Bartuś po chorobie całkiem się zbiesił

jakby mógł cały czas chciałby być noszony...na postawienie na podłodze, a nawet na posadzenie na kolanach reaguje krzykiem i kilkoma łzami. Chodzi za mną i łapie za nogi, wyciągając ręce w górę, albo krzyczy w drugim pokoju. Jak go wezmę na chwilę, to płacz natychmiast milknie, więc jednoznacznie próbuje wymusić noszenie. A ja go nosić nie mogę i nie chcę, bo muszę się do pracy wyszykować, a po drugie waży 12kg i nie będę takiego klocka dźwigała, bo jest już dużym chłopcem i przed chorobą nie miał takiej fazy na rączki. Biorę go na przetrzymanie i noszę, nie chce się przytulac stojąc na nóżkach ani w łóżku, więc trudno. Ale i tam mi go żal

wasze dzieciaczki tez miały taką fazę? jak sobie poradziłyście?