Dodaj do ulubionych

O kurczę!

27.11.10, 09:25
Jak wychować etyczne i wrażliwe dziecko bez wiary
Czy w dzisiejszych czasach można wychować dziecko bez religii? Czy ludzie określający się mianem ateistów, wolnomyślicieli, czy humanistów mogą wychować dziecko na etycznego i wrażliwego człowieka?
Wiele osób wierzących w Boga (jakkolwiek by się on nie nazywał) odpowie pewnie, że nie. Uważają, że religia jest podstawą określającą normy etycznego postępowania i wychowywania dziecka na prawego obywatela. Jest jednak coraz więcej osób, które są zdeklarowanymi ateistami. Nie chodzą na masze do kościoła, nie modlą się i nie wieżą w żadnego Boga. Czy tacy ludzie są skazani na problemy wychowawcze z dzieckiem? Czy mają kim się wspierać przy tłumaczeniu trudnych spraw, takich jak na przykład śmierć? Ludzie ci mają naukę, a także książkę napisaną pod redakcją Dale'a McGowana pod tytułem "Poza Wiarą".

Jest to książka poruszająca zagadnienia wzbudzające duże zainteresowanie ateistycznych rodziców. Podpowiada jak wychować dziecko, które będzie potrafiło w niezależny i samodzielny sposób myśleć o religii i etyce.

Książka "Poza Wiarą" pomaga i podpowiada rodzicom jak cieszyć się życiem i dniem codziennym pozbawionym indoktrynacji. Zawarte w niej teksty pokazują metody na wychowanie samodzielnie myślących, empatycznych i współczujących dzieci.

Współautorami książki są pedagodzy, psycholodzy i filozofowie, a także rodzice ateiści - wolnomyśliciele. Znajdziecie w niej przemyślenia miedzy innymi takich osób jak Mark Twain, Richard Dawkins i Bertrand Russel, Jean Merser, artystki komediowej Julia Sweeney, artysty estradowego Penn Jillette, Norm R. Allen Jr. i dyrektora organizacji African Americans for Humanism (AAH), Dan Barker.

Książka ta jest bardzo ważna dla niewierzących rodziców. Pokazuje im, że nie są osamotnieni w swoich działaniach mających na celu wychowania wrażliwych i otwartych dzieci bez pomocy jakiejkolwiek wiary.

Książka ta nie jest jednak napisana w formie poradnika. Nikt w niej nie mówi jak należy postępować, ani nie daje jednoznacznych rozwiązań. Jest to próba pokazania, że na świecie jest wiele osób, które wychowują dzieci bez wiary. Autorzy poszczególnych rozdziałów podpowiadają jak można wytłumaczyć dziecku złożoność świata, a także jak radzić sobie z naciskami osób wierzących.

"Poza Wiarą" polecam wszystkim rodzicom, nie tylko tym nie wierzącym.

Książka została wydana nakładem wydawnictwa Czarna Owca i dostępna jest w cenie 44,90 zł.
Obserwuj wątek
    • quasi-modo Re: O kurczę! 27.11.10, 11:29
      Istotnie . Dobra pozycja . Ale nie dla fanatyków i zaagitowanych ciemniaków . Potencjalni jak wymieniłem nawet nie zaznajomią się .
      • Gość: kto Re: O kurczę! IP: *.sta.tvknaszapraca.pl 27.11.10, 11:56
        czy można ją wypożyczyć z naszej biblioteki?
        • Gość: ja Re: O kurczę! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.10, 00:26
          Do kościoła nie chodzę i nie modlę się, a mimo to do wychowywania dziecka ta książka nie jest mi potrzebna.
          • Gość: bodzio Re: O kurczę! IP: *.adsl.inetia.pl 28.11.10, 10:10
            Dla mnie mądrość życiową i wskazówki na wychowanie daje tygodnik Urbana.Wtedy wiem komu mogę przypieprzyć.I każdy ksiądz to zło .hehe.
          • Gość: jasiu... Re: O kurczę! IP: *.dip.t-dialin.net 28.11.10, 10:30
            Dziś pieniądze można zarobić na wszystkim. Nawet wydając książkę napisaną przez Amerykanina, jakże silnie dostosowaną do realiów amerykańskich. Ta książka jest napisana bez najmniejszej znajomości polskich warunków, gdzie może nie jest istotne chodzenie na mszę, ale zorganizowanie chrzcin (świadomie piszę - nie chrztu), przyjęcia z okazji I Komunii, czy wesela, to bardzo ważne momenty w życiu każdej jednostki.

            Jakby ci to powiedzieć, Dyziek, żebyś zrozumiał. W Ameryce jest może i kilka tysięcy wyznań i każde z nich ma swoją odmienną liturgię i zwyczaje. Inaczej będzie się to odbywało u żydów, inaczej u protestantów (tu też zależy od rodzaju grupy wyznaniowej), wreszcie inaczej u katolików, a inaczej u wyznawców islamu, buddyzmu, czy kościołów bardziej egzotycznych. Dziecko w Ameryce ma kolegów, którzy w różny sposób wzrastają, uczestnicząc w różnych ceremoniach i tu pojawia się jedynie pytanie - a czemu ja nie mam żadnych imprez, podobnych do tych, jakie mają moi koledzy. Żeby odpowiedzieć na to pytanie jest właśnie ta książka.

            Sytuacja Polski jest o tyle inna, że tu zdecydowana większość drugoklasistów jest ubierana w garniturki, czy białe sukienki i po (może i niezrozumiałej) ceremonii w kościele, otrzymuje furę drogich prezentów. O tym, jak dziecku powiedzieć, że dla niego nie będzie sukienki, ani prezentów autor książki nie pisze, bo z taką sytuacją się nie zetknął. Amerykanie, to nie tylko 110 Volt w gniazdkach, to zupełnie inne społeczeństwo i bezpośrednie flancowanie ich poglądów na polski grunt może kojarzyć się z próbami przeflancowania tutaj palm z Florydy. Owszem, na krótką metę się przyjmą, jednak pierwszy grudzień i eksperyment zakończy się bez sukcesów.

            Bo polskim problemem jest podejście większości "katolików" do kościoła. Jest grupka, która nie wierzy w antykościelną propagandę i z całym przekonaniem uczestniczy w życiu kościoła. Najprostszy przykład, to rodzina Radia Maryja. Bez względu na to, co będą pisać w gazetach (których oni i tak nie czytają), czy gadać w telewizjach (w których oni oglądają co najwyżej seriale), to oni będą swoją rozgłośnię finansowo popierać. Jest to grupa niewielka, złożona głównie z ludzi starszych, ale przekonana do sensu swoich zasad. Cała jednak większość, to ludzie do kościoła nastawieni bardzo krytycznie, czasem wręcz walczący z kościołem, a z drugiej strony nie wyobrażająca sobie świeckiego pogrzebu, czy ślubu bez organów. Ileż razy, choćby tu na tym forum osoby zastanawiały się, czy ksiądz ochrzci dziecko z wolnego związku. I nie ważne, że rodzice dziecka zerwali zupełnie więź z kościołem. Istotne jest, że musi się odbyć popijawa dla rodziny, a w tym celu ksiądz musi dziecko po główce wodą polać. Ot polska mentalność, gdzie z katolicyzmu pozostała najczęściej jedynie tradycja.

            Wyobrażasz sobie Dyziek, że w świeckim państwie istnieje zakaz odprawiania tradycyjnych czynności, jakie są związane z przynależnością do kościoła? Wyobrażasz sobie, że istnieje dla ateistów zakaz ubierania choinek na święta? Zakaz odwiedzania grobów w dniu Wszstkich Świętych (jest tyle innych dni), że istnieje zakaz jedzenia karpia w wigilię?

            A konsekwentny rodzic w Ameryce choinki nie ubierze. Przecież żyd amerykański, czy amerykański wyznawca islamu też choinki w domu nie ma. Tu łatwiej wytłumaczyć dziecku, czemu w ich domu nie ma obchodzenia świąt, należących do innych wyznań. Czemu nie będzie ani komunii, ani bar micwy (bat micwy). Czemu nie obchodzi się szabatu, ani niedzieli. W Polsce tych alternatyw nie ma. W Polsce zabierając dziecku komunijne prezenty i białą sukienkę zabierasz imprezę, którą mieli prawie wszyscy w klasie. A o takich sytuacjach twoja książka nie pisze, bo takich sytuacji w kraju autora nie ma. To czy warto w tej książce widzieć recepty dla polskich dzieci? Moim zdaniem nie.
            • Gość: bodzio Re: O kurczę! IP: *.adsl.inetia.pl 28.11.10, 10:43
              Jasiu walnienty korzysta z tych świąt całą gębą.Ma wolne , ubiera choinkę.Lata za prezentami i obżera się.Ale węszy na necie by złapać jakąś piedołę i przywalić.Wcześniej to modlił się do książeczki pzpr.
              • Gość: jasiu... Re: O kurczę! IP: *.dip.t-dialin.net 28.11.10, 14:57
                i ta jest cały polski katolicyzm.

                Religia rzymskokatolicka, jako jeden z kanonów wiary przyjmuje "świętych obcowanie". Polega to na tym, że osoby, które już są w niebie, stają się adwokatami tych osób, które są na ziemi. Stąd tak popularne w kościele modlitwy do świętych.

                Wszystko byłoby dobrze, tylko że polscy katolicy, zamiast modlić się do Boga, traktując świętych jako pośredników, modlą się do świętych. Zauważ, większość modlitw (tych z książeczki) ma formułę: Maryjo, uproś nam u Boga..., niestety w najlepszym przypadku polski katolik modli się do świętego.

                Czasem nie ma w tym nic złego, jeśli to jest powiedzmy modlitwa do św. Antoniego (patron rzeczy zagubionych), o myśl, przypomnienie, gdzie szukana rzez może być. To jest jeszcze do przyjęcia. Niestety, ludzie często modlą się do świętych w sprawach, które "leżą w kompetencjach instancji zdecydowanie wyższej". Moim zdaniem prośby choćby o zdrowie powinny być zanoszone właśnie "za pośrednictwem" świętych do Boga, bo tak naprawdę, bez Boga, to i sam Jan Paweł II nie jest w stanie wiele zdziałać, szczególnie, jeśli ktoś modli się o cud.

                Ale to jeszcze takie złe nie jest. Najgorszą i nie korygowaną przez kościelnych pasterzy rzeczą jest problem modlitwy do przedmiotów. Człowiek modli się "do obrazu", "do figury", czy "do innego przedmiotu". I tu pojawia się herezja. Zgodnie z tradycją chrześcijańską, są miejsca, gdzie Bóg, albo "jego dysponent" lepiej słyszy i lepiej sprawę załatwia. Takie miejsca to są sanktuaria. Problem w tym, że wielu ludzi nie rozumie, że na Jasnej Górze, jedyną adresatką modlitw może być Maria, matka Jezusa, która zgodnie z wiarą jest w niebie i "dużo może". Problem w tym, że adresatką jasnogórskich modlitw jest najczęściej "Jasnogórska Pani", czy "Częstochowska Maryja", która w świadomości przeciętnego katolika niewiele ma wspólnego ze swym pierwowzorem. Polski katolik, zamiast "przed wizerunkiem" modli się "do wizerunku". A księżom jest jakby wszystko jedno, nie zauważają problemu.

                Myślę, że wiele osób modli się "do krzyżyka", czy do obrazka, a więc Dyziek miał prawo kiedyś modlić się do książeczki. No cóż, taka wiara rzeczywiście może być podstawą drwin, szkoda, że kościelni dostojnicy tak mało na te tematy mówią.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka