Służyłem szatanowi

26.02.07, 11:14
Świadectwo byłego krasnojarskiego parapsychologa i ekstrasensorysty -
Sergieja Bobrowskiego

Od czego to wszystko się rozpoczęło? Moja żona Halina chorowała od dłuższego
czasu. Odwiedziła wielu lekarzy, wiele babek (znachorek). Poprawy jednak nie
było. Dalsze poszukiwania sposobu na wyzdrowienie doprowadziły do nawiązania
przez nas kontaktu z super bioterapeutami. Tak się złożyło, że przyjaciółka
żony zaprosiła ją na kursy bioenergetyki wg. metody Dżuni. Zawiozłem żonę
wraz z jej przyjaciółką na kurs, a sam udałem się na trening do
Krasnojarskiego Ośrodka Sportowego. Od 6 lat jestem dyrektorem tegoż ośrodka.
Prowadzę też wykłady z dziedziny sportu. Niektórzy moi wychowankowie zostali
członkami drużyn sportowych byłego ZSRR, a ostatnio Rosji.

Kurs zainteresował zarówno Halinę, jak i jej przyjaciółkę. Wioząc je obie po
raz drugi na kurs, pomyślałem, że i ja mógłbym pójść, zobaczyć i posłuchać
wykładu. Tak też postąpiłem. Pamiętam, że wykład wydał mi się nadzwyczaj
ciekawy, i to, że moją osobą zawładnęło dziwne uczucie.

Dotychczas żyliśmy w gronie rodzinnym, tak jak wszyscy ludzie z naszego
otoczenia. W święta mieliśmy spotkania i zabawy. Prowadziliśmy rozmowy i
dyskusje na różne tematy. Cieszyliśmy się z naszych dorastających synów, z
posiadania domu i z pomyślności w prowadzeniu spraw dnia powszedniego. Żyjąc
w tej właśnie atmosferze zetknęliśmy się z kursem, który stanowił dla nas coś
nieznanego i nowego.

W swoim życiu zawsze pragnąłem poznać kim jest człowiek, w jakim celu żyje?
Jako mały chłopiec miałem obawę przed tym, że kiedyś będę musiał umrzeć.
Czasami w nocy nie mogłem przez to spać. Prawie do dwudziestego roku życia
nie miałem spokoju z powodu świadomości faktu, że kiedyś będę musiał umrzeć,
i że nie będzie mnie już na świecie. Myśli te napawały mnie trwogą i ujemnie
wpływały na pracę mojego serca. Na kursie, natomiast, usłyszałem o tym, że
człowiek długo żyje przemieniając się w kogoś innego po raz drugi i trzeci, a
nawet może wiele razy urodzić się ponownie.

Wykładowca Kazanow "wiedział" kto z nas posiada szczególne zdolności i
stwierdził to we mnie. Po ukończeniu tego kursu rozpoczęliśmy praktykę. W
domu, po cichu, zaczęliśmy "ujawniać i usuwać" przyczyny chorób, skutki
czarów itp. Rezultat tego był taki, że im bardziej zajmowaliśmy się tym
wszystkim, tym bardziej zło obejmowało nas.

Zło istnieje i staje się rzeczywistością, ponieważ godzimy się na nie.
Chorowaliśmy, jednak nie zważając na to, nasza ciekawość poprowadziła nas
dalej. Rozpoczęliśmy następny kurs dla parapsychologów. Jest to inny kierunek
rzekomej wiedzy, jeszcze bardziej złożonej, która pochodzi ze świata
ciemności i wabi człowieka ku sobie. Pamiętam pewien dzień, gdy pojechałem na
kurs. Po dotarciu na miejsce własnym samochodem, pozostawiłem go na parkingu,
gdzie po upływie zaledwie dwóch minut spłonął! Był to nowy samochód, niedawno
kupiony. Spalił się doszczętnie. Był to niesamowity wypadek! Wtedy właśnie
zacząłem wątpić: służę Panu Bogu, czy komuś innemu? Dotychczas sądziłem, że
szczerze służę Bogu. Czytałem przecież Biblię i uczęszczałem wspólnie z żoną
do Prawosławnej Cerkwi. Będąc w cerkwi nieraz odczuwałem Boże
błogosławieństwo. Czasami płakałem, chociaż Słowo Boże nie przenikało zbyt
głęboko do mojej świadomości.

Starałem się podnieść moje kwalifikacje, związane ze światem nieznanych
duchów. Odczuwałem pewien nacisk, zmuszający mnie, do leczenia ludzi. Coś
zaczęło mnie przygniatać. Później zrozumiałem, że nie chodziło tu o leczenie,
lecz raczej o kaleczenie ludzkich dusz. Medytowałem, wychodziłem ze swojego
ciała i mogłem błąkać się w świecie duchów.

Miałem swojego przewodnika, którego nazywałem wieszczem. Wierzyłem, że on
jest dany od Boga. Medytacja stała się moim ulubionym zajęciem. Przeżywałem
nadprzyrodzone odczucia, chociaż czasem bardzo się czegoś bałem. Trenowałem
grupę sportowców, która przeze mnie w stanie medytacji osiągała bardzo dobre
wyniki w karate (ciała ich poruszały się i pracowały niezależnie od ludzkiej
woli). Dokładnie w tym samym czasie kończył życie nasz trzeci pies.
Wróciliśmy z wczasów, a pies, którego zostawiliśmy w domu, wybiegł z
mieszkania wyjąc. Jakaś niewidoczna siła dusiła go. Wyraźnie odczuliśmy, że
siła ta przeniosła na nas strach i trwogę. Mieliśmy też ciągłe wrażenie, że
ktoś nieznany stoi za naszymi plecami. Ta sama siła przychodziła w każdej
chwili na moje wezwanie i ona kierowała mną. Przez połączenie telefoniczne
mogłem widzieć wewnętrzne organy człowieka, a też to, na co on choruje. Jak w
aparacie rentgenowskim widziałem wątrobę, opuszczone lub skurczone nerki,
pracę naczyń krwionośnych itp. Ręka moja samowładnie pisała odpowiedzi na
dowolne zapytania odnośnie chorego człowieka. Zauważyłem, że gdy leczyłem
dorosłego, to zaczynało chorować jego dziecko, gdy leczyłem żonę, chorować
zaczął mąż, a gdy bóle ustępowały u babci, to pojawiały się u jej syna lub
wnuczki. Bóle te następowały z wielką siłą. Zachorowania stawały się jak
gdyby dziedziczne, nie opuszczały rodziny.

Dalsze poszukiwania ciemnego świata i zagłębianie się w ten straszny świat
zaprowadziły mnie do leningradzkiej szkoły Ewolucyjnej Świadomości. Szkoła,
niby duchowa, była nią tylko z nazwy. Wykładowcy nazywali siebie duchowymi,
zwiastującymi Chrystusa. Słuchacze łatwo dawali się nabrać na tę przynętę.
Zajęliśmy się medytacją. Nasze ciała opanowała nieznana moc, która w pełni
podporządkowywała sobie uczniów. Młodzi chłopcy, którzy uczyli się ze mną, a
którymi ta moc władała, szczerze myśleli, że to oni nią władają.
Samozadowolenie połączone z oszustwem - oto jak postępuje szatan!

Ręka pisze: "Pójdź do cerkwi! Nawróć się! Postaw świece! Pomódl się, a potem
przyjdź do mnie!". Człowiek idzie do cerkwi z wiarą, że bioterapeuta służy
Panu Bogu. Potem tenże uczeń z "oczyszczonym" sercem i "czystym" sumieniem
powraca do bioterapeuty, który służy - ale komu? I co się dalej dzieje?
W "czystym" sercu ponownie osiedlają się demony o wiele gorsze, a dusza
zostaje zgubiona.

Staraliśmy się usuwać ducha rozdrażnienia z mieszkań. Jednak serca tych,
którzy tam mieszkali należały do tegoż ducha. "Wyganialiśmy"
zło, "oczyszczaliśmy" od zła, lecz ono wcześniej czy później ponownie tam
wracało. Działo się tak dlatego, że bioterapeuta może oddalić zło tylko na
krótki czas. Przypuśćmy, że duch pijaństwa włada człowiekiem. Narkoman, który
często jest bioterapeutą mówi: "zaczarujemy i nie będziesz chorować". Panem
narkomana i ducha pijaństwa jest jeden i ten sam książę ciemności na
powietrzu, i on mówi do ducha: "Odejdź na pewien czas od tego człowieka, bo
poprzez innego ducha ten człowiek należy do mnie". Zaczarowany przestaje pić.
Ale gdy tylko zerwie z pijaństwem, siedem razy gorszy wróg przychodzi i
siedem gorszych duchów ze sobą przyprowadza. Zarówno duch pijaństwa, jak i
ten, który "wygania" duchy czarami, stanowią owoce z tego samego pola.

Zajęcia w szkole mieliśmy w ciągu dnia. Nocami czytałem literaturę. Nie
rozumiałem wówczas skąd ta moc pochodzi i kto stoi za moimi plecami?

Pamiętam, jak pewnego razu, o godzinie trzeciej w nocy obudziłem żonę
słowami: "Halino wstawaj!". Moje serce opanował strach. Modliliśmy się na
kolanach. Podczas tej nocy wołałem do Boga w modlitwie: "Panie Boże, co się
ze mną dzieje? Panie Boże zachowaj nas tej nocy". Zasnęliśmy dopiero nad
ranem. W pewnej chwili obudziłem się i usłyszałem słowa żony: "Co to za
trzask na ulicy?" Będąc sennym odpowiedziałem: "Pewnie ktoś rąbie drzewo".
Ona odpowiedziała: "O wpół do szóstej? Jakie drzewo?". Zbliżyłem się wtedy do
okna i zobaczyłem płonące obok siebie dwa budynki. Jeden już dopalał się, a
drugi stał w płomieniach i to w odległości zaledwie 10 metrów od naszego
domu. Na niebie nie było żadnych chmur, a wiatr kierował płomienie w kierunku
naszego domu. Zacząłem głośno krzy
    • tomek_ewangelista Re: Służyłem szatanowi 26.02.07, 11:18
      cd.
      Pamiętam, jak pewnego razu, o godzinie trzeciej w nocy obudziłem żonę
      słowami: "Halino wstawaj!". Moje serce opanował strach. Modliliśmy się na
      kolanach. Podczas tej nocy wołałem do Boga w modlitwie: "Panie Boże, co się ze
      mną dzieje? Panie Boże zachowaj nas tej nocy". Zasnęliśmy dopiero nad ranem. W
      pewnej chwili obudziłem się i usłyszałem słowa żony: "Co to za trzask na
      ulicy?" Będąc sennym odpowiedziałem: "Pewnie ktoś rąbie drzewo". Ona
      odpowiedziała: "O wpół do szóstej? Jakie drzewo?". Zbliżyłem się wtedy do okna
      i zobaczyłem płonące obok siebie dwa budynki. Jeden już dopalał się, a drugi
      stał w płomieniach i to w odległości zaledwie 10 metrów od naszego domu. Na
      niebie nie było żadnych chmur, a wiatr kierował płomienie w kierunku naszego
      domu. Zacząłem głośno krzyczeć, chwytałem z żoną wszystko, co wpadło w nasze
      ręce, szczególnie odzież. Wybiegliśmy na ulicę. Był już wrzesień - na Syberii
      niemalże zimowy miesiąc - a dzieci nasze były tylko w bieliźnie. Wraz ze
      starszym synem zacząłem gasić pożar. Żona natomiast starała się wynosić z domu
      różne rzeczy. Nasza sąsiadka Luna, wierząca kobieta, modliła się za nas. Wolała
      do Boga o pomoc. Modlitwa Luny uratowała nas, wybawiła moją rodzinę i dom. Stał
      się cud. Boska ręka sprawiła, że wiatr natychmiast zmienił kierunek na
      przeciwną stronę i zaczął padać obfity śnieg.

      Tego dnia nie poszliśmy na zajęcia kursowe. Halina płakała i krzyczała: "Koniec
      temu wszystkiemu, co czyniliśmy. Teraz pójdę za Panem Bogiem, dlatego, że
      odczuwam, iż tylko Pan Bóg tu pomógł!"

      Sąsiadka zaprosiła nas do zboru. Poszedłem więc na nabożeństwo, aby usłyszeć
      zwiastowane słowo. W zborze zobaczyłem wolnych ludzi, rozkutych z kajdan
      niewoli. Zobaczyłem ich wzajemną miłość, wspólnotę i społeczność pomiędzy nimi.
      Zadziwiło mnie, że nikt nie odczuwał strachu. Na kursach i w szkole strach
      towarzyszył nam ciągle. Gdy usłyszałem w zborze wezwanie do pokuty, a na
      zgromadzenie przyszli również ci, którzy pracowali ze mną w laboratorium
      parapsychologicznym, Boża ręka wszystkich nas od razu poprowadziła do pokuty.
      Moje serce zostało roztopione, oczyszczone od zła i brudu. Teraz należało tylko
      do Pana Boga. Moim pragnieniem było, aby w tym czasie nie zapłakać. Jednak mimo
      wszystko zapłakałem i wówczas ostatecznie została złamana moja stara natura.

      Zacząłem czytać Słowo Boże. Znajdowałem w nim wiele z tego, o czym zostałem już
      nauczony. Byłem gotowy rozbić w puch i proch moje poznanie. Głębia Pisma
      Świętego otwierała się przede mną coraz bardziej.

      W domu mieliśmy dużo drogich okultystycznych książek. Spaliliśmy
      wszystko. "Niech nic przeklętego nie przylgnie do twojej ręki." Halina spaliła
      wszystkie swoje dyplomy, ja również. Płakałem i z całego serca dziękowałem Bogu
      za uwolnienie od mocy zła. Czułem się tak jak gdyby do mojego wnętrza została
      wlana światłość i czystość.

      Całe moje życie potoczyło się inaczej. Laboratorium parapsychologiczne zostało
      zamknięte. Doprowadziłem do tego, aby "laboranci" wyprowadzili się od nas,
      ponieważ ich dzieło nie było dziełem Bożym! Pan Bóg uzdrowił nie tylko moją
      żonę, ale i mnie. Siedemnaście lat trwała moja choroba skóry. Leczono mnie,
      lecz to nie pomagało mi. Wtedy wierzący modlili się: "Panie Boże, prosimy
      Ciebie o zabranie tej choroby i uzdrowienie". Po modlitwie udałem się do
      laboratorium, gdzie pobrano próbki i przeprowadzono ich analizę, po której
      oświadczono mi, że żadnej choroby u mnie nie stwierdza się.

      Jestem wdzięczny Panu Bogu, że On zbawił całą moją rodzinę. Wiem, że Pan Bóg
      mieszka w moim domu. On zawsze jest ze mną. Odczuwam Jego rękę na sobie i
      dzieciach. Przyjąłem chrzest wodny. Pan Jezus ochrzcił mnie Duchem Świętym.

      Poznałem moce ciemności i po tych przeżyciach mówię do wszystkich ludzi, że tam
      jest okropne zło i oszustwo. Tam jest duchowa śmierć! Świat duchowy istnieje i
      jest realny. On nie jest bajką czy fantazją. Bardzo ważną rzeczą jest, aby
      dokonać wyboru: dobro i życie wieczne lub zło i śmierć. Wybierzcie Boga, który
      jest miłością! Wybierzcie życie!

      Tłumaczył Józef Szauliński

      Oryginał jest na free.polbox.pl/r/repucha/
      • Gość: ja Re: Służyłem szatanowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 11:29
        Chłopie lecz sie puki nie jest za pozno !!
        • tomek_ewangelista Re: Służyłem szatanowi 26.02.07, 11:34
          Dzieki :)
          Proboje leczyc puki nie jest za pozno :)
          Tak bez "sie" czy siebie jak w tym przypadku :)
          Jesli Ci lub wam cos przeszkadza propozycja - nie czytajcie:)
          • Gość: xxx Re: Służyłem szatanowi IP: *.21.pl 26.02.07, 11:44
            czyli zostales swiadkiem jehowy tak?
            • tomek_ewangelista Re: Służyłem szatanowi 26.02.07, 12:29
              Nie, dlaczego tak sadzisz??
              Pragnąć nauczać, dzielić sie tym co sie ma, czuc bliskosc Boga w swoim zyciu.
              Cos pieknego, za wszystko inne zaplacisz karta mastercard:P

              W Czestochowie jak i w Polsce panuje przekonanie ze tylko Swiadkowie Jechowy
              proboja nauczac, chodzic ze slowem i czytac, prawda?
              Jeszcze nieliczne wspolnoty protestanckie czy katolickie np oazy czy kursy
              alfa. Nic poza tym?

              Zastanowmy sie idac w niedziele do kosciola czy w sobote (u Adwentystow) czy
              robimy cos jeszcze dla Boga, czy rozmawiamy o nim, mamy przeciez tyle zrodel
              informacji dostepnych, biblia jest w miare latwym jezykiem napisana, poprostu
              cos pieknego a my tak latwo z tego rezygnujemy.
              Co by bylo jak by ludzie z kosciola katolickiego przelamali tzw. temat tabu i
              zaczeli dzielic sie tym co przezywaja we wspolnocie z Bogiem. To jest cos
              pieknego, nie ukrywajmy tego :)
              • Gość: sceptic Re: Służyłem szatanowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 13:44
                Nie chodzi o to, że jest to temat tabu. Po prostu dla katolików, szczególnie w
                Polsce wiara jest czyms intymnym, czymś o czym jeśli się rozmawia to tylko z
                najblizszymi przyjaciłmi, najbliższą rodziną. Ty preferujesz taki "amerykański"
                styl nauczania, czyli mocno ekspresyjny, wystawiony na zewnątrz. Nie wiem jak u
                innych, ale u mnie taki styl, rzucanie cytatami z Bibli (jak we wcześniej
                zakładanych przez Ciebie wątkach) i nawoływanie w stylu "wierzcie w Boga
                dokładnie tak, jak ja Go pojmuje bo inaczej was piekło pochłonie" budzi we mnie
                nieufność. Wiele rzeczy jest pięknych bez względu czy będziemy o tym gadać czy
                nie. Czasem to, że coś jest piękne jest tak oczywiste, że nie ma potrzeby o tym
                pytlować, bo język nie jest nawet w stanie tego piękna oddać.
                • tomek_ewangelista Re: Służyłem szatanowi 26.02.07, 14:00
                  Hej Sceptic,
                  Jesli by sie rozmawialo o tym z rodzina i przyjaciolmi to bym nie poruszal tak
                  bardzo tematow na watkow, naprawde nie chodzi o to by bic biblia po glowie bo
                  to nie o to chodzi. Ale chodzi o poziom wiary.
                  Masz racje wiara powinna byc intymna, taka jak modlitwa np. Ale ekspresyjny
                  sposob sadze ze rowniez powinien cechowac wszystkich ludzi a przede wszystkim
                  katolickow. Jesli sie mowi z pasja to sam wiesz ze jest cieka granica miedzy
                  pasją a opsesją.
                  Nie narzucam pogladow, dlatego tutaj daje je zeby mozna bylo je skomentowac.
                  Kazdy ma prawo anonimowo sie odezwac na forum prawda. Przeczytac lub sprawdzic
                  w bibli na spokojnie wersety jesli juz takie podaje:)
                  Piekne slowa, masz racje slowa, jezyk nie sa w stanie oddac milosci Bozej(bo
                  chyba o tym myslales)

                  Pozdrawiam :)
      • Gość: nawiedzony Re: Służyłem szatanowi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.07, 12:07
        Popie..ło Ci się kompletnie we łbie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: pozdrow Re: Służyłem szatanowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 13:19
          Paetza i Wielgusa
        • Gość: iga Re: Służyłem szatanowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 17:31
          Gość portalu: nawiedzony napisał(a):

          > Popie..ło Ci się kompletnie we łbie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



          Przestańmy pisać i dyskutować z tym czubem !!
    • zyta41 Re: Służyłem szatanowi 27.02.07, 21:37
      jesteś niezle pogięty
    • maro_81 Re: Służyłem szatanowi 27.02.07, 22:26
      nie czytałem odpowiedzi na ten post,tylko samego posta.
      a więc odpowiedź na posta:
      jesteś czub.
Pełna wersja