Dodaj do ulubionych

najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2

10.03.08, 13:03
chyba już było, wiec z góry przepraszam, ale nie mogę znaleźć
starego wątku.

Jaki był najdalszy dystans, na którym czołg uzyskał celne trafienie
w czołg enpla? Chodzi o WW2.

dzięki.
Obserwuj wątek
    • grogreg Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 10.03.08, 20:16
      Nie sadze aby w calej masie strzalow oddanyc z armat p.panc na czolgach i nie
      tylko ktos zarejestrowalby takie zdarzenie. Nie bylo tez wtedy zadnych urzadzen
      rejestrujacych, wiec..... mozna sie operac jedynie na mozliwoscia danych armat.
      88mm KwK 36, czyli armata Pz VI Tiger pociskiem kumulacyjny mogla razic czolgi
      na odleglosc 3000m z niewielkim prawdopodobienstwem trafienia.
      88mm Kwk 43 (Tygrys Krolewski) na te sama odleglosc z 25% prawdopodobienstwem
      trafienia.
      • being28 Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 10.03.08, 21:36
        Podobno Nashorn zniszczył czołg sowiecki z 3,5 lub 4,5 km.
        • wielki_czarownik Nie Nashorn a Jagdtiger 10.03.08, 21:56
          Dystans 3800-4000 metrów. To był 11 kwiecień 1945 koło wzgórza Bismarcka.
          • wielki_czarownik Celem był Sherman oczywiście. /nt 10.03.08, 21:57

          • grogreg Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 11.03.08, 10:48
            Kolo wzgorza Bismarcka? Szczecin?
            • wielki_czarownik Tego nie wiem 11.03.08, 21:58
              Wiem tylko, że wzgórze Bismarcka.
          • grogreg Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 11.03.08, 10:49
            Ten Jagdtiger mial 128 czy 88? (czesc Jagdtigerow miala 88).
            • sopocianin Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 13.03.08, 02:36
              nie wyprodukowano zadnego jagdtiger'a z armata 88. To
              wedlug "Encyklopedii niemieckich wozow bojowych " Boyle'a - podobno
              najdokladniejsza publikacja na temat produkcji pojazdow pancernych.
              • patmate Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 13.03.08, 13:46
                sopocianin napisał:

                > nie wyprodukowano zadnego jagdtiger'a z armata 88. To
                > wedlug "Encyklopedii niemieckich wozow bojowych " Boyle'a -
                podobno
                > najdokladniejsza publikacja na temat produkcji pojazdow pancernych.

                To znaczy czy autor zaprzeczył istnieniu Jagdtigerów z 88, czy nie
                wwspomniał?
                Pzdr
                • sopocianin Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 13.03.08, 23:44
                  Stwierdzil,ze mial taki byc, model Sd Kfz 185, ale nigdy nie wszedl
                  do produkcji. Z innych ciekawostek wymienia to, ze dwa Sd Kfz 185,
                  numery podwozia 305001 i 305004, mialy zawieszenia na podluznych
                  walkach skretnych projektu Porsche, ale sie to nie spawdzilo i
                  opoznilo produkcje.
                  Nie wiem, czy ta publikacja jest wydana w Polsce, ale nawet w
                  angileskim jest warta zdobycia - sa numery podwozi, lista
                  producentow i inne bardzo ciekawe dane. Jagdtiger'y sluzyly tylko w
                  dwoch jednostkach, Panzerjagerabteilung 653 i Schwere
                  Panzerjagerabteilung 512.
                  Pzdr
                  • patmate Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 14.03.08, 01:34
                    W literaturze jednak podaje się dość różną ilość JT z 8,8cm kilka-
                    kilkanaście sztuk, lecz prawdopodobnie nie wzięły udziału w walce.
                    Podwozie Porsche'go - 4 zdwojone wózki (na rysunku przekroju
                    poprzecznego nie widzę wałków skrętnych)-zbudowano 11-12 sztuk, a
                    typ Henschel - wałki skrętne w pozostałych...
                    Pzdr
                    • sopocianin Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 14.03.08, 14:12
                      Nie wydaje mi sie aby te dane (o JT 8,8) mogly byc prawdziwe.
                      Jagdtiger'y byly produkowane tylko przez jeden zaklad, w malej serii.
                      Zalozenie takiej armaty w warunkach warsztatu polowego raczej nie
                      wchodzi w rachube. A w danych z produkcji taki wariant nie istnieje.
                      O ile chodzi o informacje ksiazkowe, to autorzy czesto myla sie,
                      bazujac tego typu informacje na opowiesciach zolniezy. Trzeba
                      zwrocic uwage, ze Elephant, ktory takze byl bazowany na podwoziu
                      Tiger, mial nieco podobna sylwetke i armate 8,8, i w wojennych
                      opisach mogl byc latwo mylony, jako ze oba (JT I Elephant) mogly
                      walczyc na odleglosciach ponad 2 km.
                      Jak napisalem wyzej, podluzne walki skretne Porsche nie sprawdzily
                      sie kompletnie, i zaden JT na takich w pole nie wyjechal.
                      • patmate Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 14.03.08, 14:40
                        Co do podłużnych wałków skrętnych - racja, fucktycznie źle
                        przeczytałem posta. Ale podaje się liczbę 12 szt na takim podwoziu,
                        są zdjęcia rozbitych pojazdów - więc jednak walczyły.
                        8,8 - tak wyposażone pojazdy były w Nibelungwerke w produkcji
                        (problem-brak urządzeń celowniczych) - zostały zniszczone przez
                        Niemców przed wejściem Amerykanów.
                        Pzdr

                        www.panzerworld.net/jagdtiger.php
              • grogreg Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 13.03.08, 14:23
                Wiele opracowac pisze, ze nie starczylo armat 128mm dla wszystkich Jagdtigerow i
                czesc wyposazona w 88 -L71.
          • matrek Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 11.03.08, 23:30
            wielki_czarownik napisał:

            > Dystans 3800-4000 metrów. To był 11 kwiecień 1945 koło wzgórza Bismarcka.



            Niemozliwe! Kurna nie mozliwe! Jak bum cyk cyk! Sowieckich czolgow nie dawalo
            sie niczym zniszczyc. To jakas bujda.
            • niec-nota Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 12.03.08, 06:00
              matrek napisał:

              >
              > Niemozliwe! Kurna nie mozliwe! Jak bum cyk cyk! Sowieckich czolgow
              nie dawalo
              > sie niczym zniszczyc. To jakas bujda.

              Matrek. To jest możliwe. Za tym stoi dziadek Bieriezowskiego.
              • patmate Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 12.03.08, 13:55
                jagdtigery operowały tylko na zachodzie. Wzgórze Bismarcka - zgoda
                dystans 4000m.
                Pzdr
              • viking2 Re: Nie Nashorn a Jagdtiger 15.03.08, 03:36
                niec-nota napisał:
                > Matrek. To jest możliwe. Za tym stoi dziadek Bieriezowskiego.

                Jaki tam dziadek! To tylko kancelaria prezia taka propagande rozpuszcza. Jestem
                pewien, ze maczali w tym palce Jarek i Lechu... A i kot pewnie tez:):)
            • wielki_czarownik Ofiarą był M4 (i to ponoć więcej niż jeden) /nt 13.03.08, 22:37


    • wladca_pierscienii Re: najdłuższy celny strzał do czołgu II w. św. 11.03.08, 08:32
      kiedyś czytałem w "Żołnierzu Polskim"

      z działa polowego ppanc 88 mm

      o ile dobrze pamiętam
      zniszczono T-34 z 3400 metrów
    • windows3.1 a czołg? 11.03.08, 09:34
      wielkie dzięki za posty.

      Wspomniane trafienia Jagdtigera czy z osiemdziesiątkiósemki były
      chyba nieosiągalne dla żadnego czołgu WW2, zważywszy ich różną od
      dział samobieżnych czy dział polowych specyfikę artyleryjską.

      Ale może jednak, jak to było powiedziane – w takiej masie strzałów –
      jakaś załoga przypadkiem, psim swędem, cudem albo inaczej uzyskała
      trafienie na porównywalny dystans? Myślę że takie imponujące
      trafienia były jednak katalogowane przez strony walczące, raz bo
      załogi chciały się pochwalić, dwa bo to przecież ma znaczenie dla
      dalszych prac konstrukcyjnych i rozwoju taktyki walki. Jestem
      pewien, że gdzieś o tym czytałem.

      ??
      • grogreg Re: a czołg? 11.03.08, 10:47
        88 KwK 36 i KwK 42 byly na uzbrojeniu czolgow Tiger i Tiger Krolewski.
      • windows3.1 88 mm KwK 43 L/71 11.03.08, 11:55
        www.panzer.punkt.pl/strony_www/ktiger.htm podaje, że "rekord
        celnego strzału bezpośredniego [dla 88 mm KwK 43 L/71 z Tygrysa
        Królewskiego] wynosił ponad 3500 m", ale nie wiadomo czy to na
        poligonie czy na polu walki.
        • grogreg Re: 88 mm KwK 43 L/71 11.03.08, 15:57
          Mysle, ze na poligonie.
          I tak niezle.
          • misza_kazak Re: 88 mm KwK 43 L/71 13.03.08, 15:22
            grogreg napisał:

            > Mysle, ze na poligonie.
            > I tak niezle.

            Pewnie, bo prawdopodobenstwo trafienia w warunkach bojowyc dla KwK43 na dystansie 3500m w cel typu czolg wynosi 17%
            A poligona prawdopodobenstwo wynosi 51%

            www.panzerworld.net/88l71.html
            P.S. Spotykalem dane ze nasza Su-76 trafila Pz-III na dystansie 7000m. Szczegolow nie znam.
            • browiec1 Re: 88 mm KwK 43 L/71 13.03.08, 16:11
              Wiesz 17 % to jednak nie 0%. Tak ze wypadki chodza po ludziach i cos
              takiego moglo sie przydarzyc. A ze prawdopodobienstwo male to i za
              duzo takich przypadkow nie bylo. A to Su-76 to chyba raczej tylko
              trafilo ale niekoniecznie zniszczylo, czy jak?
              • misza_kazak Re: 88 mm KwK 43 L/71 13.03.08, 16:51
                browiec1 napisał:

                > Wiesz 17 % to jednak nie 0%. Tak ze wypadki chodza po ludziach i cos
                > takiego moglo sie przydarzyc. A ze prawdopodobienstwo male to i za
                > duzo takich przypadkow nie bylo. A to Su-76 to chyba raczej tylko
                > trafilo ale niekoniecznie zniszczylo, czy jak?

                Nie znam konkretow.
                • patmate Re: 88 mm KwK 43 L/71 13.03.08, 17:15
                  Tak na marginesie działo - KWK 43 (Konigtiger-a)było wyposażone w
                  celownik TZF 9d/1 który był wyskalowany do 3000m dla wszystkich
                  pocisków p-panc, a dla burzących do 5000m.
                  Więc osiąganie trafień na większych dystansach może nie było normą,
                  acz wyzwaniem - nie ślepym trafem.
                  Zresztą ideą powstania tego typu dział p-panc nie była walka na
                  bliskie odległości, od tego był PAK 40 i pochodne.
                  Pzdr
                  • misza_kazak Re: 88 mm KwK 43 L/71 14.03.08, 11:21
                    patmate napisał:

                    > Więc osiąganie trafień na większych dystansach może nie było normą,
                    > acz wyzwaniem - nie ślepym trafem.

                    Raczej slepym, bo na takim dystansie od strzelca malo czego zalezy.

                    K slowu, podam pare danych testow w Kubince w 1944 roku.

                    Srednie odchylenie strzalu ppancernym pociskiem na 1000m wyniosla 170mm w pionie i 270mm w poziomie.
                    Analogiczne testy KwK43 pokazali odpowiednio 260mm i 210 mm.
                    Czyli w zasadzie balistyka byla podobna.
                    Na 3000m D-25T przebiwala 75mm pancerza po mormali.

                    Przy strzelaniu z chodu na dystansie 700m Is-2 trafil 4 razy z 5 w Pantere i 2 z 3 w Pz-III.
                    • patmate Re: 88 mm KwK 43 L/71 14.03.08, 13:46
                      misza_kazak napisał:

                      > patmate napisał:
                      >
                      > > Więc osiąganie trafień na większych dystansach może nie było
                      normą,
                      > > acz wyzwaniem - nie ślepym trafem.
                      >
                      > Raczej slepym, bo na takim dystansie od strzelca malo czego
                      zalezy.

                      W info o tym rekordowym trafieniu niestety brak szczegółów, ale nie
                      wyobrażam sobie ot pukaniny, aż wreszcie któryś pocisk trafi, ktoś
                      kto podjął decyzję o ostrzale tego IS-a chyba jednak wziął pod uwagę
                      szanse trafienia i konsekwencje ujawnienia swej pozycji (co
                      przy "pancerzu" Nashorna było istotą sprawą).


                      >
                      > K slowu, podam pare danych testow w Kubince w 1944 roku.
                      >
                      > Srednie odchylenie strzalu ppancernym pociskiem na 1000m wyniosla
                      170mm w pioni
                      > e i 270mm w poziomie.
                      > Analogiczne testy KwK43 pokazali odpowiednio 260mm i 210 mm.
                      > Czyli w zasadzie balistyka byla podobna.


                      Balistyka D-25 i KWK 43 na pewno była inna z racjii chocby kalibru
                      i predkości początkowej pocisku - zwłaszcza na większych dystansach.
                      Przytoczone wartości mówią o skupieniu a nie balistyce.

                      Wot i taki przyczynek - opisywany jest bój IS-a z 3 Hetzerami -
                      jeden zajął pozycję na górce absorbując uwagę sovieckiego czołgu-
                      wszystkie pociski wystrzelone do Hetzera rozrywały się poniżej -
                      chłopcy nie mieli pojęcia właśnie o balistyce D-25.
                      Pzdr
                      • patmate Re: 88 mm KwK 43 L/71 14.03.08, 14:02
                        Co do szczęśliwego trafu:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=539&w=18763619&a=18763619

                        Pzdr
            • niec-nota Re: 88 mm KwK 43 L/71 13.03.08, 18:37
              misza_kazak napisał:

              > P.S. Spotykalem dane ze nasza Su-76 trafila Pz-III na dystansie
              7000m. Szczegol
              > ow nie znam.

              A jeden Władek z Grudziądza to podobno na 1000 metrów granatem
              rzucał. Ale też nie znam szczegółów.
    • p08 Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 11.03.08, 12:00
      A Rudy to nawet po odstrzleniu wiezy jechal, wot technika a nie
      jakies tam Tigry
    • windows3.1 znalazłem - 3900 m, Tiger I 11.03.08, 12:07
      w różnych internetowych źródłach pojawia się informacja, że rekord
      bezpośredniego trafienia czołg-czołg należy do teutońskiego snajpera
      o nazwisku Wakker, dowódcy 3. kompanii w Schweere 506. Heeres Panzer
      Abteilung. W lipcu 1944 (gdzie?) ówże miał jakoby z Tygrysa I trafić
      radziecki T34 z odległości 3900 metrów.

      W sumie to poza Rosją ciężko chyba w Europie nawet znaleźc 4 km
      otwartej przestrzeni, na której czołgi mogłyby prowadzić pojedynek
      ogniowy.

      • azyata A jak było 11.03.08, 13:54
        Na pustyni?

        To co prawda Afryka, no i Tygrysy mogły walczyć co najwyżej w
        Tunezji, czyli już po największych bitwach pancernych Rommla.

        Takz na chłopski rozum: rekordowe trafienia rzeczywiście mogli
        zaliczać pancerniacy Wehrmachtu/WaffenSS w końcowej fazie wojny,
        szczególnie wtedy, gdy strzelali z wcześniej przygotowanych pozycji.

        Po pierwsze: mogli wybrać stanowiska z najlepszym wglądem w okolicę,
        skąd miało przyjść natarcie.

        Po drugie: był czas na orientację w terenie, pomiar dalmierzem
        odległości do charakterystycznych punktów terenu (dozorów).

        Po trzecie: mnóstwo potencjalnych celów;)

        pzdr
        • windows3.1 kampania afrykańska skończyła się zbyt szybko 11.03.08, 16:38
          nie spodziewam się, żeby w Afryce uzyskano jakieś imponujące wyniki.

          To fakt, że ze względu na ukształtowanie terenu możnaby spodziewać
          się tam wielu pojedynków ogniowych na duży dystans, ale z drugiej
          strony nie walczyły tam najbardziej zaawansowane wersje czołgów, te
          z najlepszą optyką i balistyką.

          Zresztą w przypadku czołgów PzKpfwg II i III, które stanowiły trzon
          sił pancernych Rommla, prowadzenie ognia na odległość dłuższą niż 2
          km nie miało sensu – przy tym dystansie ich działa nie były w stanie
          przebić niemal żadnego pancerza. Wyjątek stanowiły wyposażone w
          siedemdziesiątkipiątki wozy PzKpfwg IV, ale tych było w Afryce
          bardzo mało.
          • grogreg Re: kampania afrykańska skończyła się zbyt szybko 11.03.08, 16:47
            Nie zapominaj o Tygrysach w Tunecji.
          • azyata Afryka i front wschodni 14.03.08, 14:02
            A jakby tak porównać osiągnięcia obsługi FLAKów 8,8 czm na obu
            teatrach działań wojennyvh?

            Szczególnie jeśli idzie o pierwszą fazę walk w operacji Barbarossa.
            Przed Wehrmachtem stanął wtedy nowy przeciwnik, nieporównywalny z
            dotychczasowymi jeśli idzie o liczbę czołgów, a także niektóre ich
            parametry.

            Podobnie w Afryce, gdzie np. Matilda mogła być początkowo skutecznie
            zwalczana jedynie przez pelotki 88 mm.

            Znamy nazwiska takich asów walczących z czołgami alianckimi jak
            Wittmann czy Rudel (ten od Stukasa) - a czy któś orientuje się, jaki
            był najllepszy wynik obsługi 88?

            pzdr
    • patmate Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 11.03.08, 12:17
      Podawano coś koło 3600-3800m, pojazd "Nashorn" - odrobię się to
      przekopię literaturę
      Pzdr
      • patmate 4600 m 11.03.08, 12:47
        Pojazd - "Nashorn", poczatek marca 1945, koło miejscowości
        Marzdorf - porucznik Beckmann rozbił IS-2. Dokładny pomiar - 4600m.
        Pzdr
        • grogreg Re: 4600 m 11.03.08, 15:58
          Masz jakies namiary na opis tego zdarzenia?
          Ciekawe w co trafil. Pancerz czolowy powinien to wytrzymac....chyba, ze byl to
          pocisk kumulacyjny.
          • patmate Re: 4600 m 11.03.08, 21:28
            Niestety. Trzeba szukać w historii 88sPzJgAbt.
            Pzdr
    • kapitan.kirk Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 13.03.08, 18:13
      Przy ówczesnym braku dalmierzy, wszelkie takie podawanie odległości
      trzeba dziś traktować z - nomen omen - dużym dystansem ;-) Strzelań
      (i trafień) na duże odległości, zwłaszcza w "stepowej" fazie frontu
      wschodniego, z pewnością było dużo - ale weź to teraz człowieku
      zweryfikuj... Np. w mikropowieści "Zawzięty", opartej na relacjach
      żołnierzy biorących udział w bitwie pod Studziankami, śp. p. Janusz
      Przymanowski pisze o rozbiciu przez T-34 jednym strzałem z 76-tki
      niemieckiego działa samobieżnego na dystansie kilometra - ale jak
      dzisiaj takie rzeczy sprawdzać, skoro po obu przeciwnikach żaden
      ślad nie został...?

      Pzdr
      • patmate Re: najdłuższy celny strzał czołg - czołg, WW2 13.03.08, 19:08
        Jeżeli był spokój na froncie- wystarczyło poprosić obsługę np pe-
        lotki-oni mieli dalmierze, albo np. porównac mapę jeżeli zniszczony
        obiekt znajdował się przy charakterystycznym obiekcie....
        Co do przytoczonego przykładu rozbicia IS-2 takie warunki były -
        wstępnie ponoć określono dystans na 4000m, dopiero później wykonano
        dokładny pomiar na 4600m.
        Pzdr
      • wielki_czarownik Dalmierz 13.03.08, 22:46
        AFAIK niektóre Shermany miały jakieś celowniki dalekiego zasięgu montowane na wieży. W książce Tymienieckiego pod tytułem "Na imię jej było Lilly" autor pisze jak to używając tego czegoś (nie pamiętam czy to był dalmierz czy co) trafił niemiecki samochód na jakąś sporą odległość (coś około 3 kilometrów chyba).
      • windows3.1 dystans do dystansu 14.03.08, 10:34
        dobrze powiedziane, trzeba mieć dystans do dystansu...

        oczywiście racja, wiadomo że warunki były jakie były. Niemniej
        myślę, że te rewelacje dają nam jakieś pojęcie. Nie wiem czy było to
        3900, 3500 czy 4000 metrów - wystarczy, że gdzieś między 3.5 a 4 km.

        W świadome fabrykowanie sensacji raczej bym nie wierzył, jak
        pisałem, niezafałszowany pomiar miał znaczenie dla rozwoju taktyki i
        techniki walki, więc chyba nie przyjmowano od czapy zapewnień
        bohaterskich załóg, tylko ktoś to w miarę możliwości weryfikował.
        Poza tym istniały przecież zawiści i rywalizacja między jednostkami,
        więc np. sprawdzano deklaracje kolegów.

        Zresztą o Krzyżaków przybierało to nieraz obsesyjne formy. O ile
        pamiętam, z różnymi asami lotnictwa czasem leciał na lot bojowy w
        eskadrze samolot obserwacyjny, którego zadaniem było tylko i
        wyłącznie liczenie zestrzeleń - bo tak niewiarygodnie wysokie były
        liczby podawanych przez niego i kolegów zestrzeleń.
        • grogreg Re: dystans do dystansu 14.03.08, 12:09
          Niecy mieli dziwne podejscie.
          As lecial w ochrinie "mlodszych pilotow". On strzelal, oni pilnowali jego ogona.
          Druga rzecz, to to ze o ile piloci alianccy po wylataniu tury trafiali do
          osrodkow szkoleniowych o tyle Niemcy latali do konca.
          • patmate Re: dystans do dystansu 14.03.08, 12:52
            System latania parami opracował Moldels - jeden atakuje, drugi
            pilnuje tyłów ("Kaczmarek").
            Niemcy latali bez przerw i od Hiszpanii, więc i mieli
            swoich "experten".
            Nie wszyscy alianccy piloci po wylatanej turze bojowej przechodzili
            do szkolnictwa czy sztabów. Na zachodzie dośc szybko "skończyły" się
            cele (Luftwaffe przeniosło się na wschód).
            Pzdr
            • niec-nota Re: dystans do dystansu 14.03.08, 14:28
              Przekręciłeś trochę nazwisko. Nazywał się Werner Mölders. Wymyślona
              przez niego formacja została nazwana: cztery palce. To były dwie
              pary w luźnym ugrupowaniu.
              Dalej wszystko się zgadza. Prowadzący strzelał, prowadzony osłaniał
              mu doopę.
              • grogreg Re: dystans do dystansu 14.03.08, 17:18
                To chyba skrzydlowych Hansa-Joachima Marseille nazywali licznikami.
                Solista - Hans - przystawial sie do strazlu, a skrzydlowi pilnowali jego tylka i
                ksiegowali kolejne stracenia.
                Cale szczecie Bozia zalatwil sprawe sam i sciagnal Niemca na glebe.
                • p08 Re: dystans do dystansu 16.03.08, 16:58
                  Masz racje , bo w innym razie Skalski nie napisalby wspomnien
            • uruk-hai Re: dystans do dystansu 18.03.08, 20:48
              patmate napisał:


              > Nie wszyscy alianccy piloci po wylatanej turze bojowej
              przechodzili
              > do szkolnictwa czy sztabów. Na zachodzie dośc szybko "skończyły"
              się
              > cele (Luftwaffe przeniosło się na wschód).
              > Pzdr

              Raczej wykonywano logistycznej abra-kadabry, przesuwano myśliwce do
              obrony Rzeszy zwłaszcza, albo wszedzie tam gdzie 'coś' się działo w
              taki sposób aby obrona ta była jak najbardziej efektywna. ...np w
              czasie operacji pod Dieppe skrojono pupy RAFowi w bardzo
              nieprzyjemny i na dużą skalę sposób.
              Na wschodzie LW zawsze była nieliczna, to zupełnie wystarczało do
              walki z beznadziejnie wyszkolonymi pilotami WWS na ich latających
              trumnach. Wystarczy spojrzeć do menu Ericha Hartmana...
              Największą troskę nastręczała 8AF a nie WWS i w ocenie tej Niemcy
              nie pomylili się zupełnie.

              Do naszej dyskusji wtrącę tylko że debata podobna była kilka lat
              temu na www.dws.org.pl i tam postawiono na Nashorna który z ponad
              4km zniszczył M4
    • windows3.1 raczej bez związku, ale trochę do śmiechu 17.03.08, 12:59
      wczoraj kończyłem sklejać Panzera I Ausf. B w trzydziestcepiątce.
      Tak się złożyło, że obok na stole stała Pantera (też 1:35), bo
      starałemm się odpowiednio dobrać kolor tarnungu. Przechodziła moja
      żona, rzuciła okiem i pyta: a czemu teraz sklejasz takie małe,
      przecież nie będzie ci pasował do kolekcji?

      W sumie rzeczywiście ciekawe jak to możliwe, że nadludzie, którzy
      zaczynali wojnę mając za swoje siły pancerne ostatnie barachło (Pz I
      i II, 80% czołgów w kampanii polskiej i 60% we francuskiej),
      kończyli wojnę mając najlepsze maszyny w naszej połowie galaktyki.
      • misza_kazak Re: raczej bez związku, ale trochę do śmiechu 17.03.08, 14:08
        windows3.1 napisała:

        > W sumie rzeczywiście ciekawe jak to możliwe, że nadludzie, którzy
        > zaczynali wojnę mając za swoje siły pancerne ostatnie barachło (Pz I
        > i II, 80% czołgów w kampanii polskiej i 60% we francuskiej),
        > kończyli wojnę mając najlepsze maszyny w naszej połowie galaktyki.

        1) Niemcy nie mieli mozliwosci konstruowac ciezkie czolgi w 30tych latach i w dodatku Hitler na poczatku stawial na liczebnosc a nie na wielkosc.

        2) Mysle ze na koncu wojny Niemcy juz mieli nie najlepsze czolgi. Pantery juz byli zlej jakosci, a Krolewskie Tygrysy tak naprawde byli raczej nieudanymi czolgami.
        W 1945 ZSRR mialo luz nowe T-44 (i testowe warianty T-54) i Is-3.
        • p08 Re: raczej bez związku, ale trochę do śmiechu 17.03.08, 14:17
          I mieli naturalnie "Rudego"
        • windows3.1 i więcej niż trochę 17.03.08, 14:22
          oczywiście, myślę że jak tu piszemy to wszyscy się zgadzamy, że
          Pantery były złej jakości, a Tygrysy były raczej nieudane.
        • azyata Nadludzie także myśleli 17.03.08, 14:28
          Analizowali doświadczenia z walk w Polsce, na Zachodzie i w kampanii
          sowieckiej i doszli do przekonania, że nie mogąc sprostać ilościowo
          produkcji alianckiej muszą postawić na jakość. Nawet to jednak nie
          mogło przynieść oczekiwanego efektu.

          pzdr
          • grogreg Nadludze sami sie zapedzili w kozi rog. 17.03.08, 14:41
            W jakosc powiadasz?
            W czym ta jakosc sie miala przejawiac? W wyszukanych, technicznie doskonalych
            wiecznie psujacych sie czolgach, ktorych produkcja pochlaniala lwia czesc zasobow?
            Miast rozwija udane i efektywne koszt/wartosc bojowa wozy (Hetzer, PZ IV)
            budowali corac to wieksze monstra o imponijacych osiagach i takiew sobie
            wartosci dla walczacej armii.
        • gangut Misza, T-44 i IS-3 nie wzięły udziału 18.03.08, 10:04
          w walkach, więc nie ma sensu porównywać ich ze sprzętem walczącym
          już od dwóch lat na frocncie.
          • marek_boa Re: Misza, T-44 i IS-3 nie wzięły udziału 18.03.08, 11:09
            Gangut o ile wiadomo ,że czołgi IS-3 udziału w walkach w Europie w czasie II WŚ
            nie wzięły to już ich udział w 1945 roku w składzie 1.Frontu Dalekowschodniego
            gen.Miereckowa(1 pułk) jest udokumentowany! Czyli de fakto w działaniach
            bojowych w II WŚ udział brały!
            - Jeśli chodzi o T-44 to wersji z armatą 85mm ZIS-S53 od 1944 do 1945 roku
            wyprodukowano 655 sztuk!To ,że nie ma informacji o użyciu bojowym w cale nie
            świadczy o tym ,że jakiś pododdział bojowo tych czołgów nie przetestował!
            -Pozdrawiam!
          • misza_kazak Re: Misza, T-44 i IS-3 nie wzięły udziału 19.03.08, 09:41
            gangut napisał:

            > w walkach, więc nie ma sensu porównywać ich ze sprzętem walczącym
            > już od dwóch lat na frocncie.

            Win31 sugerowal ze Niemcy w WW2 mieli najlepsze czolgi galaktyki, a ja sie z tym ni zgadzam, bo pod koniec wojny byli juz nasze srednie i ciezkie czolgi nowej generacji, ktorzy w summie parametrow (nawet bez uwzglednienia ceny!) byli lepsze od niemeckich.
      • grogreg Re: raczej bez związku, ale trochę do śmiechu 17.03.08, 14:18
        Niemcy byli jednak troche pilnowani i w okresie miedzywojennym nie bardzo mogli
        rozwijac swoje sprzetu pancernego. Pewnie gdyby nie bratnia pomoc Zwiazku
        Sowieckiego to w ogole by czolgow nie mieli.
        Pz I tak naprawde nie mial byc uzyty w walce ale tylko do szkolenia. Pz II to
        raczej woz rozpoznawczy nie bojowy.
        Dlatego Hitlerowi tak bardzo zalezalo na zajeciu Czechoslowacji i jej przemyslu
        zbrojeniowego.
        Trzeba przyznac jedno.... kluczem do zwyciestw Wermachtu nie byl wcale sprzet,
        ale wyszkolenie zarowno szeregowego zolnierza i kadry oficerskiej.
        • windows3.1 o kluczach 17.03.08, 14:27
          w przypadku kampanii polskiej kluczem do sukcesu wojsk pancernych
          nie była przewaga techniczna (przecież nasze tankietki, nie mówiąc o
          7TP, nie były takie znowu gorsze od Pz I), ale:

          a) przewaga liczebna
          b) doktryna wojsk pancernych

          w przypadku kampanii francuskiej znowu nie istniała przewaga
          techniczna, a można nawet powiedzieć że typowy czołg krzyżacki był
          co najwyżej równorzędny wobec typowego czołgu francuskiego. Co
          gorsza, odpadła pierwsza z przewag z kampanii polskiej, bo czołgi
          francuskie/brytyjskie były przecież liczniejsze niż niemiecie.
          Została tylko doktryna. I ona wystarczyła!
          • grogreg Re: o kluczach 17.03.08, 14:35
            Dotkryna? Wynika ona z wiedzy kadry oficerskiej.. tej wyzszej.
            Trzeba ja jeszcze wykonac...kadra oficerska nizsza...itd.
          • azyata System działał 17.03.08, 14:42
            Do pewnego momentu.

            Jeszcze czynnik czasu i determinacja przeciwnika. Czy Francuzi mogli
            walczyć z podobną zaciekłością jak sowieci (mam na myśli raczej
            mobilizację - mniejsza o to, czy spontaniczną, czy wymuszoną -
            całego społeczeństwa na potrzeby wojny, niż postawę różnych narodów
            ZSRR wobec Niemców)?

            pzdr
            • grogreg Re: System działał 17.03.08, 16:42
              To Rosjanie w czerwcu 1941 roku walczyli zaciekle?
              • azyata W czerwcu 1941 18.03.08, 09:07
                Walczyli 9 dni (22-30). Jak wielkie straty by wtedy nie poniesli,
                musieli jakoś to przetrwać, skoro wojnę zakończyli w Berlinie. Bez
                zaciekłego oporu chyba się nie dało.

                pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka