Dodaj do ulubionych

Dziadkowie kontra rodzice...

21.04.14, 16:50
Czy dziadkowie waszych dzieci podważają wasz autorytet przy nich? Czy wasze zdanie jest najważniejsze dla nich w kwestii wychowania dzieci?
Szlag mnie już trafił i wyszłam z rodzinnego obiadu, kiedy moja mama nie poszanowała po raz kolejny dzisiaj mojej decyzji. Dla jednych pierdoła, dla innych rzecz bardzo ważna - dla mnie ważna, bo takie zachowania rozwalają cały nasz wypracowany system. Chodzi o soczki i słodycze przed obiadem, które miały być po obiedzie - całym zjedzonym. Chodzi o gumę wyciągniętą na spacerze, zaraz po tym, kiedy wytłumaczyłam dzieciom, że będzie na to czas później. Całkowite zgładzenie mojego zdania. Gdzie jest jakiś szacunek do mnie?
Rozumiem, kiedy dziadkowie są mocno zaangażowani w wychowanie wnuków z woli rodziców. Czyli gdy np. rodzina mieszka z dziadkami i korzysta z ich pomocy często/codziennie. Taki jest tego koszt, że ciężej walczy się o swoją pozycję. Ale ja jestem samodzielna, bardzo rzadko ktoś nam pomaga, a teraz akurat od dwóch tygodni jest moja mama, bo tata dzieci wyjechał na miesiąc.
Jak mam walczyć o to, żeby to co powiem, było święte? Zarówno dla rodziny, ale również dla dzieci. Niestety nie słuchają mnie tak, jak wtedy, kiedy jesteśmy sami, ale jak się temu dziwić, skoro mama nie stoi po mojej stronie, tylko zdobywa ich, robiąc na przekór? Zaczęłam już mówić dzieciom, że jeżeli babcia będzie chciała zrobić inaczej niz ja powiedziałam, to mają się temu stawiać. Czyli w kwestii gum, soczków, ciast w nieodpowiednim momencie. Kiedy ja powiem nie, a babcia tak, to mają jej powiedzieć, że mama się nie zgodziła i nie mogą tego wziąć. Jakies jeszcze pomysły? Ratujcie, proszę, bo wróciłam do domu z płaczem i bardzo zawiodłam się na mamie.
Obserwuj wątek
    • camel_3d przyzwyczaj sie.. 21.04.14, 18:16
      bo dziadkowie to stworzenie z innej planety...

      przechodzilem tez przz to.. choc u mnei raczej biegalo o slodycze ogolnie i y tv. Mlody nie wiedzial co to tv..dopoki u dziadkow nie wlaczono mu disney channel..."bo mu sie tak bardzo bjeczki pidobaly"..potem babcia i dziadek sami sie irytowali, ze mlody szedl do nich, wlaczal sobie sam tv i mial wszytsko w d.pie.
      Slodycze..to samo... przodbieraniu z przedszkoa, zawsze mieli slodka nespodzianke. zaczelo sie od 1-2 m&ms ow a skonczylo na ajku niespodziance...i zero pomagal argument ze dla 2 latka takie jajko to jak dla nas kawal czekolady wiekosci dloni..
      Dopieo ograniczenie kontatow i wypadow otworzylo i m oczy. teraz juz ograniczaja..choc ciagle kupuja jajka niespodzianki...mlody ich nie zjada na szczescie.

      Babcie i dziakowie sa innej daty wtedy cukier byl czyms szczegolnym, inaczej reagua na reaklamy (zreszta wie mam tez)... jak mowi sie w reklamie, ze slodkie paskudztwo ma witaminki to wiele mama, babc dziakow si ena to lapie...ojcowie tez.

      Rada... o ile masz mozlliwosc porozmawiaj z dziadkami szczerze, ze jezeli nie beda szanowac twojego zdania to ograniczasz odwiedziny.
      • mama.gucia Re: przyzwyczaj sie.. 25.04.14, 23:10
        A moj nie wiedzial co to telewizja i bajki poki nie poszedl do przedszkola. Ja tez nie z tych, co tv ciagle oglada, wiec wymyslalam inne zajecia. Ogladac bajek nauczyl sie w przedszkolu...

        A co do dziadkow..ograniczenie kontaktow na nich dzialawink
    • tijgertje Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 18:19
      Nie wiem, czy poza szczera i moze dosc dobitna rozmowa z mama cokolwiek wskorasz. Niektorzy dziadkowie sa niereformowalni i uwazaja, ze dziadkowie sa wlasnie od rozpieszczania wnukow, nawet na przekor zasadom rodzicow. Takie nastawienie, ciagle podwazanie poich decyzji i krytykowanie mnie jako matki jest jednym z powodow, dla ktorego z moja mama zerwalam kontakty. W zdrowsza przez to jestem. Pewnie, ze chcialabym ,aby mlody mial dziadkow (w tej sytuacji nie ma zadnych, bo rodzice meza nie zyja), ale nie takim kosztem. Niektorzy uwazaja, ze wlasnemu rodzicowi szacunek nalezy sie z urzedu ,a dziecko, niezaleznie od wieku ma sie sluchac i koniec. Tak, ze albo zawalczysz z mama o swoj autorytet u dzieci, albo bedziesz miec problem. Moj mlody kiedys po jednej z akcji, gdy mi nerwy puscily uslyszal, ze go do babci na wychowanie oddam. Zaczal pyskowac, jaka to ja wredna jestem bo babcia mu pozwala, a ja nie. Jak jednak przemyslal moja propozycje, to zdecydowal, ze jedn ak woli mieszkac z nami wink
      • bbuziaczekk Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 18:55
        Ja tak samo walcze z dziadkami tzn. moimi rodzicami (mieszkają pietro nizej w jednym domu) i z tesciowa.
        Idetyczne sytuacje jak u ciebie wiec opisywac nie musze.
        Prośby, groźby nic nie daja. Mogę wrzeszczeć, prosić, tlumaczyc....na nic.
        I takim sposobem dzieci wykorzystują kazda okazje żeby pojsc do babci i dziadka bo tam wysepia byle co i mogą robic co chcą.
        A jeszcze sa buntowani (tak samo przez tesciowa) haslami typu "nie mowcie nic mamie i tacie"
        Noz się w kieszeni otwiera ale coz zrobić skoro nic nie działa ?
        Odizolowac dzieci się nie da od dziadkow moich rodzicow ponieważ mieszkamy w jednym domu wiec na codzien kontakt maja.
        Z tesciowa podobnie. Widza się z nia co 3 tydzień przez 4 dni bo jeźdza do niej rano od 5:30 do 8 i wtedy ich zaprowadza do przedszkola. Wiec w ciągu tych paru godzinek zdaza wysepic slodycze
        • camel_3d taka rada,,, 21.04.14, 19:09
          powiedz, ze przy pierwszej dziurze ONI pojda z dzieckiem do stomatologa. smile
        • bbuziaczekk camel 21.04.14, 20:43
          Ja już wielokrotnie powtarzałam ze za leczenie dziur u dentysty będą placic dziadkowie.
          Za nadwagę dzieci będą winni dziadkowie.
          I myślisz ze to pomaga ? ani trochę. Jednym uchem wejdzie a drugim wyjdzie.
          • pajesia Re: camel 21.04.14, 21:16
            zaprowadź dziecko z dziadkami do dentysty na profilaktykę. Zapewne coś znajdzie... niech płacą ...
            • wro-tka Re: camel 21.04.14, 22:00
              dziadki zapłacą bez mrugnięcia okiem. niech trzymają ryczącego malucha wink
            • bbuziaczekk pajesia 21.04.14, 22:14
              pajesia napisała:

              > zaprowadź dziecko z dziadkami do dentysty na profilaktykę. Zapewne coś znajdzie
              > ... niech płacą ...


              A dlaczego sadzisz ze dentysta cos znajdzie ?
              Tak się sklada ze moje dzieci regularnie maja kontrolowane zeby przez dentyste i ich zębom nic nie dolega i nigdy nie dolegało. Zeby 100% zdrowe.
              Akurat babcie o tym wiedza wiec nie ma się do czego doczepić
              • wro-tka Re: pajesia 22.04.14, 08:26
                ale Ty to nie cały świat. wink
                • bbuziaczekk Re: pajesia 22.04.14, 09:56
                  wro-tka napisała:

                  > ale Ty to nie cały świat. wink


                  Podpieła się pod mój post a nie całego swiata
              • camel_3d Re: pajesia 22.04.14, 08:27
                too niech babcie placa za wizyty... moze nie twoje..ale inne..szczegolnie te ktore maja niewysokie renty smile
              • pajesia bbuziaczekk 26.04.14, 16:37
                forum publiczne jest dla wszystkich, każdy może się wypowiedzieć.
                Nawet w sprawie twoich brudów, które tu, publicznie, pierzesz.
          • camel_3d Re: camel 22.04.14, 08:30
            bbuziaczekk napisała:

            > Ja już wielokrotnie powtarzałam ze za leczenie dziur u dentysty będą placic dzi
            > adkowie.

            taa..u mnie dziadek powidzial " prawdziwy mezczyna to wytrzyma"... czyli tumaczac... a niech ma duziry.jakos wytrzyma borowanie... Dlatego malody ma szaban na bacie i dziadka, ktorzy mieszkaja 3 m od nassmile)) raz na tydzien moze chodzic.

            wczoraj byl..dostal 4 male jajk czekoladowe.

            Babcia miala cale pudeko..dalem jej 14 jajek i poprosilem o zjdednei.. Wywalila oczy i zapytala czemu tyle? przeciez to za duzo.. Wiec mowie.. mlodyemu dalas 4. On jest tak 3.5 raza lzejszy od ciebie. Wiec ty mozesz zjesc 14 smile Wagowo to bedzie to samo..

            troche przybladlawink
            • wro-tka Re: camel 25.04.14, 18:01
              O. Zrobię tak mojemu ojcu smile
    • ka80 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 19:05
      Ja dla mojego teścia, dziadka mojego syna jestem wyrodną matką bo każę mu jeść obiad sprzątać pokój. Nazwał mnie tak przy nim, synek miał wtedy 3 lata. Teraz ma 6 i jak do niego jedziemy to mi mówi "nie będziesz na mnie krzyczeć ( tzn. ni będzie dyscypliny,będę robił co chcę) bo dziadek nakrzyczy na ciebie". Tak jest że dziadek np. pozwala mu latać jak szalony w małym mieszkaniu, syn upadł na stół, rozwalona warga, pogotowie, szycie.
    • 3-mamuska Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 20:21
      Prosta rada , pozwolić nakarmić dziecko słodyczami tuż przed objadem, tak aby dziecko nie zjadło nic u kochanej babci na proszonym obiadku.
      I tak za każdym razem( no chyba ze w grę wchodzą codzienne objadu)

      O gumę bym sie nie czepiala bo u mnie np. Wzmaga apetyt , żołądek zaczyna pracować.

      Nie to pozwalać czy nie, tylko pozwolić zadecydować dziecku i babci a ty sie nic nie odzywaj.
      Potem powiedz ,ze no nie chce zjeść objadu ,no bo juz sie najedlo.
    • wilhelminaslimak Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 21:13
      Masz o tyle prostą sytuację, że nie mieszkasz z dziadkami. Gorzej mają ci, którzy od dziadków sa bardziej zależni.
      W tej sytuacji należy poważnie z dziadkami porozmawiać, bez udziału dzieci. Powiedzieć co i jak.
      W wariancie optymistycznym, dziadkowie posłuchają.
      Gdy nie posłuchają masz 3 opcje:
      1. postraszyć, że będziesz unikać jak tylko się da z nimi kontaktów (czyli przyjeżdżać rzadziej, zapraszać rzadziej) - tak zrobić!
      2. jeśli kontakty z dziadkami są niezbyt częste (raz na miesiąc) - olać sytuację (ostatecznie zęby się po jednym cukierku nie zepsują a i bez obiadu raz w miesiacu można przeżyć) - w ten sposób żyjesz w zgodzie z dziadkami, twój autorystet nie cierpli a i dziecię zadowolone
      3. denerwować się dalej
      Ja w kontaktach z moimi teściami wybrałam opcję 2, ale widzę się z nimi 2 razy w roku, a i po paru scysjach oni też już aż tak słodyczy w dzieci nie ładują. Jakkolwiek za chiny nie umieją zrozumieć dlaczego ja nie daję biednym dzieciom soczków albo chociaż herbaty!!! (a dzieci wolą wodę).
      W sytuacji częstszych kontaktów wybrałabym opcję 1.
      Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy mieszkam z rodzicami/teściami mieszającymi się do wychowania dzieci.
    • aleksandra1357 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 21.04.14, 23:16
      Z innej strony:
      dlaczego tak bardzo boisz się tego, że Twój autorytet jest podważony? Przecież nie jest.
      Ty mówisz, że nie wolno, a babcia, że wolno. Ja bym tego nie rozpatrywała w kategoriach, że babcia odbiera matce autorytet, tylko jako różnicę zdań. Masz jakiś problem z odpępnieniem się, jakieś zadawnione żale i nieprzepracowane emocje.
      Babcia ma prawo do innego zdania, Ty masz prawo do swojego. Dzieci nie są niczyją własnością, ale raczej to matka powinna móc decydować, nie babcia.
      Dla dziecka to nie jest podkopywanie Twojego autorytetu - tylko od Ciebie zależy, jak to rozegrasz.
      To może być niezwykle cenna lekcja: jak postępuje dorosły człowiek, gdy ktoś inny (babcia) próbuje narzucić mu własne zdanie i neguje jego potrzeby. Jeśli ulegniesz babci - przegrasz. Jeśli wywołasz konflikt - przegrasz. Jeśli postawisz na swoim kosztem babci - przegrasz.
      To jest trudna lekcja dla Ciebie i dziecka, trzymam kciuki.

      PS Ja prowadzę taką wojenkę niemal od urodzenia dzieci z różnym skutkiem. To się nigdy nie kończy: najpierw idzie o słodycze, potem o wybór szkoły, metody odrabiania lekcji, sprzątanie, wybór studiów i wszystko inne.
    • gemmi18 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 00:26
      Słuchajcie, napisałam to bez całego kontekstu, w afekcie smile. Tu oczywiście nie chodzi o sam soczek, czy gumę jako żywność bezwartościową! I nie chodzi o to, że zostały podane przed obiadem! Chodzi o to, że moja mama zwyczajnie ignoruje to, co mówię dzieciom, co im przekazuję i robi całkiem inaczej - dokładnie sytuacja dzisiejsza wyglądała tak:
      dzieci po spacerze, zmęczone i senne. Czekamy na obiad. Córka prosi mnie o picie. Zanoszę jej wodę. Wpada w histerię, zaczyna wierzgać nogami, leżąc na łóżku i drąc się, mówi, że nie chce wody tylko soczek. Mówię spokojnie, że dostanie sok po obiedzie, jeżeli chce jej się pić, niech wypije wodę, a zaraz będzie obiad. Żadna nowość, u nas zawsze tak to wygląda. Drze się jeszcze głośniej, wstaje, tupie nogami i krzyczy, że chce soczek. Na co przychodzi moja mama, wręcza jej sok, głaszcze po głowie i mówi 'już dobrze, jest soczek, nie płacz'. Córka wypija sok duszkiem i wtula się w babcię.
      Zdarza się to codziennie, codziennie staram się podchodzić do tego tak, jak mi poradziłyście, mimo że robię to wbrew sobie, ale dzisiaj nastąpiło apogeum. To był ten kolejny raz, który przeważył szalę. Nie chodzi o soczek, nie chodzi, że przed obiadem, chodzi o to, że moje zdanie okazało się niezauważalne, nieistotne, wszystko rozegrało się przy dzieciach i ich kosztem.
      Dzięki za wsparcie...
      • bea-luz Re: Dziadkowie kontra rodzice... 26.04.14, 21:23
        Znając siebie więcej bym z babcią obiadu nie jadła ani dzieci na obiad nie puszczała. Małe dzieci nie rozumieją różnicy zdań i dziur komunikacyjnych. Rozumieją prosty przekaz: jak mi mama nie pozwoli to babcia da.
    • mw144 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 09:03
      Dlatego nie utrzymuję kontaktów z moimi rodzicami, nawet w święta. Na każdym kroku tłumaczyli moim dzieciom, że ich rodzice są głupi, nie znają się, nie mają racji, nie należy ich słuchać, za to dziadków tak, bo są starsi i mądrzejsi. Moje prośby typu: nie karmić surowymi owocami srającego na kilometr dzieciaka z rotawirusem albo nie zakładać zimowej kurtki jak jest +25st na zewnątrz mieli głęboko w doopie.
      Teściowie - nigdy nie zrobili nic, co by mogło podważyć nasz autorytet, mimo że mają zupełnie inny światopogląd, w wychowaniu trzymają się naszej wersji.
    • mama-ola Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 09:17
      Moja teściowa ustawiła to tak: rodzice są od wychowywania, dziadkowie - od rozpieszczania. Ogłosiła to wszem i wobec wraz z pojawieniem się pierwszego wnuka.
      Moje dzieci jakoś tam to rozróżniają: że inne zasady mam dla nich ja, a inne - dziadkowie. Cóż, w skład zasad mojej teściowej wchodzi na przykład oglądanie "Kiepskich" i teleturniejów oraz jedzenie chipsów. Co gorsza, daje im te chipsy z tekstem "tylko nie mów nic mamie"! A jak młodszy syn się wygadał, to starszy miał pretensje do niego! Koszmar, nie?

      Tak więc rozumiem Cię i łączę się z Tobą w bólu, Gemmi18.
      Rady nie mam. Jedynie pociechę - dzieci i tak zazwyczaj wolą rodziców od dziadków, choćby nie wiem jak ich przekupywali słodyczami, chipsami czy badziewną telewizją.
    • melancho_lia Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 10:09
      Oj dziadkowie mają coś takiego- moja mama będzie za 8 letniego wnuka pokój sprzatać i jeszcze do mnie puści komentarz, ze zła matka ze mnie skoro dziecku sprzątać każę.
      Teściowa z kolei mówiła o sobie per "mamusia"- czyli zwracając się do moich dzieci mówila "chodź mamusia Ci da...". Jak ją przyuważylam, naskarżyłam mężowi to ustawił mamę odpowiednio.
      Ale otwarcie nie kwestionują naszych metod. A co robią jak nas nie ma to już nie wiem.
    • paulinus2001 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 10:13
      Ja mam to samo. Chyba większość dziadków zachowuje się podobnie. Nie wiem ile razy powtarzałam mamie, że ma nie kupować dzieciom danonków, soczków itd. Teściowi, że jak dziecko czegoś nie dostało i urządza z tego powodu histerię to trzeba przeczekać, a nie dawać mu tą rzecz bo to tylko napędza kolejne ataki histerii. Ale nie dociera! Dlatego odpuściłam sobie. U Ciebie gorzej, bo jak mówisz masz mamę teraz na co dzień, ale z tego co rozumiem, to tymczasowa sytuacja. Dlatego polecam odpuścić. Dzieci głupie nie są i wiedzą kto na co pozwala. Zresztą jak już ktoś tu napisał, dziadkowie nie są od wychowywania dzieci, od tego jesteśmy my. Oni już swą rolę w tej kwestii wypełnili i chyba nie poszło im tak źle skoro mają nas.
    • annika_gottfried Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 10:49
      Tez tak mam. Nie chodzi o slodycze, bo tu akurat moja mama jest przeciwko, ale o wiele innych rzeczy: nie wolno otwierac okna przy dziecku, nie moze pic wody w temp. pokojowej tylko letnia, nie moze biegac, bo sobie cos zrobi, nie moze siadac na ziemi, za pozno chodzi przy niej spac. I wiele innych.

      Mieszkamy za granica i moja mama nas odwiedza czasami, na okres od tygodnia do czasem nawet miesiaca. Zawsze jest to na nasza prosbe (np. maly jest chory albo zeby nam pomoc bo akurat mamy ciezki okres w pracy oboje).

      Wiec o ile zawsze mnie to denerwowalo i dalej denerwuje, nauczylam sie odpuszczac. Staram sie doceniac, ze przyjezdza, poswieca swoj czas i energie, choc wiem, ze nie robi tego tylko dla mnie, a raczej zeby pobyc z wnukiem.

      Na poczatku staralam sie jej perswadowac, przekonywac, klocilysmy sie. Potem stanelo na tym, ze niech ona sobie robi jak chce, ale my tej wody nie bedziemy np. podgrzewac. Dalej byly klotnie. Koniec koncow odpuscilam. Mama wygrala. Robi jak chce a my tez podgrzewamy woode, okno otwieramy tylko jak maly jest w drugim pokoju itp.

      Nie jest to idealne rozwiazanie, ale da sie przezyc przez ten tydzien-dwa, a przynajmniej ona sie wtedy nim zajmuje w 80%, a my mozemy sobie odpoczac. No i nie ma klotni...

      Ale wiem jak jest ciezko. Najbardziej wkurza mnie, jak moja mama nie pozwoli mu nawet kweknoac, jak tylko o cos zapiszczy to ma. A my musimy go wychowywac, z czym zwiazane sa placze np. w sklepie itp. Oczywiscie, jak ona jest, to maly sie prawie wcale nas nie slucha, zwlaszcza mnie.

      Tlumacze jej, ze nie mozna na wszystko dziecku pozwalac. Ze ona tez sobie z tym nie radzila, bo najpierw mi i moim siostrom na wszystko pozwalala, a potem nas bila, bo nie mogla sobie z nami poradzic. Pamietam z dziecinstwa wiele chwil strachu przed rodzicami, bili nas czym popadnie, reka, kablem, paskiem.

      Wiec jej mowie, ze my nie bedziemy dziecka bic, wiec trzeba go wychowywac poprzez niepozwalanie mu na wszystko, to oznacza, ze czasem bedzie plakal. Ona nie moze przyjac tego do wiadomosci i uwaza nas za OKRUTNYCH rodzicow (sic!).

      Albo caly czas nie pozwala mu na nic: biegac, skakac, wchodzic na kanape, nic. Bo spadnie i sobie zrobi krzywde. Jak jej przypominam, ze nami sie wcale nie zajmowala, ze chodzilysmy po czubkach drzew, po budowach, lesie i stawach, dziwnych miejscach, gdzie moglysmy latwo spasc, skrecic kark, utopic sie (co zreszta sie stalo z moim kolega), to jest konsternacja i nadal nic nie dociera.

      Cos jest z tymi dziadkami, ze zachowuja sie zupelnie inaczej, niz jak byli rodzicami. Trzeba to chyba troche zaakceptowac, bo inaczej beda ciagle wojny. A jednak fajnie, zeby dziecko mialo dziadkow, nawet jaj je beda troche rozpieszczac...
    • maja.london888 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 10:53
      U mnie było to samo. Teściowa zawsze dawała słodycze, bułki, soczki przed obiadem (zazwyczaj dziecko było np. przed południem u niej, na obiad wracało do domu, oczywiście napchane słodyczami). Tłumaczenie nie poskutkowało, awantury też nie. W końcu jak przyjeżdżaliśmy na obiad do teściowej, to z premedytacją pozwalałam, żeby dziecko zjadło coś przed samym obiadem (który ugotowała teściowa). Dziecko obiadu nie zjadało, więc teściowa w końcu zrozumiała.

      Z drugiej strony tłumaczyłam dziecku, że jak dostanie jakieś słodycze, to ma ich nie jeść od razu, tylko po posiłku. Teraz córka zawsze bierze i mówi "zjem po obiadku".
    • jw.ow Re: Dziadkowie kontra rodzice... 22.04.14, 11:52
      Jeżeli kontakt dziadków z dziećmi jest częsty to powiedziałabym dziadkom, że jeżeli będą podważać moje zdanie przy dzieciach to kontakt ich będzie bardzo ograniczony. Tego bym się trzymała- po każdej akcji po prostu ograniczałabym kontakt i tyle. Ty decydujesz o tym jak wychowujesz dziecko ( i ojciec) a nie dziadkowie.
    • oska-111 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 25.04.14, 17:27
      Przeczytaj sobie ten tekst. Każdy przez to przechodzi

      ladygugu.pl/10-rad-ktore-doprowadza-kazda-matke-szalu/
    • mama.gucia Re: Dziadkowie kontra rodzice... 25.04.14, 23:04
      Tesciowie nie robia tego nigdy. Tesciowa chcialaby w pewnych kwestiach narzucic wlasne zdanie ale nigdy nie podwaza naszego autorytetu. Za to rozmowy z moimi rodzicami to jak grochem o sciane. Mowilam, prosilam by nie dawalu dziecku czekolady, cytrusow itepe bo syna po tym sypalo. A zawsze odbieralam od nich dziecko z oznakami uczulenia. Rece mi opadaly, ale zawsze znalezli wytlumaczenie...bo sie patrzyl, bo tylko mandarynke zjadl, bo orzechy jedlismy a on chcial sprobowac. Nie chcieli mnie sluchac, wiec zaczelismy go zawozic do tesciow. Nawet powiedzialam, ze tesciowie stosuja sie do zalecen lekarza i maly nie jest dzieki temu wysypany. Minelo im jak reka odjal...Teraz jesli kupuja slodycze to batony typu fitness, mamby zamiast czekoladowych cukierkow, zwracaja uwage na sklad soczkow, a na talerzu leza migdaly a nie orzeszki ziemne. Czasami trzeba sposobu gdy rozmowa nie pomaga.
    • budzik11 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 26.04.14, 16:55
      gemmi18 napisał:

      >Ratujcie, proszę, bo wróciłam do domu z płaczem i b
      > ardzo zawiodłam się na mamie.

      Myślę, że zbyt ambicjonalnie podchodzisz do sprawy. Twoja duma została urażona, ktoś się sprzeciwił twojemu "świętemu słowu" i na domiar złego zrobiła to rodzona matka wink A pomysł, ile razy w życiu ty jej się sprzeciwiłaś, i to w ważniejszych sprawach niż soczek i guma.
      Dzieci nie są głupie, wiedzą, co to mama a co babcia, że babci zasady dotyczą babci a kiedy jej nie będzie - rządzi mama. I nie podchodź tak strasznie emocjonalnie do sprawy, nie bierz tego tak bardzo do siebie - twoja mama nie chce zrobić na złość tobie, ani podkopać twojego autorytetu - chce porozpieszczać trochę wnuka, może wrócić na chwilę do czasów, kiedy sama była mamą i powychowywać cudze dziecko. U mnie było podobnie - kiedy dzieci były na diecie przeciwgrzybiczej moje siostry po kryjomu przede mną dawały im krówki (dzieci głupiutkie przyszły mi pokazać zalepione pyski). Kilka miesięcy nie jeździłam tam z komentarzem, że nie traktują poważnie tego, co mówię, mają w doopie moje zasady, więc prędko się nie pokażę z dziećmi. Od tamtej pory się skończyło, ale w sumie nie jestem pewna, czy warto było kruszyć kopie o taką duperelę. Chodziło o krówki, a nie o mój autorytet jako taki.
      • gemmi18 Re: Dziadkowie kontra rodzice... 26.04.14, 18:00
        Wzięłam do siebie również takie zdanie jak Twoje i staram się smile. Jednak nie mogę na to pozwalać cały czas - nie chodzi o czynnik poboczny, jakim był w tym wypadku sok przed obiadem, tylko o to, że dziecko pyta mnie, ja mówię nie albo tak, a po chwili moja mama bierze go na bok i mówi dokładnie odwrotnie. Jeżeli ktoś potrafi się w takiej sytuacji uśmiechnąć i wzruszyć ramionami, to chwała mu, ale ja mam inaczej.
    • blogbydozza Re: Dziadkowie kontra rodzice... 29.04.14, 23:10
      To Ty powinnaś być wzorem i autorytetem dla swojego dziecka, to Ciebie mają słuchać (męża też oczywiście - rodziców). Niestety wiem, że dziadkowie są niereformowalni, grr. Porozmawiaj z mamą, spytaj ją nie o dentystę, ale o to czy jak dzieci zaczną wagarować i się źle zachowywać, to też będzie dla nich taka miła i wynagradzała im to słodyczami? Nie licz na to że dzieci odmówią przyjęcia słodyczy, ale spróbuj wytłumaczyć i im i mamie, że to Twój dom i Twoje zasady i jedzenia słodyczy jest po obiedzie itd. Powodzenia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka