taby
19.10.09, 14:33
Witam, osiągam już granice swojej wytrzymałości i stąd moje wołanie
o pomoc, o poradę. Mam parę problemów z moją 18-sto miesięczną
córeczką. Po pierwsze jest dość marudna, a szczególnie w mojej
obecności. Do tego zawsze była dość mocno "zafiksowana" na moim
punkcie. Nawet jak była noworodkiem to nie chciała aby nikt inny ją
trzymał na rękach, a z upływem miesiecy wcale sie to jakoś nie
poprawiło. Teraz akceptuje mojego tatę, który się nią od czerwca w
ciagu dnia opiekuje (po 14 miesiącach poszłam do pracy), ale moja
mama niestety ciągle wnuczki praktycznie na ręce wziać nie może.
Sprawy z tym zafiksowaniem troche zmieniły się na lepsze gdy
odstawiliśmy pannę od cyca jak skończyła 13 miesięcy. Wtedy mój
partner zaczął jej czytać bajki na dobranoc i kłaść spać. Niestety
sielanka ta trwała tylko 3 miesiące i od sierpnia to tylko ja mogę
czytać bajkę i kłaść spać. Zmieniło się to praktycznie z dnia na
dzień. Nie mówię, że to bardzo źle, tylko opisuje sytuację. Niestety
córeczka od tego momentu budzi się w nocy o różnych porach - albo
np. o 12.30 albo jak jest dobra noc to o 5.00 i muszę ją wtedy wziąć
do łóżka bo inaczej strasznie krzyczy. Skończyło sie na tym, że ja
praktycznie śpię z nią w łóżku, a mój chłopak na kanapie. Do tego
oboje jesteśmy koszmarnie niewyspani (on przez kanape, ja przez
wiercące się i szarpiace mnie za włosy przez całą noc dziecko).
Teraz jednak wspominam te czasy z rozrzewnieniem, bo od soboty córka
nie pozwala sie wogóle odłożyć do łóżeczka - ani w dzień ani
wieczorem. Krzyczy tak długo, aż wezmę ją do siebie. Co oznacza, ze
nie mam ani sekundy czasu dla siebie ani dla domu - w dzień musiałam
ją do spania wziąć na spacer a wieczorem spać z nią w jej pokoju na
kanapie. Jestem w 12 tc i odrobina relaksu jest mi potrzebna, bo
teraz to wygląda tak, że po całym dniu pracy przychodzę do domu, nic
nie mogę zrobić, nawet się wysikać, bo mała nie daje odejsć od
siebie na krok, wieczorem muszę się z nią położyć spać a w weekendy
nawet w ciągu dnia wyjść z nią na spanie na spacer. A gdzie chwila
na odpoczynek? Gdzie czas na ugotowanie jakiegoś zdrowego obiadu czy
nawet zapłacenie rachunków? Szczerze powiem, że dłużej już tak nie
mogę i zaczynam powoli wpadać w depresję. Czy ktoś może mi coś
doradzić. Czy jest moze w Warszawie jakis psycholog dziecięcy do
którego mogłabym sie z tym problemem udać? Inny, mniejszy przy tym
wszystkim problem, to fakt, że moje dziecko bije inne dzieci i nie
pomagają nasze uwagi typu - nie wolno bić koleżanki / kolegi, trzeba
delikatnie (i tu pokazujemy jak może pogłaskać). POMOCY.