją
            z obecnych tarapatów z gatunku public relations i - jako jej miłośnik -
            opublikuję w lutym 2004 r. opis olbrzymiej zbrodni wojennej amerykańskiej 90.
            Dywizji Piechoty. To największa jej tajemnica, choć też w pewnym sensie
            publiczne tabu i tajemnica poliszynela. Po prostu nie może być tak, że siły
            zbrojne Stanów Zjednoczonych, które popełniły niewyobrażalną ilość zbrodni
            wojennych podczas wyzwalania Europy Zachodniej, będą publicznie rozprawiać o
            naszych polskich wpadkach z zakresu Konwencji Genewskich i Haskich. Po tym, co
            opublikuję, 1. DPanc już nigdy, a szczególnie w 60. rocznicę wyzwolenia
            Chambois, nie będzie się czuła jak pod pręgierzem. Po prostu doprowadzę do
            stanu równowagi w tej sprawie. Do stanu, w którym polska 1. DPanc będzie mogła
            powiedzieć Amerykanom coś w rodzaju "Idźcie panowie do diabła i pilnujcie
            własnych przestępstw wojennych". Będę też walczyć piórem o normalność w tej
            sparwie, gdyż nie współczesnym, nie historykom, nie dziennikarzom, a na pewno
            nie amerykańskim kombatantom z 90. DP sądzić żołnierzy generała Stanisława
            Maczka, za to, co stało się w Chambois. Stało się – i koniec. Dziś to już
            sprawa najwyżej dla psychologów wojskowych. Kto, z męskiej części naszego
            społeczństwa, mógłby ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że w sierpniu 1944
            r., siedząc w czołgu pod Chambois, słysząc z BBC jak Waffen SS pacyfikuje
            Powstanie Warszawskie, sam nie rozstrzeliwałby jeńców tego zatwardziałego
            nazistowskiego elementu? Jestem ostatnim, który by to zagwarantował.

            A zatem spójrzmy na kontekst normandzkich wydarzeń. Podczas kampanii
            normandzkiej alianci dokonali na Waffen SS czystki etniczno-ideologicznej.
            Niepisana frontowa reguła sprawiła, że SS nie brało tam jeńców, ale też alianci
            nie brali jeńców tej formacji. W patologicznej kreacji wizerunku polskiego
            wojska w naszym kraju, owych niebiańskich rycerzy nieskalanych występkiem, ma
            1. DPanc z powyższym zjawiskiem niejakie problemy mentalno-obyczajowe, czego
            polscy czytelnicy książek na temat kotła Falaise doświadczają od półwiecza.
            Liczba niemieckich jeńców, jakich kombatanci-publicyści podają, jako pojmanych
            przez Polaków pod i w Chambois, waha się u nich od 1,5 tys. do 3 tys. Jeszcze
            gorzej „plączą się w zeznaniach” w kwestii jeńców oddanych Amerykanom, bo tu
            już każda polska informacja książkowa jest kłamstwem.

            Ma 1. DPanc z informacją o realnej liczbie jeńców takie same „problemy”, jakie
            miałaby każda walcząca w Normandii dywizja amerykańska, brytyjska i kanadyjska,
            a być może nawet mała jednostka czechosłowacka, gdyby wziąć je pod historyczną
            lupę. Spójrzmy oto, jaki zbieg okoliczności sprawił, iż wszystkie alianckie
            dywizje w Normandii odstawiały do obozów jenieckich żołnierzy Wehrmachtu i
            ewentualnie garstkę spadochroniarzy Luftwaffe, ale gdyby w obozach tych
            utworzyć odrębny sektor dla Waffen SS i do niego zajrzeć wówczas okazałoby się,
            że prawie nikogo tam nie ma. Jest to fakt nie tylko dobrze znany wszystkim
            kombatantom z Normandii, ale także naukowo zbadany przez historyków. Gdzie
            zatem podziali się jeńcy z dwóch korpusów pancernych SS walczących w Normandii?
            Przecież nie było tak, iż esesmani nie szli do niewoli. Szli, lecz na krótko.
            Do obozów już nie docierali. Nie docierali z tych samych powodów, z jakich do
            niemieckich obozów jenieckich nie docierali Kanadyjczycy, na których Niemcy
            uwzięli się wyjątkowo i vice versa.

            Charles Lutton z amerykańskiego Institute for Historical Review pisze w jednej
            ze swoich prac, jednocześnie będącej omówieniem książek Maksa Hastingsa i
            Davida Irvinga na temat inwazji na Francję: „Zakwestionować należy legendę, iż
            tylko Niemcy ponoszą winę za rozstrzeliwanie jeńców. Wprawdzie kanadyjskich
            jeńców notorycznie rozstrzeliwała 12. Dywizja Pancerna SS, jak również inne
            niemieckie jednostki w Normandii, ale trzeba wreszcie powiedzieć, że aliancka
            propaganda wypaczyła proporcje wzajemnych win. Podczas przeprowadzania wywiadów
            do niniejszego opracowania z alianckimi kombatantami, prawie każdy stwierdził,
            iż dysponuje osobistą wiedzą na temat rozstrzeliwania niemieckich jeńców, albo
            wręcz, że w tym uczestniczył podczas kampanii normandzkiej. Wiele brytyjskich i
            amerykańskich jednostek rutynowo rozstrzeliwało jeńców z Waffen SS w odwecie za
            ich fanatyczny opór i to właśnie tłumaczy fakt, iż jeńców z SS prawie nie było
            w alianckich obozach jenieckich.”

            Mówi amerykański korespondent wojenny Holbrook Bradley: „Najpowszechniejszym
            rozwiązaniem problemu jeńców w jednostkach pancernych było rozwiązanie
            najprostsze i radykalne. Przecież czołgiści nie mieli możliwości odstawiania
            jeńców na tyły. Ale coś musieli z nimi zrobić. A więc robili. Wszystkich
            rozstrzeliwano bez pardonu”. Robili to wszyscy bez wyjątku alianci. Czy polska
            opinia publiczna jest w stanie uwierzyć, iż jedyną niepokalaną na całym
            normandzkim froncie jednostką, która tego nie robiła, jest polska 1. DPanc na
            dodatek w sytuacji, gdy Waffen SS dokładnie w chwili zamykania kotła Falaise
            pacyfikowało Powstanie Warszawskie?

            Batalia pomiędzy polskimi mediami a 1. DPanc toczy się o normalność w
            opisywaniu II wojny światowej w Polsce i o odejście od niewiarygodnej kreacji
            wizerunku 1. DPanc, jako tej jedynej w historii ludzkości dywizji, której się
            nie przytrafił występek. Żadna aliancka dywizja nie byłaby zdolna do pełnego
            rozliczenia się ze swoich jeńców i 1. DPanc do wyjątków nie należy. Tylko że na
            Zachodzie o alianckich zbrodniach wojennych uczy się na wybranych fakultetach
            wydziałów historii i politologii oraz w akademiach wojskowych – w polskiej
            hipokryzji nie wolno o tym nawet pisnąć, bo jest się wówczas wrogiem
            publicznym. Przez historyczny zbieg okoliczności z małego miasteczka Chambois
            1. DPanc i jej apologeci zderzyli się z gigantyczną barierą kulturową, jaka
            dzieli Polskę od Zachodu w kwestii opisywania własnych sił zbrojnych.

            DOPIERO PRZEZ TAKI PRYZMAT PATRZMY NA WYDARZENIA W CHAMBOIS. Proszę się nie
            gniewać na polskich dziennikarzy, bo na historię nie da się obrazić. Spośród
            demokratycznych państw i tak zamykamy pochód tych, którzy już dawno oczyścili
            swoje podwórko historyczne z takich niemądrych tabu.

            Pozostaję z poważaniem, pozdrawiam i bardzo liczę na Pana chłód, rozsądek i
            obiektywizm w tej sprawie.

            Grzegorz Czwartosz
            • Gość: and więc jak? IP: *.nsa.gov.pl / *.nsa.gov.pl 01.12.03, 11:50
              Jeśli Polacy popelnili zbrodnię wojenną, to trzeba zająć się jej ściganiem,
              gdyż według obowiązującego prawa takie przestępstwa nie ulegają przedawnieniu.
              Nie bardzo może na to wpływać argument, że nasi sojusznicy popełniali
              przestępstwa na większej liczbie jeńców, bo to wygląda jak próba relatywizacji
              całego procederu mordowania wziętych do niewoli żołnierzy wroga.

              Czy nie należałoby złożyć wniosku do IPN?

              Pozdrawiam
              • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: więc jak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 12:29
                Doskonałe retoryczne pytanie!

                Wniosek trzeba by złożyć przede wszystkim do Strasburga (gdzie teraz sądzi się
                premier Thatcher za zatopienie argentyńskiego krążownika ARA General Belgrano)
                albo do Hagi. Tylko że wniosek ów musiałby być skierowany najpierw przeciwko
                całej milczącej atmosferze przyzwolenia na alianckie zbrodnie wojenne, dopiero
                później przeciwko konkretnym jednostkom. Nie ma na taki historyczno-prawny krok
                ani sprzyjającej atmosfery, ani możliwości technicznych, organizacyjnych,
                finansowych. Jak miałoby to wyglądać? Czy tak, że gdy weterani desantu w
                Normandii zjadą tam z całego świata w przyszłoroczną 60. rocznicę D-Day - to
                wówczas otoczyć ich znienacka i wszystkich odstawić do Hagi?

                Spójrzmy na przypadek wymordowania w Dachau przez Amerykanów 520 jeńców z
                Waffen SS. Przecież st. sierż. Arland B. Musser ze 163. kompanii fotograficznej
                Korpusu Łączności US Army spokojnie i systematycznie wykonał fotoreportaż z
                samosądu i wymordowania tych jeńców. I co? I nic. Wszyscy egzekutorzy mają się
                dobrze i niektórzy z nich pewnie w glorii będą stać pod normandzkimi pomnikami.

                Właśnie dlatego trzeba w Polsce po nowemu postrzegać II wojnę. Nie ma takich
                wojen, z których wychodzi się z czystymi rękami. I właśnie dlatego teraz polska
                1. DPanc ma (w pewnym sensie niesłusznie) niejakie tarapaty z gatunku public
                relations. I właśnie dlatego w lutym 2004 r. obnażę całą hipokryzję Amerykanów
                z 90. dywizji, którzy nie mają najmniejszego prawa - ani moralnego, ani
                stanowionego - do publikowania w swojej monografii opisów rozstrzeliwania
                jeńców przez Polaków w Chambois. W środowiskach kombatanckich raczej się
                stosuje w takich przypadkach zasadę "ciszej nad tą trumną" a tu nagle Polacy na
                kartach sławnej historycznej książki wychodzą na... no właśnie, na kogo, bo
                wszak mieszczą się w normandzkiej normie postępowania z jeńcami.

                Niesmaczne jest w tym wszystkim to, że 90. DP o wiele bardziej była w kotle
                Falaise wstrząśnięta mordem Francuzów na niemieckich żołnierzach małoletnich -
                po prostu dzieciach w mundurach, których francuska banda z opaskami FFI
                wymordowała nożami niemal na oczach Amerykanów. Ale ta zbrodnia nie przeniknęła
                na karty światowej literatury, tylko akurat historie polskie.

                Pozdrawiam

                Grzegorz Czwartosz
                • Gość: BRvUngern-Sternber No tak psychopata... IP: *.bg.am.lodz.pl 01.12.03, 13:03
                  Sami widzicie jakich teraz mamy ,,naukowcow'' beda sadzic Margaret
                  Thatcher.Jakby ktos nie wiedzial zbrodniarka wojenna przy ktorej Hitler to
                  baranek...Uff.Niejaki Gross dal przyklad i teraz wypelzla cala gomada
                  malych ,,grossikow''.Sami widzicie ze nie zyjemy w normalnym kraju.Psychopaci
                  moga sobie pisac co chca ale ktos ich dopuszcza do mikrofonow a to juz nie jest
                  normalne.I wlasnie tu tkwi zlo.Gdyby tacy psychopaci nie mogli liczyc na
                  rozglos nie pisali by tych bredni.A tak slawa pociaga.Chociazby taka aby
                  pokazac wlasna glupote i bezwstyd w stylu Big Brother...
                • Gość: and z formalnego punktu widzenia IP: *.nsa.gov.pl / *.nsa.gov.pl 01.12.03, 13:18
                  Wystarczy wniosek (zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa) do polskiej
                  prokuratury wojskowej. Bo cynicznie muszę stwierdzić, że mało mnie obchodzi, co
                  wyprawiali z pojmanymi Niemcami Amerykanie, Brytyjczycy czy Kanadyjczycy. Tym
                  bardziej, że z przedstawionych przez Pana informacji wynika wiedza zachodniej
                  historiografii na temat przestępstw wojennych aliantów. Przyzwoitość
                  nakazywałaby zajęcie się własnym podwórkiem. Chyba, że chodzi tylko o
                  licytowanie się - kto ma więcej na sumieniu...

                  Przy okazji: Na którymś z wątków dyskutowano o strzelaniu do spadochroniarzy.
                  Zakaz dotyczy jedynie ratujących się członków załogi samolotu. Ten zakaz też
                  oczywiście nie był przestrzegany. Natomiast wszystkie podręczniki i instrukcje
                  strzeleckie zawierają sposoby strzelania do spadochroniarzy w locie. Czyli
                  desantów powietrznych.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: Grzegorz Czwartosz Z formalnego punktu widzenia - tak, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 14:09
                    Brniemy w niedobry zakamarek tej dyskusji, z którego nie ma dobrego wyjścia, bo
                    z całej tej sprawy w ogóle nie ma dobrego wyjścia. Chyba, że za dobre wyjście
                    uznać powiedzenie wreszcie Polakom, że poddano ich półwiecznemu praniu mózgu i
                    że w tym czasie przyswoili patologiczną pięknoduchowską literaturę na temat II
                    wojny. Taka dyskusja to raczej traktat o ludzkiej naturze na froncie - nie ma
                    niestety takich prostych filmowo-książkowych reguł: My, alianci, dobrzy - oni,
                    Niemcy, źli. To można tylko powiedzieć w kategoriach politycznych, ale już nie
                    na poziomie okopu, gdzie ludzki afekt jest taki sam po obu stronach frontu.
                    Skołatana polska mentalność nie jest niestety gotowa na przyjmowanie
                    najdrobniejszych niekorzystnych informacji historycznych na swój temat.
                    Zaledwie Polacy musieli rozstać się z mitologią Westerplatte i Lenino, teraz
                    znowu katowicka wieża spadochronowa... za chwilę pewnie znowu coś wypłynie -
                    obstawiałbym 1. SBS gen. Sosabowskiego, bo już chodzą po świecie tacy, którzy
                    mają "kwity" na generała.

                    Ja nie moralizuję. Ja jestem tylko prostym dziennikarzem, publicystą, wydawcą,
                    specjalistą public relations, pasjonatem kilku dziedzin historii. Relacjonuję
                    transatlantycki konflikt o historię wyzwolenia Chambois jak spóźniony o pół
                    wieku korespondent wojenny. Już bardziej prywatnie mogę jedynie apelować: Nie
                    współczesnym, nie historykom, nie dziennikarzom i na pewno nie amerykańskim
                    kombatantom z 90. DP sądzić żołnierzy generała Stanisława Maczka, za to, co
                    stało się w Chambois. To już sprawa dla psychologów wojskowych - tak samo, jak
                    w krajach Zachodu alianckimi zbrodniami z II wojny zajmują się już tylko
                    psychologowie.

                    Kochaliśmy tę naszą 1. DPanc (pewnie z dużymi wyjątkami) przez pół wieku i
                    nadal trzeba ją szanować i kochać, ale już miłością dojrzalszą, po niełatwej
                    próbie. To taka "historyczna miłość po przejściach".

                    Gdy mowa o przyzwoitości - nie ma oczywiście mowy o licytowaniu się na wielkość
                    zbrodni, niemniej Amerykanie niepisaną granicę przyzwoitości nieco przekroczyli.

                    Strzelanie do spadochroniarzy? Wydaje mi się, że się Pan myli, ale przebrnę
                    jeszcze raz przez ocean Konwencji Genewskich i Haskich i być może powrócimy
                    kiedyś do tematu.

                    Dziękuję za korespondencję i pozdrawiam

                    Grzegorz Czwartosz
                  • Gość: Grzegorz Czwartosz Strzelanie/niestrzelanie do spadochroniarzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 23:52
                    Rzeczywiście, w odniesieniu do współczesności ma Pan rację. Można strzelać do
                    spadochroniarzy opadających na spadochronach w celu wykonania zadania bojowego,
                    nie można zaś do osób wykonujących skoki ratownicze.

                    Jak na złość nie mogę sobie przypomnieć (a przeszukałem przy okazji podręczną
                    biblioteczkę spadochroniarską), który z zachodnich historyków twierdził, że
                    podczas II wojny nie można było strzelać do spadochroniarzy. Jestem przekonany,
                    że jako miłośnik spadochroniarstwa z II wojny gdzieś to czytałem. Niemniej po
                    sprawdzeniu historycznych konwencji, deklaracji, aneksów itp. chyba jednak taki
                    zakaz leżał w zakresie prawa zwyczajowego i dobrej woli.

                    Ot, takie myślenie życzeniowe po niewprowadzonym w życie dokumencie "The Hague
                    Rules of Air Warfare" z przełomu lat 1922-1923. O ile dobrze pamiętam mocarstwa
                    debatowały nad tym aktem prawnym 3-4 miesiące, by go ostatecznie nie podpisać.

                    Pozdrawiam

                    Grzegorz Czwartosz
                    • valdek.usa Do Pan Grzegorza Czwartosza 02.12.03, 07:37
                      Prosze Pana, czy moze nam pan powiedziec kto oplaca pana za prace w 'zespole
                      historykow' (jest Pan specjalistą public relations w międzynarodowej agencji
                      ACES Warsaw Public Relations lub/oraz senior account executive
                      ACES Warsaw Public Relations).

                      www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykuldzial=26
                      www.90thdivisionassoc.org/90thDivisionFolders/mainpages/I'm%20looking%20for.htm

                      ..........all 90th ID veterans who knew Captain Laughlin E. Waters and the
                      story of his meeting with Polish Captain after the Falaise 1944 battle. I mean
                      the fact described in the John Colby's book "War From The Ground Up" on page
                      No. 232. I am also looking for all possible witnesses of this meeting or the
                      persons who saw the Waters' report on the subject of Polish war crime near
                      Chambois after the Falaise battle. I would be very grateful for possible help
                      in researching the problem of this crime and all controversies related to it as
                      well as for help in finding all possible combat reports or other documents
                      (also personal memoirs) which may have a relation to this historic fact.

                      I am a publicist of Polish MoD's "Polska Zbrojna" weekly and am investigate the
                      fact of possible (or not) shooting of more than 1000 German POWs by 1st Polish
                      Armoured Division soldiers near Chambois. I ask for it in the name of good US-
                      Polish WWII ETO brothers-in-arms relations because there is strong controversy
                      in Poland about this fact. According to Mr. Colby's book the 90th ID may be the
                      only one witness of the truth. Thanks in advance for all 90th veterans for
                      their possible help.



                      Grzegorz Czwartosz

                      Warsaw, Poland

                      czwartosz@aces.pl

                      mobile 0048 604 550 468

                      www.decydent.pl/issue/200209/10.htm
                      www.eutelsat.com/polish/medialib/newsletter/0206.pdf (redaktor
                      prowadzacy wymieniany w stopce)

                      www.decydent.pl/issue/200207/06.htm
                      www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=1077
                      www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=1082
                      www.decydent.pl/issue/200111/06.htm
                      • Gość: Grzegorz Czwartosz Re: Do Pan Grzegorza Czwartosza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.03, 09:47
                        Odpowiadam:
                        Internet niestety nie uwzględnia czynnika czasu i raz utworzone w nim strony
                        ukazują się przez długie lata głosząc nieraz rzeczy już nieaktualne.
                        Przytoczone przez Pana różne fragmenty mojego życiorysu wprawdzie pokazują tę
                        prawdę, iż od wielu lat uprawiam jednocześnie 2-3 zawody
                        powiedzmy "okołomedialne", ale jakaś część pokazanych tu danych już mnie nie
                        dotyczny. Od 19 lat jestem dziennikarzem i publicystą piszącym o technice
                        wojskowej i historii i w sprawie Chambois tylko to się liczy. Właśnie dlatego
                        wolałbym nie oglądać niedobrze zabarwionego wątku "opłacania mnie", bo jest
                        przeciwnie. W związku z moimi całkowicie prywatnymi badaniami nad Chambois nie
                        zarabiam, lecz tracę pieniądze i to prywatne.

                        Odpowiem Panu jednak na pytanie najważniejsze w tym wszystkim, bo domyślam się,
                        że nie należy Pan do zwolenników naruszania przeze mnie dogmatów książkowych na
                        temat Chambois, nawet jeśli te dogmaty są absurdalne i wystawiają nam, Polakom,
                        fatalne świadectwo kultury publicystycznej, historycznej i prawnej. Jeśli już
                        mamy polemizować wówczas wolałbym to robić na gruncie historii, nie zaś
                        zupełnie zbędnych wątków prywatnych.

                        Spójrzmy oto, na jakich "podstawach" skonstruowano w PRL, a zjawisko to trwa
                        nadal i wręcz się rozwija, pseudohistorię opanowania przez aliantów Chambois.
                        Pisze się oto do dziś, że:

                        1. Polacy byli pierwsi w Chambois. Nieprawda i można to udowodnić nawet dziś.

                        2. Dowódca 2. batalionu 359. Pułku Piechoty US Army, mjr Leonard Dull, dokonał
                        zdrady stanu na rzecz rządu londyńskiego RP i oddał siebie oraz swoją jednostkę
                        pod dowództwo mjr Władysława Zgorzelskiego. Nieprawda. Nie ma takiej możliwości
                        prawnej. Za coś takiego staje się w warunkach wojny przed plutonem
                        egzekucyjnym. Jest to najczarniejsze polskie propagandowe kłamstwo oderwane od
                        prawa wojskowego i faktów.

                        3. Polacy zdobyli Chambois wieczorem 19 sierpnia 1944 r. Nieprawda. Jak to się
                        ma do faktu, że ostatni Niemcy przyszli 21 sierpnia ok. godz. 14 z białą flagą
                        do Amerykanów?

                        4. Amerykanie zabłądzili do Chambois i znaleźli się tam przypadkowo. Nieprawda.
                        Kolejna czarna propaganda PRL. 19 sierpnia o godz. 17 zastępca dowódcy 90.
                        dywizji US Army gen. William G. Weaver wydał rozkaz zdobycia Chambois swoim
                        jednostkom. Był to rozkaz z dopiskiem "za wszelką cenę".

                        5. W Chambois walczyła tylko jedna jednostka amerykańska z 90. DP. Nieprawda.
                        Było ich 10.

                        6. W ramach deprecjonowania i głoszenia nieudacznictwa Amerykanów pisze się, iż
                        wzięli oni pod i w Chambois tylko "kilkuset" jeńców. Nieprawda. Wzięli ich 12,5
                        tys. (bez owego tysiąca otrzymanego od Polaków).

                        To tylko najważniejsze sporne wątki diametralnie różniące literaturę i
                        kombatantów z Polski i Stanów Zjednoczonych, którzy zamiast być dla siebie
                        najwspanialszymi przyjaciółmi od dziesięcileci walczą ze sobą za pomocą
                        literatury, statystyki i generalnie traktują swoją własną, zaledwie 3-dniową,
                        historię jak materię z gumy. Odrębnym skandalem jest traktowanie w Polsce
                        Kanadyjczyków walczących razem z Polakami w kotle Falaise, ale to już odrębna
                        sprawa.

                        Nie da się budować historii polskiej wojskowości na szowinizmie, megalomanii,
                        mitomanii, propagandzie sukcesu, niedomówieniach, fałszerstwach, przypisywaniu
                        sobie zasług nienależnych, arogancji i lekceważeniu narodów nam życzliwych. Tak
                        się jednak dzieje w przypadku historii kotła Falaise i opanowania Chambois.
                        Nikt i nigdzie na świecie nie neguje przecież kolosalnych dokonań polskiej 1.
                        DPanc w kotle Falaise – przeciwnie. Do dziś ukazują się na temat Polaków dobre
                        i serdeczne wspomnienia, jak te kanadyjskiego pancerniaka z 4. DPanc, które
                        mówią o najwyższym podziwie Kanadyjczyków dla szaleńczej wprost odwagi Polaków
                        i ich zachowania pod ogniem. Niech mi Pan pokaże w Polsce, albo w mediach
                        emigracyjnych, taki wspaniały i serdeczny artykuł na temat kanadyjskiej 4.
                        DPanc, jak artykuł kanadyjskiego profesora historii Terry'ego Coppa pt. "Nasi
                        polscy towarzysze broni", a mówiący o 1. DPanc. Nie znajdzie Pan czegoś
                        takiego. Nasza polska oferta dla kanadyjskiego sojusznika to tylko wytykanie
                        nieudacznictwa, pretensja, że 4. DPanc nie nadążała za naszą dywizją, że nie
                        dowoziła jej zaopatrzenia itp. Wstyd, proszę Pana.

                        Jak w każdej konfliktowej sytuacji nie jest oczywiście tak, że tylko PRL oraz
                        mieszanina polskiej megalomanii, mitomanii czy nawet szowinizmu są temu winne.
                        W tej fatalnej historii Amerykanie też mają swoje potężne winy wobec Polaków i
                        już niebawem opiszę je w polskiej prasie. Czy wówczas też zada mi Pan
                        pytanie "kto Pana opłaca". Proponuję, aby wówczas przetłumaczył Pan na
                        angielski mój tekst obnażający historyczne fałszerstwa i hipokryzję Amerykanów,
                        aby im Pan to pokazał i być może wtedy dostanę, dla równowagi, amerykański e-
                        mail "Who pays you, Mr. Czwartosz?"

                        Pozostaję z poważaniem

                        Grzegorz Czwartosz
                        • valdek.usa Re: Do Pana Grzegorza Czwartosza 02.12.03, 16:12
                          Panie Czwartosz,

                          Osobiscie to mi absolutnie nie zalezy czy pan opisze 'prawde' czy nie. Martwi
                          mnie fakt ze marnuje pan 'czas i pieniadze' usilujac dowiesc nowych 'prawd
                          historycznych'. Prosze pana, czy mozna pana zapytac jeszcze raz: Kto pana
                          oplaca? Jak organizacja pana finansuje? Nic wiecej.

                          Kazde panstwo prosze pana gloryfikuje siebie. Do tego stopnia ze nie mazdnej
                          pisanej informacji z biblijnych wydarzen w roku Zero przez nastepne 150 lat.
                          Prosze pana, historia ma to do siebie ze nagina sie ja jak guma. Nawet
                          pana 'osobista historie' tez pan nagina w zaleznosci do faktow. Jezeli chodzi o
                          nagly zryw 'do udowadniania' heroizmow tu czy tam, czy tez 'morderstw polskich
                          zolnierzy'. Panie, napisz pan cos na temat odrabywania lbow tym durnym
                          specjalistom od Lupaszki! Niech pan napisze cos dlaczego jest tylu bezrobotnych
                          wokol pana, niech pan napisze dlaczego dookola pana nie ma polskich wyrobow!
                          Panie Czwartosz, tematow jest pelno i po co owijac w bawelne?
        • windows3.1 znów jesteśmy najlepsi? 02.12.03, 08:49
          1.
          „Jeśli ma on [Ambrose] rację, najprawdopodobniej ciąży na nas popełnienie
          jednej z największych jednorazowych alianckich zbrodni na europejskim teatrze
          działań wojennych” [Grzegorz Czwartosz, „Zwycięzców nikt nie sądzi”, [w:]
          Polska Zbrojna]

          „Tutaj nie ma nad czym dywagować. Wszystko dobrze wiadomo, co stało się w
          Chambois” , „Co do "wyjaśniania tej sprawy" - tu nie ma czego wyjaśniać”
          [„grzegorz czwartosz”, neoplus.adsi.tpnet.pl]

          Rozumiem, że od czasu opublikowania tekstu w Polsce Zbrojnej odkryłeś jakieś
          nowe fakty, które zmieniły przypuszczenie w pewność?


          2.
          „Jedynie gen. Franciszek Skibiński zdecydował się przyznać w swoich
          wspomnieniach, że w pewnej chwili kwestia jeńców wyrwała się Polakom spod
          kontroli” [Grzegorz Czwartosz, „Zwycięzców nikt nie sądzi” [w:] Polska Zbrojna]

          „Od wielu lat prowadzę społeczno-dziennikarskie śledztwo nad wydarzeniami w
          Chambois, które ma zweryfikować wszystkie kłamstwa i niedorzeczności, jakie
          przez dekady wypisywał Franciszek Skibiński” [„grzegorz czwartosz”,
          neoplus.adsi.tpnet.pl]

          Widzę że pomimo wieloletniego śledztwa, nadal nie możesz się zdecydować czy
          Skibiński to czarna sotnia czy jedyny gość z jajami.

          3.
          „kpt. John Colby (trochę szacunku mój drogi - to weteran z kotła Falaise)”

          No, tych godnych szacunku weteranów z kotła Falaise możnaby jeszcze kilku
          wyliczyć, z Panzer Meyerem na czele

          4.
          „odradzam lekceważący ton wobec ludzi, którzy i w "War from the Ground Up" i
          w "Citizen Soldiers" napisali prawdę

          rozumiem że to Clio osobiście wydała Ci licencję na przyznawanie dyplomów z
          prawdomówności?

          5.
          „na pewno nie amerykańskim kombatantom z 90. DP sądzić żołnierzy generała
          Stanisława Maczka”

          To z której dywizji był ten godny szacunku, nie do zlekceważenia, prawdomówny
          Colby?

          [retoryczne; vide Ambrose, s. 245]

          6.
          „Może tak byśmy porozmawiali pod prawdziwymi nazwiskami - jak ja to czynię?”

          Brawo, podziwu godna podziwu odwaga cywilna. Ja swoje nazwisko szanuję trochę
          bardziej. Co mam na myśli? Życzę Ci żebyś się na tym forum nie przekonał.

          7.
          „Zainteresowanych demitologizacją Chambois odsyłam do najbliższych
          numerów "Marsa" i "Nowego Przeglądu Kawaleryjskiego", gdzie będę toczył
          polemiki z atakującymi mnie hipokrytami”

          Zapowiada się mocna rzecz. Jestem ciekaw kto wystąpi w barwach „hipokrytów”.
          Jeśli będą równie asertywni, zapowiadają się ofiary w ludziach i dużo krwi, a
          tego nie można przegapić.

          8.
          „Nikt nie ukrywał żadnych ciał. Wzsystko było na wierzchu. Trzeba czytać o
          Chambois książki kanadyjskie i amerykańskie, dopiero później wyrażać sceptycyzm”

          No właśnie. Ambrose w zasadzie nic nie twierdzi odnośnie domniemanego polskiego
          mordu pod Chambois (s. 94), a jedynie przytacza z drugich ust pewną zasłyszaną
          opowieść. „grzegorz czwartosz” wydaje się być znacznie lepiej poinformowany niż
          sam Ambrose.

          9.
          „To polemizuj kolego ze mną”

          W „Polsce Zbrojnej” Grzegorz Czwartosz rekomenduje Ambrose’a jako wnikliwego
          weryfikatora. Tymczasem w swojej książce Ambrose nie wskazuje żadnego innego
          źródła tylko przytacza Colbyego, który z kolei cytuje Watersa, który z kolei
          cytuje anonimowego polskiego oficera. Skoro „na Zachodzie wiedza na temat
          wydarzeń w Chambois jest ogromna” i skoro w 90 DP istniała komisja historyczna
          powołana dla udokumentowania tych wydarzeń, to albo Ambrose o tym nie wiedział
          albo z sobie tylko znanych przyczyn wybrał wyjątkowo nieciekawe źródło. Zamiast
          cytować z trzecich ust za anonimowym Polakiem, czemu nie powołał się na ów
          wyjątkowo malowniczy list Burnhama („Na ulicach miasteczka spotkaliśmy Polaków -
          to wariaci. Rynsztok dosłownie spływał krwią SS-manów”), na wspomnianych
          Francuzów , czy bezpośrednio na „dyskutującego [rzeź w Chambois] w Stanach
          Zjednoczonych” samego Watersa?

          A propos, w polskim wydaniu książki Ambrose inkryminowany paragraf opatrzony
          jest przypisem: „relacja nie potwierdzona w opublikowanych monografiach i
          wspomnieniach [przyp. wyd.]”. Wydawcą jest Wydawnictwo Magnum, brak wzmianki o
          redakcji naukowej. ??? „Relacja nie potwierdzona” czy „na Zachodzie wiedza na
          temat wydarzeń w Chambois jest ogromna”?

          10.
          „tutaj nie ma nad czym dywagować”, „dobrze wiadomo”, „to tylko tu, w naszej
          polskiej bogoojczyźnianej hipokryzji”, „wszystkie kłamstwa i
          niedorzeczności”, „będę toczył polemiki z atakującymi mnie hipokrytami”, „wśród
          obalanych przeze mnie patologicznych mitów”, „takie własnie brednie obowiązują
          do dziś w polskiej mitologii”, „wiem o tej zbrodni prawie wszystko”, „tu nie ma
          czego wyjaśniać”, „jeszcze jedno chore polskie tabu”, „w wyalienowanym
          błogostanie”, „każda polska informacja książkowa jest kłamstwem”, „skołatana
          polska mentalność”.

          Oraz:

          „patrzę na to chłodno”.

          Uhum...

          11.
          „ton mój jest taki, jak przystało na badacza historii, na którego rozpętano
          nagonkę”

          Fakt, sądząc po tym jak piszesz, to musieli Cię nieźle zaszczuć, rozpoznaję
          typowy syndrom Józia Mackiewicza. Trudno, poczuj się jako jeszcze jedna ofiara
          spod Falaise, prawda jest tego warta. Tylko proszę, nie pisz nic w „Wyborczej”,
          bo strzelisz sobie samobója i spalisz temat.

          12.
          jeśli prawdą jest to, co pisze „grzegorz czwartosz”, to wygląda że faktycznie
          jesteśmy winni jednego z największych pojedynczych mordów na POW, jakie
          zdarzyły się na froncie zachodnim. W porównaniu z tym tysiącem wyczyny Peipera
          i jego ludzi w Ardenach, bodaj czy nie najbardziej znane w tym temacie, wydają
          się niczym. Czy ktoś zna jakiś jeszcze przypadek jeszcze większej rzezi na
          jeńcach, oczywiście na Zachodzie? Bo jeśli nie, to chyba znów jesteśmy najlepsi?
          • Gość: pawe Re: znów jesteśmy najlepsi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.05.04, 20:18
            Podpisuje się obiema rękami pod pytaniami windows3.1.
            Dodam tylko, że jedyny przytaczany przez tego niewiadomej prowiniencji domorosłego historyka Grzegorza Czwartosza fragment zeznań Watersa dot. zachowań Polaków wobec obywateli polskich walczących we wrogiej armii, a nie ma związku z przypisywaniem 1 DP Maczka zbrodni na 1300 jeńcach.
            Oprócz zgłaszanych tu zasadniczych pytań (dlaczego uratowało się 200 żołnierzy, dlaczego przez 60 lat nie upominali się oni o kolegów, co się stało z górą ciał itp) chciałbym wspomniec na marginesie, że właśnie ów fragment dowodzi humanitaryzmu i przestrzegania prawa przez polskie oddziały;- Polacy walczący jako szeregowi w oddziałach niemieckich nie byli bowiem represjonowani, jedynie ci, którzy pełnili funkcje podoficerskie i oficerskie, a więc czynnie i aktywnie ,dobrowolnie włączyli sie w walkę przeciwko Polsce i aliantom byli traltowani tak, jak każą wszystkie kodeksy wojskowe za zdradę stanu na polu walki.
            Myślę, że najwyższy czas, aby wzorem żydów utworzyć Ligę Przeciwko Oczernianiu i Spotwarzaniu Polaków, inaczej każdy byle ratlerek, bez żadnych podstaw będzie mógł dalej bezkarnie szczekać na Polskę i Polaków. Gada taki bzdury, a smród powstaje, który może komuś właśnie byc potrzebny do niecnych celów.
            P
    • metrix Re: zwycięzców nikt nie sądzi 02.12.03, 18:12
      sufit2 napisał:

      > okazuje sie że osławiona dywizja pancerna Maczka popełniła zbrodnie wojenne

      Zastanawiam sie dlaczego nie znalazl sie chociaz jeden z tych 200 ocalalych
      co po wojnie powiedzialby jak wygladala prawda co sie wydarzylo pod Chambois
      kto rozstrzelal tych ponad 1000 jencow niemieckich przeciez takie zdarzenie
      nie mogloby ujsc uwadze jesli owe ponad 1000 jencow bylo bez broni i jak sie
      domyslam wszyscy musieli lezec blisko siebie to musialoby wzbudzic czyjes
      podejrzenia do tego co zaszlo a takie wiadomosci szybko sie rozchodza nawet
      wsrod mieszkancow i niemozliwe utrzymac to w tajemnicy ,a tak wogole skoro
      skonczyla sie niby amunicja to dlaczego nikt z tej pozostalej 200 nie probowal
      ucieczki,nie twierdze ze bylismy zawsze gentelmenami ale to bardzo powazny
      zarzut i wydaje mi sie ze jak niektorzy zauwarzyli ze dzisiaj stawia sie
      najbardziej absurdalne tezy tylko po to zeby zostac zauwazonym ,zaistniec na
      rynku ksiegarskim czy wyrobic sobie opinie kontrowersyjnego historyka lub
      potrzacego inaczej.
      • valdek.usa Re: zwycięzców nikt nie sądzi 02.12.03, 23:07
        a ja sie ciagle pytam: kto tego pana oplaca?
        • valdek.usa kto pana Cwierciakiewicza oplaca? ntxt 03.12.03, 20:45
    • Gość: Paul Re: zwycięzców nikt nie sądzi IP: *.lodz.mm.pl 04.12.03, 07:24
      sufit2 napisał:

      > www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=957
      > okazuje sie że osławiona dywizja pancerna Maczka popełniła zbrodnie wojenne
      > amerykanie tacy swieci a z jencami niemieckimi też sie nie patyczkowali
      Amerykanie, "swieci"? Panie kolego, Amerykanie, to prawdziwe dzikusy-
      psychopaci. Do dzis nienawidza czarnych (Somalia) i przeciez wybili Indian,
      mylac ich za bizony, ktore wybili co do jednego. Amerykanie, prosze szanownego
      pana, sa tak chorzy, ze jak nie strzelaja do bogu ducha winnych obcych, to
      strzelaja do siebie. Pan wiesz ile broni palnej przypada na jednego mieszkanca
      USA, razem ze starcami, kalekami, matkami karmiacymi i wiezniami? Jakas
      zastraszajaca liczba, ktorej juz nie pomne. Poza tym niech pan sie zapyta
      Miszy (tego prawdziwego) co Polacy zrobili z jencami wojennymi po wojnie w 1920
      roku. Misza chetnie po raz kolejny zacznie temat i jeszcze pozwie pana do sadu
      w Genewie, ze pana ziomkowie zabili setki tysiecy Rosjan. Przy tym wszystkim
      taki Katyn to nic nieznaczacy epizod. Tak napisze Miszka, jak go znam;-}.
      Uszanowanie,
      Paul
    • windows3.1 było coś w Marsie i NPK? 15.05.04, 19:31
      czy w zapowiadanych powyżej numerach "Marsa" i "NPK" ukazały się zapowiadane
      teksty? Bo prawdę mówiac zapomniałem o sprawie i dopiero kilka świeżych
      odnośników w nowych wątkach mi o niej przpomniało. Nie wiem czy warto wybrać
      się do Pelty szukać.
    • Gość: Tomson Co za BREDNIE!!! Niemcy swymi zbrodniami zrzekli IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 15.05.04, 19:57
      się swego człowieczeństwa i sami są sobie winni. 6mln Żydów, kilkanaście
      milionów Słowian, tym Niemcy zapracowali na egzekucje swych jeńców.
    • windows3.1 mord w Chambois 17.05.04, 21:27
      1.
      Początkowo, kierując się identycznymi jak Kapitan przesłankami (vide wątek
      mitologiczny), sądziłem że to nieporozumienie. Jakim cudem ci wszyscy, którzy
      tak nas kochają, nie wyciągneli i nie upublicznili tego przeciwko nam? Jakim
      cudem mord, przy którym bledną wyczyny Peipera i który byłby chyba największą
      zbrodnią na jeńcach na froncie zachodnim jest tak mało znany - również na
      zachodzie (a pytałem o niego i na feldgrau.com i na onwar.com, szukałem we
      wszystkich możliwych wyszukiwarkach)?

      2.
      Czytając posty "Grzegorza.Czwartosza" doszedłem do wniosku, że razem ze swoimi
      współpracownikami (owe "komando" historyków i kombatantów) dotarł do
      wiarygodnych relacji potwierdzających mord. Co prawda wydało mi się dziwne, jak
      mało znane są te relacje i jak niekiedy niejasny jest "Grzegorz.Czwartosz"
      (niby sprawa oczywista i nie ma o czym dyskutować, ale badania trwają i
      historiografia nic o tym nie wie), ale wyjaśniłem je na korzyść autora,
      tłumacząc je własną ignoracją i niedoczytaniem. Poza tym być może autor czyni
      honor temu forum, na nim jako na pierwszym publikując wyniki swoich badań.

      3.
      teraz zaczynam robić pętlę. Zaczynam zgadzać się z Kapitanem (bez kłopotu) i z
      pawe (o Jezu! To mi przyszło nad wyraz trudno!), że powoływanie się na bliżej
      nieznane dokumenty, nagrania, maszynopisy i wspomnienia, zwłaszcza
      jeśli „powszechnie znane”, jest co prawda intrygujące, ale na tym koniec. Byłem
      dzisiaj w Bellonie na Towarowej, w Pelcie, w Żeromskim na Solidarności i w
      Empiku na Marszałkowskiej, ale nie znalazłem rzeczonych numerów Marsa i NPK z
      ciągiem dalszym polemiki nt Falaise. Być może w stołecznym mieście Warszawie
      ich nie ma. Ale w związku z powyższym muszę niestety wycofać się na pozycje
      wyjściowe. Niestety, bo niczego tak nie lubię jak sensacyjnych rewelacji pod
      prąd vox populi. No i naturalnie z żalu, że nie można (póki co) udowodnić
      naszego pierwszeństwa w zawodach pt „kto wymordował najwięcej jeńców”.
      • cattaraugus Re: mord w Chambois 17.05.04, 21:37
        Mogę się mylić, ale być może prędzej zobaczysz coś w "Kulisach".
      • Gość: pawe Re: mord w Chambois IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.04, 21:51
        Doceniam Twój trud zgodzenia sie ze mną, tymbardziej, że wiem, jak to smakuje, przyznając Ci wcześniej rację:)).
        Ale myslę, że niewłaściwe jest kwitowanie takiej działalności, jak owego zapoznanego "historyka" Czwartosza i jego haniebnych "rewelacji" w takim lekkim tonie. On bowiem, nie przedstawiając zadnych twardych dowodów, więcej, w istocie żadnych dowodów, wbrew elementarnej logice, serwując kłamstwa i tworząc prawdy prasowe hańbi i obraża działania, często bohaterskie, wielu tysięcy Polaków, z których ogromna większość sama bronic się nie może, bo już nie żyje. Można te jego kłamstwa prostować, obnażać jego przeinaczenia, ale odium pozostaje. I o to jemu byc może chodzi:(.
        Trzeba więc sprawy tego pokroju MSZ bezwzględnie i jednoznacznie piętnować i nazywac sporawy po imieniu,- tu chodzi o próby zafałszowania historii w interesie sił niechętnych Polsce, które byc może próbują wytworzyć taki obraz wysiłku wojennego Polaków, aby z niego wynikało, iz jedyną pewną rzeczą nt. naszego wkładu w II WŚ były "polskie" obozy koncentracyjne i prawie największa zbrodnia II WŚ tj. Jedwabne. Jeszcze parę lat (resztka naocznych światków odejdzie)i okaże się, że dobrze, iż nas dobrzy Niemcy pilnowali, bo niewiadomo co jeszcze moglibyśmy zrobić.
        P
    • grzegorz-cz Do Pana "pawe" 18.05.04, 19:38
      Znajomi doradzili mi, abym przeczytał, co Pan łaskawie zechciał tu mnie wypisać
      w różnych wątkach, a zatem wita Pana ów „agent syjonu” i „oszołom” Grzegorz
      Czwartosz (tym razem zalogowany, żeby nie było wątpliwości)

      Pozwolę sobie odnieść się do kilku Pana cytatów.


      Pawe napisał - cytat:
      „Myślę, że niewłaściwe jest kwitowanie takiej działalności, jak owego
      zapoznanego "historyka" Czwartosza i jego haniebnych "rewelacji" w takim lekkim
      tonie.”

      ODPOWIEDŹ
      Chciałbym Pana zapytać, jakie rewelacje ma Pan na myśli? Czy to, że w Chambois
      stało się coś niekorzystnego dla historii polskiej wojskowości? To nie jest
      rewelacja, tylko słynny fakt. Jeśli Pan nie wierzy - niech Pan pojedzie na
      wakacje do tego przepięknego średniowiecznego miasteczka i porozmawia tam z
      ludźmi powyżej 75. roku życia. Powiedzą Panu, jak naprawdę wyglądało wyzwalanie
      Chambois. Mam takie retoryczne pytanie: Jak Pan myśli – czy w Domu
      Wydawniczym „Bellona”, który niejako firmował mój artykuł pt. „Zwycięzców nikt
      nie sądzi” siedzieli ludzie nieodpowiedzialni, którzy nie znając prawdziwej
      historii wyzwalania Chambois dopuścili do druku mój fatalnej jakości artykuł? A
      może jednak siedzieli tam ludzie, którzy z własnych domów, wręcz na co dzień,
      znają prawdziwą historię opanowania tego miasteczka i wreszcie postanowili
      powiedzieć: Dość! Dość półwiecznego oskarżania o konfabulację zagranicznych
      historyków i kombatantów oraz krajowych dziennikarzy, którzy przedstawiają
      prawdziwe epizody z Chambois.



      Pawe napisał - cytat:
      „On bowiem, nie przedstawiając żadnych twardych dowodów, więcej, w istocie
      żadnych dowodów, wbrew elementarnej logice, serwując kłamstwa i tworząc prawdy
      prasowe hańbi i obraża działania, często bohaterskie, wielu tysięcy Polaków, z
      których ogromna większość sama bronić się nie może, bo już nie żyje.”

      ODPOWIEDŹ
      Widzi Pan, na historię nie da się obrazić. To, co się stało w Chambois, to taka
      sama historia II wojny, jak każda inna. Panu się chyba wydaje, że Chambois to
      jest jakaś wielka tajemnica. To jest taka tajemnica, na której poznanie trzeba
      wydać 6 dolarów, bo tyle kosztuje w kanadyjskim archiwum skopiowanie nagrania,
      w którym niemieccy dowódcy z Normandii mówią m.in.: „U wylotu z kotła Falaise
      mogliśmy się poddać wszystkim, tylko nie Polakom. Oni naszych jeńców
      rozstrzeliwali tak, jak stali, wprost na ulicach”. Potwierdzi Pan to sobie
      podczas sugerowanych przeze mnie wakacji w Chambois, a za 29 dolarów kupi Pan
      sobie wspomnienia amerykańskich naocznych świadków polskich egzekucji na
      niemieckich jeńcach. A już całkiem za darmo, dowie się Pan tego w Polsce od
      tych kombatantów 1. DPanc, którzy o tym mówią, bo oni dzielą się na takich,
      którzy właśnie o tym mówią, i na takich, którzy mówią o tym mniej. Jeśli zaś
      nie ma Pan zamiłowania do podróży, to dodam, że także przez internet może Pan
      dotrzeć do świadków wyzwalania Chambois w wersji „nie książkowej”.



      Pawe napisał - cytat:
      „Można te jego kłamstwa prostować, obnażać jego przeinaczenia, ale odium
      pozostaje.”

      ODPOWIEDŹ
      Mam dla Pana propozycję ciekawszą - aby zaczął Pan od prostowania następujących
      polskich kłamstw związanych z polsko-kanadyjską i polsko-amerykańską współpracą
      w kotle Falaise:

      a) 10 sierpnia 1944 r. Polacy odbili jeńców kanadyjskich z pułku „British
      Columbia Regiment” i uratowali jego dowódcę

      b) Kanadyjczycy nie wkroczyli do Trun

      c) Kanadyjczycy nie spieszyli Polakom z pomocą (nie mylić z faktem, czy z nią
      dotarli i kiedy, bo to są odrębne kwestie)

      d) gen. George Kitiching okłamał gen. Simondsa, że Kanadyjczycy zdobyli Trun

      e) gen. George Kitching został pozbawiony dowództwa 4. DPanc za karę, iż
      okłamał gen. Simondsa

      f) gen. Kitching był nieudacznikiem

      g) pierwsi w Chambois byli Polacy

      h) Amerykanie wkraczali do Chambois niosąc białe flagi, niczym jeńcy

      i) Chambois zostało zdobyte przez Polaków wieczorem 19 sierpnia 1944 r.

      j) do Chambois zabłądził batalion amerykańskiej piechoty

      k) Polacy dowodzili obroną Chambois

      l) Amerykanie oddali się w Chambois pod polskie dowództwo

      ł) o Chambois bił się ze strony amerykańskiej tylko jeden batalion piechoty

      m) Polacy oddali Amerykanom 1906 jeńców (wg płk. Skibińskiego) albo ok. 1530
      (wg płk. Deca)

      n) Polacy nie rozstrzeliwali jeńców

      o) gen. Stanisław Maczek był ceniony w II Korpusie, a już szczególnie przez
      gen. Simondsa



      Cytat:
      „Trzeba więc sprawy tego pokroju bezwzględnie i jednoznacznie piętnować i
      nazywać po imieniu - tu chodzi o próby zafałszowania historii...”

      ODPOWIEDŹ
      Nareszcie się zgadzamy – rzeczywiście trzeba to nazywać po imieniu.




      Na zakończenie dodam, że w najbliższych latach sporo Pan o tym wszystkim
      przeczyta. Będą o tym mówić kombatanci polscy, amerykańscy, kanadyjscy i
      brytyjscy, których los zetknął ze sobą w kotle Falaise w dniach 8-22 sierpnia
      1944 r.
    • grba Re: zwycięzców nikt nie sądzi 19.05.04, 09:05
      sufit2 napisał:

      > www.polska-zbrojna.pl/artykul.html?id_artykul=957
      > okazuje sie że osławiona dywizja pancerna Maczka popełniła zbrodnie wojenne
      > amerykanie tacy swieci a z jencami niemieckimi też sie nie patyczkowali


      Osławiony wg. słownika: mający głośną, ale często nie najlepszą reputację,
      mający złą sławę, okrzyczany.
      Dla mnie miarodajni w kwestii gen. Maczka i jego żołnierzy są Holendrzy. Byłem
      w Bredzie.
    • grba Breda pamięta o gen. Maczku i jego żołnierzach 19.05.04, 09:21
      stadsarchief.breda.nl/actueel/Breda_750/oktober/06_3novemberE/0311fram.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka