Dodaj do ulubionych

jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście płeć?

14.09.05, 19:55
Od samego początku chcieliśmy z mężem znać płeć no i lekarka nam
powiedziała,że to będzie dziewczynka i tak przez całą ciążę na
usg "wychodziła" kobitka do czasu wielkiej niespodzianki zwanej porodem.
Poród ciągnął się 15 godzin siłami natury ale Kubik /tzn wg naszych
informacji Julka/zwlekał z tym przyjściem na świat wstrzymywała go krótka
pępowina ,jak się później okazało . Ostatecznie porod zakończył się cesarką
był 10 dni po terminie( kilka dni spędziliśmy na patologii ciąży). Nie muszę
Wam mówić jaką niespodziankę nam synek zgotował swoim przyjśćiem. Wszyscy
byli ogromnie zaskoczeni , bo przecież miała być Julka. Moje zaskoczenie było
chwilowe i jak Go zobaczyłam i utuliłam szybko zapomniałam o wcześniejszych
przewidywaniach lekarki, płeć stała się tak mało ważna . Dzisiaj nie
wyobrażam sobie ,życia bez mojego urwisa. W trudach 15 godzinnego porodu
siłami natury wspierał mnie mąż. A jak to u Was było? Podzielcie się swoimi
wpomnieniami porodowymi.
Mój Kubuś
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=28272504
Obserwuj wątek
    • pampeliszka Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 21:14
      Wiedzialam, ze bedzie Malgosia.Mialam zagrozona ciaze (lozysko przodujace, ktore
      sie odklejalo), lezalam 3 miesiace. W 36tc juz mnie zostawili w szpitalu, a w 38
      zrobili zaplanowane cc,ktore trwalo w sumie ze 20 min.A bylo to w Wielki Piatek
      o 8.20.Wszystko slyszalam- najpierw ordynator powiedzial"juz je mam", a zaraz
      potem byl krzyk corci mojej malutkiej. Dali mi ja do pocalowania, taka bezbronna
      i cieplutka,oczywiscie bylam pewna, ze mnie poznaje... Wszystko wspominam bardzo
      milo (no, moze oprocz zakladania cewnika, bo wpadlam w lapy praktykantki), obylo
      sie bez traumatycznych przejsc- szybko i fachowo.
    • wenus.z.willendorfu Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 21:38
      Od dawna wiedzieliśmy, że to dziewczynka i tu obyło się bez niespodzianek. Cały
      czas miałam nadzieję, że urodzę przed terminem (nie mogłam się doczekać!) i
      Frutka postanowiła przyjśc na świat tydzień wcześniej. W sobotę wieczorem byli
      u nas znajomi i koleżanka stwierdziła, że ma przeczucie, że urodzę w
      poniedziałek. Ledwo wyszli, mąż położył sięspać, a mi odeszły wody. Nie byłam
      pewna, czy przypadkiem to nie pęcherz nie wytrzymał, więc męża obudziłam,
      kazałam mu wąchać (hi hi) i pojechaliśmy do szpitala. Byłam w euforii i
      totalnie wyluzowana i kiedy się okazało, że faktycznie to już to robiliśmy
      sobie jeszcze ostatnie zdjęcia ciążowe przed izbą przyjęć smile Rozwarcie było na
      1 cm, ale zaprowadzono nas do pokoju przedporodowego, mnie kazano się przebrać,
      a tutaj nic się nie dzieje... Mąż położył się spać, a ja zaczęłam czytać
      książkę- położna, która za chwilę przyszła, trochę się nami zdziwiła i
      stwierdziła, że rzadko widuje takie wyluzowane pary smile Ale czym miałam się
      stresować, skoro wiedziałam, że gdy tylko zacznie coś boleć, poproszę o
      znieczulenie? Minęło parę godzin i rozwarcie się zwiększyło do dwóch cm, a ja
      dalej nic nie czuję. Zaczęło mi się nudzić, więc obudziłam męża, żeby ze mną
      porozmawiał i zaczęłam w końcu czuć lekkie skurcze. poszłam dla relaksu pod
      prysznic, a one stwały się coraz bardziej bolesne, ale jescze spokojnie do
      wytrzymania. Poprosiłam więc już na wszelki wypadek o znieczulenie, bo akcja
      wyraźnie nabierała tempa, ale rozwarcie nie postępowało. 20 minut później
      zaczęło mnie już porządnie boleć, a rozwarcie dopiero 3 cm- zaczęłam się modlić
      o te magiczne 4 cm, a po 15 minutach wysłałam męża jeszcze raz po lekarkę-
      chodziłam po ścianach z bólu. Okazało się, że mam już 9 (sic!) cm i zaprosiła
      mnie na salę porodową. Pół godziny później po raz pierwszy po tej stronie
      brzuszka ujrzeliśmy naszą córkę smile Moją pierwszą myślą, gdy ją zobaczyłam
      było: jak ona mi się w tym brzuchu zmieściła?! Przecież jest taka długa! Mąz
      przeciął pępowinę i już było prawie po wszystkim.
    • azbestowestringi Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 22:20
      26 godzin trwal porod. skonczyl sie cesarksim cieciem. po 10 godzinach mialam
      rozwarcie 10cm ale po przebicu blon plodowych szyjka wrocila do ... 5cm
      rozwarcia o przez nastepne 10 godzin zwiekszylo sie rozwarcie o 1cm zaledwie.
      po podaniu oksytocyny puls dzidzi zaczal skakac i w 24 godzinie porodu
      zadecydowano o cesarce.
      i pomyslec, ze to wszystko zaledwie tydzien temu!
      • azbestowestringi Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 22:23
        a plec znalismy od poczatku i nie bylo niespodzianki smile urodzila sie dziewuszka
    • pampeliszka Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 22:24
      A ile punktow dostaly Wasze maluchy? Mimczus mial 10, choc szyja byla owinieta
      pepowina i wsadzili ja potem do inkubatora na kilka godzin.
    • kangur4 Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 14.09.05, 22:46
      Z pewną taką nieśmiałością piszę ten post, bo A). mam wrażenie, że już
      wszystkim o moim porodzie opowiedziałam, B). po wątku Mmali zaczęłąm się
      zastanawiać czy tez nie przesadzam z tym pisaniem...

      No dobra, zaczynamy:
      Płeć znalismy, była kilkakrotnie potwierdzona na USG.
      Na dwa dni przed porodem byłam w przychodni na KTG (byłam niby po terminie, ale
      to nieprawda, termin z kalendarza różnił się od terminu PRAWDZIWEGO o tydzień).
      Moja połozna stwierdziła 2 cm rozwarcia i spytała, czy chcę urodzić w czwartek,
      potwierdziłam, więc odkleiła pęcherz płodowy od ścianki (czy jakos tak).

      W rzeczony czwartek wieczorem siedziałam sobie na kanapie i nagle naszła mnie
      chęć zrobienia sobie paznokci, wstałam z kanapy, przeszłam trzy kroki i odeszły
      mi wody. Zadzwoniłam do położnej, ustaliłysmy, że mam zjawić się za cztery
      godziny w szpitalu, zrobiłam paznokcie, wzięłam prysznic, wsadziłam gary do
      zmywarki, umalowałam się (sic!), dopakowałam i liczyłam skurcze. Mąż udawał
      twardziela.
      Zajechalim do szpitala, na izbie przyjęć pracowicie zmyłam dopiero co nałożony
      lakier, skurcze były coraz mocniejsze. Polazłam na badanie, na korytarzu
      spotkałam doktora (- o, jest moja ulubiona pacjentka - i tyle go widziałam).
      Wlazłam na fotel, luz kompletny. Badanie. Przysięgam - świeczki stanęły mi w
      oczach. - Czy chcesz znieczulenie? - pyta słodko moja połozna. Q...a, pewnie,
      że chcę (one to robią specjalnie, jestem przekonana). Cztery centymetry,
      kwalifikuję się. Wchodzimy na salę, mam luksusowo, trafiła mi się taka z własną
      łazienką. Przychodzi Pani anestezjolog, mówi coś, mój mąż myśli, że pijana,
      blednie, nie, jest Kubanką i ma obcy akcent. - Teraz wbiję igiełkę, żeby
      znieczulić - wiem, że kłamie i że to igła właściwa. Mnie nie oszuka. Ha! Krew w
      cewniku, trzeba kłuć jeszcze raz. Mam za karę.

      Znieczulenie zaczyna działać. Jest fajowo, skaczę na wielkiej piłce, nic nie
      czuję. Gadamy z mężem. Po chwili zmiana. Nie, nie, to nie mąż skacze na piłce,
      ja skaczę dalej, w dalszym ciągu nic nie czuję, ale nie jest już tak fajowo, bo
      rzygam do miski jak kot - efekt uboczny znieczulenia. I tak przeskakałam i
      przerzygałam 3 godziny. Minęło jak z bicza trzasł.

      No dobra, zaczęły sie parte - podobno, bo dalej nic nie czuję. Położna każe
      przeć na kucająco. Wyrzucam męża za drzwi (tak, zrobiłam to i strasznie się
      wstydzę). Niewygodnie mi na kucająco, ładuję się na łózko, znieczulenie
      schodzi, mąż wraca ze zsyłki. Prę. Trwa to godzinę. Mój mąż przysięga, że
      pomiędzy skurczami prowadziłam intelektualne rozmowy z położną, ja tam nic nie
      pamiętam. Pamiętam tylko, że przyszła druga położna, poskakac mi na brzuchu.
      Rodzi się Matylda - patrz, Myszko, patrz! - krzyczy mój mąż, i dobrze, bo bym
      przegapiła, bo zgodnie z przepisami parłam z zamkniętymi oczami.

      A potem wszystko mi się miesza, nie wiem co było po czym, w jakiej kolejności,
      jakiś miałam zamęt w głowie ze szczęscia.

      3600 g, 53 cm, 10 pkt. Moje szczęśliwe numerki.

      Tak było. W każdym bądź razie, kiedy dwa tygodnie później dzwoniłam do
      połoznej, żeby podziękować i opowiedzieć jak się sprawy mają - nie mogłam z
      siebie głosu wydobyć, poryczałam się do słuchawki i w ogóle się rozkleiłam.
      Fajny miałam poród... Naprawdę miło go wspominam.
    • kama72 Sklerotyczna macica wraca na wokandę! 15.09.05, 09:31
      Ja już też się kiedyś rozpisywałam na ten temat, ale uwielbiam to wspominać,
      mimo traumy.
      Całą ciążę znosiłam dzielnie mimo 5 miesięcznych mdłości. I Rafałem
      postanowiliśmy, że nie chcemy znać płci - uwielbiamy niespodzianki, choć ja
      gdzieś w głębi czułam chłopaczka...
      No a potem, godzinę po północy, dokładnie w termin, czyli w Dzień Kobiet,
      odeszły wody. Rafał też udawał, ze trzyma luz. Złapaliśmy spakowany
      cziemadanek, pożegnaliśmy pieska i do szpitala. Tam, idąc na porodówkę,
      ciągnęły się za mną wodne ścieżki. No i potem okazało się, że rozwarcie 1cm i
      zero skurczów. No to: 2 razy oksytocyna, po 8 godzinach dolargan, potem znowu
      dolargan, potem to już tylko ból, mdłości, kupa, obłęd. Po kolejnych 8
      godzinach o 17.12 usłyszałam delikatne miałknięcie śliskiego i ciepłego ciałka.
      Jezu, jacy my bylismy szczęśliwi. Mąż po zbadaniu i zmierzeniu Kaja poszedł się
      wyryczeć (gdyby wiedział, że to piszę - zabiłby mnie gołą ręką, twardziel
      jeden!), a ja byłam szczęśliwa, że JUŻ NIE BOLI!
      I moje szczęśliwe numerki to 3300/56/10.
      A dzisiaj to już nawet mogę myśleć o drugiej ciąży...
      • kangur4 Re: Sklerotyczna macica wraca na wokandę! 15.09.05, 09:59
        kama72 napisała:
        > Mąż po zbadaniu i zmierzeniu Kaja poszedł
        > się wyryczeć (gdyby wiedział, że to piszę - zabiłby mnie gołą ręką, twardziel
        > jeden!)

        W razie czego, gdyby się dowiedział, że jednak o tym napisałaś, to mu powiedz,
        że mój mąż też ryczał. Może pomoże, i Cię nie zabije?
        • kama72 Re: Sklerotyczna macica wraca na wokandę! 15.09.05, 10:27
          Nie mam pewności, że sobie tu nie poczytuje - zna moj nik i wie, że jestem
          uzależniona od tego forum. Więc Rafałku, jak to czytasz, mąż Kangurka jak
          widzisz też ryczał...
    • schaapje Re: jak długo trwał Wasz poród i czy znałyście pł 15.09.05, 09:39
      najdluzsze 6 godzin w moim zyciu smile
      tak jak Wenusiasta mialam nadzieje na porod przed terminem, ale Lidka miala
      inne plany. wody odeszy o 24.00, w szpitalu bylismy jakos kolo 2.00, ale
      rozwarcie bylo 2cm i zero akcji porodowej (choc wydawalo mi sie, ze cos
      zaczynam czuc). zaprowadzili nas na porodowke, popodlaczali caly sprzet,
      zalozyli wenflon i zostawili samych w swietle jupiterow. na szczescie mialam
      umowiona polozna - pojawila sie ok 3.00 i zaczela akcje - czopki i kroplowki.
      no i wtedy zaczely sie skurcze. najpierw takie delikatne, potem oczywiscie
      coraz mocniejsze, ale do wytrzymania. skakalam na pilce asekurowana przez Darka
      i rozsmieszana jego tekstami. potem zaczelo bolec bardziej, wiec wybralam sie
      pod prysznic. bylo fajnie, ale jak pojawial sie skurcz, to nie wiedzialam, co
      ze soba zrobic, wiec wyszlam. na sali znowu podlaczono oxytocyne i zaczelo sie
      robic wesolo - skurcz za skurczem bez chwili przerwy - jedynie mniejszy i
      wiekszy bol. a rozwarcie - ho ho, cale 4 cm smile. wymieklam, a polozna
      zaproponowala znieczulenie. i miala racje, bo jak mi je juz zrobili (czesc pupy
      pozostala niestety wrazliwa), to i rozwarcie sie zrobilo pelne prawie
      natychmiast (musialam scigac meza telefonicznie, bo wczesniej sama go wygnalam
      do Macka na kawe).
      na koncowke porodu wrocilo czucie, wiec zamiast przec powtarzalam, ze ja mam
      dosc i chce juz isc do domu smile, ale pan doktor byl gburowaty i niemily i
      zamisat mnie puscic, powtarzal tylko 'nie gadaj, tylko przyj' i wypychal ze
      mnie Lidke smile
      a potem polozyli mi ja na (sflaczalym) brzuszku i jak mi w oczy spojrzala, to
      caly swiat przestal istniec. a ona na to sie zsikala smile))
      a reszty opisywac nie bede, bo chce o niej zapomniec smile)
      • schaapje a - plec oczywiscie znalam 15.09.05, 09:46
        i na szczescie sie pan doktor nie pomylil smile))
    • cordata1 bole krzyza 15.09.05, 13:02
      mailyscie bole krzyzowe??? bo tego cholerstwa to sie nie dalo przejsc...
      skurcze jakos znosilam bo przechodzily ale plecy bolaly stale... do tego
      rozwarcie wogole nie postepowalo wiec wyprosilam znieczulenie... i tak
      nastawiano sie na ciecie bo podejrzewano niewspolmiernosc miednicy..
      przy rozwarciu prawie 10, kiedy malej drugi raz tetno zaczelo leciec zrobil
      sie straszny tlum a ja szlam juz na stol po nozsmile
      i cale szczescie bo mala zle sie wstawiala ( po otwarciu brzucha byla
      twarzyczka a powinny byc chyba plecki) plus 3 krotne owiniecie pepowina, jak
      doktor powiedzial nie maialaby szans.. ufff dobrze ze szybko zadzialali.
      az sie boje to wspominac! potem juz bylo supersmile
      • mega3 Re: bole krzyza 15.09.05, 13:40
        U mnie było podobnie jak u alimar. Też z mężem byliśmy ciekawi jaka będzie płeć
        dziecka. Na pierwszym USG lekarz stwierdził, że nie wykluczone, że będą
        bliźnięta. Ucieszyliśmy się bo chcemy mieć dwójkę dzieci, ale niestety później
        okazało się, że będzie jedno dziecko. W 20 tygodniu na USG okazało się, że na
        80% będzie dziewczynka (poprzecznie ułożone). No więc całą rodzinką
        nastawiliśmy się na dziewczynkę, na Zuzię. W 38 tygodniu pojechałam do szpitala
        na obserwację, bo wydawało mi się, że od kilku dni sączą mi się wody płodowe.
        No i właśnie po badaniu w szpitalu dostałam skurcze, rodziłam 10
        godzin,dostałam zastrzyk na przyspiesznie. Bóle miałam parte i
        krzyżowe,rozwarcie na 10 a mały nie chciał wyjść. Okazało się, że jestem za
        wąska w miednicy i zabrali mnie na cc. I ku mojemu zdziwieniu zamiast Zuzi
        ujrzałam Kubusia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka