mylenie przeciwnika

26.09.03, 15:09
mysle ze historia wspolczesnych konfliktow na świecie powinna nam wskazywac
pewne sciezki rozwoju sił zbrojnych! Nasza armia nigdy nie bedzie wielka i
nowoczesna dlatego tez warto by sie zastanowic w jaki sposob mozna prowadzic
wojne z wiekszym i lepiej wyposazonym przeciwnikiem. niewiadomo czy niemcy
czy tez francuzi a moze i amerykanie beda chcieli umierac za warszawe!
wedlug niektorych danych naloty na juzgoslawie oprocz zniszczenia
infrastruktury nie uczynily wiekszych strat silom zbrojnym tego kraju! jak
sie okazalo wlasciwie nikt sie nie zdecydowal na akcje sil ladowych gdy w
kosowie byly jeszcze wojska armii jugoslowianskiej! bycmoze wielu z was sie
nie zgodzi ale to chyba najlepszy wskaznik mozliwosci obronnych! w tym ze
jugoslawia do takiego typu konfliktu przygotowywala sie od lat! jestem
ciekawy czy i nasza armia uczy sie takiej "maskirowki", tego w jaki sposob
walczyc wykorzystujac nienajnowoczesniejszy sprzet a jednoczesnie wciagajac
wroga w zasadzki! jak mylic przeciwnika poprzez makiety, palenie ognisk po
lasach, zadymianie, sabotaz, zastawianie pulapek przez podstawianie
przynety! czy w ogole jestesmy do takiego czegos przygotowani?
    • kustosz.m Re: mylenie przeciwnika - nam nie wychodzilo 26.09.03, 15:45
      > wroga w zasadzki! jak mylic przeciwnika poprzez makiety, palenie ognisk po
      > lasach, zadymianie, sabotaz, zastawianie pulapek przez podstawianie
      > przynety!

      Gdyby Popiel mial pulaki na myszy GXVI lub w wersji GXVII-Twardy to historia
      naszego kraju moglaby sie potoczyc inaczej.
      Ech!
    • Gość: Kubeł Re: mylenie przeciwnika IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.03, 23:01
      Warunki terenowe:-( wyznaczają nam los i przeciwnik. Chłopcy z Pentagonu sa
      wrazliwi na widok czarnych worków, nasi ewentualni przeciwnicy - a wszyscy ich
      znamy :-) - znacznie mniej. My sle, że jakby nasi ewentualni przeciwnicy sie
      zabrali za Kosowo, to by weszli i by sie nie patyczkowali. Oni nie maja
      kompleksu Afganistanu, bo autorytarne społeczeństwo nie ma mozliwosci mieć
      kompleksów. Naszą szansą byłaby - po zdruzgotaniu sił regularnych - wojna
      patyzancka na południu i byc może na północy oraz w miastach, tyle, że ona jest
      cholernie wyniszczająca także dla tego kto ja prowadzi.
      To co nam może jednak zagrozić to ograniczony konflikt zdalnie sterowany zza
      granicy i jakies cholerne plebiscyty, mediacje etc. A druga rzecz to
      rzeczywiście terroryzm. Ale oba zagrożenia są na razie całe szczęscie dosyc
      odległe.
    • Gość: DSD Re: mylenie przeciwnika IP: 212.33.88.* 27.09.03, 13:58
      1. Przede wszystkim powinniśmy się modlić, żeby nie wybuchła prawdziwa wojna
      NATO (ew. USA) vs. Rosja. Bylibyśmy na pierwszej linii ataków nuklearnych obu
      stron. Żadne pułapki po lasach nam wtedy nie pomogą.
      2. Jakiś czas temu toczyła się tutaj dyskusja o ewentualnej polskiej partyzantce w
      nowoczesnej wojnie, o rozmaitych pospolitych ruszeniach etc. Jeśli terytorium
      Polski zostanie podbite przez cywilizowanych najeźdźców (np. Niemcy w wersji
      Bismarckowskiej), Polacy przyjmą to z obojętnością, ew. radością. Jeśli mniej
      cywilizowani (wiadomo o kim mowa ;-))) , to partyzantka nas nie wyzwoli.
      Analogie z Afganistanem czy Czeczenią są o tyle chybione, że:
      a) uszktałtowanie powierzchni na terytorium Polski jest inne niż na Kaukazie
      czy w Azji Centralnej (chyba że ograniczymy się do obrony Hali Gąsienicowej
      i zasieków wokół Morskiego Oka);
      b) kultura Czeczenów czy Pasztunów różni się od kultury Polaków AD 2003.
      Ilu z was i Waszych kolegów poszłoby do lasu ryzykować życie (i walczyć o powrót
      SLD :-))) ?
      3. Niestety, widzę sporo analogii pomiędzy obecną sytuacją Polski a rokiem
      1939. Nie mamy szans na samodzielną obronę przeciwko Niemcom czy Rosji.
      Bawiąc się w Machiavellego, można zaproponować:
      a) powołanie uśpionych komórek terrorystycznych, uzbrojonych w broń masowego
      rażenia i ukrytych w większych miastach przeciwnika. W razie czego uciekamy się
      do szantażu. Wada - poza JKM nikt tego nie zrobi ;-)));
      b) bardziej poważnie, bliższy sojusz z USA, związany koniecznie z rozmieszczeniem
      na terytorium kraju amerykańskich baz wojskowych. Wada - wzrost nastrojów
      antyamerykańskich w społeczeństwie (nieuniknione kłopoty między tubylcami a
      jankeskimi luzakami). Po drugie, Niemcy, Rosja czy Francja zawsze będą mieli
      więcej do zaoferowania Amerykanom;
      c) bardziej realnie, Niemcy usztywniają coraz bardziej swoje stanowisko aż
      dochodzi do transakcji: 'Nicea za pomoc pieniężną'. Polska de facto traci
      suwerenność i problem jej obrony znika. Wada - na Forum pojawi się nowy
      wątek: 'Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość?'.
    • dreaded88 Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 27.09.03, 17:45
      Koncepcje, że jak pochowamy się po lasach to Ruscy ani Niemcy nie wejdą, bo się
      zlękną powracają jak bumerang, ale są raczej błędne.
      Armia jugosławiańska nie została w czasie operacji kosowskiej zniszczona może
      głównie dlatego, że nie była priorytetowym celem - przygotowania do interwencji
      lądowej były raczej bluffem, a poukrywane gdzieś T-55 i M-84 nikogo nie
      przerażały; zresztą chwytanie tego argumentu przy dyskretnym pomijaniu, że
      atakujący zrealizowali swoje cele sprzed wojny świadczy chyba o błędzie w
      rozumowaniu.
      Jak u nas zbombardują elektrownie oraz przekaźniki TV i przez tydzień nie
      będzie "Złotopolskich" i "Baru" duch w narodzie może upaść :-(
      • mako75 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 28.09.03, 12:30
        dreaded88 napisał:

        > Koncepcje, że jak pochowamy się po lasach to Ruscy ani Niemcy nie wejdą, bo
        się
        >
        > zlękną powracają jak bumerang, ale są raczej błędne.

        Też mi się tak wydaje, aczkolwiek jakieś niewielkie grupy partyzanckie mogłyby
        tam działać. po to nie jest jak widac tak że mając urządzenia na podczerwień i
        satelity mozna wyśledzić każdego i wszędzie...inaczej zamachów w Iraku już by
        nie było. A propo's Iraku jak widać nie trzeba mieć lasu aby nie dać sie złapać.

        > Armia jugosławiańska nie została w czasie operacji kosowskiej zniszczona może
        > głównie dlatego, że nie była priorytetowym celem - przygotowania do
        interwencji
        >
        > lądowej były raczej bluffem, a poukrywane gdzieś T-55 i M-84 nikogo nie
        > przerażały; zresztą chwytanie tego argumentu przy dyskretnym pomijaniu, że
        > atakujący zrealizowali swoje cele sprzed wojny świadczy chyba o błędzie w
        > rozumowaniu.

        Racja. priorytetem bylo wymuszenie określonych dzialań rządu jugosłowiańskiego.
        Co jak widać po efektach udało się w 100 proc. Niszczenie samej armii nic by
        nikomu nie dało bo chyba nikt nie miał zamiaru okupować Jugosławi.

        > Jak u nas zbombardują elektrownie oraz przekaźniki TV i przez tydzień nie
        > będzie "Złotopolskich" i "Baru" duch w narodzie może upaść :-(

        To właśnie chyba stalo sie w Jugosławi po zbombardowaniu TV i zniszczeniu
        przekaźników duch w narodzie padł.

        Podsumowując. W Polsce duże odziały partyzanckie raczej nie wchodzą w grę,
        chyba że gdzieś na pogórzu. Działania o charakterze irackim (czyli zamachy,
        szybkie ataki i wycofanie sie małych grup) owszem mają szanse. Wszystko zależy
        od tego czy naród chciałby walczyć.

        Pozdrawiam
        • Gość: DSD Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali IP: 212.33.88.* 28.09.03, 15:51
          > Działania o charakterze irackim (czyli zamachy,
          > szybkie ataki i wycofanie sie małych grup) owszem mają szanse. Wszystko zależy
          > od tego czy naród chciałby walczyć.

          Co do narodu, to chyba sam Pan Bóg nie wie jak zachowałby się w godzinie
          próby. Myślę, że od kilku pokoleń mamy tyle zaczynań od początku (1918, 1945,
          1989, 200?), że każdemu może marzyć się święty spokój, niezależnie za jaką
          cenę.
          Co do partyzantki, nie przeczę że mogłaby działać, z taką czy inną skutecznością,
          ale sama nie wyzwoliłaby kraju. Model iracki (1-3 zabitych napastników dziennie)
          nie na każdym robi wrażenie. A w wypadku zdeterminowanego najeźdźcy zacznie
          się eskalacja ('Obwieszczenie... bandycki atak ... rozstrzelano 100 zakładników...
          w przyszłości...reagować podobnie...'). Chwalimy się Państwem Podziemnym
          z lat II WS, ale wyzwolenie musiało przyjść ze Wschodu lub Zachodu. Samo AK
          mogłoby walczyć i do dzisiaj. Ergo - sojuszy nic nie zastąpi.
          BTW, w Palestynie mamy teraz bolesny przykład co się dzieje kiedy obie strony:
          partyzantka i przeciwne jej siły zbrojne, są zdeterminowane do ostateczności.
          • mako75 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 28.09.03, 17:03
            Gość portalu: DSD napisał(a):

            > Co do narodu, to chyba sam Pan Bóg nie wie jak zachowałby się w godzinie
            > próby. Myślę, że od kilku pokoleń mamy tyle zaczynań od początku (1918, 1945,
            > 1989, 200?), że każdemu może marzyć się święty spokój, niezależnie za jaką
            > cenę.

            Sugerujesz, że dla świetego spokoju Polcy "olaliby" okupacje?? Możliwe,
            aczkolwiek dzielne bojówki samoobrony i LPR razem z młodzieżą wszechpolską
            niedopuściłyby do tego:)))

            > Co do partyzantki, nie przeczę że mogłaby działać, z taką czy inną
            skuteczności
            > ą,
            > ale sama nie wyzwoliłaby kraju. Model iracki (1-3 zabitych napastników
            dziennie
            > )
            > nie na każdym robi wrażenie.

            Na opini publicznej w USA chyba robi....

            A w wypadku zdeterminowanego najeźdźcy zacznie
            > się eskalacja ('Obwieszczenie... bandycki atak ... rozstrzelano 100
            zakładników
            > ...
            > w przyszłości...reagować podobnie...').

            Tyle że to właśnie może spowodować eskalacje konfliktu...

            Chwalimy się Państwem Podziemnym
            > z lat II WS, ale wyzwolenie musiało przyjść ze Wschodu lub Zachodu. Samo AK
            > mogłoby walczyć i do dzisiaj. Ergo - sojuszy nic nie zastąpi.
            > BTW, w Palestynie mamy teraz bolesny przykład co się dzieje kiedy obie strony:
            > partyzantka i przeciwne jej siły zbrojne, są zdeterminowane do ostateczności.

            Zgadza się w 100proc. wyzwolenie samą wojną partyzancka to mrzonka...to się
            rzadko w historii udawało....
            Co do sojuszy....hm... z historii również wynika że sojusze także niewiele
            dają...
            Cóz zostaje liczyć że konfliktu nie będzie..:))

            Pozdrawiam
        • dreaded88 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 29.09.03, 17:54
          mako75 napisał:

          > dreaded88 napisał:
          >
          > > Koncepcje, że jak pochowamy się po lasach to Ruscy ani Niemcy nie wejdą, b
          > o
          > się
          > >
          > > zlękną powracają jak bumerang, ale są raczej błędne.
          >
          > Też mi się tak wydaje, aczkolwiek jakieś niewielkie grupy partyzanckie
          mogłyby
          > tam działać. po to nie jest jak widac tak że mając urządzenia na podczerwień
          i
          > satelity mozna wyśledzić każdego i wszędzie...inaczej zamachów w Iraku już by
          > nie było. A propo's Iraku jak widać nie trzeba mieć lasu aby nie dać sie
          złapać
          > Podsumowując. W Polsce duże odziały partyzanckie raczej nie wchodzą w grę,
          > chyba że gdzieś na pogórzu. Działania o charakterze irackim (czyli zamachy,
          > szybkie ataki i wycofanie sie małych grup) owszem mają szanse. Wszystko
          zależy
          > od tego czy naród chciałby walczyć.
          >
          > Pozdrawiam

          Tego bynajmniej nie neguję, że gdyby przyszło co do czego partyzantka byłaby
          (prawdopobobnie) możliwa i potrzebna, ale trzepie mnie, jak niektórzy wymyślają
          sobie koncepcje typu "wejdźcie do nas na całego, a wtedy wam pokażemy". Nawet
          Afganistan był w istocie straszliwą klęską dla najechanych - zostały zgliszcza.
          Co tu dużo deliberować - może jak się jest potencjalnym państwem frontowym
          trzeba pójść za przykładem Korei Pd, Grecji czy Izraela i poświęcać na
          obronność więcej niż standardowe 1.5-2% ?
          Pozdr.
          • mako75 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 29.09.03, 18:39
            dreaded88 napisał:

            >
            > Tego bynajmniej nie neguję, że gdyby przyszło co do czego partyzantka byłaby
            > (prawdopobobnie) możliwa i potrzebna, ale trzepie mnie, jak niektórzy
            wymyślają
            >
            > sobie koncepcje typu "wejdźcie do nas na całego, a wtedy wam pokażemy".

            Jak to mówią Eskimosi....Nu zajc....:)))

            Nawet
            > Afganistan był w istocie straszliwą klęską dla najechanych - zostały
            zgliszcza.

            Każda wojna jest straszna, tym bardziej jeśli toczy sie na wlasnym,
            terytorium....
            Tak sie zastanawiałem nad dobrym przykladem zwycięstwa partyzantów...
            Afganistan??...koniec końców pozbyli sie armii radzieckiej...ale niewiele to
            dało..jakkolwiek bylo to zwycięstwo partyzantki.
            Czeczenia??? Mysle, ze I wojna czeczeńska można uznać za zwycięstwo
            partyzantki, ze szcegolnym uwzglednieniem odbiycia Groznego. tyle, że i tutaj
            skończyło sie nienajlepiej.
            Timor Wschodni??? O ile tutaj mozna mówić o partyzantce...poza tym gdyby nie
            ONZ-towskie wojska skończyłoby sie pewnie masakra....
            hm....

            > Co tu dużo deliberować - może jak się jest potencjalnym państwem frontowym
            > trzeba pójść za przykładem Korei Pd, Grecji czy Izraela i poświęcać na
            > obronność więcej niż standardowe 1.5-2% ?

            Święte słowa:))))

            Pozdrwiam
            • dreaded88 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 30.09.03, 19:07
              mako75 napisał:
              >
              > Każda wojna jest straszna, tym bardziej jeśli toczy sie na wlasnym,
              > terytorium....
              > Tak sie zastanawiałem nad dobrym przykladem zwycięstwa partyzantów...
              > Afganistan??...koniec końców pozbyli sie armii radzieckiej...ale niewiele to
              > dało..jakkolwiek bylo to zwycięstwo partyzantki.
              > Czeczenia??? Mysle, ze I wojna czeczeńska można uznać za zwycięstwo
              > partyzantki, ze szcegolnym uwzglednieniem odbiycia Groznego. tyle, że i tutaj
              > skończyło sie nienajlepiej.
              > Timor Wschodni??? O ile tutaj mozna mówić o partyzantce...poza tym gdyby nie
              > ONZ-towskie wojska skończyłoby sie pewnie masakra....
              > hm....

              Może Algieria?

              > > Co tu dużo deliberować - może jak się jest potencjalnym państwem frontowym
              >
              > > trzeba pójść za przykładem Korei Pd, Grecji czy Izraela i poświęcać na
              > > obronność więcej niż standardowe 1.5-2% ?
              >
              > Święte słowa:))))

              Ale teraz, kiedy krach zagląda w oczy...
              Pozdr.
              • mako75 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 01.10.03, 00:55
                dreaded88 napisał:

                > Może Algieria?

                Całkiem niezły przyklad..troche słab znam ten konflikt..ale...niezłe połaczenie
                partyzantki z zamachami...aż sie od tego Francja posypała prawie:)))


                > Ale teraz, kiedy krach zagląda w oczy...
                No cóz...górnicy muszą mieć kase za spokój...więc...wzrostu raczej nie
                będzie...i tak jest lepiej niż w latach 90-tych....
                Tak sie zastanawiam na co MON wydawał wtedy te kase.....zero przetargów...zero
                zakupów....przepili czy jak????

                Pozdrawiam
                • dreaded88 Re: Koledzy Kubeł i DSD prawdę napisali 01.10.03, 18:20
                  mako75 napisał:

                  > dreaded88 napisał:
                  >
                  > > Może Algieria?
                  >
                  > Całkiem niezły przyklad..troche słab znam ten konflikt..ale...niezłe
                  połaczenie
                  >
                  > partyzantki z zamachami...aż sie od tego Francja posypała prawie:)))

                  Do posypania się to jeszcze trochę było, a jak nawet to nie przez samą Algierię
                  ale też Indochiny... Ale konwersja Camusa niczego sobie :-)

                  > > Ale teraz, kiedy krach zagląda w oczy...
                  > No cóz...górnicy muszą mieć kase za spokój...więc...wzrostu raczej nie
                  > będzie...i tak jest lepiej niż w latach 90-tych....
                  > Tak sie zastanawiam na co MON wydawał wtedy te kase.....zero
                  przetargów...zero
                  > zakupów....przepili czy jak????

                  Też sobie zadaję to pytanie, wtedy sporo rzeczy można było zrobić - np.
                  pozbierać z republik postsowieckich albo nawet od Mikojana "29", zmodernizować,
                  to samo z Su-22 i czekać sobie w spokoju na F-35.
                  Pozdr.
    • Gość: Kubeł Re: mylenie przeciwnika IP: *.uwoj.wroc.pl 29.09.03, 10:22
      Hyhy, w razie ataku o którym wszyscy wiemy, że byłby najgorszy proponuje
      bronic się na nowym przedmosciu - naziwjmy je sobie Sudecko-Turoszowskie:-)
      O Pomorskim nawet nie ma co marzyć.
      Ciekawe ze nikt nie ruszyl tematy czy w ogole bylaby realna obrona
      konwencjonalna w wypadku zagrozenia ze wschodu. Bo w zbrojna interwencje
      Niemiec nie ma co wierzyc przez najblizsze 25-30 lat. Za bardzo polubili
      dobrobyt zeby sie decydowac na wojny.

      IMHO - obrona regularna bylaby mozliwa tylko i wlacznie - zakladajac atak ze
      wschodu - gdyby sily regularne skoncentrowac za Odra, najwyzej rozszerzajac
      pas oborny o G.O.P. (obszar silnie zurbanizowany, w sam raz do obrony). Na
      pozostalym terytorium tylko obrona opozniajaca i dzialania niereuglarne.

      Wiadomo ze nikt by sie jednak nie zgodzil na oddanie najwiekszych miast polski
      w zasadzie bez walki. Nie mowiac o zagrozeniu, takim jak w 1939, ze przeciwnik
      zajawszy czesc (nawet nie najwieksza- ale za to bogatsza), wielkodusznie
      zaproponowalby rokowania. A my z silami reglarnymi skupionymi na bezpiecznej
      rubiezy, pozbawieni jednak zdolnosci zaczepnych i pomocy sojusznikow,
      musielibysmy ulec. W koncu dla coraz wieszej czesci swiata POKOJ jest
      najwyzsza wartoscia w imie ktorej warto zaplacic kazda cenę.

      BTW - takie pacyfistczne bełkotanie o pokoju jako najwyzszej wartosci tez
      mocno przypomina relacje z 1939, a jakie byly efekty - to juz jest jasne.

      Słowem
      modlmy sie
Pełna wersja