Dodaj do ulubionych

Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy!!

22.02.05, 13:38
Witam,
Będę się streszczać. Mam synka - prawie 6 i drugie 2. Jesteśmy normalną
rodziną, bardzo kochamy dzieci. Od jakiegoś (dłuższego) czasu mam ze starszym
problemy. Zresztą nie wiem... Może to normalne sad Niektóre prośby kieruję do
niego po kilka razy. Kiedy mu się coś nie spodoba krzyczy, albo się obraża.
Ostatnio kiedy byliśmy na sankach i szybciej go pociągnęłam, zsiadł, kopnął w
sanki i stwierdził z krzykiem, że tak nie chciał. Zdarza się np, przy
obiedzie, że ktoś powie coś - co jemu się nie podoba - to potrafi walnąć w
stół lub w talerz. Takich przykładów jest mnóstwo. Nie wiem co robić? Jak się
zachować? Strasznie go kocham, ale w takiej sytuacji mam ochotę mu porządnie
przyłożyć!! Czy Wasze dzieci zachowują się podobnie?? Może to normalne dla
tego wieku??
Obserwuj wątek
    • lucjja Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 13:40
      Zapomniałam dodać, że od dwóch miesięcy chodzi do przedszkola (z przerwami na
      chorobę) ale to zaczęło się już wcześniej. Poza tym jest trochę nerwowy i
      wrażliwy. W przedszkolu nic takiego nie robi.
      • lulka77 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 13:54
        Witaj, czy jest tak, że siedziałaś z synkiem przez pierwsze 3 lata? Ja mam co
        prawda młodsze dziecko 2lata i 8 m-cy, ale zaczyna zachowywac sie podobnie. Mąz
        mówi ze troche go rozpieściłam. Może ma rację. Synek nie zachowuje sie tak cały
        czas, ale ma takie "przeskoki". Może u mnie to jeszcze ostatki buntu 2-latka,
        nie wiem.
        Wracając do Ciebie... Wiesz co spróbuj przeanalizować swoje zachowanie (ja tak
        robiłam). Zapytaj siebie, czy jestes konsekwentna, szczera.....z własnym
        dzieckiem. Spróbuj "prześwietlić" troche przedszkole- może tam sie coś
        wydarzyło, może jest jakis kolega, który bije, lub Pani jest
        jakaś "dziwna".Mówisz ze zaczęło sie to dziać wczesniej, może spowodowane jakąs
        sytuacją rodzinna, przeprowadzką, tym, ze wróciłaś do pracy. Może jest tak, ze
        Twój młodszy maluch ma własnie bunt 2-latka i starszy "uwstecznia" sie i
        powtarza na swój sposób pewne reakcje młodszego dziecka?

        Kurcze nie wiem co Ci doradzić. Spróbuj przeanalizować cały dzień, kilka
        ostatnich miesięcy. Dzieciom zapadają w pamieci takie rzeczy,o których dosrosli
        nie pamietają. Może to cos da.
        Mój synek ma bardzo wysoki temperament (po tatausiu), jest wrażliwym nerwusem.
        Troche do tego przywykłam, ale pracujemy nad tym.
        Może fajnie byłoby wybrac sie tylko ze straszym dzieckiem (ty i dziecko) na
        jakiś raut po fajnych zabawialniach dla dzieci. I spóbowac wyciagnąć coś z
        niego, poobserwowac jak bawi sie z rówieśnikami- pokazać mu, ze mimo, że jest
        młodszy brat , siostra- on jest cały czas tak samo ważny jak kiedyś.

        Pozdrawiam mocno i trzymam kciuki.
        Pozdrawiam
        L.
    • lajlah Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 14:05
      Pocieszę cię, to normalne. Mój synek ma skończone 5 lat, dokładnie 5 i 3 m-ce.
      Obrażanie u nas jest przynajmniej kilkanaście razy dziennie, nerwy też podobne,
      czasami potrafi mi brzydko odburknąć. Typowe, ja radzę sobie nim tak, że jeżeli
      zachowuje się zle, mówię mu "proszę bardzo masz prawo być zdenerwowany, ale ja
      nie muszę słuchać twoich krzyków, idż do swojego pokoju i tam sobie pokrzycz,
      jak ci przejdzie porozmawiamy spokojnie".Przeważnie działa. Jeśli się obraża,i
      np.nie odzywa się do mnie, mówię: "ok, pomilczymy razem". Krzyczenie, czy kary
      nie skutkują, tylko wyrozumiałośc i cierpliwośc (sprawdziłam). Życzę
      powodzeniasmile
    • lola211 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 17:36
      Moja 6 latka tez tak sie zachowuje, przyszlo z wiekiem.
      • hanya00 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 18:13
        witajcie.ja ma tez problem z moim prawie 6 latkiem.to znaczy nie zupelnie ja
        ale pani w przedszkolu.zle odzywa sie do niej,czasami krzyknie na nia,w
        ogole "wali" prosto z mostu to co mysli.w domu takie zachowania nie sa
        tolerowane,walczymy z nim i on sie pilnuje(czasami z czyms wyjedzie).ale w
        przedszkolu wstyd mi za niego.hania
        • lola211 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 22:05
          Hmm, to jednak inna sytuacja,watpie, aby moja obrazila sie na pania lub cos do
          niej odburkneła.
    • antonina_74 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 20:55
      U nas się chyba tak zaczyna. Co nie po myśli Kuby (5,5) - to pogróżki - nie
      będę was kochał - nie lubię was - rozmawiam z nianią to się drze "nie
      gadajcie!" potrafi się obrazić albo właśnie np. kopnąć w komputer bo nie
      działa. prośby ostatnio coraz częściej wyraża wrzaskiem nawet jeśli nie
      zapomina o "proszę".
      Staram się być stanowcza i nie pozwalać na takie zachowania, przyłożyć nie
      przyłożyłam i nie zamierzam ale np. odsyłam go od komputera albo każę iść do
      pokoju się nad sobą zastanowić. Dziś mi powiedizał że "chciałby żeby mamy już
      nie było" i zasunęłam kazanie - jak sobie wyobraża, co by robił bez mamy na
      świecie... chyba dotarło bo za chwilę przepraszał i się przytulał... mam tylko
      nadzieję że to kolejna "faza" i stanowczo potraktowana wkrótce minie... w
      każdym razie nie ma mowy żebym np. dała mu pić na wrzaskliwą prośbę albo
      przerwała rozmowę z nianią kiedy on krzyczy.
      • anna39 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 22:37
        czytajac wasze posty nie moge sobie wyobrazic sytuacji u mnie takiego czegos
        było nie do pomyslenia .teaz wychodzi to bezstresowe wychowanie a gdzie sa wasi
        mezowi czy oni nie moga wpłynac na takie zachowanie ja bym poprostu dała klapsa
        od klapsa nic sie nie stanie .Wiem zaraz połowa mam by mnie zmkneła za bicie
        ale ja mowie o klapsie a nie o katowaniu.Jestem przrkonana ze 2 raz to by sie
        nie powtorzyło.pozdrawiam
        • lola211 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 23:44
          Ale jakie zachowanie masz na mysli? Czy uwazasz, ze nalezy dziecku dawac
          klapsa, bo glosno powie, ze mu sie cos nie podoba? Albo ze sie obrazi? Ze malo
          potulne?
          Dziecko tez czlowiek, w dodatku taki, ktory nie potrafi jeszcze radzic sobie ze
          swoimi emocjami , zwlaszcza negatywnymi.Ma prawo , jak kazdy inny czlowiek , do
          wyrazania swoich uczuc.
          Oczywiscie nie pisze tu o agresji, to zupelnie inny problem.
        • antonina_74 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 23:51
          No i co go to nauczy że mu 30x dziennie dam klapsa za każdym razem jak wrzaśnie
          czy mi powie że mnie nie kocha?
          nauczy go tylko że wyrażanie własnego zdania kończy się laniem czyli że on nie
          ma prawa do negatywnych emocji, a mama owszem, ma prawo lać bo większa jest. I
          jak on urośnie większy to mi przywali.
          nie tędy droga.
          A jak nie dostanie pić dopóki normalnie nie poprosi to nauczy się że grzeczność
          i kultura popłaca. Jak się zastanowi że kopanie w komputer kończy się zakazem
          komputera to też się czegoś nauczy.
          • amb25 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 11:23
            Jestem przeciwniczką "dawania klapsom" dzieciom.
            Ale opowiem wam taką historię;
            moja znajma - mama idealna, nadopiekuńcza i w ogóle - miała synka 4 letniego.
            Mieszkała na partezrze. Nigdy go nie uderzyła, czasem zdarzało się jej odnieść
            głos, jak zrobił źle to tłumaczyła (często nie działałao, doświadczyła na
            sobie). No i on któregoś dnia chciał wyjść przez okno - tłumaczenie że to
            niebezpieczne itp. Bez efektu. W końcu pewnego dnia wyszedł przez to okno i
            poszedł sobie do Babci (na drugi koniec miasta) nic nie mówiąc mamie. Ot taka
            fantazja. Jak już się znalazł to dostał klasa i od tej pory wyłażenie przez
            okno nie jest szyczytem jego marzeń.
            Więc niestety, w ekstremalnych przypadkach, klaps chyba jest nieodzwony.
        • lajlah Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 10:11
          Anno, czy ty masz dzieci? Bo jesli tak to im współczuję. Nie rozumiem za co
          niby miałybśmy dawać naszym dzieciom klapsy? Za zupełnie normalne w tym wieku
          zachowanie? Owszem stanowczość jest potrzebna, ale nie tresura.
          • anna39 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 10:58
            mam dzieci w 2 juz duzych i mała ma 9 mies i powiem ci ze ich nie tresuje i nie
            maja rygoru poprostu jak raz mi zrobiły scene tak juz od tamtej pory nie robiły
            i niemasz co im współczuc bo tak jak oni maja to nie jedno by chciało
            miec.Jestem juz doswiadczona mama i poprostu nie rozumie waszych pogladow tzw.
            psychologicznych moze ja naleze do tych ludzi o tradycyjnym wychowaniu , ale
            widzac dzieci i ich mamy jak sie zachowuja to mnie szlka trafia i by najpierw
            dała klapsa matce a sie dziwic dziecku ze tak postepuje. Co do stanowczosci to
            masz racje.
            • lajlah Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 12:17
              To własnie starałam się wytłumaczyć. Dziecko ma prawo do takich zachowań, nawet
              jeśli nam się one nie podobają, tym bardziej, że to wynika z jego normalnego w
              tym wieku rozwoju, nie radzenia sobie z emocjami. Trzeba je łagodnie i mądrze
              przez to przeprowadzic,pokazać, że może być zdenerwowane i nawet walnąć pięścią
              w stół, czy odezwać się do mamy "nie lubię cię, jesteś głupia", ale niech wie ,
              że sprawia nam tym ból, niech umie przeprosic. A tego nie osiągniemy krzykiem i
              karą, ale takim samym w stosunku do dziecka zachowaniem. Mi też zdarza się
              krzyknąc: "mam cię już dość, zejdż mi z oczu", ale potem przepraszam dziecko i
              mówię, że mi przykro bo sprawiłam mu ból.
              A z tym współczuciem dla twoich dzieci, przesadziłam , przepraszam. Mam
              nadzieję, że cię nie uraziłam. pozdrawiam
    • michmaja Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 23:03
      Ja mam pięciolatka. Nie kopie i nie wali w stół, ale trzeba po kilka razy go
      prosić zanim coś zrobi, nie zawsze podoba mu sie toc co do niego mówimy i głośno
      nas o tym informuje, obraża się, ma inne zdanie, itd. Bezstresowe wychowanie?
      Polecam ostatni numer Dziecka str. 58 i trochę pozycji z psychologii
      rozwojowej.To normalne, że dzieci mają"lepsze" i "gorsze" fazy rozwoju. U nas
      niemal dokładnie pokrywa się to z tymi półrocznymi zwrotami - przez czas jakiś
      zgodny, współpracujący, ugodowy Misiek, a za parę miesięcy uparty, czupurny,
      zbuntowany indywidualista. Oczywiście przez cały czas, i ten łagodny, i ten
      trudny, obowiązują zasady i nie pozwalamy na pewne zachowania, ucząc go jak
      właściwie się zachowywać.Ale łatwiej znosić te "kłopoty", gdy się wie, że to
      norma dla jego wieku i nie on jeden tak ma. "Łatwiej"kochać zgodnego i miłego
      dzieciaczka, ale on musi trochę sie pobuntować, żeby stał się kiedyś samodzielny
      i niezależny, a o to nam chodzi, prawda?Pozwolić na bunt, nie oznacza wcale
      zgody na niwłaściwe zachowanie, ale nie zgadzać nie trzeba się wcale za pomocą
      klapsa.
    • aniak04 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 22.02.05, 23:25
      jestem mamą 6 latka i 2 latka, podobnie jak Ty. Sytuacja prawie identyczna z tą
      różnicą, że znam powody a może raczej podłoże jego histerii, obrażania się,
      wyzywania od głupich matek itd. - sytuacja rodzinna - jestem w separacji z
      mężem. Jednak myślę że takie zachowania są typowe dla tego wieku, choć nie
      twierdzę że każde dziecko musi to przechodzić w tym wieku. Ja udałam się po
      poradę do psychologa dziecięcego - jedyna możliwa rzecz do wykonania to kochać
      swoje dziecko takim jakie jest, broń Boże żadnych klapsów, kar itd. Dziecko
      musi czuć że jest rozumiane przez własnych rodzciów, że oni wiedzą co ono w
      danym momencie czuje, co przeżywa - a sposobem na to jest wyrażanie i nazywanie
      własnych uczuć i uczuć dziecka np. dziecko jest wściekłe na coś - rozumiem że
      jesteś zły, obrażony, smutny, wściekły chciałabym Ci pomóc zrobić to czy tamto,
      jest mi smutno z tego powodu że nie możemy spokojnie porozmawiać i nade wszstko
      ważne jest aby nie kierować swojej uwagi bezpośrednio na dziecku ale na jego
      zachowaniu, bo to nie on jest zły, niedobry ale jego zachowanie jest
      niewłaściwe i nam się nie podoba. Spróbuj, naprawdę działa, postaw się w
      sytuacji dziecka i pomyśl co ono może czuć w danej chwili, co Ty byś czuła?...,
      pozdrawiam i życzę udanych relacji
      • anna39 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 09:18
        mam na mysli walenie w stoł czy tez kopanie a tłumaczenie ze to sa emocje to
        nie argument taki szescio czy pieciolatek to juz rozmumie co wolno a czego nie
        i nie robcie z nich ofiar ,czy tez nieudolne dzieci .bo one nie sa juz takie
        głupiutkie jak 3 -4 latki.Rozumie ze tto jest tez mały człowiek i ma swoje
        uczucia ale nie mozna mu na wszystko pozwalac bo on chce to czy to jezeli w
        danej chwili tego dac mu nie moge to musi zrozumiec ,anie walic w co kolwiek .
        jak teraz mu sie pozwoli na wszystko to pozniej w szkole i tak dalej bedzie
        myslał ze moze wszystko naco ma tylko ochote .Wtedy widac jakie dzieci sa i jak
        sie odnosza do innych.
        • judytak Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 13:47
          wiedza, że "mały człowiek ma prawo do swoich uczuć", nie służy rodzicom do
          usprawiedliwienia się z tego, że nic z takim zachowaniem nie robią

          służy do tego, żeby rozumieli, z czym dziecko ma problem, i żeby potrafili mu
          pomóc

          a więc, jeśli wiem, że kopnął stół, bo zdenerwował go nieprzemyślany żart
          któregoś z domowników,
          to owszem, powiem, że nie wolno kopać stołu,
          ale na tym nie koniec:
          powiem, że akurat domyślam się, o co mu chodzi,
          ale że nikt oprócz mnie nie umie tego tak się domyślać,
          a kopaniem nic nie załatwi,
          może powiedzieć na przykład tak i tak (tu kilka wersji grzecznego ale jasnego
          wyrażenia swojego zdania)

          są dzieci, które nie potrzebują takiej nauki, bo mają wrodzone zdolności
          komunikacyjne,
          ale są takie, których trzeba takich "trywialnych" rzeczy uczyć długo, zanim się
          połapią...

          pozdrawiam
          Judyta
          • antonina_74 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 14:31
            > są dzieci, które nie potrzebują takiej nauki, bo mają wrodzone zdolności
            > komunikacyjne,
            > ale są takie, których trzeba takich "trywialnych" rzeczy uczyć długo, zanim
            się
            >
            > połapią...

            Moje niestety do takich należy... i bicie go nie zmieni faktu że trzeba go
            nauczyć jakie zachowania są dopuszczalne a jakie nie.
    • zzz12 Re: Prawie sześciolatek - nie radzę sobie. Pomocy 23.02.05, 14:25
      Co to znaczy od dluzszego czasu? Moze od czasu, gdy zostal starszym bratem?
      Moze to efekt zazdrosci o mlodsze rodzenstwo? Przepraszam, ale przyszla mi do
      glowy jeszcze jedna mozliwosc- jesli problem pojawil sie nagle:molestowanie
      seksualne. kto zwykle poswieca uwage synkowi? Czy na pewno rowno "dzielisz sie"
      soba, zeby miec czas dla obojga dzieci? Jesli bardziej absorbuje Cie mlodsze
      dziecko, czy masz regularnie czas, zeby skupic cala swoja uwage na starszym
      synku, wysluchac go, porozmawiac, wyjsc na spacer WYLACZNIE z nim? Wiem, jakie
      to trudne, zeby "dopiescic" dwoje dzieci, ale sprobuj o tym pomyslec.
      • lucjja Re: Odpowiedzi 23.02.05, 14:48
        Witam raz jeszcze,
        Po pierwsze dziękuję za wszystkie odpowiedzi smile Zawsze to jakieś wskazówki i
        plusy dla psychiki, że nie jest się samemu. rzeczywiście tak się dzieje, że
        moje młodsze dziecko jest strasznie absorbujące. Niestety, prawie całe dnie
        jestem z dziećmi sama (mąż pracuje do późna, często wyjażdża) Więc ja chcąc nie
        chcąc nie mogę poświęcić całej uwagi tylko starszemu. Co prawda staram się -
        przytulam go, czytam ulubione bajki a nawet ostatnio byliśmy razem w kinie.
        Zdaję sobie jednak sprawę, że to za mało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka