Gość: Ice Queen
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.01.06, 01:49
na przesmyku prostopadlym do ul. Dąbrowskiego na wysokości akademika Skrzat
lezał dziś zabity kot. Widać ze zostal zabity samochodem juz dawno, poniewz
byl sprasowany na plaski placek, wygladal jak jakas szmata. dopiero gdy
podeszlam blizej w zesztywnialej na kosc od mrozu czarnej rzeczy rozpoznalam
kotka. Łapki, główka, ogon. Na tym przesmyku nie jezdzi sie szybko- ok 30
km/h a jednak jakis idiota zabil kotka i nawet nie raczyl wysiasc z auta i
jego cialo polozyc gdzies z boku. Dzieki temu kota zasypal snieg, kierowcy
przejezdzali po nim dalej nie wiedzac ze pod sniegiem jest martwe zwierze az
stal sie prawie calkiem plaskim ksztaltem kota. Śnieg troche odtajal i cialo
zwierzecia lezy na srodku drogi. Ludzie potykaja sie o nie, bo jest zupelnie
zamarzniete, zeschle i z daleka wyglada jak plaska sciera.Kto powinien
zajmowac sie sprzataniem zwierzecych zwlok po tego typu wypadkach? czy mozna
dostac mandat za zabicie zwierzecia? żal mi serce ścisnął jak zobaczyłam tego
kotka.Teraz mam wyrzuty sumienia bo szlam z koleżankami ktorych ten widok nie
poruszyl i nie wywarl wrazenia na nich, dlatego obawiajac sie ich reakcji nie
odwazylam sie pochylic nad biednym zmaltretowanym cialem kota i zabrac je
gdzies na trawnik zeby przechodzacy ludzie nie kopali go, nie deptali a
samochody nie rozjezdzaly. Tak mi glupio ze nie zrobilam nic.