Dodaj do ulubionych

Choroba Bostońska

08.11.12, 11:15
Witam, czy słyszałyście o czymś takim? U Hani w przedszkolu epidemia. Cecha charakterystyczna choroby to krostki w buzi, na rękach, nogach. hania ma to często ale lekarka mowiła że to zapalenie jamy ustnej które u niej objawia się krostami ale nie w buzi tylko na rękach
Obserwuj wątek
    • anna090481 Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 11:54
      Tak. moja córka to miała jak miała 10 msc. Starsza na szczescie się nie zaraziła. U nas w miare łagodnie przebiegała bo nic jej w jamie ustnej nie wyskoczyło.
      Krosteczki wypełnione płynem na stopach, dłoniach i w okolicach jamy ustnej. Dziecko zaraza przez cały czas występownaia bąbli. Bardzo są narażone dzieci, dorośli rzadko się zarażają. generalnie pierwszy lekarz nie rozpoznał choroby i stwierdzil że to alergia haha.
      nasza pediatra od razu poznala.
      Nie ma lekarstwa tylko łagodzi się objawy bo podobno strasznie swędzi. Polecam kąpiel w nadmanganianie i tamtum werde do psikania do ust. I tyle.
      generalnie wspólczuje dzieciom bo moja mała strasznie się drapala, po kapielach przechodziło. non stop na rękach i 3 nieprzespane noce
    • olaf2011 Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 12:00
      Moje dziecko ma atopowe zapalenie skóry i jakiś tydzień temu miała całe nogi w takich właśnie bąblach z płynem w środku. Pęcherze bardziej piekły niż swędziały, temperatury nie miała, poza nogami nie była wysypana.

      Czy to mozna zakwalifikować jako bostońską (dermatolog powiedziała, że to wirusówka, cokolwiek to nie znaczy)
      • asiaiwona_1 Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 12:43
        no właśnie - mojej siostry dzieci też mają taką wysypkę tak jak w bostonskiej oprócz w buzi. Pediatra za każdym razem mówił, że to wirusówka. Inne dzieci w przedszkolu też ponoć mają wirusówkę. Czy lekarze nie dokształcają się co do nowych chorób czy faktycznie to tylko zwykła wirusówka a nie bostońska?
    • anusia_magda Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 13:40
      U nas w żłobku była bostońska, moją córkę ominęła, ale koleżanki córka miała i trochę to schodziło, w sumie niegroźne ale upierdliwe i bardzo zakaźne, kol. smarowała tym fioletem w buzi.
    • tatrofanka Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 19:34
      U nas była w lipcu- w największe upały.
      Syn normalnie chodził do przedszkola, bo byliśmy przekonani, że to ma na nogach i tyłku krosty z przepocenia.
      Dopiero te na rękach mnie zainteresowały. Jak juz dotarłam do lekarz, machnęła ręka, bo choroba sie konczyła. Była u nas wersja light- bez krost w buzi.
    • martha666 Re: Choroba Bostońska 08.11.12, 21:43
      forum.gazeta.pl/forum/w,907,136755854,,choroba_bostonska.html?v=2
    • ruda_henryka Re: Choroba Bostońska 09.11.12, 07:45
      tak, to pierwsza choroba co młody przyniósł z przedszkola. krostki na rękach i stopach w ilości śladowej, więcej miał w buzi i bardzo go bolało. dostaliśmy jakies mazidło robione na zamówienie w aptece i szybko przeszło.
      • gatta28 Re: Choroba Bostońska 09.11.12, 08:39
        Niestety znamy to cholerstwo. dziecko przyniosło z przedszkola, przebieg na szczęście łagodny - kilka aft w buzi, duże skupisko krost na stopach i kilka na rękach + temperatura przez 2 dni. Lekarz na początku twierdził, że to "jakaś wirusówka", po czym przy następnej wizycie ( po tym, jak pewnie kilkoro dzieci z podobnymi objawami obejrzał) powiedział, że to choroba bostońska ( sami sobie ja wcześniej od lekarza zdiagnozowaliśmy). Niestety po dziecku zachorował i mąż i ja. Mąż przeszedł w miarę łagodnie. Ja makabrycznie - przez 2 dni nie miałam siły wstać z łóżka, ból mięśni, gorączka i totalne osłabienie. Do tego ból gardła i obsypane całe dłonie i stopy. Później ból przy chodzeniu, bo te krosty swędziały a jak się stanęło na nogi, to bolały. Jednym słowem - koszmar. I zdziwienie lekarza, bo przecież "dorośli na to nie chorują". A jednak...
    • pocalina Re: Choroba Bostońska 09.11.12, 10:13
      Kochane!
      Moje dzieci przechodziły to w lipcu tego roku. Słuchajcie, zaczęło się od starszego syna (5 lat) - nagły ból gardła, pęcherze na gardle, na palcach u nóg, gorączka do 39 stopni. Poleciałam do lekarza. Oczywiście wymyślił anginę i przepisał antybola i dałam. Za 2 dni zero bólu gardła i gorączki, tylko te pęcherze na palcach u stóp. Odstawiłam antybiotyk. I nic się już nie działo. Za 3 dni młodszy syn (1,5 roku) zero apetytu, pęcherze na dłoniach, stopach, nogach, w ustach mnóstwo - język, tylna ściana gardła, dziąsła, następnego dnia na całych rękach, brzuchu i zaczęło się wysypywać na całe nogi. Upały, ten ryczy, nic nie chce jeść, płacze, pić nie chce, zero gorączki, tylko te pecherzyki i gdzieniegdzie krostki. Do lekarza - nie wie, twiedzi że to nie ospa, ale jakiś wirus. Każe czekać, pojechaliśmy na drugi dzień na SOR. Wymyśliła mięczaka zakaźnego, ale nie była pewna. Tak więc nic nie dała - przeciwbólowe, kazała wmuszać picie i czekać. Aha, neosine kazała dawać przeciwwirusowo. Smarować kazała po myciu Tanno-Hermal Lotio, żeby zasuszać to i likwidować ból i swędzenie. (Ja głupia jeszcze sama najpierw posmarowałam piochtanina, ale zrobiłam źle, bo to gorzej wtedy się dzieje). Następnego dnia mój mąż - ból gardła, gorączka, ja zła, że zimne pił z lodówki i teraz ma efekt, a tu wieczorem pęcherze na stopach, dłoniach, tyłku, udach, coś okropnego. Jak go wzięło, to już wiedziałam, że jakiś wirus. Tylko czekałam, żeby mnie złapało. A w ogóle to mieliśmy jechać na wakacje do teściów. I jak tam pojechaliśmy, to się dowiedzieliśmy, co to było - właśnie choroba bostońska. Po tej chorobie strasznie schodzi skóra z rąk i paznokcie schodzą. Mojemu mężowi wszystkie z rąk i stóp zeszły, młodszemu synowi dwa duże z palców u nóg i starszego nic. Choroba bostońska jest wywoływana przez enterowirusy, które też powodują ospę, półpaśca i tak to jest, im straszy organizm, tym gorzej przechodzi (tak właśnie było z moim mężem). Prawie ryczał, chodzić nie mógł z tymi pechęrzami na stopach. I to było na początku lipca, a paznokcie schodziły mu jeszcze miesiąc temu. To jest paskudztwo. Nie wiem, czemu mnie nie wzięło, ale ja sobie tym tłumaczę, że oni obaj mają geny po moim mężu - jak dopada ich jelitówka, to wszyscy cierpią, a mi nie jest nic. Może i w tym przypadku było to samo.
      Na bostonkę radzę tak - dużo przeciwbólowych, kąpiel w balneum i po kąpieli osuszyć miejsca cierpiącesmile i posmarować Tanno Hermal Lotio (niech zaschnie na ciele) i ubrać się. Jak w ustach są pechęrzyki, krostki, to wtedy psikać Tantum verde (pomogło mężowi i młodszemu). U nikt nie wiedział, jak leczyć, nikt nie znał tej choroby, a u teściów 400 km stąd od razu poznali. Wysłałabym Wam fotkę tego, co mężowi się porobiło, ale nie wiem, jak na tym forum dodaje się fotki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka