Syn od urodzenia był dzieckiem nieodkładalnym. Dużo płakal, marudził co zostało mu do dziś

Typ wrażliwca, silnie przeżywającego emocje. Nie miałam tego luksusu, że go kładłam, on sobie leżał a ja mogłam robić co chciałam. Kładziony strasznie marudził, więc zabawiałam go - pokazaywalam różne przedmioty, książeczki itp. i tylko to działąło na jego humorki. Z czasem gdy zaczął byc mobilny starałam mu się nie przeszkadzać w odkrywaniu świata i ograniczyć mój wpływ na jego zabawę. Dużo czytałam na temat jak to dzieci, które same odkrywają świat sa jego bardziej ciekawe, kreatywne, o tym, że dziecko które dostanie zabawkę bez wyjaśnienie bawi się nia dłużej i na różne niewyobrażalne dla dorosłego sposoby w odróżnieniu od dziecka, któremu wyjaśni się działanie - to bawi sie juz krócej i zazwyczaj tylko w sposób zademonstrowany przez dorosłego. Ogólnie jeśli chcemy sie bawić z dziećmi to powinniśmy byc bardziej obok, nie przeszkadzać, nie narzucać swoich pomysłów, tak aby to dzieci rozwijały swoja kreatywność, samodzielnie podejmowały decyzje, eksperymentowały. Niestety dziadkowie maja inne podejście i uważają, że im więcej tym lepiej. Tzn. bardzo go stymulują, zabawiają, często kierują zabawą, zanim jeszcze zdąży się nad czymś zastanowic to podsuwają mu rozwiązania, we wszystkim pomagają. W efekcie syn czasem nie stara się nawet wysilić, żeby poradzić sobie sam tylko szybko wpada w złość przybiega do mnie krzycząc "nie da się, mama zrobi, mama otworzy! itp." Babcia układa z nim puzzle i zawsze mu pomaga, więc on nie wierzy, że sam potrafi i zawsze jak wyjmuje puzzle to oczekuje pomocy, podobnie jest z innymi zabawkami, którymi bawią się z nim dziadkowie. Raz jak zasugerowałam, żeby sam zbudował coś, to on mi odpowiedział, że "nie buduje sie samemu". Problemu tego nie ma z rzeczami np. kuchennymi, którymi bawi się gdy ja coś gotuję - te używa po swojemu. Zastanawiam się na ile jego brak samodzielnej zabawy wynika z nadgorliwości dziadków i mojej kiedy był niemowlakiem, a na ile to cecha charakteru, że może po prostu lubi towarzystwo. Jak to jest u was, czy bawicie się z dziećmi i pomimo tego one potrafią tez zająć się sobą na dłuższy czas? A jeśli się bawicie to czy dajecie dziecku podejmować decyzje, czy też nieświadomie narzucacie mu rodzaj zabawy, sugerujecie rozwiązanie problemu itp. A czy jeśli wasze dziecko tez ma problem z samodzielną zabawą to czy nie było tak przypadkiem, że od maleńkości je zabawialiście i teraz samo nie potrafi się bawić?