Syn eskaluje. Wszystko jest na nie, wszystko robi na przekór. Dzis np. Zsikal sie w spodnie, chce go przebrać - on nie chce, ucieka,w końcu mi sie udaje, prosze zeby podciągnął majtki, nie podciąga- lata z gola pupa, po kilku minutach widze, ze znow zrobił siku, sam decyduje sie dokończyć na toalecie po czym wybiega, przypominam o myciu rak - ignoruje

pytam czy sam pójdzie czy mam mu pomoc. Mowi ze ani tak ani tak. Zanoszę go wiec do łazienki - moczy ręce i ochlapuje sobie koszulkę patrząc na mnie - ewidentne mnie testuje. Prosze aby użył mydła bo zasiusial rączki, ale oczywiście nie.... I tak na każdym kroku: mycie zębów, ubieranie itd. Ostatnio nawet na spacer nie jestem w stanie wyjsc. Usiadł mi na klatce i on nie pójdzie, bedzie siedział. Ja z niemowlakiem na rękach. Byłam cierpliwa, zachęcałem, ale nie. On chce jechac wózkiem. Tłumacze, ze juz nue używamy wozka, ze nie dam rady prowadzić dwóch za to chętnie go wezmę na dostawke. Nie, on chce wozek.W końcu pytam czy idziemy czy wracamy do domu. On sie nie ruszy. Mowię ze zatem wrócimy bo na klatce nie mozemy stać. Wniosłam go histeryzujacego do domu. Po jakimś czasie histeria ze on chce na spacer... Gdzieś zniknął moj kochany, rezolutny synek a w jego miejscu jest mały testujacy 3-latek. Ja juz nawet nie wiem jak reagować na te jego zachowania. Starałam sie tak jak ktoś sugerował lekko podchodzić np. Do mycia zębów wymyślać historyjki, ale on tego nie kupuje. Zreszta przyznaje, ze jest mi trudno jak wszystko jest na nie, jakos nie nastrajają mnie to do bycia żartobliwa . Wciaz pokrzykuje, rzuca rzeczami...Wydrukowalismy mu zdjęcia lampek: nagle krzyczy ze on chce takie lampki, rzuca poduszkami, ściąga kołdrę z łóżka...

ostatnio gdy chciałam zabrac go na spacer w ramach czasu tylko razem, nie chciał sie ubrać, w końcu nie poszliśmy... Za 2 tyg przedszkole i co jak sie zaprze mamy go silazabrac? Czarno to widze.... Tak chciałam sie wygadać...