rzewuski1
25.12.03, 17:39
Napoleon postanowił uprzedzić wkroczenie rosyjskiej armii na ziemie
polskie. Już 1 listopadzie 1806 roku francuska armia przekroczyła granicę
Wielkopolski, zaś korpus Davouta dokonał uroczystego wjazdu do Poznania.
W Petersburgu postanowiono czym prędzej pchnąć przeciwko Napoleonowi 140-
tysięczną armię pod ogólną komenda gen. Aleksandra Kamieńskiego (nie był to
specjalnie udany wybór cara - ten 75-letni generał okazał się zbyt ociężały
wobec młodziutkiego 37-letniego cesarza Francji). Cała ta potęga była
podzielona na trzy części. 60-tysięczną 1. armię polową (pod rozkazami gen.
Leontija Bennigsena) tworzyły cztery dywizje (korpusy) - gen. Aleksandra
Ostermana - Tołstoja, Fabiana Osten - Sackena, Dmitrija Golicyna i gen.
Siedmorackiego. 50-tysięczną 2. armię polową tworzyły także cztery dywizje
(korpusy) - gen. Nikołaja Tuczkowa, Dmitrija Dochturowa, Iwana Essena i gen.
Anreppa - pod ogólnym dowództwem gen. Fiodora Buxhoewdena. Dodatkowo, w
trakcie formowania była 30-tysięczna 3. armia polowa, składająca się z dwóch
dywizji (korpusów) - księcia Wołkonskiego i gen. Mellera. W późniejszym
okresie z Rosji miała nadejść także doborowa gwardia carska wielkiego księcia
Konstantego. Na marginesie sprawa naczelnego dowództwa - chociaż Kamieński
nie sprosta oczekiwaniom Petersburga pozostanie na stołku, jednak będzie na
tyle rozsądny, że po pierwszych wpadkach przekaże prowadzenie kampanii
młodszym i bardziej energicznym podkomendnym - Bennigsenowi (to on,
nieoficjalnie, obejmie główną komendę) i Buxhoewdenowi (tego ostatniego
trudno raczej nazwać energicznym, biorąc pod uwagę jego ślamazarność w czasie
bitwy pod Austerlitz). Co do tego pierwszego, to miał on jedną wadę - umiał
przygotowywać dobre plany bitewne, ale kiepsko je później realizował.
W tym czasie Napoleon rozporządzał około 150-tysięczną armią podzieloną na:
1. korpus marsz. Jean Bernadotte'a (dywizje piechoty - gen. Pierre Duponta,
gen. Rivauda i gen. Jean - Baptiste Droueta d' Erlona oraz brygada jazdy
lekkokonnej gen. Tilly'ego), 3. korpus marsz. Louisa Davouta (dywizje
piechoty gen. Charlesa Moranda, Louisa Frianta i Charlesa Gudina oraz brygada
jazdy lekkokonnej gen. Marulaza), 4. korpus marsz. Nicolasa Soulta (dywizje
piechoty gen. Louisa Saint Hilaire'a, gen. Levala i gen. Claude Legranda oraz
brygada jazdy lekkokonnej gen. Guyota), 5. korpus marsz. Jean Lannes'a
(dywizje piechoty gen. Louisa Sucheta i Honore Gazana oraz brygada jazdy
lekkokonnej gen. Treilharda), 6. korpus marsz. Michela Neya (dywizje piechoty
gen. Marchanda i Charlesa Gardana oraz brygada jazdy lekkokonnej gen.
Colberta), 7. korpus marsz. Pierre Augereau (dywizje piechoty gen. Jacques
Desjardinsa i gen. Heudeleta oraz brygada jazdy lekkokonnej gen. Antoine
Durosnela), gwardia cesarska pod osobistą komendą Napoleona oraz dwa korpusy
kawalerii - 1. marsz. Joachima Murata (dywizje konnicy ciężkiej gen.
Etienne'a Nansouty'ego, Jean - Louis Espagne, gen. Dominique Kleina, Marc -
Antoine Beaumonta i gen. Bekera oraz brygady jazdy lekkokonnej gen. Antoine
Lasalle'a, Edouarda Milhauda i gen. Wathiera) i 2. marsz. Jean - Baptiste
Bessieres'a (dywizje konnicy ciężkiej gen. Emmanuela Grouchy'ego, gen. Sahuca
i Jean Hautpoula).
Chociaż stosunek sił był wyrównany, zaś marszałkowie francuscy przewyższali
rosyjskich generałów pod względem umiejętności i doświadczenia, to jednak
należy pamiętać, że ta kampania została przyjęta przez Napoleona niejako z
przymusu, a korpusy francuskie były mocno osłabione dotychczasową, ponad
miesięczną kampanią pruską. Teraz przyszło im się spotkać ze świeżą,
agresywną i bitną armią rosyjską.
Pod koniec listopada 1806 roku Napoleon odebrał informację, że forpoczta
Bennigsena wkroczyła do Warszawy. Natychmiast pchnął w kierunku miasta
korpusy Davouta i Murata. 27 listopada konnica Murata przejechała ulicami
polskiej stolicy, z której poprzedniego dnia wynieśli się Rosjanie, odchodząc
za Wisłę i paląc za sobą mosty. Tego samego dnia do Poznania przybył
Napoleon, zaś rankiem 19 grudnia cesarz wjechał uroczyście do Warszawy.
W chwili gdy forpoczty napoleońskie docierały do Warszawy, armia Bennigsena
wyszła nad środkową Wisłę, między Toruniem a Warszawą, utrzymując tym samym
styczność z ostatnim pozostałym jeszcze korpusem pruskim gen. Lestocqa,
broniącym Torunia. Już 17 listopada pod miasto podszedł korpus Lannes'a,
jednak pozbawiony artylerii nie ryzykował szturmu, odchodząc pod Bydgoszcz. 6
grudnia na brzeg Wisły pod Toruniem wyszedł korpus Neya. Marszałek
natychmiast rozpoczął przeprawę. W miarę jak strumień francuskiej piechoty
płynął przez rzekę, Lestocq ewakuował miejski arsenał, po czym uszedł z
miasta i ruszył w stronę Królewca. Tymczasem Bennigsen uważając, że nie jest
dość silny, pozwolił Napoleonowi przejść z armią na prawy brzeg Wisły, a sam
ustąpił w kierunku Narwi.
Głównym celem cesarza stało się teraz rozbicie osamotnionej armii Bennigsena.
Na początek, przez Toruń, a także Płock i Zakroczym, przeprawiły się na prawy
brzeg Wisły korpusy Neya, Soulta, Augereau i Bernadotte'a. Miały one uderzyć
z kierunku północno - zachodniego prostu w lewe skrzydło armii Bennigsena.
Równocześnie korpus Davouta ruszył spod Warszawy w kierunku północnym i po
przekroczeniu Wkry, w pobliżu jej ujścia do Narwi, w nocy z 23 na 24 grudnia
maszerująca w forpoczcie dywizja gen. Charlesa Moranda dopadła pod Czarnowem
rosyjski korpus gen. Aleksandra Ostermana - Tołstoja. Była to jedna z
nielicznych bitew nocnych epoki napoleońskiej. Davout rozegrał tę partię po
mistrzowsku. Najpierw piechota Moranda zajęła wyspę na Wkrze, a następnie, po
silnym przygotowaniu artyleryjskim, przedostała się z prawego brzegu rzeki na
lewy. Utraciwszy nadrzeczne wzgórza Osterman - Tołstoj, pozostawiwszy ok. 1,7
tys. poległych i rannych, odszedł w stronę Nasielska. Ten błyskotliwy sukces
Davout opłacił stratą ok. 700 poległych i rannych.
Po tej pierwszej porażce Bennigsen ustąpił z armią pod Pułtusk i Gołymin.
Podczas gdy prawe skrzydło francuskie (korpusy Davouta, Lannes'a i Murata)
energicznie ścigało unikających bitwy Rosjan, to lewe skrzydło (korpusy Neya,
Soulta, Augereau i Bernadotte'a) prowadziło pościg z dużo mniejszą energią,
żeby nie powiedzieć opieszale.
Po bitwie pod Czarnowem Napoleon sądził, że Rosjanie ustępują w kierunku
północno - zachodnim, by utrzymać styczność z pruskim korpusem gen. Lestocqa.
Dlatego skierował korpusy Davouta i Murata w stronę Nasielska, gdzie 24
grudnia doszło do zaciętej, lecz nierozstrzygniętej potyczki z korpusem
Ostermana - Tołstoja. Dopiero wtedy cesarz uświadomił sobie, że Rosjanie
odeszli w kierunku północno - wschodnim (!), ku Ostrołęce.
Tymczasem 40-tysięczna armia Bennigsena okopała się na przedpolu Pułtuska.
Rankiem 26 grudnia doszło tu do pierwszej poważnej bitwy. Bitwy, która
przekonała francuskie dowództwo z Napoleonem osobiście, że tym razem
napoleońscy żołnierze mają do czynienia nie z upadłymi na duchu Prusakami,
lecz z pełnymi sił i otuchy żołnierzami rosyjskimi. Marsz. Jean Lannes,
starając się zdobyć strategiczne mosty na Narwi, uderzył na Bennigsena około
godz. 10, mimo iż dysponował dwukrotnie słabszym, bo tylko 20-tysięcznym
korpusem. Bitwie towarzyszyła gwałtowana burza śnieżna, zaś rozmokły grunt
uniemożliwiał użycie dużych związków kawaleryjskich. Rosjanie bronili się z
niezwykłym uporem i Lannes napisał później w raporcie, że nigdy jeszcze w
swojej karierze wojskowej nie spotkał się z taką determinacją po drugiej
stronie. Korpus Lannes'a przez cały dzień szturmował umocnienia rosyjskie i
dopiero po południu nadeszła odsiecz w postaci jednej z dywizji korpusu
Davouta. Tej bitwy francuscy marszałkowie wygrać nie mogli. Byli praktycznie
osamotnieni, gdyż Bernadotte, jak zwykle, czekał z ofensywą nie wiadomo na
co.
Bennigsen nie skorzystał jednak z okazji, że dyspon