bagata100
11.06.12, 21:42
Może powinnam pisać na przedszkolach ale zapytam tutaj.
Dziś byłam pierwszy raz w przedszkolu z moją córką na tzw. adaptacji. Wydawało mi się, że ma to polegać na poznaniu przedszkola przez dzieci i ewentualnie rodziców i zapoznanie się z nauczycielką, natomiast dziś się zastanowiłam czy dobrze myślę. Część dzieci przyszła z dwójką rodziców, rodzice biegający za dziećmi po placu zabaw, ciągłe pomaganie przy najprostszych zabawach, wskazywanie gdzie dziecko ma pójść i gdzie się bawić, a najlepsze było w sali ... rodzice siedzący ze swoimi dziećmi na podłodze i zabawa zabawkami. Oczywiście inne dziecko nie mogło skorzystać z tych zabawek bo większość zabawek zgarnali rodzice dla swoich dzieci. Zero integracji dzieci, zero samodzielnych zabaw a najgorsze było to, że nauczycielka chciała się bawić z dziećmi a rodzice jej to skutecznie uniemożliwiali. W pewnym momencie rodziców było więcej niż dzieci, w sali duchota i tłok ... masakra.
Czy w waszych przedszkolach też tak to wygląda? Czy może ja jestem jakoś mało zainteresowaną swoim dzieckiem matką, pozwalając jej na samodzielną zabawę?