chantal13
13.11.05, 16:04
niedzielne popoludnie...leniwie wlecze sie czas..pozorna cisza..ktos oglada
program tv,z glosnikow saczy sie ''Niebo''Jopek-urzekajaco spokojna,cudowna
fala dobrych emocji...a ja??ja chce cos napisac,kawalek mojego swiata
zmiescic w kilku,kilkunastu poetyckich wersach..mam nawet jakis poczatek,a
moze to srodek,nie to jakas czesc ,pomysl...bo niby mialo to wszystko byc o
jesieni..bajecznej ,z dywanem lisci pod stopami,wszystkimi odcieniami
brazu,zolci....ale tak sie dziwnie sklada,ze ..wogole sie nie
sklada...zamiast opisu bajecznej pory roku klebia mi sie w glowie setki mysli
dalece innych i realistycznych niz poezja..klebia sie wszystkie naraz,wciaz
ugniatajac niewielka glowine swoim ciezarem...korepetycje dla syna z
fizyki,ma zdawac ja na maturze...buty dla najmlodszej latorosli,ktorej nozka
bezlitosnie rosnie ..jakas kurtka ciepla dla corki,zimowe opony do samochodu-
te wielosezonowki po roku jazdy jakos dziwnie przydarte biezniki maja..szyba
do kredensu(ta stara pekla pare lat temu,moze czas zmienic ja wlasnie
teraz)...rekawiczki prawie dla wszystkich...tu jakas promocja,tam obnizka
okazyjna niby...mysli wciaz siluja sie z moim poetyckim obrazem ,szarzuja
kazda swoja waznoscia materii..a ja ??blakam sie wciaz miedzy nimi z tym
jednym wersem w glowie i chce usilnie go zatrzymac,rozwinac,oszalec jesiennym
wiatrem,zmoknac jesiennym deszczem..tak zwyczajnie pokazac jaka melodia mi w
duszy gra...czy to dziwne??pewnie nie..tysiace ma takie pomysly,jednostok sie
to udaje..dlaczego wiec nie mnie??nie jestem poetka,Szymborskiej ze mnie nie
bedzie,ale moze chociaz uszczkne choc jeden cieply wersik...
slucham kolyszacego wiatru
zagladam w oczy ognistym lisciom klonu
lapie w nozdrza upojny zapach ksiezniczki smutku
dywanowej damy
metresy deszczu
mistrzyni skrzypiec
harfy z traw utkanej
kwilacej basetli i ....milosci spoznionej jesieni....
p.s.przepraszam za pretensjonalnosc i odwage graniczaca z wielkim uczuciem
strachu..