Cholera mnie bierze już przy ubieraniu w szatni przedszkolnej - jazda pupą po
szafce, wiercenie się, jakaś trzęsawka - o samodzielnym ubieraniu mowy nie ma
- zakładam, że jest zmęczony i odpuszczam, bo spędziłabym tam parę godzin.
Droga z przedszkola w dziwnych podskokach. Nasza "rozmowa" po przedszkolu
wygląda tak, że ja pytam, a on wydaje dziwne dźwięki ewentualnie "tak", "nie",
angielskiego (od 2 miesięcy nie ma), bo "pani nas nie zabrała" - koniec
rozmowy, bo wiem, że i tak się nic nie dowiem.
Pakowanie do fotelika to horror niezależnie od tego jak bardzo szybko chcę go
"upakować" do auta (niestety jesteśmy zdani na parkowanie przy ulicy). Zanim
wdrapie się do fotelika musi zebrać wszystkie zabawki z tylnego siedzenia,
które nie mogły pójść z nim do przedszkola. Zanim zapnę pasy musi jeszcze
bujnąć się z 10 razy w foteliku i podskoczyć z 5 razy.
Niestety podobnie wyglądają jego posiłki. Powiedziałaby, że nie jest głodny,
ale problem polega na tym, że on jedząc w przedszkolu jedynie sałatki (nie
przybiera na wadze od roku), nie jest głodny już na początku posiłku.
Wiercenie się, skakanie na krześle, nieuważne picie, dzięki czemu kanapki
"pływają", połowa jedzenia pod stołem i ćwierć na stole.
Dziś moja mama również zwróciła uwagę na jego zachowanie wracając ze spaceru
określając je - delikatnie mówiąc - jako nie normalne.
Zaznaczam, że potrafi iść (jeść raczej nie) normalnie i mam wrażenie, że takie
zachowania w ostatnim okresie się mocno nasiliły.
-Czy to NORMALNE u 3-latka?
-Czy Wasze dzieci też mają takie "głupaki" - podczas spacerów, podróży,
kąpieli, jedzenia czy kładzenia łóżka?
-Co robicie, aby ograniczyć (wyeliminować pewnie się nie da

) takie
zachowania bez klapsów oczywiście?