Matka pracująca na cały etat leci do domu na łeb na szyję. Nakarmić dziecko, zwolnić tatusia, przede wszystkim stęskniona za dzieckiem i zestresowana, że korki i podróż do domu się ciągnie. Z wywalonym jęzorem wpadam o 18:00 do domu i co widzę. W domu cicho jak makiem zasiał a na sofie w salonie pod kocem śpiący tatuś a na jego klacie, wtulona córcia. Również śpiąca. Ścisnęło mnie za gardło