Dodaj do ulubionych

Naiwne pytanie x+10

22.12.08, 22:34
W dalekiej młodości zdarzało mi się rozbierać m.in. naboje kal. 20
mm tj. zapewne do działek szybkostrzelnych. Otóż nabój oddzielony od
łuski miał w tylnej części opóźniający "korek", który podpalony (!)
powodował wybuch pocisku po kilku (-nastu ?) sekundach. Zapewne po
wystrzale materiał ten zapalał się od ładunku miotającego, co w
razie nietrafienia w cel po tych kilku (-nastu ?) sekundach
powodowało wybuch naboju (zapalnik "zbliżeniowy"). Czy mam rację ?
Obserwuj wątek
    • aso62 Re: Naiwne pytanie x+10 23.12.08, 00:33
      foolproof napisał:

      > Zapewne po wystrzale materiał ten zapalał się od ładunku
      > miotającego, co w razie nietrafienia w cel po tych kilku (-
      > nastu ?) sekundach powodowało wybuch naboju.
      > (zapalnik "zbliżeniowy"). Czy mam rację ?

      Tak i nie.

      Masz rację co do samego mechanizmu działania - materiał zapalał się
      przy wystrzale. Natomiast na 100% nie jest to żaden zapalnik
      zbliżeniowy i na 99% (100% byłoby możliwe gdybyś pamiętał o jaki
      konkretnie wzór pocisku chodzi) nie jest to nawet zapalnik czasowy.
      Najprawdopodobniej jest to zapalnik od smugacza. Możliwe, że w tym
      pocisku pomiędzy smugaczem a właściwą głowicą był też samolikwidator.

      Zapalnik zbliżeniowy to mały radar który inicjuje wybuch pocisku gdy
      ten znajdzie się w ustalonej lub w najmniejszej odległości od celu.
      Jeżeli rozbierałeś amunicję z II wś, to takiego zapalnika w niej nie
      znajdziesz. Po pierwsze dlatego, że w pociskach 20 mm takich
      zapalników nie stosowano, po drugie, że takie zapalniki mieli tylko
      Amerykanie i w Polsce masz małe szanse znalezienia takiej amunicji.
      • speedy13 Re: Naiwne pytanie x+10 23.12.08, 10:09
        Hej

        Wszystko co aso62 napisał jest oczywiście prawdą. Biorąc jednak pod uwagę
        charakter pytania, widać że wypadałoby udzielić odpowiedzi na bardziej
        podstawowym poziomie.

        aso62 napisał:

        >
        > Masz rację co do samego mechanizmu działania - materiał zapalał się
        > przy wystrzale. Natomiast na 100% nie jest to żaden zapalnik
        > zbliżeniowy i na 99% (100% byłoby możliwe gdybyś pamiętał o jaki
        > konkretnie wzór pocisku chodzi) nie jest to nawet zapalnik czasowy.
        > Najprawdopodobniej jest to zapalnik od smugacza.

        Najprawdopodobniej jest to w ogóle po prostu smugacz. Smugacz to ładunek
        pirotechniczny umieszczony w tylnej części pocisku, który zapala się przy
        wystrzale i w trakcie lotu emituje gorące gazy spalinowe. Dzięki temu za
        pociskiem powstaje świecąca smuga tych gazów, ewentualnie (zależnie od składu
        masy pirotechnicznej) także smuga dymu, co pozwala na śledzenie lotu pocisku i w
        ten sposób np. ułatwia celowanie (i ułatwia niestety też przeciwnikowi celowanie
        :) ).
        > Możliwe, że w tym
        > pocisku pomiędzy smugaczem a właściwą głowicą był też samolikwidator.

        W takich małych pociskach faktycznie czasem smugacz wykorzystywany jest jako
        samolikwidator. Samolikwidator (mechanizm samozniszczenia) jest spotykany dosyć
        często, szczególnie właśnie w amunicji lotniczej i przeciwlotniczej. Chodzi o to
        by pocisk który nie trafi w cel nie spadał potem na ziemię w przypadkowym
        miejscu, tylko eksplodował sobie gdzieś tam jeszcze w miarę wysoko, nie robiąc
        nikomu krzywdy. I faktycznie można do tego wykorzystać smugacz, łącząc jego
        komorę z komorą mieszczącą materiał wybuchowy. Masa smugowa zwykle daje bardzo
        gorący i, jak to nazwać, "agresywny" płomień, bogaty w stałe cząstki i przez to
        łatwo podpalający inne rzeczy, więc jak dotrze on do materiału wyb. to z dużą
        pewnością wywoła jego zapalenie i deflagrację raczej niż detonację, co w tym
        przypadku jest nawet pożądane - wystarczy do zniszczenia pocisku a zarazem nie
        będzie takiej strasznej fali uderzeniowej i odłamki nie będą miały zbyt dużej
        prędkości (chociaż będą większe niż byłyby przy detonacji).
        Aczkolwiek ta metoda ma jednak pewne ograniczenia. Samolikwidacja powinna
        nastąpić w takiej odległości, w jakiej nie da się już prowadzić efektywnego
        celnego ognia. A smugacz generalnie wypala się szybciej. Np. dla pocisku 20 mm
        donośność skuteczna to powiedzmy ok. 2 km; czyli chcielibyśmy żeby
        samolikwidacja nastąpiła np. po 3 albo 4 km. Zrobić smugacz który paliłby się na
        takim dystansie to chyba raczej niemożliwe a w każdym razie trudne bardzo. OK,
        no to na końcu smugacza dajemy warstwę innej masy pirotechn. palącej się
        odpowiednio wolniej, tak żeby zapewnić ten wymagany czas. No i jak widać
        przestaje to być proste, jedna masa, druga masa, a jeszcze wszak w pocisku się
        musi materiał wyb. zmieścić i zapalnik, tam nie ma nieskończenie wiele miejsca.
        Poza tym chcielibyśmy, aby ta samolikwidacja następowała po w miarę dokładnie
        określonym czasie, a takie masy jak smugowe, emitujące dużo gazów, mają prędkość
        spalania silnie zależną od ciśnienia - a więc zależnie od trajektorii pocisku
        ten czas będzie różny, co jest niepożądanym generalnie zjawiskiem. Dlatego tę
        funkcję samolikwidacji często wbudowuje się raczej w zapalnik, nie w smugacz.

        >
        > Zapalnik zbliżeniowy to mały radar który inicjuje wybuch pocisku gdy
        > ten znajdzie się w ustalonej lub w najmniejszej odległości od celu.

        Ściślej biorąc to jest radiowy zapalnik zbliżeniowy. Są też inne sposoby, ale
        faktycznie w pociskach artyleryjskich ten jest najczęściej spotykany.

        > Jeżeli rozbierałeś amunicję z II wś, to takiego zapalnika w niej nie
        > znajdziesz. Po pierwsze dlatego, że w pociskach 20 mm takich
        > zapalników nie stosowano, po drugie, że takie zapalniki mieli tylko
        > Amerykanie i w Polsce masz małe szanse znalezienia takiej amunicji.

        Amerykanie stosowali też zapalniki zbliżeniowe w bombach lotniczych, aby uzyskać
        wybuch na pewnej wysokości nad ziemią, dla optymalizacji działania odłamkowego.
        Zastanawiałem się kiedyś, czy mogły być one używane w nalotach na cele w Polsce...
        • browiec1 Re: Naiwne pytanie x+10 23.12.08, 15:34
          A ile mat. wybuchowego jest w takim pocisku 20mm i jak oni to tam
          wszystko "upychaja"? W koncu takie np. pociski programowalne z
          wymuszona fragmentacja to sie robi najczesciej w kalibrze 30 mm a i
          tak jest to szerzej stosowane raczej od niedawna.
          Zawsze mnie tez zastanawialo jak te zapalniki zblizeniowe sie udalo
          skonstruowac Amerykanom przy technice dostepnej w czasie II
          wojny.Juz tu kiedys o tym dyskutiowalismy,czytalem o tym(w NTW byl
          zdaje sie artykul o tym) a i tak ciagle jestem pod wielkim wrazeniem
          (jak i ogolnie wielu konstrukcji z tego okresu ktore w pelni
          rozwiniete sa dopiero dzis).
          • foolproof Re: Naiwne pytanie x+10 23.12.08, 19:19
            Dziękuję za wyjaśnienie - naboje o których wspominałem po podpaleniu
            pocisku ("od tyłu") po kilku chwilach eksplodowały - zapewne
            chodziło o wspomniane samozniszczenie i to miałem na myśli pisząc
            o "zapalniku zbliżeniowym" z myślą, że pocisk wystrzelony w kierunku
            np. samolotu eksplodował w razie nietrafienia w pobliżu celu i mogło
            się zdarzyć, że bardzo blisko. Amunicja, którą młodzież radośnie
            rozbierała w latach wojny i po wojnie napewno nie zawierała
            elementów elektronicznych.
            Ze wspomnień :
            " Cały szlak odwrotu RKKA przez miasto, a szczególnie ul.
            Łyczakowska zastawiona była porzuconym sprzętem, samochodami i
            czołgami. Łyczakowską nazywano „dawaj na zad”. Ponieważ z kolegami
            zaglądaliśmy do wnętrz widzieliśmy, że w wozach bojowych była
            amunicja, odtąd przez całe lata 1941-45 powszechnie bawiliśmy się
            materiałami wybuchowymi wydobywanymi ze znalezionych naboi:
            małymi „baryłkami” 1,5x0,5 cm, długimi (~25 cm) rurkami, drobnymi
            płatkami z naboi małokalibrowych. Osobiście pozyskiwałem tylko te
            ostatnie, rozbierając naboje karabinowe i pistoletowe, rozsądnie
            nigdy nie uczestnicząc w rozbiórce większych kalibrów, ciekawe przy
            tym, że rzadko mówiło się o nieszczęśliwych wypadkach. "
          • speedy13 Re: Naiwne pytanie x+10 23.12.08, 23:35
            Hej

            browiec1 napisał:

            > A ile mat. wybuchowego jest w takim pocisku 20mm i jak oni to tam
            > wszystko "upychaja"?

            Jak pewnie zdajesz sobie sprawę, amunicji 20 mm jest ogromnie wiele
            rodzajów. Skoro mowa o amunicji znajdowanej na ziemiach polskich to
            zapewne najprawdopodobniej była to radziecka 20x99R do działek
            SzWAK i B-20 - np. pocisk OZ (odłamkowo-zapalający) tego kalibru, o
            masie 96 g, zawierał 2,8 g m.w. + 3.3 g m.zapal. Bądź też niemiecka
            20x82 (do działka MG 151/20) gdzie zwykły pocisk odł.-burz. smugowy
            Spr.Gr.'L o masie 115 g zawierał 3,7 g m.w. zaś specjalny
            Minengranate (90 g) aż 18,7 g m.w.
            Upychają to najczęściej przez prasowanie; elaboracja przez
            zalewanie stopionym mw byłaby w takim maŁym pocisku bardzo trudna,
            a poza tym stosowane w nich są zwykle silne m.w. na bazie np.
            heksogenu, które raczej nie nadają się do zalewania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka