balb11
20.02.12, 13:49
Piszę zainspirowana wątkiem o uspokajaniu dziecka w przychodni. A mianowicie mój 3-latek jest bardzo żywym (nieprzewidywalnym), a może właśnie przewidywalnym w swej bezmyślności/beztrosce dzieckiem. Mimo częstego upominania, robi wciąż te same rzeczy, o których wie, że nie powinien ich robić. Ja jestem już zmęczona tym napominaniem, a jednocześnie wiem, że jeśli nie zareaguję, to znów np. wejdzie do kałuży po kostki (nie mając oczywiście kaloszy). Podam przykład - mamy piętrowe łóżko - mówię: nie wspinaj się na górę bo nie umiesz jeszcze sam schodzić. (Góry łóżka jeszcze nie uruchomiliśmy) On po 5 min. jest tam spowrotem. Jeśli zejdzie z łóżka, ściąga z półki krem i cały się usmarowuje - po zadaniu sobie niebywałego trudu, żeby go dosięgnąć. Na spacerze to samo: mówię "tylko pamiętaj, żeby nie wdeptywać w kałuże" - po sekundzie wyrywa się i stoi w najbliższej kałuży po kostki; 'nie podnoś tej grudy błota - baw się czystym śniegiem' - do niego nie dociera. Mój syn podniósł niedawno zaschniętą kupę psią i rzucił sobie nad głową, bo myślał, że to patyk. Spacer się skończył bo rękawiczki cuchnęły niemiłosiernie. Moje pytanie: czy 3 letnie dziecko nie powinno już słuchać ze zrozumieniem? Czy ja nie powinnam w ogóle zwracać mu uwagi, czy co? Czy wy wciąż napominacie swoje dzieci, a jeśli nie słuchają to automatycznie stosujecie jakieś kary? Jeśli tak, to mój syn powinien wciąż być 'karany' w jakiś sposób?