Gość: lunch
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
27.06.05, 09:00
Tytuł listu nie jest wyrazem mojej niechęci do rowerzystów, ale subiektywnym
odbiorem stosunku, jakie mają do nich instytucje odpowiedzialne w naszym
mieście za infrastrukturę drogową.
W połowie lat 90. poruszałem się po mieście prawie tylko rowerem (okazało
się, że to środek najszybszy, najwygodniejszy i najzdrowszy) i było naprawdę
super. Wtedy nie było większości dzisiejszych dróg dla rowerów - jeździło się
po jezdni i było naprawdę super.
Dzisiejsze drogi dla rowerów to skandal. Mamy ścieżki z zielonej kostki,
które ktoś odwalił, żeby ładnie było i żeby się było czym pochwalić i tyle. A
że one się w ogóle do tego celu nie nadają, to nikogo nie obchodzi.
Pamiętam jak z pompą oddawano do użytku "pierwszą wybudowaną" (z Północy do
wałów Dwernickiego). Owa "budowa" polegała na złagodzeniu kilku krawężników,
postawieniu znaków "droga dla pieszych i rowerzystów" przy istniejących już
chodnikach, postawieniu znaku "Zjazd na jezdnię" (żeby wpuścić dzieciaki pod
samochody na bardzo niebezpiecznym skrzyżowaniu przy cmentarzu) i wybudowaniu
jakichś 50 metrów dróżki z kostki przy skrzyżowaniu z Kiedrzyńską.
Z pozostałymi było jeszcze gorzej. Wybudowane w pierwszej kolejności wzdłuż
ulicy Szajnowicza nie nadają się już do jazdy, bo się kostka wypaczyła (po
dwóch dniach jeżdżenia tamtędy jeszcze mi zęby dzwonią).
W ogóle kto wymyślił drogę z kostki? Dlaczego rowerzysta jest traktowany
jako "nieco inny pieszy"? W Niemczech czy Holandii droga dla rowerów to
wydzielony białą linią pas jezdni! Nie ma wątpliwości, że rower to pojazd. A
tego geniusza, dzięki któremu w Częstochowie rowerzysta musi na skrzyżowaniu
wciskać przycisk (to się nadaje do telewizji) należałoby powiesić za jajca na
ratuszu. Poza tym na każdym skrzyżowaniu dość wysoki krawężnik. Tydzień
takiego klepania i koła pod młotek. A w rejonie Parkitki rowerzysta, żeby
przejechać przez skrzyżowanie często musi je objechać dokoła (przeczekując
kilka cykli świateł) wyczyniając jeszcze jakieś dziwne zygzaki.
Do tego jeszcze kostka jest zielona, choć w całym kraju jest odwrotnie -
zielone chodniki, czerwone drogi dla rowerów i po drodze dla rowerów chodzi
pełno pieszych. Dlaczego? Cóż, chyba nie doceniamy pewnych mechanizmów
sterujących organizmem ludzkim. Po prostu po zielonym spaceruje się dużo
przyjemniej (nawet wczoraj przyłapałem się, że w trakcie gdy w myślach się
bulwersowałem z tego powodu... sam sobie szedłem drogą dla rowerów).
W dodatku wiele dróg rowerowych w naszym mieście kończy się ślepo i zgodnie z
przepisami rowerzysta powinien dalej rower prowadzić. Nie wiem jak jest
teraz, ale kiedyś było tak w rejonie TZN (po północnej stronie al. Jana Pawła
II). Koniec dróżki, a na al. Jana Pawła II zakaz ruchu rowerów.
A już największym dla mnie skandalem to było "wybudowanie" dróg dla rowerów
wzdłuż ulicy Św.Rocha, albo jeszcze lepiej alei Niepodległości. Znak "droga
dla pieszych i rowerzystów" postawiono przy zwyczajnym chodniku, którego
szerokość wyklucza jakąkolwiek "współpracę" z pieszymi, a stan płytek
chodnikowych jest doskonałym sposobem na przygotowanie roweru do gruntownego
remontu.
Dużo jeszcze można tu napisać, tylko po co?