umisa
30.07.07, 15:44
Mieszkam pod Zielona Gora.Gdzies w kwietniu obudzil mnie nad ranem żalosny
skowyt psa...bylo to tak przejmujace wrazenie ,ze niedlugo potem jezdzilam po
okolicy szukajac bidula przekonana ,ze jakis dran moze przywiazal go do
drzewa i odjechal z rodzina na wakacje...Poszukiwania trwaly kilka dni...az w
koncu zapytalam sasiadke ,czy tez slyszy to rozpaczliwe wycie....a ona mi na
to,ze owszem,ze to pobliska rodzina(znam tych ludzi z widzenia) kupila
owczarka i teraz siedzi zamkniety w kojcu ...no i nie chce pogodzic sie z
takim zyciem ....to wyje...Poszlam zobaczyc to zwierze...kojec ma jakis metr
na metr...psiak przesliczny...widac ,ze z glodu nie zdycha,ale kojec jest dla
niego wiezieniem.Jestem osoba bardzo spokojna,nigdy nie klocilam sie z
okolicznymi mieszkancami i w dobrej wierze w koncu wybralam sie do
wlascicieli...No i dowiedzialam sie:" Że taki glupi pies im sie trafil""
Tylko lata i dziury kopie a oni maja posadzone pomidory i inne warzywa""
Poprzedni pies to bylo madre zwierze bo 13 lat wytrzymal na lancuchu!?"i co
najwazniejsze"Czasami go wypuszczamy!!! "Nic nie pomogly tlumaczenia ,ze
zwierzak potrzebuje ruchu...jestem bezradna...Malo tego...inny sasiad
(najblizej tych ludzi mieszkajacy)po kilku dniach od mojej wizyty zaczepil
mnie na ulicy i zaczal obrazac ,ze sie uczepilam psa tych ludzi,ze jak mi nie
pasuje to sie moge do miasta wyprowadzic!Nie wiem co mam robic?Z jednej
strony strasznie szkoda mi zwierzaka z drugiej ludzie na wsiach potrafia byc
podli i jesli zaczne z nimi wojne beda sie mscic...A PSIAK WYJE
DALEJ...DNIAMI I NOCAMI.